Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#japonia

Mistrz

w Wiadomości Świat

14piorunów

Grupa Quad zbuduje strategiczny port na Fidżi. Kraje podpisały również porozumienie o minerałach krytycznych i bezpieczeństwie energetycznym

Stany Zjednoczone, Indie, Japonia i Australia, czyli tzw. grupa Quad, podpisały porozumienie o minerałach krytycznych i bezpieczeństwie energetycznym, a także uzgodniły, że wspólnie zbudują port na Fidżi – oświadczył we wtorek sekretarz stanu USA Marco Rubio po spotkaniu szefów

GURU

w Heheszki

26piorunów

Odkąd zobaczyłem opis tych tatuaży po japońsku, zmieniło mi się ich postrzeganie.

GURU35piorunów

```
Dalej nie wiem o co chodzi, ale po japońsku - わからない
```

Gruba ryba20piorunów

@zuchtomek Warto się uczyć języków ( ͡° ͜ʖ ͡°)

1. 京都 (Kioto)
→ „Osoba z Kioto”

2. 人足寄場
→ „Robotnik przymusowy” / „Osadzony w obozie pracy”

3. 都代
→ „Pod nadzorem administracji” / „Miejski poddany”

4. 中府
→ „Pod władzą centralną”

5. 江戸出入済
→ „Dopuszczony do Edo” / „Zarejestrowany w Edo”

6. 江戸
→ „Mieszkaniec Edo”

7. 大阪
→ „Osoba z Osaki”

8. 伏見
→ „Osoba z Fushimi”

9. 長崎
→ „Osoba z Nagasaki”

10. 奈良
→ „Osoba z Nary”

11. 駿府
→ „Osoba z Sunpu”

12. 堺
→ „Osoba z Sakai”

13. 長州
→ „Człowiek z domeny Chōshū”

14. 筑後
→ „Człowiek z Chikugo”

15. 紀州
→ „Człowiek z Kishū”

16. 非人
→ dosłownie „nie-człowiek”
→ w praktyce: „wykluczony społecznie”, „parias”, „nietykalny”

17. 日光
→ „Osoba z Nikkō”

18. 佐渡
→ „Osoba z Sado”

W praktyce cały obraz wygląda jak stara tabela znaków identyfikacyjnych/ tatuaży stosowanych wobec:

* przestępców,

* zesłańców,

* ludzi wykluczonych społecznie,

* albo osób przypisanych do konkretnych regionów czy urzędów.

Gruba ryba20piorunów

@A_I nadal lepiej niż "sajgonki po 15" czy "tu najtańsza buła z mięsem"

( ͡° ͜ʖ ͡°)

Specjalista1piorunów

@A_I where człowiek z żelaza, marmuru?

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Hydepark

19piorunów

Ramen z krainy kwitnacych wisni 6/nn.

Dalszą część dziennika z ramenowej podróży. Tym razem Saporro na wyspie Hokkaido. Wymęczony zwiedzaniem i wieczornym zakupami wszedlem do małej klitki serwujacej ramen. Zamawianie w automacie (pic rel), rząd stolikow po obu stronach lokalu, kierowniczka sprawnie obsługuje, sprząta i sądzą klientów. Niewielka kolejka ale idzie bardzo szybko.
Ramen wieprzowy, gesty tare z aromatyzowanych olejów i pasty miso. I znow jest to miska delikatna. Tutaj znaki cie nie atakują tylko otaczają ulotną mgiełka.

Proste dodatki - cebulka, boczek (również raczej o smaku mięsnym, nieprzesadnie marynowany w sosach), ostra pasta, kiełki i chyba paski grzybów. Mieliśmy jeszcze gyoze ktora jak wszedzie w Japonii byla pyszna. No limit woda, imbir marynowany, marynowane kiełki mung (pyszne były) i caly zestaw przypraw i olejów smakowych.

Dobrze wspominam miejsce - to taki sklepik z szybkim jedzeniem, przy wejsciu zamawiasz i płacisz w automacie, zaraz siadasz i cieszysz sie posiłkiem. Cena tych zupek jest na zdjeciu (1k jpy to ok 23 pln) - łezka sie w oku kręci będąc w juz w PL.

Gwiazdor

w Japonia

11piorunów

Właśnie pojawił się najnowszy odcinek O zwiedzaniu Japonii na rowerach

Wyobraźcie sobie przejechanie ponad 4000 kilometrów na rowerze... i to po Japonii! W dzisiejszym odcinku moimi gośćmi jest niesamowite małżeństwo – Joanna i Paweł, którzy opowiedzą o swojej wielkiej wyprawie na północ kraju.

To jednak nie była zwykła wycieczka. Zatrzymali się po drodze na kilka tygodni, by pracować jako wolontariusze u japońskich gospodarzy, poznając ich codzienne życie od podszewki. Nie zabrakło też chwil grozy – Joasia zaliczyła poważnie wyglądający upadek przez kierownicę. Dzięki temu wydarzeniu, na własnej skórze przetestowali, jak działają japońska policja i szpitale.

Gotowi na dawkę prawdziwych emocji i autentycznej Japonii? Posłuchajcie!

https://www.podomatic.com/podcasts/jakotako/episodes/2026-05-16T07_53_39-07_00



Strona www: http://podcast.tokyo/

Strona na FB https://www.facebook.com/podcastjakotako/

Można nas słuchać za pomocą:

Spotify: https://open.spotify.com/show/40SO5Tlp2qroelqOkD6RyL?si=tS-nZS5ZSBWzdNFmBx6Fzg

Pocket casts: https://pca.st/iX4f

Overcast: https://overcast.fm/itunes1372650164/jako-tako-o-japonii-i-nie-tylko

iTunes: https://itunes.apple.com/us/podcast/jako-tako-o-japonii-i-nie-tylko/id1372650164

Youtube: https://www.youtube.com/@jakotako-o-japonii-i-nie-tylko

Gruba ryba0piorunów

@Ama-Japan Panie... Ile można czekać? Ja rozumiem że rodzina itp. Ale są priorytety!

A tak serio to dzięki za kolejny ep!

Autorytet

w Ciekawostki

32piorunów

Dobra, słuchajcie, przypomniało mi się ostatnio, jak kilka lat temu był skandal w Japonii, bo typiara zdjęła żakiet na wizji.

Pani na zdjęciu to jest pani Airi Uchino, obecnie znana głównie z tego, że - odrobinę szumnie mówiąc - wzięła i się rozebrała na wizji, podczas programu, hehe, elekcyjnego, nadawanego w ogólnokrajowej telewizji z tego względu, iż w toku były wówczas wybory na burmistrza Tokyo. No i afera była, bo sprawa wygląda tak, że telewizja NHK, czyli takie japońskie TVP, tylko bez Sylwestra z Jedynką, ma obowiązek dać czas antenowy każdemu z kandydatów, niezależnie od tego, co oni tam chcą pokazać, czy powiedzieć. No i pani Uchino doszła do wniosku, że ona to by chciała pokazać cyki i powiedzieć, żeby do niej pisać, jeśli ktoś uważa, że jest sxy, a dla wzmocnienia efektu zrzuciła żakiet, odsłaniając tym samym ramiona, co w Japonii jest już negliżem dosyć niesłychanym w przestrzeni publicznej, a potem jeszcze dała popis brawurowego pochylenia się pod kątem widocznym na zdjęciu, poczyniając tym samym klikający się thumbnail w newsach na całym świecie.

No i tam wiadomo, trochę się zrobiła chryja, no bo tak - zdjąć tego z wizji nie mogą, przerwać też nie, a niektórzy przed telewizorami to wręcz oczekują wrażeń o podobnej naturze, bo lokalne wybory w Japonii to jest zawsze trochę kabaret i nieraz z kilkudziesięciu stających do walki o stołek, tylko kilku jest w posiadaniu rzeczywistych ambicji politycznych, a reszta sobie na legalu robi jaja, więc zawsze się pojawi jakaś bonanza. Oprócz pani Airi, w tamtym roku zabłysnął również inny typ, co przyszedł w przebraniu Jokera, a swoje plakaty wyborcze przyozdobił wizerunkami nagich typiar. I zaraz ktoś powie - że halo, jak to, jak to tak dpą na plakacie świecić, a odpowiedź brzmi - a tak to; przepisy to w Japonii rzecz przenajświętsza, jednak przeważnie pojawiają się one w reakcji na zdarzenie, a wśród zasad projektowania plakatów wyborczych próżno szukać zakazu reklamowania się czyjąś klatką piersiową, bo i pewnie zwyczajni nikt nie wpadł na to, że kogoś może tak zdrowo popirdolić, toteż nic nie można z tym było zrobić. Spodziewam się, że coś będzie w tej kwestii podłubane w regulaminie następnej kadencji, jednak póki co - jeśli nie ma na to przepisu, to nie można tego zabronić i rzeczywiście, gołe baby bez spiny reklamowały kandydaturę pana Yusuke Kawai i ściągnięte zostały dopiero, jak ktoś przytomnie wyciągnął na stół inny zestaw regulacji, dotyczących dozowania treści o podtekście s*ksualnym w przestrzeni publicznej.

Kiedyś też miało miejsce wystąpienie partii, której centralnym punktem programowym jest zniszczenie telewizji NHK, transmitującej przecież całe wydarzenie, więc tam cały zarząd stacji z zaciśniętymi zębami musiał patrzeć, jak typy mówią, że ta cała telewizja to jest jakieś gó*no i to trzeba zniszczyć w cholerę. I ja na przykład uważam, że to jest całkiem fajne podejście do wolności słowa, nawet jeśli czasami odbija się komicznym echem. Wyobraźcie sobie, że TVP ma prawny obowiązek na pełnym legalu i bez ingerencji w materiał transmitować program wyobrczy i wypowiedzi opozycyjnego reżimu.

Ja to uważam, że prawdziwą bohaterką jest jednak przede wszystkim pani, co tam stoi z tyłu i z kamienną twarzą przekłada wszystko na język migowy, niezależnie od tego, co tam się odpirdala, no przecież to jest poezja najczystsza. Spodziewam się, że jak idą wybory, to tam się cała redakcja zaczynają pocić, zwłaszcza ta część operująca tym językiem migowym właśnie i zapewne chodzą struci wszyscy przez tydzień, że KUUUUUUUWA, NIE, ZNOWU BĘDĄ JAKIEŚ INBY SIĘ DZIAĆ i nie wykorzystują masowo zwolnień chorobowych tylko dlatego, że zwolnienie chorobowe w Japonii to przeważnie potwarz i dyshonor do siódmego pokolenia.

'

z FB Dantejskie Sceny Podcast

Dodatek:

https://www.reddit.com/r/Damnthatsinteresting/comments/1faiz6z/in_japan_candidates_must_be_given_air_time_on_tv/

:slightly_smiling_face:

Gruba ryba1piorunów

Pani tłumacząca na migowy przewyższyła poziomem zen i wyjebania świętą górę Fuji.

Gruba ryba

w Hydepark

16piorunów

To jak, kolejny ramen? 4-5/nn.

Dalej jestesmy w rodzinie Hakata style ramen z Fukuoki. Tym razem jadlodanjnia ramenowa na ulicy z pasazem handlowym. Niewielka kolejka przed lokalem, zamawianie i platność w maszynie. Wkladasz banknot, klikasz jaka zupa, po kolei jakie dodatki, napoje. W ofercie jeszzce ofc gyoza. Maszyna wyrzuca bileciki, ktore podaje sie przy wejsciu do okienka i za chwilę przy ladzie czeka juz gotowy ramen. Full self service. Tak na marginesie, to jakim cudem taki system jeszcze u nas nie działa? Szybko, jasno, bezobslugowo, a więc i tanio w dłuższej perspektywie. Wolę to niż znudzeni podawacze jedzenia.
Miejsce można przyrównać do polskiego baru mlecznego - wystrój minimalny, samoobsluga, raczej nieprzesadnie czysto bo i przemiał ludzi spory. Ale cena adekwatna - obie miski ze zdjęcia to jakies 33 PLN (!)
Bulion ofc wieprzowy, tare nie jestem pewien ale mogło to być po prostu shio czyli oparte na soli. Jak za pociągnięciem magicznej różdżki pan do każdej miski dodawał tłuszczyk, który tak godnie błyszczy na zdjeciu. Jak zwykle w Jap makaron przepyszny (skala ugotowania do wyboru), mięso (karkówka) kruche i nieprzesadnie doprawione, po prostu smak mięsa. W jednej misce wspomniana kiszona gorczyca - lokalny przysmak. W drugiej jakas ostra pasta. Wśród powszechnego siorbania (kluchy maja tenperqture lawy) widzę ze niektórzy dodają do ramenu znajdujący sie na stolikach marynowany imbir czerwony (podobny jak przy sushi ale pocięty w paseczki, twardszy i ostrzejszy w smaku) a jeden typ daje do miski gdzie został sam bulion ryż...

BTW, nie bardzo lubię pałeczki drewniane widoczne na zdjeciu. To drewienko ma swój smak, który mi zaburza konsumpcje 🫣

Gruba ryba

w Hydepark

18piorunów

Leci kolejna miska w stylu Hakata ramen style XD a więc ramen nr 4/nn.

Wieprzowy miso ramen. Prosta sprawa - bulion, makaron, karkowka i cebulka. Makaron z Fukuoki opisywałem wcześniej. Bulion gleboki, gesty i znów delikatny w smaku. Jest to dla mnie zaskoczenie bo (moje) europejskie podniebienie lubi czuć co je. Jak jest miso to musi być ten lekko drożdżowy smak. A tu tego miso jest tylko troche, na tyle aby podkreślić smak zupy ale aby nie wybijało sie ono na pierwszy plan.

Ramen w Japonii to proste i szybkie danie. Lecisz załatwiać sprawy, wchodzisz na miskę zupy, która dostajesz w max 5-10 min. Rozgrzewa cie ona i napełnia energia. Brak tu tego wyszukania, elitarnosci, ekskluzywnosci typowej dla wielu ramenowni w PL. Ramen w jap to nie wydarzenie spoleczno-kulturalne. To jedzenie dla zapracowanego ludu za ok 1000JPY/22-23PLN za michę.

Osobistość2piorunów

@ColonelWalterKurtz

Brak tu tego wyszukania, elitarnosci, ekskluzywnosci typowej dla wielu ramenowni w PL. Ramen w jap to nie wydarzenie spoleczno-kulturalne. To jedzenie dla zapracowanego ludu za ok 1000JPY/22-23PLN za michę.

Warto też wspomnieć, że w Japonii ramen nie jest uznawany za zdrowe jedzenie. Nawet widziałem ostatnio gdzieś artykuł że robili badania i wyszło, że ludzie którzy nie dopijają reszty bulionu po zjedzeniu głównych składników dłużej cieszą się zdrowiem czy coś takiego xD. Ogólnie tam to jest traktowane jako coś bliżej fastfooda, tanio i szybko a nie coś do jedzenia codziennie na obiad.

GURU1piorunów

@Catharsis Podobnie jak sushi, kiedyś w Japonii jedzenie biedoty.

Gruba ryba1piorunów

@Catharsis moze dlatego ze micha jest wielka a niedopicie bulionu jest zgodne z zasada jedzenia do 80% sytości hehe

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Hydepark

14piorunów

Czesc 3/nn ramenów z japońskich wojaży. Była kolagenowa Osaka, jest wieprzowa Fukuoka. Konkretnie ramen w stylu Hakata.

Podobno tonkotsu ramen czyli zupę opartą na gęstym bulionie z wieprzowych kosci wymyślono właśnie tutaj. Leganeda mówi że jeden typ zapomnial o gotującej sie bulionie i kiedy zobaczył go rano był on białą, aromatyczną zupą. Bialy kolor bierze sie z gwaltownego procesu gotowania powodującego emulgację czasteczek tluszczu i plynu. Co do aromatu to akurat gotowanie tego cuda wydziela niezbyt przyjemny zapach, z czym sprytni japończycy radzą sobie w taki sposób, że gary z gotującymi sie gnatami zasłaniają folią (picrel nr 2 widać folie).

Dużym zaskoczeniem było ze zupa ta nie ma wcale mocnego smaku. Jest bardzo delikatna, bulion jest gęsty ale sam smak jest subtelny i bardzo gleboki i przyjemny. Kluski były idealne, sprężyste i stawiając przyjemny opór w zębach. Co ciekawe w Fukuoce ramenownie mają skalę twardości makaronu (tak z 5 stopni) oraz zwyczaj, ze za niewielką opłatą dają dokładkę makaronu jezeli zostanie ci jeszcze płyn w misce. Oprócz makaronu w misce były jeszcze kwadraciki ciasta jakby na gyoze. Po prostu ugotowane i wrzucone do zupy.

Ten ciemnozielony dodatek w Fukuoce byl częsty - nawet byl za free do dokładania na stolikach. Smak jarzynowej kiszonki ale z takim dziwnym selerowym twistem (internet podpowiedzial ze te to kiszona gorczyca sarepska...). Jajo mowi chyba samo za siebie - marynowane ale znacznie delikatniej niż spotykałem to nad Wisłą. Mięsko to chyba karkówka, tu bez specjalnej marynaty - smak dobrej wieprzowiny broni sie sam. Szczególnie jak jak samo rozpada się między pałeczkami...

Stay tuned bo troche tych misek przerobiłem 😅

Osobistość2piorunów

Uwielbiam ramen i robię się głodny po każdym twoim wpisie. Mam ochotę cię jednocześnie dodać do obserwowanych i blokowanych xD.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Hydepark

20piorunów

Ramenowe świry - wrzucam 1/nn michę którą jadelm w Japonii. Do każdego wpisu postaram sie dodac nieco kontekstu i moich spostrzeżeń.
Na zdjęciu osakijski ramen z tzw dzielnicy amerykanskiej. Amerykański kontekst i nazwa lokalu sprawila, że bylem sceptyczny. Zupę była jednak mocno kolagenowa, wręcz klejąca, jajko nie było marynowane a boczek (rozpadają sie w ustach) podawany w wielkich kawałkach. Smak mięsa jednak nie wskazywało na użycie wielu przypraw/sosów.
Miska złożona przez znudzone studenta (?) w prosty sposób. Dowiedziałem sie ze bulion był drobiowy a tare złożone z sosu sojowego. Ta dawka kolagenu z drobiowych kosci warta bylaby powtorzenia.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Autorytet

w Gry

18piorunów

Przyznaję się. Jestem nekrofilem.

Bardzo lubię uprawiać gejming z grami retro. Szczególnie z jedną.

Lubie do tego stopnia że stworzyłem scenariusz do gry z 1991 roku na podstawie gry z 2000 roku.

Także jeśli ktoś chciałby odkopać żywego trupa to zapraszam na forum Cywilizacji 1 po scenariusz Shogun: Total war

https://forums.civfanatics.com/threads/shogun-total-war-scenario-japanese-map-sengoku-period.703141/

Jest też tam scenariusz Gry o Tron czy gry Talislanta a wkrótce pojawi się też scenariusz The Elder Scrolls i Władcy Pierścieni.

Także jeśli chcielibyście połechtać waszą nostalgię z czasów Amigowych to zapraszam do giercowania w CIV1 na windows.

Osobistość0piorunów

Najstarsza część Civ w jaką jestem w stanie grać to 3, dalej to już zbyt archaiczne dla mnie. A pierwszą w jaką zagrałem w ogóle to była Civ 4 ale nie wspominam jej jakoś super xd. Najwięcej godzin spędziłem nad 6 i 5. A 7 wygląda trochę jak żart i na ten moment nie zamierzam dawać im moich pieniędzy póki jej nie naprawią.

Autorytet0piorunów

@Catharsis Widzisz.. Ja mam oryginalna 4 w pudełku. Rozpakowana ale jeszcze ani razu w nią nie zagrałem 😛

Za bardzo lubię grafikę 1, w którą grałem jeszcze na Amidze. W zasadzie wtedy najwięcej w nią grałem.

Civ1 to pewnie jedna z 3 gier nad którymi spędziłem najwięcej czasu (nie licząc gier przeglądarkowych).

Osobistość1piorunów

@4pietrowydrapaczchmur Amigę to widziałem na żywo tylko 2 razy w życiu jak byłem ze szkoły na wycieczce w muzeum techniki komputerowej xD

Autorytet1piorunów

@Catharsis hehe. Za moich czasów ... XD

A w gry na smartfonie czy tam gameboyu grasz?

Wyobraź sobie ze CIV1 to właśnie taka gra. Nie jest tak bardzo rozbudowana jak Civ4 ale nadal jest bardziej od tych wszystkich gierek na smartfony. Co więcej na smartfon jest jej kilka wersji zdaje się.

Czasem prostota to zaleta. Cywilizacja jako gra nie potrzebuje fajerwerków graficznych by być grywalna. W niej nie o to chodzi. Ale też rozumiem ze wolisz nowsze, bardziej rozbudowane wersje na kompie a na smartfonie mniej skomplikowane gry.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fanatyk

w Hydepark

18piorunów

Widok dużych kartonów z winem zawsze mnie bawił, ale jeszcze ciekawsze wydało mi się 4 litrowe Shochu w plastikowej butelce PET 🙂

Cena za te 4 litry (25%) to około 2000 jenów, czyli jakieś mocno zaokrąglając 50zł.

Zawsze mi się wydawało, że Sake jest najbardziej znane i lubiane, ale właśnie Shochu zapełnia najwięcej półek w sklepach osiedlowych.

Wikipedia: Shōchū (jap. 焼酎 shōchū) – wódka japońska, może być produkowana z batatów, ziemniaków, ryżu, jęczmienia, gryki, prosa lub kukurydzy. Zgodnie z prawem japońskim zawartość alkoholu nie powinna przekraczać 36%

Nie wypowiem się o smaku, bo od lat już nie tykam alko 🙂 w każdym razie swoje mocniejsze "dzbany leśne" mają tanie.

Osobistość0piorunów

Podobno sake jest ohydne. Może shochu po prostu jest smaczniejsze i tańsze?

Osobistość1piorunów

@korfos Hmm to nie do końca jest tak. Zacznijmy od tego, że w Japonii słowo sake to po prostu oznacza alkohol a my używamy tego słowa w odniesieniu do japońskiego alkoholu produkowanego z ryżu często nazywanym winem ryżowym mimo, że proces produkcji różni się od normalnego wina. Nie nazywałbym sake "ohydnym" bo to jak mówić, że wino smakuje ohydnie. Przecież masz różne rodzaje, smaki itp.

A shochu to jest po prostu wódka. Nie jestem jakimś wielkim ekspertem od alko no ale wódka raczej nie powinna smakować xD. Co najwyżej te lepsze są "mniej ohydne" ale na pewno nie nazwałbym wódki smaczniejszej od sake. Sake to jest niskoprocentowy napój w granicach 13–17% który ma jakiś konkretny smak. Piłem parę razy, za każdym razem smakowało inaczej i za każdym razem było bardzo dobre.

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Bazar

39piorunów

735 + 1 = 736

*

Tytuł: Shogun

Autor: James Clavell

Kategoria: literatura piękna, powieść historyczna

Wydawnictwo: Vis-a-vis

Format: audiobook

Długość: 52h

Liczba stron: 1132

Ocena: 9/10

*

Ale to było dobre. Naprawdę się tego nie spodziewałem. Głównie dlatego, że miałem już jedno podejście do tej książki. Kupiłem ją chyba rok temu, zacząłem i średnio mi siadła. Zwłaszcza na początku autor dość mocno eksploatuje tematy związane z seksem. Wiadomo, w Japonii tamtego okresu i nawet teraz, to ważny element obyczajowości, ale skala uwagi poświęconej temu w pierwszych rozdziałach nie napawała optymizmem co do reszty książki. Bardziej interesowało mnie to, jak John Blackthorne poradzi sobie jako więzień w obcym, egzotycznym kraju, niż intrygi miejscowych dotyczące oceniania długości jego przyrodzenia we wzwodzie.

Z perspektywy czasu wydaje mi się jednak, że tego było dużo głównie dlatego, że sama książka jest ogromna. Z czasem ten wątek przestał też drażnić. Jakoś tak znormalniał dla Blackthorna, przez co nie był aż tak eksponowany. Wiecie, szok, szokiem, ale gdybym chciał oglądać igraszki Anglika z Japonkami, pewnie znalazłbym to na PornHubie i oszczędził sporo czasu.

Kiedy przebrnąłem przez mniej interesujące mnie fragmenty, Shōgun po prostu mnie pochłonął. Zanim wróciłem do tego tytułu, dodatkowo skończyłem jeden z kursów od The Great Courses o historii Japonii, żeby mieć ogólne rozeznanie, gdzie James Clavell pozwolił sobie na kreatywne naciąganie faktów. Chodziło mi głównie o to, żeby nie zbudować sobie mylnego obrazu schyłku okresu Sengoku wyłącznie na podstawie powieści.

Wniosek jest taki, że pod wieloma względami Clavell naprawdę się postarał. Obraz tego okresu jest zaskakująco bliski rzeczywistości, a odstępstwa dotyczą głównie intensywności pewnych zachowań, politycznych intryg, obyczajów czy fabularnych uproszczeń - choćby sposobu zawierania tajnych układów. Podobnie z handlem między Chinami a Japonią: nie był on aż tak sparaliżowany, jak sugeruje książka, bo obie strony miały interes w utrzymaniu wymiany i często robiły to pośrednio albo pod przykrywką. Na tym polu książka i tak jest naprawdę dobra.

To, co działa dodatkowo, to postacie. Historia nie pędzi w szaleńczym tempie, a mimo to praktycznie ani razu nie pomyślałem, że coś należało skrócić, pominąć albo streścić. Bohaterowie są wiarygodni i autentycznie interesujący. Często trafiam na książki, w których postaci zachowują się nielogicznie albo brakuje im konsekwencji. Tutaj tego nie ma. Wszyscy są nieprzewidywalni, ale jednocześnie przekonujący.

Najlepsze były momenty, gdy ujawniano ich prawdziwe motywacje i przemyślenia - często zupełnie inne od tego, co sam sobie wcześniej wyobraziłem. Przez większość książki nie wiedziałem, co myśleć np. o Toranadze. Dobry? Zły? Neutralny? Naprawdę chce zostać shōgunem, czy nie? Te same pytania zadawali sobie bohaterowie powieści, a ja, mimo że znałem ich perspektywę najbliżej, również nie znałem odpowiedzi. Kiedy ujawnił prawdziwy powód zatrzymania Blackthorna, byłem autentycznie zaskoczony. Powinienem był to przewidzieć, ale nie przewidziałem.

Dodatkowo działało na mnie to, że Clavell nie przesadza z opisami. Dostajemy dokładnie tyle szczegółów, ile potrzeba i ani trochę więcej, a całkiem sporo informacji poznajemy naturalnie, przez dialogi. Nie mam papierowego wydania, tylko audiobook, więc nie wiem, jak zapisano w nim język japoński, ale w wersji audio wypadało to świetnie. Wraz z nauką języka przez Blackthorna coraz częściej pojawiały się podstawowe zwroty po japońsku i pozostawały bez tłumaczenia. Nie chodziło tylko o proste dōmo ("dzięki", "bardzo", "witaj" lub "przepraszam" - zależnie od kontekstu), ale całe sekwencje, które człowiek zaczynał rozumieć, bo uczył się ich razem z bohaterem. No i te momenty, gdy słyszymy Johna z perspektywy Japończyka, który musi zrozumieć bełkot. Też fajne.

W zasadzie jedyne, co podobało mi się mniej, to momentami burzące immersję wewnętrzne monologi niektórych postaci. Zwłaszcza Kashigi Yabu trochę na tym tracił. Czasem dobrze było wiedzieć, że z zewnątrz jest uprzejmy, a wewnątrz knuje, ale szczególnie na początku ciekawiej byłoby, gdyby jego intencje pozostały dla nas tajemnicą - tak jak dla Blackthorna.

Mógłbym napisać więcej, ale chyba nie ma sensu. Wyobraźcie sobie po prostu więcej peanów o tym, jakie to fajne i trochę smutne. xD

A i też nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że Clavell opisał Japończyków, jako "prawdziwych", myjących się barbarzyńców, mimo że sami nazywali tak przybyszów z Europy. W pewnym sensie każda z nacji obecnych w książce jest ukazana tak, że ma coś za uszami. Chyba Rodrigues pokazuje to w jednym dialogu z Mariko, a John uczy się tego przez całą powieść.

Całość skończyłem w około tydzień, nie licząc weekendu. Ocena bardzo wysoka, także dlatego, że spokojnie mógłbym spędzić z tą historią jeszcze kolejny tydzień, gdyby Clavell pociągnął ją dalej.

*

:grey_question: Tak teraz patrzę na tę okładkę i mam wrażenie, że to chyba jedna z najgorzej dobranych okładek do historii, jakie widziałem. Trochę szkoda, że dodałem Dziweński ryjec zanim skończyłem książkę, bo gdybym wiedział, wybrałbym inną. Shogun kurna nie ma ani kszty walki na koniach, zwłaszcza w przypadku Blackthorna. Ktokolwiek z Vis-a-Vis Etiuda wybierał to w wydaniu z 2024 roku - brawo. Na przyszłość warto przeczytać książkę do której robi się okładkę. xD

*

:label: > <

Lider3piorunów

@Dziwen świetna książka! Szkoda, że następna taka nie była. Króla szczurów jeszcze mogę polecić, co prawda, to nie taki rozmach i poziom historii, ale ciekawa i bardzo przyjemna. 😉

GURU2piorunów

@splash545 właśnie sprawdzałem inne jego książki i z opisów nie porywają. Kiedyś siądę do Króla szczurów, ale te pozostałe jakoś mnie nie zaciekawiły. xD

Lider1piorunów

@Dziwen ja poleciałem w tego Gajdzina po Shogunie i meh. Chociaż zła nie jest i niektórym się podoba, no ale dla mnie to nie to. 😛

Pokaż więcej komentarzy (3)

Inspirator

w Dyskusje

10piorunów

Polski zakonnik stał się ulubieńcem Japończyków. Niezwykła historia Brata Zenona

Japończycy organizowali z nim spotkania, tworzyli o nim filmy i artykuły. Sam cesarz Hirohito dał mu list polecający, który zobowiązywał każdego, kogo brat Zenon o to poprosi, o udzielenie mu pomocy. Wszystko przez pomoc, jakiej udzielił Japończykom m.in. po ataku atomowym na Nagasaki. \