Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#niemcy

Mistrz

w Wiadomości Świat

44piorunów

Niemcy: Bundestag nie udzielił wotum zaufania kanclerzowi Olafowi Scholzowi

Bundestag w poniedziałek odmówił udzielenia wotum zaufania kanclerzowi Niemiec Olafowi Scholzowi. Decyzja ta otwiera, zgodnie z intencją szefa rządu, drogę do przedterminowych wyborów parlamentarnych w lutym 2025 roku. #wiadomosciswiat #niemcy #politykazagraniczna #owcacontent

Gruba ryba

w Hydepark

8piorunów

No dobra, a tak na serio - moze mi ktos powiedziec co tu sie odpierdala? :upside_down_face:
Drony nad osmioma Stanami w jueseju?
https://edition.cnn.com/2024/12/15/us/drone-sightings-east-coast/index.html
Drony wczoraj nad Baza militarna w Stanach?
https://edition.cnn.com/2024/12/16/us/us-air-force-base-closes-airspace-drone-sightings-hnk/index.html
Drony kilka dni temu nad niemiecka baza w Rammstein?
https://www.reuters.com/world/europe/unidentified-drones-sighted-over-us-air-base-germany-spiegel-reports-2024-12-13/
Drony jeszcze troche wczesniej nad bazami RAFu w UK?
https://en.wikipedia.org/wiki/2024_US_air_base_drone_incursions_in_the_United_Kingdom

Trwa jakies rozpoznanie pola bitwy i szykujemy sie na III wojne swiatowa czy o co tu chodzi? :face_with_peeking_eye:
Bo nie wierze, ze to 'dzieciaki z dronami z Wallmartu', jak to wczoraj powiedzial Jim Himes z Komisji ds wywiadu w Stanach :clown_face:

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Podróże

38piorunów

Pozdrawiam cieplutko i świątecznie z Drezna

Lider1piorunów

@Rzeznik i po co ci jechać do Drezna jak to samo masz w Bydgoszczy albo i lepiej! Bo w Bydgoszczy to jedyny jarmark w Polsce na moście!

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Wiadomości Świat

6piorunów

Wotum zaufania. Co jest stawką dla kanclerza Niemiec Olafa Scholza?

W obliczu poważnych wyzwań gospodarczych Niemiec kanclerz Olaf Scholz podjął rzadki krok i złożył wniosek o wotum zaufania do parlamentu. Decyzja ta, będąca pierwszym przypadkiem kanclerza Niemiec od prawie dwóch dekad, podkreśla powagę sytuacji. W poniedziałek niemieccy posłowie

Lider

w Niemcy

3piorunów

Ja nie jestem fanem takiego podziału w takim wieku (10 lat) jeszcze przez nauczycieli, a nie testem.

Źródło: https://www.tiktok.com/@janineandgen/video/7446847380428688686

Fanatyk1piorunów

@Deykun - ot, sposób na bardziej efektywne zarządzanie szarą masą 🤷

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Wiadomości Świat

3piorunów

Angela Merkel zaatakowała Polskę. Dostała właśnie odpowiedź

Zdaniem byłej kanclerz Niemiec Angeli Merkel, Polska i Ukraina były przeciwnikami Nord Stream, ponieważ czerpały ogromne zyski z opłat tranzytowych. "W przypadku Polski to kłamstwo" - stwierdził historyk Bartłomiej Gajos. Dodał, że Merkel używa fałszywych liczb, by

Osobistość

w Ciekawostki

15piorunów

KL Stutthof – niemieckie piekło na Pomorzu

Pomorze stanowiło kluczowy teren w polityce Fryderyka II, którego historiografia nazwała Wielkim. Fryderyk nie tylko pogardzał Polakami, ale też był jednym z architektów rozbiorów Rzeczypospolitej. Wspierał antypolską propagandę, świadomie zalewał nasze państwo bezwartościowym

Osobistość

w Historia

4piorunów

Niemiecka tradycja, którą kontynuują tylko w Elblągu

Kwesty tzw. mateczek adwentowych to nieznana szerszej, choć warta przypomnienia tradycja znana wyłącznie z Elbląga. Starsze kobiety w charakterystycznych strojach prowadziły zbiórki pieniędzy. Na czym dokładnie polegała ich działalność i kim właściwie były mateczki adwentowe? Fot.

Gruba ryba

w Wiadomości Świat

3piorunów

GROUND ZERO #46: UPADEK NIEMIEC I GOŚCIE: DR ANNA KWIATKOWSKA, PROF. MAREK CICHOCKI
Tematem dzisiejszego odcinka są Niemcy. Kiedyś potęga Europy, dzisiaj nie to państwo nie robi już takiego wrażenie. Dodatkowo ma mnóstwo problemów z którymi sobie nie radzi. Jak do tego doszło i co można zrobić , aby to poprawić. O tym będziemy rozmawiać z gośćmi - dr Anna Kwiatkowską oraz prof. Marek Cichockim

https://www.youtube.com/live/X3RcVBg5WaU?si=I4HsrSygZeX3lKtn

Gruba ryba0piorunów

Komentarz usunięty

Pokaż więcej komentarzy (6)

Tytan

w Historia

14piorunów

Rewolucja Niemiecka 1918 roku na podstawie THE MEMOIRS OF THE CROWN PRINCE OF GERMANY wyd w 1922 roku 
Część XIV (ostatnia)

poprzednie części pod tagiem

Ponownie odjeżdżamy. Tutaj również wszystko jest jak na wojnie. Ulice miasta są zastawione strażnikami, drutami i chevaux-de-frise[kozły hiszpańskie]. Wiadomość o naszym przybyciu rozeszła się z niewiarygodną szybkością, a ludzie patrzą na nas złowrogo.

”Boches[pejoratywnie o Niemcach] są tutaj! Książę koronny!”

Jest prawie pierwsza, gdy wjeżdżamy do prefektury. Na placu poniżej szaleje rozwrzeszczany tłum, składający się głównie z Belgów. 
Baron van Hoevel tot Westerflier przyjmuje nas z całkowicie humanitarnym i wielkodusznym zrozumieniem naszego położenia i stara się na wszelkie sposoby złagodzić naszą melancholijną sytuację. On również oświadcza, że nasze przybycie było całkowitym zaskoczeniem dla holenderskiego rządu i że należy poczekać na dalsze decyzje. Następnie zostawia nas samych w zimnym blasku dużej sali prefektury.

Niezależnie od tego, jak taktownie można to zrobić, jak umiejętnie można zasłonić rzeczywistość, człowiek czuje, że w końcu jest więźniem, że nie jest już wolnym człowiekiem, panem własnych decyzji, że jest osobą, która może zostać zmuszona do pozostania lub zmuszona do odejścia. Do wszystkich innych udręk dochodzi teraz poczucie, że nosi się niewidzialne kajdany. Siedzimy bezczynnie wokół stołu na bardzo reprezentacyjnych krzesłach; albo kręcimy się niespokojnie po pokoju, albo wpatrujemy się tępo w wysokie okno. Co się teraz wydarzy? Wskazówki zegara wydają się ledwo poruszać; czasami wydaje mi się, że całkowicie się zatrzymały. Co gorsza, biedny Zobeltitz leży skulony z bólu na ławce pokrytej pluszem. Od czasu do czasu któryś z nas mówi raczej do siebie niż do reszty. Jest to zawsze to samo, jedna z tych myśli, które kłębią się w naszych głowach i których nie możemy właściwie pojąć; i nikt nie odpowiada.

Od czasu do czasu rozlega się pukanie do drzwi. Wszyscy są pełni oczekiwania. Ale to nic; tylko gubernator wysyłający zapytanie o nasze życzenia lub komendant policji informujący nas, że wciąż czeka na instrukcje. I znowu jesteśmy sami, nasze myśli zajęte są przeszłością, od której jesteśmy fizycznie oddzieleni, lub zwrócone ku przyszłości, której nie możemy zobaczyć. Z zadumą pytamy samych siebie:

” Co dzieje się za nami, podczas gdy my czekamy tutaj jak zwierzęta w klatce? Co w polu, wśród ludzi, którzy byli naszymi towarzyszami przez cztery i pół roku? Co w ojczyźnie? Co w domu wśród naszych żon i dzieci?”

Zobeltitz wstał z trudem i skradał się po pokoju. Od czasu do czasu jego szczere, ciemne oczy łypią na mnie. Pomimo wszystkich tortur jego żołądka, który już dawno powinien być pod nożem chirurga, patrzy na mnie tak, jakby chciał coś dla mnie zrobić. Następnie zatrzymuje się w kącie przed białym popiersiem Wilhelma Orańskiego[król Holandii], który spogląda wygodnie i dostojnie ze swojego piedestału. Zobeltitz kiwa do niego głową i mówi filozoficznie:

„Tak, tak, mój drogi Van Houtenie, nigdy nawet nie marzyłeś, że do tego dojdzie, prawda?”.

Jak wiele goryczy może zostać złagodzone przez taki nagły przypływ humoru pośród rozpaczy! Męczeństwo czekania jest prawie łatwiejsze. Baron przygotował dla nas kolację. Pomimo naszych protestów, prawdziwy obiad. To wszystko ma dobre intencje, ale w nastroju, który trzyma nas teraz w szponach, ledwo możemy przełknąć kęs.

W końcu, przed północą, wszystko jest ustalone. Na razie mamy znaleźć schronienie w zamku Hillenraadt, należącym do hrabiego Metternicha. Znowu jesteśmy w otwartych samochodach, z policjantem obok nas. Ulice, przez które przejeżdżamy, są odgrodzone przez patrole marees chaussees, zgodnie z mądrymi i właściwymi rozkazami pułkownika Schrodera. Nad krajobrazem unosi się mroźna mgła, która sprawia, że noc jest jeszcze bardziej nieprzenikniona. Tylko światła poszukiwawcze wydają białe lejki w ciemności, w którą się spieszymy. To tak, jakby w jednej chwili groziły, że nas pochłoną, a w następnej oddalały się niczym zjawy.

W ten sposób mijają dwie godziny. Następnie zatrzymujemy się przed zamkiem hrabiego w pobliżu Roermond. Zdejmujemy płaszcze w wielkiej sali, słabo oświetlonej świecami. Jesteśmy sztywni z zimna, nieszczęśliwi w sercu i pozbawieni korzeni na obcej ziemi. Nagle po schodach schodzi pani domu, młoda blondynka ubrana na czarno, z łańcuszkiem pereł na smukłej szyi. Wszelkie poczucie obcości znika przed tymi ciepłymi i współczującymi oczami. Od tego momentu, przez całe te niewymownie trudne dziesięć dni, które spędzamy w zamku Hillenraadt, ta miła kobieta opiekuje się nami z najdelikatniejszym taktem i staje się dla mnie dobrą przyjaciółką, z którą mogę porozmawiać o wielu dręczących kwestiach.

Hrabina jest wierzącą katoliczką i bardzo cierpi z powodu nieszczęścia, które spadło na nasz kraj; ponadto bardzo martwi się o swojego męża, który w tych dniach rewolucji przebywa w Berlinie. W ten sposób mija dziesięć dni, podczas których, gdy złe wiadomości następują po złych wiadomościach z pola i z domu, prowadzone są negocjacje z rządem holenderskim w sprawie naszej przyszłości. W trakcie tych rozmów okazuje się, że okoliczności zewnętrzne zmuszają Holandię do połączenia kwestii mojego internowania z moim przyjazdem i chęcią tymczasowego pobytu na neutralnej ziemi.

Tylko w ramach gwarancji dla zewnętrznego świata neutralne państwo może udzielić mi gościny lub próbować przeciwstawić się żądaniom „ekstradycji”. W ten sposób nagle znalazłem się w sytuacji przymusowej. Biorąc pod uwagę zawarcie rozejmu 11 listopada, możliwość zaistnienia takiej sytuacji nigdy nie przyszła nikomu do głowy podczas rozważania za i przeciw mojej podróży, ani mnie, ani mojemu szefowi sztabu, ani dżentelmenom wokół mnie, ani sekretarzowi stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, ani Jego Ekscelencji von Hintze, ani Naczelnemu Dowództwu. Wszyscy byliśmy przekonani, że mogę rościć sobie dokładnie takie same prawa, jak wszyscy dżentelmeni z cesarskiego dworu, z których żaden nie był internowany ani nie miał być internowany, a ich ruchy pozostawiono ich własnemu uznaniu.

Pomimo związanych z tym trudności i udręk, te dyskusje i negocjacje są prowadzone przez przedstawicieli rządu holenderskiego w duchu prawdziwego humanitaryzmu. W pełnej zgodzie z charakterem Holendrów, każdy z ludzi, z którymi mieliśmy kontakt w tej sprawie, okazał się sprawiedliwy, bezstronny i gotowy do obrony swoich osobistych przekonań.

W końcu otrzymujemy jakąś wskazówkę co do mojej przyszłości. Pułkownik Schroder przynosi mi wiadomość, że holenderski rząd wyznaczył wyspę Wieringen na moją rezydencję. Wieringen? Wyspę Wieringen? Nikt w domu nie wie, gdzie może być ta wyspa! Wieringen? Słyszę tę nazwę po raz pierwszy w życiu; nie mam o niej pojęcia, nie przywiązuję do niej żadnej wagi. A teraz, gdy piszę te wspomnienia, mieszkam od prawie trzech lat na tym małym skrawku ziemi porośniętej morzem.

Nawet ten ostatni etap podróży na wygnanie jest pełen drobnych przeszkód, irytacji i przykrości. Wczesnym rankiem żegnamy się z naszą miłą hrabiną, ponieważ pociąg odjeżdża ze stacji Roermond o siódmej. Na naszego towarzysza wyznaczono holenderskiego kapitana. Około pierwszej jesteśmy w Amsterdamie, wielu ciekawskich tłoczy się na dworcu, jest też kordon żołnierzy, a przed trzecią docieramy do Enkhuizen, położonego na uboczu miejsca nad brzegiem Zuyder Zee. Jak dowiedzieliśmy się po drodze, jacht parowy Departamentu Statków Wodnych ma się tu z nami spotkać i zabrać nas na wyspę Wieringen.

Ale we mgle jacht szybko wpadł na piaszczystą ławicę przy Enkhuizen i błaga o zwolnienie z misji. Podczas mojego przymusowego pobytu w Enkhuizen ludność wyraża swoje uczucia w krzykach, wrzaskach, gwizdach i przekleństwach. Poprzez jednoznaczny gest w kierunku szyi, po którym następuje ruch ręki w górę, tłum, z niezwykłym nakładem mimiki, daje mi jasno do zrozumienia, jak dokładnie karykatura mojej osoby wyprodukowana i rozpowszechniona przez propagandę Ententy utrwaliła się w ich umysłach. W każdym razie wszystko to nie do końca ożywia uczucia. Po długiej sprzeczce ostatecznie zdecydowano się wejść na pokład małego holownika parowego i poszukać naszego jachtu. Morze się uspokoiło, weszliśmy na pokład i dotarliśmy na wyspę około południa przy spokojnej, zimowej pogodzie.

Niezapomniane jest wrażenie tego momentu, w którym po raz pierwszy postawiłem stopę na twardym gruncie tego małego zakątka ziemi. Port znów jest zatłoczony ludźmi. Są tu spokojni i nieufni autochtoni, wpatrujący się w to osobliwe miejsce zakwaterowania; są też reporterzy ze wszystkich stron świata i zręczni fotografowie. Czujesz się jak rzadkie zwierzę, które w końcu udało się złapać. Chciałbym powiedzieć każdemu z tych zapracowanych ludzi:
” Nie pytaj o nic i zejdź z drogi ze swoim pytającym aparatem. Chcę ciszy; chcę zebrać myśli i uporządkować swoje myśli po całej tej katastrofie i nic więcej!”.
Archaicznym pojazdem, z pewnością najlepszym, jakim może pochwalić się wyspa, udajemy się do wioski Oosterland. Czcigodny samochód pachnie olejem, stęchlizną i starą skórą. Nawet jeśli zamknę oczy i przypomnę sobie tamtą godzinę, czuję ten nieuchronny zapach. Zatrzymujemy się na małej plebanii, która jest w bardzo złym stanie. Wszystko jest puste i opustoszałe. Kilka rozklekotanych, starych mebli to straszliwe widma samotności i nudy. Na zewnątrz zdezelowany wóz obraca się z jękiem na osiach i odjeżdża przez mgłę w kierunku domu.

Do domu! Myśl o tym prawie mnie dusi. Kolejne dni i tygodnie są tak beznadziejne i ołowiane, że niemal nie do zniesienia. Jak więzień, jak wyjęty spod prawa, poruszam się wśród tej niewielkiej grupy ludzi, którzy odwracają się, spuszczając nieśmiałe twarze, gdy przechodzą lub co najwyżej, patrzą na mnie pytająco półprzymkniętymi oczami. Jestem krwiożerczym zabójcą dzieci; ludzie są wściekli na rząd za to, że nałożył taki ciężar na tę uczciwą wyspę i pozwolił mi wędrować po niej bez ograniczeń. Burmistrz, Peereboom, ma przed sobą nie lada zadanie; trudno jest uspokoić te wzburzone dusze.
A z domu napływają absolutnie rozdzierające serce wieści o przebiegu wydarzeń! Nie mamy niemieckich gazet. Tylko z holenderskich czasopism, które są nieaktualne, zanim do nas dotrą, możemy przeliterować tenor telegramów z Londynu, Paryża i Amsterdamu; a ich ton to „krew i tumult”, pałac ostrzelany i splądrowany, dominacja marynarzy, bitwy spartakistów, groźba inwazji Ententy.

GURU

w Hydepark

70piorunów

1921 "Pożegnanie z Hamburgiem" - Otto Dix (1891-1969)
Satyra malarza niemieckiego na marynarskie życie, które często kręciło się wokół prostytutek w portach i nadmiernego spożywania alkoholu.

Ogólnie ciekawa postać. Przeżycie koszmaru I wojny światowej zaowocowało serią 50 grafik "Wojna", zainspirowanych częściowo "Okropnościami wojny" Goyi sprzed 100 lat.
W międzywojniu był związany z ruchem "Neue Sachlichkeit" będącym współczesną satyryczno-realistyczną odpowiedzią na powojenną sytuację w niemieckiej Republice Weimarskiej (1919-1933); na obrazach ukazywał często społeczną beznadzieję i biedę, inwalidów, prostytucję, dekadencję i moralne zepsucie.

Oczywiście nie podobało się to zdobywającym popularność Nazistom - Pan Dix był przez nich uważany za degenerata i zdrajcę idei narodowej.
Po dojściu do władzy (1933) odebrano mu posadę, obrazy palono lub konfiskowano, a skonfiskowane wystawiano na pośmiewisko, np. jego "Okop" był jednym z 650 dzieł pokazywanych na Wystawie Sztuki Wynaturzonej (1937) zorganizowanej przez NSDAP.

Osobistość0piorunów

@bartek555 ty jesteś z tych co kiedy mają chwilę czasu w porcie to zachodzą do pań dobrych obyczajów czy może z tych którzy wolą męskie towarzystwo na statku?

Lider9piorunów

@korfos przestales juz znecac sie nad psem czy nadal to robisz?

Osobistość1piorunów

@bartek555 to nad matką czy psem?

Osobistość1piorunów

@bartek555 jak z psem to, tak. Latam z moim kotem na smyczy i straszę wszystkich psiarzy których spotkam na spacerze.

Lider2piorunów

@korfos lepiej pies, nie trzeba byc tak niemilym odrazu

Lider2piorunów

@korfos mam nadzieje, ze rozumiesz o co chodzi z moim pytaniem ;)

Osobistość0piorunów

@bartek555 niezbyt, ale jak jesteś psem morskim to spoko przestanę xd

Lider2piorunów

@korfos dales mi do wyboru 2 bardzo ograniczone odpowiedzi

Osobistość0piorunów

@bartek555 ale z ciebie dziki pies 😉

GURU2piorunów

@korfos
>chwilę czasu w porcie to zachodzą do pań dobrych obyczajów czy może z tych którzy wolą męskie towarzystwo na statku?
Dziwne zadajesz pytania.

@bartek555
>przestales juz znecac sie nad psem czy nadal to robisz?
Prychłem nie wiem czemu, może jeszcze nie wywietrzałem. 😛

Osobistość1piorunów

@Opornik bo ja po prostu jestem dziwny xd

Lider2piorunów

@korfos takich ludzi nam potrzeba!

Osobistość1piorunów

@UmytaPacha super tatuaż na klacie

Pokaż więcej komentarzy (31)

Tytan

w Historia

11piorunów

Rewolucja Niemiecka 1918 roku na podstawie THE MEMOIRS OF THE CROWN PRINCE OF GERMANY wyd w 1922 roku 
Część XIII 

poprzednie części pod tagiem

Następna noc [11 na 12 listopada 1918] jest bezsenna i niespokojna. 
Zamierzamy wyruszyć wczesnym rankiem, aby przekroczyć granicę z Holandią. Dwa samochody tylko z najbardziej niezbędnym bagażem. Rozmawialiśmy o tym przez wiele dni, a w nocy nie myślałem o niczym innym, ale teraz, gdy stoi to przede mną w całej swojej rzeczywistości, trudno mi to sobie uświadomić.

Chciałbym opuścić kwaterę główną Trzeciej Armii po cichu i bez zbędnych słów. To, co można powiedzieć, zostało powiedziane. Każdy wojskowy obowiązek został wypełniony do ostatniej chwili. Dowództwo Grupy Armii, które dotychczas mi powierzono, przeszło w ręce generała porucznika von Einem wraz z nadejściem zawieszenia broni. Odejście jest surowym przymusem. Po co jeszcze bardziej obciążać serce?

Ale kiedy wchodzę do sali, cały personel kwatery głównej jest tam w pełnych mundurach i hełmach, nawet urzędnicy i sanitariusze. Przed nimi, opierając się na swojej szabli, stoi stary generał pułkownik von Einem; obok niego jest jego szef sztabu, mój dobry Klewitz, ten wspaniały żołnierz, nigdy nie zrażony, chociaż sprawy były często tak czarne! Tylko że w jego mocnych rysach jest coś, czego nigdy wcześniej nie widziałem.
Einem mówi krzepiące, głębokie słowa, wiarę w nową przyszłość! Trzy wiwaty na cześć głównodowodzącego Grupy Armii wypełniają salę i rozbrzmiewają nad moją głową. Głównodowodzącego Grupy Armii? Czy nadal nim jestem? Być może w tej chwili generał-feldmarszałek trzyma w rękach mój list z rezygnacją.
Nie mogę mówić, nie mogę odpowiedzieć. Ściskam dłonie starych, sprawdzonych oficerów i widzę łzy na policzkach żołnierzy. Musimy ruszać.

Po drodze musimy zatrzymać się w sztabie Pierwszej Armii, który ma swoją kwaterę w malowniczym zamku Rochefort w Ardenach, niedaleko Namur. Tam, u generała von Eberhardta, który przez długi czas był zaufanym dowódcą mojej Grupy Armii, muszę spotkać się z moim szefem sztabu. W ten sposób mam kolejne gorzkie pożegnanie z nim, z człowiekiem, który w najtrudniejszym okresie wojny stał najbliżej mnie jako mój wojskowy asystent i doradca, i któremu za wszystko, co dał mi jako żołnierz i człowiek, jestem tak głęboko wdzięczny. Wszyscy jesteśmy głęboko poruszeni, gdy podpisuję ostatni rozkaz armii do moich żołnierzy.

A teraz nadszedł moment rozstania. Ledwo mogę się oderwać. Ale to moi ludzie muszą mnie ponaglać. Müldner od jakiegoś czasu trzyma dla mnie w pogotowiu czapkę, szarą czapkę piechoty; sądzi, jak przypuszczam, że w tej udręce i roztargnieniu nie zauważę, co to jest; chce mnie w nią przebrać, w swojej czułej trosce wyobrażając sobie, że będę bezpieczniejszy i trudniejszy do rozpoznania w tym nieprzyzwyczajonym kolorze.

„Nie, chcę moją husarską czapkę także na tę ostatnią podróż! Nikt nie zrobi mi krzywdy!”

A teraz udają, że nie mogą jej znaleźć. Ale ja czekam i w końcu czarna czapka z trupią główką pojawia się, a ja ponownie ją zakładam. Spoglądam w ich wierne oczy; możemy tylko pokiwać głowami; słowa grzęzną w gardle. Schulenburg szarpnął się:

„Jeśli zobaczysz mojego pana i cesarza tam w Holandii”, potem i on się załamuje.

Silnik warczy i ruszamy. Przejeżdżamy przez tyły dwóch rozpadających się armii, obszarów, które w szalonym pośpiechu odłączają się od mocno ugruntowanego porządku czteroletniej kampanii. Nasze samochody są szare; wiozą moich trzech wiernych towarzyszy i mnie do samego końca. Z przodu jadą Müller i Müldner, a ja z chorym Zobeltitzem w drugim samochodzie. Wszędzie są żołnierze, salutują i krzyczą. Nie, miałem rację; nikt nie będzie mi przeszkadzał. Odwzajemniam ich saluty i nie mogę przestać myśleć: „Gdybyście tylko wiedzieli, jak się teraz czuję”.

Nasza trasa wiedzie przez Andenne do Tongern. Belgijska ziemia; wszędzie w miastach powiewają belgijskie flagi, a ludność świętuje święto. Co więcej, wygląd naszych rodaków zmienia się wraz z oddalaniem się od frontu. Tłumy mężczyzn, którzy kiedyś byli żołnierzami, teraz dryfują bez dyscypliny. Okrzyki, które nie są już przyjazne, witają nasze uszy. Nieustannie powtarzane są głupie slogany z tamtych czasów; zuchwalstwo i przechwałki, każdy zuchwalec próbuje prześcignąć drugiego w okazywaniu buntu i niesubordynacji, krzycząc:

„ Wyciągamy noże!”[oryg. Messer Raus!] „Idź po niego!” „Krew sie leje!"

Ale nigdzie się nie zatrzymujemy. W pewnym miejscu mijamy transport bydła prowadzony przez żołnierzy Landsturmu. Jeden ze staruszków, przechodząc blisko samochodu i wymachując czerwoną flagą nad swoimi wołami, przeklina mnie na całego; oficerowie, jak mówi, są winni temu wszystkiemu; trzymali go dzień, w którym jest na wpół głodny!

To naprawdę zbyt wiele dla mnie i tak obrzucam nieszczęśnika wyzwiskami, że drżący i biały jak prześcieradło oddaje salut za salutem. Nędzny motłoch, który nigdy nie stawił czoła wrogowi, a teraz bawi się w rewolucję!

Tuż przed Vroenhoven widzimy ostatnie niemieckie oddziały; są to oddziały Landsturmu, uciekające w kierunku domu.

W pobliżu Vroenhoven zatrzymujemy się przy holenderskim drucie kolczastym. Moje serce bije głośno, gdy wyskakuję z samochodu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że kilka kroków przede mną jest decydujących. Bezlitosne i dręczące sceny z ostatnich kilku dni znów przelatują mi przez myśl: Spa, cesarz, marszałek polny, twarz Grönera, mój Schulenburg, adiutant i niezłomny przeciwnik wszystkich innych; list ojca i decyzja z Berlina, która zwalnia mnie ze służby i usuwa mi grunt spod nóg. Nie, tak musi być; tak musi być; nie ma innej drogi. Nagle przyszły mi do głowy słowa, które generał von Falkenhayn zwykł do mnie wołać, gdy jako chłopiec musiałem pokonać jakąś trudną przeszkodę na koniu:
„Przerzuć najpierw serce, reszta pójdzie za tobą”.
Następnie robię kilka kroków przed sobą. Niewyraźne, zamazane i niepewne jest moje wrażenie tego, co nastąpiło później. Otaczają mnie ludzie, towarzysze (Müller, śmiertelnie poważny i Müldner, opanowany, żołnierski, praktyczny i jasny jak zawsze) i nieznajomi.

Jest wśród nich młody, całkowicie normalny holenderski oficer, który na początku jest tak zaskoczony, że nie może pojąć sytuacji i nie wie, co z nami zrobić. Ale widzi, że nie możemy tu zostać; w konsekwencji zostajemy zabrani przez strażnika do małej gospody, gdzie sympatyczna i cicha obsługa podaje nam gorącą kawę.
W międzyczasie dzwonią do Maastricht. Wraca młody oficer. Sam jest przytłoczony ciążącym na nim obowiązkiem: musi zażądać oddania naszej broni. Następuje chwila intensywnej goryczy, którą można znieść tylko dzięki taktowi proszącego. Baron von Hünefeld i baron Grote przybywają z Maastricht. Wkrótce przybywa pułkownik Schroder z żandarmerii wojskowej wraz ze swoim adiutantem. Nasz dalszy los leży w jego rękach. Działa energicznie. Dzwonią telefony i wysyłane są telegramy. Raporty, zapytania, przepisy, których należy przestrzegać. W ten sposób nasze przeznaczenie zaczyna się kształtować. W każdym razie najpierw musimy udać się do prefektury w Maastricht i czekać na decyzję rządu w rezydencji gubernatora prowincji Limburg.

Tytan

w Historia

11piorunów

Rewolucja Niemiecka 1918 roku na podstawie THE MEMOIRS OF THE CROWN PRINCE OF GERMANY wyd w 1922 roku 
Część XII 

poprzednie części pod tagiem

Jedenasty dzień listopada 1918 roku jest zimny i ponury. W kwaterze głównej Trzeciej Armii nie widać ani śladu rewolucji. Od szefa aż po najniższego sanitariusza, wszystko jest nienaganne, a widok bystrości i odwagi żołnierzy to czysta przyjemność. Gdyby nie to, że wszystkie niewypowiedzianie gorzkie doświadczenia ostatnich kilku dni są niezatarte w moim mózgu, na widok tego doskonałego porządku mógłbym sobie wyobrazić, że budzę się ze strasznego snu. Klewitz powiedział mi przy okazji, że wśród jego personelu łączności telefonicznej powstała rada żołnierska, ale szybko położył jej kres, a ludzie przyszli do niego później, aby przeprosić.

Po południu zgłosił się do mnie dowódca Pierwszej Dywizji Gwardii, generał Eduard von Jena, oraz jego oficer sztabowy, kapitan von Steuben. Obaj są świetnymi, sprawdzonymi ludźmi. Byliśmy bardzo poruszeni, a kiedy mnie opuszczali, mieli łzy w oczach.
Po południu zadzwoniłem też do moich adiutantów w Vielsalm. Donoszą, że w sprawie negocjacji z rządem ponownie komunikują się z Berlinem, ale nie podjęto jeszcze żadnych decyzji. Żądam jednej rzeczy, a mianowicie, aby nie dokonywano żadnych rozstrzygających ustaleń, aby ostateczną decyzję pozostawiono mnie. A więc czekajcie!

Czekać? Czekać na jakiś cud? Czy w tym wszystkim, co już wiem, w tym wszystkim, co jest ledwie ukryte pod pozorami dyskusji i negocjacji, nie jest wyraźnie słyszalne „nie” panów w Berlinie? I rzeczywiście, jeśli mają zachować władzę, którą sobie uzurpowali, czy mogą postępować inaczej? A jeśli chcę, aby nasz biedny i często doświadczany kraj miał pokój, czy mogę odrzucić ich „nie”?

Jedno niezapomniane wrażenie z tego dnia muszę tu zapisać. Jest wieczór. Pogrążony w bolesnych myślach, spaceruję samotnie po parku zamkowym. Schroniłem się w tej samotności i odosobnieniu, aby spojrzeć w twarz ostateczności, która ma się wkrótce urzeczywistnić.
I rozumuję w ten sposób. Kiedy to „nie”, które z pewnością nadejdzie, pozbawi cię miejsca obok twoich towarzyszy i pozbawi cię odpowiedzialności i obowiązków aktywnego żołnierza, co wtedy? Czy wsiądziesz do jednego z pociągów w Liege lub Herbesthal i pojedziesz do Berlina, aby nie stać się zarzewiem zamieszek, pozostając z żołnierzami? Czy będziesz tam żył jako bezczynny dżentelmen, biernie obserwując, jak w dzikim szale i szalonym delirium ich zmęczonych, oszalałych i wprowadzonych w błąd umysłów naruszają wszystko, co tradycja uczyniła tak świętym dla ciebie i dla nich? A może chciałbyś być tam jako osoba, na którą zwróciły się wszystkie ich kłótnie?

” Nie!”
Ale druga droga otwiera się w momencie, gdy jesteś zmuszony przez ich „Nie” do porzucenia pragnienia powrotu do domu z wojskiem, w chwili, gdy zostaniesz obalony przez nowych władców i zwolniony ze służby. Ta droga jest drogą przez granicę [Holandia nie brała udziału w wojnie i była najbliższym krajem neutralnym]. Tam, z dala od wszystkich fermentujących konfliktów, możesz poczekać kilka tygodni, aż najgorsza burza minie, a rozsądek i rozeznanie pomogą przywrócić porządek. Wtedy, najpóźniej po zawarciu pokoju, mógłbyś wrócić do swojej żony i dzieci oraz do nowej pracy, która czeka na ciebie i każdego innego Niemca.

Myślę o moim ojcu, którego w ten sposób mógłbym znów zobaczyć i ogarnia mnie cała gorycz tej rozłąki i tego wygnania. Wczesny zmierzch spowija jesienne drzewa; pada śnieg, a od mokrych, spleśniałych liści i przemoczonej ziemi bije przenikliwy chłód. Nagle, wzdłuż drogi na zewnątrz, maszeruje kompania. Mężczyźni śpiewają naszą starą żołnierską pieśń:
”Nach der Heimat mocht' ich wieder”

Śpiew! Marsz! „Dobry Boże”, myślę sobie. Walczę z moimi uczuciami najlepiej jak potrafię; ale są dla mnie zbyt silne, nie mogę się im oprzeć. Mimo to śpiewają teraz łagodniej i bardziej odlegle niż wtedy. Ale to w ciemności i samotności, w której nikt nie mógł mnie zobaczyć, pokonało mnie. Późnym wieczorem nadeszło oświadczenie rządu, że po wysłuchaniu rady ministra wojny, generała Scheücha, muszą odmówić mi dalszego pozostawania w Wyższym Dowództwie Grupy Armii. Nowy głównodowodzący nie miał już ze mnie żadnego pożytku. Nie pozostało mi więc nic innego, jak napisać list pożegnalny. Brzmiał on następująco:

SZANOWNY GENERALE FELDMARSZAŁKU,

W tych najcięższych dniach życia mego ojca i mego muszę błagać o pożegnanie się z Waszą Ekscelencją w ten sposób. Z głębokim wzruszeniem zostałem zmuszony do podjęcia decyzji o skorzystaniu z sankcji udzielonej przez Waszą Ekscelencję na moje zrzeczenie się stanowiska głównodowodzącego i na razie zamieszkam za granicą. Dopiero po ciężkich wewnętrznych zmaganiach byłem w stanie pogodzić się z tym krokiem; ponieważ rozdziera każde włókno mojego serca, aby nie móc poprowadzić z powrotem do domu mojej Grupy Armii i moich dzielnych żołnierzy, którym Ojczyzna zawdzięcza tak nieskończony dług. Uważam jednak za ważne, aby jeszcze raz przedstawić Waszej Ekscelencji, w tej godzinie, krótki szkic mojej postawy i błagam Waszą Ekscelencję, aby wykorzystał moje słowa, które mogą wydawać się dla Ciebie odpowiednie.

W przeciwieństwie do wielu niesprawiedliwych opinii, które starały się przedstawić mnie jako zawsze podżegającego do wojny i reakcjonistę, od samego początku opowiadałem się za poglądem, że ta wojna była dla nas wojną obronną; a w latach 1916, 1917 i 1918 często podkreślałem, zarówno ustnie, jak i pisemnie, opinię, że Niemcy powinny dążyć do zakończenia wojny i że powinny być zadowolone, gdyby mogły utrzymać swoje status quo przeciwko całemu światu. Jeśli chodzi o politykę wewnętrzną, byłem ostatnim, który sprzeciwiał się liberalnemu rozwojowi naszej konstytucji. Tę koncepcję przekazałem na piśmie cesarskiemu kanclerzowi, księciu Maxowi z Badenii, zaledwie kilka dni temu. Niemniej jednak, kiedy gwałtowny rozwój wydarzeń zrzucił mojego ojca z tronu, nie tylko nie zostałem wysłuchany, ale jako książę koronny i następca tronu zostałem po prostu zignorowany.

Dlatego proszę Waszą Ekscelencję o przyjęcie do wiadomości, że składam formalny protest przeciwko temu naruszeniu mojej osoby, moich praw i moich roszczeń. Pomimo tych faktów byłem zdania, że biorąc pod uwagę poważne wstrząsy, jakie armia musiała ponieść w wyniku utraty cesarza i naczelnego wodza, a także haniebnych warunków zawieszenia broni, powinienem pozostać na swoim stanowisku, aby oszczędzić jej nowego rozczarowania związanego ze zwolnieniem księcia koronnego ze stanowiska naczelnego dowódcy wojskowego. W tym również kierowałem się ideą, że nawet jeśli moja osoba może być narażona na najbardziej bolesne konsekwencje i konflikty, utrzymanie razem mojej Grupy Armii zapobiegnie dalszej katastrofie naszej Ojczyzny, której wszyscy służymy.

Te konsekwencje dla mnie samego powinienem był znieść w przekonaniu, że wyświadczam przysługę mojemu krajowi. Ale postawa obecnego rządu musiała być również wzięta pod uwagę przy podejmowaniu decyzji, czy mam kontynuować dowodzenie wojskiem. Od tego rządu otrzymałem zawiadomienie, że nie przewiduje się dalszej aktywności wojskowej z mojej strony, chociaż powinienem być przygotowany na przyjęcie ewentualnego zatrudnienia. Wierzę zatem, że pozostałem na stanowisku tak długo, jak wymagał tego ode mnie honor oficera i żołnierza.

Wasza Ekscelencja przyjmie jednocześnie do wiadomości, że kopie tego listu zostały wysłane do ministra królewskiego dworu, pruskiego ministerstwa stanu, wiceprzewodniczącego Izby Deputowanych, przewodniczącego Izby Wyższej, szefa gabinetu wojskowego, szefa gabinetu cywilnego i kilku dowódców wojskowych, z którymi jestem bliżej zaznajomiony. Żegnam się z Waszą Ekscelencją z gorącym życzeniem, aby nasza ukochana Ojczyzna znalazła drogę wyjścia z tych ciężkich burz do wewnętrznego uzdrowienia i do nowej, lepszej przyszłości.

Kończąc, pozostaję z poważaniem,

(Podpisano) Wilhelm, Książę Korony Cesarstwa Niemieckiego i Prus.
Do Jego Ekscelencji Marszałka Polowego Generała von Hindenburga, Szefa Sztabu Generalnego Armii Polowej. Kwatera Główna.

Tytan

w Historia

11piorunów

Rewolucja Niemiecka 1918 roku na podstawie THE MEMOIRS OF THE CROWN PRINCE OF GERMANY wyd w 1922 roku 
Część XI 

poprzednie części pod tagiem

Wczesnym rankiem 10 listopada 1918 roku naradzałem się z moim szefem sztabu, hrabią Schulenburgiem, nad sytuacją powstałą po wyjeździe cesarza i możliwościami, jakie mi pozostawiono. Ja sam nadal skłaniałem się ku oporowi.

Walczyć z rewolucją?

Ale tylko Hindenburg, człowiek, w którego ręce cesarz powierzył naczelne dowództwo nad wojskami na froncie i wojskami w kraju, i któremu ja sam podlegam jako żołnierz i jako dowódca mojej Grupy Armii, tylko ten jeden człowiek ma prawo wezwać nas do takiej walki. I kiedy my wciąż mówimy o nim i o decyzjach, które być może podejmie, nadchodzi raport ze Spa, że oddał się do dyspozycji nowego rządu! W ten sposób każda myśl o walce zostaje wysadzona w powietrze, a wszelkie przedsięwzięcia przeciwko nowym władcom są skazane na niepowodzenie. Z Hindenburgiem i hasłem porządku i pokoju można było wiele uratować; przeciwstawiając się mu, można było stracić tylko więcej, a mianowicie niemiecką krew oraz perspektywę zawieszenia broni i pokoju.

Dlatego każda pokusa odzyskania mojej dziedzicznej władzy siłą musi zostać odrzucona; a jedyne, co może trwać, to moje pragnienie, aby w każdym przypadku wypełniać mój obowiązek jako żołnierz, który przysiągł wierność swojemu cesarzowi i jest winien posłuszeństwo przedstawicielowi wyznaczonemu przez tego cesarza. W związku z tym zachowam dowództwo w moich rękach i bezpiecznie poprowadzę powierzone mi oddziały do domu, w porządku i dyscyplinie. Hrabia von der Schulenburg popiera to postanowienie swoją radą; podobne poglądy wyrażają moi dowódcy armii von Einem, von Hutier, von Eberhardt i von Boehn, z których niektórzy prezentują się rano w sztabie Grupy Armii, podczas gdy z innymi komunikujemy się telefonicznie.

Żaden z nich nie jest głęboko dotknięty tymi nieszczęsnymi dekretami; żaden z nich nie patrzy na wydarzenia w Berlinie i Spa ze zdumieniem. Wciąż powraca to samo pytanie: ”A Hindenburg?” I ciągle ta sama odpowiedź: „Generał Gröner”

Po długiej dyskusji za i przeciw, opuściłem Vielsalm po południu. Schulenburg radzi mi, abym podczas negocjacji z Berlinem udał się bliżej oddziałów na froncie i czekał na decyzje rządu w miejscu bardziej oddalonym od demoralizacji, która prawdopodobnie znajdzie łatwiejszy wyraz za liniami frontu. Z drugiej strony konieczne jest wybranie miejsca dostępnego przez telefon. Dlatego ostatecznie uzgodniono, że na razie udam się do kwatery głównej Trzeciej Armii.

Tej przejażdżki nigdy nie zapomnę. Mój oficer ordynansowy, Zobeltitz, i oficer łacznikowy Grupy Armii, kapitan Anker, towarzyszą mi, podczas gdy moi dwaj adiutanci, Müldner i Müller, zostali na miejscu, aby prowadzić dalsze negocjacje z rządem. W jednym z miejsc, przez które przejeżdżaliśmy, mój samochód został otoczony przez setki młodych żołnierzy, którzy powitali mnie okrzykami i pytaniami. Jest to baza rekrutów Gwardii; żaden z chłopaków nie uwierzy w doniesienia o rewolucji i błagają mnie, abym maszerował z nimi do domu. Są gotowi roznieść wszystko na kawałki!

Kiedy usłyszeli, że Hindenburg również oddał się do dyspozycji nowego rządu, zamilkli. Wydawało się to dla nich nie do pojęcia. Ściskam wiele rąk;
Słyszę za sobą okrzyki młodych głosów:
”Auf Wiedersehen!”
Drodzy, wierni niemieccy chłopcy, teraz bez wątpienia niemieccy mężczyźni!

W trudzie przemierzamy niewiarygodne wiejskie drogi i leśne ścieżki; około dziewiątej docieramy do celu. Ale nigdzie nie widać sztabu! Przypadkowo w ciemności pojawia się lekarz weterynarii i informuje nas, że nigdy nie było tu żadnego sztabu. Nazwa kwatery głównej Trzeciej Armii pojawiająca się dwukrotnie, została błędnie wskazana na mojej mapie. Ale on wskaże nam drogę do następnego miejsca, gdzie wczoraj znajdował się sztab von Schmettowa.

Nasza trasa wiedzie przez rozległy i ciemny jak smoła las. Po godzinie docieramy do domu, w którym wszyscy udali się już na spoczynek. Po wielu okrzykach i dźwiękach naszego klaksonu motorowego, w końcu pojawia się oficer i wyjaśnia, że jest to szkoła dla chorążych; Grupa von Schmettowa już wyjechała. Młody człowiek jest niezwykle uprzejmy, jakby musiał przepraszać za to, że Schmettow odszedł. Błaga mnie, abym został na noc; nie wie, gdzie znajduje się sztab Trzeciej Armii, ale przypuszcza, że Einem zajął kwaterę w pobliżu małego miasteczka Laroche.

Kontynuujemy więc naszą nocną podróż. W końcu znajdujemy Laroche. Jest to węzeł kolejowy. To straszny chaos, przez który przejeżdżamy: wrzaskliwi, niezdyscyplinowani mężczyźni idący na urlop, krzyki i wrzaski i szturm na pociągi. U komendanta dowiadujemy się, że sztab Trzeciej Armii jest zakwaterowany w pobliskim domu.

Zaczynamy od nowa! Na głęboko rozjeżdżonej drodze musimy przejechać pod wąskim łukiem kolejowym. Tutaj austriacka bateria haubic wbiła się w kilka niemieckich furgonetek z amunicją, tworząc beznadziejną plątaninę. Jest ciemno jak w smole. Małe światła migoczą: ludzie krzyczą i przeklinają. Nasz samochód pogrąża się coraz głębiej w błocie, a na zewnątrz pada delikatna, zimna mżawka. I tak siedzimy i czekamy w tym chaosie przez całe dwie godziny. Wrzaski i krzyki na stacji kolejowej rozbrzmiewają nad naszymi głowami; grupy ubłoconych próżniaków i żołnierzy z jednostek transportowych dryfują nieufnie obok, rzucając na nas chciwe spojrzenia. Dwie takie godziny, po powodzi strasznych wydarzeń, z sercem przepełnionym bólem i goryczą.

To jak obraz upiornego końca naszej czteroipółletniej heroicznej walki: zamieszanie, szaleństwo, zbrodnia. Nie życzyłbym najgorszemu wrogowi palących tortur tamtych godzin.
Było już po północy, kiedy w końcu dotarliśmy do kwatery głównej armii, gdzie zostaliśmy powitani z serdeczną przyjaźnią przez Jego Ekscelencję von Einema i jego szefa sztabu podpułkownika von Klewitza. Oczekiwali nas od późnego popołudnia i zaczęli się obawiać, że spotkało nas jakieś nieszczęście i więcej nas nie zobaczą. Wkrótce kładziemy się do łóżek, ale znowu trudno mi zasnąć.

Tytan

w Historia

12piorunów

Rewolucja Niemiecka 1918 roku na podstawie THE MEMOIRS OF THE CROWN PRINCE OF GERMANY wyd w 1922 roku 
Część X 

poprzednie części pod tagiem

[cd 9 XI 1918]
Dochodziła godzina pierwsza i udaliśmy się na obiad. Cały posiłek przypominał jakąś ponurą stypę. Po tym nieznośnie bolesnym lunchu Jego Wysokość pozostał w rozmowie ze mną i Schulenburgiem. Kilka minut po godzinie drugiej został odwołany przez generała von Plessena, ponieważ sekretarz stanu von Hintze, telefonując do Berlina, został zaskoczony nową wiadomością. Wkrótce Schulenburg i ja otrzymaliśmy rozkaz udania się do cesarza.

Pomimo pozornej samokontroli i godności, do której się zmusił, był nadmiernie poruszony. Jakby wciąż wątpił, czy to, przez co właśnie przeszedł, może być rzeczywistością i prawdą, powiedział nam, że właśnie otrzymał informację z Kancelarii Cesarskiej, że wiadomość ogłaszająca jego abdykację jako cesarza i króla Prus, a jednocześnie deklarująca moje zrzeczenie się w podobnym sensie, została wydana przez księcia Maxa z Badenii i rozpowszechniona przez Biuro Wolffa bez oczekiwania na deklarację cesarza i bez konsultacji ze mną w tej sprawie; Ponadto książę zrezygnował ze stanowiska kanclerza cesarskiego i został mianowany regentem cesarskim, podczas gdy socjaldemokratyczny poseł Reichstagu, Ebert, był teraz kanclerzem cesarskim.

Wszyscy byliśmy tak oszołomieni i sparaliżowani tą zaskakującą wiadomością, że przez chwilę ledwo mogliśmy mówić. Następnie natychmiast staraliśmy się upewnić i ustalić kolejność tych bezprecedensowych działań. Jego Ekscelencja von Hintze właśnie zaczął telefonicznie przekazywać deklarację sporządzoną przez Jego Królewską Mość, kiedy mu przerwano. Deklaracja ta, jak mu powiedziano, była całkowicie daremna; musiałaby to być całkowita abdykacja, zarówno jako cesarza, jak i króla Prus, a Herr von Hintze musi wysłuchać tego, co ma mu zostać przekazane! Sekretarz stanu zaprotestował przeciwko tej przerwie i oświadczył, że decyzja Jego Królewskiej Mości musi być teraz wysłuchana przed czymkolwiek innym. Sekretarz stanu zaprotestował przeciwko tej przerwie i oświadczył, że decyzja Jego Królewskiej Mości musi być teraz wysłuchana przed czymkolwiek innym. Przystąpił do czytania, ale gdy tylko skończył, Berlin poinformował go, że deklaracja została już opublikowana przez Biuro Wolffa i natychmiast przekazana różnym oddziałom za pomocą telegramów radiowych.

”Cesarz i król postanowił abdykować z tronu. Cesarski Kanclerz pozostaje na stanowisku do czasu rozstrzygnięcia kwestii związanych z abdykacją Cesarza, zrzeczeniem się tronu przez Księcia Korony Cesarstwa Niemieckiego i Prus oraz powołaniem regencji. ...”

Sekretarz stanu, von Hintze, niezwłocznie złożył kategoryczny protest przeciwko tej proklamacji, która została wydana bez upoważnienia cesarza i w najmniejszym stopniu nie reprezentowała decyzji Jego Królewskiej Mości. Von Hintze wielokrotnie domagał się obecności samego cesarskiego kanclerza przy telefonie; a książę Max z Badenii, w odpowiedzi na zapytanie Hintze, osobiście przyznał się do autorstwa opublikowanej proklamacji i zadeklarował, że jest gotów przyjąć za to odpowiedzialność. W ten sposób ani przez chwilę nie zaprzeczał, że był inicjatorem tego niezrozumiałego kroku, a mianowicie opublikowania, bez upoważnienia Jego Królewskiej Mości, rzekomo jego decyzji, na które nigdy się nie zgodził w takiej formie i uprzedzając w sposób, który był co najmniej niezrozumiały, moje własne decyzje w sprawie, która nie została jeszcze poruszona nawet jednym słowem.

W podekscytowanym i łatwowiernym nastroju ludzi w kraju i żołnierzy było dla nas jasne, że dzięki niezwykłemu zachowaniu księcia stworzono pozory dokonanego faktu, który miał odciąć grunt, na którym staliśmy, spod naszych stóp. Mając jaśniejszy osąd tego, co stało się z Jego Wysokością i ze mną, oraz jaśniejsze poglądy na temat tego, co teraz należy zrobić, przeszliśmy do pokoju, w którym zgromadzili się inni panowie. Ich również ogarnęła wielka konsternacja z powodu potwornego postępowania. Okrzyki oburzenia mieszały się z sugestiami, w jaki sposób należy przeciwdziałać temu podstępnemu zamachowi.

Schulenburg i ja namawialiśmy Jego Królewską Mość, by pod żadnym pozorem nie poddawał się temu zamachowi stanu, lecz wszelkimi możliwymi sposobami przeciwstawiał się machinacjom księcia i niezmiennie trwał przy wcześniej powziętym postanowieniu. Hrabia podkreślił również fakt, że ten incydent sprawił, że tym bardziej konieczne było, aby cesarz, jako wódz naczelny, pozostał przy armii. Ta rada znalazła poparcie u generała von Marschalla, a zwłaszcza u starego generała-pułkownika von Plessena, którego wierna i rycerska natura oraz silny instynkt żołnierski przebiły się przez dworskie formalności, których zwykle starannie przestrzegał, i wybuchły oburzeniem na haniebny cios wymierzony w cesarza i całą dynastię. Ogromne znaczenie miało to, że dzięki osobistemu śledztwu był w stanie udowodnić niewiarygodność twierdzenia Grönera, że wojska w kwaterze głównej stały się niewiarygodne i nie zapewniają już cesarzowi wystarczającej ochrony. Hrabia von der Schulenburg i ja zaproponowaliśmy, że podejmiemy się stłumienia elementów rewolucyjnych w kraju, proponując najpierw przywrócenie porządku w Kolonii. Ale cesarz odrzucił tę propozycję, ponieważ nie chciał wojny Niemców przeciwko Niemcom. W końcu wielokrotnie i z wielkim naciskiem oświadczył, że podtrzymuje swoją decyzję o abdykacji, jeśli będzie to konieczne, jako cesarz, ale pozostaje królem Prus i jako taki nie opuści wojsk. Polecił generałowi von Plessenowi, generałowi von Marschallowi i Jego Ekscelencji von Hintze, aby natychmiast złożyli raport feldmarszałkowi generalnemu na temat tego, co wydarzyło się w Berlinie i jego własnej postawy. Nieco podbudowany tym stanowczym nastrojem mojego ojca, który zdawał się teraz jasno widzieć drogę przez wszystkie kłopoty i trudności, opuściłem go, gdyż moje obowiązki głównodowodzącego wymagały mojej obecności w kwaterze głównej Grupy Armii w Vielsalm. Gdy trzymałem go za rękę, nie przypuszczałem, że zobaczę go ponownie dopiero za rok, i to w Holandii.
Hrabia von der Schulenburg pozostał w Spa. To od niego, a nie z własnego doświadczenia, czerpałem informacje na temat dalszych wydarzeń tego fatalnego listopada w Spa. Schulenburg, który wraz ze mną opuścił cesarza, został przez niego ponownie wezwany. Mój ojciec powtórzył: „Pozostaję królem Prus i jako taki nie abdykuję; pozostaję też z wojskami!”. Następnie, ponieważ niemożliwe było uznanie rewolucyjnego rządu w Berlinie, omówiono kwestię zawieszenia broni. Kto miał je zawrzeć? Jego Wysokość zdecydował, że feldmarszałek von Hindenburg powinien przejąć naczelne dowództwo i być odpowiedzialny za prowadzenie negocjacji. Pod koniec rozmowy cesarz wyciągnął rękę do hrabiego Schulenburga i powtórzył: „Zostaję z armią. Powiedz to żołnierzom!”

Po opuszczeniu Jego Królewskiej Mości Schulenburg udał się do kwatery Feldmarszałka, gdzie wraz z generałem Grönerem, generałem von Marschallem, sekretarzem stanu von Hintze i delegatem parlamentu von Grünauem o wpół do trzeciej rozpoczęła się konferencja na temat sytuacji powstałej w Berlinie. Generał Gröner oświadczył, że nie ma militarnych możliwości przeciwdziałania abdykacji ogłoszonej w Berlinie. Zgodnie z sugestią Jego Ekscelencji von Hintze postanowiono sporządzić pisemny protest przeciwko deklaracji abdykacji, która została ogłoszona bez zgody lub aprobaty cesarza, oraz podpisać ten dokument przez cesarza i zdeponować go w bezpiecznym miejscu. Podczas dyskusji na temat osobistego bezpieczeństwa cesarza, za które generał Gröner odmówił wszelkiej odpowiedzialności, pojawiło się pytanie, jakie miejsce zamieszkania cesarz mógłby wybrać, gdyby rozwój wydarzeń zmusił go do wyjazdu za granicę i wspomniano o Holandii. Hrabia Schulenburg był odosobniony w swojej opinii, że opuszczenie armii przez Jego Królewską Mość byłoby poważnym błędem. Nalegał, by Jego Królewska Mość dołączył do Grupy Armii, gdyż droga jest otwarta. W pełni przekonany o zdecydowanej postawie Cesarza, hrabia von Schulenburg, w towarzystwie innych członków sztabu Grupy Armii, udał się z powrotem do Vielsalm, gdzie jego obecność była pilnie potrzebna ze względu na napiętą sytuację na froncie.

Na zakończenie wszystkich ekscytujących wydarzeń tego dnia, noc przyniosła mi list od mojego ojca, który był nie do pogodzenia z ostatnimi doznaniami, jakie ja i szef mojego sztabu generalnego wynieśliśmy ze Spa, i zniszczył całą nadzieję i zaufanie, jakie żywiliśmy w odniesieniu do przywrócenia starego porządku rzeczy. List skonfrontował mnie z niezmiennymi faktami, które nie mogły nie zmienić biegu mojego losu i zawrócić mnie ze ścieżki, którą do tej pory uważałem za jedyną właściwą i którą, opierając się na moich prawach i obowiązkach, zamierzałem niezachwianie podążać.
List mojego ojca brzmiał następująco

” MÓJ DROGI CHŁOPCZE
” Ponieważ Feldmarszalek nie może zagwarantować mi bezpieczeństwa tutaj i nie chce się zobowiązać do zagwarantowania pewności oddziałów, zdecydowałem się, po ciężkiej wewnętrznej walce, opuścić zdezorganizowaną armię. Berlin jest całkowicie stracony; jest w rękach socjalistów, a dwa rządy zostały tam utworzone, jeden z Ebertem jako kanclerzem, a drugi przez niezależnych. Dopóki wojska nie rozpoczną marszu do kraju, zalecam pozostanie na posterunku i trzymanie oddziałów razem! Jak Bóg da, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Generał von Marschall przekaże ci dalsze informacje”. 
Twój boleśnie dotknięty ojciec,
(Podpisano)
” WILHELM.”

Na zdjęciu trzy francuskie kobiety w runinach wsi Paissy - płn-wsch Francja 1918 rok

Lider

w Niemcy

6piorunów

. https://www.dw.com/en/german-island-to-end-ritual-of-spanking-women-with-cow-horn/a-70940053

Niemiecka wyspa kończy rytuał bicia kobiet rogiem krowy

Północnomorska wyspa Borkum ogłosiła, że zakończy tradycję festiwalu Klaasohm, podczas którego młodzi mężczyźni uderzają kobiety w pośladki rogiem krowy.

Większość Niemców kojarzy święto Świętego Mikołaja z nieszkodliwą tradycją: dzieci zostawiają czyste buty przy drzwiach w nocy z 5 na 6 grudnia, a następnego ranka spodziewają się znaleźć w nich drobne prezenty i słodycze przyniesione przez Nikolausa.

[...]

Podobnie festiwal „Klaasohm” jest tradycją związaną ze świętem Świętego Mikołaja, obchodzoną co roku w nocy 5 grudnia na wyspie Borkum, zamieszkanej przez ponad 5 tysięcy osób.

[...]

Kobiety wspominają, że jako dzieci postrzegały to jako ekscytującą zabawę w chowanego, która była częścią wspólnej tożsamości mieszkańców wyspy, dlatego jako nastolatki chętnie brały udział w rytuale. Okazało się to jednak bolesnym doświadczeniem.

Młody mężczyzna, który opuścił Borkum, wciąż boi się pokazać swoją twarz przed kamerą, obawiając się, że krytyka rytuału mogłaby przynieść negatywne konsekwencje dla jego rodziny: „Na Borkum, jeśli otwarcie mówisz, że chcesz, aby to się skończyło, słyszysz, że nie rozumiesz festiwalu, że nie szanujesz tradycji i że w jakiś sposób ulegasz naciskom z zewnątrz [wyspy]” — mówi. Festiwal znalazł się w centrum uwagi w Niemczech po reportażu wideo publicznego nadawcy NDR.
W reportażu dwóch reporterów próbuje sfilmować obchody w 2023 roku.

Za pomocą telefonów komórkowych łatwo nagrywają uroczystości dzienne, kiedy społeczność zbiera się wokół młodych, nieżonatych mężczyzn ubranych w tradycyjne stroje Klaasohmów — z maskami, owczymi skórami i piórami ptaków.
Później Klaasohmowie w różnym wieku rzucają sobie wyzwanie w formie zapasów. To wydarzenie jest zarezerwowane dla mieszkańców wyspy, więc turyści i dziennikarze nie mogą go oglądać.

Impreza trwa w nocy. Reporterzy potajemnie filmują grupę tzw. „łapaczy”, którzy gonią kobiety, przytrzymują je, podczas gdy Klaasohmowie uderzają je rogiem krowy w pośladki. Wokół ludzie, w tym dzieci, wiwatują, gdy kobieta jest uderzana.

[...]

Zapytana, dlaczego jest to tak ważne dla mieszkańców Borkum, jedna z kobiet odpowiada: „To ważne dla mężczyzn”.
„Borkumerzy tak się wychowują i tak po prostu jest. To czysto męski dzień. Więc musicie zapytać mężczyzn, co o tym sądzą” — dodaje.

Jeden z mężczyzn bagatelizuje to jako niewinną zabawę, tłumacząc, że „kiedy [młodzi mężczyźni] widzą kobietę, biją ją trochę rogiem krowy”, dodając, że „to nie jest naprawdę przemoc”.
Anonimowi rozmówcy twierdzą jednak, że po uderzeniach zostawały siniaki, a ból utrzymywał się przez kilka dni. Były mieszkaniec wyspy zauważa, że mężczyźni byli dumni, jeśli kobieta nie mogła usiąść przez pięć lub sześć dni po uderzeniu.
Organizatorzy festiwalu, policja i burmistrz Borkum odmówili wywiadów reporterom NDR. Reportaż podkreśla również, że zachęca się do unikania relacjonowania wydarzenia w mediach społecznościowych, aby nie ujawniać tożsamości Klaasohmów.

[...]

Władze twierdzą, że bicie kobiet nie jest już częścią festiwalu

W obliczu oburzenia wywołanego reportażem władze Borkum przyznały w oświadczeniu, że unikanie mediów było błędem: „Uświadamiamy sobie, że reportaż, który przedstawia zniekształcony obraz festiwalu i zawiera liczne nieścisłości dziennikarskie, jest wynikiem odrzucenia wszystkich ich próśb” — powiedział przewodniczący stowarzyszenia Borkumer Jungens e.V. 1830, odpowiedzialnego za organizację tradycji Klaasohm.

&źródło

Mocarz5piorunów

Tradycja krzywdzenia ludzi brzmi jak najbardziej niemiecka rzecz

Gruba ryba0piorunów

a to nie w Sylwestra takie zabawy w niemczech?

Gruba ryba0piorunów

@voy.Wu nie. W Sylwestra napierdalają petardami od 18 do 3 w nocy ciurkiem bez przerwy.

Pokaż więcej komentarzy (4)