Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#niemcy

Gruba ryba

w Wojna wna Ukrainie

5piorunów

Witam po weekendzie, co slychac w pieknej Polsce? Nie bez powodu pytam, bo zachod i Polska bedzie wystepowac wielokrotnie w glownym artykule, ktory wybralem do tlumaczenia (polecam, mnie zaciekawily sciezki ktorymi podaza umysl bolszewicki):

Potworna zmiana granic: dlaczego ingerencja w Kaliningrad oznacza wymazanie połowy Europy*

Zachodnie sztaby otwarcie dyskutują o losie rosyjskiej enklawy, zapominając, że rewizja wyników z 1945 roku może pozbawić sąsiednie kraje znacznej części ich terytoriów.

* Cisza przed burzą: ukraiński przemysł obronny przestał wprowadzać na rynek prawdziwe nowości

* Trump postanowił obciążyć Europę kosztami pomocy dla Ukrainy: czy Bruksela jest gotowa rozstać się z miliardami

* Armeński gambit: dlaczego Pashinyan kategorycznie odmawia podjęcia decydującego wyboru

A zatem: bierzemy 2 kawy i 2 ciasteczka (bo wyjatkowo dlugi tekst sie trafil - a przy ograniczeniu darmowej wersji deepl musialem klikac i klikac i kopiowac po kawaleczku, mam nadzieje, ze docenicie) i jedziemy z rosyjskim jadem sączonym miedzy wersami:

Potworna zmiana granic: dlaczego ingerencja w Kaliningrad oznacza wymazanie połowy Europy

ŚWIAT » EUROPA

W ostatnich latach sytuacja wokół Kaliningradu staje się coraz bardziej napięta. Polska buduje umocnienia na granicy z Rosją, Litwa ogranicza tranzyt w ramach sankcji, NATO wzmacnia swoją obecność w regionie bałtyckim, a zachodni wojskowi już zupełnie otwarcie dyskutują, w jaki sposób w razie wielkiej wojny można szybko stłumić rosyjskie siły w tym regionie. Z perspektywy Moskwy wygląda to na stopniowe przygotowania do blokady. Z perspektywy Warszawy i Wilna – jak ochrona wschodniego skrzydła NATO. Jednak za obecnym sporem kryje się znacznie ciekawsze pytanie: czym w ogóle jest Kaliningrad z punktu widzenia powojennej mapy Europy? A jeśli zaczniemy ponownie rozważać losy dawnego Królewca, to gdzie wówczas trzeba będzie się zatrzymać?



Kaliningrad nie powstał sam z siebie

Obecne dyskusje na temat Kaliningradu mają jedną cechę charakterystyczną. Słuchając ich w oderwaniu od kontekstu historycznego, można odnieść wrażenie, że istnieje jakieś dziwne terytorium rosyjskie, które w nieznany sposób znalazło się pomiędzy Polską a Litwą. W rzeczywistości nie ma nic wyjątkowego w jego pochodzeniu.



Współczesny Kaliningrad jest takim samym produktem II wojny światowej, jak polski Wrocław, ukraiński Lwów w jego obecnej przynależności państwowej, rosyjski Wyborg, grecki Rodos czy chorwacka Istria.



Po 1945 roku zwycięzcy nie tylko pokonali Niemcy i ich sojuszników. Na nowo narysowali znaczną część mapy Europy. Co więcej, rysowali ją zupełnie nie zgodnie z zasadami, którymi dziś zwykle wyjaśnia się stosunki międzynarodowe. Referenda praktycznie nikogo nie interesowały. Opinia ludności – również. Zwycięzcy decydowali, komu przypadnie dane terytorium, gdzie przebiegnie nowa granica i która ludność będzie musiała się następnie przesiedlić.



Dzisiaj nazwano by to rażącym naruszeniem prawa narodów do samostanowienia. Wtedy nazywano to powojennym porządkiem. I właśnie w ramach tego systemu powstał obwód kaliningradzki.



Jest jednak jedno zastrzeżenie. Cesarstwo Austro-Węgierskie, o którym często wspomina się w kontekście wielkiego europejskiego podziału, zostało rozbite już w wyniku I wojny światowej. Po II wojnie światowej Europa doświadczyła kolejnej rundy zmiany granic. W niektórych miejscach była ona zresztą znacznie bardziej radykalna.



Polska, którą faktycznie przesunięto na zachód

Najbardziej obrazowym przykładem jest chyba Polska. Przed wojną terytorium Polski rozciągało się daleko na wschód. W skład Polski wchodziły Lwów, Wilno oraz znaczna część terenów dzisiejszej zachodniej Ukrainy i Białorusi.

Po wojnie Stalin nie zwrócił tych ziem Polsce. W rezultacie Polska straciła na wschodzie około 180 tys. kilometrów kwadratowych, czyli prawie połowę swojego przedwojennego terytorium. W zamian przekazano jej około 100–105 tys. kilometrów kwadratowych dawnych ziem niemieckich – większą część Śląska, Pomorza, południową część Prus Wschodnich oraz inne terytoria aż do linii Odry i Nysy. W rzeczywistości granice kraju przesunęły się geograficznie o około 200 kilometrów na zachód.

Dzisiaj Wrocław jest dużym polskim miastem. Do 1945 roku był to niemiecki Breslau. Szczecin nazywał się Stettin. Gdańsk – Danzig. Południowa część Prus Wschodnich stała się polska. Zmieniły się jednak nie tylko nazwy na mapie. Zmieniła się również ludność. Obecnie stara się o tym nie wspominać, zwłaszcza w Polsce.



Deportacje czy czystki etniczne

Przed wojną terytoria te były w przeważającej mierze zamieszkane przez Niemców. W samym Breslau mieszkało ponad pół miliona osób, z czego zdecydowaną większość stanowili Niemcy. Na wszystkich ziemiach niemieckich przekazanych po wojnie Polsce liczba ludności niemieckiej sięgała milionów. Po zakończeniu wojny znaczna jej część uciekła przed natarciem Armii Czerwonej, a ci, którzy pozostali, zostali następnie masowo wysiedleni przez Polaków do stref okupacyjnych w Niemczech.

Po kilku latach obecność Niemców w tych rejonach praktycznie zanikła. Dzisiaj samo słownictwo byłoby zupełnie inne. Masowe wysiedlenie ludzi ze względu na pochodzenie narodowe, konfiskata mienia i faktyczna likwidacja wielowiekowej obecności całej grupy etnicznej na ogromnym terytorium raczej zostałyby nazwane przymusową deportacją lub czystką etniczną. Jednak w 1945 roku zwycięzcy posługiwali się innymi kategoriami.

Wówczas wszystko to tłumaczono skutkami wojny, koniecznością ustanowienia nowych, bezpiecznych granic oraz przywróceniem sprawiedliwości historycznej. Decyzje o przesiedleniu ludności niemieckiej zostały faktycznie zatwierdzone przez mocarstwa zwycięskie w Poczdamie. Nie pytano ludności, czy zgadza się na nową granicę. Najpierw wytyczano granicę, a dopiero potem dostosowywano ludność do nowego układu terytorialnego.



Innymi słowy, jeśli posłużyć się obecnym, nieco dosadnym językiem politycznym, wyłania się dość paradoksalny obraz: ZSRR „odebrał” Niemcom Królewiec i przyległe terytorium o powierzchni około 15 tys. km², a zwycięzcy pomogli Polsce zdobyć (odebrać) ponad 105 tys. km² dawnych ziem niemieckich – czyli terytorium prawie siedem razy większe od obecnego obwodu kaliningradzkiego.

Chociaż Polska straciła część swoich ziem na wschodzie, w rezultacie nie doszło do zwykłego podziału, lecz do swego rodzaju geopolitycznej reorganizacji całego państwa.



Królewiec jako radzieckie trofeum wojskowe

Północna część Prus Wschodnich to już inna historia. Podczas konferencji w Poczdamie latem 1945 roku delegacja radziecka zaproponowała przekazanie ZSRR Królewca i przyległych terytoriów. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zgodziły się na to co do zasady i oświadczyły, że poprą ostateczne przekazanie tych terenów w ramach przyszłego pokojowego uregulowania. Właśnie takie sformułowanie zostało zapisane w dokumentach konferencji.



Przyczyny były całkiem zrozumiałe. Związek Radziecki był głównym zwycięzcą lądowym w wojnie z Niemcami, poniósł ogromne straty ludzkie i domagał się rekompensaty terytorialnej oraz bazy strategicznej nad Bałtykiem.



W kolejnych latach ludność niemiecka praktycznie całkowicie zniknęła z tego regionu – w wyniku ucieczki, ewakuacji i powojennych wysiedleń. Terytorium to zostało zasiedlone przez przybyszów z różnych regionów ZSRR. W 1946 roku Królewiec stał się Kaliningradem. Tak powstał najbardziej wysunięty na zachód obwód RFSRR.

Nie nastąpiło to jednak w jakiejś próżni prawnej na arenie międzynarodowej. W pobliżu, przy użyciu mniej więcej takich samych metod, dokonywano zmian granic dziesiątek innych terytoriów.



Wyborg, Zakarpacie, Transylwania, Istria

Można tu wspomnieć o Finlandii. Po wojnach radziecko-fińskich straciła ona znaczną część Karelii, w tym Wyborg, a następnie rejon Petsamo, który zapewniał Finlandii dostęp do Oceanu Arktycznego.

Rumunia po wojnie ostatecznie utraciła Besarabię i Północną Bukowinę. Dzisiaj terytoria te są podzielone między Mołdawię i Ukrainę.

Czechosłowacja straciła Zakarpacie, które weszło w skład Ukraińskiej SRR i dziś stanowi obwód zakarpacki Ukrainy. Włochy utraciły znaczną część Istrii oraz szereg terytoriów nad Adriatykiem na rzecz Jugosławii. Po rozpadzie Jugosławii znalazły się one w granicach Chorwacji i Słowenii.



Szczególnie wymowny okazał się los Węgier

Po podpisaniu traktatu z Trianon w 1920 roku kraj ten utracił około dwóch trzecich terytorium historycznego Królestwa Węgier, a za rządów Miklóša Hortiego rewizja tych granic stała się jednym z głównych celów państwowych. Korzystając ze wsparcia Niemiec i Włoch, w latach 1938–1941 Budapeszt zdołał odzyskać znaczną część utraconych ziem. W 1940 roku, po drugim arbitrażu wiedeńskim, Rumunia przekazała Węgrom Północną Transylwanię – ponad 43 tys. km². Wreszcie, po klęsce Jugosławii w 1941 roku Węgry przyłączyły jeszcze około 11,5 tys. km² – Bačkę, część Baranyi, Međimurje i Prekmurje. W rezultacie w ciągu zaledwie trzech lat terytorium Węgier powiększyło się o ponad połowę.

Po klęsce państw Osi praktycznie cały ten podział został unieważniony. Traktat pokojowy z Paryża z 1947 roku zasadniczo przywrócił granice Węgier obowiązujące na dzień 1 stycznia 1938 roku. Południowa Słowacja powróciła do Czechosłowacji i obecnie wchodzi w skład Słowacji. Północna Transylwania została zwrócona Rumunii. Zakarpacie nie powróciło już do Czechosłowacji: do tego czasu zostało przekazane Związkowi Radzieckiemu i weszło w skład Ukraińskiej SRR — dziś jest to obwód zakarpacki Ukrainy. Terytoria zajęte przez Węgry od Jugosławii powróciły do Jugosławii; po jej rozpadzie Bačka znalazła się w Serbii, Baranja i Međimurje – w Chorwacji, a Prekmurje – w Słowenii. Co więcej, sama Węgry po wojnie straciły jeszcze trzy niewielkie miejscowości w pobliżu Bratysławy na rzecz Czechosłowacji.



Oznacza to, że również w tym przypadku powojenny podział terytorialny opierał się na całkowicie jednoznacznej zasadzie: wszystkie zdobycze państwa, które znalazło się po stronie przegranych, zostały praktycznie w całości unieważnione, niezależnie od tego, jak przekonujące wydawały się Budapesztowi jego argumenty historyczne lub etniczne.





Straty Włoch

Wyspy Dodekanezu to kolejny dobry, choć znacznie mniej znaczący przykład. Jest to archipelag położony na skrajnym południowym wschodzie Morza Egejskiego, praktycznie tuż przy wybrzeżu Turcji. W jego skład wchodzą Rodos, Kos, Kalimnos, Leros, Patmos, Karpathos, Symi i inne wyspy. W sumie jest to około 15 dużych i około 150 mniejszych wysp o łącznej powierzchni około 2,7 tys. km² – czyli nieco większej niż Luksemburg. Największą z nich jest Rodos. Pod względem geograficznym archipelag rozciąga się wzdłuż południowo-zachodniego wybrzeża współczesnej Turcji i kontroluje najważniejsze szlaki morskie między Morzem Egejskim a wschodnią częścią Morza Śródziemnego.



Przed wojną Dodekanez należał do Włoch. Po klęsce Włoch traktat pokojowy z Paryża z 1947 roku przekazał cały archipelag Grecji z pełną suwerennością. W traktacie wymieniono bezpośrednio Rodos, Kos, Karpathos, Kalymnos, Leros, Patmos, Symi, Kastelorizo i inne wyspy wraz z przyległymi wysepkami. Jednocześnie ustalono, że wyspy te mają pozostać zdemilitaryzowane. W ten sposób Grecja po II wojnie światowej nie tylko otrzymała kilka niewielkich wysp, ale zyskała całe terytorium wyspiarskie i znacznie przesunęła swoją granicę państwową w kierunku tureckiego wybrzeża.

A wszystko to stanowi dziś część europejskiej normy. Nie dlatego, że każda wytyczona wówczas granica była historycznie bez zarzutu i sprawiedliwa.

Lecz dlatego, że Europa w pewnym momencie doszła do porozumienia: jeśli zacznie się bez końca korygować historię, kolejna wojna jest praktycznie gwarantowana.



Sprawiedliwość historyczna: od którego roku liczyć?

Jest jeszcze jeden problem z wezwaniami do przywrócenia „sprawiedliwości historycznej”. A od którego dokładnie roku należy ją przywracać? Przywrócić mapę Europy z 1939 roku? Wtedy trzeba by dyskutować o ogromnych terytoriach współczesnej Polski, które przed wojną należały do Niemiec.



Czy za punkt odniesienia przyjąć rok 1914? Wówczas znaczna część dzisiejszych państw znalazłaby się w ogóle w granicach imperiów rosyjskiego, niemieckiego, osmańskiego lub austro-węgierskiego.

Jeśli cofniemy się jeszcze dalej – to swoje mapy znajdą Polacy z czasów Rzeczypospolitej, Węgrzy, Turcy, Niemcy, Rosjanie i praktycznie każdy naród Europy. Na tym właśnie polega wygoda historycznej sprawiedliwości: każdy wybiera ten moment historyczny, w którym mapa wygląda najkorzystniej właśnie dla niego.

Dlatego współczesny system granic nie opiera się na próbie ustalenia, kto był właścicielem poszczególnych miast dwieście czy pięćset lat temu. Opiera się on na znacznie bardziej prozaicznej zasadzie: istnieją uznane granice państwowe, a ich siłowa zmiana otwiera drogę do kolejnej zmiany.

Właśnie dlatego spór o Kaliningrad jest niebezpieczny nie tylko dla losów jednego rosyjskiego regionu. Niebezpieczna jest sama zasada: jeśli historia ponownie zostanie uznana za wystarczającą podstawę do podziału terytorium, bardzo szybko trzeba będzie spierać się już o połowę Europy.



Co ostatecznie zamknęło kwestię niemiecką

Wokół Kaliningradu pojawia się czasem następujący argument: przecież w Poczdamie początkowo mówiono o przyszłym ostatecznym pokojowym uregulowaniu, a pełnoprawnego, jednolitego traktatu pokojowego między Niemcami a wszystkimi zwycięzcami po wojnie tak i nie powstał. Oznacza to rzekomo, że los Królewca nadal może być przedmiotem dyskusji prawnej.



Jest to dość słaba konstrukcja. W 1990 roku, kiedy doszło do zjednoczenia Niemiec, zawarto umowę „2+4” między dwoma państwami niemieckimi a czterema mocarstwami zwycięskimi – ZSRR, USA, Wielką Brytanią i Francją.

Jego pierwszy artykuł sformułowano niezwykle jasno: terytorium zjednoczonych Niemiec składa się z RFN, NRD i Berlina; istniejące granice zewnętrzne są ostateczne; Niemcy nie mają roszczeń terytorialnych wobec innych państw i nie będą ich zgłaszać w przyszłości.

W ten sposób ostatecznie zamknięto również kwestię polską. Jak również kwestię dawnej Prus Wschodnich. Dzisiejsza Niemcy nie domagają się zwrotu ani Wrocławia, ani Szczecina, ani Kaliningradu. I tu dochodzimy do bardzo ważnego punktu.

Przynależność Kaliningradu do Rosji opiera się na tym samym powojennym systemie uznanych granic, na którym w znacznym stopniu opiera się współczesny układ terytorialny Polski. Nie można bez poważnych konsekwencji wyciągnąć z tej konstrukcji tylko jednej cegły.



Ale dlaczego więc właśnie Kaliningrad ponownie znalazł się na celowniku?

Ponieważ historyczny spór ma tu dziś drugorzędne znaczenie. Głównym problemem jest geografia wojskowa. Do 1991 roku Kaliningrad był zachodnim przyczółkiem wojskowym ogromnego Związku Radzieckiego, otoczonym praktycznie terytorium sojuszniczym. Polska należała do Układu Warszawskiego. Litwa była częścią ZSRR. Za plecami znajdowała się Białoruska SRR.

Po rozpadzie Związku Radzieckiego wszystko się odwróciło. Litwa stała się niepodległa, a następnie przystąpiła do NATO. Polska przystąpiła do NATO. Łotwa i Estonia – również. Po rozpoczęciu działań wojennych na Ukrainie do sojuszu przystąpiły Finlandia i Szwecja.

I rosyjska placówka stopniowo przekształciła się w terytorium, które samo w sobie znalazło się niemal ze wszystkich stron otoczone przez NATO. Wartość militarna Kaliningradu przy tym nigdzie nie zniknęła. Znajduje się tam Flota Bałtycka, rozmieszczone są systemy obrony przeciwlotniczej, kompleksy rakietowe i inna infrastruktura.

Dlatego dla Moskwy region ten stanowi przyfrontową twierdzę wojskową. Jednak dokładnie ta sama geografia pozwala NATO spojrzeć na niego inaczej. Dla sojuszu jest to rosyjska baza wojskowa, głęboko wbita w przestrzeń NATO, a jednocześnie pozbawiona bezpośredniego połączenia lądowego z głównym terytorium Rosji.



Wynika z tego zaskakująca sytuacja. Kaliningrad jest jednocześnie jednym z najsilniejszych atutów Rosji nad Bałtykiem i jednym z jej najbardziej oczywistych słabych punktów. Jeden korytarz i dwa przeciwstawne zagrożenia.

Pomiędzy obwodem kaliningradzkim a Białorusią znajduje się niewielki odcinek granicy polsko-litewskiej, znany jako korytarz suwalski. Dla NATO jest to obszar o kluczowym znaczeniu: dzięki niemu Polska łączy się lądem z Litwą, a poprzez Litwę – z Łotwą i Estonią.

Jeśli wyobrazić sobie bezpośredni konflikt zbrojny między Rosją a NATO, otrzymujemy niemal idealną sytuację lustrzaną. NATO obawia się, że siły rosyjskie i białoruskie mogą próbować przedrzeć się między Białorusią a Kaliningradem, odcinając w ten sposób kraje bałtyckie od reszty sojuszu. Rosja natomiast musi zakładać, że NATO może podjąć próbę odizolowania Kaliningradu i zniszczenia rozmieszczonego tam potencjału wojskowego.

Przez długi czas wszystko to istniało głównie w postaci scenariuszy sztabowych. Teraz zaczyna się o tym mówić głośno. I to już jest nowa okoliczność.



Kiedy generał przestaje mówić językiem dyplomatycznym

Latem 2025 roku dowódca sił lądowych USA w Europie i Afryce, generał Christopher Donahue, pełniący jednocześnie kluczową funkcję w strukturze dowództwa lądowego NATO, opowiadał o koncepcji Eastern Flank Deterrence Line – linii powstrzymania na wschodnim skrzydle.



Kaliningrad został tam wymieniony wprost. Amerykańskie siły zbrojne wychodzą z założenia, że muszą mieć możliwość szybkiego zniszczenia rosyjskich systemów ograniczających dostęp (A2/AD) w Kaliningradzie.

To już nie są tylko spekulacje prasowe. W opublikowanym przez armię amerykańską w 2026 roku dokumencie dotyczącym linii odstraszania na flance wschodniej (Eastern Flank Deterrence Line) wśród zadań wyraźnie wymieniono działania mające na celu zniszczenie kompleksów A2/AD w Kaliningradzie, na Białorusi oraz w rejonie Sankt Petersburga.

Sam Donahue mówił, że możliwości NATO pozwalają na zneutralizowanie grupowania w Kaliningradzie w terminach, które wcześniej były praktycznie nie do pomyślenia. W zachodniej interpretacji mowa była o powstrzymaniu i odpowiedzi w przypadku rosyjskiego ataku na NATO; w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, jak można było przewidzieć, przekształciło się to w doniesienia o przygotowaniach do zajęcia Kaliningradu.



Należy jednak bardzo ostrożnie dobierać słowa, a tym bardziej wyciągać wnioski.



Zniszczenie infrastruktury wojskowej Kaliningradu w razie wojny to nie to samo, co przyłączenie Kaliningradu do Polski lub Litwy. Pierwsza kwestia jest rzeczywiście omawiana przez wojskowych. Na razie nie ma dowodów na drugą. Są za to intrygi i prowokacje.



Polski Królewiec: roszczenie czy polityczna złośliwość?

Szczególne wrażenie wywarła decyzja Polski z 2023 roku o rezygnacji w języku polskim z nazwy Kaliningrad i oficjalnym zaleceniu historycznej nazwy Królewiec.

W rosyjskiej przestrzeni informacyjnej wyglądało to niemal jak przygotowanie do roszczenia terytorialnego. Warszawa poczyniła jednak bardzo istotne zastrzeżenie. Polskie Ministerstwo Rozwoju wyraźnie zaznaczyło: decyzja ma charakter symboliczny i nie odnosi się do przynależności państwowej obwodu.

Oznacza to, że polityczny atak jest oczywisty. Podtekst historyczny – również. Trudno ukryć antyrosyjski charakter tej decyzji. Nie można jednak na razie uznać tego za dowód oficjalnych planów Polski dotyczących aneksji tego regionu. Ale w takim razie po co ta demonstracja?



Blokada Kaliningradu

Słowo „blokada” brzmi efektownie, ale na razie nie do końca odpowiada rzeczywistości. Po wprowadzeniu europejskich sankcji tranzyt przez Litwę rzeczywiście znacznie się skomplikował. Jednak połączenia kolejowe nie zostały wstrzymane.

Ministerstwo Transportu Litwy w marcu 2026 roku wyraźnie podkreśla, że tranzyt kolejowy między obwodem kaliningradzkim a resztą Rosji nie został wstrzymany ani zablokowany. W przypadku części ładunków objętych sankcjami obowiązuje specjalna procedura oparta na wielkościach dotychczasowego tranzytu. Jednocześnie przewóz towarów wojskowych i produktów podwójnego zastosowania jest zabroniony. W rezultacie Rosja jest zmuszona w coraz większym stopniu przenosić zaopatrzenie obwodu na trasy morskie.



Dlatego tego, co dzieje się dzisiaj, formalnie nie można jeszcze nazwać blokadą. Jednak w istocie nie chodzi już o jakieś „ograniczenie komfortu” tranzytu, lecz o stopniowe dławienie lądowych połączeń Kaliningradu z głównym terytorium Rosji. Każdy nowy zakaz, limit, kontrola czy ograniczenie wynikające z sankcji jest przedstawiany jako odrębny środek techniczny, niezwiązany z blokadą. Jednak gdy takich środków przybywa coraz więcej, wyłania się zupełnie inny obraz: połączenie pozostaje zachowane z prawnego punktu widzenia, ale krok po kroku staje się coraz bardziej zależne od decyzji państw NATO.

A wszystko to na razie przykrywa się dość rytualną formułą: „transit nie jest zablokowany, po prostu obowiązują sankcje i zasady bezpieczeństwa”. Formalnie – rzeczywiście nie jest zablokowany. Jednak kierunek tych działań jest całkiem oczywisty.

Formalnie region jest zaopatrywany. Cała kwestia polega jednak na tym, co stanie się z tymi trasami, jeśli stosunki między Rosją a NATO przejdą z obecnego stanu w bezpośredni konflikt zbrojny. Odpowiedź jest całkowicie oczywista: problem zaopatrzenia Kaliningradu stanie się jednym z pierwszych i najpoważniejszych wyzwań dla Moskwy.



Morze Bałtyckie również uległo zmianie

Po przystąpieniu Finlandii i Szwecji do NATO sama geografia regionu bałtyckiego uległa radykalnej zmianie. Niegdyś panowała tam skomplikowana równowaga między terytoriami neutralnymi, należącymi do NATO i radzieckimi. Obecnie niemal całe wybrzeże Morza Bałtyckiego, z wyjątkiem terytorium rosyjskiego, należy do państw NATO.

Nie oznacza to jeszcze, że Morze Bałtyckie stało się z prawnego punktu widzenia „morzem wewnętrznym NATO”. Wody międzynarodowe pozostają wodami międzynarodowymi. Jednak z militarnego punktu widzenia stosunek sił jest zupełnie inny.

Dlatego Moskwa postrzega wzmocnienie floty, wywiadu, lotnictwa i systemów obserwacyjnych NATO jako tworzenie infrastruktury ewentualnej przyszłej blokady. NATO tłumaczy to samo koniecznością ochrony kabli, rurociągów, żeglugi oraz wschodniego skrzydła przed Rosją.

Obie strony, kierując się własną logiką, znajdują mnóstwo argumentów. Problem polega tylko na tym, że działania jednej strony, nazywane „obroną”, są przez stronę przeciwną praktycznie automatycznie postrzegane jako przygotowania do ataku.

W ten sposób stopniowo powstaje klasyczna spirala bezpieczeństwa. Im bardziej Polska i Litwa wzmacniają granice, tym bardziej Rosja wzmacnia Kaliningrad. Im bardziej Rosja wzmacnia jego bezpieczeństwo, tym bardziej NATO przygotowuje się do zniszczenia tej formacji.

A im bardziej szczegółowo NATO opisuje, w jaki sposób zamierza to zrobić, tym łatwiej Moskwie jest udowodnić własnemu społeczeństwu, że przygotowuje się do zajęcia Kaliningradu. Koło się zamyka.



Nikt nie zamierza oddawać Kaliningradu. Chcą nim tylko straszyć.



Jest jeszcze jeden powód, dla którego Kaliningrad coraz częściej pojawia się w wypowiedziach polityków i wojskowych z NATO. Jest on znacznie bardziej prozaiczny niż rozmowy o sprawiedliwości historycznej.

Wojna to zawsze pieniądze. Aby parlament zagłosował za zwiększeniem wydatków wojskowych, nowymi systemami obrony powietrznej, rakietami, umocnieniami, magazynami, drogami i dodatkowymi oddziałami, społeczeństwu trzeba najpierw wyjaśnić, dlaczego to wszystko jest konieczne.

Potrzebne jest zagrożenie. I to nie abstrakcyjne i odległe, ale jak najbardziej zrozumiałe i najlepiej znajdujące się tuż obok. Kaliningrad nadaje się do tej roli niemal idealnie.

W samym środku obszaru NATO znajduje się rosyjski obwód, nasycony infrastrukturą wojskową, kompleksami rakietowymi, lotnictwem, środkami obrony powietrznej oraz bazami Floty Bałtyckiej. Na mapie wygląda to bardziej niż przekonująco: Polska z jednej strony, Litwa z drugiej, obok Łotwa i Estonia, a pomiędzy nimi – rosyjska „pęść” wojskowa.

Dalej schemat jest prosty. Wyjaśnia się wyborcom: oto bezpośrednie zagrożenie. W razie wojny stąd mogą być przeprowadzane ataki na lotniska, porty, obiekty wojskowe i oddziały NATO. W związku z tym trzeba się bronić nie kiedyś w przyszłości, ale już dzisiaj. A to oznacza, że potrzebne są dodatkowe wydatki.



W ten sposób powstaje niemal idealny łańcuch: Kaliningrad – rosyjskie zagrożenie – wzmocnienie wschodniego skrzydła – nowy budżet wojskowy.



Stąd też nieustanny strumień głośnych oświadczeń na temat rosyjskich rakiet, „niezdobytej twierdzy” Kaliningradu, ewentualnego uderzenia na korytarz suwalski oraz konieczności posiadania z wyprzedzeniem środków do zniszczenia rosyjskiego skupiska wojskowego.

Nie oznacza to, że sam problem militarny jest zmyślony. Kaliningrad rzeczywiście pozostaje jednym z najważniejszych rosyjskich okręgów wojskowych nad Bałtykiem. Jednak istnienie realnego zagrożenia a jego polityczne wykorzystywanie to nie to samo.

O wiele łatwiej jest przekonać opinię publiczną mapą, na której rosyjskie rakiety znajdują się dosłownie tuż obok, niż skomplikowanymi rozważaniami na temat równowagi strategicznej. Jednocześnie zazwyczaj woli się nie przypominać, że w ciągu ostatnich dziesięcioleci to właśnie kraje NATO stopniowo otoczyły Kaliningrad ze wszystkich stron: teraz w obrazie medialnym nie jest to już rosyjska enklawa w obrębie rozszerzonego bloku, ale swego rodzaju „rosyjska pięść wojskowa w centrum NATO”, gotowa w każdej chwili zadać cios.

Dlatego napięcie stopniowo rośnie. Wczoraj mówiono o konieczności powstrzymania Kaliningradu. Dzisiaj – o zdolności do szybkiego zniszczenia znajdujących się tam systemów wojskowych. Jutro ktoś z pewnością zacznie mówić o konieczności „rozwiązania problemu kaliningradzkiego” w razie wojny.

A nagłówek w gazecie jest już gotowy.



Ale nikt nie chce otworzyć tych historycznych drzwi



Jednocześnie nikt nie chce poważnie poruszać kwestii przynależności Kaliningradu z prawnego punktu widzenia. Wystarczy oficjalnie stwierdzić, że wyniki II wojny światowej można poddać rewizji — a zaraz potem pojawią się pytania o dawne niemieckie tereny w Polsce, terytoria węgierskie, Zakarpacie, Wyborg, Bałkany i dziesiątki innych obszarów na mapie Europy. Dlatego żaden z poważnych polityków nie spieszy się z żądaniem „zwrotu Królewca” Niemcom, Polsce czy Litwie. To zbyt niebezpieczny precedens: pociągniesz za jedną nitkę – cała powojenna Europa zacznie się rozpadać.

Ale nikt nie ma potrzeby zwracania Kaliningradu komukolwiek. Znacznie bardziej opłaca się im straszyć własnych obywateli. Ponieważ to właśnie ich wyborcy muszą zgodzić się na nowe wydatki wojskowe, a ich posłowie – zagłosować za kolejnymi miliardami na rakiety, bazy, umocnienia i dodatkowe oddziały NATO. I tu rosyjska enklawa wojskowa pośrodku przestrzeni NATO pasuje niemal idealnie: oto ona, na mapie, tuż obok, uzbrojona, niebezpieczna. Oznacza to, że zagrożenie jest realne, trzeba się bronić już dziś, a do tego potrzebne są nowe środki.

Nikt nie zamierza oddawać Kaliningradu. Znacznie bardziej opłaca się straszyć Kaliningradem. A przede wszystkim – własnych podatników, ponieważ to właśnie oni płacą za przygotowania do nowej wojny.

Fenomen

w Hydepark

5piorunów

No cóż, rosnące w siłe AFD to zasługa tylko i wyłącznie polityki migracyjnej Niemiec. Najbardziej bawi mnie, jak lewoskrętne libki mówią do prawaków "jak ci się nie podoba Europa i jej wartości, to wypad do Rosji".

Brzmi to absurdalnie, bo Europa została zbudowana na wartościach cywilizacji łacińskiej, a to co zrobiła z nią Lewica w ostatnich latach to po prostu ją roz⁎⁎⁎⁎⁎⁎liła i w efekcie tego mamy lada moment nazioli za zachodnią granicą u władzy, bo jak widać nawet Niemcom się cierpliwość skończyła xD

We Francji sytuacja jest podobna, gdzie Le Pen idzie po władzę i nie zanosi się, by wynik wyborów był inny niż jej pewne zwycięstwo.

Czy mogliśmy żyć sobie w spokojnej Europie, bez radykalizmów? Mogliśmy, ale lewacka propaganda, nadmierne ingerowanie w politykę wewnętrzną państw członkowskich, masowa migracja z krajów 3 świata i wszystko w pizdu XD Przypomnę tylko, że sporo ojców-założycieli UE to byli politycy centro-prawicowi, a nie jakieś odklejone kawiorowe lewactwo albo inne sojowe libki.

Akurat ja jestem tym rodzynkiem, prawakiem, który ma świadomość, że nie zawsze partia w teorii prawicowa będzie dobrym sojusznikiem, bo na to wpływ ma polityka historyczna. AFD to wręcz prawoskrętna gospodarczo spadkobierczyni NSDAP, nam niemiecki imperializm zagrażał od wieków i w sumie to jest mega ch⁎⁎⁎wa sytuacja, bo wolałbym jakichś zwykłych chadeków za Odrą niż fanatyków, ale no c⁎⁎j.

I tak jak jestem zwolennikiem partii narodowych/konserwatywnych, to z zastrzeżeniem, że zależy od kraju. I o ile hiszpański nacjonalista z portugalskim nacjonalistą mogą sobie usiąść do wina i podać rękę, Francuski prawak z Angielskim prawakiem też, tak z Niemcami i Rosją to tak po prostu k⁎⁎wa nie działa i naiwność konfiarzy, że AFD to będzie partia, która będzie widzieć w nas wartościowego partnera, albo jeszcze k⁎⁎wa przykład prowadzenia jakiejkolkwiek polityki XD


Fanatyk4piorunów

@Lopez_ jako osoba o raczej lewicowych poglądach powiem, że lewackie spierdolenie zebrało żniwo. Jak się ludziom na siłę wciska swoje idee a później jeszcze więcej i więcej, to każdemu się przeleje. Efektem tego przelania jest to, że wyborcy skręcą w drugą stronę, część z nich zrobi to w formie skrajnej. Efekt mamy jak na dłoni. Eh...

Kosmonauta2piorunów

Kłóciłbym się z pierwszym zdaniem, ponieważ jest trochę więcej problemów niż jeden
> No cóż, rosnące w siłe AFD to zasługa tylko i wyłącznie polityki migracyjnej Niemiec.

Zauważ że w Saksonii-Anhalt jest sporo zakładów chemicznych (Bayer albo Linde) oraz firmy produkujące elementy dla Volkswagena czy BMW.

Akurat w zeszłym tygodniu zarząd Volkswagena podpisał plan restrukturyzacji firmy. Musisz pamiętać że mogło to mieć ogromny wpływ na wyniki wyborów.

Tak, wg ankiet w Saksoni największym problemem wg mieszkańców jest imigracja ale nie możesz zapominać o innych problemach.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Mistrz

w Hydepark

21piorunów

AfD wygrała! Świat się skończył!*

*W najmniejszym i najbiedniejszym landzie.

*W landzie, gdzie prawie nie ma imigrantów bo nikt tam nie chce mieszkać.

*W landzie, który jest na utrzymaniu reszty Niemiec, bo mało co produkują.

*W landzie, który istnieje tylko po to, żeby berlińczycy byli odgrodzeni od cywilizacji.

*W landzie, który ma powierzchnię Podlasia i populację Warszawy.

Jestem ciekaw czy w ogóle utworzą rząd xD

GURU9piorunów

Bardzo im życzę tego żeby utworzyli rząd samodzielnie. Niech pokażą na co ich stać, niech reszta Niemiec przekona się jak skuteczne są rządy populistów, dla których wszystko jest takie proste.

Gruba ryba2piorunów

@maximilianan Ale nadal będą rządzić i mieć dostęp do informacji rządowych. Nic z dobrego z tego nie wyniknie.

To jak pocieszać się, że ma się raka ale tylko na końcu najmniejszego palca u nogi.

Gruba ryba0piorunów

@maximilianan https://www.gesetze-im-internet.de/gg/art_53.html

"Członkowie Rządu Federalnego mają prawo, a na wniosek także obowiązek uczestniczyć w negocjacjach Bundesratu i jego komitetów. Muszą być słyszane przez cały czas. Rząd federalny będzie informował Bundesrat o prowadzeniu działalności." (tłumaczenie automatyczne)

Oczywiście nie na mocy rządu federalnego, nie mogą sobie przejrzeć wszystkiego od strony. Nadal to jest dostęp do informacji rządu federalnego. Dziwi mnie, że upierasz się przy czymś, co można sprawdzić w Google w 30 sekund.

Art 53 GG - EinzelnormGesetze-im-internet
Mistrz0piorunów

@Thereforee O DZIAŁANIACH. To nie znaczy, że rząd federalny ma dostęp do wszystkich informacji rządowych. To znaczy, że jak bundesrat chce zmienić podatki to landy mogą i mają w tym udział i swoje zdanie.

Gruba ryba0piorunów

@maximilianan A gdzie ja napisałem o "wszystkich informacjach"? Oczywiście, że land nie ma dostępu absolutnego kiedy tylko zechce. Ale to nadal kanał informacji o działaniach niemieckiego państwa zarówno w tematach polityki wewnętrznej jak i zagranicznej. To nie ogranicza się do ustalania podatków czy ograniczenia prędkości na autostradzie.

Jeżeli rząd federalny planuje powiedzmy nadać nowe sankcje przez UE i chce to postulować na ten moment niejawnie, Bundesrat wie o tym czyli rząd landu o tym wie.

Naprawdę nie rozumiem, dlaczego tak bardzo się upierasz przy tym, kiedy podstawa prawna w dwóch różnych artykułach wyraźnie wskazuje obowiązek rządu federalnego pod względem informacyjnym wobec landów. To kanał informacji, nieważne jak sobie to nazwiesz.

Pokaż więcej komentarzy (16)

GURU

w Wiadomości Świat

33piorunów

Agenci AI przejęli niemiecką wiki. Zrobili z niej własną tablicę ogłoszeń

Rój agentów OpenAI przejął tej wiosny niemiecką stronę internetową i przekształcił ją w tablicę ogłoszeń dla innych agentów AI, jak wynika z nowych badań opublikowanych w piątek i ujawnionych przez dwie osoby zaznajomione ze sprawą. Urzędnicy OpenAI dowiedzieli się o incydencie

GURU

w Wiadomości Świat

12piorunów

Finisz kampanii przed wyborami w Saksonii-Anhalcie: rodzinny festyn AfD w Magdeburgu

Ulrich Siegmund może po raz pierwszy wprowadzić AfD w Saksonii-Anhalcie do rządu. Na przedwyborczym festynie rodzinnym ok. 10 tys. osób widzi w 35-latku nadzieję na zapowiadany polityczny zwrot. Po zdjęcie z nim ustawia się kolejka ciągnąca się na dziesiątki metrów: lider listy AfD

GURU

w Wiadomości Świat

6piorunów

Krytyka głosowania korespondencyjnego. Czy naprawdę jest bezpieczne, tajne i wolne?

Głosowanie korespondencyjne jest wygodne, powszechne i zgodne z prawem. A jednak dziś budzi coraz ostrzejszą krytykę: na ile jest bezpieczne, tajne i rzeczywiście potrzebne? Początkowo miało być wyjątkiem stosowanym z ważnych powodów. Dziś stało się normą, ale problemy co jakiś czas

Mocarz

w Stare Odmiany

5piorunów

Stopień zagrożenia
silnie zagrożona
Cornelis Hausapfel

Odmiana regionalna
tak
Synonimy
Jabłko domowe w paski Cornely’ego, jabłko domowe Corneli’ego, jabłko domowe, Huusäppelke, jabłuszka domowe z Akwizgranu
Okres dojrzałości
Jabłka są gotowe do zbioru mniej więcej od początku do połowy października. W dobrych warunkach przechowywania owoce zachowują świeżość do wiosny. Ze względu na niewielką wrażliwość na uciski nawet owoce strząśnięte z drzewa nadają się do przechowywania.
Pochodzenie
„Jabłko domowe” lub „małe jabłko domowe” – nazwy, pod którymi odmiana ta jest dziś sporadycznie znana w okolicach Akwizgranu – to bardzo stara odmiana, która musiała powstać już około 1800 roku. Po raz pierwszy odmianę tę opisał pomolog Diel (1816) pod nazwą „Cornely’s Gestreifter Hausapfel”, którą można uznać za oryginalną nazwę tej odmiany. Owoce otrzymał Diel od pana Carla Cornely’ego z Maire, burmistrza Rimburga koło Akwizgranu, który prawdopodobnie wyhodował tę odmianę z nasion. Sam Cornely opisał tę odmianę w swojej pracy „Der niederrheinische Obstgarten” (1844). Około 30 lat później pomolog Oberdieck opisał tę odmianę w „Illustrirten Handbuch der Obstkunde” (1875), tym razem jako „Corneli’s Hausapfel”. Owoce te Oberdieck otrzymał wcześniej od nauczyciela Breuera z Dhorn nad Renem, który przywiózł mu je na zgromadzenie pomologów w 1863 roku w Görlitz. Również pomolog Engelbrecht (1889) opisał tę odmianę w swojej pracy „Deutschlands Apfelsorten” („Odmiany jabłek Niemiec”) – na podstawie owoców, które otrzymał ze szkółki drzew owocowych Hoesch (Düren).

odniesieniu do tej odmiany – stosuje się przede wszystkim nazwę „Aachener Hausapfel”.
Owoc
Owoc mały, okrągławy, również w przekroju poprzecznym dość okrągły. Podstawowy kolor w momencie osiągnięcia dojrzałości spożywczej jest żółty. Kolor wierzchniej powłoki waha się od pomarańczowo-czerwonego do brązowo-czerwonego, a także krwistoczerwonego, purpurowoczerwonego, z rozmytych pasków (przy intensywnym zabarwieniu również na całej powierzchni), często pokrywających cały owoc. Po stronie ogonka widoczna jest silna, drobna, jasnobrązowa rdzawina, która może przebiegać w postaci siateczkowych pasków aż do środka owocu i nakładać się na kolor wierzchniej powłoki.
Drzewo
Drzewo odmiany Cornely’s Hausapfel charakteryzuje się średnio silnym wzrostem; tworzy średniej wielkości do dużych, kulistych, stosunkowo gęsto rozgałęzionych koron, nieco zwisających na zewnątrz. Odmiana ta jest uważana za szeroko uprawialną i stosunkowo odporną na choroby grzybowe, takie jak parch, rak i mączniak. Zaobserwowano jedynie niewielką podatność na raka na glebach ciężkich lub podmokłych. Jako młode drzewo odmiana ta, pomimo swojego bujnego wzrostu, tworzy dużo krótkiego drewna owocowego i stosunkowo szybko zaczyna owocować. Plon jest obfity i stosunkowo nieregularny, obfite zbiory przeplatają się z mniejszymi plonami. Przy braku odpowiedniej pielęgnacji poprzez przycinanie odmiana ta ma skłonność do wytwarzania małych owoców. Kwitnienie wiosną następuje raczej późno. Młode pędy są jasno brązowo-czerwone, delikatnie nakrapiane i owłosione, raczej smukłe. Liście są średniej wielkości, owalne do lekko lancetowatych, o barwie od średniozielonej do szaro-zielonej, często z lekko zawiniętymi krawędziami.
Odmiany, z którymi można ją pomylić
Doppelter Hausapfel, Oberlausitzer Muskatrenette, Muskatrenette
Przydatność do uprawy
Podsumowując, „jabłoń domowa” jest odporną, obficie owocującą i atrakcyjną wizualnie odmianą lokalną. Nadaje się zarówno do uprawy na wysokim pniu, jak i w postaci niewielkich drzewek, choć obecnie w ogrodach przydomowych i działkowych poszukuje się głównie odmian o bardziej aromatycznym smaku. Aby uniknąć – zwłaszcza w przypadku starszych drzew – małych owoców, konieczna jest dość regularna pielęgnacja poprzez przycinanie. Małe jabłka są obecnie wykorzystywane przede wszystkim jako jabłka użytkowe w kuchni. Tradycyjnie przygotowuje się je metodą „gestooft”, tzn. po usunięciu kielicha gotuje się je w całości z dodatkiem wody, a następnie podaje z karmelizowanym cukrem. Dzięki małym, czerwonym i bardzo smacznym owocom odmiana ta byłaby jednak również dobrym jabłkiem dla dzieci i na Boże Narodzenie
.https://obstsortenerhalt.de/node/286

Fanatyk0piorunów

@mateusz-sobieraj-1 przygarnąłbym zrazika i by juz nie była az tak bardzo zagrożona

Pokaż więcej komentarzy (4)

Mocarz

w Muzyka

2piorunów

Wykonawca: Third Person
Album: Third Person
Utwór: Person Six

Third Person to niemiecki duet muzyki elektronicznej. Utwór Person Six pochodzi z ich albumu wydanego nakładem wytwórni R&S Records (za jego kompozycję odpowiada Sante Pucello) łącząc brzmienia z pogranicza techna, IDM oraz techno-jazzu.

https://youtu.be/3FTOzWiJGr0?is=ELnu7bPyXoqx443B

Mocarz

w Stare Odmiany

13piorunów

typ: Deserowy, spożywczy
Coop 42
Synonimy: Wprowadzony na rynek europejski pod nazwą „Primiera”
Opis: Owoc średniej wielkości, okrągły. Tło kolorystyczne żółte, skórka błyszcząca, o średniej grubości i średniej twardości,
Cechy charakterystyczne: Miąższ żółty, o gruboziarnistej strukturze, chrupiący. Soczysty do bardzo soczystego, słodko-kwaśny, z nutą pikantności.
Pochodzenie: Wyhodowana w 1972 r. w Gospodarstwie Badawczym Ogrodnictwa Uniwersytetu Illinois w Urbanie w stanie Illinois (USA) poprzez skrzyżowanie odmiany Golden Delicious z pyłkiem odmiany Co-op 17. Uprawiana w Gospodarstwie Badawczym Ogrodnictwa Uniwersytetu Purdue w West Lafayette w stanie Indiana (USA) pod oznaczeniem HER3T16. Wybrana w 1979 roku jako najlepsza spośród sadzonek powstałych w wyniku krzyżówki. Była to jedna z ponad 40 odmian wprowadzonych na rynek w ramach programu współpracy PRI, mającego na celu opracowanie odmian odpornych na choroby, realizowanego przez uniwersytety stanowe w Purdue, Rutgers i Illinois.
Uprawa: Drzewo o umiarkowanym wzroście, rozłożyste. Owocuje na krótkich pędach. Daje obfite plony i wymaga przerzedzania po zawiązaniu owoców w celu zachowania standardów odmiany, a także zmniejszenia skłonności do plonowania co dwa lata.
Przechowywanie w chłodni: Przechowuje się do pięciu miesięcy, ale smak stopniowo słabnie, podczas gdy konsystencja pozostaje niezmienna.
Podatność na choroby: Genetycznie odporna na parcha, odporna na rdzę cedrową jabłoni, umiarkowanie odporna na mączniaka prawdziwego i bakteryjną zarazę ogniową
Zbiór: Gotowe do zbioru od końca czwartego okresu do połowy piątego.
Ploidy: Diploidalne. Samonierodrodne.
Liczba tygodni przechowywania w chłodni: 20
Okres zbiorów: 5 https://pomiferous.com/applebyname/co-op-42-id-1501

Lider

w Wiadomości Świat

31piorunów

Kolejne alarmujące znalezisko w Niemczech. „Może to być urządzenie do odpalania bomb”

Podejrzany przedmiot być może związany z kolejną próbą sabotażu został znaleziony w Niemczech. Tym razem koło stacji elektroenergetycznej w Dormagen w Niemczech, między Kolonią a Duesseldorfem - podała agencja dpa. Według policji w Neuss może to być urządzenie do odpalania bomb

GURU

w Wiadomości Świat

10piorunów

Próba zamachu na firmę zbrojeniową. Wyrzucili z auta płonące ładunki

W monachijskiej dzielnicy Berg am Laim, gdzie znajdują się siedziby firm zbrojeniowych Helsing oraz Rohde & Schwarz, doszło do nieudanej próby podpalenia. Z samochodu wyrzucono zapalające się ładunki. O incydencie tym powiadomił w czwartek dziennik "Sueddeutsche Zeitung".

Mocarz

w Stare Odmiany

8piorunów

goldrush® coop 38 p.v.
goldrush® coop 38 p.v.r.
Informacje ogólne
Pochodzenie: krzyżówka odmian Golden Delicious i Coop17, USA
Hodowca: Purdue Research Foundation
Posiadacz licencji: Consortium européen PRF
Termin zbiorów: późny sezon
Wielkość owoców: 70/80
Zastosowanie: bardzo dobra odmiana do późnej sprzedaży w sklepach przy gospodarstwach. Bardzo dobra odmiana na rynki zorientowane na jakość (późna sprzedaż). Może być wprowadzana do sprzedaży po odmianie INRA Belchard® Chanteclerc. Nadaje się do sadów ekologicznych

Opis drzewa
Termin kwitnienia: 2 dni przed odmianą Golden Delicious
Zapylacze: Malus INRA Perpetu® Evereste, Malus INRA Baugene, Malus Golden Gem, Dalinbel, Ariane, Story® Inored, Canopy
Wigor: słaby od momentu rozpoczęcia owocowania
Czas do pierwszego zbioru / plony: szybki / dobre plony
Podatność na owocowanie naprzemienne / przerzedzanie: możliwa podatność na owocowanie naprzemienne w przypadku zbyt obfitego plonu / raczej trudne przerzedzanie (między odmianami Golden Delicious i Gala)
Podatność / odporność na choroby: odporne na szczepy parcha zwykłego (gen Vf), podatne na mączniaka prawdziwego, tolerancyjne na mszycę różową jabłoniową

Opis owoców
Opis owoców: surowy wygląd, żółte z wyraźnymi przetchlinkami i typowym zbrązowieniem
Miąższ / smak: Smak: wyjątkowe walory smakowe już od lutego. Jednocześnie bardzo słodkie i bardzo cierpkie o intensywnym smaku
Możliwości przechowywania: kwiecień w chłodni, lipiec w przechowalni z kontrolowaną atmosferą (CA)https://www.dalival.com/pommes/goldrush-coop-38-en/

Fanatyk

w Hydepark

41piorunów

Ruscy podobno coś knują, trzeba więc postawić gardę i przygotować się na obronę. Przyda się nam teraz sojusznik z pieniędzmi, przemysłem i głębią strategiczną. Może Niemcy? Niech ABW uruchomi tego naszego tajnego agenta na Kremlu, żeby kopnął Niemców w d⁎⁎ę i ich wkurwił.

Że co? Już kopnął?

No patrz, jaki bystry chłopak XD

GURU18piorunów

Już pisałem że putin okaże się za⁎⁎⁎⁎stym zachodnim agentem. Jest tyle teorii o zainstalowanych rosyjskich/radzieckich śpiochach, a tu się okaże że takim właśnie jest Putin xD

Fanatyk20piorunów

@dez_ Wszystko na to wskazuje – opanował kacapię, zeszmacił jej społeczeństwo, a teraz jednocześnie wpycha sąsiadów w polskie i natowskie ramiona oraz niszczy swój kraj od wewnątrz.

Pokaż więcej komentarzy (3)