Bo Polska to bardzo bogaty kraj.
Po pierwsze, stać nas na to, żeby, cytując za jednym lekarzem z Twittera, dostęp do usług medycznych to był "luksus, a nie konieczność". Bogaci zapłacą, a biedni? Panie, jeszcze nie będą chcieli wykonywać zaleceń (szkoła prywatna dla dziecka i psychoterapeuta dziecięcy 300 zł/h).
Po drugie, stać nas na to, żeby pozostawiać deficyty w NFZcie na rynku lekarzy wszelakich specjalności, tak, aby ambulatoryjna opieka specjalistyczna była niedostępna. Spoko, jak dojdzie do tragedii to, w najlepszym wypadku, wydamy kilkanaście tysięcy złotych na pobyt na SORze i oddziale psychiatrii dziecięcej. Stać nas
Po trzecie, stać nas na to, żeby lekarze zajmowali się duperelami. Sekretarka medyczna? A po co to komu, lekarz zamiast patrzeć na pacjenta będzie patrzeć na komputer ("e... gdzie jest e"). Na koniec przyjdzie dobrodziej, który zaoferuje przechowywanie poufnych danych w chmurze, tak, aby usprawnić minimalnie ten bajzel biurokracji i żeby potem stan zdrowia 19 mln pacjentów był informacją publiczną.
Stać nas na drogie leczenie prywatne, stać nas na wyrzucenie opieki specjalistycznej do Luxmedów wszelakich (które też już nie dają rady), niekompetentnych, ale za to przepłaconych lekarzy z kompleksem Boga, błędne diagnozy, kolejki, w których pacjenci przybliżają się do stanów wymagających pilnej (i drogiej) interwencji.
Nie stać nas za to na profilaktykę. Ile było walki o utrzymanie finansowania telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży.
@Opornik Nie.
Jeśli ktoś przystawi mi nóż do szyi i powie "daj mi 500 zł albo Cię zabiję", to to 500 zł, choć może uratuje mi życie, nie będzie dobrą inwestycją.
W analogicznej sytuacji są pacjenci. Chorzy na ciężkie, może nawet śmiertelne choroby, bez realnej alternatywy. Z drugiej strony mamy niewydolny system łatany rynkiem prywatnym i lekarzy, którzy publicznie chwalą się tak wygórowanymi oczekiwaniami finansowymi, że ich rzecznik im sam pisze na Twitterze "powodzenia w przekonaniu innych, że należy się Państwu więcej, niż premierowi, prezydentowi i generałom sił zbrojnych razem wziętych".
Ciężko też rozpatrywać w kategoriach transakcji wolnorynkowej rynek usług, w którym podaż jest ściśle kontrolowana - przez wymogi kształcenia lekarzy i samorząd lobbujący za maksymalnym ograniczeniem dostępu do zawodu.