Wpis użytkownika mannoroth w Hydepark
mannorothLider
8piorunówNa podstawie zebranych doświadczeń, moich i cudzych, w ostatnich miesiącach, chciałbym się podzielić kilkoma doświadczeniami "mieszkaniowymi" i jednocześnie zapytać Was o opinię. Historii jest kilka i postaram się je rozłożyć na kilka dni. Mają różny stopień ładunku emocjonalnego, który postaram się stopniować. Dzisiaj wrzucę temat, który był chyba taką kroplą, która przepełniła czarę a wydarzył się w miniony weekend i mnie uruchomił. Ale zacznę od postawienia pytań:
Jak jest z dostępem do Waszych domów/mieszkań? W jaki sposób organizujecie odwiedzanie Was przez rodzinę lub znajomych?
Do minionego weekendu szykowaliśmy się od kilku ładnych tygodni. Zaprosili nas przyjaciele, bliscy nam ludzie, z którymi niestety widujemy się rzadko - mają nawał pracy i innych obowiązków. Kilka tygodni temu zaprosili nas na cały weekend u siebie pod miastem - sielaneczka, piękna chałupa, ogród, grill, pożegnanie lata no i jeszcze inna okazja, ale mniejsza o to. Mieliśmy taki luksus, że koleżanka zabrała nas z domu i w niedzielę miała odwieźć. Luksus. Sobota, pora obiadu, ja z kumplem delikatnie napoczynamy szkocką i wspominamy, koleżanka szykuje obiad, moja różowa jej pomaga. Dostaję telefon. Wujek:
-No cześć, będziemy u Was za jakieś pół godziny.
No tak k...a. Jak zawsze. Po co zaproszenie, po co uprzedzać. Koleś, który ma do mnie niemal 2 godziny jazdy informuje mnie łaskawie, że będzie za pół godziny w moim domu. Tyle razy prosiłem, i nie tylko jego, pół żartem pół serio - uprzedzaj, zapowiadaj się. To samo miałem z rodzicami, którzy kiedyś potrafili mi zadzwonić domofonem do mieszkania, że byli na spacerku i wpadają na kawę - np. w sobotę rano, jak leżę nieprzytomny, a mieszkanie na przyjmowanie gości średnio się nadaje. Bo moi rodzice są nauczeni, że się do nich wchodzi jak do siebie, tak samo jak do moich dziadków na wsi - tam nikt drzwi nie zamykał, sąsiad, listonosz - wchodzili jak chcieli. A dla mnie to nie jest normalne. Mi się w głowie nie mieści, że można kogoś informować, że zaraz się u niego będzie mając w poważaniu jego czas, prywatność i plany. Teściowie? To samo. Wpadli kiedyś do nas w niedzielę na obiad i byli zdziwieni, że nie bardzo mamy ich czym przyjąć - musiałem zasuwać po pizzę xD
Jakoś na przestrzeni lat udało się wypracować, że jednak rodzice do nas dzwonią, zanim do nas wpadną. Nie wiem, co Wy na to, ale według mnie, niezależnie od stopnia pokrewieństwa, tak powinno być. Ale wujo wie swoje...
Jw, będziemy u Was za jakieś pół godziny. Kręcę głową z niedowierzaniem i krótko i na temat odpowiadam:
-Nie ma nas.
-O! Słyszę wielkie zdziwienie w głosie, bo kto to widzioł, żeby w sobotę po południu nie być w domu. A gdzie jesteście?
-U znajomych pod miastem, wyjechaliśmy na weekend.
-A.... Bo wiesz, na kawę chcieliśmy wpaść, i cośtam mi w komputerze trzeba zrobić.
-Mhm, no lipa... Darowałem sobie komentarz, że jakby zadzwonił przed wyjazdem, to by sobie oszczędzili jazdy, ale wujo wie lepiej.
-To gdzieś za ile możecie być?
KURAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! No pie*ony, wiem, że żyje w innych normach społecznych i za słuszne uznaje tylko te, które wyznaje sam, ale to było przegięcie pały. Mamy wszystko rzucać, olać, że kumpela się szykuje z obiadem, tylko wracać do domu. Nope.
-Nie możemy być, bo po pierwsze nawet nie mamy samochodu, a po drugie zaraz siadamy do obiadu.
Koleżanka się przejęła, że przecież może nas zawieźć jak coś pilnego, ale zacząłem spieprzać ze słuchawką i machać ręką, byle tylko wujo tego nie usłyszał xD
-A to ja mogę po Was podjechać.
-No nie, wujek, nie. Wracamy jutro wieczorem.
-AHA!
Pretensja w głosie słyszalna, ale mam to gdzieś. Pozwoliłem sobie na delikatnego prztyczka:
-Także następnym razem tylko zadzwoń wcześniej żebyśmy w domu byli, hehe #pdk
Różowa się przejęła, że może to coś pilnego, ale nie. Rozmowa się skończyła, niesmak pozostał, ale go spłukałem 😉
Ja wiem, że kiedyś było inaczej, ale ja nie żyję kiedyś tylko teraz i mnie nie obchodzi jak mi mama opowiada że kiedyś sąsiad do sąsiada to bez pukania wchodził a teraz mi opowiada jak to do niej koleżanki wpadają bez zapowiedzi, ale co mnie to? Nie znam ludzi z mojego pokolenia, u których by to w taki sposób funkcjonowało. A jak Wy uważacie?
W jaki sposób przyjmuję gości?
- Tylko na wyraźne zaproszenie z mojej strony28% (7 głosów)
- Niech przychodzi kto chce, byle się zapowiedział odpowiednio wcześniej52% (13 głosów)
- Czym chata bogata, niech wpada każdy o każdej porze8% (2 głosy)
- Rodzina niech wpada kiedy i jak chce, znajomi niech się zapowiadają0% (0 głosów)
- Żadnych gości never :)12% (3 głosy)
25 głosów
Komentarze (12)
Ty jesteś normalny a oni są zjebani.
Nie daj sobie wejść na głowę i rób tak żeby mieli jak najwięcej kłopotów w związku ze swoimi niezapowiedzianymi wizytami. Goście powinni nie tyle się zapowiedzieć to zapytać czy mogą złożyć wizytę i ty decydujesz czy masz ochotę przyjąć gości.
Mieszkanie to jest twoja bezpieczna przestrzeń i ty musisz ją kontrolować
@Lubiepatrzec dlatego mówię, że to choroba starych ludzi 😉 Teraz już raczej nikt młodszy niż 50+ tak nie robi.
@WatluszPierwszy znam takich co zupełnym przypadkiem wpadali w porze obiadu żeby się nawpierdalać za darmo ale to było kilkadziesiąt lat temu i te czasy dawno minęły i aktualnie takie zachowanie jest nieakceptowalne.
@Lubiepatrzec swoją drogą to jest trochę choroba starych ludzi z tymi niezapowiedzianymi wizytami. Pamiętam jak w cudownych początkach lat 90. gdy jeszcze w moim rodzinnym domu nie było telefonu, to bywało tak - sobota pora przedobiednia, nagle dzwonek do drzwi. Ojciec wyłącza odkurzacz, mama odkłada garnki. Otwierają drzwi i "oooo cześć Edziu, czeeeść"... okazało się, że wujek wpadł ot tak. Zabrał do kompletu ciotkę i jeszcze kogoś tam z rodziny "a bo tak pomyśleliśmy, że się dawno nie widzieliśmy". To się zdarzało o czasu do czasu.
Jak się zapowiedzą, to spoko. Pół godziny to trochę mało, ale jakbym był w domu i nie miał planów, to na kawę mogą ludzie zajrzeć. Ale jak mnie nie ma, albo chcę cokolwiek innego porobić, to odmawiam.
W temacie, historia rodziców sprzed dekady. Do brata wpadli z prezentem po przeprowadzce JAK GO NIE BYŁO W DOMU, bo dostali klucze "w razie W", więc uznali że mają otwarte zaproszenie. Weszli, kawkę sami sobie zrobili i czekali. Nawet nie dali znać że są.
No nie.
Brat ich zjebał, mama obrażona klucze oddała, szukała potem poparcia u mnie, i styki się przepaliły że go nie dostała. Parę dni potrzebowała żeby przetrawić, ale ogarnęła i już zawsze dzwonią.
Jestem introwertykiem, szybko się przebodźcowuję ludźmi. Wszelkie niezapowiedziane wizyty, to koszmar. Tak, trzeba się wcześniej zapowiedzieć i najlepiej nie z dnia na dzień, tylko kilka dni przed. Szczerze to sto razy wolę niezapowiedziane wizyty znajomych niż rodziny.
Opcja "wpadniemy za pół godziny" w ogóle nie wchodzi w grę. Ja mam na łbie pracę, żonę, dzieci. Mam swoje plany, zainteresowania na które chcę poświęcić czas a już przede wszystkim cenię sobie święty spokój. Nawet jeśli kogoś bardzo lubię, to wolę by mi wcześniej powiedział kiedy ma się ochotę ze mną zobaczyć.
@mannoroth Zapowiedź minimalnie dzień wcześniej. Jeśli ktoś dzwoni, że za 15 minut będzie, to "nie ma mnie w domu, jestem w górach, wracam w nocy". Ale już dawno nikt tych reguł nie testował bo 1) wszyscy się nauczyli 10 lat temu 2) wyprowadziłem się na zadupie. ¯\\(ツ)/¯
@mannoroth to zależy czy przynosi Twaróg ze sobą.
@AdelbertVonBimberstein Ale w torbie, czy w sercu?
@AdelbertVonBimberstein Taka odpowiedź w ankiecie nie miałaby sensu, przecież to oczywiste, że ludzi z twarogiem się wpuszcza.
Jak ktoś się wcześniej nie zapowie (dzień albo dwa przed czasem) to ma to w d⁎⁎ie i nie czekam na niego jak mam gdzieś wyjść i nie robię sobie wyrzutów że przyjechał i pocałował klamkę .
