mertiOsobistość
17piorunówW 1678 roku ludzie byli poważni - nikt nie prowadził auta pod wpływem alkoholu. Co poszło nie tak? :thinking_face:
#suchar #heheszki #polskiedrogi #wypadki #alkohol #samochody #smierc

mertiOsobistość
17piorunówW 1678 roku ludzie byli poważni - nikt nie prowadził auta pod wpływem alkoholu. Co poszło nie tak? :thinking_face:
#suchar #heheszki #polskiedrogi #wypadki #alkohol #samochody #smierc

zomersFanatyk
53piorunów5:27, niedziela, prosta droga w terenie zabudowanym, jedno z niewielu drzew blisko drogi, 4 osoby w aucie, 2 zmarły w szpitalu.
Toledo chyba miało kapkę za dużo mocy, względem umiejętności kierowcy - nie ma szczegółów o pasażerach, ale można się chyba domyśleć scenariusza, ehh.

@zomers znowu te popierdolone drzewa zabijają niewinnych ludzi
@zomers o jak śmiechłem, bo bezpośrednio pod tym wpisem pojawił mi się wpis z tym:
https://cdn.hejto.pl/uploads/posts/images/1200x900/d6f80cf5cd42f8db96650bae7d1ffdcc.gif
xDDDD szanujmy drzewa za obniżanie populacji drogowych patusów
Hejtoradek-piotr-krasnyFanatyk
29piorunów#jumanezfb bo w sumie nie każdy ma a materiał zacny i nigdy ever o tym nie słyszałem
FB: strefamilczenia
Katastrofa w Luboniu (1972): noc, w której pył ziemniaczany rozerwał fabrykę
Zima 1972 roku w podpoznańskim Luboniu pachniała krochmalem i przemysłowym pyłem. Wielkopolskie Przedsiębiorstwo Przemysłu Ziemniaczanego, powstałe w 1970 roku z zakładów, których niemieccy przemysłowcy zaczęli budowę jeszcze w listopadzie 1904 roku, dyktowało rytm życia całego miasta. Wtorkowa noc 22 lutego nie zapowiadała tragedii, choć w powietrzu dosłownie wisiało niewidzialne zagrożenie.
Krótko przed północą, o godzinie 23:07, z czterokondygnacyjnego gmachu dekstryniarni buchnął gęsty obłok pyłu, a ułamek sekundy później potężny błysk rozdarł ciemność. Gigantyczna fala uderzeniowa wybiła szyby w całej okolicy i zmiotła budynek piętro po piętrze. Masywny gmach o kubaturze 10 500 metrów sześciennych przestał istnieć, zamieniając się w deszcz płonącego gruzu, miażdżonej stali i zniszczonych maszyn. Siła eksplozji rozrzuciła odłamki na kilkadziesiąt metrów, a fragment rozerwanego wagonu kolejowego z bocznicy przeleciał około stu metrów i wbił się w budynek po drugiej stronie torów. Pod tonami betonu znalazła się cała nocna zmiana. Dla 17 osób była to ostatnia noc w życiu, a 10 kolejnych zostało ciężko rannych.
Zakład specjalizował się w wytwarzaniu dekstryny, organicznego związku z grupy złożonych węglowodanów, pożądanego w przemyśle włókienniczym i papierniczym, w produkcji klejów oraz w farmacji, gdzie służy między innymi do wyrobu otoczek tabletek. Otrzymywano ją przez zakwaszanie skrobi ziemniaczanej i jej wielogodzinne wygrzewanie bądź prażenie w temperaturze sięgającej 180°C. Powstający przy tym drobny proszek miał jednak mroczną właściwość, bo był wysoce wybuchowy. Pył dekstrynowy zawieszony w zamkniętej przestrzeni zachowuje się niczym opary benzyny. Ogromna powierzchnia kontaktu drobin z tlenem sprawia, że do zapłonu wystarczy minimalne źródło energii, jedna iskra albo wyładowanie elektrostatyczne.
Fala uderzeniowa z pierwszego, lokalnego wybuchu strząsa wówczas ze ścian i urządzeń zalegające tam tony pyłu, tworząc nową, gigantyczną chmurę, która natychmiast ulega wtórnemu, niszczycielskiemu wybuchowi. Właśnie ten mechanizm, seria następujących po sobie eksplozji rozpoczęta na najniższej kondygnacji, sprawił, że potężny gmach rozpadł się jak domek z kart.
Katastrofa nie była nieszczęśliwym zrządzeniem losu, lecz efektem systemowych błędów, w których plan gospodarczy wygrywał ze zdrowym rozsądkiem. Początek lat siedemdziesiątych to czas gierkowskiego przyspieszenia. Zaledwie trzy miesiące przed tragedią, w grudniu 1971 roku, odbył się VI Zjazd PZPR, a w styczniu 1972 roku, na apel centrali, załoga w Luboniu zobowiązała się do dodatkowej, ponadplanowej produkcji o wartości 7,6 miliona złotych. Presja była ogromna, zwłaszcza że za niewykonanie planu pracownikom odebrano premię. Praca odbywała się na skrajnie wyeksploatowanym sprzęcie, którego część pamiętała początek wieku, oraz na nowych, niesprawdzonych i awaryjnych maszynach, działających w trybie próbnym i wymuszających częste przestoje. Na domiar złego, aby sprostać zamówieniom, zakład zaczął sprowadzać mączkę z Holandii. Surowiec ten był znacznie drobniej zmielony niż krajowy, co doprowadziło do drastycznego wzrostu zapylenia. W samej hali widoczność spadała poniżej dwóch metrów, a pył osiadał grubą warstwą na konstrukcji i na drzewach wokół zakładu.
Potwierdzali to nawet inspektorzy przeprowadzający kontrole, oceniając warunki pracy jako bardzo trudne i wytykając kierownictwu brak właściwej wentylacji.
Sygnały ostrzegawcze ignorowano z systematyczną konsekwencją. Powołana po katastrofie komisja wyliczyła całą litanię zaniedbań: utrzymujące się od lat nadmierne zapylenie i stężenie palnych gazów, brak zabezpieczeń urządzeń przed iskrzeniem mechanicznym i wyładowaniami elektrostatycznymi, przekraczanie bezpiecznych norm produkcji oraz wadliwy system wyciągowo-wentylacyjny. Kilka lat przed tragedią usunięto znaczną część instalacji odpylającej, nie zastępując jej skutecznym systemem, który w fabryce tego typu jest absolutną koniecznością. Pracownicy sami wyłączali urządzenia sygnalizujące przekroczenie bezpiecznych parametrów, bo uruchamiały się zbyt często i wymuszały przestoje. Z relacji i odtajnionych dokumentów wynika, że załoga miała pełną świadomość zagrożenia. Już 8 lutego pracownica Wanda Grochowina podnosiła na zebraniu związkowym kwestię nadmiernego zapylenia i niebezpieczeństwa dla zdrowia. Padały też dramatyczne ostrzeżenia, że przy takim tempie cały wydział może wylecieć w powietrze. Jeszcze 21 lutego, dzień przed wybuchem, kierownik dekstryniarni bezskutecznie podnosił na radzie robotniczej sprawę przeciążenia urządzeń, w tym prototypowej suszarki.
Produkcja ruszyła jednak dalej.
Trzecia zmiana rozpoczęła się o godzinie 22:00. Według grafiku miało pracować około trzydziestu osób, lecz dwie się nie stawiły. Na terenie zakładu znajdowali się ponadto portier, dozorczyni oraz czterej ludzie skierowani do rozładunku wagonów z mączką, które właśnie wtoczyły się na bocznicę. To, co bezpośrednio zainicjowało wybuch, nigdy nie zostało ostatecznie potwierdzone, a śledczy wskazywali jedynie najbardziej prawdopodobny scenariusz: do maszyny produkcyjnej miał dostać się rozgrzany metalowy przedmiot, którego tarcie o szybko obracające się części wywołało iskrę i zapłon pyłu na najniższej kondygnacji. Pierwsza eksplozja wstrząsnęła gmachem, zrzucając z belek i ścian zalegające tygodniami tony dekstryny, co zapoczątkowało reakcję łańcuchową. Fala uderzeniowa rozebrała budynek piętro po piętrze.
Wśród obracających się w pył murów rozgrywały się jednostkowe dramaty, przerażające w swojej losowości. Roman Ostafin, czterdziestoletni wagowy z działu transportu, pracował tej nocy przy rozładunku mąki i zginął, podczas gdy jego żona Kazimiera, zatrudniona w tym samym zakładzie, wyszła z katastrofy żywa i dopiero w szpitalu dowiedziała się o śmierci męża. Śmierć nie wybierała. Pochłonęła 8 kobiet i 9 mężczyzn w wieku od 24 do 64 lat. Większość zginęła na miejscu, a część ciężko rannych zmarła w kolejnych dniach w szpitalach, między innymi Gertruda Kotecka 26 lutego i Janina Kulza 27 lutego. Wśród ofiar było pracujące na tej samej zmianie małżeństwo, Cecylia i Jan Brękowie, a najmłodszym poległym był dwudziestoczteroletni Wojciech Markiewicz.
Ofiary katastrofy, upamiętnione na lubońskiej tablicy:
- Cecylia Brek, 58 lat, i Jan Brek, 62 lata, małżeństwo z tej samej zmiany
- Stanisław Dzidek, 58 lat
- Marek Gabler, 64 lata
- Leonarda Grobelna, 43 lata
- Wanda Grochowina, 46 lat, która dwa tygodnie wcześniej ostrzegała przed zapyleniem
- Eugeniusz Hetman, 42 lata, dyżurny ślusarz
- Gertruda Kotecka, 40 lat, zmarła w szpitalu 26 lutego
- Jan Krzewiński, 36 lat, pracownik rozładunku mąki
- Zofia Kubiak, 59 lat
- Henryk Kujawa, 47 lat
- Janina Kulza, 39 lat, zmarła w szpitalu 27 lutego
- Wojciech Markiewicz, 24 lata, najmłodszy na zmianie
- Jadwiga Mendelska, 26 lat
- Stanisława Michałowska, 58 lat
- Roman Ostafin, 40 lat, wagowy przy rozładunku
- Tadeusz Sikora, 36 lat, mistrz zmianowy
Akcja ratownicza była heroiczną próbą wyrwania ocalałych z płonącego rumowiska. Pierwsi ruszyli pracownicy innych oddziałów i zakładowa straż pożarna, a po nich strażacy z lubońskiej ochotniczej straży, ratownicy z Poznania i całego województwa, pogotowie, milicja, ZOMO i wojsko. Łącznie przybyły 24 zastępy straży. Skala zniszczeń wymagała użycia 22 wywrotek, 12 koparek, 4 ładowarek, spychacza, 6 podnośników taśmowych oraz wojskowego wozu zabezpieczenia technicznego, a teren oświetlano reflektormi wojskowymi.
Ogień opanowano nad ranem, ale sama akcja ratunkowa trwała blisko 79 godzin. Usunięto przy tym około 2100 metrów sześciennych gruzu i blisko tysiąc ton urządzeń. Zakończyła się w sobotę rano 26 lutego, gdy wydobyto ciało ostatniego pracownika, Wojciecha Markiewicza. Tego samego dnia w zakładowym Klubie Fabrycznym, mieszczącym się w dawnym kinie „Wrzos”, odbyło się żałobne pożegnanie ofiar, a fabryczne syreny towarzyszyły świeckiej ceremonii. Trumny rozwieziono następnie na cmentarze według miejsca zamieszkania rodzin, między innymi do Żabikowa, gdzie spoczęli Stanisław Dzidek, Marek Gabler, Leonarda Grobelna, Gertruda Kotecka, Henryk Kujawa i Roman Ostafin, oraz do Wirów, gdzie pochowano Brękowie, Jana Krzewińskiego, Janinę Kulzę i Stanisławę Michałowską.
Społeczeństwo odpowiedziało solidarnie, mieszkańcy oddawali krew, a do ratowników dowożono ciepłe posiłki.
Podczas gdy ratownicy wciąż szukali rannych, aparat państwowy rozpoczął chłodną operację tuszowania systemowych zaniedbań. Służba Bezpieczeństwa założyła sprawę operacyjnego rozpracowania o kryptonimie „Luboń”, której celem było ustalenie przyczyn wybuchu, ale też sprawdzenie, czy nie chodziło o sabotaż lub zamach na socjalistyczny ustrój. SB pilnie monitorowała nastroje załogi, komentarze pracowników oraz opinie mieszkańców Lubonia i Poznania, gromadząc donosy, listy i raporty tajnych współpracowników. Prasa, dopuszczona do relacjonowania akcji w ograniczonym zakresie, milczała na temat rzeczywistych przyczyn. Władza obawiała się robotniczych niepokojów, zwłaszcza że nieobecność Edwarda Gierka na miejscu katastrofy budziła ciche niezadowolenie i prowokowała szepty, że gdyby rzecz działa się w górnictwie na Śląsku, reakcja centrali byłaby zupełnie inna.
Machina sprawiedliwości ruszyła, opierając się na zeznaniach 77 świadków i pracy biegłych, którzy potwierdzili rażące, wielomiesięczne uchybienia. 20 lipca 1973 roku Sąd Wojewódzki w Poznaniu skazał za nieumyślne spowodowanie śmierci czteroosobowe kierownictwo zakładu: dyrektora naczelnego Tadeusza Bęcia na 3 lata, dyrektora do spraw technicznych Zdzisława Ostaszewskiego na 2 lata, kierownika Zakładu Luboń I Stanisława Woźniaka na 2 lata oraz wicedyrektora do spraw technicznych Konrada Byszewskiego na rok i sześć miesięcy więzienia. Skazani stracili też swoje stanowiska. Straty materialne oszacowano na 28 milionów ówczesnych złotych. Nowy, nowoczesny oddział dekstryny wzniesiono w ciągu 18 miesięcy, bardziej na wschód i bliżej Warty, oddając go do użytku pod koniec października 1973 roku, a bliźniaczy zakład wybudowano w filii przedsiębiorstwa w miejscowości Staw pod Strzałkowem. Zrujnowane piwnice starego budynku, wraz z zalegającą w nich dekstryną, po prostu zasypano ziemią. Przerób ziemniaków i praca całego zakładu w Luboniu zakończyły się definitywnie w 2004 roku, dokładnie w stulecie istnienia fabryki, a tereny sprzedano prywatnym właścicielom i spółkom. Pomnik ofiar, stylizowany znicz odsłonięty w pierwszą rocznicę tragedii 22 lutego 1973 roku, po latach niedostępności przeniesiono w grudniu 2022 roku na miejski skwer przy ulicy Armii Poznań.
Zapraszam na nowoutworzoną stronę **strefamilczenia.pl**, gdzie znajdziecie spis wszystkich tekstów.
Źródła:
**https://bazhum.muzhp.pl/.../przeglad_archiwalny_instytutu****...**
**https://www.gazeta-lubon.pl/.../od-tragedii-minelo-pol.../**
**https://www.poznajhistorie.pl/monument/lubon-dekstryna**
**https://czaz.akademiazamojska.edu.pl/.../download/778/838**
**https://przystanekhistoria.pl/.../99060,Katastrofa-w****...**
**https://www.pap.pl/.../news,1212148,przez-dekady-ukrywali****...**
**https://www.archiwistyka.pl/artykuly/z_kraju/1514**
**https://historia.rp.pl/.../art14239731-mroczne-tajemnice****...**
**https://www.oklubon.pl/aktu.../51-rocznica-wybuchu-dekstryny**
**https://lubon.pl/.../15/4477/52-rocznica-wybuchu-dekstryny**

> czy nie chodziło o sabotaż lub zamach na socjalistyczny ustrój.
Ta.. To po prostu tylko kartonowe Panstwo.
Dobry, rzeczowy wpis. Dzięki za ciekawe info
Felonious_GruLider
55piorunówNadal się zastanawiacie, czemu ludzie nie wyłamują rogatek?
Wyłamanie rogatki: 3500zł + 15pkt
Kolizja z pociągiem: 3000zł + 10pkt
XD
https://piasecznonews.pl/pl/755_tarczyn/113615_o-krok-od-tragedii-na-przejezdzie-kolejowym.html
https://autoblog.spidersweb.pl/wysokosc-mandatu-za-wylamanie-rogatki

@Felonious_Gru Śmierć to niskie ryzyko, za to można zaoszczędzić 5 punktów karnych xD
Życie jest 1, a różnica punktów karnych wynosi 5. Matematykę pozostawiam wam.
ciszejGruba ryba
77piorunówDzisiaj mamy światowy dzień #rower więc idealna historia silnej woli, walki ze sobą i z przeciwnościami z naszego podwórka.
Pewnie ktoś z tagu kojarzy wypadek który miał miejsce w czerwcu 2020 r. była reprezentantka Polski w MTB, Rita Malinkiewicz, została potrącona przez samochód podczas treningu. Uderzenie było potężne, przeleciała około 17,5 metra. Doznała licznych złamań czaszki, twarzy, kręgosłupa, żeber, kości udowej oraz ciężkich obrażeń mózgu. Lekarze dawali jej minimalne szanse na przeżycie, rodzicom sugerowano że to już koniec. PRzeżyła tylko dla tego że akcję ratowniczą ogarnęła ratowniczka która przez przypadek znalazła się na tej samej drodze.
_Do wypadku doszło w Wilkowicach, na odcinku drogi, która łączy Bielsko-Białą i_ Żywiec. _Kobieta kierująca oplem z niewiadomych przyczyn zjechała z drogi i wjechała w kolarki_
Przez wiele miesięcy nie było wiadomo czy przeżyje, czy kiedykolwiek odzyska kontakt ze światem. Każdy kolejny etap to jedna wielka walka: wyjście ze śpiączki, rekonstrukcja czaszki, nauka funkcjonowania, wielomiesięczna rehabilitacja kosztująca setki tysięcy złotych. Nawet podczas pierwszych ćwiczeń rehabilitacyjnych ktoś musiał podtrzymywać jej głowę, aby nie doszło do uszkodzenia rdzenia kręgowego. Do tego walka z ubezpieczycielem. Polecam obejrzeć zdjęcia z artykułu - zazwyczaj aba tym etapie kończą ludzie po takich wypadkach.
Po wypadku bała się ruchu drogowego i roweru. Przesiadła się na trycykl. Pierwsze próby kończyła płaczem i frustracją. Nie poddała się. Jeździła po parkingach Energylandii o piątej rano, pokonując dziesiątki kilometrów. Trening, rehabilitacja i ból.
A puenta?
Kobieta, której dawano kilka procent szans na przeżycie, w 2025 r. zdobyła srebrny medal mistrzostw świata w parakolarstwie, a w 2026 r. wygrała zawody Pucharu Świata i rozpoczęła walkę o kwalifikację olimpijską. Niesamowity jest jej progres w regeneracji i to że nie poddała się na żadnym etapie.
Najbardziej poruszyło mnie to że sprawczyni wypadku nigdy nie powiedziała „przepraszam” i do końca nie przyznała się do winy. Nadal trwa walka Rity o pełne odszkodowanie z ubezpieczycielem. Nie mieści mi się w głowie że kobieta która wjechała w Ritę nadal upiera się przy swoim.
Z tego co wyszukałam w internecie baba która spowodowała wypadek dostała 1 rok w zawiasach i 20 000 zł do zapłaty - czyli nic XD za to że ktoś do końca życia będzie się rehabilitował, za to że my, podatnicy do końca będziemy się dokładali do tej sprawy. Wyrok jest śmieszny. Konsekwencje prawie żadne.
Polecam przeczytać cały artykuł: https://przegladsportowy.onet.pl/kolarstwo/o-tym-wypadku-mowila-cala-polska-rita-nigdy-nie-uslyszala-przepraszam/9h1gx16
Tu jej instagram: https://www.instagram.com/riittt/?utm_source=ig_embed
#wypadki #jazdanarowerze

@ciszej za samo samozaparcie dałbym jej złoty medal!
Ja po wypadku nie miałem chyba nawet 1% takiej chęci powrotu do "żywych" :confused:
Co do sprawczyni wypadku to, no ja też nie kocham jakoś specjalnie cyklistów, ale żeby tak specjalnie jak w kręgle?
Faktycznie śmieszny wyrok :confused:
To jest coś, czego realnie się boję. Nie wojna, chujowirusy itd. Tylko jakiś nieodpowiedzialny kretyn za kierownicą.
Banan11Fanatyk
4piorunówReżyser Krzysztof Ł. kilka miesięcy temu został uznany za winnego spowodowania wypadku samochodowego, w którym zginęła 10-letnia Hania. Sąd skazał go na trzy lata pozbawienia wolności. Artysta nie zgodził się jednak z wyrokiem i konsekwentnie uważa, że do wypadku nie doprowadził

Statyczny_StefekFanatyk
11piorunówDlaczego na tradach bezwzględnie trzeba mieć kask, odc. 2137
https://www.facebook.com/reel/2427094831108116/
#wspinaczka trochę #wypadki
@Statyczny_Stefek ale asekuracja też chyba dała d⁎⁎y nie?
No i kask zawsze i wszędzie.
zomersFanatyk
34piorunówNo te naklejki "patrz w lusterka. motocykle są wszędzie", nabierają tutaj innego znaczenia. I klasycznie, lewoskręt.

Co tu się odjaniepawliło... Jakieś ejaje, na ostatnim kadrze motocykl zostaje na asfalcie, potem wisi na lampie na zdjęciu. Nie wiadomo co poleciało w górę - kierowca, czy co?
@zomers "latanie na moto" nabiera do słownego sensu
Banan11Fanatyk
31piorunówPaweł Kozanecki od kilku dni był poszukiwany listem gończym. Jak dowiedział się Onet, mężczyzna w ostatnich dniach często zmieniał miejsca pobytu. Nocował w wynajmowanych pokojach w hotelach. #wiadomoscipolska #wypadek #wypadki

NemrodGURU
10piorunówGodz. 22:00, śmiertelny wypadek. Samochód na prostym odcinku w środku miasta wjechał na przeciwległy pas i uderzył w inny zabijając przypadkowego kierowcę.
Pytanie z serii jakiego koloru jest trawa: kto zgadnie markę auta i wiek sprawcy? jprdl
[przypadkowa fotka z neta]
#wypadki #samochody #ruchdrogowy

@Nemrod ja proponuje czesc druga tego quizu:
Na podstawie opisu zdarzenia i doswiadczen z polskimi sadami ocen, jakie konsekwencje poniesie kierowca
@Nemrod BMW e60 zapewne w gnoju
RagnarokkGURU
107piorunówZis is fajn

@Ragnarokk Jest już przeciek uzasadnienia wyroku uniewinniającego!
Więcej wolnych sądów!!!
nietzscheGruba ryba
18piorunówDobrze, że przeżył, będzie miał o czym myśleć do końca życia
#wiadomoscipolska #pijanykierowca #zakazprowadzeniapojazdow #pijanikierowcy #wypadek #wypadki

@nietzsche Ta lekcja pokory coś tam coś tam... Chociaż w tym wypadku nie sondzem ( ͡° ʖ̯ ͡°)
E tam, alkoholik to będzie jeszcze więcej chlał i pod wpływem będzie miał w d⁎⁎ie zakazy
RagnarokkGURU
12piorunówWidze ze w tragedii #teamlitewka internet doszedł juz do kolejnej fazy żałoby - gniewu.
Ja rozumiem, że na świecie są spiski, ale dużo bardziej prawdopodobniejsze jest że koles po prostu zapierdalał ile silnik pozwala jak debil jak na typowego Polaka Janusza przystało
@Ragnarokk a ocb z litewką?
@Ragnarokk Gniew jest słuszny choć spisek niepotrzebny.
Może będzie to okazja do jakiejś narodowej refleksji co do zachowania na drogach, jakichś realnych działań w celu zwiększenia bezpieczeństwa, nacisku na budowę infrastruktury dla rowerów i pieszych, bo takich niepotrzebnych śmierci co roku są tysiące. Inne ofiary nie są tak znane, ale nadal to dramat i tragedia bliskich. Często to tak samo młodzi ludzie, którzy mogliby długo być pożytecznymi członkami społeczeństwa, żyć na pożytek dla nas wszystkich, a sprząta ich jeden bezmyślny idiota za kółkiem, dla którego pięć minut czasu, który zaoszczędzi na drodze, jest więcej warte niż życie innych ludzi.
Banan11Fanatyk
172piorunówŁukasz Gil, ekspert, od którego prywatną opinię zamówiła rodzina Sebastiana M., w swoim opracowaniu wskazał na alkohol u kierowcy spalonej na autostradzie Kii. Nie dodał jednak, że alkohol miało w organizmie nawet dziecko. Bo był to alkohol endogenny, powstający w procesach

dez_GURU
46piorunówWiele jest smutnych historii, ale ta wyjątkowo siedzi mi w głowie. Chłopak zachował się jak należy, niestety prawie przypłacił to życiem.
"– Lekarze wybudzili chłopca ze śpiączki i co ważne – jest z nim kontakt. Rozpoznał rodziców – przekazał reporter magazynu „Uwaga" , cytowany przez TVN24.
Do wypadku doszło 14 lutego na stacji Wola Bierwiecka. 17-letni Dominik pomagał kobiecie z wózkiem wyjść z pociągu.
Gdy chciał ponownie wsiąść do pociągu, drzwi przytrzasnęły mu rękę. Pojazd ruszył, a chłopak po chwili znalazł się między składem a peronem.
W wyniku wypadku Dominik stracił część prawej dłoni, część prawej stopy oraz całą lewą nogę."

Chłopak powinien za swoją postawę dostać najwyższe odznaczenie cywilne i dożywotnią rentę
MordiKosmonauta
7piorunówGdyby kogoś interesowało to na https://sewik.pl/szukaj dostępna jest już wyszukiwarka zdarzeń drogowych za zeszły rok:)
@Mordi faktycznie bangla !
Znalazlem chlopa co w Porsche rozwalil nam sluzbowa Pandę i nie przyjął mandatu wiec do tej pory nie ma hajsu z PZU
Banan11Fanatyk
138piorunówNa 1 rok i sześć miesięcy więzienia skazał w czwartek Sąd Okręgowy w Olsztynie Pawła K. za spowodowanie wypadku, w którym zginęły dwie kobiety. Oskarżony to łódzki adwokat, znany z określenia auta ofiar jako "trumny na kółkach". Wyrok jest prawomocny. #wiadomoscipolska

DeykunLider
40piorunów&źródło #wypadki #ciekawostki #nurkowanie
> Wypadek na platformie Byford Dolphin w 1983 roku
>
> W sobotę, 5 listopada 1983 roku, o godzinie 4:00 rano, podczas wierceń na złożu gazowym Frigg w norweskim sektorze Morza Północnego, czterech nurków przebywało w systemie komór nurkowych na pokładzie platformy, który był połączony z dzwonem nurkowym za pomocą tunelu (krótkiego przejścia). Nurkami byli Edwin Arthur Coward (Brytyjczyk, 35 lat), Roy P. Lucas (Brytyjczyk, 38 lat), Bjørn Giæver Bergersen (Norweg, 29 lat) oraz Truls Hellevik (Norweg, 34 lata). Asystowało im dwóch pomocników nurkowych: William Crammond (Brytyjczyk, 32 lata) oraz Martin Saunders.
>
> ~
>
> W chwili wypadku komory dekompresyjne 1 i 2 (wraz z trzecią komorą, która nie była wówczas używana) były połączone z dzwonem nurkowym za pomocą tunelu. Połączenie to było zabezpieczone zaciskiem obsługiwanym przez Crammonda i Saundersa, którzy byli doświadczonymi nurkami.
>
> ~
>
> Coward i Lucas odpoczywali w komorze 2 pod ciśnieniem 9 atmosfer (atm). Dzwon nurkowy z Bergersenem i Hellevikiem został właśnie wciągnięty po nurkowaniu i połączony z tunelem. Pozostawiając mokry sprzęt w tunelu, obaj nurkowie przeszli przez tunel do komory 1.
> ~
> Prawidłowa procedura wyglądałaby następująco:
>
> 1. Zamknąć drzwi dzwonu nurkowego, które były otwarte w kierunku tunelu.
>
> 2. Nieznacznie zwiększyć ciśnienie w dzwonie nurkowym, aby szczelnie zamknąć jego drzwi.
>
> 3. Zamknąć drzwi komory 1, które również były otwarte w kierunku tunelu.
>
> 4. Powoli obniżyć ciśnienie w tunelu, aż osiągnie 1 atm.
>
> 5. Otworzyć zacisk, aby odłączyć dzwon nurkowy od systemu komór.
>
>
> Pierwsze dwa kroki zostały wykonane, gdy awaria mechaniczna spowodowała otwarcie zacisku uszczelniającego tunel, zanim Hellevik (nurek 4) zamknął drzwi komory. W rezultacie obie komory zostały gwałtownie zdekompresowane z 9 atmosfer do zewnętrznego ciśnienia otoczenia wynoszącego 1 atm.
>
> ~
>
> Powietrze z ogromną siłą wydostało się z systemu komór, blokując wewnętrzne drzwi tunelu i odpychając dzwon, który uderzył w obu pomocników nurkowych. Wszyscy czterej nurkowie zginęli; jeden z pomocników, Crammond, poniósł śmierć, natomiast Saunders został ciężko ranny.
>
> https://en.wikipedia.org/wiki/Byford_Dolphin

@Deykun już rozumiem dlaczego nurek z UK, którego poznałem, mieszkał w takiej wypasionej willi z drogimi samochodami na podjeździe 😛
nobodysFanatyk
10piorunów
Ciekawy tiktoczek musiał być
Sporo jest kopii tego nagrania ale artykułu o zdarzeniu nie mogę znaleźć.
Ciekawy przypadek
https://fordauthority.com/2024/07/ford-maverick-flips-after-brutal-rear-end-collision-video/
Just a moment...FordauthorityzomersFanatyk
29piorunówChińczycy testują nowy system, do katapultacji baterii. Wygląda na to, że problem spalenia się w aucie elektrycznym, zostanie rozwiązany - spali się co najwyżej coś lub ktoś stojący obok tego auta. Może dla odpowiedniego wydźwięku, mógłby to być jakiś passat w dieslu.
#samochody #wypadki #motoryzacja
Zamachy tym będzie można przeprowadzaćxD wystarczy kolumna policji co to "wiozą jakiegoś złodzieja" #pdk i sru vipowi pod koła!
@zomers wszystko ok bo to ma chronić bogatego Chińczyka w aucie a nie pieszego biedaka xD