Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

pingWINGURU

Dołączył/a:

  • 318 wpisów
  • 4752 komentarzy
  • 17 obserwujących

GURU

w Bieganie

267piorunów

Debiut i Zwycięstwo – Ultramaraton 101 km

Wystartowaliśmy kilka minut po 21:00. Temperatura przyjemna, słońce już zaszło, jeszcze całkiem widno było. Pierwsze kilometry wzdłuż morza, po plaży na przemian z wbieganiem po górkach kępy Redłowskiej i klifów Orłowskich. Po 5 kilometrze czas na pierwszy żel. Generalnie miałam taką zasadę, aby przyjmować coś do jedzenia co 5-6 kilometrów (Miałam ze sobą żele, batoniki, żelki i ciasteczka zbożowe). Pod drzewami już zauważalnie ciemno, czołówka poszła w ruch. Trasa pokręciła nas po Kolibkach. Koło dyszki wsunęłam batonika. Zdobyłam „kolegę” który mi towarzyszył do 54 kilometra. Okazało się, że nie ma żadnego sportowego zegarka z wgranym GPX, zatem leci tak jak znajdzie oznaczenie trasy (odważnie). Zostałam jego nawigatorem. 1 Punkt odżywczy na 13 km. Uzupełnienie softflasków na maksa, wsunęłam 2 kawałki sera, dwa paluszki, banana, kilka chipsów. Spojrzałam na mapę trackerów uczestników i zauważyłam, że chyba jestem pierwszą babą (chyba, bo na początku dosyć świrowały te nadajniki i niektórych pokazywało absurdalnie daleko). Dobra, to trzeba się zbierać. Na punkcie spędziłam nie całe 5 minut. Złapałam jeszcze krówkę na drogę.

Kilometr 14-15 – wykręciłam prawą kostkę. Poczułam charakterystyczne, nie mocne, chrupnięcie w kostce (miałam zza czasów szkolnych 2x skręconą kostkę i znam dobrze ten moment). Przez ułamek sekundy już miałam, a co jak to będzie już DNF? To fajny miałaś ultramaraton. Dwóch Panów (w tym koleżka) od razu mnie złapali z troski, gdyż delikatnie się przewróciłam pod wpływem przekręcenia kostki za co dziękuję. Stwierdziłam, że lecę dalej, „rozbiegam”. No i faktycznie, po 300-400 metrach kulejącego truchtu ból zszedł. Dalej na punktach obserwowałam tą kostkę, czy pod wpływem chwilowego odpoczynku kostka nie zaczyna puchnąć, bądź pod wpływem powrotu do pracy nie odczuwam jakiegoś strukturalnego bólu. Nic takiego nie wystąpiło w trakcie biegu.

Generalnie nie patrzyłam na cały dystans na zasadzie „ile mam jeszcze do zrobienia”. Dzieliłam wszystko na zasadzie „od punktu odżywczego do kolejnego punktu”. Jak wybiegałam z pierwszego punktu, to wiedziałam, że mam teraz do zrobienia 19-20 km do kolejnego i tego się trzymałam. Jeszcze 15 km, jeszcze dyszka, o już mniej niż dyszka, o jeszcze tylko 3, jeszcze 1 to pewnie zaraz będę widziała go w zasięgu wzroku. Czasem w skali całości widziałam pewne „check pointy” typu, przy 25 – o już ¼, przy 33 – już 1/3 – przy 50 – o, już większość za mną. No i tak tak sobie żyłam od punktu do punktu.

Ciemność wszędzie, noc wszędzie. Czołówka chodzi non stop. Nie chcę drenować baterii, więc jak biegnę/maszeruje odpalona jest na mniejszej mocy. W momenci gdy jest zbieg – odpalam na mocniejsze świecenie. Nie chcę mocno drenować baterii (miałam na zmianę, ale chciałam dopiero zmienić na spokojnie na punkcie odżywczym, gdzie nie będę musiała się bujać z oświetleniem rąk). Koleżka trzyma się mnie stale. Biegnie jakieś kilka metrów za mną. Jak przechodzę do marszu, to on również. Generalnie nie przeszkadza mi to, w sumie to nawet się cieszę że nie jestem sama w lesie, jest mi trochę raźniej bo dookoła nie widziałam żadnych biegaczy na horyzoncie. Czasem zamieniamy parę słów, informuję go gdy np. zapowiada się większa górka. Podczas wchodzenia na jedną z nich, koleżka mówi że na tych biegach ultra to faktycznie te kijki by się przydały. Mówię że moje czekają na mnie na przepaku, bo w drugiej połowie będzie dużo chamskich podejść, teraz jest lajcik. Koleżka mówi że nie ma przepaku i z rozmowy wyszło, że to jest jego pierwszy ultramaraton. Spytałam się go, czy nie myślał o tym aby najpierw zrobić coś krótszego typu 50-70 km, na co stwierdził że po prostu ta stówka się do niego od razu uśmiechnęła. Btw, to nie był jakiś młody koleś – na moje oko, około 40 latek. Miał ze sobą również (na szczęście) 1 softlaska, z czego zażartował bo zastanawiał się czy jest sens aby go brał.

Dobiegliśmy na drugi punkt odżywczy na 32-33 km. Zapytałam się wolontariuszy, czy była tu przede mną jakakolwiek inna baba z dystansu 100km. Odpowiedź brzmiała że nie, jestem pierwsza. Fajnie fajnie, czyli trzeba działać sprawnie. Zrobiłam siku w toi toiu, zjadłam zupę pomidorową i wypiłam herbatę zrobioną z granulatu. Chyba coś jeszcze przekąsiłam ale już nie pamiętam. Uzupełniłam płyny w softflaskach, wymieniłam baterię w czołówce. Zabrałam ze sobą dwa żele firmy Ale. Pod koniec mojego pobytu przybiegły 2 babeczki z dystansu 100 km. Wiedziałam, że muszę uciekać. Na punkcie spędziłam około 9 minut.

Odliczanie do kolejnego punktu odżywczego (wraz z przepakiem) – 22 kilometry przede mną. Odcinek między 40 a 50 kilometrem był trochę cięższy dla mnie. Byłam zmęczona, ale pod kątem snu. Podczas marszu, czułam oczy jak do snu, podczas truchtu było trochę lepiej. Ciemność dookoła też nie pomagała. Przyszło mi na myśl czy by już nie spożyć żelu z kofeiną dla pobudzenia, ale stwierdziłam że „przemęcze” się jeszcze te kilka kilometrów do kolejnego punktu, bo w planie było po nim przyjąć go. Sporo również było odcinków ewidentnie mniej uczęszczanych przez ludzi (w końcu już bardziej po okolicznych wiochach biegaliśmy) więc te podłoże też było dla mnie nie zbyt bezpieczne. Ścieżki z dużą ilością liści bądź wysokiej trawie, krzaczkach. Z uwagi na „nieuwagę” wcześniej i incydent kostkowy wolałam trochę przejść te mniej czytelne ścieżki.

Miałam nawet delikatne omamy pod koniec. Nie były to na pewno halucynacje, ale mózg już łatwo przyswajał dosyć niecodzienne rzeczy. Biegnąc sobie lasem, już niebo robiło się coraz jaśniejsze i powoli można było poszczególne kształty wyszczególniać swoim wzrokiem - Zauważyłam jakąś kłodę z 50 metrów przede mną, obok trasy. Na tej kłodzie był jakiś kształt i mój mózg przyjął oraz zaakceptował informację że to jakaś czarnowłosa typiara, nawet widziałam jak ręką ruszyła co mnie "utwierdziło" że to nie są omamy. W momencie jak przebiegałam, okazało się że to były korzenie z innego konaru opierający się o ten konar nr 1. Miałam bekę, że nawet nie przyszło mi na myśl nic racjonalnego typu - hmm mamy 3:00 i to by nie było zwyczajne że jakaś laska w środku lasu w jakiejś dziurze może tu siedzieć. xD

W okolicach 50 kilometra zrobiło się już wystarczająco jasno, że można było już wyłączyć czołówkę. Wybiegliśmy już na otwartą przestrzeń wśród pól. Koleżka chyba robił się już zmęczony, bo odległość między nami się zwiększała. Wybił 50 kilometr – najs półmetek za mną. I wtedy pojawił się on, punkt odżywczy nr 3 wraz z przepakiem.

Klasycznie uzupełnienie softflasków. Kubek kawy (czas zażyć kofeinę i odpalić ogień w d⁎⁎ie, wcześniej nie przyjmowałam w ogóle kofeiny jak i przed biegiem również nic). Kubek napojów. Pierogi ruskie haps, ser w kawałkach, mini pączusie i coś jeszcze, ale już nie pamiętam. Obsługa mówi, że kobieta nr 2 ma jakieś 2 km do punktu. Trza się streszczać. Odpalam przepak, uzupełniam jedzonko, zabieram powebanka wraz z kablem i przejściówką do Garmina i kijki do biegania. Poza tym w przepaku miałam jeszcze: buty na zmianę, spodenki na zmianę, 2 pary skarpet, chusteczki, plastry – wszystko awaryjnie.

Biorę w łape pół drożdżówki i zaczynam etap kolejny, 24 km.

Czuję się mocno nakręcona faktem, że dalej utrzymuję K1. Odpala mi się lekka rywalizacja. Zadebiutować i wygrać? I’m in. Przyjmuję zaraz żel z kofeiną (200mg kofeiny). Po kilometrze już ~murzyn~ pigmentododani piłuje kraty. Po chwili znalazłam „ustronne” miejsce. Dreptam sobie na płaskim i z górki. Na podejściach nie forsuje się, aktywnie maszeruje z kijkami. Zaczynają się chamskie podejścia. Nie patrzę się nawet w górę, skupiam wzrok na wysokości stóp i spokojnie krok za kroczkiem przemieszczam się wraz z wsparciem kijków. Pragnienie zaczyna rosnąć, od 70 kilometra nie mogę się doczekać punktu odżywczego. Mam jeszcze trochę płynów, ale muszę powoli je oszczędzać. Te 7-8 kilometrów delikatnie mi się dłuży. Na 77 km za każdym zakrętem wyczekuję już punktu.

W końcu jest i on, ostatni punkt odżywczy. Uzupełniam softflaski, piję sporo płynów. Siku w toi toiu. Jem wszystkiego po trochu co jest dostępne na punckie. Dziewczyny z obsługi mnie informują, że mam około 25 minut przewagi od kolejnej kobiety na trasie. Na punkcie spędziłam nie całe 10 minut. Trochę opita i podjedzona ruszam. Siły witalne powracają. Odpalamy final countdown, lecimy już do mety, już tylko lekko ponad półmaraton.

Do 85 kilometra jest naprawdę za⁎⁎⁎⁎ście. Wiadomo, czuję jakieś zmęczenie – ale czy by było to po 40, 60 czy 80 kilometrach – czułam się tak samo. Również całkiem fajną ogólną stawkę w zawodach utrzymywałam. Kręciłam się koło 20 slota na prawie 100 osób które wystartowało. Na 85 kilometrze pojawia się ściana płaczu (boczne wejście na długą góre w Gdyni), które jest przeokrutne. Na podejściu nie widać szczytu, profil bardzo stromy i do tego brak ścieżki, trzeba po starych liściach się przemieszczać. Po kilku minutach walki jestem na szczycie. I pojawia się on – kryzys.

Fizyczny – Nie jestem w stanie biec. Prawa stopa zaczęła mi się odzywać podczas biegu. Czułam taki „strukturalny” ból między piętą z kostką. Zmartwiłam się, czy to nie jest jakieś przemęczenie i nadwyrężenie naruszonej już kostki 70 kilometrów temu. Po jakimś czasie i druga stopa dokładnie w tym samym miejscu zaczęła mnie boleć więc uspokoiło mnie to pod kątem tamtej myśli. Po prostu, jakieś zmęczenie strukturalne. No nic, maszeruje zatem, i próbuję podtruchtać co jakiś czas chociaż te 100-200 metrów.

Wtedy wchodzi on, kryzys mentalny. Zaczęło się robić gorąco, ale nie odczuwałam tego. W lesie dosyć schowanie byliśmy od słońca. Bezpośrednio temperatura nie przeszkadzała mi. Ale tak bardzo chciało mi się pić. Nigdy nie miałam takiego pragnienia. Marzyłam o tym, by wziąć i haustem coś wypić ile się da. Miałam w softflaskach jeszcze sporo płynów, ale musiałam to rozsądnie rozdysponować aby do mety mi starczyło. To mnie tak mentalnie bolało, że nie mogę się napić. Co brałam łyk wody, to po chwili czułam suchość w ustach. Kryzys mentalny wzmagał też fakt, że przez to, że będę więcej maszerować i tym samym droga do mety zajmie mi więcej czasu – naszły i obawy czy w ogóle to co mam to czy mi starczy?

Przy którymś zejściu z lasu, przed 90 kilometrem, pojawił się on. Wybawca.

Obcy koleś, przyjechał z zgrzewkami wody i rozdawał je zawodnikom. Bardzo mu podziękowałam, bardzo tego potrzebowałam. Naraz wypiłam ciągiem. Po chwili od razu lepiej mi się zrobiło. Za jakieś 5 kilometrów spotkałam drugiego Pana w środku lasu który miał baniak wody i również pomagał zawodnikom. Również skorzystałam z pomocy. To nie były osoby z organizacji biegu. Jestem bardzo im wdzięczna za taką pomoc.

Człapałam się jakoś, kilometr za kilometrem. Sporo ludzi, zdecydowanie „żywszych” mijało mnie, byli to zawodnicy z krótszych dystansów. Co było dla mnie ciekawe, chyba tylko 1 biegacz z mojego dystansu wyprzedził mnie podczas mojego marszu. Czyli nie tylko ja umierałam. Na początku tego piekła, miałam w głowie, że mogę sporo wypaść z stawki.

95 kilometr, 96 kilometr, 97 kilometr, wielkie odliczanie do końca. Jest i on 99 i zaraz 100 kilometr. Do mety tylko 1,5 kilometra. Trasa już sprowadza do miasta. Jestem na chodniku, zmierzam do mety. Chcę podbiec, ale jest to bardzo bolesne. Dopiero na ostatnich 450 metrach, zaczynam truchtać – wiem że muszę to przecierpieć, to już koniec. Wbiegam na murawę Stadionu Rugby po godzinie 12:30, Speaker mnie woła przez mikrofon. Przekraczam linię mety. I dostaję kubeł zimnej wody na łeb :grinning:

Tak o to, pokonałam dystans 100 kilometrów. Zrobiłam to. A nawet i wygrałam – nie tylko wśród uczestniczek ale i sama z sobą.

Czy jest coś co zrobiłabym lepiej? Na pewno na takie warunki zabrałabym więcej pojemników na napój. Miałam 2 softflaski po 500 ml, jak dotąd na zawodach zawsze mi starczyły od punktu do punktu z zapasem – tak tutaj ewidentnie wraz z rosnącą temperaturą było tego za mało. Bukłak do kamizelki biegowej wraz z softflaskiem to absolutne minimum.

Dziękuję za wsparcie. Było mi przeogromnie miło czytając wasze komentarze.

_Trypsyna_

#biegiultra #bieganie #ultramaraton #biegajzhejto oraz dodaję nowy tag na tego typu posty jakby ktoś chciał podzielić się swoimi przygodami w przyszłości #relacjazbiegu

Pokaż więcej komentarzy (65)

Gruba ryba

w Sztafeta

123piorunów

22 652,13 + 112,54 = 22 764,67

Piątkowy start w Ultramaratonie na dystansie 160 km. Start w piątek o 10.00 na Starym Rynku w Pucku, meta w Gdyni przy Stadionie Rugby.

Niestety nie udało się ukończyć biegu, na ~112 km podjąłem decyzję o zejściu z trasy.

Przy opisie biegu podzielę trasę na segmenty między punktami odżywczymi:

SEGMENT 1 (start – punkt 1, 25 km trasy)

Tak jak wspomniałem wcześniej, bieg zaczął się w dzień o 10 rano. Już wtedy było gorąco jak cholera. Ruszyłem zdecydowanie za szybko: okolice 5:30/km w taką pogodę skutecznie wbijało mnie już w strefę 3 tętna. Miejscami wpadałem nawet w próg… Przez pierwsze 17 kilometrów biegłem poniżej 6:00/km co było bardzo dużym błędem z perspektywy czasu. Dopiero na 18 kilometrze stwierdziłem że długo tak nie pociągnę, było za gorąco a dzień dopiero się zaczynał.. Dopiero wtedy zwolniłem znacząco, tętno jednak nie chciało spadać w dół.

SEGMENT 2 (punkt 1, 25 km trasy – punkt 2, 51 km)

Dalszy ciąg biegu w totalnej lampie. Tutaj już biegłem o wiele spokojniej, przez większość trasy leciałem samemu. Około 40 km zacząłem odczuwać pierwszy kryzys, zaczynało mi lekko łamać mięśnie w nogach. Nie panikowałem, dbałem o nawodnienie i przyjmowanie pokarmu na trasie. Dobiegłem do punktu odżywczego na 50 km – tam postawił mnie na nogi wspaniały, przesolony, rosół. Najlepszy rosół jaki jadłem w swoim życiu XD.

SEGMENT 3 (punkt 2, 51 km – punkt 3, 73 km PRZEPAK)

Dalsza część biegania, przechodziłem tu już często w bieg przeplatany marszem. Gorąco było co raz bardziej odczuwalne i doskwierała mi za mała ilość wody ze sobą na trasie (1,5L to było za mało na +-25km). Odczuwałem już dosyć mocno zmęczenie mięśni nóg. W tym segmencie trasy spotkałem się z Patrycją Bereznowską, z którą biegłem wspólnie przez jakiś lekko ponad kilometr. Poplotkowaliśmy sobie, wymieniliśmy się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi trasy. Bardzo fajne spotkanie :D

SEGMENT 4 (punkt 3, 73 km PRZEPAK – punkt 4, 98 km)

Przepak na 73 km był zbawieniem. Miałem przygotowane tam ubrania na zmianę. Umyłem sobie stopy, zmieniłem skarpetki i koszulkę. Podjadłem sporo (kabanosy, ser, arbuz, paluszki). Wziąłem także z przepaku swoje kijki. Do tej pory na każdym z przepaków słyszałem, że wyglądam bardzo dobrze jak na przebyty dystans. Tak samo było i tutaj. Nie było po mnie widać zmęczenia, miałem jasny umysł, myślałem czysto i logicznie. Miałem dobry humor. Po wyruszeniu z punktu czułem się jak nowo narodzony – biegłem pracując jednocześnie kijkami. Odczuwałem nowe siły. Na tym odcinku powitała mnie także noc. Samotny bieg w lesie jest bardzo klimatyczny, lubię to. Sił wystarczyło jednak do okolic 92 kilometra. Tutaj zaczął się największy jak dotąd kryzys – jakakolwiek praca nóg sprawiała już ból. Ciężko było chodzić i podbiegać. Walczyłem, byle tylko dotrwać do następnego punktu odżywczego.

SEGMENT 5 (punkt 4, 98 km – zejście z trasy ~112 km)

Na czwartym punkcie odżywczym spędziłem dużo czasu, chyba coś około 25 minut. Miałem nadzieję, że jak konkretnie sobie podjem i odpocznę to odzyskam trochę sił. Niestety pobyt na punkcie nie był w stanie już mnie postawić na nogi. Odcinek od 98 do 112 km był bardzo męczący. To było już bardzo powolne chodzenie, czasami musiałem siadać na ziemi bo poza nogami bolały mnie już plecy. Potłuczone palce u stóp co raz bardziej dawały się we znaki. Brak snu dawał mi się również we znaki, zdarzyło mi się kilka przewidzeń – widziałem sylwetki ludzi między drzewami, wydawało mi się że widzę fotografów czających się w krzakach w nocy xd. Zdjęcie plecaka z pleców było nie lada wyzwaniem, wymiana baterii w czołówce zajęła mi chyba z 5 minut… W tym momencie byłem świadomy już tego, że jestem zmęczony fizycznie i psychicznie. A dodatkowo ciało odmawiało mi posłuszeństwa – zdarzały mi się kilometry, które pokonywałem w ~17 minut. Po kilku takich kilometrach podjąłem decyzję o zejściu z trasy. Miałem o tyle szczęście, że byłem jakieś 2 kilometry od cywilizacji. W przeciwnym wypadku musiałbym dojść do następnego punktu odżywczego, do którego miałem jeszcze 8 kilometrów. Na to, jak się wtedy czułem, było to po prostu niemożliwe.

Moje przemyślenia po biegu:

- za szybko zacząłem, pierwsze 3h to był bieg w Z3/Z4. Jeśli miałbym biec ponownie to biegłbym zdecydowanie wolniej (najpewniej po prostu pod tętno, tak aby być w Z1/Z2)

- żołądek współpracował ze mną wyśmienicie, podczas biegu mogłem jeść wszystko. Na trasie jadłem co 30 minut (żele / żelki jeśli czułem że potrzebuję objętości w żołądku),

- dla biegu w temperaturze ~30 st. C, 2L wody to minimum (dla 25 km odcinka),

- moje ukochane buty trailowe HOKA Speedgoat 5 nie są odpowiednie pod długie dystanse (100 km i więcej). Zauważyłem, że są one odpowiednie do szybkiego biegania w trailu, ale na krótszych dystansach. Im dalej tym gorzej (bardzo obijają mi palce). Przy krótszych biegach ultra nie miałem tego problemu.

- mimo DNF, jestem zadowolony z tego że wziąłem udział w biegu i mimo trudnych warunków i błędów jakie popełniłem byłem w stanie dociągnąć do 112 km.

Chciałbym również bardzo Wam wszystkim podziękować za doping podczas zawodów! Jesteście w pytę!

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (39)

GURU

w Hydepark

61piorunów

Ale jestem dzisiaj K⁎⁎WA WŚCIEKŁY. Jeszcze nie wiem o co, jeszcze nie wiem za co, jeszcze nie wiem na kogo, ale jestem tak wkurwiony, że aż mnie nosi. Otworzyłem dzisiaj oczy i już bym komuś prz⁎⁎⁎⁎⁎⁎olił. Dawać mi tu nielota, bo k⁎⁎wa nie utrzymam.

#manacieopowiesci

Pokaż więcej komentarzy (35)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

13piorunów

Ojej, ojej, moja kolej!

Rymy: rymy - kolej - bymy - olej

Temat: kolega z piaskownicy

Proszę się bawić wyśmienicie!

#naczteryrymy

#zafirewallem

Gruba ryba6piorunów

Postarane na 30%

Klepię byle jakie rymy

rzadko kiedy moja kolej

i co to za słowo bymy?

głupotą pić gorący olej

Lider6piorunów

I bądź tu mądry, my

nie byli. Gdy nadeszła nasza kolej,

to wszystko by żarliby my –

nawet piach i z kujaw olej.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

31piorunów

-Puk, puk!

-Kto tam?

-Napewno nie @splash545

Ponieważ Pajonk jest aktualnie zajęty, oddelegował mnie, bym wrzuciła dzisiejsze #naczteryrymy

Dodam , że wg @pingWIN, pokój nigdy nie był opcją xD dziś rymy takie:

Temat: Czy pingwin ma kolana

Rymy: pingwina - gadzina - organa - kolana

Zapraszamy do zabawy xD

#naczteryrymy #zafirewallem #kawiarenkazafirewallem

Fenomen7piorunów

Szturcha krewetka naszego pingwina

On mi oddaje – A to godzina

Sypią złośliwością, dźgają w organa

Oj chyba padnie ktoś na kolana

Fanatyk6piorunów

Jak wczoraj @pingWIN się wyzlosliwial

To nikt za biedaczką się wstawił

Teraz jak odsiecz miała nadejść msciwa

To każdy kosztem Kali się bawi

I, powiadam wam, ktoś za to beknie

Pokaż więcej komentarzy (21)

GURU

w Kawiarnia "Za Firewallem"

19piorunów

Wrzucili posta z rymami, człowiek zarymował, a teraz trzeba pisać kolejne... Do czego to doszło, żeby brać odpowiedzialności za własne czyny xDD No więc:

Temat: Dlaczego ta Hrabia Kaligula mendą jest?

Rymy: krewetki - zasługa - skarpetki - maczuga


Zapraszam!

#naczteryrymy #zafirewallem #kawiarenka #tworczoscwlasna @Kaligula_Minus

Gruba ryba10piorunów

Małże, ostrygi czy krewetki

większa potencja to ich zasługa

chyba znów skończę do skarpetki

chuci ujście musi znaleźć ma maczuga

Lider14piorunów

Menda okropna o twarzy krewetki.

Pingwina drę­czy, to jest jej zasługa.

Wrzuca mu w dzioba cuchnące skarpetki,

a jemu twardnieje od tego maczuga.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

23piorunów

Zajrzałam do kawiarenki i widzę, że dziś moja kolej. Miło, bo dawno nie uczestniczyłam :slightly_smiling_face: Proponuję zatem, co następuje:

Temat: docent podrywacz

Rymy: erudycją - książek - pozycją - drążek

#naczteryrymy #zafirewallem #kawiarenka #tworczoscwlasna

Gruba ryba7piorunów

Wywoływał orgazm swą erudycją

z pamięci cytował setki książek

zaś ulubioną jego pozycją

był w opcji autofellatio drążek

GURU5piorunów

Żeby błyszczeć erudycją

Przeczytałem kilka książek

Zachwyciłem się pozycją

Jak obsłużyć biegów drążek.

Pokaż więcej komentarzy (29)

Osobistość

w Twórczość własna

16piorunów

Cześć,

Dziś dla odmiany podsyłam do pokazania Wam mój opublikowany dziś utwór. Dość spontanicznie wykonany, nie planowałem tego. Znowu o uczuciach, więc zebrał się tego na kanale już niezły komplet, ale co począć gdy to tak istotna w życiu sprawa. ¯\\_( ಠ ͜ʖಠ)_/¯ Do pobrania za free jak wszystko dotychczas na Bandcampie. Widoczna na nim -jeszcze niepublikowana- praca za jakiś czas będzie obfotografowana.

Miłego dnia życzę.

https://youtu.be/laKalSYwAPQ?si=0IwybJueQbdMitpK

#tworczoscwlasna

Lider6piorunów

@Szuuz_Ekleer

Jak na spontan wyszło takie 11/10 :no_mouth:

Nie jestem fanem poezji śpiewanej, ale to jest naprawdę bardzo, bardzo dobre 😊

GURU3piorunów

Skubany. Nie dość, że zdolności plastyczne, to i fajny głos wylosował na loterii życia. Lekkie zazdro. XD

Pokaż więcej komentarzy (7)

GURU

w Kawiarnia "Za Firewallem"

12piorunów

Chyba moja kolej więc proszę.

Temat: psikusy pogody.

Rymy:

czerwcowy

kolejny

deszczowy

chwiejny

#naczteryrymy #zafirewallem #poezja

GURU6piorunów

Rośliny zjada czerwc owy
Zjada go oprysk olejny
Dla niego dzień to deszczowy
Lecz jakiś po nim zbyt chwiejny

Fanatyk6piorunów

I znowu mija wieczór czerwcowy,

I ranek w ślad za nim kolejny,

Na zmianę słoneczny albo deszczowy,

Pogoda coś nastrój ma chwiejny.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

29piorunów

Czekadełko

To już jutro! 06.06.2026 Sobota

#zafirewallem robi #hejtopiwo i #hejtosoczek

Przypominam i zapraszam do #krakow na #hejtopiwokrakow!

Pogoda w w grodzie smoka jest kapryśna i chociaż padać nie będzie to plener odpada.

Gdzie i kiedy

a no tu: **Pełnia Social Club** o 17:00

Rezerwacja będzie w lokalu, ale ze względu na zapowiadane temperatury to będziemy próbowali się zabunkrować w ogródku. Ogródek jest dzielony z **Weźże Krafta**, więc można będzie korzystać z oferty piciowej i jedzowej z obu miejsc.

Przypominam osobom, które potwierdziły się:

@Endrevoir @Evivalarte @groman43 @George_Stark @fonfi @KatieWee

Wołam tych co może się jeszcze zdecydują:

@hatti-vatti @pingWIN @MsHyde @pigoku

Wołam w sumie nie wiem dlaczego 😉

@splash545 @Patkapsychopatka @ErwinoRommelo

Jak widzicie będzie raczej kameralnie

Gruba ryba3piorunów

u mnie inne plany na jutrzejsze popołudnie i wieczór, więc bawcie się dobrze :slightly_smiling_face:

GURU2piorunów

@CzosnkowySmok Niestety nie uda mi się dotrzeć dzisiaj 😒 Wiem, że nie obiecywałem, że na pewno będę, ale daję znać. Bawcie się dobrze :beers:

Pokaż więcej komentarzy (27)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

34piorunów

Czekadełko

Już tuż tuż bo za tydzień! Ale mi ten czas szybko minął. Przypominam o zapraszam o na zbliżające się kawiarenkowe #hejtopiwo w Krakowie 6 Czerwca. Zaproszeni oczywiście są wszyscy, natomiast liczę najbardziej na #kawiarenkazafirewallem

Na dzień dzisiejszy zgłosiła się wspaniała grupa 9 osób, wraz ze mną. Dodaję jeszcze +3 osoby towarzyszące.

@Endrevoir @Evivalarte @hatti-vatti @groman43 @ErwinoRommelo @George_Stark +1 @fonfi +1 @KatieWee +1 @CzosnkowySmok

Dajcie proszę znać czy nic się nie zmieniło :smiley:

Wołam również niepewnych:

@bori @pingWIN @Yes_Man @MsHyde

I dla formalności wołam @splash545 @Patkapsychopatka , którzy są na ten moment mocno niepewni. Ale życie stoika jest burzliwe i wszystko się może zdarzyć.

Dodam od siebie do wołania @Wrzoo @owczareknietrzymryjski , bo a nóż widelec.

Jak dacie znać w komentarzach to zarezerwuje lokal, pewnie na Kazimierzu lub w okolicach rynku, a jak pogoda będzie sprzyjać to może Zakrzówek. Dam znać na dniach.

#hejtopiwokrakow #krakow #zafirewallem

GURU2piorunów

@CzosnkowySmok Nie na pewno, ale powinienem być, wołaj jak będzie coś więcej wiadomo!

Fenomen2piorunów

Jeszcze 3 dni!

Pokaż więcej komentarzy (27)

Gruba ryba

w Rower

37piorunów

Śmiechy, hihy, a dzisiaj o 9 rozpoczął się Trans Balkan Race 2026. Jakoś 1400 km i blisko 30 km przewyższeń. Bierze w nim udział kilku Polaków, jak chociażby nasz sympatyczny wariat @Wagabundowy

(tym razem jedzie z siodełkiem xD) oraz Radek Gołębiewski.

Link do pchania kropek:

https://www.transbalkanrace.com/

Setup wagabundowego zobaczycie na jego fb: https://www.facebook.com/wagabundowy/photos/trans-balkan-race-1400km-30-000m-setupframeset-lauf-seiglawheelset-vinci-grv-rac/964182706401686/

Więcej ciekawych rzeczy znajdziecie ogólnie na fb Radka i Marcina, a także na YT.

#rower #ultra #rowerowyrownik

GURU5piorunów

@Furto Radek na drugim miejscu już. No ale na tym etapie trasy to nie ma takiego znaczenia. :smiley:

A Wagabundowy zaczyna z siodełkiem. Czy skończy to już inny temat xD

Fanatyk4piorunów
Pokaż więcej komentarzy (12)

GURU

w Rowerowy Równik

31piorunów

304 410 + 48 + 25 + 26 + 38 + 26 = 304 573

Dorzucę kilka jazd od siebie. Jedna sprzed 2 tygodni, pozostałe to wieczorne jazdy od piątku do dziś. Oczywiście klasycznie dużo przewyższeń (na te 163km wyszło około 2450m w górę).

Oponki szosowe bardzo fajnie się sprawdzają póki co, jestem zadowolony. Dodatkowo zacząłem pracować nad pozycją na rowerze (tj. rotowanie miednicy) co poskutkowało tym, że wróciłem do mostka 100mm (gdzie wcześniej walczyłem z reachem i miałem 80mm). No ciekawe, ciekawe, chyba całe życie źle siedziałem xD

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Gruba ryba1piorunów

fajne bagno

Pokaż więcej komentarzy (3)