Czasami mnie to bawi. Jestem na ogół osobą lubiącą prokrastynować. Albo robić bardzo dużo, ale bardzo niepotrzebnych rzeczy, aby tylko nie robić tej jednej jedynej, którą muszę.
Natomiast jest jakiś taki magiczny przełącznik. Włącza on "poczucie obowiązku". Nie taki, że sam muszę się do tego przekonywać, czy rozkminiać czy muszę. Ot, idę, robię i koniec kropka.
Czymś takim są u mnie wszelkie sytuacje awaryjne. Bo doskonale odnajduję się we wszelkich "kryzysach". Byłbym zapewne całkiem niezłym strażakiem, adrenalina mnie wyłącza.
Drugim jest pomoc, czy czyjaś potrzeba, ale rzeczywiście pilna. Nie czekam, z chęcią to robię.
Ale taka osobista, to zawsze ta robota i "sezon w firmie". Potrafię walić w c⁎⁎ja 3 miesiące, nie chcieć zrobić takiej pierdoły jak przelew xd A teraz w trakcie tego sezonu napięty jak struna, chodzę jak w zegarku, że nawet mam czas napisać ten wysryw, bo nacurwiam od 5 rano wszystkie obowiązki i to o dziwo, zaczynając od tych które chcę zrobić najmniej. Chcę mieć je za sobą.
No totalna odwrotność codzienności. Gdzie te "żaby" do zjedzenia, zawsze są na końcu i klasycznie jak mam 3 miesiące na coś, to bym zaczął dzień po terminie, a dzień przed wymyślał wytłumaczenia xd
Ewidentnie są tu dwa wilki. Szkoda tylko, że nie umiem ich pogodzić. Bo gdy ciśnienie puszcza, to ten pracowity, sumienny, obowiązkowy - jakby sobie znikał. I wracał leń, ba, leń pierdolony. Który całą energię przeznaczy na głupoty, oraz jeżdżenie na rowerze, byleby tylko nie dotknąć obowiązku xd
Taki tam wysryw, idę spać, dobrej nocki hejciaki
#gownowpis #firma