Hejto.plDodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

PioterCiemiezycielKompan

Dołączył/a:

  • 5 wpisów
  • 152 komentarzy
  • 0 obserwujących

Lider

w Hydepark

166piorunów

Ówczesny MSZ miał zabraniać konsulom sprawdzać kwalifikacje xD

ech, pisowcy w pigułce, ta partia powinna móc zostać zdelegalizowana nawet przez same instytucje UE z uwagi na rażące szkodzenie strefie Schengen, niczym się to nie różni od Orbana wpuszczającego teraz kacapów bez żadnych obostrzeń

#polityka #bekazpisu #bekazprawakow #wiadomoscipolska

Pokaż więcej komentarzy (47)

Osobistość

w Hydepark

286piorunów

Prowadziłem kiedyś foodtrucka, teraz nie prowadzę. Życie jest za krótkie, aby je wspominać, niemniej z tamtych lat zostało mi trochę przemyśleń oraz historyjek, które będę wrzucał co jakiś czas na #foodtruckowehistoryjki

Dziś będzie będzie o pracownikach, rozkmina o zmianach jakie się dokonały w gastrobiznesie i ogólnie rynku pracy na przestrzeni lat oraz perypetiach z pracownikami jako Janusz biznesu.

Rynek pracy w Polsce 20, 15 czy nawet jeszcze - choć już w mniejszym stopniu - te 10 lat temu, a rynek pracy teraz to są dwa różne światy, oczywiście na niekorzyść czasów minionych. Dziś mam wrażanie, że do prac typu gastro, kurierka, wożenie jedzenia biorą się tylko imigranci, dla których jest to najprostsza do zdobycia robota - a polacy niespecjalnie chcą się w coś takiego pierdzielić. Cóż, znak czasów - trzeba przyznać, że jako kraj awansowaliśmy;) Jest to portal dla starych ludzi, więc pewnie dla większości nie napiszę nic odkrywczego ale pamiętam, jak szukanie sobie wakacyjnej czy tymczasowej roboty w okolicach liceum lub wczesnych studiów wywoływało we mnie najczęściej kryzys własnej wartości. Rekrutacje na tak ambitne stanowiska jak kelner/barman, barista, jakaś pomoc biurowa czy nawet na darmowe praktyki bliżej miały się do szukania pracy w topowych firmach z branży management consultingu niż low tierowych, dorywczych robót, gdzie wymaganiami powinno być posiadanie głowy i dwóch rąk. Wszędzie wymagane było CV (ofc ze zdjęciem), list motywacyjny i rzecz jasna doświadczenie na podobnych stanowisku, najlepiej poparte referencjami xD Do tego dochodziła kilkuetapowa rekrutacja, wybrzydzanie, darmowe dni próbne, płacenie bez umowy na zasadzie 2 złote za godzinę plus to co z napiwków (10% dla ciebie, reszta do podziału) i dorzucanie nowych obowiązków gdy pracy jest za mało, no bo w końcu płacę no to wymagam, nie? Innymi słowy - oczekiwania były wysokie, warunki zatrudnienia słabe (brak umów i bycie na słabszej pozycji w negocjacjach), a jeśli coś się nie podobało - powodzenia, jutro mam 5 nowych na Twoje miejsce.

Pamiętam, jak krótko po maturze obudziły się we mnie geny polaka i kazały wykorzystywać przedłużone wakacje na potyranie w jakiejś niskopłatnej robocie - teraz pewnie taki czas wykorzystałbym na remont w mieszkaniu;) Wraz z kumplem znaleźliśmy (w gazecie xD Internet ofc był, ale neostrada nie zdążyła jeszcze wtedy dobrze wejść pod strzechy) informację, że pobliska francuska knajpa szuka kelnerów. Zadzwoniliśmy, pan po drugiej stronie telefonu kazał nam przyjść na miejsce na rozmowę. Na miejscu czekał na nas rozparty w fotelu WŁAŚCICIEL sączący z kieliszka wino i pytający jakie jest nasze doświadczenie z francuską, podkreślam francuską kuchnią. Doświadczenie to było oczywiście żadne, bo poza ogólnodostępną wiedzą, że francusi mają sery, wina, omlette du fromage oraz jedzą żaby i ślimaki nie mieliśmy o niej bladego pojęcia. Dlatego też z zakłopotaną miną staliśmy (gdybyśmy mieli w rękach czapki, pewnie miętolilibyśmy je z zakłopotaniem) i ze wstydem powiedzieliśmy tylko, że nasza wiedza jest "no, taka bardzo ogólna". Pan pokręcił głową, po czym powiedział że WSZYSCY w jego restauracji muszą mieć DOSKONAŁĄ znajomość zarówno kuchni francuskiej jak i gatunków win, dlatego jeśli po bezpłatnym dwutygodniowym okresie próbnym stwierdzi on, że któryś z nas ROKUJE, wówczas dzielić się będzie przepastną wiedzą z zakresu sommelierstwa - wiedzą którą, jak mówił, może się pochwalić mało kto w Polsce, a może i na świecie. Teraz rzecz jasna nie dałbym się złapać na takie pierdolenie, ale wtedy oczyma wyobraźni widziałem siebie za kilka lat jako eksperta od wina, który niczym Bond siedząc w kasynie po powąchaniu zawartości kieliszka bezbłędnie odgaduje jego rocznik i szczep xD Aha, rzecz jasna o wynagrodzeniu nie było mowy, utrzymywać mielibyśmy się z napiwków, którymi trzeba byłoby się dzielić też z pracownikami kuchni. Mimo tych nędznych warunków byłem zainteresowany, bo była to jedyna oferta, a do tego blisko domu - jednak chyba nie spełniliśmy oczekiwań, bo pan chociaż obiecał, że zadzwoni, to więcej się do nas nie odezwał.

Próbowałem też w kilku innych miejscach odpowiadając na oferty z ogłoszeń typu "AAAAAAAAAA DYNAMICZNYCH MŁODYCH ZMOTYWOWANYCH SZUKAM UCZNIOWIE STUDENCI" bo były to jedyne miejsca, gdzie spełniałem wszystkie warunki xD Byłem młody, zmotywowany i prawie-student. Oferty okazywały się jednak nieco rozczarowujące - na początek trafiłem do firmy, gdzie miałbym sprzedawać perfumy na ulicy; potem do monterów kablówki/akwizytorów, gdzie miałbym chodzić po blokach i mówić emerytom, że trzeba zainstalować nowy dekoder, bo wkrótce zmienią sygnał i telewizor nie będzie działał (przyszedłem na dzień próbny na którym obejrzeliśmy sobie Teksańską masakrę piłą mechaniczną: Początek,a potem uznałem, że lepiej będzie wrócić do domu). Zwieńczeniem mojej wakacyjnej kariery było przepracowanie dwóch dni w czeskiej firmie żywcem wyjętej z Wilka z Wall Street, gdzie miałem telefonicznie poszukiwać jeleni gotowych zaintestować minimum 10k USD w no-name spółki z USA. Z tej pracy szczególnie jedna scena utkwiła mi w głowie: pierwszego dnia, podczas którego mieliśmy szkolenie pan prowadzący pokazywał nam matrycę wypłat. Zakładając że dziennie wykonam 100 telefonów (co to jest 100 telefonów, najlepsi mają po 300 i więcej!) i będę miał 5% zainteresowania (no bo to przecież spółka pewniaczek, +30% zysku w miesiąc, tylko głupi by nie wszedł), moja prowizja wyniesie 2% od klienta, a miesiąc ma 30 dni (najlepsi pracują w weekendy!), wychodziły jakieś szalone, kilkudziesięciotysięczne kwoty. W oczach miałem dolary i nie mogłem doczekać się kolejnego dnia, by zacząć budować swój sukces. Wychodząc z firmy wsiadłem do windy, a wraz ze mną jeden z pracowników wyglądający niczym niskobudżetowy Gordon Gekko. W windzie spojrzał na mnie i zapytał:
- To Twój pierwszy dzień?
Odpowiedziałem twierdząco i zapytałem: Jak tu jest?
Padła odpowiedź: Ja jestem tu od roku, pomału zbliżam się do średnich stawek w firmie. W tymi miesiącu zarobiłem póki co 80 tysięcy. Ale to nawet nie zbliża się do tego, co mają najlepsi.

Miałem oczy jak spodki. Wyszliśmy z budynku, mój współpracownik podał mi rękę na pożegnanie: Do jutra młody. Po czym wsiadł do Corsy C zrobionej w stylu Szybkich i wściekłych - światła Lexus-look; chromowane kołpaki-spinnery i ostro pomarańczowy lakier. Pewnie pod maską był też stożek i magnetyzery. Po którejś próbie auto odpaliło, a ja czekając potem na autobus nie byłem wstanie wyjść z podziwu, jak przedsiębiorczy jest mój wspólpracownik, który zamiast wydawać swoje dziesiątki tysięcy złotych na zbytki chyba wszystko musi inwestować. Następnego dnia w biurze dostałem listę przypadkowych numerów i wziąłem się za dzwonienie. Pierwszy numer to była pomyłka, drugi kwiaciarnia, trzeci należał do pana, który spadł z rowerka parę miesięcy temu i odebrała żona-wdowa. Przy piątym telefonie wstałem i wyszedłem - uznałem, że chyba nie nadaję się do tej pracy i możliwe, że wielka kariera w świecie giełdy i finansów przeszła mi wtedy koło nosa. Potem próbowałem jeszcze kilkukrotnie swoich sił w gównopracach, czasem było lepiej, czasem gorzej - zawsze jednak w oczy rzucała mi się ta różnica: pracownicy (robactwo) i SZEFOSTWO. Dlatego też gdy zaczynałem szukać ludzi do pracy w swojej budzie, miałem już jakieś doświadczenie z pozycji pracownika - wiedziałem też co nie podobało mi się u moich poprzednich pracodawców i czego chce unikać. Moim celem było bycie szefem może nie idealnym, ale co najmniej dobrym, a przynajmniej ludzkim.

Poszukiwania siły roboczej w moim przypadku poszły dwutorowo. Jak rasowy janusz potrzebowałem mieć na miejscu kogoś zaufanego, kto będzie miał na wszystko oko pod moją nieobecność - rolę tę zgodził się pełnić przez pewien czas mój dobry kumpel. Do tego potrzebowałem ekipy 2-3 osób, które zajmowałyby się tym w tygodniu oraz w weekendy, podczas imprez. Ogłoszenie wrzuciłem po prostu tam, gdzie sam bym go szukał - na olx i (wtedy jeszcze działające) gumtree. Co się jednak okazało i co mnie trochę zdziwiło - był rok 2015 i odzew był sporo mniejszy niż to, czego oczekiwałem. Pamiętam, że kilka lat wcześniej na takie ogłoszenia przychodziły dosłownie dziesiątki aplikacji, w tamtym momencie odzew owszem, był - jednak nie taki, jakbym się spodziewał. Również oczekiwania dotyczące kasy pokazywały, że mamy inne czasy. 15 PLN netto za godzinę pracy, które jeszcze 5 lat wcześniej w gastro było fajną stawką teraz było znośne, ale bez szału. Przekrój ludzi był różny, ale przeważały osoby po 18-22 lata. W sumie już na starcie sam stałem się trochę januszem biznesu, bo rekrutacja polegała na rozmowie, scence z trudnym klientem i zrobieniu paru naleśników na próbę xD Z perspektywy czasu jednak wydaje mi się, że te kryteria nie miały sensu, a powinienem bardziej kierować się po prostu tym, jakie kto prezentuje elementarne ogarnięcie oraz jak poważnie podchodzi do samej pracy, gdyż to decyduje, czy ktoś jest solidnym pracownikiem czy nie. Bo przyznam się, że jednym z powodów, dla którego pod koniec nie miałem już entuzjazmu do prowadzenia tego biznesu było właśnie użeranie się z pracownikami i obecnie, po kilku latach odkąd skończyłem swoją foodtruckową przygodę, wydaje mi się, że jest tylko gorzej.

Kolejna część zabrzmi może nieco cynicznie, ale po pewnym namyśle wydaje mi się, że zjawisko janusza biznesu nie bierze się znikąd i po prostu jest wygrywającą strategią w określonych warunkach - a jak to czasem jest z wygrywającymi strategiami, nie muszą być one piękne, mają działać. Zacznę od tego, że systemowym problemem w niskopłatnych zawodach jak gastro jest to, że żadne ambitne czy ogarnięte osoby raczej nie siedzą tam za długo. Jest to pełni zrozumiałe - każdy chciałby zarabiać więcej, prosta praca w obecnych czasach ledwo starcza na życie, do tego możliwości rozwoju i awansu w takich miejscach są ograniczone. Parę miesięcy, może dłuższy epizod dorabiania sobie na studiach, względnie kilka lat w branży ze względu na chęć przedłużenia młodości - ale prędzej czy później większość choć trochę ogarniętych osób będzie chciała poszukać "normalnej" pracy. W efekcie następuje spora rotacja i negatywna selekcja - w dłuższej perspektywie poza nielicznymi wyjątkami zostają albo ci, którzy są zbyt nieogarnięci żeby znaleźć sobie coś innego albo tak leniwi, że i tak mają to gdzieś, ważne żeby wpadło te parę złotych. Tacy ludzie albo wymagają ciągłej uwagi i nadzoru (bo np zapomną że gaz trzeba zakręcić albo umyć ręce po pójściu do toalety) tak, że stają się niczym innym jak narzędziem i przedłużeniem woli właściciela, który musi pilnować każdego drobiazgu - albo mają wszystko gdzieś i zupełnie nie można na nich polegać. Z czasem powoduje to, że nawet jeśli początkowe chęci były dobre - rzeczywistość zaczyna to weryfikować. Nieskromnie powiem, że jeżeli chodzi o mnie, zawsze starałem się robić coś porządnie - może nie do przesady na levelu azjata, ale solidnie na tyle, aby nie było się do czego przyczepić. I nie miało znaczenia, czy miałem zamiatać salę w knajpie na zadupiu czy przygotowywać prezentację przed ważniakami z korpo. Takie podejście jest jednak raczej w mniejszości.

Znajomy od kilku lat prowadzi Żabkę (chyba z najlepszą średnią ocen z googla jaką widziałem dla tych sklepów, 4.7*), raz na jakiś czas go odwiedzam i obserwuję jak stopniowo coraz bardziej stacza się w otchłań rozpaczy. Początkowo był entuzjazm: gdy zaczynał ten biznes zakładał, że początki są trudne, ale liczył, że z czasem będzie łatwiej i lepiej. I faktycznie, pierwsze dwa lata praktycznie każdy dzień spędzał w sklepie, aż w końcu po podłuższym czasie udało mu się skompletować dobrze zgrany zespół kumatych ludzi. Praca nadal wymagała jego uwagi i zaangażowania, miał jednak nadzieję, że jego zaangażowanie zmaleje choć na tyle, że uda mu się w końcu chociaż pojechać na wakacje. W którymś momencie jednak zespół zaczął się rozpadać - ludzie przechodzili do normalnych prac, trzeba było szukać nowych pracowników, o tych z kolei było ciężko. Wciąż jednak chciał być fajnym szefem, którego pracownicy lubią. Opowiadał np. jak zatrudnił do pracy dziewczynę, która oszczędzała kasę na leczenie swojego kota. Zrobiło mu się jej szkoda, więc dał jej 800 złotych premii. Dziewczyna parę dni później okradła go na 1200 złotych i zniknęła. Z czasem było tylko gorzej, dochodziło do sytuacji, gdzie mój znajomy musiał odwoływać plany, anulować rezerwacje - w przeciwnym razie przez niezapowiedziane nieobecności pracowników nie byłoby komu otworzyć sklepu, a sieć wlepiłaby mu kary. Z takimi osobami niespecjalnie jest nawet co zrobić. Duża podaż pracy w niskopłatnych zawodach powoduje, że nikomu specjalnie na takiej pracy nie zależy, a nawet jeśli się go zwolni, to co dalej? Zostaje się z nieobsadzonym wakatem.

Z tego powodu moim zdaniem na chwilę obecną wygrywające strategie są dwie, do tego blisko ze sobą powiązane. Model pierwszy: kontrola właściciela. Pracownik to po prostu narzędzie, niczym jednostka w grze RTS. Ma wykonywać polecenia i się słuchać, dobrze też lewarować na nim swoją pozycję poprzez strach. Te aspekty pracy, które wydają się oczywiste jak np. terminowe wypłaty - powinny stawać się niewiadomą, wywoływać niepewność. Po pewnym czasie taka osoba staje się owinięta wokół palca własciciela geszeftu, będzie coraz bardziej wątpić w siebie - tym lepiej dla nas, bo mniejsza szansa, że zmieni pracę. Minus jest taki, że obecność właściciela jest dalej w jakimś stopniu niezbędna.
Druga strategia to pójście w typowo polski zamordyzm. Tworzymy stanowisko np Starszego Pracownika Foodtrucka, podnosimy mu pensję o 10% i dajemy możliwość pomiatania tymi niżej w hierarchii. Zaskakujące, co potrafi zrobić odrobina władzy. Nie raz widziałem, jak bardzo skrupulatni - nieraz bardziej od samych właścicieli - potrafią być ludzie, którym dano odrobinę kontroli nad innymi. I tak naprawdę często nie potrzeba nawet gratyfikacji finansowej - wystarczy pochwała od czasu do czasu i poczucie, że jest się wyżej w hierarchii dziobania. Wydaje mi się, że w naszych warunkach, póki typowo niskopłatne zawody nie pozwolą normalne utrzymywanie się ze swojej pracy i napływ "normalnych" osób takie tendencje będą się tylko pogłębiać.

Ja jednak w 2015 roku o tych wszystkich rzeczach nie miałem pojęcia xD Optymistycznie przyjąłem sobie po prostu, że ludzie są dorośli, zależy im na pracy oraz mają głowę na karku - więc mogę budować z nimi relacje partnerskie a nie pracownik-szef. Parę lat później byłem już mocno odległy od tej myśli, a gdy któregoś dnia wieczorem załatwiałem zakupy na kolejną imprezę i osoba, która miała się wszystkim zajmować powiedziała, że w sumie zmieniły się jej plany i jutro jej nie będzie - uznałem, że rzucam to w cholerę. No, ale do tego momentu jeszcze trochę wpisów mi zostało;)

Pokaż więcej komentarzy (68)

Fanatyk

w Wiadomości Polska

32piorunów

Wody Polskie nie chciały opróżnić zbiorników dzień przed powodzią. "Nie było takiej potrzeby"

Na dzień przed wielką powodzią w "Nowinach Nyskich" ukazał się artykuł, który dziś brzmi jeszcze bardziej złowieszczo niż w chwili publikacji, kiedy nie było pewne, jak wielka fala deszczów nasuwa się nad południowy zachód Polski. Okazuje się, że Wody Polskie "nie

GURU

w Ciekawostki

371piorunów

Zaraz obok mojego bloku stoi szkoła podstawowa. Od ponad roku widuję, jak jedna Ukrainka popyla ze swoim synkiem do tej szkoły codziennie go odprowadzając rano i odbierając popołudniu. Ma taki rytuał, że, jak go odprowadzi, to siada na ławce obok mojego bloku, zakłada słuchawki i z kimś gada na video. Nie wiem, z kim, ale domyślam się, że z rodziną (może z mężem, lub swoim facetem) nie wnikam. I dzisiaj wracając ze sklepu, zobaczyłem ją z synkiem. I ten chłopak był w Polskim mundurze Harcerskim (bo przy szkole jest drużyna) I mi się tak miło zrobiło. Że jednak można się integrować. Jednak można znaleźć swoje miejsce na obcej ziemi, jeśli tylko ludzie są normalni i wszyscy możemy być po prostu ludźmi. Nie wiem czemu to teraz piszę, ale trochę
#feels #ciekawostki #ukraina #polska ale chyba jednak trochę #gownowpis

Pokaż więcej komentarzy (59)

Sum

w Wiadomości Świat

66piorunów

Wyciek dokumentów z fabryki trolli Putina: pokazuje skalę Rosja manipulowała wyborami europejskimi - [Eng]

Wewnętrzne dokumenty, które wyciekły z kontrolowanego przez Kreml centrum propagandowego, ujawniają, jak dobrze skoordynowana kampania rosyjska wspierała partie skrajnie prawicowe w wyborach do Parlamentu Europejskiego i siała dezinformację na platformach mediów społecznościowych, aby

Sum

w Wiadomości Świat

71piorunów

Ojciec finalistki konkursu Miss Szwajcarii znalazł jej głowę w worku na śmieci

Ojciec finalistki konkursu MISS Szwajcarii znalazł jej głowę w worku na śmieci po tym, jak jej mąż poćwiartował ją na kawałki i zmiksował w blenderze. Kristina Joksimović , 38 lat, została uduszona i poćwiartowana w lutym. Jej szczątki odkrył przerażony ojciec, gdy dostrzegł blond

Fenomen

w Hydepark

50piorunów

Pokolenie Z zrywa ze starą tradycją. Picie alkoholu staje się "obciachowe"

>Paweł, gdy mówi, że nie pije, słyszy absurdalne pytania. Maja uważa, że upijanie się jest żałosne. Maciej nie lubi dużo, bo szkoda mu czasu na kaca. Wsród młodych Polaków coraz popularniejszy jest trend NoLo - zero alkoholu lub ograniczenie picia. Jak mówią, robią to dla zdrowia. Także psychicznego.
>
>- Pytania o to, czy jestem na coś chory to standard. Jednego razu ktoś zaproponował: jak nie masz pieniędzy na alkohol, to ci postawię, nie musisz się wstydzić - wspomina Paweł, który kilka lat temu postanowił, że będzie pić tylko sporadycznie. 
>Decyzja była spontaniczna. - Miałem wypadek w pracy, złamałem rękę. Pracuję fizycznie, więc dostałem zwolnienie lekarskie na dwa wakacyjne miesiące. Miałem więc masę wolnego czasu i okazje do picia: wyjazd na domek ze znajomymi, czyjeś urodziny, impreza pracownicza, przyjaciel z zagranicy wpadł w odwiedziny itp. - opowiada.
>
>Każde takie spotkanie towarzyskie wiązało się z piciem alkoholu. W pewnym momencie owe okazje tak się skumulowały, że Paweł był pijany przez ponad tydzień. - Okazje do kontynuowania picia się nie kończyły. Mając w perspektywie kolejne wyjścia, postanowiłem poeksperymentować i zaprzestać alkoholizacji przynajmniej na jakiś czas. Ustaliłem, że to będzie miesiąc, który zaskakująco łatwo wytrwałem. Potem kolejny i kolejny, aż w pewnym momencie przestałem odczuwać potrzebę picia alkoholu - przyznaje.

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-pokolenie-z-zrywa-ze-stara-tradycja-to-jest-obciachowe,nId,7775566

#polska #zycie #zdrowie #ciekawostki #alkoholizm #alkohol #przyszlosc

Czy uważasz, że picie alkoholu w 2024 staje się obciachowe?

  • Nie33%
  • Jest obciachowe już od dawna28%
  • Etanol pić muszę bo się uduszę11%
  • Tak28%

632 głosów

Mocarz1piorunów

awersję do alkoholu mam od dziecka, alkohol jest dla ludzi, niestety nie każdy potrafi go opanować, samemu raz na chiński rok wypiję piwo, a poza tym nie czuję potrzeby picia czegoś co mi nie smakuje, to samo z fajkami.

Gruba ryba3piorunów

Picie alkoholu jest najzupelniej ok. Zachowywanie się gorzej niż świnia w chlewie po najebaniu się jak szpadel już obciachowe jest i powinno być stygmatyzowane. Problemem nie jest alkohol, a ludzie

Pokaż więcej komentarzy (81)

Lider

w Architektura

154piorunów

Dzisiejszy swiat internetu nie przestaje zaskakiwac. Jako ze siedze w klimatach remontowo-budowlanych to na instagramie widze duzo rolek o takich tematach. Ludzie robia rozne glupoty, czasami daja sie robic w ciula, przeplacaja, kupuja gowno, ale to co przed chwila zobaczylem to z jednej strony ultrabeka, z drugiej podwyzke marketingowcom.

„Kafelki w plynie”. Mysle sobie kurde, moze byc ciekawe. No i para przygotowuje fartuch w kuchni, maluje jakims tam podkladem i potem „kafelki w plynie”, bo taniej niz szklo czy inne materialy.

K⁎⁎wa farbe olejna im sprzedali pod inna nazwa, a ci zachwyceni jakie to genialne rozwiazanie xDddddd

#architektura #budujzhejto #heheszki

Lider0piorunów

@bartek555
>taniej niz szklo czy inne materialy.
No nie wiem, 30-40zl za metr plus przygotowanie podłoża to nie jest znowu tak mega tanio

Lider4piorunów

@bartek555 Troszkę się mylisz. Oni najzwyczajniej w świecie polakierowali ścianę xD Wiem bo sam sobie wylakierowałem całą piwnicę, korytarz i nieokafelkowane ściany w kuchni. Mam świra na punkcie brudnych ścian a lakier pozwala na swobodne mycie wodą. Żadna farba nie daje takiej wygody.
Boli mnie jak oglądam Mirucia albo Szelągowską gdy malują ściany na czarno i cieszą się, że to ekstra wygląda. Wygląda dopóki nikt na niej nie zostawi śladu. Te teflonówki też nie spełniają swojego zadania. Niby są zmywalne ale ślad zostaje przy nieodpowiednim padaniu światła.
A tak cyk cyk lakier i elegancko.

Pokaż więcej komentarzy (72)

Sum

w Ukraina

11piorunów

Białorusini pierwszymi obcokrajowcami odznaczonymi ukraińskim Krzyżem „Honor et Gloria”

Siedmiu białoruskich ochotników, którzy zginęli w walce z rosyjskim agresorem, zostanie uhonorowanych przez Ukrainę. Żołnierze służyli w różnych jednostkach Sił Zbrojnych Ukrainy na pierwszej linii frontu. Pośmiertnie otrzymają odznaczenia z dewizą „Honor et Gloria” (Honor i

Kompan

w Wiadomości Polska

4piorunów

7900/10000=79 euro centów
Masło jest tanie choć ceny wysokie

Nie mogę znaleźć ceny zq tonę z lipca więc zaryzykuję że wynosiła tyle samo jak ktoś to obali to przeprosze.

Witamy tuskflacje

Gruba ryba0piorunów

Stres cieplny kosztuje 🤣

Pokaż więcej komentarzy (25)

Fanatyk

w Wiadomości Polska

10piorunów

“Polscy ideolodzy potrzebują zachodniej Ukrainy”. Rosyjska propaganda o Polsce i Polakach

Rosyjską propagandę bardzo zakłuła wypowiedź Sikorskiego, że Polska powinna zestrzeliwać rosyjskie rakiety lecące w naszą stronę jeszcze nad terytorium Ukrainy. Odpaliło to m.in. Miedwiediewa i Zacharową, ale odzew ogólnie był szeroki i w kacapskim stylu. Na deser zabawna historia

Gruba ryba

w Hydepark

133piorunów

Dwa dni temu, 4. września w szkole w Apalachee w Georgii 14-latek zastrzelił 4 osoby i ranił 9 innych. Broń dostał w prezencie od ojca. Zarówno syn jak i ojciec zostali aresztowami.

Na zdjęciu J. D. Vance, potencjalny wiceprezydent USA wyznaczony przez Donalda Trumpa przemawia zza kuloodpornej ściany, że szkolne strzelaniny to "realia życia" i trzeba się z tym pogodzić.

Według wielu Amerykanów jedynym sposobem na poprawę bezpieczeństwa jest większa ilość uzbrojonych osób. Tacy ludzie są elektoratem Republikanów. Republikanów, którzy na wszystkich imprezach masowych mają zakaz wnoszenia broni, których kandydat został prawie zastrzelony przez gnoja z karabinem i którzy do ludzi przemawiają zza kilku centymetrów kuloodpornego szkła.

Tak się żyję w tym USA. Ja jednak wolę "komunistyczne" UE.

#usa #wyboryusa #bron #oswiadczenie

Gwiazdor2piorunów

cieszę się, że u nas w kraju największa drama w szkole to fałszywy alarm bombowy

Koneser0piorunów

Odwieczny problem. Jeśli zakaże się posiadania broni, to ci dobrzy będą bezbronni, ale ci źli i tak będą mieli broń.

Najlepszą odpowiedzią na złego człowieka z bronią jest dobry człowiek z bronią.

Rosja ma armię i zabija ludzi. Może wprowadźmy zakaz posiadania armii?

Pokaż więcej komentarzy (75)