radek-piotr-krasnyFanatyk
3piorunów
radek-piotr-krasnyFanatyk
3piorunów
radek-piotr-krasnyFanatyk
29piorunów#jumanezfb bo w sumie nie każdy ma a materiał zacny i nigdy ever o tym nie słyszałem
FB: strefamilczenia
Katastrofa w Luboniu (1972): noc, w której pył ziemniaczany rozerwał fabrykę
Zima 1972 roku w podpoznańskim Luboniu pachniała krochmalem i przemysłowym pyłem. Wielkopolskie Przedsiębiorstwo Przemysłu Ziemniaczanego, powstałe w 1970 roku z zakładów, których niemieccy przemysłowcy zaczęli budowę jeszcze w listopadzie 1904 roku, dyktowało rytm życia całego miasta. Wtorkowa noc 22 lutego nie zapowiadała tragedii, choć w powietrzu dosłownie wisiało niewidzialne zagrożenie.
Krótko przed północą, o godzinie 23:07, z czterokondygnacyjnego gmachu dekstryniarni buchnął gęsty obłok pyłu, a ułamek sekundy później potężny błysk rozdarł ciemność. Gigantyczna fala uderzeniowa wybiła szyby w całej okolicy i zmiotła budynek piętro po piętrze. Masywny gmach o kubaturze 10 500 metrów sześciennych przestał istnieć, zamieniając się w deszcz płonącego gruzu, miażdżonej stali i zniszczonych maszyn. Siła eksplozji rozrzuciła odłamki na kilkadziesiąt metrów, a fragment rozerwanego wagonu kolejowego z bocznicy przeleciał około stu metrów i wbił się w budynek po drugiej stronie torów. Pod tonami betonu znalazła się cała nocna zmiana. Dla 17 osób była to ostatnia noc w życiu, a 10 kolejnych zostało ciężko rannych.
Zakład specjalizował się w wytwarzaniu dekstryny, organicznego związku z grupy złożonych węglowodanów, pożądanego w przemyśle włókienniczym i papierniczym, w produkcji klejów oraz w farmacji, gdzie służy między innymi do wyrobu otoczek tabletek. Otrzymywano ją przez zakwaszanie skrobi ziemniaczanej i jej wielogodzinne wygrzewanie bądź prażenie w temperaturze sięgającej 180°C. Powstający przy tym drobny proszek miał jednak mroczną właściwość, bo był wysoce wybuchowy. Pył dekstrynowy zawieszony w zamkniętej przestrzeni zachowuje się niczym opary benzyny. Ogromna powierzchnia kontaktu drobin z tlenem sprawia, że do zapłonu wystarczy minimalne źródło energii, jedna iskra albo wyładowanie elektrostatyczne.
Fala uderzeniowa z pierwszego, lokalnego wybuchu strząsa wówczas ze ścian i urządzeń zalegające tam tony pyłu, tworząc nową, gigantyczną chmurę, która natychmiast ulega wtórnemu, niszczycielskiemu wybuchowi. Właśnie ten mechanizm, seria następujących po sobie eksplozji rozpoczęta na najniższej kondygnacji, sprawił, że potężny gmach rozpadł się jak domek z kart.
Katastrofa nie była nieszczęśliwym zrządzeniem losu, lecz efektem systemowych błędów, w których plan gospodarczy wygrywał ze zdrowym rozsądkiem. Początek lat siedemdziesiątych to czas gierkowskiego przyspieszenia. Zaledwie trzy miesiące przed tragedią, w grudniu 1971 roku, odbył się VI Zjazd PZPR, a w styczniu 1972 roku, na apel centrali, załoga w Luboniu zobowiązała się do dodatkowej, ponadplanowej produkcji o wartości 7,6 miliona złotych. Presja była ogromna, zwłaszcza że za niewykonanie planu pracownikom odebrano premię. Praca odbywała się na skrajnie wyeksploatowanym sprzęcie, którego część pamiętała początek wieku, oraz na nowych, niesprawdzonych i awaryjnych maszynach, działających w trybie próbnym i wymuszających częste przestoje. Na domiar złego, aby sprostać zamówieniom, zakład zaczął sprowadzać mączkę z Holandii. Surowiec ten był znacznie drobniej zmielony niż krajowy, co doprowadziło do drastycznego wzrostu zapylenia. W samej hali widoczność spadała poniżej dwóch metrów, a pył osiadał grubą warstwą na konstrukcji i na drzewach wokół zakładu.
Potwierdzali to nawet inspektorzy przeprowadzający kontrole, oceniając warunki pracy jako bardzo trudne i wytykając kierownictwu brak właściwej wentylacji.
Sygnały ostrzegawcze ignorowano z systematyczną konsekwencją. Powołana po katastrofie komisja wyliczyła całą litanię zaniedbań: utrzymujące się od lat nadmierne zapylenie i stężenie palnych gazów, brak zabezpieczeń urządzeń przed iskrzeniem mechanicznym i wyładowaniami elektrostatycznymi, przekraczanie bezpiecznych norm produkcji oraz wadliwy system wyciągowo-wentylacyjny. Kilka lat przed tragedią usunięto znaczną część instalacji odpylającej, nie zastępując jej skutecznym systemem, który w fabryce tego typu jest absolutną koniecznością. Pracownicy sami wyłączali urządzenia sygnalizujące przekroczenie bezpiecznych parametrów, bo uruchamiały się zbyt często i wymuszały przestoje. Z relacji i odtajnionych dokumentów wynika, że załoga miała pełną świadomość zagrożenia. Już 8 lutego pracownica Wanda Grochowina podnosiła na zebraniu związkowym kwestię nadmiernego zapylenia i niebezpieczeństwa dla zdrowia. Padały też dramatyczne ostrzeżenia, że przy takim tempie cały wydział może wylecieć w powietrze. Jeszcze 21 lutego, dzień przed wybuchem, kierownik dekstryniarni bezskutecznie podnosił na radzie robotniczej sprawę przeciążenia urządzeń, w tym prototypowej suszarki.
Produkcja ruszyła jednak dalej.
Trzecia zmiana rozpoczęła się o godzinie 22:00. Według grafiku miało pracować około trzydziestu osób, lecz dwie się nie stawiły. Na terenie zakładu znajdowali się ponadto portier, dozorczyni oraz czterej ludzie skierowani do rozładunku wagonów z mączką, które właśnie wtoczyły się na bocznicę. To, co bezpośrednio zainicjowało wybuch, nigdy nie zostało ostatecznie potwierdzone, a śledczy wskazywali jedynie najbardziej prawdopodobny scenariusz: do maszyny produkcyjnej miał dostać się rozgrzany metalowy przedmiot, którego tarcie o szybko obracające się części wywołało iskrę i zapłon pyłu na najniższej kondygnacji. Pierwsza eksplozja wstrząsnęła gmachem, zrzucając z belek i ścian zalegające tygodniami tony dekstryny, co zapoczątkowało reakcję łańcuchową. Fala uderzeniowa rozebrała budynek piętro po piętrze.
Wśród obracających się w pył murów rozgrywały się jednostkowe dramaty, przerażające w swojej losowości. Roman Ostafin, czterdziestoletni wagowy z działu transportu, pracował tej nocy przy rozładunku mąki i zginął, podczas gdy jego żona Kazimiera, zatrudniona w tym samym zakładzie, wyszła z katastrofy żywa i dopiero w szpitalu dowiedziała się o śmierci męża. Śmierć nie wybierała. Pochłonęła 8 kobiet i 9 mężczyzn w wieku od 24 do 64 lat. Większość zginęła na miejscu, a część ciężko rannych zmarła w kolejnych dniach w szpitalach, między innymi Gertruda Kotecka 26 lutego i Janina Kulza 27 lutego. Wśród ofiar było pracujące na tej samej zmianie małżeństwo, Cecylia i Jan Brękowie, a najmłodszym poległym był dwudziestoczteroletni Wojciech Markiewicz.
Ofiary katastrofy, upamiętnione na lubońskiej tablicy:
- Cecylia Brek, 58 lat, i Jan Brek, 62 lata, małżeństwo z tej samej zmiany
- Stanisław Dzidek, 58 lat
- Marek Gabler, 64 lata
- Leonarda Grobelna, 43 lata
- Wanda Grochowina, 46 lat, która dwa tygodnie wcześniej ostrzegała przed zapyleniem
- Eugeniusz Hetman, 42 lata, dyżurny ślusarz
- Gertruda Kotecka, 40 lat, zmarła w szpitalu 26 lutego
- Jan Krzewiński, 36 lat, pracownik rozładunku mąki
- Zofia Kubiak, 59 lat
- Henryk Kujawa, 47 lat
- Janina Kulza, 39 lat, zmarła w szpitalu 27 lutego
- Wojciech Markiewicz, 24 lata, najmłodszy na zmianie
- Jadwiga Mendelska, 26 lat
- Stanisława Michałowska, 58 lat
- Roman Ostafin, 40 lat, wagowy przy rozładunku
- Tadeusz Sikora, 36 lat, mistrz zmianowy
Akcja ratownicza była heroiczną próbą wyrwania ocalałych z płonącego rumowiska. Pierwsi ruszyli pracownicy innych oddziałów i zakładowa straż pożarna, a po nich strażacy z lubońskiej ochotniczej straży, ratownicy z Poznania i całego województwa, pogotowie, milicja, ZOMO i wojsko. Łącznie przybyły 24 zastępy straży. Skala zniszczeń wymagała użycia 22 wywrotek, 12 koparek, 4 ładowarek, spychacza, 6 podnośników taśmowych oraz wojskowego wozu zabezpieczenia technicznego, a teren oświetlano reflektormi wojskowymi.
Ogień opanowano nad ranem, ale sama akcja ratunkowa trwała blisko 79 godzin. Usunięto przy tym około 2100 metrów sześciennych gruzu i blisko tysiąc ton urządzeń. Zakończyła się w sobotę rano 26 lutego, gdy wydobyto ciało ostatniego pracownika, Wojciecha Markiewicza. Tego samego dnia w zakładowym Klubie Fabrycznym, mieszczącym się w dawnym kinie „Wrzos”, odbyło się żałobne pożegnanie ofiar, a fabryczne syreny towarzyszyły świeckiej ceremonii. Trumny rozwieziono następnie na cmentarze według miejsca zamieszkania rodzin, między innymi do Żabikowa, gdzie spoczęli Stanisław Dzidek, Marek Gabler, Leonarda Grobelna, Gertruda Kotecka, Henryk Kujawa i Roman Ostafin, oraz do Wirów, gdzie pochowano Brękowie, Jana Krzewińskiego, Janinę Kulzę i Stanisławę Michałowską.
Społeczeństwo odpowiedziało solidarnie, mieszkańcy oddawali krew, a do ratowników dowożono ciepłe posiłki.
Podczas gdy ratownicy wciąż szukali rannych, aparat państwowy rozpoczął chłodną operację tuszowania systemowych zaniedbań. Służba Bezpieczeństwa założyła sprawę operacyjnego rozpracowania o kryptonimie „Luboń”, której celem było ustalenie przyczyn wybuchu, ale też sprawdzenie, czy nie chodziło o sabotaż lub zamach na socjalistyczny ustrój. SB pilnie monitorowała nastroje załogi, komentarze pracowników oraz opinie mieszkańców Lubonia i Poznania, gromadząc donosy, listy i raporty tajnych współpracowników. Prasa, dopuszczona do relacjonowania akcji w ograniczonym zakresie, milczała na temat rzeczywistych przyczyn. Władza obawiała się robotniczych niepokojów, zwłaszcza że nieobecność Edwarda Gierka na miejscu katastrofy budziła ciche niezadowolenie i prowokowała szepty, że gdyby rzecz działa się w górnictwie na Śląsku, reakcja centrali byłaby zupełnie inna.
Machina sprawiedliwości ruszyła, opierając się na zeznaniach 77 świadków i pracy biegłych, którzy potwierdzili rażące, wielomiesięczne uchybienia. 20 lipca 1973 roku Sąd Wojewódzki w Poznaniu skazał za nieumyślne spowodowanie śmierci czteroosobowe kierownictwo zakładu: dyrektora naczelnego Tadeusza Bęcia na 3 lata, dyrektora do spraw technicznych Zdzisława Ostaszewskiego na 2 lata, kierownika Zakładu Luboń I Stanisława Woźniaka na 2 lata oraz wicedyrektora do spraw technicznych Konrada Byszewskiego na rok i sześć miesięcy więzienia. Skazani stracili też swoje stanowiska. Straty materialne oszacowano na 28 milionów ówczesnych złotych. Nowy, nowoczesny oddział dekstryny wzniesiono w ciągu 18 miesięcy, bardziej na wschód i bliżej Warty, oddając go do użytku pod koniec października 1973 roku, a bliźniaczy zakład wybudowano w filii przedsiębiorstwa w miejscowości Staw pod Strzałkowem. Zrujnowane piwnice starego budynku, wraz z zalegającą w nich dekstryną, po prostu zasypano ziemią. Przerób ziemniaków i praca całego zakładu w Luboniu zakończyły się definitywnie w 2004 roku, dokładnie w stulecie istnienia fabryki, a tereny sprzedano prywatnym właścicielom i spółkom. Pomnik ofiar, stylizowany znicz odsłonięty w pierwszą rocznicę tragedii 22 lutego 1973 roku, po latach niedostępności przeniesiono w grudniu 2022 roku na miejski skwer przy ulicy Armii Poznań.
Zapraszam na nowoutworzoną stronę **strefamilczenia.pl**, gdzie znajdziecie spis wszystkich tekstów.
Źródła:
**https://bazhum.muzhp.pl/.../przeglad_archiwalny_instytutu****...**
**https://www.gazeta-lubon.pl/.../od-tragedii-minelo-pol.../**
**https://www.poznajhistorie.pl/monument/lubon-dekstryna**
**https://czaz.akademiazamojska.edu.pl/.../download/778/838**
**https://przystanekhistoria.pl/.../99060,Katastrofa-w****...**
**https://www.pap.pl/.../news,1212148,przez-dekady-ukrywali****...**
**https://www.archiwistyka.pl/artykuly/z_kraju/1514**
**https://historia.rp.pl/.../art14239731-mroczne-tajemnice****...**
**https://www.oklubon.pl/aktu.../51-rocznica-wybuchu-dekstryny**
**https://lubon.pl/.../15/4477/52-rocznica-wybuchu-dekstryny**

> czy nie chodziło o sabotaż lub zamach na socjalistyczny ustrój.
Ta.. To po prostu tylko kartonowe Panstwo.
Dobry, rzeczowy wpis. Dzięki za ciekawe info
Barbara_MajKompan
5piorunów
Histmag.orgInspirator
8piorunówKompletna strata czasu i pieniędzy czy szkoła życia? A może klucz do poprawy bezpieczeństwa Polski? W czasach, gdy w Polsce coraz częściej wraca dyskusja o poborze i obowiązkowej służbie wojskowej, warto przypomnieć sobie, jak wyglądała ona w przeszłości.\ #ciekawostkihistoryczne

aerthevistGURU
34piorunów28 czerwca 1956 w Poznaniu doszło do robotniczych demonstracji. Robotnicy Zakładów Metalowych im. Józefa Stalina, jak się wówczas nazywała fabryka założona przez Hipolita Cegielskiego, wyszli na ulicę bo uznali, że tylko w ten sposób mogą domagać się uznania swoich żądań. Ponad 10

OpornikGURU
69piorunówU Bartka na obejściu od wczoraj gorąca debata o myciu jaj. Przypomniała mi się zabawna historia sprzed lat:
Facet mi kiedyś opowiadał jak za komuny, ale i w latach 90, brali jajka z fermy, ochlapywali kurzym gównem, i wieźli do Niemiec na handel, szkopy to brały jak głupie, bo "od polskiego chłopa, zdrowe, naturalne!" 😛
Myślę że nadal tak wielu robi, na przykład teściowa śp., wykształcony człowiek, chemik, a jaja brała zawsze od baby z targu, bez numerków, jak widziała że kupiliśmy "z numerkami" czyli ze sklepu to robiła inbę.
P.S.
Przestańcie gapić mi się na jajca.
#myciejaj #jajka #zdrowie #jedzenie #prl #ciekawostkihistoryczne #niemcy #lata90 #handel #higiena #lata80 #wies #jajca

Slyszalem calkiem niedawno o starej babie, ktora kupowala jaja z biedronki i tez je ochlapywala jakims gownem. Jajka wiejskie +100%.
Swoja droga, jajka z biedry, mieso czy warzywa z lidla, nie sa zdrowsze od tych bio z chujwiekad.
A najlepsi sa ci, co wala browarka codziennie, kielbase slaska z grilla z wóda co weekend, ale warzywka tylko bio mordo
A ja wam powiem,ze najlepsze jajka jakie jadlem to,uwaga,sklepowe-kotlina natury,jajka od kur zielononozek.
W aldi tez sa dobre jajka marki wlasnej- nie widze powodow,zeby latac na jakies targi i liczyc na to czy dostane salmonelli czy nie
OpornikGURU
23piorunówWygrzebałem złomka z czeluści komórki, to chyba Jubilat 2. Skubany miał nawet jakieś powietrze w oponach, mimo że co najmniej 3 lata leżał nie ruszany, aż wrósł.
Poland Stronk!
LoL to w Bydgoszczy robili. I to na Frondronie, gdzie twarogowa bestia teraz grasuje! 😛

@Opornik ogólnie teraz bydgoska marka to unibike.
Jeździłem takim nawet niedawno. Frajda jak.... Z pchania TACZKI! ;D
RafauGruba ryba
32piorunówPojechałem na wakacje i po drodze, w Serbii, w kiosku znalazłem takie cudo dla dzieciaków xD
Poland stronk!

Chorzy ludzie ( ‾ʖ̫‾)
@Rafau te dwa modele są z serii co u nas wydawało DeA jako Legendy FSO XDDD no ale nic dziwnego w sumie, DeA nieraz wydawało jeden i ten sam model w paru różnych krajowych seriach XD
DeykunLider
14piorunów
@Deykun za komuny buło lepi
KlamraGURU
32piorunówHATOR HATOR HATOR
Na mojej liście "życzeń ściętej głowy" jest, żeby zrobili remake serialu "7 życzeń". Ale tak 1:1. bez zmiany fabuły. jeśliby tylko poprawili FXy i umiejscowili w naszych czasach. Ale bez zmiany soundtracku i scenariusza. Oczywiście, wiem, że pewnie by to spierdolili, ale no jednak jakieś jedno z siedmiu życzeń mam (° ͜ʖ °)

@Klamra kilka miesięcy temu wróciłem do tego serialu i strasznie się zdziwiłem, że kot jak mówił, to było takie poklatkowe zestawienie zdjęć. Absolutnie inaczej to zapamiętałem. Nie mniej jednak, fajnie by było zobaczyć nową, nie spierdoloną wersję.
@razALgul dlatego napisałem, że mogliby poprawić FXy. Ten serial był tani w produkcji. To był serial telewizyjny, ze znikomym budżetem. I właśnie sceny dialogowe kota, rażą mnie najbardziej. Są zwykłą animacją fotografii. Gdyby to poprawili, to oglądałoby się to lepiej na dzień dzisiejszy.
@razALgul Nawet w "Sabrinie, nastoletniej czarownicy", wygląda to lepiej, ale na dzień dzisiejszy trąci myszką. Tu się prosi aż, o takie dobre cgi, albo porządną animatronike.
@Klamra no to fakt
> "7 życzeń".
Wiesz co najbardziej pamiętam z tego serialu? Nie tą nędzná kukłę kota, tylko koniec, gdzie on jest z powrotem człowiekiem, i podjeżdża "wypasioną" furą pod dom Adasia, a to jakiś zwykły jaguar był, ale dla nas polaków biedslaków to był mega luxus i bogactwo.
Yes_ManLider
153piorunówNiedługo mój syn dowie się co to prawdziwe, męskie LEGO. Mam nadzieję że po tym doświadczeniu doceni zachodnią technologię 😂
Fakt, dało się poskładać modele ze zdjęć, ale jakakolwiek próba uruchomienia mechanizmu kończyła się wygięciem czegoś. Kiedyś to były czasy teraz to nie ma czasów 😉

Przypomniałeś mi paluchy pokaleczone od obmykajacego się śrubokręta :smiley: Tak właśnie wychowuje się dzieci w nienawiści do śrubek na płaski śrubokręt
Ciekawe kiedy wkrętak się ześlizgnie i przejdzie przez palec na wylot 😉
Lemon_Fenomen
94piorunówNiesamowite zdjęcie. Oto budka z lodami we Wrocławiu w 1970 roku i 55 lat później. Pani Irena z niezmiennym entuzjazmem co 55 lat wcześniej, sprzedaje lody włoskie klientom, spragnionym ochłody.

po tylu latach wygląda na jeszcze bardziej wkruwioną. taaa.....entuzjazm aż z niej bije😉
@darkonnen a Ironię to znasz może? 😅
NemrodGURU
46piorunów
@Nemrod mój kraj taki piękny :smiling_face_with_tear:
zuchtomekGURU
74piorunówLato w PRL.
Pole namiotowe w Ostródzie, obecnie w tym miejscu znajduje się hotel _Lake Hill_.
#nostalgia #wakacje #prl #biwakowanie #lato #namiot #mazury #ostroda #warminskomazurskie #starszezwoje #ciekawostki #hejto30plus #hejto40plus

@zuchtomek Dziś pola namiotowe i campingowe, to jest już wypas. Kilka lat temu byłem na kajakach ze znajomymi. Pole namiotowe z kilkoma wiatami, gdzie można zjeść posiłek. Oczywiście full zestaw wtyczek, ładowarek i gniazdek do dyspozycji. Toaleta w osobnym "domku" z wszelkimi wygodami.
No ale jestem tak stary, że pamiętam takie pola jak na obrazku wyżej. Jeszcze krótko po roku 2000 taki funkcjonowały i sam tak śmigałem nad morze z dziewczyną. Spaliśmy w namiocie dwójce, żeby podłączyć telefon, który moja luba już wtedy miała trzeba było iść po prostu do portierni przy wejściu i poprosić o możliwość skorzystania z gniazdka a jak nie miało się ze sobą turystycznego stolika, to jadło się siedząc na kocu przed namiotem.
@WatluszPierwszy No ja na PRL się nie załapałem, ale pierwsze nastoletnie wypady na namioty to właśnie w takie miejsca, albo w ogóle na dziko.
Z pól namiotowych upodobaliśmy sobie jedno w ośrodku nad jeziorem Partęczyny Wielkie - pole do teraz istnieje, aczkolwiek z szaletami i łazienkami (mają zresztą pobudować nowe sanitariaty) oraz słupkami z prądem. Za naszych czasów były po prostu 'koryta' z kranami i wodą zapewne prosto z jeziora :stuck_out_tongue_winking_eye:
Nie mieliśmy telefonów, nikt nawet nie miał aparatu kompaktowego - za to szło się tam gdzie było głośno i zawsze człowiek kogoś poznał :D
Zresztą - ośrodek odwiedzam co roku chociaż na weekend, a czasem jeździmy tylko na jeden dzień na kąpielisko - uwielbiam to miejsce i wspomnienia młodzieńczych czasów :stuck_out_tongue_winking_eye:
@WatluszPierwszy pod koniec lat 80 jak z rodzicami jeździliśmy pod namioty do Dąbek to już były murowane sanitariaty z ciepłą wodą, więc to też pewnie kwestia miejsca, bo samo pole wyglądało właśnie tak jak na zdjęciu.
w tym roku drugi raz z rzędu jedziemy pod namioty na 20 dni i właśnie prąd w namiocie, sanitariaty na wypasie, wspólna wiata kuchenna z 4 palnikami i dwoma zlewami, mnóstwo miejsca, jakieś animacje dla dzieciaków, wszystko za cenę 4 dni w domku na ośrodku obok...
@wonsz U mnie takie 'wypasione' pola namiotowe cenami dobijają już do cen za wynajem domku (jeśli jedzie się większą paczką) 😅
Opłata za sam namiot, a do tego 'parking', za każdą osobę: miejsce do spania (tak, poza tym, że za namiot się płaci xDD), prąd, śmieci, opłata klimatyczna, zwierzak xD A przy tym żadnego baru czy sklepu, dopiero w miasteczku 3km dalej..
3 osoby + zwierzak - 147zł doba
Domek 6-cio osobowy, w którym raz spaliśmy nawet w 10 osób + namiot obok miałem rok temu za 500zł doba ;P
W tym roku jedziemy do Wilkas (co prawda ostatni tydzień przed sezonem) i tam zakwaterowanie w trzy rodzinki 2+1 we wspólnym domku o wysokim standardzie, z dwiema łazienkami, kuchnią ze zmywarką, placem zabaw, animacjami i barem na terenie ośrodka to za moją rodzinkę za 4 noce wyszło 960 zł - 240zł doba
@zuchtomek a to ja wynajmuję parcelę na której muszę się zmieścić z namiotem i samochodem, prąd jest w cenie, do tego płatne od łebka jakieś grosze bo to się przekłada na wodę i ścieki
@wonsz Dodatkowo mam też asa w rękawie w postaci domku letniskowego należącego do firmy i dofinansowanego z ZFŚS - płacę 250zł doba za dwie sypialnie na górze (po dwie duże kanapy), salon z kuchnią (i kanapą) na dole :D
Ale to dopiero w sierpniu, bo sporo chętnych zawsze jest :grinning:
@wonsz O taki :D
@zuchtomek komary lubią to!
...tyle pamiętam z wakacji w takim domku jakoś w 1990 - że komary nas zjadały żywcem i zeby nie siadać wujkowi Edkowi na kolanach #heheszki
@zuchtomek Ooo panie :grinning: jak miałem 5-10 lat, to jeździłem z babcią do cioci nad to jezioro. W ogóle Partęczyny Wielkie to pierwsze jezioro jakie widziałem. Może nawet się widzieliśmy w okolicach 2000 roku xD
@zuchtomek na budowie tego hotelu zacząłem swoją karierę robola zbrojarza.
radek-piotr-krasnyFanatyk
29piorunów27 kwietnia 1981 roku - pożar lokalu „Kaskada” w Szczecinie, który wybuchł w godzinach porannych, zginęło 14 osób, w tym sześcioro uczniów zasadniczej szkoły gastronomicznej.
W poniedziałek na stanowiskach pracy powinno znajdować się 41 osób, ale 20 spóźniło się. Tuż przed godziną ósmą rano, w znajdującej się na parterze „Kaskady” sali „Kapitańskiej” doszło do pożaru. Ogień szybko rozprzestrzenił się na resztę budynku – do godziny 8:15 objął jego wszystkie 4 kondygnacje.
Spośród 21 przebywających w lokalu osób uciec udało się 5 pracownikom przebywającym w piwnicy i na parterze, jednemu z uczniów, którego pożar zaskoczył na schodach oraz jednej z pracownic przebywającej na górnej kondygnacji, której udało się wydostać przez okno na zewnętrzny parapet, skąd następnie została zabrana przez przejeżdżający obok przypadkiem podnośnik. Pozostałych 14 osób – 8 pracownic kombinatu, 4 uczennice i 2 uczniów III klasy Zasadniczej Szkoły Gastronomicznej (obecnie Zespół Szkół Nr 6 im. Mikołaja Reja), którzy znajdowali się w położonej na 3 piętrze sali „Pokusa” – zginęło w wyniku zatrucia fosgenem, wydzielanym przez płonące tworzywa sztuczne.
Zaledwie 60 minut minęło od chwili zawiadomienia Komendy straży Pożarnych w Szczecinie o pożarze miejscowego kombinatu gastronomicznego „Kaskada” (godz. 8.07) do momentu zlokalizowania i dogaszenia ognia (godz. 9.08). W pomieszczeniach tego 3-piętrowego budynku spłonęło żywcem 13 osób – na różnych kondygnacjach, najwięcej na ostatnim piętrze.
Pierwszy pojazd straży pożarnej przyjechał na miejsce o 8:11, po kilku minutach pojawiły się następne.
Temperatura wewnątrz płonącego budynku sięgała wówczas 1700°C. Żar panujący wokół „Kaskady” topił pobliskie znaki drogowe, firanki i karnisze w okolicznych budynkach mieszkalnych oraz lakier na wozach strażackich.
Płonęły samochody osobowe zaparkowane pod lokalem, a także okoliczne drzewa. Strażacy nie byli w stanie ugasić płonącego budynku i koncentrowali swoje działania przede wszystkim na ochronie sąsiednich obiektów – Zakładów Przemysłu Odzieżowego „Odra” .

DragotrimSum
3piorunów"Chałupy welcome to" opowiadają o konflikcie mieszkańców tytułowej wsi z naturystami odwiedzającymi pobliską plażę. Utwór, choć posiada humorystyczny wydźwięk, opatrzony został klipem z prawdziwymi golasami - jakim więc cudem udało mu się uniknąć cenzury w 1985 roku? O

starebabyjebacprademGruba ryba
28piorunówKiedy myślisz że dwa żuki szczepione dupami to szczyt co mozna zrobić z żuka. Otóż nie.
Mozna zrobić KantoŻuka czy KredensoŻuka
#gownowpis #ciekawostki #zainteresowania #motoryzacja #prl #historia #technologia

@starebabyjebacpradem k⁎⁎wa, ale ulep xD
FoxAutorytet
25piorunówMuwcie co chcecie ale szary papier z prlu miał tę zaletę że sygnalizował wytartą d⁎⁎ę barwiąc sie na czerowno.
Dziś brakuje takich wynalazków.

@Fox - to kup sobie P80 by powspominać :face_with_hand_over_mouth:
Wystarczy mieć hemoroidy i dalej będziesz mieć czerwony papier ¯\\_(ツ)_/¯
FisheryGruba ryba
61piorunów#motoryzacja #prl
Dzisiaj taką widziałem. Ale pokrowce to w pytę.

@Fishery uwielbiam Syreny. Pieknie pachniały
@FriendGatherArena odpalam piłę spalinową, zamykam oczy i widzę zieloną strzałę wujka.
@Fishery ładne Subaru :grinning:
AbenoKyertoGruba ryba
10piorunówTemat udziału ochotników w odbudowie Warszawy w latach 1945–1948 wciąż jeszcze jest słabo zbadany. A przy odgruzowaniu i budowie stolicy pracowało w tym czasie kilka tysięcy osób, nie tylko z Polski, lecz także z zagranicy. Niestety, brakuje źródeł i opracowań na ten temat, dlatego
