@maciekawski a to też zaobserwowałem w Danii.
Żona dostała zapalenia pęcherza - w aptece leki tylko na receptę. Idzie obolała do lekarza, musiała czekać kilka dni a ten do niej „no to robimy posiew „ co trwa kolejne dni. I w końcu surprise surprise wychodzi na to że nie kłamała i dostała leki.
W Polsce? - furagina bez recepty na drugi dzień już jest znaczna ulga.
Inny przykład - czuła się zmęczona nie wiedziała czy to tarczyca czy depresja czy coś innego. Odpowiedź lekarza pierwszego kontaktu? „Wszyscy jesteśmy zmęczeni”
Więc tak jak w Polsce bardzo zależy gdzie przypiszą i na jakiego trafisz. Dodatkowo nie każdy mówi po angielsku więc już zdarzyło mi się robić za tłumacza.
Na plus za to informatyzacja:
Wszystkie wyniki krwi, posiewy itd dostępne w aplikacji Mój Lekarz. W zależności od POZ można też się umawiać na wizyty czy wideokonsultacje, dostać receptę bez wychodzenia z domu itd.
W Polsce - próbowałem używać mojego IKP i to jest fikcja. Żaden szpital nie wysyła tam wyników. Każdy ma swój własny chujowy system informatyczny i nie jest scentralizowane. Jak idziesz ze szpitala do szpitala to musisz mieć wszystko na papierze - i tak na wizycie na SOR we Wrocławiu na Koszarowej musiał koleś wziąć mój wypis z onkologicznego i linijka po linijce ręcznie przepisać do ich systemu. No kurwa mać nic dziwnego że tyle czasu marnują i kolejki. Nie mogliby tego mieć centralnie (ten system jest budowany ale widać z marnym skutkiem) i cała historia pacjenta byłaby w jednym miejscu?
A drugim dużym plusem lekarzy w Danii to była jakość szpitala w Aarhus. Nowy zadbany i super wyposażony budynek.
Znajoma była na oddziale psychiatrii - to dostała osobny duży pokój z łazienką, obiadki gotowane na miejscu. Odwiedzający ją mogli zjeść z nią za darmo, było patio dla palaczy, rzeczy kreatywne, a nawet jebany masażer do ciała takie wiecie fotel z lotniska xD.
Czytając jak to wygląda na oddziałach psychiatrycznych w Polsce… :D