
Wpis użytkownika Wrzoo w Hydepark
WrzooMistrz
357piorunówTL, DR: Minęło mi 5 lat bez alkoholu, pijcie ze mną kompot! 🎉
Jest to coś, z czego jestem niezwykle dumna, dlatego pomyślałam sobie, że podzielę się z Wami swoją historią i jakimiśtam przemyśleniami. Postaram się, by nie brzmiało to w żaden sposób moralizatorsko, bo to nie moja rola.
Zaznaczę: nie jestem ekspertką od uzależnień. Nie mam wykształcenia pod tym kątem. Nigdy nie byłam na spotkaniu AA. Mogę opisać tylko swoją perspektywę, posiłkując się wiedzą pozyskaną z materiałów o uzależnianiach oraz rozmów z terapeutą.
Jak to się stało, że przestałam pić
...A może zacznę od tego, jak zaczęłam. Moja "historia" nie jest jakoś szczególnie oryginalna, ale może to właśnie dlatego jakoś się ze mną utożsamicie.
W moim domu alkohol był obecny od zawsze, choć nie pochodzę z domu patologicznego. Wiecie, typowa klasa średnia, rodzice wykształceni. Jedno z rodziców jest wysokofunkcjonującym alkoholikiem - jak większość osób z problemem alkoholowym. Alkohol w moim domu rodzinnym był traktowany jako pocieszacz, medium do celebrowania wydarzeń (świąt, rocznic, urodzin, imienin), wieczorny uspokajacz, rozkręcacz imprezy.
Uzależnienie od alkoholu jest też częściowo warunkowane genetycznie. Szacuje się, że takie rodzinne obciążenie może odpowiadać za około 60% skłonności do uzależnienia się przez potomstwo.
Siłą rzeczy nie rozmawiałam z rodzicami na temat niebezpieczeństw związanych z alkoholem, jego negatywnych stron. Z ich perspektywy problem alkoholowy jest wtedy, kiedy człowiek się upadla, upija do nieprzytomności, zaczyna zaniedbywać swoje obowiązki. Do tego, dlaczego ten wniosek jest szkodliwy jeszcze wrócę.
Pierwsze piwa piłam w latach nastoletnich, ze znajomymi (zarówno jako wyraz buntu, jak i chęć przynależności do grupy). Każde wyjście oznaczało 2-3 piwa, bo bez nich nie ma spotkań towarzyskich. Na tym etapie nie czułam jeszcze chyba takiej organicznej potrzeby sięgnięcia po alko, choć przyszła ona po paru latach.
Tak się złożyło, że na studiach zaczęłam szukać pracy, aby sobie dorobić. Zapytałam o możliwość w pracy w pubie, do którego lubiłam przychodzić ze znajomymi. Generalnie w pubach z kraftami przepracowałam jakieś trzy lata. Naturalnie, pracując w takim miejscu masz na bieżąco kontakt z alkoholem. Pijesz za barem, bo to normalne. Spotykasz się ze znajomymi w miejscu pracy, bo to normalne.
Przyszedł czas pisania magisterki (nomen-omen, o piwie) i przeprowadzki, który był jednym z gorszych okresów w moim życiu. Wraz z kolejnymi latami częstotliwość picia się zwiększała, na tyle, że sama spokojnie wypijałam butelkę wina wieczorem, żeby się znieczulić. Naturalnie byłam wysokofunkcjonującą osobą z depresją i problemem alkoholowym. W pracy nigdy nie zawalałam terminów i obowiązków, robiłam, co do mnie należy.
To... jak to się stało, że przestałam pić?
W pewnym momencie jednak pogłębił się mój kryzys psychiczny (i maskowanie go alkoholem oraz uśmiechem przestało działać), który rzutował na moje życie osobiste. Coraz częściej zamykałam się w sobie, dysocjowałam, pojawiło się rozdrażnienie, problemy ze snem. Poszłam do psychiatry z poczucia bezsensu swojego życia, powoli przestając widzieć nadzieję dla siebie.
Dostałam diagnozę stanów depresyjnych. Psychiatra zapytała mnie, jak wygląda moja relacja z alkoholem. I wiecie, co? Poczułam wtedy pierwszy raz taki... wstyd. Bo uświadomiłam sobie, że faktycznie piję za dużo.
Psychiatra przepisała mi antydepresanty oraz leki nasenne, i powiedziała, że nie wolno ich łączyć z alkoholem.
Jestem z natury osobą dość obowiązkową, więc tamtego dnia przestałam pić alkohol. I mija mi 5 lat.
Czy wystarczyło po prostu przestać pić?
No nie, no. Silna wola to absolutna pułapka dla osób z problemem alkoholowym, bo ona nie jest wcale silna 😉 Na tzw. dupościsku nie da się jechać w nieskończoność. Człowiek na dupościsku w końcu powie "już się wystarczająco natrzeźwiłem, to mogę się już spokojnie napić". I cykl się zaczyna od nowa.
_I tu moje przemyślenie: picie nie jest problemem samym w sobie, jest objawem większego problemu._
Oprócz farmakologicznego leczenia depresji (na które zareagowałam bardzo dobrze) podjęłam też psychoterapię w nurcie CBT (poznawczo-behawioralnym). Zasadniczo ta forma terapii ma trwać krótko, zaś moja przeciągnęła się na jakieś 3 lata. Okazało się wtedy, że psychicznie funkcjonowałam bardzo źle: spychałam swoje potrzeby na boczny tor, próbowałam uzyskać aprobatę innych, uzależniałam obraz samej siebie od tego, co inni mogą o mnie pomyśleć, nie miałam swoich marzeń czy pragnień, nie umiałam odpoczywać, miałam wiecznie zawaloną głowę strumieniem myśli, nie wyrażałam złości, byłam piekielnie zestresowana. Nie będę was zanudzać, natomiast po paru miesiącach terapii uświadomiłam sobie, dlaczego tak naprawdę potrzebowałam alkoholu. Żeby po prostu nie myśleć.
Osoby z problemem alkoholowym potrzebują go do regulowania emocji, i problemem nazywa się go niezależnie od litrażu. Jeśli potrzebują sięgnąć po alkohol, by się dobrze bawić, by się zrelaksować, by się odstresować, by o czymś zapomnieć, by zasnąć - to mają problem z alkoholem. Jeśli mówią sobie, że nie piją codziennie, ale piją w weekend "bo im się należy", "bo chcą sobie wypić i się niczym nie przejmować, zresetować się" - mają problem z alkoholem. JJeśli potrzebują alkoholu, by zrobić sobie dobrze - mają problem z alkoholem. Jeśli asocjują spotkanie towarzyskie z alkoholem jako coś całkowicie naturalnego - mają problem z alkoholem. Jeśli zastanawiają się, czy nie piją za często/za dużo - mają problem z alkoholem.
Tu zachęcam do odsłuchania tego odcinka podkastu "Co ćpać po odwyku" , w którym chłopaki dobrze przedstawiają te aspekty. W przypadku wątpliwości i chęci rozwinięcia tematu skierujcie się tu. W ogóle gorąco polecam ten podkast.
Co po rzuceniu alko?
Terapia wzmocniła mnie, pomogła poukładać na nowo. Dzięki niej zrozumiałam przyczyny swoich zachowań, ale też przyczyny tego, dlaczego sięgałam po alkohol.
Oczywiście, antydepresanty i terapia nie były jedynymi narzędziami, po które sięgnęłam w trzeźwieniu. Były też duże ilości słodyczy (bo organizm na detoksie domaga się czegoś, co podwyższy serotoninkę, poziom endorfin, doda cukru), kofeina i nikotyna (z której udało mi się z sukcesem zrezygnować ponad 2 lata temu po wielu latach palenia).
Osoba, która odstawia alkohol, nagle zyskuje dużo wolnego czasu, który w początkowym etapie jest bardzo trudny do przetrwania. Tu potrzeba kontaktu z innymi ludźmi, najlepiej tymi, którzy poważnie podchodzą do Twoich zmagań (u mnie było to wsparcie męża), ale też czegoś, co zajmie Ci czas, a najlepiej, jeśli doda trochę endorfin i serotoninki do obiegu. Malowanie, bieganie, rower, majsterkowanie, chodzenie po górach... w moim przypadku były to książki, zgłębianie tematu uzależnień w podkastach, spacery, wędrówki oraz joga, która towarzyszy mi od 4 lat. Nie w formie uduchowionej, ale w formie odstresowującej aktywności fizycznej, dzięki której dbam o kondycję i spokój psychiczny.
Ciekawe jest to, że przy trzeźwieniu rzadko można wskazać taką bezpośrednią myśl: "chciałabym/chciałbym się teraz napić", "brakuje mi alko". Objawami domagania się organizmu o alkohol w procesie trzeźwienia są rozdrażnienie, smutek, napadowe łaknienie słodyczy, uczucie braku czegoś, problemy ze snem... przyczyn jest wiele. Dla ciekawych, zachęcam do wygooglania "Dzienniczka głodu alkoholowego", który jest używany przez AA oraz terapeutów uzależnień.
Czy zrezygnowałam z życia towarzyskiego?
I tak, i nie. Nigdy nie byłam imprezowiczką, dlatego rezygnacja z wyjść do klubów czy pubów nie była tak dotkliwa.
Picie alkoholu od paru lat przed jego rzuceniem było dla mnie przede wszystkim związane z samotnym jego spożywaniem, dlatego nie odczuwam presji grupowej na picie w pubie, knajpie czy na imprezie, gdzie inni piją. Nie mam problemu z tym, że znajomy w moim towarzystwie napije się alko - nie czuję, że coś tracę. Dobrze bawię się na trzeźwo. Mam w tym też wsparcie męża, które jest chyba najważniejszym elementem tego społecznego aspektu trzeźwienia. Nie lubię tylko zapachu alkoholu - odrzuca mnie tak, jak dym papierosowy.
Od razu też powiem, że wielu alkoholików jest triggerowanych piwami 0% i niealkoholami. Mnie one nie triggerują, chętnie piję piwa bezalko (choć dla swojego komfortu psychicznego unikam takich, które mają 0.5% albo kombuchy czy innych fermentowanych napojów, mogących zawierać alkohol) czy drinki bezalkoholowe. Ostatnio w Gdańsku otworzył się Dromader Dry Bar, serwujący drinki 0%, który jest wspaniałym miejscem, i do którego często przychodzę. Gorąco polecam, jeśli będziecie mieli okazję skoczyć.
Czy traktuję siebie jako osobę uzależnioną?
Tak, bo mam problem z alkoholem. On nie zniknie, będzie mi towarzyszył zawsze.
Wciąż istnieje ryzyko, że coś będzie nie tak, że spotka mnie jakiś kryzys i sięgnę po alkohol. To wpłynie na wytworzony ciężką pracą obraz samej siebie, którego jednym z filarów jest to, że jestem trzeźwa. Dlatego każdy trzeźwiejący, który traktuje sprawę poważnie, w momencie napotkania sytuacji stresowej po prostu czuje lęk: "czy ten stresor sprawi, że sięgnę po alkohol?", "czy dam radę?".
Osoby z problemem alkoholowym nie są w stanie kontrolować swojego picia. Nie da się "pić tylko trochę". To tak nie działa. Co więcej, nie ma bezpiecznej dawki alkoholu - każda, nawet najmniejsza, jest szkodliwa dla organizmu.
Co więcej, osoba czynnie pijąca i mająca problem z alko będzie trwać w mechanizmie iluzji i zaprzeczeń. Że skoro ogarnia życie, to nie ma sobie nic do zarzucenia. Bo dla niego łatka "alkoholika" jest jednoznacznie negatywna i stygmatyzująca - jej przypięcie wywołałoby falę myśli egodystonicznych, rujnujących poczucie własnej wartości, i urzeczywistniło zinternalizowane negatywne odczucia na swój temat.
A mi to nie robi, bo wiem, że uzależnienie od alkoholu jest chorobą (ma swój numer statystyczny w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD – 10 i jest to numer F10. 2.). Są gruźlicy, są cukrzycy, są alkoholicy.
Nazwanie swojego problemu jasno też daje pewne poczucie wolności - uwalnia od wstydu, od potrzeby kłamania na temat swojego niepicia (alkohol jest jedyną substancją uzależniającą, w przypadku której jeśli jej nie przyjmujesz, to ktoś się pyta, czy nie jesteś chory), co pomaga w procesie trzeźwienia.
No i, wiecie, osoba uzależniona nie przestanie pić w inny sposób, niż z własnej, nieprzymuszonej woli. Nie da się "namówić kogoś, żeby przestał pić". Można mu jednak odebrać komfort picia - tak, żeby za każdym razem po sięgnięciu po alkohol wracały do niego myśli, że chyba jednak ma problem. Chyba używa właśnie alko do tego, by regulować swoje emocje. Chyba coś jest nie tak.
Co teraz?
A w sumie git. Jestem szczęśliwa. Mam dobrą relację z samą sobą, ze swoim poczuciem własnej wartości. Schudłam, dbam o siebie, chodzę na jogę. Mam pasje, w których się spełniam. Przede wszystkim robię rzeczy w zgodzie ze sobą. I ani trochę nie żałuję, że przestałam pić.
Każdej osobie, która dotrwała do końca, dziękuję za uwagę. Cieszę się, że możecie świętować razem ze mną. :)
PS. Zadanie dla chętnych: bardzo polecam ten odcinek podkastu "Niemyte dusze" , w którym lekarz psychiatra opisuje problematykę uzależnienia od alkoholu.
Komentarze (129)
@Wrzoo Jak nazywa się aplikacja ze screena?
>Mam pasje, w których się spełniam.
@Wrzoo "piję wodę" :grinning: ... Zastanawiałaś się czy nie zamieniłaś jednego uzależnienia na inne? Może odstaw wodę na miesiąc, dwa - sprawdź jak radzisz sobie bez niej w swoim życiu :stuck_out_tongue_winking_eye:
@Wrzoo taka ciekawostka statystyczna:
Super wpis. Gratuluję i tak trzymaj! Ja już prawie rok i cztery miesiące w trzeźwości, ale płakać mi się chce jak widzę swojego niebieskiego, jak wciąż jest w sidłach alkoholizmu i choć czasem mówi że musi przestać pić, to póki co nie podejmuje realnych kroków, czasem zrobi po dwa-trzy dni przerwy i to tyle... Boli mnie, że nie potrafię mu pomóc.
@Wrzoo gratulacje, fajnie, że się podzieliłaś swoją historią, może komuś pomoże, będę trzymał kciuki.
Ja nie będę zakładał osobnego posta i podepnę się tutaj, ale miałem wczoraj podobne przemyślenie, że jestem w na tyle zaawansowanym stopniu alkoholizmu, że jak dostałem ulubione piwo 3 tygodnie temu, tak do dziś zajmuje miejsce w lodówce i nie odczuwam potrzeby by się go napić :grinning:
A pamiętam kwiecień 2020, jak było na tyle źle, że pani z Żabki mi odłożyła 4ropak Stronga, bo widziała, że i tak przyjdę i kupię, bo codziennie kupuje... Wtedy mnie przez przypadek otrzeźwiła i zauważyłem, że zmierzam w złym kierunku. Dzisiaj całe alko jakie dostałem w ramach prezentów praktycznie stoi w szafce i czeka na jakichś gości czy coś, a ja wczoraj wieczorem zamiast wyciągnąć moją ulubioną Pinte z lodówki to sobie herbate zrobiłem 😛
@Wrzoo
szacun
ja 5 dni bez piwka ledwo wytrzymuje
Ja zacząłem pić parę lat temu po rocznym braniu ssri.
>@Wrzoo Jeśli mówią sobie, że nie piją codziennie, ale piją w weekend "bo im się należy", "bo chcą sobie wypić i się niczym nie przejmować, zresetować się" - mają problem z alkoholem. JJeśli potrzebują alkoholu, by zrobić sobie dobrze - mają problem z alkoholem. Jeśli asocjują spotkanie towarzyskie z alkoholem jako coś całkowicie naturalnego - mają problem z alkoholem. Jeśli zastanawiają się, czy nie piją za często/za dużo - mają problem z alkoholem
>
Alkohol piję od wielkiego dzwonu ale ten akapit to już standardowe neofickie pierdolo alkoholika wmawiającego każdemu że ma problem z alkoholem
@Wrzoo gratulacje!
Też uważam, że alkoholizm (czy każde inne nieumiarkowanie) jest objawem prawdziwego problemu. I z jednej strony stary dziad we mnie śmieje się, że dzisiaj każdy modniś na czasie musi być w terapii, ale tak na prawdę to dobrze, że społeczeństwo czuje potrzebę uleczenia się, bo to przejaw wglądu w siebie. A alkohol jako chyba najczęstszy tusz w Polsce tuszujacy owe problemy zgwałcił całe pokolenia. Moi obaj dziadkowie pili, więc moi rodzice to DDA, acz dwa różne typy (młoda dorosła i błazen, oboje podszyci strachem). I chodź nie trafiłem na taki termin to siebie i siostrę nazwałbym dziećmi dzieci dorosłych alkoholików.
Btw. Alkohol (czy też słodycze) nie jest do niczego potrzebny organizmowi, więc twój stan nie nazwał bym niepiciem, tylko normanylnym życiem. Pozdrawiam Cię z Poznania, niegdyś chyba miasta craftowych pubów (przestałem sprawdzać)
Gratulacje. Mnie przed alkoholizmem chroni przede wszystkim skąpstwo. Jak patrzę na ceny alkoholi, to mi się od razu odechciewa xD Przy okazji czy znasz może dobre bezalkoholowe grzane wino? Jedyne, którego próbowałam (chyba galicyjskie), smakowało mi jak płynny cukier, obrzydliwstwo, zupełnie niepodobne do wersji z alkoholem (które też w sumie trochę za słodkie, ale znacznie mniej niż to 0%).
@Wrzoo super wpis. Nie że wszystkim się zgadzam, ale niesamowicie szanuję za łagodny, nienarzucający jedynego słusznego spojrzenia wydźwięk oraz, przede wszystkim, ocenę problemu, a nie ludzi. Coraz częściej niestety widuję tutaj obraz stygmatyzacji osób z problemem alko i wpychanie coraz szerszych grup ludzi pod ten szyld. Przoduje w tym jeden taki którego nicka nie będę wymieniał.
Gratuluję zmiany trybu życia i niech Ci służy, wytrwaj jak najdłużej w postanowieniach.
@Wrzoo świetny wpis, dziękuję i kłaniam się nisko, jako abstynent "od zawsze" z własnego wyboru - alkohol powodował pewne problemy w moim domu rodzinnym, dlatego ja sobie nie pozwoliłem na to, żeby kiedykolwiek się pokusić o podobny los. I absolutnie tego nie żałuję, życie mam cudowne, podobnie jak grono przyjaciół. Da się żyć bez alkoholu, zapewniam 😛
@Wrzoo Gratuluję wytrwałości i życzę dalszych sukcesów w temacie trzeźwości! Bardzo ciekawy wpis. Dla mnie osobiście trochę smutny i przywołujący niemiłe wspomnienia. Będąc z kimś kto miał i ma nadal ten problem zdałem sobie sprawę że piję za często i za dużo. Ta druga osoba też była wysokofunkcjonującym, hmm, chyba lub raczej alkoholikiem. Nie mogłem do niej dotrzeć więc nasze drogi się rozeszły. Straciłem trochę czasu, ale "lepiej późno niż później".
Twój opis jest zbieżny z moimi obserwacjami. Różnica jest taka, że Ty zdałaś sobie z tego sprawę i zaczęłaś działać.
Jeszcze raz życzę wielu szczęśliwych dni w zgodzie ze sobą:)
Świetne, jaka jest Twoja ulubiona odskocznia ? Ja mam osobowość, która się łatwo uzależnia, stąd ani palenia ani alkoholu nie próbuję, bo się to może skończyć nałogiem. U mnie działa ruch, duuużo ruchu.
@Wrzoo Gratuluję, ale liczenie ile się jest trzeźwym wskazuje, że problem nadal w Tobie istnieje.
Kiedyś piłem sporo, ale różnych smacznych drinków i alkoholi. Po latach przestało mi to smakować, piję bardzo okazyjnie. Więc być może i Tobie by się to znudziło.
Dziękuję za ten wpis. Że się otworzyłaś i pokazałaś nieznaną perspektywę na alkoholizm
krótko i na temat: S osoby z predyspozycjami które niezależnie od ilości zjebią sprawę i takie które mają na to wywalone
@Wrzoo Co tu dużo pisać, brawo 😉
Z takich własnych przemyśleń to alkohol jest podstępny, bo dużo łatwiej jest się napić niż szczerze porozmawiać z drugą osobą (albo jeszcze gorzej, z samym sobą).
@Wrzoo a ja sobie to czytam przy kufelku pszenicznego xd
@Wrzoo szczerzę gratuluję. Z racji ścieżki zawodowej parę lat pracownik socjalny, członek komisji alkoholowej, zespołu interdyscylinarnego czy kuratora zawodowego szczerze gratuluję. Zbyt wiele podobnych historii widziałem z tą różnicą, że gdy pojawiały się antydepresanty i lekki nasenne to te osoby dalej piły. Kończyło się dramatem całych rodzin. Brawa dla Ciebie. Pozdrawiam serdecznie
@Wrzoo Gratuluje, 5 lat to juz dobry wynik :smiley: Ze swojej perspektywy, (po dwumiesięcznej terapii w ośrodku zamkniętym i pogłębionej psychoterapii) dodam tylko, że nie ma czegoś takiego jak "wysoko funkcjonujacy" alkoholik. To jest ryzykowne picie gdzie nie ponosi sie jeszcze konsekwencji picia czy to w sferze zawodowej, zdrowotnej czy rodzinnej. Dzienniczek głodu czesto też nic nie daje bo alkoholik czesto nie rozpoznaje objawów glodu, musi być naprawde swiadomy procesów które zachodza w jego glowie... Co do AA, bylem na kilku grupach i kazda to pseudo inteligentni, wywyższający się żule którzy nie piją. Mentalność pozostała ta sama. Nikomu nie odradzam, może po prostu źle trafiłem. Mnie uratowała indywidualna terapia i grupa wsparcia prowadzona przez profesjonalistę, a nie cześka co modli się do Boga żeby mu dał siłę i międli różanierc w łapach, spoko jemu to może pomaga, ja zupełnie się w tym nie odnajdywałem. Na koniec jeszcze raz gratuluje i życze powodzenia w trzeźwieniu.
PS jakie winko 0% polecasz i gdzie kupujesz? Ostatnio szukałem, ale niczego nie znalazłem @Wrzoo
Jak pytałem w Hiszpanii o winko 0% to spojrzeli się na mnie jak na kosmitę xD
@Wrzoo gratuluję z całego serca i życzę wytrwałości :smiley: masz jakieś metody na odmawiania alkoholu spotkaniach rodzinnych, weselach, imprezach firmowych? Żeby nie wychodzić na dziwaka.. Ogólnie lubię smak piwa czy wina, nie lubię stanu po alkoholu dlatego 1 piwo czy 1 kieliszek wina mi wystarcza. Mało kto to rozumie
Gratuluję, ale niestety trochę wpisujesz się tym wpisem w narrację, że nie piją tylko byli alkholicy/ dzieci DDA. Już wielokrotnie czytałem tutaj komentarze, że tylko były alkoholik namawia innych do niepicia, bo sam jest chory xD
Dlatego wydaje im się, że oni są "normalni", bo piją tylko wtedy kiedy mają ochotę, przecież wcale nie muszą, ale dobrze jest sobie co weekend walnąć kilka piw/drinków dla relaksu po ciężkim tygodniu. (° ͜ʖ °)
Można by zrobić takie alkholowe bingo miłośników etanolu by Hejto: "pić trzeba umić, ja piję z głową, piję, ale nie muszę xD, no i moje ulubione: "wszystko jest dla ludzi" xD
Tak, jeśli to czytasz to znaczy, że jesteś alkoholikiem (° ͜ʖ °)
Zbieram szczękę z podłogi. Gratuluję zarówno szczerości i odwagi, żeby się tym podzielić, jak i sukcesu w walce z tym shitem. Szklanka wody za Twoje zdrowie.
@Wrzoo trochę jakbym czytał początek swojej historii... Od kilku tygodni nie piję alkoholu bo biorę leki na bezsenność... Nie ciągnie mnie do alkoholu, ale kurde lubię smak dobrego wina ( ͠° ͟ʖ ͡°)
Szczerze mówiąc to nigdy się nie zorientowałem, no ale kiedyś to w ogóle mało kumałem. :pensive:
Powodzenia i wytrwałości, wytrwałości i jeszcze raz wytrwałości!
Bardzo podziwiam za odwagę, bo to duża rzecz, raz przyznać się przed sobą do problemu, a dwa mówić o tym publicznie.
Moim zdaniem takie wpisy są potrzebne, bo może komuś coś uświadomią, a dwa, zmotywują do pracy i pokażą ścieżkę postępowania. Pokażą również, że hej! ludzi z problemem x jest więcej niż parę osób i warto się zwrócić o pomoc i wsparcie.
Trzymaj się tam w tym Gdańsku! :saluting_face:
Brawo!
Serdecznie gratuluje skutecznego pokonania demona, ktory pchal Ciebie w alko.
Dobra robota 👍
@Wrzoo a jednak nawyk picia został
@Wrzoo gratuluję! To świetne uczucie być człowiekiem wolnym od nałogów. :smiley: A coś o tym wiem bo stąd u mnie ten cały stoicyzm. 😉
Zamierzam się z podobną wrzutką ale pod pewnymi względami kompletnie inną. Bo mam też zupełnie inne podejście do tego tematu. Po Twoim wpisie znów dopadły mnie wątpliwości czy powinienem ją wrzucać. 😅 Podkreślam w niej, że ja to ja i dzielę się tylko swoimi doświadczeniami i że nie u każdego to tak będzie wyglądać. No ale napisałem ją w takim dosyć mocno humorystyczno-prowokacyjnym stylu i nie jestem pewny czy będzie z tego więcej szkody czy pożytku. 😅 Więc jeszcze się zastanowię czy będę ją wrzucał, czy będzie to taki tekst dla mnie po prostu 😉
@Wrzoo gratki!
5 lat? Duże osiągnięcie, trzeba to opić ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Gratuluję, podziwiam i zazdroszczę 😁
@Wrzoo szanuję, z początkowych informacji najbardziej mnie zaciekawiła kariera Barmańska i, że tak się spożywało a myślałem, że w pracy nie można.
Zazdroszczę, że podczas kryzysu zabrałaś się w sobie by iść do psychiatry bo ja nie potrafię.
Myślałem że na dupościsku da się radę jednak nie. 3 lata poznawczo behawioralnej nie jest dużym wynikiem taki średni sam potrzebuję dłuższej terapii.
>uzależniałam obraz samej siebie od tego, co inni mogą o mnie pomyśleć, nie miałam swoich marzeń czy pragnień, nie umiałam odpoczywać, miałam wiecznie zawaloną głowę strumieniem myśli, nie wyrażałam złości, byłam piekielnie zestresowana. Nie będę was zanudzać,
Poproszę o zanudzenie na pv chętnie poczytam.
Co do tego, że zyskuje się dużo czasu to nie zgodzę się z tym. Jestem wolnym od 4 miesięcy a czas mam tak samo zagospodarowany bo spożywałem podczas luźnych chwil przy komputerze a obowiązki wszystkie wykonywałem w terminie.
Jak smakują drinki0%?
Da się namówić do nie picia mnie tak ludzie na Hejto namówili.
Punkt" co teraz?" Bardzo fajna końcówka lubię poczytać jak się innym powodzi.
Trochę o mnie: jestem zaawansowanym alkoholikiem 2 lat studiów nie pamiętam bo byłem pijany. Obecnie mam resztki układu nerwowego i szarych komórek. Spożywałem po prostu do komputera grając w gierki czy słuchając muzyki, oglądając coś bo nigdy do ludzi nie wychodziłem. Tęskno mnie do alkoholu bo dzięki niemu doświadczenie rozrywki było bardziej barwne i mogłem wyeksponować swoje emocje.
Super wpis. Trzymaj sie dalej i powodzenia!
Dla mnie alkohol (uwaga: nie samo picie - jestem niepijacy*) to głównie ucieczka przed stresem. Widzę ludzi, zasypanych zadaniami, biegających w zgiełku, sfrustrowanych, narzekających. I jest ten środek by się odciac.
Uważam, że mamy za dużo zwyczajów, które opierają się na alkoholu. Co komuś pomogę, dostaje butelkę. Składuje to, aż się zepsuje, i potem wylewam.
W sensie nie pije. Ale jeśli okoliczności do tego skłaniają, to mogę. Za wyjątkiem piwa, bo piwo szkodzi*.
Piwo (i słodkie wino) ma powinowactwo do cukrzycy. No i niestety pijąc piwo łatwo sobie wmówić, że to tylko było piwo. Ze znanych mi osób, które mają znaczące problemy alkoholowe, większość zaczynała od piwa.
Jak sie nazywa ta apka ze zrzutu ekranu?
@Wrzoo przeczytałem całe, jestem na tym etapie, szczegolnie dwa ostatnie podpunkty:
"Jeśli mówią sobie, że nie piją codziennie, ale piją w weekend "bo im się należy", "bo chcą sobie wypić i się niczym nie przejmować, zresetować się" - mają problem z alkoholem. JJeśli potrzebują alkoholu, by zrobić sobie dobrze - mają problem z alkoholem. Jeśli asocjują spotkanie towarzyskie z alkoholem jako coś całkowicie naturalnego - mają problem z alkoholem. Jeśli zastanawiają się, czy nie piją za często/za dużo - mają problem z alkoholem. "
Znajomym powiedziałem, że robię sobie przerwę od wypadów z nimi i od alko, narazie do sierpnia, żeby poprostu mnie nie męczyli. Ale planuje już nigdy nie sięgnąć po alkohol. Jest mi tak lepiej. Wrocilem na silownie, budze sie bez kaców i tak jak napisalas mam ogrom czasu. Wiadomo tracę te beztroskie zabawy, ale już co miałem się napić to się napiłem. Najgorzej, że każde wyjście, wypad, wyjazd, zwał jak zwał ze swoją paczką utożsamiałem z alko. I teraz od jakiegoś czasu mam rozkminy, czy Ci ludzie dawali mi autentycznie fun czy robili za tło do tego, że lubiłem sobie wypić ( a piłem więcej od nich )
@Wrzoo ja Cię kręcę, podczas czytania wiele razy myślałem, że czytam o sobie...
Gratulacje ᕦ( ͡° ͜ʖ ͡°)ᕤ
Ty 5 lat, ja 5 dni xD
Konkret wpis, dziękuję. Polecę klasykiem 🙃:
@Wrzoo no i super, wartościowy wpis i fajnie, że w ogóle dopuściłaś do siebie myśl, że coś jest nie tak a potem uporałaś się z problemem. Żyjemy niestety w kraju alkoholików o czym świadczy ten, uderzający cytat:
>> alkohol jest jedyną substancją uzależniającą, w przypadku której jeśli jej nie pijesz, to ktoś się pyta, czy nie jesteś chory
Ja nie piłem z półtora roku i teraz już trochę odpuściłem i sam nie wiem co robić, chciałabym, żeby zawsze było tak jak teraz, że półlitrowe piwo to za dużo i takie jedno 0,33 w weekend mi wystarcza, ale pewnie na dłuższą metę będzie się chciało więcej
@Wrzoo kompot zawsze chętnie 😉 moja mama jest DDA. U mnie w domu piło się alkohol sporadycznie i w sumie sama nic w tym nie widzę "specjalnego" i lepiej bawię się (z pijanymi też) na trzeźwo
Tak trzymaj! Powodzenia
@Wrzoo to się nigdy nie kończy 😉 ale to dobrze, bo to oznacza, że nie osiadamy na laurach
@moll amen. 🙏 ciężko jest wyrugować z siebie tę potrzebę akceptacji przez osoby traktowane jako najbliższe, ale masz świętą rację. To tylko potwierdza, że koniec terapii nie oznacza końca pracy nad sobą 😅
@Wrzoo Świat stracił wspaniałą barmankę :saluting_face: