Twierdzenie, że alternatywą dla UE jest ruski but, jest błędne. W ostatnim czasie dwa motory napędowe UE, czyli Niemcy i Francja, pokazały, że nasz region niewiele dla nich znaczy (oczywiście poza doraźnym zyskiem gospodarczym).
Przez lata Niemcy próbowały uzależniać gospodarkę całej Europy od ruskich surowców. Zdawały sobie sprawę z tego, że to uderza w interesy i bezpieczeństwo wschodniej flanki, ale nic sobie z tego nie robiły. Francja jest gotowa na każde ustępstwo względem chińskoruskiego bloku, byle tylko móc udawać, że może siedzieć przy jednym stoliku z imperiami. Ostatnio Macron to udowodnił, przy okazji nie miał problemu z ośmieszeniem najwyższych przedstawicieli UE.
Wojna na Ukrainie udowodniła, że jedynym gwarantem bezpieczeństwa w naszym regionie są Anglosasi. I Niemcy, i Francja zrobiliby wszystko, żeby obniżyć ich wpływy, łącznie z obecnością wojskową. Kto wtedy zapewni nam bezpieczeństwo? Gdyby nie USA, od ponad roku mielibyśmy na Ukrainie proruski reżim, gaz leciałby przez ns2 aż miło, Putin odwiedzałby Berlin jak za dawnych lat, a Ławrow mówiłby o tym, że kraje bałtyckie to w sumie część Rosji, więc warto pomyśleć o specjalnej operacji na tym terenie.
UE to polityczny trup. Fit for 55, czyli największy w historii plan outsourcingu produkcji do Chin i zasilenia portfeli niemieckich potentatów technologicznych, w pierwszej kolejności uderzy w mieszkańców biedniejszych krajów UE. Po raz kolejny nikt się z nami nie liczy. Jeżeli UE nie wróci do zasad działania z 2008, to ten projekt sam się zawali pod własnym ciężarem.