Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#czytajzwujkiem

Lider

w Książki

21piorunów

849 + 1 = 850

Tytuł: Goldfinger

Autor: Ian Flemming

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Format: audiobook

Liczba stron: 336

Ocena: 6/10

Po kilku wcześniejszych tomach przygód Bonda miałem wobec Goldfingera naprawdę duże oczekiwania - głównie dlatego, że sam antagonista urósł już do rangi jednego z najbardziej ikonicznych złoczyńców całego uniwersum Goldfinger. I chyba właśnie przez ten status książka trochę mnie rozczarowała.

Tym razem Bond trafia na trop Aurica Goldfingera - ekscentrycznego milionera powiązanego z przemytem złota i wielką finansową machiną. Początkowo historia bardziej przypomina grę obserwacji i próbę zrozumienia, kim właściwie jest Goldfinger i co planuje. Trafia na niego 2 razy, zanim rozwinie się właściwa akcja, próbując rozszyfrować w jaki sposób oszukuje. Dopiero później całość przechodzi w bardziej klasyczną bondowską historię o wielkim planie i zagrożeniu na ogromną skalę.

I problem polega na tym, że sam Goldfinger nie wypada aż tak imponująco, jak się spodziewałem. Oczywiście jest inteligentny, obsesyjny i bezwzględny, ale przez dużą część książki bardziej przypomina dziwacznego bogacza niż ostatecznego złoczyńcę. Dopiero gdy wychodzi na jaw, że jest gotów poświęcić całe miasteczko i zamordować ogromną liczbę ludzi dla realizacji swojego planu, zaczyna być naprawdę niepokojący. Wcześniej brakowało mi trochę tej aury zagrożenia, którą miał choćby Doktor No.

Podobało mi się natomiast, że Fleming ponownie pozwala Bondowi działać bardziej jako obserwator i człowiek próbujący rozgryźć przeciwnika, a nie tylko maszyna do akcji. Są tu fragmenty bardzo klimatyczne - szczególnie te związane z hazardem, oszustwami i analizowaniem zachowań Goldfingera. To nadal ten bardziej szpiegowski Bond, którego lubię najbardziej.

Niestety druga połowa książki jest już dużo bardziej komiksowa i momentami trudno było mi traktować ją całkowicie poważnie. Widać też, jak mocno seria zaczyna budować własny schemat: ekscentryczny złoczyńca, wielki plan, piękna kobieta i Bond próbujący przeżyć sytuację, która wydaje się niemożliwa do wyjścia. To nadal całkiem przyjemna przygodowo-szpiegowska lektura, ale jeden z tych tomów, które bardziej docenia się za wpływ na popkulturę niż za samą historię.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba1piorunów

@WujekAlien czy w książce pani też się nazywała Pussy Galore?

Lider1piorunów

@saradonin_redux tak, dokładnie tak się nazywała. Natomiast jej rola pojawia się w książce dopiero pod koniec (za 70-80% książki), mam wrażenie, że w filmie to było dużo, dużo wcześniej. Muszę obejrzeć film jeszcze raz, żeby porównać.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

19piorunów

843 + 1 = 844

Tytuł: Edukacja motyli

Autor: Donato Carrisi

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 464

Ocena: 8/10

Donato Carrisi po raz kolejny robi to, co wychodzi mu najlepiej - wrzuca czytelnika w historię, w której bardzo szybko przestajemy być pewni czegokolwiek. Główna bohaterka (Serena) dowiaduje się, że w schronisku w którym przebywa jej córka był pożar, ale dziewczynka jest bezpieczna i nie ma powodów do niepokoju. Gdy dociera na miejsce okazuje się, że była to pomyłka i opiekunka pomyliła imiona dziewczynek, a córka Sereny nie uratowała się z pożaru. Problem w tym, że jej ciała nie odnaleziono. Serenie rzeczywistość zaczyna się rozmywać, dni zlewać, a do tego wpada w nałóg alkoholowo-narkotykowy. My razem z nią coraz bardziej tracimy grunt pod nogami.

Czy ktoś manipuluje bohaterką? Czy sama coś ukrywa? Co ukrywają inni? A może prawda jest znacznie bardziej niepokojąca?

Największą siłą książki jest atmosfera psychozy i ciągłego niepokoju. Dowiadujemy się, że bohaterka nie chciała urodzić córki, planowała oddać ją do adopcji, bo na przerwanie ciąży było już za późno. Niestety z powodu komplikacji zdrowotnych do adopcji nie doszło, a dziecko wróciło z matką do domu. Gdy dowiadujemy się, że dziewczynka "zginęła" w pożarze, (choć określenie: nie uciekła z budynku razem z opiekunkami i innymi podopiecznymi, bardziej tu pasuje), zaczynamy się zastanawiać, czy matka nie miała przypadkiem nic wspólnego z jej "śmiercią". Carrisi świetnie buduje poczucie zagubienia - czytelnik praktycznie do samego końca jest zagubiony, nie wie, co jest prawdą, a co tylko interpretacją albo wspomnieniem zniekształconym przez traumę. Bardzo łatwo wpaść w tę historię i zacząć kwestionować wszystko razem z bohaterką.

Gdy w połowie dowiadujemy się, że pewne wydarzenia to było oszustwo, tracimy punkt zaczepienia, bo wszystkie tropy prowadziły donikąd, ale czy napewno?

Podobało mi się też tempo. To jedna z tych książek, które bardzo skutecznie zmuszają do czytania "jeszcze jednego rozdziału", choć nie pędzą na złamanie karku, a akcji prawie nie ma, choć sporadycznie pojawia się na 1-2 strony. Carrisi dobrze dawkuje informacje i regularnie podrzuca nowe elementy układanki, dzięki czemu napięcie praktycznie cały czas się utrzymuje.

Jednocześnie to nie jest klasyczny thriller oparty wyłącznie na akcji. Znacznie ważniejszy jest tutaj stan psychiczny bohaterki i sposób, w jaki postrzega rzeczywistość, swoje emocje, swój stan upojenia alkoholowego i tropy podrzucane przez innych. Autor mocno gra emocjami, paranoją i poczuciem osaczenia. Momentami miałem wręcz wrażenie, że sama historia jest mniej ważna niż doświadczenie zagubienia, które ma wywołać.

Książka nie jest idealna - niektóre rozwiązania balansują na granicy przesady i efektowności kosztem realizmu. Ale jeśli zaakceptuje się tę konwencję, dostaje się bardzo angażujący thriller psychologiczny. A nie ukrywam, że własnie tego mi było trzeba, gdy po nią sięgałem. Przez co trafiła na podatny grunt.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

18piorunów

833 + 1 = 834

Tytuł: Śmierć przed świtem

Autor: Michael Katz Krefeld

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Saga Egmont

Format: audiobook

Liczba stron: 233

Ocena: 6/10

Książka ma oficjalną premierę w połowie czerwca, ale Audioteka dała ciała i wypuściła audiobooka ponad miesiąc przed premierą. Mówi się trudno i słucha sie dalej 😉

Trzeci tom serii z Cecilie Mars niestety potwierdza coś, czego trochę obawiałem się już po "Bestiach nocy" - ta historia z każdą kolejną częścią traci część swojej świeżości i siły. Tym razem Cecilie zostaje szefową wydziału, co samo w sobie jest ciekawym kierunkiem, bo zmienia jej pozycję i sposób działania. Pokazuje presję z góry, ze strony prasy i polityków. Problem w tym, że wraz z awansem coraz trudniej ignorować jej przeszłość. Jeden ze współpracowników zaczyna mocno drążyć wcześniejsze sprawy i powoli dochodzi do wniosku, że Cecilie nie zawsze pozwalała wymiarowi sprawiedliwości działać zgodnie z procedurami. Coraz wyraźniej wychodzi z jego śledztwa, że część morderców (z poprzednich tomów) mogła paść ofiarą jej prywatnej vendetty.

I to jest chyba najciekawszy element książki. Seria coraz mocniej odchodzi od klasycznego kryminału w stronę historii o bohaterce, która nocą zmienia się w Batwoman, a do tego sama zaczyna przypominać potwory, które ściga. Problem polega jednak na tym, że im lepiej poznajemy Cecilie, tym mniej interesująca się staje. W pierwszym tomie działała dzięki moralnej niejednoznaczności i presji sytuacji. W drugim dzięki temu, że sama staje się ofiarą. W trzecim co raz częściej wygląda po prostu jak osoba, która że jest ponad prawem, a układ z polityczką (podobna relacja jak z Łazarzem z 1 tomu), tylko to potwierdza.

Fabularnie dostajemy serię brutalnych zbrodni na kobietach - okaleczone ciała, organy na wierzchu, charakteryzacja ofiar, trofea i pytanie, czy te przypadkowe ofiary coś ze sobą łączy. Sam motyw jest mocny i momentami naprawdę niepokojący, ale Chris Carter mnie już do takich przyzwyczaił. Mam natomiast wrażenie, że cała intryga wypada słabiej niż wcześniej. Autor nadal próbuje budować ciężki klimat skandynawskiego noir, tylko że coraz częściej przykrywa nim fabularne uproszczenia.

Największym problemem jest chyba to, że seria zaczyna zjadać własny ogon. To, co początkowo było świeże i nieoczywiste, staje się coraz bardziej przewidywalne i oparte na eskalowaniu brutalności oraz moralnej degeneracji głównej bohaterki. Świeżości dodaje tu tylko śledztwo wewnętrzne przeciwko Cecilie, które zdaje się pokazywać czytelnikowi, że nie ujdzie jej to na sucho.

Mimo wszystko polecam fanom kryminałów, bo nieźle się to czyta i daje jednak sporo ciekawych pomysłów w tym mimo wszystko, dość zamkniętym i skończonym gatunku, w którym trudno zaskoczyć czytelnika.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

18piorunów

832 + 1 = 833

Tytuł: Poszukiwany

Autor: Lee Child

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 480

Ocena: 7/10

Mam ostatnio jakiś zastój czytelniczy, czytam mniej, a jak już czytam to same ksiązki 5-6/10, więc nic wybitnego. Zazwyczaj receptą na czytelnicze zastoje był Reacher, więc tę samą pigułkę połknąłem tym razem.

17 tom przygód Jacka Reachera:

Początek jest zbliżony do każdej innego tomu: Jack robi to, co wychodzi mu najlepiej - stoi przy drodze, łapie okazję i trafia prosto w środek problemów, które spróbuje za wszelką cenę rozwiązać. Tym razem zostaje zabrany przez trójkę niepokojąco spiętych ludzi jadących przez nocne Stany. Już od początku wiadomo, że coś jest nie tak. Reacher zaczyna analizować pasażerów, ich zachowanie, rozmowy i napięcie wiszące w aucie, próbując zrozumieć, w co właśnie się wpakował. 2 mężczyzn i kobieta, cała trójka ma te same koszule na sobie i udaje, że jest to ich służbowy wyjazd z pracy. Jadą daleko i mogą po drodze wyrzucić Reachera. Dość szybko dostaje on również propozycję miejsca za kółkiem i odciążenia pozostałych kierowców, by mogli odpocząć. Szybko okazuje się, że na autostradach ustawione są policyjne blokady, a FBI poszukuję 2 sprawców napadu. Z racji tego, że samochodem podróżują w 4, szybko zostają przepuszczeni w dalszą drogę.

I muszę przyznać, że pierwsza połowa książki (prawie połowa) jest naprawdę świetna. Właściwie niemal całość rozgrywa się w samochodzie i opiera głównie na dialogach, obserwacjach, tajnych wiadomościach i rosnącym napięciu. Child bardzo dobrze wykorzystuje ograniczoną przestrzeń i paranoiczny klimat. Reacher robi to, co w tej serii lubię najbardziej - analizuje ludzi, wyłapuje szczegóły, buduje w głowie obraz sytuacji i krok po kroku dochodzi do prawdy. To bardziej thriller psychologiczny niż sensacyjny i działa znakomicie.

I tu się pojawia problem, bo w momencie, gdy Racher wysiada z auta (nie będę spoilerówał dlaczego), książka siada. Gdy auto nie jest już jedynym miejscem historii i akcja przeradza się w bardziej klasyczny pościg za poszukiwanymi oraz ich zakładniczką, książka wyraźnie traci energię. Tempo niby rośnie, ale napięcie paradoksalnie spada. Wszystko staje się bardziej schematyczne, mniej subtelne i coraz bardziej przewidywalne. Mam wręcz wrażenie, że z każdą kolejną stroną było trochę gorzej.

To jeden z tych tomów, które pokazują zarówno największą siłę, jak i największą słabość serii. Child fenomenalnie buduje krótkoterminowe napięcie i sceny oparte na obserwacji oraz dedukcji, ale kiedy musi domknąć większą akcję sensacyjną, często robi się dużo bardziej sztampowo. Natomiast świetnie wypada relacją Reachera z zakładniczką i agentką FBI, nie wiem, czy nie jest to jedna z lepszych takich, zbudowanych w dotychczasowych tomach serii.

Mimo tego nadal dobrze się to czyta - głównie dlatego, że Reacher pozostaje Reacherem. Jego sposób myślenia, chłodna analiza sytuacji i poczucie, że jest najniebezpieczniejszym człowiekiem w każdym pomieszczeniu, nadal robią robotę. I chyba właśnie dlatego finalnie ocena zostaje wyższa, niż pewnie powinna - po prostu bardzo lubię tę serię i tego bohatera.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 100 książka przeczytana w tym roku

Lider

w Książki

19piorunów

831 + 1 = 832

Tytuł: W dobrych rękach

Autor: Yael van der Wouden

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: ebook

Liczba stron: 400

Ocena: 5/10

To książka bardzo gęsta emocjonalnie, ale jednocześnie dziwnie chłodna. Akcja rozgrywa się w Holandii lat 60., gdzie Isabel żyje samotnie w domu po zmarłej matce, kurczowo trzymając się rutyny, porządku i kontroli. Jej świat zaczyna się rozpadać, gdy do domu wprowadza się Eva - partnerka jej brata. Obecność nowej osoby wywołuje w Isabel coraz większy niepokój, napięcie i emocjonalny chaos, którego sama do końca nie rozumie.

I właśnie ten chaos jest dla mnie największym problemem książki. Nie chodzi nawet o fabułę, bo ta jest dość kameralna i stosunkowo prosta. Bardziej o emocje głównej bohaterki, które momentami wydają się bardzo niespójne i trudne do uchwycenia. Isabel przez dużą część książki sprawia wrażenie osoby jednocześnie odpychającej innych i desperacko potrzebującej bliskości, ale sposób, w jaki autorka prowadzi te zmiany, nie zawsze mnie przekonywał.

Jednocześnie trudno odmówić tej książce klimatu. Van der Wouden świetnie buduje napięcie poprzez drobiazgi: spojrzenia, przemilczenia, codzienne rytuały i naruszanie przestrzeni bohaterki. Dom staje się tu niemal osobnym bohaterem - symbolem pamięci, kontroli i tłumionych emocji. Im dalej w historię, tym bardziej czuć, że pod tą spokojną powierzchnią kryje się coś bardzo niezdrowego.

Najbardziej podobało mi się chyba to, jak książka stopniowo odsłania swoje prawdziwe tematy. Z początku wygląda jak obyczajowa historia o samotności i zazdrości, ale z czasem coraz mocniej wchodzą tu kwestie pamięci, przeszłości i tego, co ludzie próbują ukryć - zarówno przed innymi, jak i przed sobą.

Mam jednak wrażenie, że emocjonalnie książka trochę mnie zgubiła. Rozumiem, co autorka chciała osiągnąć, ale nie zawsze czułem więź z bohaterką i przez to całość momentami bardziej męczyła niż angażowała.

To ciekawa i dobrze napisana literacko powieść, ale jedna z tych, które bardziej się podziwia niż naprawdę przeżywa. Raczej nie zostanie ze mną na dłużej i będzie mi się kojarzyła tylko z gruszkami na okładce.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

20piorunów

816 + 1 = 817

Tytuł: Bestie nocy

Autor: Michael Katz Krefeld

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Saga Egmont

Format: ebook

Liczba stron: 257

Ocena: 7/10

Drugi tom serii kontynuuje historię w bardzo mrocznym i niepokojącym kierunku. Po wydarzeniach opisanych w tomie "Zew mroku" bohaterka próbuje jakoś funkcjonować, ale szybko okazuje się, że pewnych doświadczeń nie da się po prostu zostawić za sobą. Przeszłość wraca, granice moralne zaczynają się zacierać jeszcze bardziej, a sama historia coraz mocniej skupia się na psychice głównej bohaterki. Fabularnie mamy serię gwałtów i morderstw, których sprawcami jest grupa radykalnych mizoginów. Pałają żądzą zemsty za śmierć swojego idola - Jakoba Abela, która popycha ich do kolejnych morderstw na feministkach i kobietach działających (ich zdaniem) na szkodę mężczyzn. Jest brutalnie i mrocznie, dużo bardziej niż w 1 tomie.

I nadal działa tu to, co podobało mi się w pierwszym tomie najbardziej - świeżość. Krefeld dalej potrafi budować klimat czegoś innego niż standardowy skandynawski kryminał. Nie opiera wszystkiego wyłącznie na śledztwie, ale bardziej na psychologicznej presji, moralnym rozpadzie i ciągłym poczuciu zagrożenia. To nadal jest dość unikatowe połączenie i seria wyróżnia się na tle wielu podobnych thrillerów.

Problem pojawia się jednak w momencie, gdy zostajemy praktycznie tylko z jedną bohaterką. W pierwszym tomie część jej zachowań można było tłumaczyć sytuacją - była wciągnięta w chorą grę z mordercą, działała pod presją czasu i strachu. Tutaj spędzamy z nią znacznie więcej czasu i zaczyna wychodzić na jaw, że część tych zachowań nie była tylko reakcją na traumę czy manipulację. Coraz bardziej wygląda to jak jej naturalna strona charakteru. Za swoją porywczość zostaje nawet zawieszona.

I właśnie to trochę osłabia historię. Bohaterka staje się mniej interesująca, a bardziej męcząca. Znika część napięcia wynikającego z pytania "jak daleko da się ją popchnąć?", bo zaczynamy rozumieć, że ona sama ma w sobie coś bardzo mrocznego, co ją napędza ku wątpliwie morlanym wyborom. To ciekawy kierunek, ale jednocześnie odbiera trochę dynamiki relacji znanej z pierwszego tomu. Nie podoma mi się, też eliminacja jej partnerów służbowych, bo daje nam poczucie, że nie ma co się przywiązywać do innych bohaterów. W 1 tomie to było wyraźne (pisałem z resztą o tym), ale tu czułem to jeszcze bardziej.

Mimo tego książkę nadal czyta się bardzo dobrze. Klimat jest ciężki, historia angażuje, a autor konsekwentnie rozwija własną wizję serii. Efekt świeżości działa, ale brak przycisku bezpieczeństwa protagonistki, zaczyna momentami niepokoić.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

19piorunów

811 + 1 = 812

Tytuł: Zew mroku

Autor: Michael Katz Krefeld

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Saga Egmont

Format: ebook

Liczba stron: 255

Ocena: 8/10

Po przeczytaniu setek kryminałów, coraz trudniej znaleźć historię, która faktycznie daje poczucie świeżości. Większość korzysta z tych samych schematów: seryjny morderca, policjant po przejściach, trauma z przeszłości, kilka fałszywych tropów i finałowy twist. "Zew mroku" na szczęście potrafi wyrwać się z tego marazmu i już samym punktem wyjścia przyciąga uwagę.

Mamy tajemniczego mściciela - Łazarza, który kontaktuje się z policjantką i stawia ją w absurdalnej sytuacji: jeśli nie wykona jego poleceń i nie pomoże w eliminacji kolejnych ludzkich szumowin z tego świata, upubliczni filmik, na którym policjantka dobija uczestnika wypadku samochodowego, na skutek czego on umiera. Problem w tym, że każde kolejne zadanie prowadzi do następnych zbrodni i coraz większego moralnego bagna. To nie jest może całkowicie nowy motyw, ale sposób połączenia szantażu, wymuszania działań i gry psychologicznej między bohaterami wypada naprawdę dobrze i daje poczucie czegoś świeżego.

Największą siłą książki jest właśnie ta niepewność. Policjantka działa już nie tylko jako śledcza - sama staje się częścią chorej układanki - gry z katem i musi podejmować decyzje, które stopniowo przesuwają granice tego, co jest dla niej dopuszczalne. Bardzo dobrze buduje to napięcie i poczucie osaczenia.

Podobało mi się też, że autor nie próbuje na siłę komplikować wszystkiego kolejnymi twistami. Historia opiera się bardziej na presji psychicznej i konsekwencjach działań niż na nieustannym zaskakiwaniu czytelnika. Dzięki temu całość jest bardziej angażująca emocjonalnie.

Oczywiście książka nie jest idealna. Są momenty trochę naciągane i kilka decyzji bohaterów wymaga od czytelnika lekkiego zawieszenia zaufania. Do tego po za Cecilie i Łazarzem, reszta bohaterów jest papierowa, ale ja nie odbieram tego jako wadę, ale jak jasne powiedzenie czytelnikowi - olej ich, skupiamy się na kluczowej dwójce. A w zamian dostajemy coś coraz rzadszego w thrillerach - poczucie, że autor faktycznie miał pomysł, jak wyróżnić swoją historię na tle innych miałkich.

To jeden z tych kryminałów, które może nie redefiniują gatunku, ale przypominają, że nadal można w nim znaleźć coś świeżego i naprawdę angażującego. Czekam na kolejne tomy, podobnie jak na dalszy ciąg przygód Ravna, tego samego autora.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

21piorunów

807 + 1 = 808

Tytuł: Krew nie woda

Autor: J.D. Kirk

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: ebook

Liczba stron: 408

Ocena: 6/10

Drugi tom przygód Jacka Logana ponownie zabiera nas do mrocznej Szkocji, ale tym razem w rejony Loch Ness, gdzie brutalne śledztwo miesza się z prywatnymi problemami bohaterów. Tym razem Logan trafia do sprawy związanej z przemocą, zbrodnią rytualną, rodzinnymi tajemnicami i niejasną przeszłością. Autor próbuje mocniej rozbudować zarówno samą intrygę, jak i relacje między postaciami, dzięki czemu książka wypada trochę lepiej niż pierwszy tom.

I faktycznie jest progres. Historia jest bardziej spójna, tempo lepsze, a klimat szkockiego kryminału momentami naprawdę wgniata w fotel. Kirk potrafi budować atmosferę małych społeczności, gdzie wszyscy coś wiedzą, ale nikt nie mówi wszystkiego wprost. To nadal dość klasyczny policyjny thriller, ale czyta się go znacznie płynniej niż poprzednią część.

Największy problem pozostaje jednak ten sam protagonista -Jack Logan. Naprawdę trudno go mi go jest polubić. Rozumiem zamysł autora - zmęczony życiem policjant zgred, w dodatku z problemami, ciętym językiem i trudnym charakterem - ale w moim odczuciu Logan bardzo często po prostu zachowuje się jak dupek. Nie jest charyzmatycznie trudny, tylko zwyczajnie męczący w obyciu. Ma poczucie humoru, ale nie do końca moje, choć biorę na klatę to, że to może być wina tłumaczenia szkockiego humoru na polski. Przez to trudno się z nim emocjonalnie związać, nawet jeśli jego historia momentami próbuje budzić współczucie.

Mam też wrażenie, że seria bardzo chce iść w stronę kryminałów z charakterem, trochę innych niż wszystkie, gdzie relacje w zespole i osobowość głównego bohatera są równie ważne, jak same śledztwo. Problem w tym, że kiedy główny bohater bardziej irytuje niż angażuje, część emocjonalnego ciężaru po prostu nie działa. Do tego, nie jest to innowacyjne podejście i wiele świeżych kryminałów zmierza tą samą drogą. Ale mam wrażenie, że robią to jednak lepiej.

Mimo tego "Krew nie woda" to krok w dobrą stronę względem pierwszego tomu. Nadal daleko mi do zachwytu nad tą serią, ale przynajmniej zaczynam widzieć, dlaczego część czytelników daje jej oceny 8 lub 9.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider1piorunów

Nie wiem czemu, ale męczy mnie ten autor. Mam z nim taki problem, jak z filmem, który włączam o 23 i zasypiam po 15-30 minutach, albo oglądam go do końca i jestem wkurwiony, bo zamiast niego mogłem obejrzeć coś lepszego. A już na pewno nie mam ochoty czytać kolejnego tomu po angielsku, jeśli jest szansa, że na polskie tłumaczenie trzeba będzie czekać miesiącami.

Lider

w Książki

5piorunów

Dzień dobry,
Dziś przychodzę do Was z promocją: "I przyszedł maj" -50% na książki w sklepie księgarni Insignis - LINK do promocji.

Promocja kończy się dzis o 23:59, a objętę są nią wszystkie książki (około 270 pozycji).

Darmowa dostawa od 99zł.

Osobistość1piorunów

@WujekAlien jeżeli chodzi o Insignis, to zawsze czekam na ich sierpniową promkę w ŚK - wszystko po 25zł (kiedyś 20zł). Niezmiennie od 2022 czy nawet 2021 wtedy coś biorę.

Osobistość1piorunów

@WujekAlien ale nie krowy pokroju Kolonii, Postu czy choćby Blizzardowych albumów w twardych oprawach. Czekam na wydanie przez nich czwartej kroniki Warcrafta, oby przed sierpniem.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Książki

17piorunów

804 + 1 = 805

Tytuł: Odległe życie

Autor: M.L. Stedman

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 480

Ocena: 8/10

Po "Świetle między oceanami" spodziewałem się po M.L. Stedman przede wszystkim emocjonalnej historii i bardzo "ludzkiego" dramatu. "Odległe życie" daje nam to wszystko, a nawet więcej, ale mam wrażenie, że robi to w znacznie mroczniejszy sposób. Już scena otwarcia ustawia ton całej książki - wypadek samochodowy, śmierć ludzi i zwierząt (owiec) w ogniu, chaos i poczucie, że życie może rozpaść się dosłownie w jednej chwili. A później jest tylko ciężej.

To książka mocno zanurzona w stracie, żałobie i konsekwencjach decyzji podejmowanych pod wpływem emocji. Śmierć przewija się tu praktycznie cały czas i zdecydowanie nie jest związana jedynie z naturalnym biegiem życia. Stedman bardzo dobrze pokazuje, jak tragedie rozchodzą się po rodzinach i społecznościach niczym fale - nawet jeśli ktoś nie był bezpośrednio ich częścią, i tak zostają nimi naznaczone.

Bardzo ciekawie działa też motyw owiec, który wraca przez całą książkę. Z jednej strony to element mocno wpisany w realia świata przedstawionego - bohaterowie zajmują się ich wypasem, na ogromnych pastwiskach, z drugiej staje się symbolem kruchości życia i pewnej bezbronności bohaterów wobec losu. Razem z nimi obserwujemy pełny krąg życia zwierząt, od narodzin, po śmierć. Już sam początek z martwymi zwierzętami pokazuje, że autorka nie będzie budować ładnej opowieści, tylko historię, w której natura i śmierć są czymś bardzo namacalnym. Jak dołożymy do tego Australijskie odludzie, to mamy już pełny obraz kruchości życia w obliczu ogromu świata.

Największą siłą książki pozostają jednak emocje i relacje między bohaterami. Stedman świetnie pisze o poczuciu winy, przemilczeniach i o tym, jak ludzie próbują żyć dalej mimo rodzinnych tragedii. Nie ma tu wielkich zwrotów akcji - bardziej powolne osuwanie się bohaterów pod ciężarem wydarzeń. I właśnie to działa najmocniej. Piękna jest też przyjaźń małego chłopca i geolożki, która pokazuje, że wiek i pochodzenie nie ma znaczenia, gdy łączy Was wspólna pasja.

To co moim zdaniem było tu niepotrzebne, to wątek queerowy, który zabrał może 3-4 strony, a jednocześnie nie miał jakiegoś wielkiego wpływu na całość historii, po za 2 wyjazdami jednego z bohaterów.

Mam wrażenie, że "Odległe życie" stoi bardzo blisko "Światła między oceanami" pod względem jakości, choć jest od niego bardziej przygnębiające i mniej "romantyczne" w emocjonalnym odbiorze. To książka ciężka, melancholijna, ale bardzo dobrze napisana i zostawiająca po sobie sporo refleksji.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

20piorunów

803 + 1 = 804

Tytuł: Kiedyś były tu wilki

Autor: Charlotte McConaghy

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Filia

Format: ebook

Liczba stron: 304

Ocena: 7/10

Charlotte McConaghy ponownie zabiera czytelnika do świata natury, samotności i ludzi próbujących odnaleźć się gdzieś na granicy cywilizacji. Tym razem trafiamy do szkockich Highlands, z biolożką Inti Flynn, jej siostrą bliźniaczką i zespołem badaczy, których zadaniem będzie wpuszczenie do lokalnego ekosystemu, niemal wymarłego gatunku, wilka szarego. Bardzo szybko okazuje się jednak, że mieszkańcy nie są zachwyceni obecnością drapieżników, a napięcie między ludźmi i naturą zaczyna prowadzić do tragedii. Gdy dochodzi do śmierci jednego z mieszkańców, historia zaczyna skręcać niebezpiecznie w stronę kryminału.

I właśnie z tym mam największy problem. Dla mnie ten mariaż kryminału i obyczajówki wypada co najmniej średnio. Wątek śledztwa niby buduje napięcie, ale nigdy nie staje się pełnoprawnym kryminałem, a jednocześnie trochę rozmywa to, co u McConaghy działa najlepiej - emocjonalną i refleksyjną warstwę opowieści o naturze, traumie i relacjach między ludźmi.

Najbardziej doceniam tutaj język i sposób prowadzenia narracji. Autorka bardzo umiejętnie operuje słowem i klimatem. Jest w tej książce dużo melancholii, ciszy i poczucia obcowania z czymś pierwotnym. Highlands, lasy i same wilki nie są tylko tłem - mają własną obecność i wpływają na bohaterów niemal tak samo mocno jak inni ludzie. Możemy je śledzić dzięki nadajnikom, co też obrazuje ich naturę i jednoczenie się z nowym "domem". Widać też, że McConaghy lubi bawić się formą i sposobem opowiadania historii, dzięki czemu książka ma momenty naprawdę piękne literacko.

Jednocześnie emocjonalnie ta historia trafiła do mnie słabiej niż "Dziki mroczny brzeg". Tam miałem poczucie większej intensywności i lepszego połączenia człowieka z naturą. "Kiedyś były tu wilki" wydaje mi się bardziej wykalkulowane i momentami trochę zbyt świadome swojej poetyckości.

To nadal dobra książka, szczególnie dla osób lubiących literaturę opisującą naturę z mocnym tłem emocjonalnym, ale w moim odczuciu autorka potrafi lepiej połączyć piękny język z naprawdę poruszającą historią.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

21piorunów

792 + 1 = 793

Tytuł: Ołowiany wyrok

Autor: Michael Connelly

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: audiobook

Liczba stron: 416

Ocena: 8/10

Drugi tom serii z Mickey'em Hallerem pokazuje, że Connelly potrafi znaleźć idealny balans między thrillerem prawniczym, a kryminałem.

Już na początku Haller przejmuje kancelarię po zamordowanym przyjacielu i razem z dobrodziejstwem inwentarza dostaje długą listę jego klientów - w tym bardzo głośną sprawę producenta filmowego oskarżonego o podwójne morderstwo (żony i jej kochanka) w swoim własnym domu. Z pozoru wygląda to jak ogromna szansa zawodowa i finansowa, ale oczywiście szybko okazuje się, że w tle kryje się znacznie więcej brudu, manipulacji i zagrożeń, niż Haller przewidywał. Oprócz głośnej medialnej sprawy, dostaniemy też kilka pomniejszych, raczej na 2-3 strony, niektóre na góra 10, które może wiele fabularnie nie wniosą, ale pokażą jak działą Mickey i czego możemy się po nim spodziewać.

Nie jest to już ten sam prawnik z Lincolna, bo adwokat dostaje własne, ogromne biuro i cały tabun klientów, więc nie musi się martwić o kasę. Ta książka podobała mi się nawet bardziej niż "Prawnik z Lincolna", głównie dlatego, że jest bardziej dynamiczna i lepiej wykorzystuje samego Hallera. Mickey nadal jest prawnikiem o bardzo płynnej moralności, ale tutaj jeszcze mocniej widać jego inteligencję, instynkt i zdolność odnajdywania się w sytuacjach, gdzie wszyscy próbują go oszukać albo wykorzystać. Do tego Mickey wraca po dłuższej przerwie zdrowotno-odwykowej i zostaje wrzucony od razu na głęboką wodę, gdy jego organizm nie porafi jeszcze pracować na pełnych obrotach.

Bardzo dobrze działa też połączenie świata prawniczego z policyjnym śledztwem. Widać, że Connelly zaczął coraz mocniej łączyć uniwersum Hallera z Harrym Boschem, co dodaje historii dodatkowych smaczków z połączenia energii obu panów. Dzięki temu książka nie ogranicza się tylko do sal sądowych - mamy też klasyczne kryminalne napięcie i poczucie, że stawka rośnie z każdą stroną.

To również świetny przykład historii, która bardzo dobrze sprawdziła się jako materiał na serial. Pierwszy sezon "Prawnika z Lincolna" bazuje właśnie na Ołowianym wyroku (dość luźno jednak) i moim zdaniem bardzo dobrze oddaje klimat książki - szczególnie balans między cynizmem Hallera, proceduralnym aspektem sprawy i zagrożeniem wiszącym nad bohaterem.

Connelly nadal korzysta ze znanych schematów thrillera prawniczego, ale robi to na tyle sprawnie, że trudno się od książki oderwać. Tempo jest dobre, dialogi naturalne, a sama intryga ma kilka naprawdę udanych momentów. Dalej Haller jest otoczony 2 byłymi żonami, córką i przyjacielem, którzy są dla niego najważniejsi i zrobi wszystko, żeby nic im się nie stało, a zagrożenie w tym tomie jest jeszcze bardziej realne niż w poprzednim.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen2piorunów

@WujekAlien na podstawie książek Connellego zrobiono też świetny serial „Bosch”. Muszę przyznać że conajmniej dorównuje lekturze a może nawet lekko ją przewyższa.

Lider2piorunów

@Astro seria z Boschem jeszcze przede mną - książki i serial, ale na pewno po nią sięgnę

Fenomen2piorunów

@WujekAlien polecam. Nieźle dobrana muzyka. Znaczące ale nie przesądzające odejścia od książki. Pierwsze sezony poprowadzone bardzo dobrze.

Lider1piorunów

@Astro brzmi super, dzięki za polecenie :)

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Książki

26piorunów

790 + 1 = 791

Tytuł: Prawnik z Lincolna

Autor: Michael Connelly

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: audiobook

Liczba stron: 408

Ocena: 7/10

Mickey Haller to prawnik, któremu daleko do klasycznego rycerza sprawiedliwości. Pracuje głównie dla drobnych przestępców, gangsterów i ludzi, których większość społeczeństwa wolałaby omijać szerokim łukiem. Nie ma biura - jego miejscem pracy jest tylne siedzenie tytułowego Lincolna (a właściwie to 1 z 4), z którego prowadzi interesy i omawia kolejne batalie na salach rozpraw. Gdy trafia mu się bogaty klient oskarżony o brutalne pobicie prostytutki, sprawa wygląda jak życiowa okazja. Bardzo szybko okazuje się jednak, że pod powierzchnią kryje się coś znacznie bardziej niebezpiecznego.

Największą siłą książki jest sam Haller. To bohater bez kręgosłupa moralnego, człowiek, który bardziej wierzy w system i procedury niż w pojęcie dobra i zła. Bohater, który broniłby samego diabła, gdyby tylko odpowiednio dużo mu zapłacił. I właśnie to wypada świetnie. Connelly pokazuje prawnika, który nauczył się funkcjonować w świecie pełnym manipulacji, półprawd i układów, a jednocześnie sam stał się częścią tego mechanizmu. To jedna z tych postaci, które trudno jednoznacznie polubić, ale bardzo łatwo ogląda się ich działania. Mickey wypada świetnie również dlatego, że z tymi złymi ma świetne układy, a z tymi dobrymi zawsze na pieńku. Ale ostatecznie pod płaszczykiem bezdusznego prawnika, kryje się facet, który dla ludzi, których kocha, wskoczy w ogień, i kilkukrotnie to w tej książce udowania.

Bardzo podobało mi się też to, jak podobny klimat udało się później zachować w serialowej adaptacji o tym samym tytule (choć nie omawia ona 1 tomu, a tylko luźno do niego nawiązuje w kolejnych sezonach). Zarówno książka, jak i serial dobrze oddają ten świat ludzi żyjących gdzieś pomiędzy prawem a cynizmem, gdzie moralność często schodzi na dalszy plan, gdy w grę wchodzi skuteczności.

Sama intryga jest solidna i dobrze poprowadzona, choć momentami dość klasyczna dla thrillerów prawniczych. Jest kilka zwrotów akcji, których trudno się spodziewać. Connelly świetnie zna realia sali sądowej i potrafi budować napięcie nie akcją, ale rozmowami, negocjacjami i odkrywaniem kolejnych warstw sprawy. To bardzo dobry thriller prawniczy, którego największym atutem nie jest sama zagadka, ale główny bohater i jego mocno śliska moralność.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

19piorunów

781 + 1 = 782

Tytuł: Solenoid

Autor: Mircea Cartarescu

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: ArtRage

Format: ebook

Liczba stron: 784

Ocena: 7/10

"Solenoid" to jedna z tych książek, które trudno opisać klasyczną recenzją, bo ona właściwie wymyka się prostej fabule. Niby opowiada o niespełnionym pisarzu, nauczycielu rumuńskiego w podmiejskiej szkole w Bukareszcie, który prowadzi dziennik pełen wspomnień, snów, cielesnych obsesji, szkolnej codzienności i metafizycznych wizji. Ale tak naprawdę jest to ogromna opowieść o porażce, samotności, ciele, literaturze, śmierci i pragnieniu wydostania się poza granice zwykłego życia.

Najbardziej doceniam w tej książce jej kompletność. Cartarescu stworzył powieść totalną - taką, która chce pomieścić wszystko: dzieciństwo, komunizm, Bukareszt, chorobę, szkołę, erotykę, sny, owady, śmierć, religię, matematykę, fizykę, literaturę i kosmos. Są tu fragmenty naprawdę wybitne, szczególnie wtedy, gdy autor opisuje miasto jako organizm albo ludzkie ciało jako coś jednocześnie obrzydliwego, kruchego i metafizycznego. W najlepszych momentach miałem poczucie obcowania z książką wielką, dziwną i bardzo osobistą.

Jednocześnie właśnie ta kompletność jest dla mnie największym problemem. W "Solenoidzie" jest wszystkiego po trochu i nic konkretnie. Książka potrafi zachwycić jednym akapitem, a za chwilę kompletnie zgubić czytelnika w dygresjach, snach, symbolach i cielesnych opisach, które ciągną się daleko poza moją cierpliwość. Mamy cudowny rozdział, a chwilę później bohater wyciąga kolejny fragment sznurka z pępką, jakby chciał sprowadzić czytelnika na ziemię mówiąc: nie przyzwyczajaj się do dobrego. Często czułem się bardziej wrzucony w cudzy majak niż prowadzony przez opowieść. Lubię literaturę wymagającą i dziwną, ale tutaj zagubienie nie zawsze dawało satysfakcję - czasami było po prostu męczące.

Najbardziej przeszkadzały mi fragmenty, które celowo balansują na granicy obrzydzenia. Rozumiem, że ciało jest tu jednym z głównych tematów, że wszy, skóra, pępek, choroby, wydzieliny i pamiątki swojego ciała, mają pokazać człowieka jako istotę biologiczną, śmiertelną i uwięzioną w materii. Tylko że momentami miałem poczucie, że autor tak mocno dociska ten motyw, że zamiast pogłębiać doświadczenie, wybija mnie z immersji. Czujemy, że bohater jest książkowym przykładem psychopaty, a jednocześnie jest nauczycielem, co samo w sobie jest też mocno niepokojące. A opis szkoły, kar cielesnych, traktowania dzieci, spuszczania wpierdolu nauczycielom z zemsty, czy tatuowania uczniom herbu szkoły, wcale nie pomaga i jeszcze bardziej pogłębia tę psychozę. Podobnie działał nadmiar metafizycznych tropów - solenoidy, sny, sekty, znaki, ukryte wymiary - wszystko to jest fascynujące, ale razem tworzy czasem bardziej katalog obsesji niż spójną historię, której autor też przesadnie nie tłumaczy.

Podsumowując:

To weird fiction, bez horrorowego sznytu, to literura piękna, która skręca w rejony "Pachnidła". To książka o fizyce, bez tłumaczenia zagadnień fizycznych. To sci-fi, które przeradza się w "Powrót króla" z Frodem idącym zniszczyć rękopis zamiast pierścienia. Jest tu tak wiele wątków i nawiązań (subtelnych, ale jednak), że łatwo się zgubić. Z jednej strony każdy znajdzie tu coś dla siebie, ale pytanie: czy każdy powinien? Czy na tym polega literatura, żeby jedna książka próbowała zadowolić i zniesmaczyć gusta wszystkich czytelników na raz.

Dla mnie to 7/10 - książka imponująca, gęsta i miejscami genialna, ale też przesadnie rozdmuchana, dezorientująca i momentami odpychająca. Doceniam jej ambicję i literacką siłę, ale nie mogę powiedzieć, że dałem się jej w pełni porwać. To raczej doświadczenie niż powieść: ważne, intensywne, ale nie zawsze przyjemne.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

18piorunów

779 + 1 = 780

Tytuł: To za dużo dla mnie

Autor: Darko Cvijetic

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Noir sur Blanc

Format: ebook

Liczba stron: 150

Ocena: 8/10

To nie jest książka, którą da się "opowiedzieć". To raczej doświadczenie - poszatkowane, niespokojne, momentami wręcz odpychające, a jednocześnie dziwnie przyciągające. Cvijetić buduje swoją opowieść wokół Filipa Latinovicia - zbrodniarza wojennego, który wraca do domu po latach i zamiast potępienia dostaje coś znacznie bardziej niepokojącego - status bohatera - symbolu. To punkt wyjścia, ale szybko okazuje się, że fabuła jest tu tylko szkieletem dla czegoś znacznie cięższego.

Największą siłą tej książki jest jej forma. To kolaż: notatki, listy, monologi, urwane sceny, cytaty, powroty do tych samych motywów. Historia nie płynie - ona się rozrywa na kawałki i scala na nowo. I to działa, bo dokładnie tak funkcjonuje pamięć i trauma. Już od pierwszych stron widać, że autor świadomie rozbija narrację, zestawiając różne głosy i porządki - literackie, historyczne i osobiste. Dzięki temu czytelnik nie dostaje jednej wersji świata, tylko chaos, który musi sam uporządkować.

Bardzo mocno wybrzmiewa tu motyw winy. Nie jako jednorazowego aktu, ale jako czegoś, co zostaje z człowiekiem na zawsze. Świetnym przykładem jest obraz "niesienia kości" - przekonania, że każdy powinien dźwigać szczątki tych, których zabił. To jeden z tych fragmentów, które wchodzą pod skórę i zostają tam na długo. Podobnie działa cały wątek powrotu Filipa - człowieka, który sam widzi siebie jako mordercę, podczas gdy społeczeństwo próbuje zrobić z niego symbol.

Ciekawie wypadają też nawiązania do "Zbrodni i kary". Nie są one tylko literackim mrugnięciem oka - raczej próbą przepisania tej historii na realia wojny i współczesności. Raskolnikow u Dostojewskiego mierzy się z winą jednostkową, tutaj mamy winę zbiorową, rozmytą, często wypieraną. To mocne zestawienie, które pokazuje, jak bardzo zmienił się kontekst moralny w ciągu 1 wieku.

Jednocześnie to książka trudna w odbiorze. Brak klasycznej fabuły, ciągłe przeskoki, brutalność obrazów i języka - wszystko to sprawia, że momentami można się od niej odbić. Są fragmenty, które wydają się chaotyczne albo zbyt hermetyczne. To książka, za którą trudno "przepaść", ale od której trudno się oderwać. Jest w niej coś magnetycznego - może szczerość, może brutalność, może fakt, że nie próbuje być wygodna dla czytelnika. To literatura, która bardziej działa niż opowiada i choć momentami męczy, to zostawia po sobie ciężar, którego trudno się pozbyć.

Po raz kolejny musze zganić polską okładkę książki, która jest nijaka. A w porównianiu z oryginalną (2 zdjęcie), wypada blado.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

20piorunów

778 + 1 = 779

Tytuł: Długa noc zimowa

Autor: Elizabeth Hand

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: ebook

Liczba stron: 418

Ocena: 5/10

Wpierdzieliłem się w cegłę "Solenoid", której lektura skutecznie wydłużyła mi czas czytania innych książek.

"Długa noc zimowa" to książka, która teoretycznie powinna bardzo dobrze trafić w mój gust: mamy postapokaliptyczny świat, dziwną biologię, resztki upadłej cywilizacji, eksperymenty na ludziach, ruiny, mity, teatr i bohaterów próbujących zrozumieć własną tożsamość. Na poziomie pomysłu jest tu naprawdę dużo rzeczy, które mogłyby złożyć się na mocną, duszną i niepokojącą powieść weird fiction, które lubię. Problem w tym, że sama lektura częściej mnie męczyła, niż wciągała.

Najbardziej podobał mi się klimat. Elizabeth Hand potrafi stworzyć obrazy, które zostają w głowie: laboratorium, Miasto Drzew, zrujnowane przestrzenie, rytuały, dziwne istoty i świat po katastrofie, który nie jest prostym pustkowiem, ale czymś bardziej organicznym, chorym, przerażającym i nieprzewidywalnym. Ciekawy jest też pomysł Wendy jako empaty - osoby stworzonej do przejmowania cudzych traum, która dopiero przez cudze emocje zaczyna uczyć się własnego człowieczeństwa.

Niestety dla mnie to za mało, żeby książka naprawdę zadziałała. Autorka zasypuje czytelnika nazwami, frakcjami, pojęciami, mitologicznymi odniesieniami i fragmentami historii świata, ale zbyt rzadko daje wystarczające oparcie, żeby się w tym wszystkim odnaleźć. Uwielbiam techniczny żargon w książkach postapo i wszystkie aspekty tego, jak doszło do katastrofy. A tu często miałem wrażenie, że zamiast odkrywać świat, muszę się przez niego przedzierać. To nie była dla mnie przyjemna tajemnica, tylko chaos, który utrudniał immersję.

Za zbędne uznałbym nadmierne komplikowanie wszystkiego: mitologii, języka, struktury świata i symboliki. Niektóre elementy brzmią ciekawie same w sobie, ale nie zawsze pracują na emocje albo fabułę. Momentami miałem poczucie, że książka bardziej chce wyglądać na głęboką i niejednoznaczną, niż naprawdę prowadzić czytelnika przez mocną historię. Przez to nawet dobre sceny tracą siłę, bo giną w nadmiarze ornamentów.

Największym problemem było dla mnie to, że trudno było się emocjonalnie przywiązać do bohaterów. Wendy i Rafael mają ogromny potencjał, ale ich historia zbyt często znika pod warstwą symboli, wizji, rytuałów i dziwności dla samej dziwności. Lubię literaturę wymagającą i nieoczywistą, ale tutaj zbyt często czułem dystans zamiast zaangażowania. A szkoda, bo potencjał był na prawdę niezły.

Książka z bardzo ciekawym światem i kilkoma świetnymi pomysłami, ale zbyt chaotyczna, przeładowana i nieprzejrzysta, żeby naprawdę mnie porwać. Zamiast hipnotycznej, postapokaliptycznej opowieści dostałem powieść, która miała duży potencjał, ale za często sama sobie przeszkadzała.

Książkę wygrzebałem na dysku z paczki setek PDFów i zachęciła mnie bardzo skrajnymi ocenami na LubimyCzytać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Kosmonauta0piorunów

Czy to ta maksymalnie popierdolona książka, z chłopcem prostytutką, który miał taki "zegarek -żądło" na ręce?

Lider

w Książki

35piorunów

751 + 1 = 752

Tytuł: Światło między oceanami

Autor: M.L. Stedman

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Format: ebook

Liczba stron: 384

Ocena: 9/10

Jest takie pytanie, które ta książka stawia już od pierwszych stron i które potem nie daje spokoju przez całą resztę lektury: ile człowiek jest w stanie unieść, jeśli ciężar, który dźwiga, sam sobie wybrał?

Tom Sherbourne wraca z I wojny światowej i szuka spokoju, jakiejś dalekiej, pustej przestrzeni, gdzie nikt nie zadaje pytań. Zostaje latarnikiem na wyspie Janus Rock - kawałku skały przy wybrzeżu zachodniej Australii, oderwanym od świata bardziej niż cokolwiek, co można sobie wyobrazić. W trakci, krótkiej przerwy od obowiązków i powrotu na ląd poznaje Isabel, kobietę, która się w nim błyskawicznie zakochuje i planuje spędzić z nim resztę życia. Biorą ślub i w latarni zaczyna się historia, która jest jednocześnie piękna i druzgocąca. Isabel jest dwukrotnie w ciąży i dwukrotnie traci dziecko.

Pewnego dnia do brzegu dobija łódź. W łodzi martwy mężczyzna i płaczące niemowlę. Isabel, tuż po kolejnym poronieniu i wypełniona bólem po stracie, którego już nie ma gdzie pomieścić, prosi Toma, żeby zostawili dziecko i wychowali jak swoje. Tom wie, że to złe, że tak nie można, że ktoś za tym dzieckiem tęskni i rozpacza. Tom zapisuje to w dzienniku, bo jest człowiekiem procedur i zasad. I mimo to - robi to, czego oczekuje od niego jego żona - Isabel.

To, co Stedman zrobiła z tym materiałem, jest naprawdę rzadkie. Ona nie ocenia. Nie ustawia Toma i Isabel jak winnych na ławie oskarżonych, żeby czytelnik mógł sobie spokojnie rzucać w nich argumentami. Zamiast tego każe im żyć z tym, co zrobili - dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu i rok po roku. W tej izolacji, gdzie są sami we trójkę, a oprócz nich latarnia, ocean i piętno tej decyzji. I właśnie to jest serce tej książki: konsekwencje nie przychodzą nagle jak kara z nieba, tylko wrastają w człowieka powoli, jak coś, co zaczęło się od jednego złego kroku, a potem okazało się, że nie da się go już cofnąć i nagle stał się fundamentem całego życia. Kiedy w końcu na horyzoncie pojawia się Hannah - prawdziwa matka dziecka - Stedman ani przez chwilę nie pozwala nam cieszyć się z prostego podziału na ofiarę i sprawcę. Bo wszyscy tu są ofiarami własnych decyzji albo cudzych, i to boli tak samo.

Tom jako bohater to jeden z lepiej napisanych moralnych przypadków, jakie ostatnio spotkałem w literaturze. Człowiek, który dobrze wie, czym jest prawo i czym jest wina. Całe życie był skrupulatny i dokładny, myślał, że najgorsze co go spotkało to wojna i jej konsekwencje. Po wszystkim, co w życiu zrobił, wybiera miłość i potem przez lata nosi w sobie oba te światy. Nie krzyczy, nie szuka rozgrzeszenia, nie próbuje siebie tłumaczyć i swojej żony. Po prostu żyje z tym, co zrobił. I to jest tak bezboleśnie i precyzyjnie napisane, że momentami fizycznie czułem ten ciężar. To we mnie narastały konsekwencje tych decyzji, to ja zastanawiałem się, co bym zrobił na jego miejscu. I czy pokochałbym dziecko, którego matce pękło serce, a ja jestem jedno zdanie, od wyjawienia jej prawdy.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do kilku wątków, które są trochę zbyt dramatyczne, jakby autorka za bardzo się bała, że czytelnik nie poczuje wystarczająco cierpiania i kary bohaterów. Ale to naprawdę drobna rzecz przy całości, która działa jak jeden świetnie namalowyany obraz. "Światło między oceanami" to jedna z tych książek, która nie pyta, czy byłeś dobry czy zły. Pyta tylko: czy potrafiłbyś z tym żyć i ze sobą niosącym krzyż konsekwencji?

Świetna książka, ale nie polecam, jeśli macie akurat gorszy czas lub doła, bo tylko go pogłębi. I to jest w niej piękne.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (9)

Lider

w Książki

33piorunów

742 + 1 = 743

Tytuł: Old Shatterhand

Autor: Karol May

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Siedmioróg

Format: ebook

Liczba stron: 294

Ocena: 7/10

To książka, która działa trochę jak wehikuł czasu. Wracając do Old Shatterhanda, trudno nie mieć wrażenia, że znów jest się młodszym - kiedy czytanie było czymś innym, a wyobraźnia działała inaczej. Przygody na Dzikim Zachodzie wciągały wtedy bez najmniejszego problemu. Historia skupia się na młodym Niemcu, który trafia do Ameryki i stopniowo staje się legendarnym Old Shatterhandem - człowiekiem silnym, sprawiedliwym i niemal niezniszczalnym. Po drodze poznaje Winnetou, z którym łączy go jedna z najbardziej ikonicznych przyjaźni w literaturze przygodowej, mimo wielu róznic.

Największą siłą tej książki jest właśnie jej przygodowy charakter. Pojedynki, pościgi, niebezpieczne wyprawy i starcia z przeciwnikami - wszystko to jest podane w sposób prosty, ale bardzo wciągający. Karl May nie komplikuje fabuły, tylko stawia na tempo i emocje, dzięki czemu książkę czyta się szybko i z przyjemnością. To klasyczna opowieść o dobru i złu, honorze i przyjaźni. Czyli idealna dla jej grupy docelowej.

Jednocześnie widać, że to literatura z innej epoki. Bohaterowie są mocno idealizowani, konflikty często uproszczone, a świat przedstawiony bywa czarno-biały. Dla współczesnego czytelnika niektóre elementy mogą wydawać się naiwne albo zbyt schematyczne - szczególnie jeśli oczekuje bardziej złożonych postaci i realistycznej psychologii, ale przymykam na to oko, bo jestem 25 lat starszy niż typowy czytelnik tej książki.

Mimo tego Old Shatterhand broni się swoją energią i klimatem. To książka, która przypomina, dlaczego kiedyś tak łatwo było zatracić się w lekturze i po prostu dobrze się bawić. Był to bardzo przyjemny powrót do korzeni czytania - może prosty, ale przez to właśnie tak satysfakcjonujący.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mocarz1piorunów

Pierwsza książka jaką pamiętam, że mi się bardzo spodobała.
Mój tata miał wydanie zeszytowe, zeszyty A4 bodajże kupowane w kiosku, które dał do oprawienia i wyszła wielka książka formatu A4. Nosilem ją ze sobą do podstawówki, zajmowała większą część mojego tornistra, czytałem na przerwach i próbowałem na lekcjach pod ławką 😀

Lider1piorunów

@Jarosuaf początkowo był wydawany w zeszytach i dodawany do gazet, fajny smaczek

Inspirator1piorunów

Mocno jest brutalna? Pamiętam, że mi też za gówniaka ta seria weszła jak złoto, więc chciałbym teraz przeczytać to dzieciakowi, tylko obawiam się czy to jeszcze nie za wcześnie dla niemalże 7-latka - pamiętam jakieś walki na noże i opisy skalpowania. Młody już ma za sobą wszystkie klasyki Verne'a, dwie części Tomka i kilka części Pana Samochodzika - czy ta seria mocno odstaje drastycznością od tych pozycji?

Lider0piorunów

@Kuba0788 jest w kategorii 10-12 lat i pewnie w takiej bym ją zostawił. Opisy nie są zbyt brutalne, bardziej sugestywne, ale wyobraźnia dziecka pracuje trochę inaczej i może odnieść podobny efekt.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Książki

24piorunów

741 + 1 = 742

Tytuł: Raczej bohater

Autor: Anna Burns

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: ArtRage

Format: ebook

Liczba stron: 104

Ocena: 3/10

To jedna z tych książek, które trudno w ogóle złapać. Na papierze mamy historię stylizowaną na parodię świata superbohaterów - jest Bohater, jest Femme fatale pod wpływem zaklęcia, jest złowroga babka cioteczna będąca jednocześnie arcyłotrem i rodziną, są jakieś misje, konflikty i dziwaczne postacie. Problem w tym, że to wszystko bardziej przypomina luźny strumień myśli niż spójną historię. Co jest dla mnie zaskoczeniem, bo jednak "Mleczarz" tej autorki, książka z Bookerem, mi się podobał.

I to jest dla mnie największy problem tej książki - kompletny brak punktu zaczepienia. Teoretycznie to satyra i zabawa konwencją superbohaterską, co potwierdzają też inne opinie, które nazywają ją "parodią gatunku superbohaterskiego" . Tylko że ta zabawa bardzo szybko przestaje być czytelna. Zamiast świata, który można zrozumieć, dostajemy coś, co istnieje tylko jako pretekst do kolejnych dziwnych scen i dialogów.

Nie pomogło mi też to, że książka właściwie niczego nie tłumaczy. Zostajemy wrzuceni w rzeczywistość, która nie ma jasnych zasad, nie rozwija się i nie daje czytelnikowi żadnej satysfakcji z odkrywania. W teorii to może być celowy zabieg - chaos jako forma - ale w praktyce odbiera to jakiekolwiek zaangażowanie. Superbohaterowie mają właściwie jedną moc - nieśmiertelność, a mimo tego co chwilę planują zabijać siebie nawzajem (po co?).

Nawet jeśli gdzieś pod spodem są tu jakieś tematy - relacje, tożsamość, bycie bohaterem - to giną one pod warstwą dziwności i stylistycznego eksperymentu. To książka, która może działać jako eksperyment literacki albo żart z konwencji, ale jako historia - kompletnie do mnie nie trafiła. Totalna strata czasu. Nie polecam.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz