Zgodnie z propozycją @heheszki zrootowałem telefon i uploadowałem swoją świadomość do sieci neuroanalnej.
Miałem wolną niedzielę z córką, więc żeby się nie nudzić, poskładałem z nią robota z klocków LEGO. Wyciągnąłem stary telefon, który od roku zalegał w szufladzie, dorzuciłem przejścióweczki, odpaliłem Claude’a i zrobiłem na szybko takie sterowanko.
Córeczka zadowolona, robocik się podoba, zabawa jest super. Jak będę miał ochotę, to dorobię mu jeszcze ramię do manipulacji i podepnę AI do sterowania.
Jednej rzeczy nie kumam. Młodzież ryja od telefonu nie potrafi oderwać nawet na minutę, w domu, szkole, na plaży, czy nawet przechodząc przez drogę...
Ale jak wejdą do Maka to zapominają w co się lampili ostatnie kilka godzin i lezą do kiosków, często wybierając odbiór przy ladzie xDDD
Jest tu jakiś brokuł? To forma socjalizacji czy odrobiny ruchu?
Dla marud: w maku można zamówić przez telefon, żarcie przyniosą do stolika. Ciskanie się, żeby wymiziać kiosk pełny bakterii kałowych, a potem utrzymywanie uwagi na odebraniu jedzenia, a potem ciskanie się z tym, żeby znaleźć stolik, zamiast usiąść, zamówić i zająć się np. rozmową czy nawet telefonem w oczekiwaniu na jedzenie jest dla mnie niezrozumiałe.
@dzek glupio tak że do stolika przynoszą jak w jakieś porządnej knajpie mi się włącza współczucie do tych ludzi że taki zapierdol tam mają jeszcze mi nosić xD dlatego odbieram choć w sumie cenowo to tam są tanio już nie jest xd ale taki mam mental wbity jeśli chodzi o maka może młodsi też:P
* Wybierz się na #grzyby i zaprezentuj swoje zdobycze
Kruchaweczka namakajaca.
Jadalna, lecz niezbierana z powodu braku walorów samkowych. Dodatkowo istnieje możliwość pomylenia jej z gatunkami trującymi. Dlatego zostawiłam je w spokoju w środowisku naturalnym.
Jakiś czas temu na hejto nieodżałowana ciocia @moll zwróciła uwagę na różnicę, o której wiele osób nie miało pojęcia, a mianowicie zwyczaj noszenia kapci (obuwia na zmianę) w szkołach, także średnich, w różnych regionach Polski.
Podpytałam rodzinę męża i u nich faktycznie nikt nie zmieniał butów, również w podstawówce.
A podpytałam, bo przypadkowo wyszła w rozmowie jeszcze jedna różnica. Otóż w Wielkopolsce w szkołach średnich nie ma obiadów dla uczniów i podobno zawsze tak było. W moim regionie była i nadal jest (sprawdziłam) możliwość wykupienia obiadów w szkołach średnich.
A u was?
Wołam też @Swietlan chociaż to bardziej zwyczajowa, a nie lingwistyczna kwestia.
@peposlav Ej akurat z tym się zgadzam, jak chłop mnie da na czarno to nawet nie wiem że mi część portalu zniknęła. W komentarzach dyskusja w której OP nie bierze udziału, a ja jestem u OPa na czarnej, więc nie dość że nie dołączę, to nawet jej nie zobaczę.
Otóż to, i razem z jego wpisem znika mi to co pod nim. Jak ktoś wrzuci o czymś news, to ja go nie widzę, a jak ktoś inny doda to samo to go zbombardują że duplikat. Przecież jakby mnie dajmy na to @Mr.Mars dał na czarno to połowa hejto by mi zniknęła.
@Ragnarokk Mordo, ale wtedy "zjeb" też nie widzi twoich treści. Jak dasz mnie na czarno, a potem zapostujesz ankietkę "Kto nosi majty?" to ja jej nie zobaczę i nie będę mógł w komentarzach podyskutować o zwyczajach bieliźnianych z absolutnie nikim bo to twój wpis. Wrzucasz mnie na czarno i to ja mam mniej treści na portalu. W ten sposób można komuś w zasadzie portal wyłączyć jak go wszyscy wrzucą na czarno, nic mu się nie wyświetli.
Ledwie 13 lat mija od symbolicznego w moim odczuciu wejściu social mediów do szerszego "użytku" w Polsce. W tak krótkim czasie społeczeństwo zdążyło się stać bardziej wyizolowane, co widzę nawet po sobie. Społeczeństwo zdążyło się uzależnić od telefonów, co widać na ulicach, wszyscy siedzimy w telefonach zbyt dużo. Młodzi to już w ogóle poza skalą. Do tego od dawna już dochodzi dezinformacja, agitacja, do tego jakieś durne challange (siostra pracuje w systemie opieki nad dziećmi i mówi, że mieli chellenge zadzwonienia na policję, że ich rodzice biją). Zakaz social mediów byłby oczywiście dobry.
@RogerThat kameralne grupy jak Hejto są spoko. Odkąd korzystam z internetu od 2006 najmilej wspominam interakcje na forach powiązanych z serwerami od gier na których regularnie się udzielałem. Każdy każdego znał, a toksycy dosyć szybko byli obśmiewani lub banowani.
Zrób sobie jeden dzień dla siebie, bez komputera ani internetu w telefonie (jeśli to niemożliwe, to rozpocznij od zakończenia dnia pracy)
Od jakiegoś czasu myślałem nad takim dniem ponieważ, zwłaszcza w ostatnim roku, zauważyłem tendencję do łażenia wszędzie z nosem w telefonie. Dodatkowo ogólnie non-stop używam komputera tak w pracy, jak i prywatnie. Więc wyzwanie wpadło w idealnym momencie i zostało zapalnikiem przeprowadzenia sobie "testu na uzależnienie" :upside_down_face:
TLDR:
W ostatnią sobotę plan był prosty, wieczorem odłączam kompa od prądu (ma ustawiony autostart 😉 ), a rano sprawdzam jedynie czy nie ma alertów z pracy i wyłączam internet w telefonie. Następnie żadne tam "jadę rowerem do lasu / idę eksplorować miasto / do znajomych" bo w tych okolicznościach odstawienie telefonu to nie problem. Miałem spędzić dzień tak jak zazwyczaj mając stały dostęp do sieci: dom, spacer po okolicznych ulicach, typowe sobotnie prace.
*
I jak każdy plan, standardowo ten też nie wyszedł.
Przywitał mnie email "You have new alert!" xD Więc małe odstępstwo, najpierw odpaliłem laptopa i sprawdziłem co to, a jako że problem nie był krytyczny to poczekał sobie do dnia następnego.
Dalej poszło już jednak gładko: przy śniadaniu nieco nudy, bo to zawsze było scrollowanie a postawiłem sobie warunek braku podmiany tegoż na np. czasopismo. Gdy zabrałem się za sprzątanie to w zasadzie bez zmian. Zwykle w tle idzie Youtube, ale muzyka nie jest takim wielkim odstępstwem.
Prawdziwa różnica pojawiła się jednak przy spacerze: Wychodzi na to, że ja wcale nie jestem uzależniony od komórki. Po prostu miasto jest tak bardzo, cholernie, k⁎⁎wa, nudne xD Płaskie przestrzenie, bezimienni ludzie, szare samochody, no zwyczajnie jeśli szło się daną trasą parę razy to już nie ma się na co gapić. Ciekawe rzeczy dawno wyłapane, a za wiele się tu nie zmienia. Bez urozmaiceń lasu czy miejskich "terenów do eksploracji" (no bo czy podbrzusze estakady jak w picrel nie jest urocze? 😉 ) po prostu naturalnym jest uciekanie w ekran jak już skończą się bieżące rzeczy do przemyślenia 😉 Po przeprowadzce do miasta wyjście do lasu nie jest już tak łatwe więc rzeczywiście: poza domem non-stop mam nos w komórce :grinning:
Dalej poszło w miarę normalnie, relaks przy książce nie różni się zbytnio od czytania ebooka (i jestem zaskoczony pisząc to zdanie, jeszcze kilka lat temu należałem do papierowej inkwizycji). Prawdziwe różnice pojawiły się potem, gdy zazwyczaj zabieram się za różnorakie "ogony": domykanie tematów, sprzątanie w papierach, etc. Paradoksalnie, brak "rozpraszaczy" tutaj nie pomógł w kwestii ilości. Pomógł jednak w kwestii tego co zrobiłem - zamiast głównie tematów elektronicznych, ogarnąłem znacznie więcej tych fizycznych. Internet włączyłem całe trzy razy, raz aby dokonać płatności, raz "odruchowo" i raz wieczorem aby sprawdzić ewentualne alerty.
Ogółem całkiem produktywny dzień. Zdecydowanie na plus względem typowej soboty bez konkretnych planów.
A skoro jeden dzień był produktywny, to czemu by tematu nie przedłużyć? Tutaj zrobiłem już to trochę inaczej, internetu brak ale sam komp jest włączony: miałem nadzieję ogarnąć różnorakie tematy "cyfrowe".
I muszę przyznać, że tutaj udało się całkowicie :grinning: Tak, jak "dzień bez ekranów" nie dał mi jakichś wybitnych różnic (ot, marnowałem czas na inne rzeczy), tak "godziny bez internetu" naprawdę robią różnicę. W końcu ogarnąłem sporo śmieci na komputerze i w swoim selfhoście, porobiłem też nieco rzeczy fizycznych, ogółem naprawdę produktywny dzień, nawet mimo tego że odpalałem sobie w tle wcześniej pobrane seriale. Później już wszedł umówiony wcześniej temat wymagający internetu, ale zdecydowanie ten początek dnia wyszedł na plus.
*
Ogółem bardzo polecam taki chwilowy "detoks", zależnie od tego czego potrzebujecie: Albo w formie wypadu do lasu i dnia dla siebie. Albo jednak w normalnych warunkach, po prostu detoks od internetu, niekoniecznie od urządzeń. Imho te pół niedzieli dało mi bardzo potrzebną zmianę rutyny i impuls do porobienia rzeczy od których odciągało mnie scrollowanie. Co prawda niekoniecznie dało mi to lepszy odpoczynek (co przydałoby mi się w ostatnim tygodniu...), ale na pewno warto.
A więc, teraz zaczynam szukać narzędzia do kontroli rodzicielskiej. Idealnie jeśli będzie to coś self-hosted, gdzie panel admina mogę zakopać na odległej VMce z hasłem schowanym za dwoma menadżerami (tak, abym mógł trzymać pierwszy otwarty w ramach treningu silnej woli #pdk 😉 ) i mógł dodać tam swoje urządzenia aby ograniczyć użytek konkretnych aplikacji oraz internetu w konkretnych godzinach.
Czy ktoś tutaj ma doświadczenie z takimi rozwiązaniami?
Nie obserwuje ani nie szukam wypowiedzi tych "ludzi", ta próbka wrzucona tutaj utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze robię bo to jakieś pierdolenie po⁎⁎⁎⁎nych. Autorzy z automatu powinni dostawać zaproszenia na obowiązkowe badania psychiatryczne.