Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Wpis użytkownika DexterFromLab w Hydepark

Gruba ryba

w Hydepark

32piorunów

Mala firma w której pracuje kilka albo kilkanaście osób to biznes. Ktoś kto go ma to go prowadzi i o niego dba. A wielka korporacja to system w systemie. Wielki, prawno-administracyjny twór który bardziej dba o przestrzeganie, prawa, przepisów i wewnętrznych procedur niż o własny biznes. Bo przy pewnej skali nie da się już inaczej funkcjonować. Bo kto posiada korporacje? No najczęściej jest to kapitał - czyli akcjonariusze. Którzy często nawet nie mają wpływu na działania korporacji, chyba że mają duży pakiet ilościowy.... Więc w korporacji najczęściej kapitał, czyli bogaci ludzie i fundusze je posiadają ale wszystko co jest wewnątrz korporacji rządzi się swoimi prawami. Korporacje mogą przyjmować różne modele struktury wewnętrznej, różne systemy informatyczne, infrastrukturę różnego rodzaju. U takie rzeczy kupuje się jak szablony. Korporacje są zarządzane przez administratorów, którzy tak jak państwowi urzędnicy pilnują zasad i je egzekwują. A na samym dnie korporacji są wynajęci wyrobnicy, po prostu jeden z zasobów który korporacja traktuje jak parametry w tabelce - bo ludzie tam to nie jest społeczność tylko tryby systemu który system wymienia, jeśli mu się to opłaca.

Komentarze (20)

Fenomen1piorunów

@DexterFromLab i tak i nie, są duże korporacje ciągle w skoncentrowanych rękach (np. rodzinnych), gdzie ciągle dba się o firmę, misję, klienta tak samo, albo i bardziej niż o tabelki i zysk. Poza tym pamiętaj, że procedury, poziom kultury i standardy, np, jakości czy cyberbezpieczeństwa to świadectwo dojrzałości firmy i bilet do ligi dużych chłopców.

Fenomen0piorunów

@DexterFromLab Jeśli uważasz, że cyberbezpieczeństwo to podstawa, to ile małych firm ma chociażby certyfikację 27001, albo soc2, albo jakąś podobną? Okazuje się, że nie aż tak wiele. A szczególnie te małe firmy będą na czymś takim januszować. Za certyfikatem stoi konkretna wartość i zaufanie, w dojrzałych rynkach bez certyfikacji nikt Cię nawet nie dopuszcza do stołu.

Gruba ryba0piorunów

@Budo dlatego użyłem słowa "najczęściej" bo czasami akcjonariat jest skupiony w jednych rękach. No a cybersecurity to raczej podstawa nie? Ale jak się wynajmuje do tego bandę hindusów to mam wątpliwości czy to jest dobre security. Bo zainstalowanie crowd strike to trochę mało.

Osobistość1piorunów

@DexterFromLab Mój największy problem z aktualnymi korporacjami to dziki pęd za wzrostem i traktowanie firmy nie jako sprawnie działającej organizacji, tylko jako dojarki która ma dawać akcjonariuszmo profit, nawet nie tyle w dywidendach co w potencjalnym zysku ze sprzedaży (jak wzrośnie). Przez co jakiekolwiek okresowe gorsze wyniki to już panika.

Mój przykład. Robie w firmie zajmującej się biotechnologią. W latach 2020-2022 mieli rekordowe przychody bo sprzedawali testy na covid. W 2024 jak był raport z 2023 to już managorowie krecili nosem że nie ma wzrostu, a w ostatnim roku to już było prawie bicie na alarm, że nie są spadki. Ciężko żeby był wzost po prawie 3 rekordowych latach.

Gruba ryba0piorunów

@Jarasznikos tak bo to jest walka o akcjonariusza a nie o biznes. Priorytet leży nie tam gdzie trzeba. No ale jak bym miał kilka baniek to bym zbudował taka organizacje jaka sobie wymaże xD na razie to moge sobie pogadać

Gruba ryba5piorunów

@DexterFromLab mała firma wymaga bycia malarzem akrobata z okazjonalnymi fuchami hydraulika. W korpo otwierasz kopa, robisz swoje, albo i nie jak masz rozpykane ile można się legalnie opierdalac i po ,8h kompa zamykasz

Fanatyk4piorunów

@DexterFromLab w każdej większej organizacji powstaje narzut administracyjny. Do sprawnego działania są potrzebne procedury, standardy, wytyczne oraz audyty i kontrole. Wynika to z tego, że odpowiedzialność za to działanie rozkłada się na więcej osób na niższych szczeblach, więc wszystkie procesy muszą być uporządkowane i ujednolicone. Im większa organizacja, tym również większa odpowiedzialność, większa liczba zobowiązań. Z tego wynika większy nacisk na zarządzanie tym wszystkim.

Gruba ryba11piorunów

w korpo tyle samo osob pod soba co prezes w januszeksie ma jakas julka - menedzer niskiego szczebla, ktora za swoja posadke za srednia krajawa by sprzedala wlasna matke, nie mowiac o jej podwladnym i tak wyglada cala hierarcha polityczna, tylko im wyzej, tym sie bardziej kwoty zwiekszaja, wiec w takiej organizacji z taka struktura zachet logika, zasady i przyzwoitosc sa sprzedawane za kapital polityczny zdobywany wlazidupstwem

Lider1piorunów

@5tgbnhy6 stary, ja pracuje w firmie, w ktorej mamy wewnetrzna telewizje i poczte xD w cyrku sie nie smieje

Gruba ryba2piorunów

@DexterFromLab po trzecim roku studiow na polibudzie musialem odwalic praktyki i pamietalem, ze kumpel z licbazy robil dla kogos w rodzinnym miescie, w ktorym chcialem spedzic wakajki modele 3d i mnie wkrecil do firmy, po miesiacu darmowego zapieprzania zaoferowali mi kosmiczna flote czyli 3k na umowe o dzielo, ktore zaakceptowalem z pocalowaniem w reke, bo akurat poznalem tam dziewczyne, wiec wynajalem mieszkanie i przeprowadzilem sie z powrotem do malej ojczyzny konczac ostatni semestr dziennych studiow inzynierskich dojezdzajac na jeden dzien w tygodniu na polibude

zaczalem jako taki ziomeczek od niekrytycznej roboty, jakies cmsy w php do backendu, boty do testowania wydajnosci serwerow itp., ale klimat byl dosyc sredni, bo bardziej doswiadczeni koledzy srednio chcieli sie dzielic wiedza i pomagac. po 4 latach wolnych postepow i ciaglych slabych ocen podczas ewaluacji dziewczyna chciala sie przeprowadzic do innego miasta, gdzie firma tez miala biuro, mimo polrocznego uprzedzenia i zapewnien, ze "spoko, da sie zalatwic" jak doszlo co do czego, to zaczeli robic problemy, wiec zagrozilem ze w takim razie szukam w nowym miescie innej roboty i miejsce w tamtejszym biurze znalazlo sie w pol godziny. wtedy nauczylem sie, ze negocjacje do niczego nie prowadza

po przeprowadzce do najwiekszego biura, takiego pseudo headquaters bylo lepiej, ludzie bardziej profesjonalni i wyluzowani, praca przy glownym projekcie, przy samym gameplayu, co lubie, manager trzymajacy strone pracownikow, a potem szefowa z USA, chinskiego pochodzenia, ktora wcisnela mi PODWYZKE NA ZACHETE :open_mouth: ale dobre czasy szybko sie skonczyly, jak managera wymienili na ukrainke, ktora wkrecila i protegowala swojego faceta-przyglupa, ktory byl moim scrum masterem, po angielsku rownie slabo gadal jak po polsku i ogolnie nie ogarnial o co cho, wiec mialem dwie osoby oceniajace moja prace z ewidentnym konfliktem interesow, spoko chinke wymienili na żymian siedzacych w usa i zaczelo sie kolchozowanie (ukrainskie kapo pod żymianskim zarzadem powierniczym).

jak juz mialem w sumie wyjebane, to wytknalem HRom niekonsekwencje w polityce premiowej i tak wykopalem sam sobie grob, grozac zwolnieniem i zachecajac polroczna odprawa dali mi do podpisania rozwiazanie umowy za porozumieniem stron, a po roku od zakonczenia przygody firma weszla na gielde, a za kase z udzialow pracowniczych kupilem se mieszkanie i siedze do dzisiaj na "tymczasowej emeryturze"

Gruba ryba1piorunów

@5tgbnhy6 ciekawe doświadczenie. Chciałbym żebyś mi o tym opowiedział. To musi być bardzo pouczająca historia.

Gruba ryba4piorunów

@DexterFromLab to prawda, widzialem od wewnatrz przemiane studia gamedevowego z 50 pracownikow do 500+ i im dlaej w las tym gorzej, nie wyobrazam sobie jak to musi byc w wielotysiecznych gigantach albo panstwowych monopolistach

Gruba ryba2piorunów

@5tgbnhy6 no tak, nie mogę się nie zgodzić. Ale na obronę korporacji powiem tylko że jacy ludzie tworzą organizacje taka jest właśnie ta organizacja.

Lider4piorunów

Korpo to zwykly etap skalowania biznesu.

Lider1piorunów

@pokeminatour delègowanie zadan to cecha przelozonego

Osobistość0piorunów

@100mph brak umiejętności delegowania zadań tzn szef za dużo na siebie bral i zbyt mało przekazywał ? Czy może kwestia pracowników którzy do wszystkiego potrzebowali dokładnych instrukcji i ciągle zawracali głowę ?

Lider1piorunów

@pokeminatour Znam jdg, które się nie rozwinęły tylko z powodu braku umiejętności delegowania zadań ale znam też firmy, które znacząco sie rozrosły (do poziomu kilkuset pracowników) gdzie najstarsi pracownicy piastują najwyższe stanowiska. Oczywiście nie dotyczy to korporacji bo to zupełnie inna para kaloszy ze względu na strukturę właścicielską. Sam w takiej pracuję i tam sezonowo wietrzone są wyższe stanowiskai to nie zawsze korzystnie. Tam jednak, gdzie trzeba mieć kompetencje, a nie legitymację i cv, pracowników się nie zmienia...

Osobistość5piorunów

@100mph ciekawie to wygląda jak pracuje się w firmie która się rozrasta. Pracujesz w firmie, normalnie realizujesz swoją pracę dla klienta zewnętrznego i pewnego dnia zatrudniana jest nowa osoba na jakieś dziwne nowe stanowisko, później ta osoba prosi cię o wypełnienie ankiet, później masz robic jakieś oceny roczne, oceniać siebie, członkow swojego zespołu, jakieś spotkania o nie wiadomo czym i już wiesz że w tej firmie wdrażane są jakieś dziwne korpo standardy że będziesz odciągany od swoich obowiązków które przynoszą firmie dochody na rzecz jakiegoś wewnętrznego nie wiadomo czego

W innej mniejszej firmie szef uznał że panuje bałagan i to czas zatrudnić jakiegoś kierownika zespołu bo panuje chaos. Zatrudnił jakąś osobę która nie ogarniała specyfiki branży, firmy, do tego zaczęła szukać sobie zajęcia w efekcie mały zespół zamiast działać sprawniej dzialał gorzej. Szef wywalił kierowniczkę, część jej obowiązków dodał recepcjonistce, część zostawił tak jak było, chaos trochę się uporzadkował.

Skalowanie biznesu jest czymś bardzo trudnym. Znam firmy które celowo nie biorą większej ilości zleceń, bo wymagałoby to rozrostu firmy

Gruba ryba1piorunów

@100mph nie do końca się zgodzę. Bo większość biznesów nie osiąga tego poziomu ani nawet nie ma takiego celu. Więc jest to raczej maksymalne końcowe stadium, etap nie bo etap jest przejściowy.