Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#chorobachad

Gruba ryba

w Hydepark

67piorunów

Mam pecha z pracodawcami.

Brałem udział w rekrutacji. Najpierw rozmowa zdalna, potem na żywo, w dość sporym odstępie czasu. Na obu padło to samo pytanie: ile chciałby pan minimalnie zarabiać, żeby przychodzić do pracy z chęcią?

Jako że na umowie jest zakaz ujawniania zarobków (xDDD), to na wszelki wypadek nie zdradzę kwoty. Podałem według mnie niezbyt wygórowaną, jednak zadowalającą mnie stawkę, ponieważ oprócz podstawy miała być też premia uzależniona od wyników.

No i niby wszystko fajnie, żadnych sprzeciwów, wszystko akceptowane.

Tydzień przed rozpoczęciem pracy dowiedziałem się, że owszem, będę minimalnie zarabiał tyle, co chciałem, ale tylko przez trzy miesiące. Po tym okresie podstawy będę miał dwa tysiące mniej, niż chciałem.

Delikatnie mówiąc nie byłem zadowolony. Jednak wkurwiło mnie coś innego. Pani kierownik powiedziała po chwili: „nikt tyle nie płaci za samo przychodzenie do pracy.”

No ale dobra, nie mam alternatywy, a ja lubię jeść, więc wypadałoby mieć jakiekolwiek źródło pieniędzy.

Jedynie mam trochę żal do siebie, że tym razem się nie postawiłem. Rok temu poprzedni pracodawca też chciał mnie załatwić. Na rozmowach wszystko spoko, przy podpisywaniu umowy kwota znacznie mniejsza, bo reszta w premii uznaniowej. Tylko że jak pan prezes uzna, że premii nie dostanę, to obudzę się z ręką w nocniku, ponieważ oferowana przez nich podstawa nie wystarczyłaby mi na ówczesne moje potrzeby.

Obecnie jednak jest w tak kiepskim stanie psychicznym i pałam dość sporym uczuciem nienawiści do samego siebie, że mam wyrzuty sumienia, że ktoś zmarnuje czas na przeczytanie tego posta. W sumie też zmarnowałem czas na napisanie go, więc wszyscy zmarnujemy czas.

Wstępnie rozmawiałem o tym z panią psychiatrą. Z poprzedniej pracy zrezygnowałem z ogromnego stresu, kiedy cała logistyka firmy spadła na moje barki - a dopiero co zacząłem pracę w stricte logistyce i moja ówczesna przełożona uczyła mnie raptem przez dwa miesiące. Potem poszła na L4 i po jakimś czasie rzuciła wypowiedzeniem. A ja zostałem sam z tym bałaganem. Jak stwierdziła, tak logistyka nie powinna wyglądać, w co wierzę. Przepracowała w zawodzie dłużej, niż żyję.

Pani psychiatra powiedziała, że jeśli bym się źle czuł, to zawsze może mi wypisać zwolnienie lekarskie do pół roku. Nie chcę nadużywać L4, jednakże już się stresuję na samą myśl, że może nie udać mi się zarobić w premii potrzebnej mi sumy. A nie mam na ten moment żadnej sensownej alternatywy. : /

trochę trochę

Kosmonauta25piorunów

„nikt tyle nie płaci za samo przychodzenie do pracy.”
Ale będą oburzeni jak za tą niższą stawkę będzie się przychodziło do pracy tylko i wyłącznie posiedzieć...

Gruba ryba6piorunów

@MalyDiabel igzekli, przychodzić do pracy, to ja mogę za uśmiech prezesa, ale za robotę wykonaną to stawka ma być odpowiednia

Gruba ryba1piorunów

@MalyDiabel @jakibytulogin

W systemie prowizyjnym nicnierobieniem zaszkodzę tylko sobie. Pracowałem blisko osiem lat w takim i w momencie, kiedy przeszedłem do firmy, w której liczyła się jakość mojej pracy, odczułem ogromną ulgę.

Pracę z prowizją podjąłem głównie dlatego, że nie miałem żadnej lepszej opcji. Poza tym myślałem, że podstawy będę miał tyle, ile powiedziałem podczas rekrutacji, co dałoby mi spokój ducha przy słabszym miesiącu, urlopu czy zwolnieniu lekarskim.

W momencie, w którym będę musiał co miesiąc zarobić dwa tysiące, żeby czuć spokój/zadowolenie/cokolwiek... cholernie mnie to stresuje. Tym bardziej, że mój kolega z działu rzadko kiedy tyle wyciąga z prowizji.

Kosmonauta2piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk Ok, jak zarobek opiera się na prowizjach no to tak. Ale to wtedy nie powinna być umowa o pracę, skoro tej minimalnej stawki ci nie zapłacą.

A sam zakaz ujawniania zarobków jest chyba niezgodny z prawem.

Gruba ryba2piorunów

@MalyDiabel

Umowę zrobili tak, że podstawa jest niższa o 2000 złotych, niż chciałem, a przez te trzy miesiące otrzymam wspomniane dwa tysiące jako gwarantowana premia.

Fanatyk9piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk spotkałem się kiedyś z takim podejściem, że mieli dać więcej po 3 miesiącach. Tylko tego nie zrobili, bo się "mylę". Przychodzisz do firmy, w strukturę się wrażasz, nic właściwie nie robisz i odstajesz odpowiedź, że się mylisz. Nie byłem jedynym który to usłyszał. Wałki na umowach, olewanie kodeksu pracy to tam była normalność.

Gruba ryba3piorunów

@30ohm

Po ostatniej firmie nauczyłem się, że liczy się tylko to, co w umowie i nie warto wierzyć w żadne zapewnienia. Cieszę się, że wtedy postawiłem na swoim i się udało, ponieważ później jeden kolega powiedział, że poszedł na zwolnienie lekarskie z powodu rozwalonego kolana i zabrali mu premię na rok. Premia w końcu jest uznaniowa. ; )

Pokaż więcej komentarzy (22)