zuchtomekGURU
33piorunówCo sądzicie o dziennikach elektronicznych?
"Za moich czasów" wprowadzono mi taki dopiero pod koniec technikum, równolegle z dziennikiem fizycznym - ile to było zabawy, żeby go psuć to tylko ówcześni admini wiedzą, ale jako klasa IT udawało nam się psocić czy to na poziomie komputerów, sieci szkolnej czy blokowania kont nauczycieli, ale tym razem nie o tym ;P
Tym razem o tym, że mam tam konto jako rodzic, a nie jako pełnoletni uczeń i muszę powiedzieć, że jest to wygoda, ale głównie dla nauczycieli, pozorna wygoda dla rodziców, a dla dzieci dodatkowy powód do stresu i jednocześnie 'rozleniwiacz'.
Z perspektywy ucznia przede wszystkim lipa, ponieważ wszystkie drobne przewinięcia widać jak na dłoni, ja mam co prawda lvl wczesnoszkolny dopiero, ale pamiętam jeszcze jak sam byłem uczniem i pojedyncze występki jak spóźnienia czy gorsze oceny można było jeszcze uratować, a ewentualne konsekwencje odsunąć w czasie (warto było uciec z lekcji z tą Kaśką z gimnazjum - niczego nie żałuję) - teraz takie dziecko nie zdąży jeszcze do domu wrócić, linii obrony przygotować, a starzy już wiedzą..
Ja mam raczej luźne podejście do oceniania w szkole, ale pamiętam rodziców innych uczniów, którzy za nieobecności czy dosłownie pojedyncze słabe oceny wpadali w furię i na różne sposoby dzieci karali choćby zakazami.
Przecież dzieciak z despotycznymi starymi z takim narzędziem w rękach to ma dopiero przesrane jak coś 'odwali'.
Ale nawet nie to uważam za najgorszą konsekwencję - najgorsze jest to, że pozbawiamy dziecka możliwości kreatywnego pokonania problemu, czyli naszego swojskiego kombinowania i nie mam tu na myśli oszukiwania, a po prostu osobiste interakcje z innymi ludźmi i naukę załatwiania problemów bez udziału rodziców.
Teraz coś się stanie - "trudno, rodzice i tak już wiedzą, i nic na to nie poradzę" ¯\\(ツ)/¯
Drugim problemem jaki zauważam, który ma konsekwencje i dla ucznia i dla rodzica - jest informowanie o wszystkich 'potrzebach' bezpośrednio rodziców, a nie ucznia (pic rel). Na pierwszym zebraniu usłyszałem, że to dlatego, że dzieci nie są odpowiedzialne i po prostu zapominają - no żodyn by się nie spodziewał, ale jak mają się tej odpowiedzialności nauczyć, skoro nauczyciel im nie powie, nie każe zapisać, nie da na karteczce, że mają coś przynieść, tylko napisze wiadomość o losowej porze, a rodzic spakuje to po prostu do plecaka? Przerzucenie odpowidzialności na rodzica i całkowite zdjęcie obowiązku z dziecka.
Dni szkolnych mamy dopiero 10, a ja wiadomości od nauczycieli już 15 (╯°□°)╯︵ ┻━┻ I nie wliczam do tego komunikatów dyrektora i sekretariatu..
Powyższe umiejętności - radzenie sobie z problemami, odpowiedzialności i konsekwencji za własne działania - to moim zdaniem umiejętności, które szkoła powinna rozwijać - równie ważne, a może nawet ważniejsze niż sucha wiedza otrzymywana na lekcjach.
#dziennikelektroniczny #librus #rodzicielstwo #szkola #edukacja #ciekawostki #kiciochpyta #rozkminy #nauczyciele

@zuchtomek Ciężko mi ocenić oceny w czasie rzeczywistym, generalnie ludzie mają problem z ocenami które biorą jako jakiś absolutny wyznacznik, ale gorsze wydaje mi się to wyręczanie dzieci na każdym kroku. To co wspomniałeś, dzieci są nieodpowiedzialne więc nauczmy je że nie muszą być, a potem w dorosłości będzie przykre zderzenie z rzeczywistością.
Kiedyś gdzie czytałem że w Japonii (nie wiem czy to powszechne czy jakieś pojedyncze placówki) dzieci sprzątają po obiedzie na stołówce itp. I to jest realna nauka podstawowych i praktycznych rzeczy.
@EerieAlligator W przypadku ocen to nie one same w sobie są problemem, ale właśnie reakcje niektórych rodziców.
Pozbawianie dzieci obowiązków i odpowiedzialności jest prostą drogą do późniejszych twierdzeń "dzisiejsza młodzież to taka i śmaka" - gdzie i kiedy mają się czegoś nauczyć jak system ich wyręcza?
@EerieAlligator lekcje się kończą i dzieciaki sprzątają szkołę - myją stoliki, zamiatają i myją podłogi.
@zuchtomek Za moich czasów nie było takich wynalazków. Nie mam dzieci ale z obserwacji znajomych, uważam ten system za skrajnie szkodliwy. Kiedyś jak dostałeś pałę, uwagę itd. to zaczynało się kombinowanie jak przed wywiadówką wyprowadzić to na prostą. Czasami się udało, czasami nie - po prostu nauka życia.
Przeraża mnie jak np. w pracy ludzie sprawdzali co chwilę te dzienniki, komentowali i co najgorsze, natychmiast interweniowali. Krzysiu spóźnił się na lekcje? Od razu telefon do dziecka, do wychowawcy. Ania dostała szmatę z matmy - od razu telefon do dziecka, do znajomej od korków z matmy. Paranoja po prostu - jak to dziecko ma się nauczyć życia w społeczeństwie skoro jest pod nadzorem 24/7 i rodzice nie dają mu przestrzeni do nauki znoszenia porażek i radzenia sobie z problemami.
@lipa13
No dokładnie. Ja też sprawdzam na bieżąco, pracuję przy komputerze, dużo rzeczy codziennie sprawdzam, to jeden Librus mi różnicy nie zrobi, ale raczej nie planuję od razu reagować, czy nawet sugerować coś dziecku, że ja 'wiem' bo sprawdzam je na bieżąco i "kontroluję" bo po co ma się tym dodatkowo stresować?
Mam nadzieję, że będę raczej tym, do którego dziecko samo zadzwoni, że ucieka z lekcji ze znajomymi, a wtedy bez mrugnięcia okiem usprawiedliwię.
Radzenia sobie z porażkami też się trzeba w życiu nauczyć, żeby samemu się nią nie stać.
