Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#szosa

Gruba ryba

w Rowerowy Równik

44piorunów

176873 + 2 + 2 + 6 + 464+ 6= 177353

Mówi się, że do 3 razy sztuka, więc gdy liczy się to w zasadzie podwójnie, trzeba się wówczas zawziąć.
Podejścia do wyjazdu nad morze miałem dwa: rok temu, gdy wyeliminowały mnie otarcia, oraz kilka tygodni temu, gdy zabawił się ze mną komoot.
Trasę wzdłuż Nysy i Odry miałem rozpisaną już od kilku miesięcy, modyfikowaną skrupulatnie i wielokrotnie. Straciłem łącznie na to pewnie "ze 100 km na rowerze". Pierwszy raz bilety przekładałem blisko miesiąc temu. Drugi raz w ubiegły weekend. Czy było warto wybrać się wczoraj? Jeszcze jak!
Na całym dystansie zdarzył się dosłownie jeden fragment, który aktualnie bym podmienił, bo 50m przecinki z ostrym szutrem nie liczę.
Od kilku tygodni testowałem wkładki currexa dedykowane rowerzystom, co zakończyło się totalnym niewypałem. Te, zamiast zapewnić lepsze wsparcie moich stóp, spowodowały ich cierpnięcie oraz ostry ból. Dosyć powiedzieć, że po 120 km w tym tygodniu, nogi wołały o pomoc, tylko nieco mniej niż przy 300 km pętli rok temu. Wymieniłem zatem je na stare i szczęśliwe, nie licząc krótkiej przerwy na 430. km, wszystko pięknie zagrało.
Opcje dojazdu do Zgorzelca miałem dwie: pociąg po 6 oraz 8 rano. Początkowo bliższy byłem zdecydowania się na wcześniejszy wariant, jednak chęć wyspania się wygrała. Stwierdziłem, że trochę dłuższy sen, pozwoli lepiej się zregenerować, co może mieć kluczowe znaczenie.
Praktycznie punktualnie o 10 wyjechałem z dworca w Zgorzelcu i po 5 min przekroczyłem (pierwszy) raz tego dnia granicę.
Otóż jest to największy problem całej tej trasy, że po niemieckiej stronie dostęp do uzupełnienia spożywki jest ekstremalnie ograniczony. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że w każdej wsi jest abc/żabka/rabat, stacje benzynowe są całodobowe, normalnie kraina mlekiem i miodem płynąca. A Niemcy? Niemcy to dramat. Gdzieniegdzie znajdziemy tylko Lidla, Norme, czy Netto, a nawet jeśli dane miasto jest większe, to w promieniu 5km innego sklepu już się nie uświadczy. Po 16:00 otwarte są już tylko wyżej wymienione dyskonty oraz stacje benzynowe - ale i tak, te całodobowe stanowią może 10%! Zatem tego dnia przejeżdżałem przez granicę łącznie dobre 7 razy, za każdym razem w celu uzupełnienia zapasów. Jeden zjazd nawet przeoczyłem i nie miałem już czasu się wracać.
Patrząc na mocno ograniczony czas podróży (wyjazd o 10, ostatnia przeprawa promem w Świnoujściu o 8:30), zaokrągliłem sobie czas do 4:30h/100km. Pierwsza setka poszła gładko, 4 godziny z ogonkiem, co wprawiło mnie w dobry nastrój. Pierwsze 300 km, w 90% wiodło przez fantastyczną drogę, albo dedykowaną rowerom, albo z zerowym (dosłownie) ruchem samochodowym.
Wiatr był boczny umiarkowany, nie miałem powodów do narzekań.
Kolejna setka poszła gorzej, zrobiłem ją w 5 godzin, co wprowadziło mnie w zaniepokojenie. Godzina 19, mam 13,5 godziny na zrobienie ok. 270 km, a w nogach już delikatnie coś czuję. Wiedziałem jednak, że będę miał sojusznika - uwaga - wiatr. Po zachodzie słońca miał się obrócić i wiać prosto w plecy. Tak też się stało i 270 km przypadł na godzinę 22. Ostatni raz zameldowałem się w najdalej wysuniętej na zachód wsi w Polsce - Osinowie Dolnym. Tam miałem do odebrania paczkę, którą sam sobie nadałem: parę żeli i batonów, ocieplacze na buty i nogawki (24 mają...) oraz wiatrówkę. Do tego doszło termo od UA i byłem gotów do dalszej jazdy, w 5 warstwach na górze 😂.
Mimo zmęczenia, szło mi całkiem dobrze, a początki znużenia przeszły wraz ze zjazdem na drogi publiczne. Jechało mi się cudownie, niesamowicie lekko, jak na przebyty już dystans. Wtedy nastąpił pierwszy fakap. Lampka przednia zmieniła jasność na niską, powerbank miałem wyzerowany, a do tego wjechałem na taką kostkę, że na Paryż - Roubaix ta sekcja dostałaby 5/5 w klasyfikacji. Fakt, że nie przebiłem opony, jest naprawdę małym cudem. Mając zarazem mierne oświetlenie oraz taką nawierzchnię, musiałem spieszyć się na wyznaczony po drodze, otwarty Shell, bo wiedziałem, że do znalezienia się w naprawdę ciemnej d⁎⁎ie, brakuje mi max godziny. Koncentracja sięgała zenitu, czułem się jak po kresce. Udało się, przekazałem miłej Pani lampkę z kostką do ładowania, a także wypiłem kolejną kawę, zjadłem bagietkę i myślałem walczyć z zimnem. Stacja była bowiem w trybie "only window", więc pozostało mi marznięcie na zewnątrz. Poradziłem sobie częściowo z tym problemem, wchodząc na 10 min do toalety w celu ogrzania. Pomogło, więc odebrałem lampkę i ruszyłem dalej, mając w perspektywie max godzinę do jaśniejącego nieba. Udało się, choć po drodze musiałem dosłownie drzeć mordę na stojące na środku jezdni 6 saren, bo ze światła nic sobie nie robiły.
Gdy zaczęło widnieć, wiedziałem że zbliżam się do kulminacyjnego punktu wycieczki - Anklam i zwrotu w kierunku zachodnim, ku celowi podróży. Wiedziałem co to ze sobą niesie: przyszło 400 km w nogach i mocny wiatr boczny. Jazda w sąsiedztwie zbiorników wodnych i pastwisk z trzodą chlewną, wymęczyła mnie do końca. Do tego zaczęły się małe górki, które odczuwałem już 3x mocniej, za sprawą coraz to mocniejszych otarć od siodełka. Na jednym z podjazdów, pośrodku lasku, zdając sobie sprawę ze świetnego czasu (2,5h do deadline'u, 35km do celu), zdecydowałem się na 15 minutową para-drzemkę. Na wszelki wypadek włączyłem budzik w zegarku, gdyż telefon wskazywał poniżej 15% baterii. Przekraczając granicę, skierowałem się do maka, gdyż chciałem zjeść cokolwiek ciepłego oraz napić się herbaty. Równie ważny był jednak dla mnie fakt, że doskonale wiedziałem, że przy stolikach są gniazdka. Czasu miałem sporo, zegar wskazał na ok. 7:30.Podłączyłem telefon i... ożeszkurwa.jpg. Komunikat o wilgoci w porcie usb. Suszarek w łazience - brak. Pozytywnych efektów suszenia skrawkami papieru - brak. Możliwości odebrania ciuchów na przebranie z paczkomatu i pokazania biletu - brak. Zajechałem po drodze na stację benzynową i niestety suszenie wtyku od przewodu oraz portu usb nic nie dało. Na promie spotkałem starszą parę, a mężczyzna poradził spróbować z jego przewodem, co okazało się strzałem w 10. Paczkę odebrałem, parę % zostało na pokazanie biletu, co zapewnili spokój na resztę podróży.
Podsumowując, wspaniały to był wyjazd, nie zapomnę go nigdy.

Osobistość2piorunów

Mega! Super relacja też. No i z tymi żabkami czy pacxkomatami to Polska faktycznie rozpieszcza, wszędzie indziej opcja juczny osioł

Pokaż więcej komentarzy (12)

Osobistość

w Rowerowy Równik

31piorunów

176 485  + 130 =176 615

Z wizytą w PL. Kolega nie odpuścił okazji, żeby pokazać, że i tu są ścianki. Ja przy okazji uczyniłem parę obserwacji, co do jazdy szosą po drogach publicznych PL vs w AT i właściwie to chciałem je tu wylistować, ale, że ostatnio pracuję na sobą w w kwestii marudzenia, to tylko powiem, że podziwiam wszystkich, którzy tu jeżdżą rowerami po drogach publicznych. Ja, jak już otrząsnąłem się z trujących spalin, byłem ogólnie przerażony stylem omijania rowerzystów. Choć przyznam, że zdarzali się i tacy, którzy zachowywali bezpieczną odległość. 

Lider3piorunów

@austrionauta mam podobne przemyślenia chociaż nie jeździłem drogą w Norwegii tylko wędrowałem.
A w Polsce to się autentycznie czasami boję i dlatego też nie jeżdżę po zmroku.

Gruba ryba2piorunów

@cebulaZrosolu Jako, że byłem rok temu w Albanii, to tylko powiem, że tam kolarstwo uprawiałbym przez cały rok na Rouvy. Ewentualnie mtb, ale na pewno nie szosa.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Rowerowy Równik

23piorunów

175647 + 4 + 2 + 2 + 122 = 175777

W końcu jakieś dłuższe popracowe i pierwsza (2?) Ślężna w tym roku. Znalazłem chyba optymalną drogę, prawie same asfalty prima sort. Bardzo przyjemna jazda, mimo nieszczęsnego wyjazdu z miasta w godzinach szczytu, słabego jedzenia dzisiaj, kiepskiego spania od tygodnia, czy niskiej liczby nabitych kilometrów od 10 dni.

Fanatyk0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Gruba ryba1piorunów

@onpanopticon Uuu, trudne pytanie, niestety nie mam pomiaru mocy na szosie, jedynie na trenażerze. Poza tym, 150W w moim przypadku byłoby zakłamane, waga ciągle znaczna, aktualnie 107-108 kg.
Różnica na pewno spora, jak wsiadam na mojego crossa z oponami 35 mm, to jakbym ujeżdżał kobyłę.

Gruba ryba1piorunów

@onpanopticon 188 cm. Nie jest jakoś tragicznie, bo coś tam mam wypracowane dzięki siłowni. No ale brzuch przydałoby się zrzucić. Sporo z tych kilogramów mam w nogach, kumpel się śmieje, że mam je bardziej jak u kolarza torowego xD

Gruba ryba1piorunów

@onpanopticon U mnie under100 byłoby świetnym wynikiem, a ok. 92 kg życiową formą. Dawno i nie prawda, ale kiedyś tak było, więc wiem :) Ja jem sporo syfu, zatem cyrkowa redukcja wiem skąd się bierze. Dzisiaj nie zabrałem pasa tętna, ale myślę że z 4000 kcal poleciało.

A na trudno schodzący tłuszcz jest taka rzecz jak johimbina, ale do niej najlepiej na okna żywieniowe przejść.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Rowerowy Równik

25piorunów

175 546 + 57 + 44 = 175 647
W końcu uczciwie wiało. Tzn najpierw w mordę, a potem w plecy. Zrobiły się same PRy na segmentach w drodze powrotnej. A potem za rok zapomnę i będę się zastanawiać skąd taka forma była:)

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

Osobistość

w Rowerowy Równik

28piorunów

175 070 + 34 = 175 104
Akurat zatrzymałem się na chwilę cyknąć fotę Mangartowi, to jeszcze pociąg się ładnie wkomponował.

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

Gruba ryba2piorunów

Ładne zdjęcie. Ale na żadną grupę sympatyków pociągowej fotografii się raczej nie nadaje, trakcję może i widać, ale pociąg ucięty, a z lewej strony brakuje mu oddechu.

Osobistość1piorunów

@Furto a ja się tak starałem by trakcji nie było widać, bo robi brzydkie kreski przed górami. na szczęście żaden ze mnie miłośnik kolei, czy jak tam się ta sekta nazywa:)

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Rowerowy Równik

26piorunów

174131 + 2 + 2 + 2 + 2 + 7 + 8 + 199 = 174353

Co za tydzień, zaledwie marne DPD i brak choć jednego komina. Trochę zrekompensowałem sobie to dzisiaj i ponownie pojechałem na Dolinę Baryczy. Trasę nieco zmodyfikowałem, czym udało mi się zredukować ilość shitty pavement o 80%, więc jestem względnie zadowolony. Przesadziłem nieco z tempem na pierwszej setce, co znalazło swoje odzwierciedlenie na drugiej, nawet lekko sprzyjający wiatr coś nie pomagał. W każdym razie, pozytywnie.

PS. Trakcja ucieta, brak oddechu z lewej strony, chyba nie ma sensu tego nigdzie wrzucać?

Osobistość2piorunów

Ależ Pan poleciał! Super tempo na takim dystansie

Gruba ryba0piorunów

@austrionauta A dziękuję, choć prawdę mówiąc, po 120 km miałem chyba 29,2 i perspektywę powrotu z wiatrem. Apetyt był na więcej, ale po przerwie na Orlenie jednak nogi się rozlazły, do tego było trochę górek, co w połączeniu z "jeszcze jeden żel i się zrzygam", dało taki efekt xD

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Hydepark

30piorunów

173 933 + 28 + 78 + 92 =174 131

Ciepły i suchy weekend w końcu! Po chwilowej przerwie spowodowanej jelitówką (przylazła zdzira oczywiście w połowie majówki) i ulewnym tygodniem, można nadrabiać stracone okazje i rozkoszować się pogodą. Wczoraj wybrałem się z nowym kolegą z pracy, okazało się, że mamy mniej więcej podobne tempo, co jest i rzadkie i fajne, ale można zapomnieć o jeździe w Z2;), a dziś solo w miejsca gdzie dawno mnie nie było. Przy okazji, popatrzyłem sobie na progres - jest tam taki podjazd, 2,5km, 9.1%. 5 lat temu, jak zacząłem jeździć, to myślałem, że zdechnę a nie wjadę, musiałem robić przerwę w trakcie i ogólne po-co-mi-to. Wtedy zajęło mi to 24m. Dziś wjechałem na względnym luzie w 15m. Także tego, każdy może:)

Gruba ryba2piorunów

Zazdroszczę takiej nie-jazdy-w-z2, obydwoje będziecie progresować. 😎 Ja mojemu znajomemu, z którym rok temu jeździłem rok temu na dłuższe trasy, trochę odskoczyłem pod względem tempa i wróciłem do jazd solo. Plusy dodatnie, plusy ujemne

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Rowerowy Równik

32piorunów

173 322 + 203 = 173 525

Krótka historia o tym, jak pojechaliśmy sobie wspólnie z @vvitch w prawo.

Żeby jakoś zagospodarować długi, majowy weekend, postanowiliśmy i uradziliśmy, że w półbiegu rześkiego, sobotniego poranka wybierzemy się w podróż.

Wstaliśmy wcześnie, niespiesznie wypiliśmy kawę i już nieco bardziej żwawo wypadliśmy z domu by po chwili wpaść na jeden z wielu (czyli dwóch oraz nie-dworca) przystanków kolejowych, które nieśmiało przycupnęły obok linii kolejowej.

Usadowiwszy się wygodnie z niezbyt wygodnych fotelach ruszyliśmy przed siebie w długą, pełną przejazdów kolejowych podróż, która skończyła się w Szczecinie po dziewiątej godzinie.

Stamtąd, gnani wiatrem najpierw bocznym, później trochę w ryło, a jeszcze później nie, ruszyliśmy ku Stepnicy, w której nie stacjonowali partyzanci Broz Tity. Stacjonował za to, opodal czegoś, co w lepszych czasach było portem, teraz zaś wyglądało bardziej na zlepek gnijących ruder i rdzewiejących trucheł utrzymujących się na powierzchni wody dzięki magii wyporności łajb i kryp, Szczepan z rybą.

Wskazówki zegara poganiały nas jednak coraz bardziej, toteż bez zbędnej zwłoki ruszyliśmy dalej, ku przygodom i niebezpieczeństwom.

O ile dotąd lokalne dukty raczyły nas na ogół równą nawierzchnią i przyzwoitym asfaltem, tak teraz zaczynał się etap, o którym nie wiedzieliśmy zbyt wiele. Droga bowiem, jak to mają drogi w zwyczaju, wiodła nas przez ciemne lasy i zapomniane zagajniki po których nie spacerowali ludzie i nie jeździły ciągniki. Nasze bogate doświadczenie oraz doskonała znajomość regionu po którym się poruszaliśmy, kazała nam domniemywać, że z jakością bocznych dróg może być różnie. Jeden rabin bowiem powie, że będzie jako tako, drugi zaś, na przekór powie, że będzie byle jak. Na dwoje babka tychże rabinów wróżyła, lejąc wosk przez ucho igielne do kubka pełnego fusów z kawy.

Rację miał Rabin Pesymista.

Przez ponad dwadzieścia (z niewielkim plusikiem) kilometrów, asfalt, owszem… Był.

Anatomia chłopców i dziewczynek nieco się różni, toteż przez wspomniane wyżej dwadzieścia (z niewielkim plusikiem) kilometrów, uskuteczniałem dość bolesny masaż prostaty, zaś @vvitch, z powodu różnic biologicznych, nie uskuteczniała masażu prostaty.

Kiedy już wypłynęliśmy w przestwór traw i rzepaku bujającego się w podmuchach zimnego, północno-zachodniego wiatru, zostawiając za sobą nieprzebytą knieję i gęstwinę puszczy, przez którą nieopatrznie puściliśmy się pędem, ze wstępną ulgą odkryliśmy, że asfalty z tragicznie złych przeszły w tylko byle jakie. Plusem zastanej sytuacji było to, że wiało jakby bardziej w plecy niż w mordy.

Przemknęliśmy w półbiegu słonecznej soboty przez Golczewo, w którym nie skręciliśmy w lewo, by na powrót nurzać się w dziurach i ubytkach lokalnych dróg, zapomnianych dawno wsi i kolonii. Mijaliśmy dawno porzucone, popegeerowskie bloki w których kowale własnego losu upadli, przygnieceni kowadłami transformacji. Niewiasty w podomkach oraz dżentelmeni w kufajkach łypali wokół spode łba prezentując braki w uzębieniu, psy zajadały się budami, wilcy grasowali a grasanci nie.

Wtem, daleko na horyzoncie, jakieś sto metrów od nas, wprawne oczy podmiotów lirycznych wypatrzyły oznaki cywilizacji. Zbliżaliśmy się oto do Gryfic, w których ktoś, zupełnie niechcący i przez przypadek, wybudował McDonalda. Mieliśmy w planach popas na Orlenie, ale mając do wyboru niezdrowe zapiekanki oraz niezdrowe burgery i inne wspaniałości w tym nagłym, niespodziewanym i niespodziewającym się nas punkcie gastronomicznym Wuja Sama, wybraliśmy (co oczywiste, wszak patrioci z nas, że hej), element amerykańskiej kultury oraz agresywnego kapitalizmu.

Dalsza droga, w zamierzeniu, miała przebiegać przez kolejne zapomniane wsie, usiane rzepakiem pola oraz nie usiane rzepakiem łąki. Już teraz mogę zdradzić, że tak właśnie było. Dodatkowo, o czym nie wiedzieliśmy, ale czego się spodziewaliśmy, drogi były złe, za to asfalty też były złe. Jakoś przeskoczyliśmy po dziurach wszelakich i ubytkach różnorakich, gnani wiatrem i hamowani nawierzchnią.

W Świeciu Kołobrzeskim napotkaliśmy dwie niespodzianki z czego jedna była przez nas spodziewana acz niewyczekiwana: piękna, poniemiecka, brukowana droga po której ledwie dało się jechać oraz, czego zupełnie się nie spodziewaliśmy, AMERYKAŃSKA AMBASADA!

Amerykanie chyba trochę tną koszty od kiedy Odklejony Cheetos włada tamtejszymi ziemiami, bowiem ambasada owa składała się głównie z rudery, flagi polskiej zatkniętej na patyku, flagi amerykańskiej, zatkniętej na drugim patyku oraz mordy Karola, alfonsa który został flipperem przyklejonej do krzywej ściany tejże ropiejącej rudery.

Pozostałe kilometry przebyliśmy w pogodzie i względnej wygodzie – mniej więcej od wsi Dębogard mieliśmy już przyzwoite, europejskie asfalty oraz równie przyzwoite, równie europejskie ścieżki rowerowe wijące się pośród pól malowanych głównie na zielono.

Do domu dotarliśmy w sam raz na czas, aby łyknąć nieco propagandy judeoamerykańskiej agentury zainstalowanej w TVN przez Rosjan i Niemców, których pracowicie wykrywa nochal Grzegorza Brauna, napuchnięty od pyłu z gaśnicy i innych lotnych substancji rozweselających słuchaczy tegoż.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Rowerowy Równik

27piorunów

172434 + 2 + 2 +167 = 172605

Komoot, ty kuo.

Wszystko szło za⁎⁎⁎⁎ście, sił mnóstwo, 110 km ze średnią 28,3 km/h. Po kolejnych 2 godzinach, byłem 10 kilometrów dalej, z czego 4 były pokonane pieszo, po 3 przebiciach opon i ze 20 ukąszeniach komarów.
Ktoś wie, czy jest jakiś sposób, żeby w tej zjebanej aplikacji przy planowaniu trasy w ramach aktywności "kolarstwo szosowe", nie prowadził drogi przez jakieś żwiry, piachy i dukty leśne? Tym bardziej jeśli alternatywna trasa, w 100% prowadzi po asfalcie, a jest 2 km dłuższa?

Fanatyk15piorunów

@Furto musisz podświetlać Unpaved w podsumowaniu i ręcznie zmienić na asfaltową alternatywę, inaczej ch⁎⁎⁎ia. Zawsze tak robię, bo w innym.wypadku to jest pic rel

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Rowerowy Równik

23piorunów

171 796 + 136 = 171 932
Szalony 1-majowy plan zrealizowany. Co prawda pacjent prawie zszedł, ale za to znalazłem absolutnie fantastyczny zjazd. 17km o (w miarę;) łagodnym nachyleniu, doliną rzeki Aupa w tak cudownych okolicznościach przyrody, że nawet mi robiło wow. Pogoda dopisała, na Alpe Adria, którą częściowo też dziś jechałem tłumy rowerzystów.
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

Gruba ryba4piorunów

Trochę się już przyzwyczaiłem, że warstwa estetyczna Twoich wpisów jest na wysokim poziomie, ale i tak ostatnie zdjęcie spowodowało zjazd szczęki. Wiedząc jak z reguły wygląda proporcja to co widzę/to co wyszło, na żywo chyba bym nie wyrobił. Wow.

Osobistość1piorunów

@Bjordhallen to akurat jest przełęcz Sella Nevea i widok o ile się nie mylę na Kanin, jakieś 20km od Tarvisio Jak planujesz się tam wybrać latem, to polecam Lago di Predil, jest po drodze i można się tam kąpać.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Rowerowy Równik

21piorunów

171 428 + 42 = 171 470
Popołudniowy przyjemniaczek, celem lekkiego przepalenia nogi przed jutrzejszym w-końcu-całym-dniem-na-rowerze-bo-za⁎⁎⁎⁎sta-pogoda

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Rowerowy Równik

30piorunów

170415 + 57 =170 472

Szukając (jak zawsze chętnie) cieplejszych klimatów wybrałem się ponownie w okolice Gemona del Friuli. W planach miałem stówkę, z powodu pewnych perturbacji przyjazd się opóźnił i potem musiałem skracać trasę. Część podgórkowa wyszła planowo, przyjemny i słoneczny podjazd 14km z śr. 5%, ale skrócenie trasy, które wybrałem miewało zjazdy po -17%. I zdecydowanie nie jest to fajne, szczególnie przy wąskiej trasie z mnóstwem zakrętów i wilgotnej nawierzchni. Chyba jeden z bardziej wymagających jaki miałem okazję jechać, a na pewno okrutny dla nadgarstków. 

Gruba ryba1piorunów

Z tymi zjazdami racja, tydzień temu jak zjeżdżałem po dosyć wąskich uliczkach z licznymi wyjazdami z posesji, to od co rusz naciskanego hamulca, mocno bolały mnie przedramiona. Choć -17% to już jest hardcore, chyba nie na szczęki i 100kg+ 😃

Gruba ryba

w Rowerowy Równik

33piorunów

170 012 + 4 + 7 + 51 + 70 + 6 + 3 + 2 + 15 + 140 = 170 310

Trochę zaległych kilometrów z kwietnia, wyłącznie szosowych.

Zrobiliśmy sobie m.in. bardzo miły, krótki wypad w rodzinne strony Pan @Mordi. (。◕‿‿◕。) Wyjazd przypadł na czas dużego ochłodzenia, więc odpuściliśmy wyjazdowe 100 km, ale za to przejechaliśmy dwie fajne trasy po lokalnych atrakcjach oraz na Pustynię Błędowską. Szkoda tylko, że już po powrocie, w drodze z dworca do domu zostałam znokautowana latającą hulajnogą elektryczną i przez kilka dni byłam wyłączona ze wszelkiej aktywności rowerowej, jak i zawodowej.

Przy innej okazji wybraliśmy się z @Mordi wieczorową porą szukać zorzy polarnej (bezskutecznie), a znaleźliśmy idealny krawężnik do unicestwiania szosowych dętek i opon, a na koniec... wpadło wielkanocne 100 km z dużym plusem. (ʘ‿ʘ) Trasa była zaplanowana na 117 km, ale po drodze trochę improwizowałam - najpierw żeby uciec z zatłoczonego szlaku R10, potem żeby chwilę odpocząć od wiatru w mordę. Zahaczyliśmy też o zupełnie nowy odcinek drogi rowerowej przez pola, który łączy się ze Starym Kolejowym Szlakiem - oby więcej takich. Tym sposobem wyszło nam całkiem przyzwoite 140 km z kilkoma łatwymi .

Max square: 14 x 14
Max cluster: 457 (+28)
Total tiles: 3221 (+23)

Lider1piorunów

@vvitch :bicyclist: :smiling_face_with_3_hearts:

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Rowerowy Równik

26piorunów

168580 + 116 = 168696

#gróbywgurach

Na Wielkanoc 2025 i związany z nią wypad w rejon Gór Stołowych czekałem bardzo długo, planując w Komoocie co rusz to nową trasę. Los jak zwykle okazał się przewrotny i ponownie zapewnił mi perturbacje na tle zdrowotnym, tym razem serwując mix przeziębieniowo-anginowy. Jeszcze w piątek rano zastanawiałem się, czy w ogóle jest sens brać rower ze sobą.

Na szczęście, udało się względnie doprowadzić zdrowie do porządku i przed 8 rano ruszyłem w drogę.
Ta wiodła przez kilka ciekawych podjazdów:
1) przez serce Gór Stołowych, z fenomenalnym widokiem na Szczeliniec Wielki (x2),
2) ze Szczytnej za Górę Sępią, ten podjazd pokonał mnie 2 lata temu, więc ambicja była mocno podrażniona,
3) następnie Autostradą Sudecką, w kierunku najwyżej położonego schroniska górskiego na świecie 😎,
4) na punkt widokowy w Radkowie, na który wczoraj wtoczyłem się z buta.

Ubrałem się w zestaw krótkie bibsy+potówka+koszulka+cienka bluza. Nie wziąłem niestety żadnego kominu na szyję i poranne 8 stopni nieco poczułem. Na szczęście 11 km podjazdu zapewniło osłonę od wiatru, a także pozwoliło skutecznie się rozgrzać. Temperatura szybko wzrastała, zapewniając komfort termiczny. Bowiem od godziny 11 było już całkiem ciepło, na tyle, że bluzę zapinałem tylko na zjazdach.

Na wyróżnienie zasługuje jakość nawierzchni. Totalny top, z tych 115,6 km, może łącznie bym zebrał kilometr, gdzie musiałem baczniej zwracać uwagę na jezdnię i gdzieniegdzie podnieść tyłek.

Przyszłościowo na liście ToDo umieszczam podjazd na schronisko PTTK Jagodna od strony Bystrzycy Kłodzkiej, którym dzisiaj zjeżdżałem.

Gruba ryba1piorunów

@Yes_Man No dzisiaj się szybciej nie dało 😃 No dobra, raczej się dało, ale prawdę mówiąc, ze względu na dosyć niepewny stan zdrowia, a co istotniejsze, brak pewności że się w ogóle dotoczę, to zwłaszcza w pierwszej części trasy mocno się oszczędzałem. Dosyć powiedzieć, że w życiu chyba nie zrobiłem więcej niż 1400 m przewyższenia. Po 50 km miałem chyba średnią sub20, dopiero na koniec troszkę wzrosła.

Lider2piorunów

@Furto mój PB to 59km ale po Warszawie - taki kat morderca i kręcenie po dziwnych miejscach. Średnia prędkość z tego co pamiętam to też ok. 22km/h. Ale zrobić 100+ to dla mnie osobiście hardkor 😆

Gruba ryba1piorunów

@Yes_Man jakbyś mi dał pole wyboru 200 km pod wiatr, czy 59 po dużym mieście, to na pewno wybrałbym 1. opcję 😂😂😂 Nienawidzę jeździć po miastach. 22 km/h to spoko średnia, bierz 2 musy z ryżem, 2 banany, 2 żele energetyczne z biedry oraz 2 bidony i za tydzień widzę wpis 100km+ 😎 Poważnie, nie licząc osób z BMI 40+, czy takich w słusznym wieku, praktycznie każdy jest w stanie - na sprawnym rowerze - zrobić jednego dnia 100 km po płaskopolsce. Niech zajmie to i 12 godzin, w tym 5 godzin przerw, ale to nie jest żaden nieosiągalny wynik. Jeśli zrobiłeś po WWA 59 km, to pewnie po gassach byś nakręcił w tym samym czasie 80 km+.

Lider2piorunów

@Furto a na czym jeździsz? Bo ja mam rower górski z marketu taki do zjazdów z gór (ziom w serwisie mnie uświadomił przy okazji rozmowy o mojej zepsutej korbie) i ten mój na trasie to się średnio sprawdza bo tylny amortyzator sporo pożera z prędkości. Poza tym to stary grat na osprzęcie Shimano i tylko 18 przerzutek + mała tarcza z przodu - 42 bodajże. Także ten 😉

Gruba ryba1piorunów

@Yes_Man Nie no, ciężko o porównanie, bo jeżdżę na szosie. O ile przednią amortyzację można przeżyć, tak tylnia zabiera już sporo z efektywności pedałowania. Stare shimano to nie problem, ważne aby jego stan był ok. Serwisujesz rower?

Lider1piorunów

@Furto na bieżąco, ale korba była od nowości (15+ lat) więc miała prawo zdechnąć. W opcji mam możliwość wsadzenia 48 zębów na przód więc z tego skorzystam. Zastanawiam się jak można usztywnić tylny widelec by nie bujał

Gruba ryba1piorunów

@Yes_Man jeśli brakuje cięższych przełożeń, to zmiana blatu na pewno pomoże. Co do tylnej amortyzacji, to obawiam się, że bez druciarstwa w postaci dospawania tam czegoś, ciężko będzie znaleźć inne rozwiązanie. Może na Olx trafi się jakaś pasująca rama?

Lider2piorunów

@Furto Do miasta taka amortyzacja jest genialna, w opcji na trasę myślałem żeby demontować amor i wstawiać w jego miejsce sztywną rurę przygotowaną 1:1 jak amor w pozycji nieobciążonej. Ale to temat zapewne za 2-3 tygodnie najwcześniej, aktualnie gruz stoi w piwnicy i do pracy jeżdżę damką Różowej. Swoją drogą Kross to straszny szajs, co chwilę coś się odkręca :smiling_face_with_tear:

Gruba ryba0piorunów

@Yes_Man Akurat amortyzacja full, wydaje mi się sporym przerostem formy nad treścią w kontekście miasta :) Taka sztywna rura powinna pomóc, ale musi być świetnie spasowana.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Rowerowy Równik

17piorunów

167809 + 2 + 2 + 2 + 48 = 167863

Każdy rowerzysta dobrze wie, że jak wieje, to praktycznie zawsze w mordę. No to ja dzisiaj miałem zupełnie odwrotnie i jechałem z przeczuciem, że dmucha ciągle w plecy. Fantastyczna jazda i nawet zepchnięcie z drogi przez śmiecia, który musiał wyprzedzić na trzeciego, bo by się zesrał we własnym traktorze, nie pogorszyło mi tak bardzo humoru.

Gruba ryba2piorunów

Alt. Gain 76m, płaskopolska nie przestanie mnie zadziwiać :smiley: U mnie dzisiaj też wiało, ale w jedną stronę w twarz, z powrotem w plecy i z góry, było świetnie :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Rower

16piorunów

Jak ktoś ma wolne 1,5 godzinki, to zapraszam na film Pana @Mordi (。◕‿‿◕。) z naszego wspólnego wrześniowego wypadu przez Kaszuby.

Przy okazji pochwalę się, że tym razem miałam swój skromny wkład w powstanie filmu, który polegał mniej więcej na dobraniu muzyki, marudzeniu co wyciąć i gdzie przyciąć, oraz na namówieniu @Mordi na kilka montażowych bzdur, których nikt poza nami nie zauważy. ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

https://youtu.be/6C1Ik_EhnNI?si=uWFZKmWJspMV0v8b

Pokaż więcej komentarzy (3)