ShagwestGruba ryba
39piorunówPojechałem sobie na trzeciego #avatar do IMAX w Madrycie. W Warszawie każdy blockbuster oglądałem w IMAX, więc niby nic nowego, ale tam jest stary, ksenonowy. Tu pierwszy raz widziałem film w laserowym i matko bosko - jaka to jest różnica. Kolory, kontrast, rozdzielczość. Zupełnie nowy poziom.
A sam film - Avatar jak Avatar. Uczta dla oczu. Historia mogłaby być ciekawsza, ale na to się idzie, żeby ładne obrazki pooglądać. Niesamowite, że w czasach CGI robionego po taniości, mamy ten jeden cykl, który urywa d⁎⁎ę pod tym względem. Techniczne i artystycznie.
Tylko minus za to, że nie wszystkie sceny są wyrenderowane w 48 FPS. Niby chodzi o to, że sceny dialogowe w wysokim klatkażu wyglądają sztucznie i teatralnie (kto oglądał Hobbita w ten sposób, ten wie), ale jak film przeskakuje z 48 do 24 klatek, to oczy krwawią. Liczę na remaster :grinning:

Avatar tylko w Imaxie. Tam jeden wow goni drugie wow i jakoś ten czas zejdzie.
@Shagwest byłem w imaxie dwa razy. Było o wiele głośniej niż w normalnym kinie, o wiele za głośno żeby się przyjemnie oglądało. Do tego z powodu bliskości do ekranu nie opłaca się siadać na innych miejscach niż centralnie na środku - siedziałem po prawej i głowa cały czas w lewo. Nigdy więcej się nie wybiorę
@end-stage-capitalist Nie wiem od czego to zależy, ale też gdy raz byłem na imaxie, to mnie głowa potem bolała od hałasu. Nie jestem wrażliwy, na imprezach z ciężką elektroniką, wielokrotnie stałem przy samym głośniku xD Ale to był jeden raz, pozostałe były ok.



