entropy_GURU
84piorunów>"Uwaga! Nie jedz mięsa z targowiska w Nowej Dębie (powiat tarnobrzeski). Wysokie ryzyko zatrucia zagrażającego zyciu. Jeżeli masz objawy zatrucia - dzwon na 112."
#nowadeba #tarnobrzeg #alertrcb
Co tam się odjebało że rcb się obudziło? xD
EDYTA: nie jest śmiesznie, jedna osoba zmarła
Komentarz @evilonep poniżej ze szczegółami

@entropy_ Czekam, aż się Korwin odpali w tym temacie, bo to w oczywisty sposób koresponduje z jedną z jego największych myśli filozoficzno-politycznych, czyli z paróweczkami.
Obstawiam coś w stylu "wszystko super, dokładnie tak to powinno wyglądać, zmarły nabrał cennego doświadczenia i drugi raz nie kupi u tego sprzedawcy, czyli rynek zweryfikował - ta sprawa udowadnia, że przepisy i służby zanitarne są zbędne, zlikwidować".
@Shagwest ale wiesz że tysiące ludzi a nawet miliony jeśli spojrzeć na europę kupuje "wyroby własne" i żyje? We włoszech byś się podniecał własnym serkiem... w zakopane masz bundz, oscypki, żętyce i w zasadzie w każdym regionie są super kulinarne wyroby i... ludzie żyją. Tutaj trzeba by ustalić co było przyczyną... pewnie gość sprzedawał latami i to pierwszy raz...
Green Coffee też miał taką akcje a sanepid / kontrola /wszystko... a złe światło, temperatura / brud i salmonella ścięła dziesiątki Klientów.
@tyle_slow Do czego Ty mnie właściwie próbujesz przekonać?
@Shagwest wyśmiewasz "paróweczki" czego odpowiednikiem mogą być w PL właśnie stragany ze swojskimi wyrobami. Z Twojej wypowiedzi wnioskuje, że to źle że istnieją "bo ludzie giną" i Korwin jest głupi.
Zwracam Ci w związku z tym, że "kontrolowane zakłady" też trują (green coffee, regularne wycofywane partie towarów). A "swojskie wyroby" jemy wszyscy i nie umieramy masowo... chociaż niestety czasem się zatrujemy.
@tyle_slow Zupełnie nie o to chodzi. Jak widzisz, stragany funkcjonują, są legalne. Korwin z tymi paróweczkami nie postuluje, żeby były legalniejsze, tylko żeby odpieprzyły się od nich wszystkie służby sanitarne (i inne, w ogóle żeby państwo sie odpieprzyło), bo uciskają strasznie wolność gospodarczą. Przecież jak ktoś się zatruje i umrze albo wyjdzie na jaw, że właściciel używa tłuszczu odzyskanego z kanalizacji (jak w Chinach), to rynek to zweryfikuje, ludzie się dowiedzą i przestaną tam kupować.
Takie zwykłe proste rozwiązania na poziomie piętnastolatka. Ja tam jednak wolę, by wymagania sanitarne istniały, służby ich pilnowały i zamykały miejsca , w których ich się nie przestrzega. Czy to duże, czy małe.
A wypadki wiadomo, że się zdarzają. Tu się oczywiście zgodzę. I z tym, że Korwin jest głupi też.
@Shagwest służby sanitarne to groteska.
w codziennej zywnosci jemy mnostwo dopuszczonych toksycznych składników i to legalne. Nie wiem czy da się kontrolować cokolwiek poza papierami, a to często ułuda.
Sanepid nie ma sprzetu by zbadać towary poza papierami. Tutaj pewnie jad kielbasiany, a to chyba efekt temperatury, wiec czesto może bylo dobrze, a zrobilo sie źle bo wyszlo slonce, bo cos... myślę że ten sprzedawca nie chciał nikogo zatruć i dla jego biznesu na rym targu to pewnie koniec. Szkoda ludzi ktorzy umarli i sam nie wiem co jest rozwiazaniem..
Sanepid czesto nie tyle dba o warunki, co mierzy centymetry lokalów od wc, od zlewu... i jak poczytasz / posluchasz wywiady z ludźmi z gastronomii to zrozumiesz jaka to patologia. Mozesz miec czysto, ale braknie centymetrow i nie dostaniesz papierow...
Dlatego o ile świadomość istnienia organizacji ok, wyrywki tez ok, ale co tutaj mogli sprawdzić? W biedronce tez mrozonki leza luzem a pracownik idzie cos zalatwic i rozmraza cos co zamraza ponownie... wina pracownika, procedury sa, a chyba kazdy to widzial.
Sam rok temu zatrulem się w zakopane bundzem albo kiełbasą suszoną... nie wiem czym 😉 ale sanepid powinien badac glownie czystość i byc ludzki, a chyba skupiaja się glownie na malo istotnych rzeczach jak cm. Od zlewi itd.
@entropy_ w sumie rok temu miałem podobnie na wyjeździe. Albo sucha kiełbasa ze straganu (za pierwszym razem była ok, a drugiego dnia - o czym nie pomyślałem, była chyba na słońcu długo i zrobiła się oślizgła) albo bundz... i z 5 dni wyjazdu, jeden w kiblu z wymiotowaniem, a następny "dochodzenie do siebie".
Jednak chyba bym nie przesadzał, tysiące ludzi codziennie kupuje ze straganów taką żywność i żyje. W sumie jest to pierwszy chyba raz, gdy czytam - poza grzybami - o zgonie... W restauracjach są własne wyroby, wszędzie, więc...