Fight Club cost 20th Century Fox sixty five million dollars, insults everyone who paid for it, and ends by blowing up the studio's own headquarters.\ Nobody there can explain how it got approved. The novel had been printed in ten thousand copies, half of them scheduled for the pulper. Chuck
Z mojej strony to nowa płyta TOOL i SOAD (pewnie niedoczekanie), World War Z 2. Gry to chyba Days Gone 2 i chciałbym dożyć jeszcze GTA VII - z perspektywy prawie półwiecznego dziada może to być trudne ;-) Pewnie trochę więcej tego jest, ale teraz jakoś naszła mnie ta myśl po komentarzu @NiebieskiSzpadelNihilizmu do mojego wpisu https://www.hejto.pl/wpis/heheszki-deheszki-3133.
P.S. (edycja pierwsza) dorzucam jeszcze Splinter Cell remake
Uciekający przed mafią niezbyt rozgarnięty Mickey decyduje się dołączyć do programu kolonizacji kosmosu w roli klonowanego człowieka od zadań specjalnych.
Dawno nie oglądałem czegoś równie bezdusznego. Dla mnie totalny niewypał, film, który irytował mnie coraz bardziej w trakcie oglądania. Do kogo był skierowany? Nie wiem. Jako czarna komedia w ogóle się nie sprawdził, ani razu nie wywołał u mnie choćby małego uśmiechu. Jako sci fi był jak sądzę ok, ale nic ponadto. Wraz z upływem czasu wyglądało tak, jakby scenarzyście już nie chciało się pisać, a reżyserowi reżyserować. Ja rozumiem wyśmiewanie zapędów dyktatorskich i kultu lidera poprzez przerysowanie, ale tutaj zwyczajnie wyszło to słabo. Pattinson był ok, ale Ruffalo kompletnie mi nie leżał. Nie polecam, chyba że ktoś bardzo, bardzo musi.
Współpracownicy czterdziestoletniego Andiego odkrywają, że jest on jeszcze prawiczkiem, i postanawiają pomóc mu w seksualnych podbojach.
Ot, komedia z kategorii "ok" - nic co urywa d⁎⁎ę, ale również nic niesamowicie żenującego. Zagrane w porządku, ma kilka momentów, przy których można się uśmiechnąć i w sumie tyle. Niespecjalnie mój styl. Polecam chyba tym, których bawią komedie z Sethem Roganem.
Fun fact: Dość znanym faktem jest to, że przy scenie z depilacją Carell dał się ogolić naprawdę. Zarówno jego krzyki, jak i reakcje reszty aktorów, były prawdziwe.
Mogę być nieobiektywny, bo "Lalka" była moją absolutnie ulubiona lekturą (może konkuruje sobie z "Obcym" Alberta Camus), więc cenię wierność oryginałowi, ale wersja kinowa wciąga Netflixową nosem.
Twórcy wersji kinowej mieli w ręku diament i zamiast robić retellingi na kiju po prostu go oszlifowali i dostarczyli w formie przystosowanej do wielkiego ekranu. Połączyli kilka postaci, żeby się zmieścić w 3 godzinach, zrównoleglili niektóre wydarzenia, żeby nie mnożyć scen i wątków, ale wszystkie te decyzje były zrobione z myślą o tym, żeby lepiej działała jako film.
No i co najważniejsze, film bierze swój świat na poważnie mniej więcej tak jak ekranizacja Petera Jacksona wzięła "Władcę Pierścieni" na poważnie. Jest to ryzyko, bo w dzisiejszym świecie, kiedy masz szacunek do klasyki i widać, że ci zależy, ocierasz się o groźbę śmieszności.
Nie ma głupich mrugnięć okiem do widza, łamania czwartej ściany i wybijania z immersji topornymi nawiązaniami do współczesnych konfliktów. Kiedy "Lalka" Kawalskiego chce poruszyć temat ponadczasowy, to pozostawia widzowi co najmniej jedną warstwę niedosłowności, żeby sam go sobie rozpakował jak cukierek. Podoba mi się to, bo nie lubię jak film traktuje widza jak debila, któremu nie można zaufać, że da radę wykonać swoją część pracy.
Kilka postaci dostało fajne odświeżenie, żeby były bardziej zrozumiałe. Nie dziwię się, że dla roli TEGO Rzeckiego Marek Kondrat postanowił wrócić z aktorskiej emerytury. Oryginalny Rzecki w książce był postacią otępiałą i komediową, a filmowy robi za sumienie Wokulskiego i kompetentnego powiernika. Jest to rola, za którą będzie zapamiętany na kolejne 20 lat.
Ogólnie jestem cholernie zadowolony, że się wybrałem na film w dniu premiery, na pewno wybiorę się ponownie. Oby więcej takiego kina.
Zazwyczaj omijam polskie kino, ale ten film mnie totalnie zaskoczył i zauroczył. Ciężko mi się do czegokolwiek przyczepić. Jakby powstał w Hollywood to by walczył o Oskary. Swietna gra aktorska, piękne scenerie, piękne stroje, piękna Warszawa, trochę się dłuży bo to nie film akcji, ale warte każdej minuty.
@Johnnoosh jest to zapewne zabieg stylistyczno-popkulturowy, a nie historyczno-geograficzny. Czcionka ma budować klimat XIX-wiecznej powieści i starego druku prasowego, a nie odzwierciedlać oficjalny alfabet zaborcy. Gotyckie czcionki były wykorzystywane w całej Europie.
@brazowooka_eS@Opornik stawiam na piesia. Prawdopodobnie główny bohater wykorzystał zwierzę, żeby ratować własne życie. Robiąc taki film sam bym tak poprowadził akcję, aby wzbudzić jak największe emocje 🙂
@koszotorobur nic nie poradze że uwielbiam filmy z Nim - Fight Club czy Se7en znam na pamięc, był też super w trylogii Ocean Eleven, rewelacyjny w epizodzie w 12 Małpach, a swoją rolą w F1 moim zdaniem choć troche uratował ten "film" :smiley:
gdyby ktoś chciał zobaczyć mój najnowszy film, o którym więcej pisałem na swoim tagu: #w8jek to tu lista miast i festiwali, na których będzie można go obejrzeć w październiku: 03/10 - 16:00 - ZGIERZ - festiwal Ogień W Głowie 03/10 - 12:15 - GDYNIA - festiwal NNW 06/10 - 17:00 - OPOLE - festiwal Opolskie Lamy 17/10 - wieczorem? - PRZEMYŚL - festiwal CK OFF 21-22/10 - wieczorem? - WARSZAWA - festiwal CINEMAFORUM (nagrody im. Jana Machulskiego) 27/10 - 21:00 - KRAKÓW - festiwal ETIUDA&ANIMA TBA - WARSZAWA - Splat! FilmFest
Dwójka mało popularnych kumpli stara się zorganizować alkohol na ostatnią wielką imprezę po ukończeniu liceum.
Jakoś nie jestem fanem komedii Setha i ferajny, nigdy do mnie ten humor specjalnie nie trafiał. Ten film ogląda się akurat ok, można się kilka razy uśmiechnąć, ale do wybuchu śmiechu się nigdy nie zbliżyłem. Początek jest nawet spoko, ale gdzieś po pół godzinie straciłem zainteresowanie tym, co się dzieje na ekranie. Rozumiem czemu ten film zdobył status kultowej komedii w USA - bo większość uczniaków musiała się zmagać z misją zdobywania alkoholu na imprezy, niektórzy mogli czuć się wyrzutkami, duża część pewnie miała jakieś przygody związane z pierwszymi miłościami i nieudanymi podbojami seksualnymi. Dla mnie jednak ten klimat amerykańskiego liceum jest dość odległy, więc trochę mi latało co się tam dzieje. Polecam raczej młodszym widzom (sorry staruszki).
Ludzkość musi bronić się przed potworami wyłaniającymi się z głębin oceanu. Do tego celu używa ogromnych, sterowanych przez ludzi robotów.
Oglądam ten film już któryś raz i chyba za każdym razem podoba mi się trochę bardziej. Dalej uważam, że aktorstwo leży i kwiczy, główny bohater i styl w jakim prowadzi narrację jest boleśnie bezpłciowy, fabuła jest durna, a wszystkie sekwencje wypełniające czas pomiędzy kolejnymi starciami mechów i kaiju wywołują uczucie zażenowania. Ale, na rany koguta, te potyczki! Moim skromnym zdaniem do tej pory jeszcze żaden film nie był w stanie oddać w podobny sposób skali takiego pojedynku oraz sprawić by widz poczuł, jak ogromne muszą być mechy i potwory, jaka niesamowitą moc kryje się za każdym ciosem. Walka w Hongkongu to uczta dla zmysłów, mój wewnętrzny chłopczyk tupał nogami z podekscytowania. Zmarnowany potencjał widzę właściwie w tym, że del Toro mógł jeszcze bardziej pójść w klimat anime, zarówno przy prowadzeniu aktorów jak i kamery, no ale nie można mieć wszystkiego. Polecam na seans dla dużych dzieci.
@Piechur czyli to takie coś jak Maszyna do zabijania. Lubię sobie czasem włączyć taki film na odmóżdżenie. A zawsze przechodziłem obok niego obojętnie. Może w weekend sobie włączę :smiley:
Trójka braci wybiera się w podróż po Indiach, by odnaleźć zarówno się, jak i samych siebie.
Nie jest to według mnie najlepszy film Wesa, ale jak to bywa z jego dziełami i tak jest dobry. Dostajemy wyraźne postaci, absurdalne sytuacje, szczyptę humoru, a wszystko to pływające w Andersonowskim wywarze symetrycznych kadrów, przemyślanej kolorystyki, oraz precyzyjnych i mechanicznych ruchów kamerą - wywar ten będzie coraz bardziej intensywny wraz z upływem lat. Wydaje mi się, że akcja jest tu trochę nierówna i pewne momenty mi się dłużyły, ale widok tych potłuczonych osobowości próbujących mimo wszystko w jakiś sposób posklejać się na nowo wywołał we mnie uczucie melancholii, smutku, ale też nadziei (). Polecam fanom twórczości Wesa, ale też tym, którzy sami są trochę rozbici.
Film Woman Unknown został nagrodzony Złotym Lwem podczas 83. festiwalu w Wenecji. Srebrnego Lwa dostał "Possible Love", którego producentem wykonawczym jest Maciej Musiał. Nagrodzona Złotym Lwem fabuła rozgrywa się w Kopenhadze tuż po II wojnie światowej, gdy osoby podejrzewane o
Daniel Day-Lewis is often considered one of the greatest actors of all time. But what made his performances so unforgettable wasn’t just talent — it was the extraordinary commitment behind every role. From My Left Foot and The Last of the Mohicans to Gangs of New York, There Will Be Blood
Scenariusz następujący: Mały PCet jako HTPC, konsola, gramofon, subwoofer zewnętrzny.
Front całkowicie do ogarnięcia. Ładnie sobie centralny głośnik (do 60 W, 6 ohm) tuż pod TV i dwie kolumny obok (do 120 W, 6 ohm) + subwoofer zewn. to nie ma problemu, bo to kable się nigdzie nie wiercą, wszystko w tubie/maskownicy skrzętnie poukładane.
Ale jak myślę o ciągnięciu kabli do surround to mnie szlag trafia. Raz i że te małe głośniki tak sobie sterczą na stojakach czekając jak ktoś je potrąci, to jeszcze ogarnij jak tu pociągnąć kabel by to jakoś wyglądało.
Niby jeszcze rozwiązania, że wszystko wisi i na suficie.
Dla pewności jeszcze nim zakupię kable. To wybieram 2x2,5 OFC?
Nie wiem ile w tym #audiovoodoo w tym OFC vs CCA. Być może CCA by starczyło na takie zastosowanie, ale też na tą ilość długości to fortuny nie wydam na OFC.
@Marchew No mówiłeś by szukać od producenta co daje 5 lat, a nie jakiegoś pośrednika. Ale nie do końca rozumiem z przedłużką, więc zakładam, że zwykły surowy kabel 2x2.5 najzwyczajniej bez udziwnień. ¯\\(ツ)/¯
Rodzice zabierają dzieci na horror z kategorią R, myśląc, że film 'Buddy' jest produkcją dla dzieci
8 września 2026, 17:00
'Buddy' - horror opowiadający o żądnym krwi, zabójczym jednorożcu z kreskówki - który ściągnął całą falę rodziców do kin w których usiedli obok swoich małych dzieci.
Ten pomarańczowy koszmar stał się jedną z dziwniejszych historii sukcesu 2026 roku. Dołącza do serii niskobudżetowych horrorów, które nieustannie przekraczają własne prognozy dotyczące wyników kasowych. Marketing 'Buddy'ego' zadziałał tak dobrze, że przyciągnął nawet osoby, które nigdy wcześniej nie słyszały o parodii slashera inspirowanej Barneyem.
Co więcej, niektórzy z widzów zabrali ze sobą dzieci, a fala oburzenia pojawiła się niemal równie szybko jak wyniki sprzedaży biletów.