Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#podrozojzhejto

Gruba ryba

w Podróże

51piorunów

I opuściliśmy piękną Hiszpanię. Wracając z Portugalii mieliśmy zahaczyć o Góry Kantabryjskie, ale stwierdziliśmy, że najlepiej jednak byłoby wyrwać się już z tych upałów, a one nigdzie nie uciekną. Tak więc wczoraj uderzyliśmy w kierunku Saragossy, by tam zrobić przystanek w drodze na Pireneje.

Większość trasy to była koszmarnie nudna jazda przez płaskie jak naleśnik tereny środkowej Hiszpanii. I nie dość, że w upale, to jeszcze cały czas z burzą przed nami, którą nieśmiało goniliśmy. Ja zaklepałem sobie nocleg w hotelu w Saragossie i tam się zatrzymałem, natomiast Koledze Tytusowi mało było wrażeń, więc pojechał dalej, dogonił wspomnianą burzę, zmókł do suchej nitki i rozbił swój obóz w krzakach pod jakąś kaplicą w okolicach Lleidy.

Plan na dziś był taki, żeby pośmigać po Andorze i dotrzeć do Carcassonne na nocleg. Zrealizowany w 83% - kilka ładnych tras przez Pireneje zaliczonych (przepiękne góry), Andora zaliczona, do Carcassonne dotarliśmy (znaczy ja, bo Tytus znowu gdzieś w krzakach). Niestety na wjeździe do Andory złapała nas ulewa i nie zanosiło się, by gdziekolwiek sobie poszła. Posiedzieliśmy tam z godzinę, zjedliśmy, napiliśmy się obrzydliwej kawy i już prawie klepaliśmy noclegi na miejscu. Jednak w przypływie euforii po zjedzeniu dobrych sajgonek stwierdziłem, że zakładamy kubraki przeciwdeszczowe i jedziemy.

Tak więc odpadło zwiedzanie Andory wzdłuż i wszerz, bo wydostaliśmy się stamtąd najprostszą drogą, ale i tak było trochę emocjonujących górskich serpentyn (w deszczu!). A i wyrwaliśmy się z upałów, bo miejscami było 12 stopni (tylko 30 mniej niż miałem tydzień wcześniej :D). Pełen sukces.

Plan na jutro: Monako.

A w ogóle, to tu jakiś zamek jest.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Motocykle

21piorunów

Oczywisty gwóźdź programu w postaci zaćmienia słońca już za mną. Wyjazd na to wydarzenie planowany był od przynajmniej dwóch lat, ale w ostatnim czasie plan został mocno zmodyfikowany, bo zimowałem z oboma motorkami w Andaluzji. A skoro tak, to wygodnie mi było zostawić tu Tygryska w magazynie razem ze spakowanymi już na wyjazd kuframi i przylecieć po niego samolotem.

W przeciwieństwie do Kolegi Tytusa, którego zmagania zasługują na co najmniej jeden akapit. Z kilku(nastu?) osób wyrażających na przestrzeni tych dwóch lat zainteresowanie wyjazdem, on jako jedyny rzeczywiście wyruszył. Pechowo jakieś dwa miesiące przed tripem oba jego motorki wypadły z gry i stanął przed koniecznością zakupu kolejnego. Padło na prawie nową MV Agustę Turismo Veloce z przebiegiem 5k km.

Wyruszył z Warszawy tydzień temu mknąc jak błyskawica po autostradach i śpiąc w namiocie w krzakach (z wyboru, nie z konieczności ;). Jechał północną częścią Europy, odwiedził Kopenhagę, skoczył na sekundę do Szwecji, zaliczył muzeum Le Mans w Le Mans. W poniedziałek rano był jeszcze we Francji, wieczorem dotarł do naszego noclegu w Portugalii. Cały dzień obserwowałem jego lokalizację na Google Maps - burza emocji.

Ale. Gdzieś w połowie drogi zgłosił, że padła mu elektronika w motorku. Nie ma map, ABS-u, kontroli trakcji, wskaźnik prędkości wariuje. Napisał do kilku serwisów w zachodniej Europie i umówił się z mechanikiem w Leirze w Portugalii na wtorek, że podjedzie i od ręki uda się ogarnąć temat. Oczywiście - nie udało się. Okazało się, że motocykl jest bardzo kiepsko złożony przez polskiego dealera, tylne koło na monowahaczu było prawdopodobnie dokręcone zbyt mocno, co uszkodziło łożysko i mechanik, złoty człowiek, zdecydowanie odradził dalszą jazdę. A to łożysko (czy tam jakaś część koło niego) to indywidualna część MV Agusty i warsztat nie ma jej na stanie. Finalnie Tytus na dzień przed zaćmieniem musiał nocować w Leirze, a mechanik, uwaga, załatwił z właścicielem jednego z aktualnie serwisowanych u niego takich samych motorków, że przeszczepi łożysko do motocykla kolegi, a on dostanie za darmo nówkę po kilku dniach.

W dzień zaćmienia ja udałem się do Hiszpanii w poszukiwaniu korzystnego, odosobnionego miejsca do obserwacji, a Tytus około 15 wyruszył z chudszym portfelem, działającym motorkiem i długą listą tego, co jest w nim źle zmontowane. Wyobraźcie sobie, że mając do pokonania lekko ponad 500 km w cztery i pół godziny (zmiana strefy czasowej!) dotarł na miejsce na kilka minut przed początkiem pełnego zaćmienia. Po drodze gubiąc GoPro. I łapiąc nowy błąd w Aguście, tym razem coś z regulatorem napięcia. Kosmita. Ja znowu więcej emocji miałem z obserwowania jego lokalizacji niż tego, co się na niebie dzieje.

A działo się. Jak pisałem, żadne zdjęcia czy filmy nie oddadzą tego, jak wygląda całkowite zaćmienie. Absolutnie niesamowity widok.

Dziś jeszcze jeden dzień spędzam w starym młynie w Portugalii, a jutro ruszamy w Góry Kantabryjskie, takie tam pasmo na północy Hiszpanii. Kolega najwidoczniej nie lubi spokoju i odpoczynku, więc ruszył koło południa do Porto, by wieczorem wrócić. Przed wyruszeniem w drogę dostał przykazanie, by skończył już z przynoszeniem emocji. 50 metrów dalej musiałem biec, by pomóc mu podnieść Agustę. Wspominałem, że mamy tu koszmarny dojazd? Wyjazd też.

A co u mnie? Strułem się przedwczoraj strasznie portugalską kiełbą z grilla i tylko wrodzone szczęście pozwoliło mi na jeden dzień opuścić okolice kibelka, by zobaczyć zaćmienie. Dziś nadal uziemiony. Więc przy przygodach Tytusa to nawet wstyd o tym wspominać 😛

Gruba ryba4piorunów

I zapomniałem w relacji wspomnieć o jeszcze jednej przygodzie Tytusa. Mianowicie, jadąc do tego serwisu... przebił tylną oponę.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Podróże

63piorunów

¡Bienvenido hermanos y hermanas!

Zgadnijcie, kto znowu będzie Was zanudzał setkami zdjęć swojej mordy i motorka :grinning:

Jaszczomp wylądował w Maladze, temperatura na miejscu 27 stopni, więc dość chłodno, lokalsi chodzą w bluzach. Ale mimo tego uśmiechnięci, sam nieświadomie zainstalowalem uśmiech na twarzy zaraz po wyjściu z samolotu i cały czas nie schodzi.

Tym razem w planach zaledwie dwa, może trzy tygodnie, ale za to nie tylko Andaluzja. Jakoś wytrzymacie :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Hydepark

50piorunów

Właściwie chyba jedyna moja wyjazdówka po Polsce i okolicy w tym sezonie. Bardzo udana, ruch w okolicach Tatr całkiem mały (same Zakopane zapchane, ale to wiadomo), bo pogoda wzięła ludzi z zaskoczenia. Pani właścicielka noclegu mówiła, że cały lipiec nic nie mieli, dopiero teraz w ten weekend kilka spontanicznych rezerwacji robionych w ostatniej chwili. Ale wiadomo, że najładniej na Słowacji :grinning:

Nawet mieliśmy awarię, bo koledze wypiął podczas jazdy wężyk paliwowy. Całe szczęście, że kilkaset metrów za serpentynami, więc było gdzie się zatrzymać. Inaczej byłoby mocno nerwowo. Zwłaszcza, gdyby jeszcze coś się zapaliło.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Lider

w Hydepark

50piorunów

Szybki wypad do Gdyni się kończy, czas wracać do domu.

Fenomen3piorunów

Ł się święci w nocy czy nie?

Lider1piorunów

@jedikk ja akurat odwiedzałem konferencję Technology Leader of Tomorrow, ale miałem okazję minimalnie pozwiedzać, no i morze w zasięgu ręki to też jednak spora zmiana :smiley: Pół polski nie przyjechało się w nim jeszcze myć, to nie było takie brudne 😉

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Hydepark

13piorunów

Lądowisko dla kosmitów w

Po czym poznać że to lądowisko dla kosmitów?

* Nie wierzę, że ludzka cywilizacja wpadła by na pomysł wybudowania takiej konstrukcji.

* Piramidy są lądowiskiem to to też się nada

* Zbliżając się do tej konstrukcji usłyszałem głos nieznanego pochodzenia który powiedział: Diekreisverkehrverlasen

GURU6piorunów

A podjedz pod lodowisko to tez paradox niby obiekt sportowy a jednak burdel co nie @FriendGatherArena

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Hydepark

62piorunów

Matera - najstarsze miasto w Europie. Ludzie już w paleolicie wprowadzili się do tutejszych jaskiń i żyli w nich aż do lat '50.
Tutaj też nie mogłem polatać dronem, choć wiatru nie było, było mnóstwo stref. Chyba nie jest mi dane dronowanie w trakcie tej podróży. Szczęśliwie można złapać sporo fajnych widoczków z ręki.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Hydepark

34piorunów

Święta odbyte, więc można trochę się poruszać. Zwiedzamy Apulię. Nie powiem, widoki ładne. Niestety wieje tak, że nie można dronować, a specjalnie zarejestrowałem się we włoskim systemie dronowym i opłaciłem OC...
No, ale jest trochę słońca i 12°, więc nie będę marudzić.

Ps. Z tego co pamiętam, to latem był tutaj @AndrzejZupa ?

Gruba ryba

w Podróże

95piorunów

Spacer po Górach Izerskich, okolice Chatki Górzystów. Światło było słabe, ale miejscówki cudne, więc nie odpuściłem i robiłem zdjęcia.

Po drodze mgła straszliwa.

Lider2piorunów

@adamszuba  ehhh, byłem w Bogatyni, ale i tak bym nie mógł podjechać przez zakaz opuszczania kraju

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Podróże

34piorunów

W nawiązaniu do TEGO wpisu:
Myślałem, że to koniec przygód w trakcie tej wycieczki, ale później nie było wcale lepiej.

Lot do Dallas przez Londyn:
Lot z Warszawy do Londynu był całkiem spoko, bez większego poślizgu, wylot z rękawa, a nie jak zawsze autobusem, więc na plus. Później błyskawiczna przesiadka między terminalami. I tu dopiero zaczęły się schody. Nie działa system IT lotniska, a ja nie mam karty pokładowej, więc na każdej kontroli muszę wyjaśniać całą sytuację od nowa. Dostaję papierową kartę pokładową wypisaną długopisem - imię, nazwisko i numer miejsca w samolocie :grinning: Jestem pod bramką. Czekam na lot, jest opóźniony 30 minut, po kolejnych 45 minutach dostaję powiadomienie w apce American Airlines, że lot został anulowany. Ten sam komunikat nadają przez głośniki po chwili. Kolejny komunikat mówi, że wszyscy pasażerowie zostaną przebookowani na lot kolejnego dnia rano. dostaną vouchery do hotelu i 2x bilety na autobus, a bagaże zostaną na lotnisku. No trudno zdarza się. Zabieram tyłek na autobus, pierwszy który przyjeżdza ma miejsce na jakieś 40 osób, z czego 35 zajętych. Za 45 minut przyjedzie kolejny, zaczyna kropić i piździ, no ale czekamy. Przyjeżdza kolejny autobus, udało sie zmieścić, jedziemy. Dojeżdzamy do hotelu i ustawiamy się ładnie w kolejce do recepcji. Została laska przede mną, ja i kilkanaście innych osób. Laska przede mną dostaje informację, że hotel nie ma już wolnych pokoi i nie wiedzą czemu AA wystawiło aż tyle voucherów. Te same informacje dostaję i ja. Menedżerka hotelu dzwoni na lotnisko, gdzie proszą nas o powrót na lotnisko i odbiór kolejnego vouchera. Ciśnienie mi się podniosło jak to u starego dziada, ale wiedziałem, że na tej samej ulicy było z 10 innych hoteli, bo przed każdym z nich zatrzymywał się autobus wypuszczając pojedynczych pasażerów. Wracam pieszo zachodząd do każdego napotkanego hotelu i pytając o wolny pokój - nie mają <smutna żaba>. W końcu w geście rozpaczy wpadam do 5 gwiazdkowego Mariotta, w którym recepcjonista mi mówi, że pokój za 1000 funtów raczej nie załapie się na zwrot z linii lotniczej, ale podpowiada, żebym ogarnął hotel przez Booking. Tak też robię i znajduję pokój w hotelu obok, 10 minut później jestem w pokoju. Całość zajęła ponad 3h od godziny potencjalnego wylotu. Padam na łóżko o śpię jak dziecko.

Lot kolejnego dnia już bezproblemowo dowozi mnie do Dallas, od momentu wyjścia z domu, do przejścia przez kontrolę wujka Sama, mija 40h :(

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Podróże

24piorunów

Niezbyt często narzekam na podróżników, bo wiem, że wożenie ogromu ludzi każdego dnia nie jest wcale takie łatwe, ale dziś mi się chyba ulało.

TL:DR - nie polecam FinnAir, trafia u mnie na listę najgorszych linii lotniczych, na zaszczytne pierwsze miejsce, nie licząc tych linii, które wożą ludzi jak worek ziemniaków, ale za cenę _1 obiadu z kawą_ na mieście 😉

Dla tych, których TL:DR przekonało, że może warto zostać na dłużej - zapraszam do całej przygody z FinnAirem:

Muszę służbowo lecieć do USA, po raz kolejny do Teksasu, więc opcji było kilka. Z wylotem z Warszawy mogę lecieć przez Londyn, Paryż, Frakfurt i Helsinki, do tego dochodzą opcje wylotu przez lotniska na południowy wschód od Warszawy (Stambuł, Dubaj, Doha), ale to by tylko wydłużało podróż, więc nie brałem ich pod uwagę. Jest oczywiście jeszcze opcja lotu na inne lotnisko w USA (Nowy Jork, Chicago) i przesiadka u wujka Sama do Dallas, ale z tym jest więcej zabawy, więc jej nie brałem nawet pod uwagę.

Wybór padł (o zgrozo) na Helsinki, bo cała podróż byłaby najkrótsza. Jedyną linią, która lata z Helsinek do Dallas jest FinnAir, z którym miałem w miarę przyjemne doświadczenia do tej pory, a sama przesiadka miała zająć tylko godzinę, bo lotnisko jest małe i nie trzeba biegać między terminalami.

Bilety zabookowane, hotel też, co może pójść nie tak?

2 tygodnie do wylotu do Dallas, mój pośrednik wysyła mi maila, że FinnAir anulował lot i pi⁎⁎⁎ol się wujek. 4h siedzenia na słuchawce, szukania innych wariantów podrózy, niemal przy każdym info, mamy miejsce w klasie ekonomicznej, ale w biznesie nic. W końcu się udało, zwolniło się 1 miejsce w samolocie, wylot dzień wcześniej, przez Londyn, 8h na przesiadkę, a cała podróż przekroczy 20h, ale coż, nie mam wyjścia - biorę. Wylot dzień wcześniej sprawił, że musiałem ogarnąć jeszcze 1 dodatkową dobę w hotelu. Oczywiście pokój, który wziąłem był już zarezerwowany na ten dzień, więc musiałem wybrać inny, przenieść na niego całą rezerwację i dopłacić do dodatkowej doby. Tracę kilka metrów kwadratowych i dodatkową kanapę, ale dostaję śniadanie w cenie - nie mam wyboru, biorę.

I tak ta przygoda by się zakończyła, gdyby nie to, że dzis dostaję kolejnego maila, informującego mnie o tym, że Finnair przesunął mój lot powrotny o 50 minut. Dzięki czemu zostanie mi za mało czasu (20 minut) na przesiadkę i wsiadamy na karuzelę jeszcze raz. Znowu 1h na słuchawce i szukanie alternatywnego połączenia, znowu wybór pada na Londyn zamiast Helsinek, ale tym razem tylko 3,5h na przesiadkę zamiast 8h, więc jest postęp. Ale musze lecieć 1 dzień wcześniej. Co z tego, że miałem plany na piątkowy wieczór w Dallas i wykupione na coś bilety, j⁎⁎ać to.

Na szczęscie mam ubezpieczenie na takie wypadki i nie musiałem pokryć różnicy kosztu przebookowania biletów z FinnAira na British/American, bo sama różnica w cenie na tych 4 lotach to już ponad 50 000zł. Bo przecież nie bookuję ich z 2 miesięcznym wyprzedzeniem.

Podsumowując: Finnair postanowił mi anulować lub zmienić 3 z 4 lotów na mniej niż 2 tygodnie przed każdym wylotem (a na lot 4 dzięki zmianie na locie 3 i tak bym się nie wyrobił), przez co rozpierdzielił mi wszystkie plany i zjadł w cholerę nerwów. Nie polecam, uczcie się na moich błędach i nie bierzcie lotów FinnAirem na dłuższych dystansach pod uwagę.

Fanatyk4piorunów

Szczerze to może się zdarzyć w każdej jednej linii lotniczej. Mi tak w zeszłym roku zmienili godzinę przesiadki Air France w Paryżu z 1:35 na 1:20, a minimalny czas na transfer non-schengen na CDG to 1:30. Pośrednik zaproponował mi jakieś alternatywne godziny, które tak naprawdę nie istniały, więc po tygodniu wysłali kolejną wiadomość, że mogę się ubiegać o VOUCHER (nie zwrot kosztów). Stwierdziłem, że YOLO, spróbuję wrócić na tym 1:20, choć wiązało się z tym, że mogą mnie nie wpuścić na pokład już w Wietnamie. Koniec końców, musiałem wrócić wcześniej do Polski i kupić inny bilet, ale to już inna historia...

Pokaż więcej komentarzy (4)

Kosmonauta

w Hydepark

10piorunów

Podkład muzyczny: https://www.youtube.com/watch?v=PreffqwJQlc

Dzisiejsza wyprawa z miejscowości Obergurgl, przez Ramolhaus, na przełęcz Ramoljoch i z powrotem, dalej do mostku Piccarda i powrót do wsi. Dwie doliny które widzicie tu na zdjęciach wyglądały dosłownie jak wyjęte z Władcy Pierścieni! Wróciłbym tam jeszcze kiedyś z chęcią.

Gruba ryba

w Podróże

11piorunów

Litwini myślą, że środek Europy jest na Litwie. Dobre sobie. Przecież wiemy, że jest w Polsce, podobnie jak środek świata.

GURU4piorunów

Na północ od Czslestochowy o jest warszafka, a potem to duże niebieskie.
Aaa wiem gdzie jest (k⁎⁎wa jego mać) Zbąszynek.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Podróże

29piorunów

Dyneburg.
Zwiedzałem twierdzę i miasto. Pojeździłem komunikacją miejską - w tramwaju lekko upośledzony konduktor sprzedający bilety. W komunikacji publicznej można było się przekonać, że miejscowi nie są przekonani do dezodorantów, albo też są na bakier z higieną. Albo jedno i drugie.
Miasto generalnie mocno zapuszczone. Infrastruktura w dużej części została w ZSRR. Czułem się jakbym przeniósł się do lat 90. Podoba mi się!
Twierdza częściowo zapuszczona, częściowo odnowiona - ma swój klimat. Na jej terenie muzeum I Wojny Światowej i nie wiedzieć czemu kolekcja radzieckich zabawek. Creepy. Ludzie tutaj lubią zbierac rożne starocie i później to pokazywać za kilka jewro. Niezby dużo tu atrakcji, to człowiek ogląda. Na terenie twierdzy też sporo różnorakich rzeźb, które kontrastują z mocno zniszczonymi budynkami i zardzewiałymi pojazdami policyjnymi, których też tutaj sporo.

Fenomen1piorunów

@adamszuba Kurde, a propos Łotwy miałem Ci podrzucić ciekawą miejscówkę: filmowe miasteczko pośrodku pola, z kilkoma bardzo ciekawymi planami filmowymi z lat 80-90'... ale tyram od rana do nocy i wciąż zapominam. Choć być może znasz to miejsce. Taki mały raj dla fotografa 😉

Cinevilla. Całkiem niedaleko od Rygi.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Podróże

67piorunów

Sporych rozmiarów akcent polski w Dyneburgu. Upamiętnienie polskich żołnierzy, którzy zginęli w Kampanii Łatgalskiej - walczyli z kacapami o wolność Łotwy. I wygrali 😁

Gruba ryba10piorunów

W ogóle Dyneburg klimacik miasto. Najlepsze są te leningrady pośród twierdzowej zabudowy. Takie coś tylko kacapy mogły wymyślić.

Pokaż więcej komentarzy (5)