Wszystko dobrze, tylko za mało takich akcji. Przy rozległości Rosji, niskiej gęstości zaludnienia oraz mnogości obiektów do ochrony trzeba byłoby oddelegować do tego zadania dodatkowe dziesiątki tysięcy orków. A i tak zawsze coś zostanie nieupilnowane. Trzeba regularnie palić co się uda, choćby transformator czy cysternę kolejową, uszkadzać tory i mosty. Plus takich akcji jest też taki, że kacapy stracą poczucie, że ta wojna nie toczy się u nich, co prawda straty są, ale wyniszczany jest nie ich kraj. Bez uderzeń w ich terytorium Rosja może jeszcze bardzo długo prowadzić wojnę a po jej zakończeniu szybko odbuduje gotowość do kolejnej napaści. Ataki na rafinerie to też był krok w dobrym kierunku, niestety Ukraina ma na razie zbyt mały potencjał aby zintensyfikować naloty na tyle, żeby spowolnić lub uniemożliwić ich szybki remont i odtworzenie zdolności produkcyjnych. Każdy udany akt sabotażu zmusza kacapów do przekierowania tysięcy Iwanów do pilnowania rozpadającego się płotu nawet na największym zadupiu, jeśli tylko ma tabliczki obiekt wojskowy i zakaz fotografowania.