Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#koty

Osobistość

w Hydepark

27piorunów

nastąpiła totalna gentryfikacja mojego osiedla, gdzie w latach '90 można było dostać przypadkowy łomot w środku dnia. otóż widziałem parę z trzema kotami w czymś takim i to zaraz przy wyjściu z osiedla gdzie kiedyś walczyłem o życie xD

GURU6piorunów

u mnie żule kradły takie wózki i złom nimi woziły XD

Osobistość7piorunów

@Half_NEET_Half_Amazing na rejonie został tylko jeden zbieracz i ma właśnie taki wozek. ostatnio wyciągnął 137zl z butelkomatu przy Biedronce - niezła dniówka

Gruba ryba9piorunów

To jest wszędzie zauważalne. W latach 90 tych była jakaś wojna pozycyjna, która ukróciła się stopniowo po 2004, kiedy część frustratów wyjechała, a reszta się zapiła.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Kosmonauta

w Hydepark

20piorunów

Witam i o zdrowie pytam, a przy okazji również zapytam. Jaka obroże GPS lub tracker polecicie dla KoTeŁa. Tak waleczna kocica wagi słomkowej (prawie 3 kg) chciałaby pośmigać trochę na zewnątrz, ale mam z żoną obawę, że się nam zgubi. Także szukamy czegoś, co pomoże w razie nawiania. Kotka zaszczepiona, po kastracji i z czipem.

Cena ... do 100 euro

Waga ... jak najmniejszy co by nie obciążał, nawet kosztem częstego ładowania

Abonament ... biorę pod uwagę widziałem coś w Niemczech za 7 euro za miesiąc

Polećcie coś proszę !

Autorytet4piorunów

Każda obroża zagraża życiu kota, bo się zahaczy i udusi na niej.

Dwie pary drzwi nie stanowią dla kota granicy. Prześlizgnie się za człowiekiem, który nawet tego nie zauważy.

GURU1piorunów

@fisti dlatego są specjalne które się wypinają

Autorytet1piorunów

@Opornik o, nie wiedziałem :)

Lider6piorunów

Nie puszczac kota na dwor.

Pokaż więcej komentarzy (14)

Fenomen

w Hydepark

63piorunów

Dzisiaj musialam pierwszy raz w życiu własnoręcznie pochować własnego zwierzaka. Mąż wyjechał rano na dwa tygodnie a jak ja wstałam to zobaczyłam że jedna z naszych kotek jest w strasznym stanie, ciężko oddycha, ma szklisty wzrok, nie wstaje. Od razu taksówką pojechałam do weta i okazało się że Lili ma już zalane płuca i sine tkanki więc jest mocno nie dotleniona i się po prostu dusi. Wetka powiedziała że mała szansa jest na wyprowadzenie jej z takiego stanu, można próbować ją ratować (co i tak musiałabym robić w domu, dziś sobota - gabinet do 12) ale najprawdopodobniej i tak skończyłoby się to jej uduszeniem. Więc musiałam podjąć błyskawiczną decyzję o eutanazji. Mój mąż nawet nie miał okazji się z nią pożegnać...

Lili a właściwie Lilith była bardzo charakterną kotką, chociaż miziatą. Miała 11 lat. Gdy miała 2 lata spadła nam z balkonu z 3 piętra na wskutek czego miała oderwaną miednicę od kręgosłupa, oprócz tego kość wyskoczyła jej ze stawu kolanowego ale wskoczyła na nowo więc dopiero po czasie dowiedzieliśmy się że ma tam na wskutek tego upadku zwyrodnienie. Po tym wypadku, weterynarze nie kazali jej unieruchamiać tylko nie dawać jej skakać, mówili że z powodu bólu nie będzie mogła chodzić do kuwety a ten dzielny kot ani razu się nie zsikał na podkład tylko za każdym razem mimo bólu szedł do kuwety. Choroba nie zatrzymała jej w miejscu i cały czas chodziła pomimo tego urazu, raz nawet moja mama się na niej przewróciła i być może przez to Lili trochę krzywo się zrosła. Po rekonwalescencji chyba kręgosłup i miednica nie dokuczały jej jak ten stan kolanowy, od czasu do czasu jak sprawiał jej więcej bólu to siadała na blatach z jedną tylną łapką opuszczoną w dół. Trafiła do nas jako kociak, którego ktoś wyrzucił na osiedlu a ona wbiegła na klatkę schodową i położyla się u sąsiadów na wycieraczce. Wiedziałam że jak jej nie wezmę to ktoś ją po prostu z tej klatki schodowej przegoni. Miała być tymczasem ale po miesiącu nie wyobrażaliśmy sobie życia bez niej. Moje dwa kocury Lucyfer i Behemot jej nigdy nie zaakceptowały o co ona bardzo na początku zabiegała ale po wypadku nie miała już ochoty na integrację a w ostatnich latach burczała na każdego kota który się do niej zbliżał, prawdopodobnie z powodu tej bolącej łapki. Ale ta łapka nie przeszkadzała jej rozrabiać. Jej najważniejszą cechą było to że była wybornym złodziejaszkiem. Podczas gdy inne koty próbowały wyrywać nam wędliny, mięso i drzeć się żeby je dostać ona siadała cichutko obok i się tyllko przyglądała. Wystarczyło na sekundę odwrócić wzrok a Lilutek już uciekał warcząc z szynką z kanapki, udkiem kurczaka albo nawet całą piersią. To ona wykręciła mi kiedyś taki numer że z tymi swoimi przekoszonymi biodrami i chorą łapą wlazła na górne szafki kuchenne i z kratki wentylacyjnej odłączyła rurę od okapu i próbowała wejść do wentylacji, zaklinowała się w tej kratce i grzmotnęła razem z nią na ziemię.
Lili wszędzie czuła się jak w domu i w ogóle nie przeżywała stresu. Podczas poprzedniej przeprowadzki 9 lat temu wpadliśmy na pomysł żeby brać ze sobą koty pojedynczo jak szliśmy do nowego mieszkania coś remontować żeby poznały nowe miejsce. Pomysł niezbyt dobry, bo zarówno Behemot i Lucyfer spanikowani chowali się po kątach tak Lili od razu wyłożyła się brzuchem do góry na starej wersalce i sobie spała.


Lili miała odkąd do nas trafiła płaski nosek, trochę chyba odziedziczyła jakichś genów po persach ale chyba był i złamany w związku z czym jak miała katar to dużą trudność sprawiało jej oddychanie. Ostatnio już drugi raz zmagała się z plazmocytarnym zapaleniem opuszków. To choroba autoimmunologiczna i leczy się ją sterydami, niestety u Lili nie bardzo działały, choroba nie postępowała ale też nie następował regres, po sterydach przyszedł czas na cyklosporynę - było trochę lepiej ale stanęło i się dalej nie leczyło więc weterynarz zadecydował o odstawieniu i choroba sama się cofnęła. To było jakiś czas temu a w okolicach świąt Bożego Narodzenia choroba znowu wróciła, znowu najpierw sterydy, potem włączyliśmy pregabalinę bo miałam nadzieję że przy zmniejszonym stresie autoimmunologia odpuści; w końcu znowu weszliśmy na cyklosporynę i efekt był taki jak poprzednio. Przed lekami pomimo spuchniętych i bolesnych opuszków Lili zachowywała się normalnie, jakby nie czuła bólu ale po wejściu na leki zaczęła mało się ruszać, dużo spać, myślałam że to efekt wyciszenia po pregabalinie bo pierwszy raz nie burczała na podchodzące do niej zwierzaki. Trochę schudła ale gdy wstawała dalej była miziata. Ostatnio odniosłam wrażenie że to jednak nie wyciszenie tylko coś się z nią dzieje. Byliśmy u weta, obejrzał ją i niczego nie stwierdził ale kazał odstawić cyklosporynę tym bardziej że miała lekki wypływ z oczu jak przy lekkim katarze. Dwa dni temu zaczęła dziwnie chrapać więc pomyślałam, że może znowu ma zatkany nos bo ona przy każdym katarze furczy nosem z racji tego że ma krótkie i skrzywione przegrody. Dalej była podcięta. Wczoraj mieliśmy zalatany dzień bo mąż zbierał się do wyjazdu wieczorem zauważyłam w pewnym momencie że zeskoczyła z łóżka i jakby ciężko wciągała powietrze ale myślałam że to zatkany nos i miałam jej nawet dziś zrobić inhalację. Niestety rano już jej stan był ciężki. Nie wiemy jaki był powód - może sterydy, może ukryta wada serca ale w przeciągu ostatniego roku kilka razy była badana przez weta, może autoimmunologia zaatakowała też inne narządy - nerki albo płuca.

Tak strasznie mi przykro że jej nie ma moja nastarsza zwierzęca córunia. Królowa złodziei, piracka księżniczka...

Trzeci zwierzak, którego tracimy od przeprowadzki do nowego domu...

Pierwszy którego musiałam sama pochować...

GURU0piorunów

A gdzie ją pochowałaś?

Fenomen1piorunów

@Kronos Tam gdzie niby nie wolno ale każdy kto może chowa tam swojego zwierzaka

GURU0piorunów

@serotonin_enjoyer To uważaj bo podobno niektórzy weterynarze potrafią podkablować (sami zarabiają na utylizacji padłych zwierząt).

Fenomen3piorunów

@Kronos a nie, to nie nasi weterynarze. Nasi są spoko. Bardziej się bałam czy sąsiedzi, bo mieszkamy tu niedawno i nie znam ludzi.

GURU1piorunów

@serotonin_enjoyer Sąsiedzi nie mają w tym interesu ale jak sie trafi na jakichś popieprzonych to wszystko możliwe. O ile wiedzą o pogrzebie.

Ja mieszkam w bloku to swoje zmarłe koty zanoszę do weta bo wolę tak niż gdzieś w lesie je grzebać. Ale jakbym miał własną ziemię to pewnie też bym tak robił.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Hydepark

24piorunów

Smakołyki z były takie dobre że domowe wylizują mój talerz po ziemniaku

GURU2piorunów

@PlatynowyBazant Nie kłam, koty jedzą pierwsze.

Ty jesteś tylko bażant

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Koty

33piorunów

No i d⁎⁎a, nie wstanę teraz.

Skaranie Boskie z temi kotyma.

Fenomen1piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

GURU1piorunów

@Vampiress koty i ciężka praca, bu ha ha. Szlajał się po nocy, jak pewnego dnia poszedłem wieczorem pobiegać, to wpadłem na niego kilometr od działki. 😛

Pokaż więcej komentarzy (9)

Lider

w Hydepark

62piorunów

Dom w którym odpoczywał wraz z małżonką pan Tuwim. Inowłódz a dokładniej Zakościele nad Pilicą w woj. Łódzkim.

Gruba ryba0piorunów

Komentarz usunięty

Lider2piorunów

@suseu poproszę teraz dom Lema

Lider5piorunów

@deafone

dom Lema

To do Krakowa trzeba pojechać :grinning:

Lider1piorunów

@suseu

To do Krakowa trzeba pojechać

no trzeba :slightly_smiling_face:

Pokaż więcej komentarzy (14)

Lider

w cybulion jest inny

47piorunów

Zaraz miną 3 miesiace od kiedy podrzucilem rodzicom tego brzdaca. Uwielbiam ją.

Fanatyk13piorunów

ale śmieszna mordka

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Koty

39piorunów

Fanatyk14piorunów

Dejta 2 pioruny za komentqrZe

Fanatyk14piorunów

I tu

Fanatyk6piorunów

@TyGrySSek jeszcze gdzieś?

Fanatyk5piorunów

@Ravm dziękuję brakowało mi tylko 2 xd

Fanatyk6piorunów

@TyGrySSek masz na zapas, kiedyś oddasz.

Pokaż więcej komentarzy (5)