1@Time_Machine sam widzisz, że to nie są bzdury wyssane z palca. A co powiesz na to jak ze dwa lata temu rano wychodzę do roboty, wsiadam do auta firmowego, nie pali, kontrolki ledwo się żarzą, aku padł.
Dobra nie będę rozpaczał.
Wracam do domu, biorę kluczyki od prywatnego, idę do garażu i co widzę? Kapeć. Kapeć jeden na kilkanaście lat albo dłużej może nawet bo ostatni wcześniej nie byłem w stanie sobie przypomnieć kiedy miałem w jakimkolwiek aucie.
Kolejny przykład z dziś. Od kilku miesięcy miałem podjechać załatwić jedną sprawę, wcale nie pilną w zasadzie nikomu nie potrzebną. A, że tak wypadło, że umówiony byłem z kimś później niż zwykle, ale rejon miasta pasował, myślę sobie dobra to przy okazji podjadę sobie zalatwię starą sprawę. Jadę normalnie jak do pracy tylko zupełnie inną trasą, inną też gdybym był umówiony normalnie z klientem rano.
Stoję w korku jako ostatni, nagle czuję "bach" strzała w auto. Starszy pan wyjeżdżał tyłem z miejsca parkingowego prostopadłego i swoim lewym tyłem trafił w mój prawy. Jeszcze tak sobie pomyślałam "k... a pół roku zwlekałem, żeby dziś zarobić gonga"...
Kurwa, jedno auto (moje) mniej i ja bym nie dostał i gościu by nie przyjebał... Dlaczego kurwa, dlaczego? Gościu miał odliczone auta jak co ranek a ja się nagle trafiłem jeden więcej?
Przypadek? Czy matrix jakiś? Zaburzyłem swoim nieszablonowym porankiem jakąś równowagę tego wszechświata?