Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#pasta

Osobistość

w Memy

4piorunów

wyobrazacie sobie jakby holokaust odbywal sie dzisiaj? kazdy niemiec by mial komorke z aparatem i robil sobie słitfocie na tle komor gazowych z zydami, na twiterze bylyby ciągłe wyrazy oburzenia i posty z ludzmi w obozowych pizamach o smutnch oczach nawolujące do reagowania jak sie widzi przemoc, oznaczanie hansów i johannów w postach "ale pieknie rozstrzelalismy te polską wioske chlopaki dobra robota".

facebook by banowal konta partyzantow AK za szerzenie nienawisci i terroryzm wobec rasy panów, na krautchanie powstawalyby setki smiesznych obrazkow do baitowania allianckich internautow.

neuropa chwalilaby Adolfa za wprowadzanie nowoczesnych idei do polski, zbudowanie autostrad i obniżenie podatków i wysmiewala szurów piszacych teorie spiskowe o jakichs obozach koncentracyjnych, wyzywała akowcow od nacjozjebow oraz nieironicznie bronila stalina mowiacego o ucieczce polskich oficerow do chin (hehe no tak jasne w lesie ich 10 tysiecy rozstrzelali a masz jakies dowody xD). wysmiewano by antynaukowych debili probujacych kontestowac ladnie przedstawiony i przekonujący naukowy konsensus o rasowej wyzszosci niemcow nad reszta swiata. aha, do tego po warszawie chodziliby „aktywisci”, robili zdjecia polakom jedzącym w restauracjach i jeżdżącym tramwajami nur für Deutsche i wysyłali je specjalną aplikacją „Der Sygnalisten” do Gestapo. jeszcze inni by donosili na polakow ukrywających żydów, że stwarzają zagrożenie epidemiczne [pic rel], chcą nas wszystkich zabić, no i łamią prawo.

 chociaz tak naprawde to nie,  

Fanatyk0piorunów

@Macer
To w zasadzie Twoja projekcja. Natomiast prawica/konserwatyści najbardziej grupują się wokół TVP, PiS i korwinowych przystawek. I powtarzają też propagandowe bzdury od ludzi.

TVN jest jaki jest, natomiast zarówno oni, jak i onet czy TVN robią jako jedyni w tym momencie jeszcze śledztwa dziennikarskie. Prawa strona nic takiego nie robi. W dodatku - zarówno wyborcza, onet i tvn potrafią skrytykować "swoich" w tych śledztwach i ogólnie na swoich łamach.

Dlatego jak ktoś zrównuje TVN i TVP to już od razu wiem., że jest bezmyślnym kretynem :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (14)

Kompan

w Hydepark

6piorunów

ja pi⁎⁎⁎⁎le jak ja kocham zycie wlasnie pije sobie piwo w domu, kon zwalony, najedzony bulką czostkowom. Nic mi wiecej nie potrzeba przeglondam sobie tagi na hejto, Białek lezy mi na kolanach. Przypominam kon zwalony wiec zero potrzeb zero testosteronu nie musze z nikim walczyc bo nie mam o co. Mam hajsy mam jedzenie i bezpieczenstwo i kon zwalony. Pozdrawiam   

Inspirator

w Memy

5piorunów

  

James Potter to był jednak straszny patus.

* Co ten Snape się tak na ciebie gapi Lily, ma kata jutro w szkole

* k⁎⁎wo, oglądam quidditcha nie zasłaniaj bo ci wy⁎⁎⁎ie

* Za⁎⁎⁎ał lily galleony z sakwy i przejebał wszystko na zaklęcie na tripa

* Hadaba kebabra

* James ile razy ci mówiłam żebyś k⁎⁎wa nie latał napierdolony na miotle

* Niebieskokarto evanesco

* Ty to k⁎⁎wo nazywasz czekoladowa żabą?

* Rzyga kolorowymi fasolkami

* Chował przed żoną galleony w skarbcu i żeby ubezwłasnowolnić ja ekonomicznie

* Lily, jak będziesz szła na Pokątną to masz tu 2 galleony i weź mi kup piwo imbirowe

* Został ojcem w wieku 18 lat

* Ma w swojej czarodziejskiej pracowni żyjące obrazy z gołymi babami namalowane 400 lat temu

* Rzuca różdżką w Harrego jak płacze

* Harrid. Habrid. Nie śpij. Ja to cię jednak szanuje

* Ej snejp, pokarze twarz

* Twarz a nie d⁎⁎ę. Ehehe

* Robi że znajomymi zamieszki pod ministerstwem magii

* Pozdapodokiem reparo

* Nasrał do tiary przydziału

* Snape, co jest k⁎⁎wa, no co się patrzysz.

* Hehe nie no co się boisz żartowałem przecież

* Wali snejpowi lepe

* Zamienia się w zwierzę w trakcie stosunku z Lily.

Kompan

w Pasty i imby insternetowe

3piorunów

  

> ja, 17 lat

> w domu u kumpla, gramy w gry i gadamy

> nagle łapie mnie potrzeba żeby walnąć klocka

> to jeden z tych post-meksykańskich klocków, do których zużywasz 4 metry papieru toaletowego, a i tak nadal zostają smugi z kału

> mówię, że zaraz wracam i idę do łazienki

> zaczynam wypuszczać jelitowego Cthulu w chwili gdy moje spocone pośladki dotykają deski klozetowej

> słodziutka ulga

> sięgam po papier, widzę, że cała rolka jest zużyta

> rozglądam się, nigdzie nie ma papietu

> uwięziony na 1 piętrze bez czegokolwiek do podtarcia d⁎⁎y

> zbyt dziwnie żeby wołać teraz o pomoc

> rozglądam się za amunicją alternatywną

> 2 rzeczy

> nowe czasopismo samochodowe jego ojca

> i biblia jego mamy

> mam przed sobą ultimatum

> tatuś jest wielki, uwielbia auta i jest skłonny do agresji

> mama to typowa miła kobieta, malutka i flegmatyczna, czułaby się bardzo źle gdybym jej to zrobił

> tato mógłby skopać mi d⁎⁎ę

> no i jestem ateistą

> odrywam kilka stron ze środka starego testamentu

> Chrześcijanie i tak nie czytają tego gówna

> papier jest cienki, robią mi się ranki na odbycie

> 10 stron później, jestem czyściutki

> podciągam spodnie, gdy uderza 2 fala

> nie mam nawet czasu spłukać wody, siadam i robię swoje

> po 3ciej rundzie, siedzę przez 20 minut żeby upewnić się, że wszystko już wyszło

> w tym momencie kumpel stoi pod drzwiami i pyta czy wszystko ok

> mówię, że za chwilę wyjdę bo złapała mnie sraka

> wycieram dupsko po raz czwarty i ostatni

> zużyłem jakieś 1/4 starego testamentu

> w toalecie jest więcej papieru niż instalacja wodociągowa może zmieścić

> musze działać szybko, bo kumpel stoi pod drzwiami

> próbowałem to przepchać babką klozetową, bez rezultatu

> upewniam się, że ma jakieś antybakteryjne mydło przy zlewie

> ręce mogą zostać umyte

> podwijam rekawy i sięgam do toalety przepychając ręką zbitą papkę

> gdy jestem na kolanach zauważam całą rolkę papieru która leżała na zbiorniku z wodą

> cojakurwazrobiłem

> spłukuję toaletę łokciem, zaczyna się wylewać

> kartki pisma świętego pokryte gównem rozprzestrzeniają się po podłodze

> zdzieram wieko zbiornika desperacko próbując odłączyć tanią instalację

> zbiornik się opróżnia i zaczyna wydawać głośne odgłosy piły mechanicznej

> kumpel dobija się do drzwi i pyta co ja k⁎⁎wa robię

> w przeciągu 40 sekund, odgłosy stają się coraz głośniejsze i głębsze

> nagle ustaje

> cały czas jestem w szoku, ręce pokryte gównem opieram z przyzwyczajenia na czole

> kumpel otwiera drzwi od zewnątrz (fikuśny zamek który można przekręcić monetą) i wparowuje do środka

> patrzy na mnie i zamiera

> moje oczy są wytrzeszczone, gówno rozmazane na moich rękach i twarzy

> biblia mamy leży zapomniana na ziemi pokryta mazią z toalety

> słyszę, że jego rodzice idą na górę

> kumpel stoi i nie ma pojęcia co robić

> jego mama wchodzi i zszokowana zaczyna łkać

> "Moja prababcia dała mi tą biblię miesiąc przed tym jak zmarła na raka"

> jego tato wchodzi po kilku sekundach

> zszokowany, zauważa biblię i zaczyna się śmiać

> odwraca się, idzie w kierunku schodów i śmiejąc się mówi "masz przejebane"

> jego mama zaczyna płakac coraz mocniej

> "Dlaczego to zrobiłeś?"

> powtarza to w kółko i to bardzo histerycznie

> zaczynam płakać, ale gdy płaczę to wyglądam jak wkurwiony pawian

> jego mama myśli, że ją przedrzeźniam i wychodzi płacząc jeszcze bardziej

> odwracam się do kumpla i mówię "słuchaj, mogę to wszystko--"

> uderza mnie w twarz, łapie za kaptur i wypierdala z jego domu

> zostaję na ulicy przed domem, 1,5km od domu, bez podwózki i umazany fekaliami

> zaczynam iść w stronę domu

> chwilę później jakaś pani podjeżdza i pyta czy chcę podwózkę

> wsiadam, kobieta zaczyna jechać

> uświadamiam sobie że moje ekstrementy właśnie zasychają mi na twarzy

> ona próbuje nawiązać rozmowę

> minutę później wyczuwa odór i patrzy na mnie

> zatrzymuje się na poboczu, każe mi wypierdalać

> dochodzę do domu, przekradam się obok rodziców i biorę prychę

> próbuję dodzwonić się do kumpla żeby się wytłumaczyć, nie odbiera

> 4ta próba, odebrał i krzyknął żebym przestał dzwonić, rozłączył się

> przez kolejny tydzień zauważyłem, że sąsiedzi i koledzy z klasy dużo na mnie patrzą

> zaczynam słyszeć jakieś głupie przezwiska, "dziecko szatana", "odbytowy testament" itd

> ksywki rozprzestrzeniają się po szkole jak pożar w lesie

> młodsze dzieciaki z którymi nigdy nie gadałem podchodzą do mnie i mówią mi te przezwiska w twarz

> jedna z moich bliższych przyjaciółek która jest chrześcijanką nabrała do mnie dystansu i w końcu przestała się do mnie odzywać

> historia sięgnęła nauczycieli, parę dni później dostałem wezwanie na dywanik

> dyrektor mówi, że wyrzucają mnie za "obrzydliwą zniewagę religijnych wierzeń"

> mama i tata się dowiadują

> mama dziwnie się przy mnie zachowuje, patrzy na mnie z niesmakiem

> czuję jakby myślała, że mnie w ogóle nie zna

> mój tato mówi, że jestem jakimś pojebem i potrzebuję resocjalizacji

> 2 godziny później, rozmawia z rekrutującym do wojska i zapisuje mnie na obóz dla rekrutów

> przewinę historię do obozu

> na początku jest spoko

> pierwsze dni były trochę ciężkie ale się przyzwyczajam

> pewnego dnia dostaję paczkę od ziomka z dawnej szkoły

> były to wydrukowane zdjęcia na których jestem, przerobione tak, że wyglądam na nich jakbym wycierał dupsko biblią

> na tyle każdego zdjęcia jest jedno z tych chujowych przezwisk

> nazbyt ciekawski kolega podchodzi i mi je zabiera

> parę minut później całe baraczki wymieniają się fotami i się śmieją a ja bezradny siedzę na łóżku i udaję, że czytam książkę

> jeden z nich obczaja moich znajomych na facebooku i pyta jednego z nich o całą historię

> jakiś czas później, zauważam że jeden z rekrutów patrzy na mnie bardzo dużo

> dowiaduję się, że pochodzi on z ultra-konserwatywnej rodziny i nienawidzi mnie za to co zrobiłem

> wpada na mnie jakiś czas później i próbuję nawiązać rozmowę

> gdy nikt nas nie słyszał, powiedział mi, że gdybyśmy byli na froncie to dostałbym od niego kulkę, a on powiedziałby ,że to ciapaki mnie kropnęły

> 2 dni później rozpoczynamy treningi z ostrą amunicją

> wstaję rano, idę do łazienki

> zauważam, że wszyscy się na mnie gapią

> idę się wysrać, dostrzegam, że nie ma w ogóle papieru, a w kabinie jest jedynie biblia

> zaczynam się drzeć, w odpowiedzi dostaję śmiech

> wszyscy idą na trening, zostawiają mnie tam

> wkurwiam się, zaczynam drzeć kartki z tego sk⁎⁎⁎⁎syna i podcieram się nimi jakby nie było jutra

> mój odbyt krwawi

> krew kapie wszędzie, nie mogę założyć nawet munduru żeby go nie poplamić

> odrywam kupkę kartek, zwijam je i wsadzam sobie w szczelinę jak paróweczkę w hotdoga

> dopełniam dzieło jeszcze paroma kartkami robiąc sobie w gaciach prowizoryczną pieluszkę

> zakładam mundur

> jak chodzę to słychać gniecione kartki

> czuję się upokorzony i wiem, że spóźnię się na trening

> wychodząc mam nadzieję, że zaczniemy od strzelania

> okazuje się, że najpierw będziemy maszerować w formacji zanim będziemy strzelać

> maszerujemy 10 minut, sierżant słyszy szelest kartek

> każe nam się zatrzymać i pyta kto ma przy sobie gazetę

> rekruci na mnie patrzą

> sierżant każe mi truchtać w miejscu

> głośne szelesty

> pyta co to za dźwięk

> krtań mi się zamyka, nie moge odpowiedzieć

> sierzant rozkazuje mi ściągnąć spodnie

> moja pielucha widzi światło dzienne

> sierżant klnie pod nosem i każe mi przebiegnąć 200 okrążeń wokół obozu

> nie mam wyjście, zaczynam

> pół godziny później biegnę przez mniej widoczną część obozu

> nikt inny jak pan Jezusowy Mściciel, który mówił, że zabiłby mnie na polu bitwy wyskakuje zza krzaka

> w jednej ręce dzierży butelkę Jacka Danielsa, w drugiej pistolet

> uderza mnie w twarz butelką i strzela mi w stopę

> wylewa zawartość butelki na moją twarz gdy ja krzyczę z bólu

> ucieka

> sierżant znajduje mnie leżącego i wykrwawiającego się jakiś czas później

> incydent zostaje odnotowany i jest wszczęte dochodzenie

> okazuje się że Jezusowy chłopiec sprzedał im jakąś historię wyssaną z palca

> mówi, że szkalowałem go na tle religijnym i poniżyłem go podcierając się jego biblią

> zostaję wypierdolony z obozu za religijną nietolerancję, picie i lekkomyślność

> wracam do domu

> tato jest mną zawiedziony a mama się nie odzywa

> zaczynam wysyłać CV

> moje nazwisko i historia się rozprzestrzeniła po mieście i żaden pracodawca nie chce mnie przyjąć

> miesiąc później tato myśli, że jestem żulem i nie szukałem pracy

> wywala mnie z domu

> zostaję bezdomny

> to był prawdopodobnie najgorszy moment w moim życiu, ale od teraz się polepsza

> zostałem włóczęgą na 2 lata

> dostawałem jedzenie z programów pomocy dla bezdomnych za dnia

> gdy byłem głodny w nocy, szukałem resztek w śmietnikach

> pierwsza zima, spotkałem i zaprzyjaźniłem się z 2 innymi włóczęgami

> jeden z nich przedstawił się jako Drżący, drugi jako Adam

> Drżący ma taką ksywkę, bo pił tyle, że spierdoliły się jego funkcje motoryczne

> dziewczyna Adama przedawkowała heroinę 3 miesiące wcześniej

> spotkałem ich pod mostem na obrzeżach miasta

> włóczyliśmy się razem i dotrzymywaliśmy sobie towarzystwa

> jednej nocy budzi mnie dziwny odgłos

> zobaczyłem, że ssają oni sobie wzajemnie k⁎⁎⁎sy

> niemitooceniać

> idę dalej spać

> miesiąc później, próbowali mnie zabić

> Adam, Drżący i ja szliśmy przez miasto

> zobaczyłem na ulicy banknot 50zł

> podnoszę go

> kumple żule zgodnie myślą o alkoholu

> żądam, żeby kupić jakieś żarcie bo dawno nic nie jadłem ale Drżący to alkoholik

> chce kupić jak najwięcej tanich winiaczy na ile pozwoli mu to 5 dych

> "pi⁎⁎⁎ol się, ja to znalazłem"

> Adam rzuca się na mnie z nożyczkami

> nie spodziewałem się

> dźga mnie w nogę dwa razy, bierze hajs

> pierdolone pedały uciekają

> nigdy więcej ich nie widzę

> 3 dni później dostaje gorączki od infekcji

> zalegam na czyimś podjeździe

> posoka z ran przemokła już dawno przez moje dżinsy

> policjant zatrzymuje się, każe mi wstać i sobie iść

> próbuję wstać, noga boli za bardzo

> policjant wysiada, podnosi mnie na nogi

> krzyczy "ruszaj się"

> popycha mnie do przodu, łapię się za nogę bo tak ku⁎⁎⁎⁎ko boli

> rano się otwierają i znów zaczynają krwawić

> policjant w końcu dostrzega mój stan

> zabiera mnie do schroniska dla bezdomnych w mieście 20km dalej

> nic nie mówi przez całą drogę

> w schronisku ładniusia czerwonowłosa podchodzi z apteczką i pudełkiem z gumowymi rękawiczkami

> wygląda jakby mi współczuła

> po raz pierwszy jestem traktowany jak człowiek przez kobietę od dłuższego czasu

> dostaję erekcji, przebija mi przez bokserki

> ona to dostrzega, wyraz obrzydzenia przyozdabia jej twarz

> czuję się źle i przepraszam

> ona nerwowo się śmieje i opatrza moje rany

> daje mi pudełko z antybiotykami

> mówi, że nie można się tym sćpać i jest warte pare złotych

> tymi słowami skończyło się traktowanie mnie jak człowieka

> po paru dniach rany się goją

> schronisko daje mi kopa i wracam do szwędania się

> parę miesięcy później

> kolejna zima

> krążę po jakimś nowym mieście, jest 1 nad ranem

> drogi są puste

> znajduję zimową kurtkę mojego rozmiaru w pojemniku PCK

> idę dalej i widzę panią przy rogu

> wiem, że jest k⁎⁎wą ale ona praktycznie nic na sobie nie ma

> jest zimno, ona się trzęsie

> podbijam i mówię "cześć"

> pyta czy mam pieniądze, mówię, że nie

> każe mi spierdalać, brzmi zmęczona

> oferuję jej kurtkę, patrzy na mnie dziwnie przez kilka sekund

> mówi, że nie może się zakrywać w pracy

> dziękuje mi i się uśmiecha

> nie wygląda tak ku⁎⁎⁎⁎ko jak inne k⁎⁎wy

> jest trochę zużyta ale widać iskierkę godności

> zostałem i trochę z nią pogadałem

> opędzam jej myśli od zimna

> około 3 nad ranem brudny kombiak podjeżdża

> wielki koleś woła do auta Izę

> jej imię to Iza

> gościu patrzy na mnie i pyta czy jestem klientem

> mówię, że nie, on każe mi spierdalać

> gdy odchodzę, on zaczyna ją bić i pytać kim jestem

> wrzuca ją do auta

> myślę o niej cały kolejny dzień

> następnej nocy, przychodzę w to samo miejsce i ona tam była

> miałą podbite oko i liczyła na szybko banknoty

> podchodzę a ona mówi, że jej alfons nas pokroi jesli znów nas razem zobaczy

> mówię, że tylko przechodzę

> siadam za pudełkiem w alejce tak, że mnie nie widać

> gadamy całą noc pomiędzy klientami

> jest już prawie 3cia i każe mi się zmywać

> robię to, co każe i sytuacja powtarza się przez miesiąc

> formujemy swego rodzaju więź, jesteśmy przyjaciółmi

> włóczęga i prostytutka

> ona sobie żartuje, że powinni zrobić taki program w telewizji

> pewnego dnia jej alfons podjeżdża kombiakiem parę godzin wcześniej

> przyciska mnie do ściany i mierzy we mnie spluwą

> spokojnie pyta kim jestem

> odpowiadam, że tylko włóczęgą i że jestem przyjacielem Izy

> dwóch jego kumpli wysiada z auta i przetrzepują mnie szukając pieniędzy

> nie ma żadych

> rzuca mnie na ziemie, kopie mnie i każe mi spierdalać

> mówi, że psuję mu produkt, cokolwiek to znaczy

> oznajmia, że jeśli jeszcze raz mnie tu zobaczy to mnie zastrzeli

> następnej nocy wpadłem do Izy tylko na 20 sekund

> pożegnałem się i odszedłem

> już nigdy jej nie zobaczyłem

> tydzień później jestem na skraju miasta jedząc puszkę tuńczyka

> widzę kombiaka podjeżdżającego do mnie

> wbiegam w alejkę a on zatrzymuje auto

> słyszę, że goni mnie parę osób

> doganiają mnie i mnie przewracają

> alfonsik na mnie patrzy i oddycha ciężko

> wyciaga gnata i siada na skrzynce

> zapala szluga i uspokaja oddech

> kontakt wzrokowy nieprzerwany

> w końcu przemawia

> "Iza to jedyny powód dla którego Cię dziś nie zabiję"

> okazuje się, że nazmyślała sporo rzeczy tylko po to, żeby jej alfons mnie nie zabił

> w tych rzeczach była informacja, że jestem zaawansowanym przemytnikiem szukającym pracy

> mówię, że przez cały ten miesiąc przychodziłem z nią gadać i jestem taki sprytny

> zamieram, gdy on proponuje mi zarobienie 5 koła

> oczywiście że tak

> daje mi teczkę zawiniętą w folię bąbelkową i każe mi ją zanieść na drugą stronę miasta

> mówi, że zabije mnie na miejscu jeśli odmówię

> oczywiście zgadzam się

> on mówi, że zabije Izę jeśli tego nie zrobię

> przytakuję i mówię, że to zrobię

> daje mi złożoną serwetkę z adresem i napisem "Żółty garbus"

> idę

> docieram do adresu i 2 skośnych siedzi w garbusie

> podbijam do okna

> jeden mnie zauważa, wyciąga spluwę

> wyciągam powoli teczkę

> okno się opuszcza

> daję mu paczkę i odchodzę

> parę ulic dalej słyszę pisk opon i krzyki

> garbus jedzie prosto na mnie

> pasażer celuje we mnie pistoletem

> rzucam się na ziemie i czołgam do rowu

> po chwili ich gubię

> przechodzę przez most nad rzeką, będę się chować aż znikną całkowicie

> w połowie mostu garbus nadjeżdża

> próbuję uciekać, dostaję kulkę w nogę

> auto się zatrzymuje, azjata wysiada

> nikogo nie ma w pobliżu

> łapie mnie za kołnierz

> wrzuca mnie do wody

> pamiętam jak płynąłem w dół z prądem wody prosto w dzicz otaczającą zurbanizowane miasto

> desperacko próbuję zostać na powierzchni

> zmęczyłem się i zasłabłem, straciłem czucie w rękach i nogach obijając się o kamienie

> ostatnia rzecz jaką widziałem to kropka światła przy brzegu

> budzę się

> jestem przykryty czarnym kocem i leżę obok ogniska

> wstaję, moje znoszone ciuchy wiszą na patyku i schną

> rozglądam się, dostrzegam tipi pod kasztanowcem

> pierdolony indianin stoi i pali trawę

> wstaję, a on mówi, żebym lezał i się ogrzał lub umrę

> kładę się i zasypiam z wycieńczenia

> parę sekund później on mną potrząsa i mnie budzi

> mówi, że to niebezpieczne spać gdy jest tak zimno

> okazuje się, że indianin, łysiejący w okolicach 40ki ma na imię Hektor

> mówi, że on jest właśnie w spirytualnej drodze do Częstochowy

> jest jakimś przodkiem Nawaho i chce spotkać dusze swoich krewnych w każdym świętym miejscu na świecie, a miał tu rodzinę czy coś

> pyta czy chcę dołączyć

> mówię, że spoko, darmowa trawa

> spędzamy kolejne miesiące idąc z buta do Częstochowy prosto z północy

> dogadujemy się, nauczył mnie łowić i polować i dbać o siebie w dziczy

> nauczył mnie wytwarzać swoje własne ciuchy i zasoby z darów natury

> podrózując jakąś puszczą, pyta czy chciałbym spirytualego przebudzenia od jego ludzi

> myślę, że nic mi nie szkodzi

> obydwoje jesteśmy najarani jakimś dziwnym gównem, nazywał to "pejotl" czy cos takiego i mógłbym przysiąc, że widziałem dźwięki

> czas i przestrzeń przewlekają się przez siebie

> widzę świątynię zbudowaną z gałek ocznych

> lis trąca mój bark i wbiega do środka

> idę za nim

> mijam figurę człowieka stworzoną z wody

> na podeście, na samym środku świątyni jest rolka papieu toaletowego

> mój umysł wpadł w tą dziwną, percepcyjną pętlę

> dziwny moment olśnienia w tej całej irracjonalności wokół mnie

> w tej chwili uświadamiam sobie dziwaczną naturę życia

> spirale ciągów wydarzeń, zapoczątkowane brakującą rolką papieru

> to jest niedorzecze

> jaram jakiś pejotl z uzależnionym od narkotyków indianinem przez rolkę papieru

> co się k⁎⁎wa stało

> reszta fazy to jakieś oceany i rozmazane obrazy

> zapomniałem o swoim olśnieniu gdy faza minęła

> następnego dnia docieramy do Częstochowy

> wcześniej był tam indiański rezerwat ale Hektor spodziewał się czegoś innego

> chciał natury i mistycyzmu ale wszystko teraz poszło do przodu

> w rezerwacie były obrazy Nawaho, jedzenie, historie, ale były tam też kablówka, internet i kanalizacja

> był zawiedziony ale i tak szczęśliwy

> mówi mi "jeśli chcesz gonić marzenia, musisz być przygotowany na rozczarowanie"

> ludzie w rezerwacie są spoko

> pozwalają nam zostać

> dostaję pracę, call center

> zaczynam studiować informatykę przez internet

> zdaję liczne certyfikaty

> dostaję robotę w firmie komputerowej, 40 tysi rocznie na start

> podczas pobytu w rezerwacie przykułem uwagę pewnej dziewczyny w moim wieku

> ma na imię Marisa

> odłożyłem trochę kasy, czas wyjechać

> ofiarowałem parę tysi dla rezerwatu w ramach podziękowania

> zabookowałem bilet do domu, gdzie ja i Marisa mieliśmy razem mieszkać

> cieszę się na spotkanie z rodzicami

> planuję wizytę niespodziankę

> patrzę przez okno, widząc cały mój kraj pod sobą

> czyste niebo

> pamiętam jak przemierzałem na piechotę przez te wszystkie drogi

> szczęśliwy i zdumiony, jak wszystko wyszło na prostą

> wprowadzamy się do mieszkania

> fryzjer, ciuchy, odpierdalam się jak nigdy

> idę do starego domu rodzinnego

> mama otwiera drzwi, patrzy na mnie przez kilka sekund

> mdleje

> gdy do siebie dochodzi, płacze i mnie przytula

> mój tato nie mógł uwierzyć, że jestem spowrotem

> po raz pierwszy w życiu widziałem, jak uronił łzy

> milion przeprosin i wymówek

> powiedział, że parę dni po tym jak mnie wywalił, zmienił zdanie

> nie mógł mnie znaleźć

> 2 lata później, myślał, że nie żyję

> jeden z najszczęśliwszych momentów życia

> kolejny z takich szczęśliwszych miałem 3 tygodnie później w pracy

> naprawiałem właśnie komputery

> zauważyłem, że jeden z nich ma karteczkę "zepsuta pamięć RAM" a właścicielem jest mój stary kumpel u którego cała akcja się zaczęła

> wymieniam RAM, włączam peceta

> przypominam sobie że przez tego skurwiela dostałem z 2 kulki i byłem dźgany nożyczkami

> ściągam na jego komputer w pizdu dziecięcej pornografii, bestialstwa i innego zdeprawowania

> chowam folder, wyłączam kompa i pakuję

> szperam trochę w necie i okazuje się, że kumpel jest ministrem w lokalnym kościele

> dzwonię do właścicieli kościoła informując o tym, co znalazłem na jego komputerze

> następnego dnia widzę jego zdjęcia w gazecie

> idzie do więzienia, wyjebali go z kościoła a jego żona i dzieci go zostawiają

> dzieci idą do psychologa żeby zobaczyć czy je dotykał

> jego życie się psuje

> on nigdy nie dowiaduje się, kto go właściwie wrobił, program ochrony świadków

> natura zycia zatacza pełen okrąg, dziwko

Tytan

w Pasty i imby insternetowe

8piorunów

hejterzy co się odjebało to ja nawet nie. typowy don spierdon lewer 20 here xD polska Z, mieszkam z mame, lurkuje, oglądam sobie chińskie bajki ;3 i nikomu swoją żałosna egzystencja nie przeszkadzam ale dzisiaj chyba planety ustawily się przeciwko mnie xD

wszystkich świętych czyli doroczne święto wychodzenia z piwnicy xD razem z mame i tate mieliśmy wyjść z dome o 9 żeby zdążyć przed wszystkimi

sugerowanie, że to działa

Nastawilem sobie budzik na 8 coby spokojnie się przygotować ale nie zadzwonił, więc mame obudziła mnie o 8:48

sebuniu wstawaj bo na smętasz jedziemy xD

czym zaburzyla moja poranną rutynę, ale o tym później. założyłem byle co żeby być gotowym szybko bo tate słabe nerwy i już zaczynał się wkurwiać

SEBEK KUWRA CZO SIĘ TAK GRZEBIESZ JA MUSZE LANOSA ZAPARKOWACZ BLISKO BO NIE BEDZIEMY PRZECIEZ JAK TE FRAJERY AUTOBUSEM JECHACZ

enjoy twoje szukanie miejsca przez godzinę zamiast raz w roku pojechać tym je⁎⁎⁎ym autobusem. więc dumnie w dresach EWERLAST xD anone gotowy, jedziemy. oczywiście miejsca nie ma, ojczec wąsem kręci z niezadowolenia, tak bardzo rozjebany xD pokrzyczal trochę na wszystkich dookoła i w końcu jest miejsce. na grobach typowo

ten żółty trochę w lewo
DEJ GRAŻYNA JA TO ODPALE xD
anon pomodliles się?
ale ten duży to do wujka mirka czo

na szczęście nie spotkaliśmy nikogo z rodziny i już myślałem, że jestem na prostej drodze do swojej ukochanej piwniczy ale nie, k⁎⁎wa, nie może być tak łatwo otóż tate miał w pracy kolegę heńka, któremu to parę miesięcy temu spadło się z rowerka. postanowili pójść jeszcze na jego grób. czułem że coś się świeci ale przecież mądry anon po szkodzie xD

docieramy na grób heńka a tam stoi inny hehe kolega z pracy, nazwijmy go mariusz, taki facet który mógłby zagrać zula bez charakteryzacji, ryj tak bardzo rozjebany naftą, zawsze szluge w łapie. ale ale, czo ja widzam xD mariusz, żona i do tego córka. anuncjo. co to była za loszka, 10/10, taka cicha myszka, idealna dla anonka, szanowałbym motzno ;3 oczywiście ja erise, ryj -3/10, nigdy się nawet nie całowałem xD podeszlismy i oczywiście

ooo grazynko ile my się nie widzialysmy xD
oj bozenko to już z rok będzie, jak ten czas leci xD
ale masz przystojnego syna, ale wyrósł, a taki malutki był xD
ale z twojej córci to już się młoda kobietka zrobiła xD anon przedstaw się koleżance

popar dał mi siłę i coś tam wykrztusilem xD typu hehe no cześć seba jestem hehe no cześć karolina (idealne imię, moje serce topnieje ;3) i znowu mamełe

ale ten heniu to za szybko odszedł, za szybko
za szybko no ale co zrobisz takie życie że bozia tych dobrych nam młodo zabiera xD

ojciec w tym czasie wykładał mariuszowi dlaczego przerobienie lanosa w LPG to najlepszy interes jaki w życiu xD typu że koncerny szamochodowe oszukujo wszystkich w zmowie z amerykanami i że powinni w każdym samochodzie montować fabrycznie LPG xD tyle oszczednosci, taki wygryw xD ja próbuję milczeć tak żeby było jak najmniej niezręcznie, coś tam przy grobie przestawiam inb4 porozmawiaj z loszka, w swoim życiu rozmawiałem z kobieta może 3 razy, ostatnio w licbazie ;_; oczywiście za każdym z tych 3 razów byłem obsrany jak bohatyr narodowy lesław wełensa na przesłuchaniu USB xD potem zaczęła się żenada.

sebuleczku może chcesz kanapkę? twoja ulubiona z pastą jajeczna

okurwamojatfasz.raw

super pomysł k⁎⁎wo, masz społecznie upośledzonego syna to jeszcze go trzeba upokorzyc przy obcej piękności ;; mame zawsze robi kanapki, nawet k⁎⁎wa jak jedziemy po zakupy i zawsze musi je wyciągać przy ludziach i wciskać mi na siłę ;_;

mame daj spokój, nie jestem glodny

karolina lekko się zaśmiała pod nosem, myślałem że zapadne się pod ziemię, sytuację pogorszyła jeszcze żona mariusza

oj seba ty to masz szczęście z taką mama, teraz to musisz sobie znaleźć żonkę co tak o ciebie zadba hehe
hehe a nasza karolinka robi pyszniutkie kanapeczki

niewiecorobiczzaba.html, udalem ze sie smieje mimo tego że nogi aż się podemna uginaly ;; myślałem że to już koniec cierpień mi ale spierdolince przeciez zawsze wiatr w oczy i c⁎⁎j na pape ;;

sebastian weź tam z karolinka zapalcze znicze, karolinka była w liceum plastycznym i teraz idzie na asp, W WARSZAWIE, na pewno jakoś ładnie to wszystko ustawi xD

to polactwo

magazyn pół etatu here, zero perspektyw, nuklearny przegryw

loszka ma w swojej ślicznej zgrabnej rączce siatkę że zniczami

wyjmuje jednego

anon masz ogień?

japierdoleonadomniemowi

podałem jej zapalniczke z wizerunkiem Największego Polaka Papieża Polskiego Janusza Pawlacza xD sprawdziła czy działa i TO się stało

ona chce postawić ten znicz na nagrobku
ona się schyla
ona wypina swoją idealna pupinkę w ciasnych, czarnych dzinsach
ten widok
pape twoje dzieło stworzenia napawa mnie dzisiaj radościo xD

tutaj wrócę się na chwilę do początku mojej opowieści, wspomniałem o mojej porannej rutynie. co robi każdy szanujący się spierdolinek przegryw jak wstanie rano? otóż to, fap! wypracowalem sobie idealny system fapu, tj. walę rano na kiblu po porannej kupie, potem po obiedzie i przed snem (wtedy moge spust w majty bo je zmieniam, to moja ulubiona cześć dnia ;3). jeśli ominie mnie któryś zaplanowany fap to mój kutacz się o niego upomina. i to też się stało.

KOSCIEJ. NIE K⁎⁎WA JAKIS DELIKATNY WZWODZIK TYLKO HARDY KOSCIEJ (oczywiście mam małego ale jednak jak stanie to te 10cm wystaje) . MAŁO TEGO, W DZINSACH TO AŻ TAK NIE WIDAĆ ALE PRZECIEZ RANO ZALOZYLEM DRESY EWERLAST ;; Trzeba szybko demydż kontrol xD czo tu zrobić żeby zamaskowac garbe w kroczu xD no to jakoś tam złożyłem ręce i zacząłem się modlić xD

pape uwolnij nas od grzechów i rozmiękcz koscieja mego xD

karolinka ;3 zdążyła już ustawić wszystkie znicze i patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Jakby tego wszystkiego było mało to mame do mnie

anon my tu sobie jeszcze pogadamy, weź wiaderko idź po wodę to kwiatki podlejesz

musze przejsc obok loszki a mam koscieja

k⁎⁎we. szybko odwrocilem się od loszki wziąłem wiaderko i tak trochę bokiem przecisnalem się między grobami. myślałem że kosciej ustąpi ale przed oczami ciągle miałem pupkę karoliny i wtedy wpadłem na genialny pomysł: stanę sobie przy jakimś drzewku i fapne dyskretnie w spodniach (a dodam, że umiem sfapac w 30 sekund) i będę miał spokój. ciąg zdarzeń który nastąpił przerosl moje najgorsze koszmary

stoisz pod drzewem na cmentarzu i fapiesz

jak ja sie tu znalazłem xD

k⁎⁎we bozia patrzy xD

k⁎⁎we gdzie spust, nie ma chusteczki

w majty xD

tuż przed końcem przymykasz lekko oczy i przypominasz sobie widok sprzed paru minut

sążny spust prosto w cottonworld, uczucie tak bardzo pieniądz

czuje dobrze rzaba

odwracasz sie

karolina stoi 5 metrow dalej

jej mina taka rozjebana

chyba stała tam od przynajmniej kilkunastu sekund

przypominasz sobie ze masz na sobie dresy a nie dzinsy

w kroczu tak bardzo plama spermy wielkości połowy dłoni

ona łamiącym się głosem mówi że długo nie wracałes i kazali jej sprawdzić czy wszystko ok

tak bardzo widzi twoja plame

tak bardzo wie co robiles

tak bardzo widziała jak fapiesz

tak bardzo zdegustowana

czo robicz

hehe no kurde blaszka wodą się oblałem hehe xD chcialem troche wyschnąć zanim wrócę xD

widzisz, że ci nie wierzy

wracacie do rodziców w milczeniu

ona mówi coś jej mame na ucho, zegnają się szybko i od razu spierdalaja

wszyscy widzo jej minę i twoja plamę i wiedzo i ty wiesz ze wiedzo

po powrocie do domu mame siada z toba i tłumaczy że to normalne że masz popedy xD że każdy chłopiec tak ma i czasem musi sobie ulżyć xD tylko lepiej by było żebyś nie robił tego w takich miejscach i ogolnie przy ludziach xD

MAME JA MAM 20 LAT

chce ci sie plakac nas swoim zyciem

i tak zalicz wieczorny fap w majty

płacz przez całą noc

przelknij tą żenade i upokorzenie, wróć do swojego żałosnego życia

absolutny brak profitu

  

Kompan

w Pasty i imby insternetowe

11piorunów

wchodzi cejrowski do murzyna

-DZIEŃ DOBRY

-DZIEŃ DOBRY K⁎⁎WA PO POLSKU NIE ROZUMIESZ?

-DAJ MI TO CO MASZ W RĘCE

-NO DAJ

-PROSZĘ PAŃSTWA TO JEST MURZYN

-HEHE PATRZCIE JAKI GŁUPI xD

-DOBRA IDZIEMY DALEJ

- O! A TU MAMY ŚCIANĘ. KOJARZĄ PAŃSTWO NA PEWNO ŚCIANY POLSKICH DOMÓW? GRUBE, SOLIDNE CEGLANE.

- A TU ŚCIANA Z GUWNA. SRAJĄ DO WIADRA, PROSZĘ PAŃSTWA, WSZYSCY Z WIOSKI DO JEDNEGO I POTEM, PAN SIĘ PRZESUNIE, RĘKAMI TO NABIERAJĄ, MIESZAJĄ ZE SŁOMĄ I, UWAGA STOPIEŃ, I LEPIĄ ŚCIANY.

- I TO SIĘ PROSZĘ PAŃSTWA TRZYMA. JEST SOLIDNE, TANIE W BUDOWIE I CO NAJWAŻNIEJSZE! SPEŁNIA SWOJĄ FUNKCJĘ. A W POLSCE? NO W POLSCE JAK W LESIE.

a wojciechowska, k⁎⁎wa

-chlip chlip ta Kobieta ma tak ciężko

-j⁎⁎⁎na patriarchalna Afryka

-ehhh tak by sobie chciała chodzić na disco i dawać d⁎⁎y

-a nie może

-dajcie wzruszającą muzykę

-trzymaj się mbubu

-będę do ciebie pisać

-kocham cię ehhh

 

Osobistość

w Wykop

9piorunów

Michał Białek kończył nocną wartę w serwerowni wykopu. Za oknem zadłużonej willi poznańskie koziołki ocierały się częściami, których Białek wolałby nigdy nie mieć. Przypomniał sobie o żonie, którą zabraniała mu jeść mięso, głównie w niedzielne poranki.

Śmiech masakrującego lewaków Kinera dobiegało zza rzędu wykopowych monitorów. Białek automatycznie podłożył wesołe i donośne dźwięki pod obraz Króla Korwina w pokoju Macieja. Intuicja podpowiadała mu, że lekko otyły kolega z pracy przebiera palcami po klawiaturze oglądając zdjęcia reklam białka KFD na fejsbuku. Nie mylił się. Czuł jednak dziwaczną dumę połączoną z rozbawieniem, które przyniosła mu owa wizja.

,,Puk puk".

Pierwsza myśl - Elfik32. Dama, która zrobiłaby wszystko za wizytę w elewatorze zbożowym.

Białek poczuł się ważny. Myśl o ogromnych silosach przerodziła się w pewność, że w tę sobotnią noc powstaje afera, którą żaden z moderatorów nie będzie mógł opanować. Zatliła się w jego biednym umyśle żądza zemsty. Ocknąwszy się wstał i nonszalancko otworzył drzwi.

Elfik32. Czarna owca moderacji stała w progu oparta o framugę ze swoim uśmieszkiem modelki. Baletki, krótka spódniczka i motzno wiosenny wianek jaśniały kontrastującą z nocnym krajobrazem bielą.

- Wstawiona jak zwykle - pomyślał Michał.

Elfik położyła palec na ustach. Białek domyślił się, że odseparowany od świata zewnętrznego Kiner nie usłyszał pukania aktywnej wykopowiczki, która właśnie przyniosła im kanapki. Spod granicy niemieckiej.

Elfik sprawnie zrzuciła obuwie i figlarnie mrugając ruszyła w stronę Kinera. Białek podążał wzrokiem za opalonymi stópkami zmierzającymi w stronę McKinera, nie mogąc powstrzymać wewnętrznego rozbawienia. Za chwilę miał wyjść na jaw fakt, którego nikt z pracowników wykopu osobiście nie widział, choć był świadom jego istnienia. Fakt, który miał zburzyć spokój Kinera na zawsze.

Elfik wczołgała się pod biurko i sprawnie wyskoczyła po drugiej stronie. Kiner wybałuszył oczy i odskoczył w tył z kebabem na cienkim cieście w ręku. Ale... Spojrzenia Białka i Kinera spotkały się. Kiner był zażenowany całą sytuacją, o czym świadczył wyraźny rumieniec na jego aryjskiej twarzy.

Śmiech Elfika rozniósł się po pomieszczeniu.

- Mały kebsik jak na administratora. - powiedziała Elfik, ledwie powstrzymując śmiech. Kiner spąsowiał bardziej. Ręce machinalnie powędrowały w stronę egzotycznego dania, gdy podchmielona Elfik rzuciła się w tę samą stronę.

- Zostaw. - powiedziała stanowczo.

Zaskoczony Kiner wypuścił zawiniętego placka z ręki. Trzydziestoparocentymetrowy posiłek bezwładnie opadł lekko brudząc spodnie Kinera, gdy Elfik doskoczyła do sparaliżowanego grubaska niczym wygłodniała kura i stanowczym ruchem rzuciła się na kebaba. Od czasu nieudanego eksperymentu z falafelami Kiner powrócił bowiem do starych nawyków, co ułatwiło wykopowiczce zadanie.

- Jesteś pijana. - wystękał, gdy Elfik chwyciła go za pokrytą sosem część mięsa z sałatą i chichocząc zaczęła prowadzić w stronę Białka, który obserwował sytuację z zaciekawieniem. Programista nie protestował jednak zbyt zaciekle. Był to pierwszy raz, kiedy kobieca ręka chciała wziąć jego kebsa. Było to niewątpliwie ciekawe doznanie, gdyż sam Kiner zdawał się zapomnieć o dziwnych okolicznościach, w jakich doszło do tego przełomowego momentu.

Białek nie mógł już powstrzymać rozbawienia, obserwując zesztywniałego Kinera kroczącego za dzierżącą jego kolację Elfikiem. Wybuchnął serdecznym śmiechem, mimowolnie puszczając krótkiego bąka o dosyć wysokiej tonacji.

- Przepraszam, - rzekł Białek przez łzy - ale nie bardzo rozumiem sytuację.

Elfik puściła kinerowy smakołyk i kołysząc biodrami powoli podeszła do administratora o podkrążonych od pracoholizmu oczach, zalotnie kręcąc loczek wydłubany spod natapirowanej burzy blond włosów.

- Nie planowałam tego. Zawsze byłam spontaniczna. - wyszeptała prowokacyjnie, gmerając już teraz palcami w okolicy guzików różowej koszuli Białka.

Kiner zastygł jak posąg w centrum serwerowni. Nie zdawał sobie sprawy, jak komicznie wyglądał z ubrudzonymi spodniami kupionymi przez mamę w second-handzie, z włosami w nieładzie i zaczerwienioną od pikantnego sosu twarzą. Poczuł ukłucie zazdrości widząc pierwszą kobietę, której pozwolił dotknąć kebaba, z zapałem oblizującą usta poplamione sosem. To on powinien być na jej miejscu.

Białek zamknął oczy, czując delikatny zapach wołowiny blisko swojej postaci. Nie była to zdrada, był to gwałt. Stąd też, domyślając się dalszego przebiegu sytuacji, nie miał żadnych wyrzutów sumienia. Aby jednak im zapobiec, wyobraził sobie że jego żona właśnie zjada ogromnego steka z antrykotu. ,,Co za kłamliwa kobieta, a miała być weganką" - pomyślał. Czuł się całkowicie oczyszczony z zarzutów.

Elfik przeszła do lizania swoich palców, by w końcu zbliżyć się do ucha Białka.

- Wiesz co jadł twój kolega? - szeptnęła, kurtuazyjnie przenosząc wzrok na jego twarz. - Soczystego kebaba z wołowiną robionego przez...

- Nie kończ. - przerwał jej Białek. Nie chciał by słowo codziennie odmieniane przez przypadki w miejscu jego pracy ostudziło obrzydzenie. Na moment jednak otrzeźwiał i odepchnął najedzoną Stecką od siebie.

- Czego tak właściwie chcesz, hm? - zapytał, badawczo spoglądając na Elfika. Nie doczekał jednak odpowiedzi, gdyż Kiner niespodziewanie zwinnie, biorąc pod uwagę jego warunki fizyczne, chwycił drukarkę Samsunga i ogłuszył Elfika celnym uderzeniem w tył głowy. Elfik bezwładnie osunęła się na ziemie, potwierdzając swoją renomę kobiety delikatnej. W sekundę później Kiner stanął ze spragnionym soczystego i pikatnego posiłku Białkiem twarzą w twarz, oko w oko. Ich pragnienia równiez były całkiem blisko. Zszokowany Białek nie rozpoznawał nieśmiałego dotąd kolegi. Coś w nim zdecydowanie pękło, a w spojrzeniu programisty była niewidoczna dotąd determinacja.

- Zjedz go ze mną - wycedził Kiner. - Zjedz go ze mną tak, żeby zapiekł nas potem motzno odbyt. - powtórzył. Powieka nawet nie drgnęła podczas wypowiadania tych słów.

Białek w swoim zaskoczeniu wydał niezidentyfikowany dźwięk, lecz Kiner natychmiast podsunął mu kebaba pod usta.

- Nikt się nie dowie. Ta weganka Elfik i tak ci już powiedziała. Nie mam nic do stracenia. - powiedział. Nie czekając na reakcję Białka, przeszedł od słów do czynów.

Świat Białka wywrócił się do góry nogami, starał się jednak chłodno kalkulować, jak wiele nieoczekiwana przygoda z jedzeniem mięsa mogła zmienić w imidżu wegana alfa, na który tak ciężko pracował. A Kiner nie żartował. Był silniejszy od niego, co potwierdził brutalnie atakując Elfika kilkanaście sekund wcześniej. Setki podobnych myśli przelatywały mu przez głowę, gdy rudawy programista delikatnie rozchylił mu wargi, by włożyć mięciutki, zawinięty w ciasto kawałek wołowiny do ust i wymusić odruch żucia.

Patrząc odważnie w oczy Białka, Kiner zrobił kilka kroków w tył i wytarł t-shirt jednym pewnym ruchem. Biały delikatny wzór adidasa i plamy z sosu na piersi Kinera były dziwacznie atrakcyjne, choć jeszcze kilka minut wcześniej podobna myśl nie miała szans pojawić się w umyśle Białka.

- Maciek, ty tak na serio? Oddasz mi go? - zapytał z niedowierzaniem. Kiner skinął głową i oswobodził kebaba z folii, który aż do tej chwili otaczał tego pysznego sk⁎⁎⁎⁎syna. Odwrócił się i ułożył go w pozycji poziomej na stole, która byłaby dla większości mężczyzn upokarzająca. Ciasno zawinięte ciasto zachęcająco przedzierało się przez gąszcz delikatnego sreberka, aż prosząc się o gryza. Brzuch Białka zareagował na ten widok od razu, dość donośnie wydając z siebie burczenie o dźwięku podobnym do silnika V8. - Raz się żyje - pomyślał Białek. Zjedzenie kebaba z kolegą z pracy mogło się okazać bardziej męskie, niż przypuszczał. To on miał przecież być stroną dominującą.

Białek pozbył się resztek folii i pewnym krokiem podszedł do czekającego Kinera. Postanowił zaatakować znienacka. Zacisnął rękę i jednym ruchem wbił wciąż ciepłego kebaba w miękkie usta programisty. Sięgnął ręką do podbrzusza, by przekonać się, że i brzuch Kinera był tak pusty, jakby miał za chwilę zaburczeć. Dodało mu to siły i pewności siebie. Poczuł sie atrakcyjny.

Pierwsze ruchy były jeszcze dość powolne, lecz Kiner starał się przyjąć jak najwięcej pomimo małej ilości sosu. Kolejne centymetry potężnego kebaba od Białka znikały w czeluściach jego ust, a zwierzęce mlaskanie Kinera tylko podniecało właściciela dość dużego jak na polskie warunki klona reddita. Białek złapał Kinera za ramię i przyciągnął do siebie.

- Chciałeś żarcia? To masz. - wycedził i zaczął miarowo, całym ciężarem napierać na puszystą żuchwę kolegi. - Wypełnij mnie tym mięsem, Michał! - krzyknął resztkami sił Kiner, uginając się do samej podłogi, a odgłosy największego wpierdalania kebaba w historii firmy ocuciły omdlałego Elfika, leżącego od dwa metry dalej.

Elfik wstała i zataczając się podeszła do sapiącego Białka. - Hej, chłopakii... - z ust dziewczyny wychodził pijacki bełkot, który trudno było rozszyfrować. - mogę się przyłączyć?

- Wypierdalaj stąd! - wrzasnął Białek i odtrącił rękę Elfika, która zaczęła mierzwić jego włosy.

Elfik prychnęła i odeszła na kilka kroków. Udawała obrażoną, choć ciekawie zerkała na Białka, który bez opamiętania wpychał Kinerowi kebaba do ust jak maszyna. Sam Kiner odwrócił się w jej stronę i złośliwie wystawił język na wierzch. Wygrał tę partię.

Poszukiwania piersiówki w torebce w panterkę okazały się owocne. Elfik pociągnęła resztkę bimbru dla kurażu i postanowiła nie rezygnować z szansy zostania moderatorką swojego ulubionego serwisu. Stanęła na wysokości oczu Białka i ostentacyjnie rozpoczęła burczenie brzucha. Niespodziewanie pękł jej guzik w koszuli. Dopiero w tym świetle znać było ślady sosu i mięsa, które pokrywały jasny materiał. Elfik zaplątała się w bluzkę, lecz niezrażona tym faktem wciąż starała się wyglądać seksi. Będąc już całkowicie wytartą, odwróciła się i wypięła brzuch prosto przed twarzą Kinera, który niewiele myśląc beknął prosto na naddarty materiał elfikowych ciuszków. Elfik wybuchnęła śmiechem.

Po założeniu na siebie fartuchu ułożyła się na podłodze i uchyliła kołnierzyk, pokazując nieco brudną szyję o wyraźnej barwie sosu czosnkowego. - Nudzi mi się. - powiedziała. - Długo jeszcze będziecie się pi⁎⁎⁎⁎lić z tym kebabem?. Białek jednak nie odpowiedział, zbyt zaaferowany stanem pełnego brzucha, który sobie zafundował.

Największy różowy pasek wykopu postanowił zabawić się sam. Sięgnęła ręką po trzonek od łopaty, która była maskotką serwisu i zaczęła nim jeździć po ustach. Ślina gęsto skapywała na podłogę, a Elfik pociągała się za wargi, wijąc się jak piskorz po tanich panelach. Trzonek wszedł w głodną jamę ustną Elfika jak w masło. Prawdopodobnie nie czuła niczego, a choć starała się zwrócić na siebie uwagę przez mlaskanie i udawany zachwyt fejkowym tureckim przysmakiem o drewnianych korzeniach, Białek i Kiner byli zajęci prawilnym kebabem.

Spojeni w męską jedność dochodzili właśnie razem do końca kebaba, o czym obwieścił światu pierwotny śmiech rudego programisty. Zmęczony m__b od razu podziękował Kinerowi, racząc się widokiem ciepłych jeszcze resztek ciasta z sosem. Na pożegnanie przytulił się do opakowania po kebsie, który dostarczyło mu wiele satysfakcji. I - jak podpowiadała mu intuicja - miało dostarczyć jeszcze nieraz. Usta Białka pokryty byłe lekko sosem, lecz Kiner sprawnie sobie z tym poradził, naprędce wycierając białą maź z dojrzałych ust administratora wykopu. - Ten kebab był za⁎⁎⁎⁎sty, nigdy tak się jeszcze nie najadłem. - powtarzał zmęczonym głosem Kiner. - Usiądź sobie, chcę ci podziękować jeszcze bardziej.

Zdziwiony Białek usiadł na czarnym fotelu, po czym Kiner rzucił się do szafy w kącie pomieszczenia. Znudzona Elfik naprędce znalazła się obok niego, próbując go dogonić, by zyskać sobie przychylność Białka. Ten zaś był zaskoczony. Elfik i Maciej wyjęli z szafy poznańskie rogale. Michał był w siódmym niebie. Nie spieszyło mu się już do domu tak, jak kilka godzin wcześniej. Kiner wykorzystał rozmarzenie kolegi, by na koniec wepchnąć mu w usta własnoręcznie pieczonego rogalika i zmusić go do gryzienia. W oczach Białka pojawiły się pierwsze ślady przywiązania, co bardzo Maćka wzruszyło. Nie zepsuło tej chwili nawet faux-pas Elfika, która głoda zaczęła sama jeść rogale. Życie w serwisie już nigdy nie miało być takie samo

 

Pokaż więcej komentarzy (9)

Kompan

w Pasty i imby insternetowe

3piorunów

  

https://copypasta.pl/pasta/1045/Pasta-o-leczo

Bądź mną, Anon lvl 28. Odkąd pamiętam mój stary był fanatykiem leczo. Odkąd k⁎⁎wa pamiętam tylko to gotował. Zaczęło się niewinnie, jakoś za komuny jak pojechali z matką i starszym bratem na Węgry. Tak mu k⁎⁎wa posmakowało, że za⁎⁎⁎ał cały garnek miejscowemu Makłowiczowi i wpierdolił razem z matką i bratem do malucha, po czym zaczął spierdalać. Do dziś matka opowiada jak w bananem na ryju wpierdalał chochla za chochlą aż sraki dostał. K⁎⁎wa, komuna jak c⁎⁎j, stacji nie ma i co kawałek zatrzymywał się w krzakach i srał na pomarańczowo. Ale wpierdalał bez opamiętania aż się skończyło. Wy⁎⁎⁎ał ten garnek i mówi: „Grażyna, jutro robimy leczo na obiad!” Stara panika w oczach, brat zaczął płakać. Po powrocie do domu polazł na rynek w poszukiwaniu papryki. C⁎⁎j nakupował ze 30 kilo, przytargał kocioł do weków i wstawił na gazówkę. Jaki był wkurwiony, bo akurat remont instalacji w bloku mieliśmy! Pobiegł do monterów i zaczął ich napierdalać chochlą, aż go milicja na 24 zamknęła. Teraz k⁎⁎wa wszem i wobec opowiada jak on to za komuny nie siedział za wolność kraju. C⁎⁎ja prawda. Siedział za leczo. J⁎⁎⁎ny teraz potrafi stać nad garem cztery godziny i wysyłać mnie dwa razy dziennie po paprykę do sklepu, bo sam za zakaz wstępu. Ekspedientka na mój widok wypierdala z magazynu bez słowa worek z papryką. Tachaj to k⁎⁎wa na trzecie piętro bez windy. Raz chciałem się wykąpać to k⁎⁎wa „Nie teraz k⁎⁎wa, bo się papryka moczy!”. Noszkurwa, żeby we własnym domu nie można się było umyć! J⁎⁎⁎ny potrafi stać nad garem i do siebie gadać „Ale bym sobie leczo zjadł!”. Potrafi za⁎⁎⁎ać cały zamrażalnik tym gównem. Za dzieciaka na wielkanoc kazał nam iść szukać prezentów od zajączka pod blokiem i k⁎⁎wa co znalazłem pod krzakiem? Słoik leczo k⁎⁎wa! Super k⁎⁎wa prezent. Pomijam fakt, że słoik był ciepły, a stary mi go za⁎⁎⁎ał i wpierdolił na śniadanie. Z resztą on nic innego nie wpierdala. Kiedyś chciałem sobie lody zeżreć. Stary oczywiście maczał w tym palce i zrobił lody z leczo! K⁎⁎wa, wyobraźcie sobie leczo na patyku! Raz przejebał z solą i pieprzem, bo mu opakowanie do gara wpadło. I tak to k⁎⁎wa zeżarł. 15 litrów w dwa dni, czaicie?! Żarł i srał leczo. Brat mu powiedział, żeby sobie rurę z d⁎⁎y do mordy zamontował, bo się wkurwił na niego. Ojciec okładał go workiem z papryką, a potem lamentował że 20 kilo do wyjebania przez niego! Wigilia, święta, stypy tylko k⁎⁎wa leczo na obiad! Goście już do nas nie przychodzą, bo kto to k⁎⁎wa będzie wódkę leczo zagryzał. Raz w Krakowie na wycieczce ze starymi chciałem iść do makdonalda, to on „gdzie te k⁎⁎wa chemje będziesz żarł, tatuś nagotował dobre jedzonko” i zdejmuje termos wojskowy z pleców na środku Rynku. Matka w torbie na szczęście dwa bochenki chleba miała przygotowane na tę okazję. Siara przed kolegami, bo jak mnie w podbazie na wycieczkę do Biskupina wysyłali, to stary przytargał przyczepkę z beczka od kapusty kiszonej pełnej oczywiście k⁎⁎wa leczo! „Zjedz sobie, bo cały dzień będziecie chodzili!” Potrafi całego świniaka wjebać zamiast kiełbasy do tego chujstwa. Bo niby taniej. A właśnie, kupił sobie kocioł elektryczny na 500 litrów i wstawił do suszarni w bloku. Administracja już olewa sąsiadów, że ma go stamtąd wy⁎⁎⁎ać. Poddali się po 70 wezwaniu. Teraz zamawia paprykę z gospodarstwa. Hurtowo. Matka płacze, że przez to jego leczo nie ma na nic innego kasy. Więc wymyślił, że zrobi bar w którym będzie leczo tylko. Na gęsto, na rzadko, na srako i owako!

Ojciec jak tylko mógł kombinował kasę na nowy interes. Po wizycie w kilku bankach, w których z resztą stwierdzili, że jest niedojebany mózgowo siedział przez tydzień wkurwiony i kminił. Tak k⁎⁎wa kminił, że w sobotę o 4 nad ranem wy⁎⁎⁎ał z zaanektowanej suszarni krzycząc coś o Węgrach. A właśnie, w suszarni odcięli mu prąd po pół roku, więc tylko teraz przesiadywał tam i przytulał kocioł. Znowu gotował w domu nakurwiając rachunek za gaz. Strasznie bóldupił jak te z administracji nic nie rozumiejo i tylko żerujo na czynszach. W sumie k⁎⁎wy mogły mu ten prąd zostawić, bo znowu cała chałupa j⁎⁎ie. Wrócił do domu z furią w oczach, że k⁎⁎wy nie chciały mu biletu sprzedać na polskiego busa z bagażem w postaci kotła 500 litrów! W końcu u wujka, który w budowlance robi wyżebrał busa, którym to na Węgry pojedzie. Napierdalał o swojej wizji interesu cały k⁎⁎wa dzień napierdalając nożem papryki w łazience naprzemian stojąc w kuchni przy garze. Machał w nim jak k⁎⁎wa na speedzie! Aż mu się oczy świeciły. Następnego dnia podjechał wujas, a ten mu k⁎⁎wa kazał wpierdolić ten kocioł na pakę. Strasznie się pożarli, bo chciał jeszcze od niego na paliwo wyżebrać. Cebula mocno. Zaczęli się napierdalać w tej suszarni, aż matka musiała ich rozdzielić. Stary z limem pod okiem zwiesił pizde i lamentował. Wujas zabrał busa i tyle go widzieliśmy. Skłócony jest strasznie z ojcem. W sumie mu się nie dziwie. Stary wjebał na uspokojenie cały gar, oczywiście nie przemieszanego leczo, które od spodu się zdążyło przypalić. Darł przy tym p⁎⁎dę na nas, że nie pilnowaliśmy. J⁎⁎ie mnie to. Tym razem uderzył do jakiegoś kolegi z pracy, ale ten tylko miał osobówkę. Kurwił ojciec, ale c⁎⁎j, załadował gar 15 litrów do bagażnika i pojechali. Było pięć dni spokoju w domu. Wrócił zajeżdżając pod dom jakąś ciężarówką z jakimś sprzętem i krzyczał „Grażyna, zwalniam się z roboty! Znalazłem k⁎⁎wa inwestora na Węgrzech!”. K⁎⁎wa, tego już było za wiele. Z ciężarówki wysiadł jakiś koleś w wieku ojca i zaczął napierdalać jakieś byszy ryszy kysze leczo eżgdar. Za c⁎⁎ja nie wiedziałem o co mu chodzi. Stary też nie, ale cieszył się jak dziecko. Podobno na wyjeździe molestował jakiegos tłumacza, który mając go dość zgodził się na tłumaczenie rozmowy o interesie. Po tygodniu ponownego gotowania i wpierdalania leczo kupili przy wylotówce z miasta jakąś ruderę do remontu. Stary podniecony na maksa spuszczał się nad wizją zarobienia kokosów na leczo. C⁎⁎j, niech mu się wiedzie. Ja miałem tego dość i podjąłem decyzję o wyprowadzce. Matka wkurwiona na mnie, stary jeszcze bardziej, bo kto mu k⁎⁎wa będzie pomagał. Kazałem mu spierdalać i zatrudnić kogoś. Po remoncie ruszyli. Na początku napierdalał od rana do nocy przy tym swoim kotle 500 litrów i sprzedawał, ale nie wyrabiał. Jaki wkurwiony był, że musiał zatrudnić osobę do pomocy. Biedny człowiek, nie wiedział na co się pisze. Co rusz k⁎⁎wa zjebe od starego dostawał, że źle gotujo to leczo, że on inaczej, że c⁎⁎j go jasny strzeli. W międzyczasie zdążyłem się wyprowadzić 50km od domu. Ale to niestety nie koniec przygody.Minęło kilka tygodni odkąd mnie nie ma w domu. Dzwonię co dzień do matki, ta w sumie już nie taka wkurwiona, bo starego w domu całe dnie nie ma, interes nawet idzie. Coś mi gada, ze stary ochujał, bo te ludzie leczo żro jak po⁎⁎⁎⁎ne i będzie jakąś fabrykę stawiać z tym Węgrem. C⁎⁎j, dobrze, że w tym się stary odnalazł. Może to i lepiej. Nie, nie było lepiej. Staremu odkurwiło do tego stopnia, że postanowił pierdolnąc sobie gar największy k⁎⁎wa na świecie. Przekurwawyjebisty. Nie mam pojęcia jak to będzie wyglądać. Ten co na początku robił nawet dostał jakąś wyżej posadę. Stary mimo, że jest prezes to sam zapierdala przy tych kotłach, bo co chwilę chujoza go łapie jak widzi jak uni jego leczo beszczeszczo. Matka dzwoni i mówi, że stary o jakieś fundusze się stara, dofinansowanie. Jak się okazało c⁎⁎ja w zęby dostał. Ponoć sam marszałek starego chce pozwać, bo taką manianę odpierdolił przy wniosku. J⁎⁎⁎ny chciał dotacje na innowacyjność, to go wyśmieli, że leczo to nie innowacyjność i ma spierdalać. Tak w skrócie. Ku⁎⁎⁎ca go ponoć nieziemska wzięła, że pinionc obok nosa przeszedł. Ale, nie ma tego złego, bo stary dostał kontrakt na leczo do Stonki. Teraz oprócz tego przekurwistego gara będzie miał całą linię chłodniczą. Węgier jak to usłyszał to konia walił przez tydzień na zmianę z sekretarką. Znaczy ona mu waliła, nie on jej. Stwierdziłem, c⁎⁎j pojadę zobaczyć co tam się dzieje u ojca. Jadę se k⁎⁎wa pekaesem, a tu z 10 kilometrów widać wykurwistą jakąś fabrykę. Myślę sobie „o ty c⁎⁎ju stary, żeś odpierdolił ładnie”. Wyobraźcie sobie k⁎⁎wa jakiś ciśnieniowy gar wielkości pałacu kultury. I na tym jebitny k⁎⁎wa neon LECZO! O sk⁎⁎⁎⁎syn. Stary zamawia paprykę, pomidory już na wagony. Zatrudnia jakieś 500 ludzi, ale oni „nic nie wiedzu o leczo, sam musze pilnować” jak to mówi. Zajeżdżam pod tą starego fabrykę, on do mnie wychodzi i mówi „pacz k⁎⁎wa synek, trzeba było tu zostać i mnie pomagać, byś dyrektoram został”. Wchodzimy do odjebanego gabinetu, a tu k⁎⁎wa oczom nie wierzę. Basen z leczo! K⁎⁎wa, olimpijski basen pełen leczo! Stary rozbiera się do gołego pindola i wpierdala się do tego basenu z leczo. K⁎⁎wa, co tu się odjebuje?! Wychodzę, nie zdzierżę. Potykam się o jakiegoś przestraszonego technika, który się drze „panie prezes, zawór ciśnieniowy się zaciął zaraz to wszystko wykurwi w powietrze!”. Odwracam się i widzę starego z fiutem na wierzchu jak w przerażeniu patrzy na pojawiające się pęknięcie w przekurwistym garze z leczo. „KUUUUUUUUURWAAAAA!”. Nie dokończył, gdy całe leczo zaczęło spierdalać jakby łysy z brejzers trysnął przez tę szczelinę zalewając miasto. Nawet na tefałenie o tym mówili. Miasto zalane przez leczo! Stary taką traumę wyłapał, że mi czasem go było żal. Odgrzewał tylko to leczo co było w zamrażarce i wpierdalał, do nikogo się nie odzywał. Wpierdalał i milczał. Milczał i wpierdalał. A nie, jeszcze sraki dostał, ale nawet na kiblu srając przepuszczał przez siebie leczo. Tylko przez sen kurwował na jakiegoś Zenka co mu sabotaż fabryki z zazdrości zrobił. Aż nadszedł ten dzień. O ja głupi, miałem nadzieję, że nie nadejdzie. Stary obudził się z okrzykiem „WIEM!”.

„WIEM K⁎⁎WA, WIEM!”. W tym momencie optymizm prysnął jak dobrze wyrośnięty pryszcz. Po c⁎⁎j znów się do domu przeprowadzałem? Stary ubrał się i o dziwo nie zeżarł leczo na śniadanie, tylko wy⁎⁎⁎ał z domu jeszcze szybciej niż wtedy jak na Węgry jechał. Myślę sobie, po kiego grzyba, co on znowu k⁎⁎wa wymyślił? Toć kasę za odszkodowanie ma, to niech siedzi na piździe w domu i się nie rusza. No ale nie mój stary. Wrócił po południu. Czerwony jak sam sk⁎⁎⁎⁎syn na ryju i dyszący jakby ataku astmy dostał. Spodziewałem się kolejnych worków z papryką, ale tym razem się na nieszczęście myliłem. Przytargał jakąś torbę ważącą z 50 kilo, jakieś siaty z ubraniami. Nie zgadniecie co ten stary pojeb wymyślił. Za c⁎⁎ja nie zgadniecie. Też bym nie zgadł. Aż mnie na moje nieszczęście oświecił. „Anon, pamiętasz to sąsiadke, co ona tam po tych szamanach jeździła? Spod trójki, nie?”. O c⁎⁎j mu chodzi pomyślałem. „No pamiętam tate, a co z nią?”. Jak ja żałuję, że k⁎⁎wa zapytałem… „Bo oni tam LECZO raka! I jo wyleczyli!”. K⁎⁎wa, no nie. W tym momencie rzuca otwartą torbę i siatę na szklany stół, z której wysypują się instrumenta lekarskie. Torba ciężka jak sam sk⁎⁎⁎⁎syn, blat pęka, matka drze mordę na ojca, on na nią, że nic się nie stało i kupi nowy, jakiś pies w korytarzu (od kiedy mamy psa?!) chce iść się wysrać, bo go stary leczo karmi i wali taką srakę jak ociec po tym żarciu. Cyrk k⁎⁎wa na gąsienicach. Tak, zgadliście. Stary chce leczyć raka przy pomocy LECZO! Ręce opadli. Twice. Dzwoni do wujasa, tego od budowlanki, ale jak się tylko połączył, to usłyszałem ze słuchawki stek urywanych przekleństw najwyższych lotów pod adresem starego. „C⁎⁎j mu w d⁎⁎ę”. Stary nie był dłużny. Poleciał na pocztę dać ogłoszenie do gazety. Później w kilka dni ogarnął nową miejscówkę z równiej jebitnym neonem (tak, to ten co z fabryki został) – Tutaj LECZO raka. Nawet nagrał komórką reklamę, co ją wysłał do naszej kablówki : kobita idzie ulicą i pyta przechodnia „Gdzie tu LECZO raka?”, w tym momencie wyskakuje mój stary w kitlu i drze japę „TU LECZO!” i adres. Żenua lvl 9999 albo i lepiej. Siara się na mieście pokazać. Pacjenty walą drzwiami i oknami. Jak się łatwo domyśleć wcale k⁎⁎wa nie leczo. Po pół roku do starego przyjebała się izba lekarska, że nie ma prawa wykonywania zawodu. I c⁎⁎j bombki strzelił. Staremu dowalili wyrok w zawiasach, na szczęście odszkodowania z kasy po fabryce popłacił. Teraz kurwi i chuji w domu, że nie pozwalajo na nic w tym kraju. Miałeś stary capie za⁎⁎⁎⁎sty pomysł. Taki był wkurwiony, że znów żarł i srał leczem. Aż pewnego dnia przyniósł z kiosku po egzemplarzu Wędkarza Polskiego, Świata Wędkarza i Super Karpia. No i się zaczęło…

Kompan

w Heheszki

12piorunów

O co poprosiłem ChatGpt?

Napisz śmieszną historię w postaci pasty.
Bohaterownie: Michał Białek, Ania Stecka, Daniel Obajtek
Miejsca: Serwerownia wykopu, stacja paliw orlen, pole zboża
Rzeczy: Parówki, hot-dogi, pieniądze
Wydarzenia: Porównywanie rozmiarów parówek, naga sesja w zbożu Ani, awaria wykopu, ucieczka użytkowników na hejto

Co dostałem? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Michał Białek, Ania Stecka i Daniel Obajtek siedzieli w serwerowni wykopu, zajadając się parówkami.

"Ej, patrzcie na moją parówkę" - powiedział Michał - "jest o wiele większa niż wasze!"

Ania i Daniel spojrzeli na swoje parówki i musieli przyznać, że Michał miał rację.

"Nie ma sprawy" - powiedział Daniel - "pójdziemy na stację Orlen i kupimy hot-dogi, one na pewno będą większe niż twoja parówka, Michał"

Wszyscy trzej udali się na stację Orlen, ale tam okazało się, że hot-dogi były jeszcze mniejsze niż ich parówki. "Co teraz?" - zastanawiali się.

Wtedy Ania zaproponowała, żeby pojechali na pole zboża i tam zrobili nagą sesję zdjęciową.

"Jesteście szaleni?" - powiedział Michał, ale po chwili zastanowienia przystał na pomysł.

Na polu zboża Ania zaczyna robić wyzywające pozy, a Michał i Daniel robią jej zdjęcia. W pewnym momencie Michał zauważa, że jego telefon przestał działać. "Co się dzieje?" - pyta. Daniel wyciąga swój telefon i okazuje się, że nie ma dostępu do internetu.

"Awaria serwera!" - krzyknął Michał - "Musimy wracać do serwerowni!"

Wszyscy trzej biegli do samochodu i jechali jak szaleni, ale gdy dotarli do serwerowni, zobaczyli tylko puste pomieszczenie.

"Co się stało z użytkownikami?" - pytał Daniel.

"Zapewne uciekli na hejto" - odpowiedział Michał.

"A co z naszymi pieniędzmi?" - spytała Ania.

"Też na pewno na hejto" - powiedział Daniel.

Wszyscy trzej patrzyli po sobie z przerażeniem, ale w końcu roześmiali się. "Cóż, przynajmniej mamy ze sobą siebie i te wspaniałe zdjęcia z nagiej sesji w zbożu" - powiedział Michał.

Ania dodała: "I nie zapomnijmy o naszych wspaniałych parówkach, które okazały się większe niż hot-dogi z Orlenu"

Daniel wpadł na pomysł, żeby spróbować otworzyć własną serwerownię i zacząć od nowa. "Będziemy robić parówki, hot-dogi i pieniądze!" - krzyknął entuzjastycznie.

"Brzmi jak plan!" - powiedzieli równocześnie Ania i Michał.

Tak więc, trójka przyjaciół zaczęła działać. Otworzyli własną serwerownię, która szybko zdobyła popularność dzięki ich wyjątkowym parówkom i hot-dogom. A kiedy już zarobili odpowiednią ilość pieniędzy, mogli pozwolić sobie na pole zboża, na którym co roku organizowali nagą sesję zdjęciową.

I tak, dzięki ich dzielności, determinacji i smakowitym parówkom, stali się oni nie tylko szefami serwerowni, ale również symbolami niezależności i sukcesu w branży internetowej.

   

Tytan3piorunów

@Horvath Powiem Ci, że podszedłem do tego dla beki i od niechcenia, a jak zobaczyłem efekty to odjebaliśmy z tym botem taki raporcik jak ta lala XD

Kompan5piorunów

@Shade Nie musisz mi mówić, w pracy działam nad sklepem internetowym, w celach SEO polecają prowadzić bloga. Kto pisze wpisy na blogu? xD

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w 2137

11piorunów

Castel Gandolfo, 2017

Benedykt szesnasty był słaby. Tak slaby, jak nigdy dotąd. Leżał na łóżku, podpięty do respiratora, a przez jego głowę przelatywały kolejne wspomnienia. Słyszał strzały, odgłosy lecących bombowców... Wkrótce przed oczami pojawiły sie obrazy, obrazy które już widział, które przeżył. Teraz wracały

1942, Polska

-Raus! Na ziemię! - krzyczał Wojtyła. Żydzi posłusznie kładli się na ziemię

-Karol - Josef ratzinger zaprotestował. Zapał, jaki przejawiał jego przyjaciel wykonując rozkazy, często go przerażał - Karol... Dlaczego chcesz ich zabić? Tu są dzieci. Kobiety. A nawet mężczyźni nie będą walczyć, przecież wiesz. - spojrzał z nadzieją na Jorge Bergolio, czyszczącego karabin nieopodal. Argentyńczyk jednak nie reagował. Nigdy nie reagował.

-Nic nie rozumiesz, Josef - Karol zastrzelił pierwszego Żyda - Oni dążą do naszego zniszczenia, wiec my musimy zrobić to pierwsi. Mój przyjaciel mi to doradził.

-Znowu ten Ste...

-Tak, on.

-Dlaczego tak nienawidzi Żydów?

-Nie wiem, ale ufam, że ma powody. I przekona do tego resztę przywódców - pojechał już do Wannse. A ty, jeśli jeszcze zaprotestujesz przeciwko mordowaniu, będziesz miał przejebane. I nie, nie grożę ci. Ostrzegam. Wiesz ilu wyższych stopniem też jest antysemitami

-Karol, oszczędź chociaż dzieci

-Oh tak. Dzieci oszczędzę - Karol uśmiechnął się złowieszczo

1945, podziemia Berlina

-Mein Fuhrer! Tędy! Bolszewicy zbliżają się. - krzyknął Ratzinger. Adolf Hitler biegł za nim, podczas gdy Wojtyła osłaniał tyły, a Bergolio przód. Na zewnątrz wciaż słychać było eksplozje.Bergolio tymczasem otworzył zamaskowane drzwi. Za nimi był jakiś ciek wodny przypominający rzekę i przygotowana miniaturowa łódź podwodna

-Mein Fuhrer, Jorge zabierze pana tą łodzią do... Gdzie, Jorge?

-Do Argentyny. Mam tam rodzinę. - odparł Bergolio - Tam będziesz bezpieczny, mein fuhrer. Pan Mengele też tam uciekł.

-Mengele? - zdziwił się Adolf - Kto to jest?

-Lekarz w Auschwitz - odparł szybko Wojtyła

-Au...Schwitz? Co to?

-Eeee... Obóz. Dla jeńców i wrogów

-To dlaczego ten Mengele ucieka? Skoro opatrywał naszych wrogów to alianci nie powinni mu zagrażac...

-To niewłaściwy moment wodzu - odparł szybko Ratzinger. Adolf kiwnął głową i wsiadł do łodzi. Bergolio za nim

-Josef - dodał jeszcze - Mam nadzieję ze jeszcze się spotkamy. Całą trójką. Może po wojnie...

-Może - odparł Ratzinger - Płyńcie.

Wojtyła, gdy tylko statek zaczął odpływać, zrzucił mundur wehrmachtu i założył pokrwawiony mundur armii czerwonej i czapkę uszatkę

-Co ty robisz?...

-No co? Musimy jakos przeżyć. Może załapiemy się jeszcze na rabowanie miasta. Idziesz? Mam drugi mundur

-Ale... Co z ideałami... Co z moja rodziną?

-Pewnie nie zyją. Nie wiem. To nieważne. Na pewno nie chcesz zaciągnąć się do ruskich? Mam tam znajomego, pomógłby nam

-Stefana Wyszy...

-Tak, tak, jego

-Wybacz, Wojtyła. To nie dla mnie. Spotkamy się jeszcze kiedyś. Coś mi to mówi.

-Nie daj się zabić, ratzinger

-Nawzajem... towarzyszu - dwaj żołnierze roześmiali się

Watykan, 2005, 2 kwietnia, 21:33

-Ojcze święty - Ratzinger ukłonił się przed Wojtyłą, a raczej Januszem Pawlaczem drugim. Papież zajadał się kremówkami. Przed tlumami zgrywał starca, ale był w sile wieku

-Josef. Wiesz, że źle się dzieje. Oskarżają mnie o ukrywanie pedofili. O rozpowszechnianie AIDS. I inne gówna. Poza tym mosad znów coraz lepiej sobie pogrywa, myślą, że mają mnie w garści. Już raz im pokazałem, zrobimy to jeszcze raz. J⁎⁎ać to, że staję się coraz mniej popularny. Widzisz te tłumy na zewnątrz? Oni mnie kochają. Będa się dla mnie modlić. Zastąpię w ich domach boga

Ratzinger spuścił wzrok

-Poczęstujesz się kremówką? Ah, zapomniałem. Nie przepdasz za nimi. Mniejsza o to. Milczysz. Wiem, jesteś sceptyczny co do moich planów. Ale ja mam coś nowego. Stefan byłby ze mnie dumny - zgarnął puder ze stołu i rozwinął mapę.

-Syria. Cholerny kocioł. Dyktatorzy, rebelianci i inne gówno. Tutaj właśnie zrealizujemy mój plan. Plan, który zniszczy cywilizację. Dogadałem się już z paroma znajomymi Osamy. Stworzą tam quasi-państewko. Kalifat. Pozostaje im tylko przelać małą sumkę z ba...

-Nie - odparł ratzinger - To się nie stanie.

-Że co? Jak śmie... - papież zamarł. Zakaszlał. - Ty sk⁎⁎⁎⁎synu... Otru... otrułeś mnie...

-Wybacz, Wojtyła. Kochałem cie jak druha, choć mnie przerażałeś. I postanowiłem to skończyć. Czas uczynić trochę dobra. Niedługo świat dowie się, że nie żyjesz - ruszył powolnym krokiem w stronę balkonu. Szepnął coś do ucha gwardziście szwajcarskiemu

Kiedy jednak wyszedł i ruszył kazać księżom poinformować o śmierci ojca świetego, usłyszał strzał. krzyk bólu. Biegiem wrócił do komnaty gdzie zostawił papaja. Kilkunastu martwych gwardzistów leżało na ziemi. Jeden jeszcze oddychał i wskazywał tylko ręką schody prowadzące w dół

Benedykt przeżegnał się, chwycił halabardę i pobiegł nimi. Zbiegał na kolejne piętra, coraz niżej, w głąb katakumb, gdzie były skarby mogące pozbyć się głodu z całego świata oraz obszerne dzieła obalające wiarę katolicką.

Ale wiedział, że Jan paweł biegł gdzie indziej

Do najniższego poziomu

Do przejścia do piekła.

ratzinger znalazł się tam idealnie w momencie, gdy Wojtyła, nagi, pokryty kabalistycznymi symbolami narysowanymi kałem, odprawiał rytuał. Wrota otwarły się.

-NIEEE! - krzyknął Ratzinger i wydobył z sutanny mausera. Oddał strzał. Papież dostał w plecy i z krzykiem padł twarzą do otwartych wrót. Tam jak gdyby nigdy nic powstał, uśmiechnął się złowieszczo do Ratzingera. Zza jego pleców wyszedł Stefan wyszyński i złożył na ustach papieża pocałunek, po czym wspólnie odeszli w głąb otchłani

Ratzinger wykonał znak krzyża.

-Kamerling, każ zamurować te wrota - powiedział do kardynała który zszedł na dół

-Kardynale, nie wiem, czy jakaś ekipa zdoła to zamu...

-To wezwij Polaków. Tylko nie mów im, co to jest. Pora ogłosić, że papież nie żyje

Spojrzał na zegarek. 21:37

2013, Watykan

Benedykt XVI szedł korytarzem pałacu papieskiego. Westchnął, znużony swym długim życiem. Ale uchwycił ruch za gobelinem. Dlatego strzał nie zaskoczył go

Szybkim ruchem dłoni, odbił sygnetem kulę. Następnie wydobył szybkim ruchem hostię-shuriken i cisnął ją w gobelin, przebijając go na wylot razem z zamachowcem za nim

Ruszył szybkim krokiem, natykając się na oddział gwardzistów szwajcarskich

-Ktoś próbował mnie zabić. Sprawdźcie kto to i zmobilizujcie resztę gwardii, może być ich wiecej...

-I jest - powiedział dowódca gwardii z drugim oddziałem, zachodzacy papieża od tyłu - Wybacz ojcze, tak trzeba

-A więc to tak - Benedykt westchnął - Zamach stanu. Oby Bóg mi wybaczył

Szybki, wyuczony ruch. Wyszarpnięcie mausera zza paska, cel, pal. Pal. Pal. Wszystkie kule z magazynka trafiły gwardzistów, którzy zaszarżowali. Obersturmfuhrerem jednak jest się na całe zycie. Benedykt cisnął broń w twarz najbliższego, a potem szybko skoczył na ścianę. Przebiegł po niej kilka metrów, po drodze siekąc nożem gwardzistów. Znalazł się po drugiej stronie ich oddziału. Wyrwał najbliższemu halabardę i zrobił młynka, powalając paru. Potem wpadł w trans. Siekał kolejne fale wrogów, parował ich ciosy, wykonywał obroty. Czuł zapach ich strachu w powietrzu, pozwalał uciekać, jeśli chcieli, ale uderzał, by zabić. Wtem jeden z nich uderzył go bronią z tyłu, w kolano. Polała się krew, a papież padł na kolana. Warknął jednak tylko, uderzył trzonkiem napastnika za plecami, miażdżąc mu tchawicę, a potem zaszarżował. Odbił się na halabardzie niczym na tyczce, przebiegł po głowach gwardzistów, a w powietrzu podskoczył, cisnął halabardą, która przebiła dowódcę gwardii. Wylądował miękko tuż obok niego i podciął mu gardło. Potem odwrócił się i krzyknął:

-KYRIE ELEISON - potężny podmuch powalił resztę gwardzistów

Benedykt ruszyl dalej, wszędzie wypatrywał wrogów. Zza zakrętu wpadł na niego Bergolio

-Ojcze... Co się tu stało..

benedykt szybko nakreślil mu sytuację. Bergolio wyglądał na przerażonego

-Musisz uciekac. To żadna hańba, ale jest tu niebezpiecznie. Ja wybadam, kto stoi za zamachem i pozbędziemy się go.

papież kiwnął głową i pobiegli na zewnątrz. Samochód już był przygotowany. benedykt szybko wsiadł, ale wtedy o czymś pomyślał

Dlaczego samochód już tu stał?

Niestety, bylo za późno. Drzwi rozbłysnęły i pokryły się okultystycznymi symbolami. Silne zaklęcie ochronne. Bergolio pochylił się do szyby

-Wybacz, Benedykcie. Ale... Watykan by upadł, gdybyś wciąż tu był. Nie lubili cię ani wierni, ani Żydzi, ani inni duchowni. Jan Paweł przynajmniej zjednał sobie pedofili. Ja... Ja wprowadze kościół w nową erę. To nic osobistego. Żegnaj. Aaa... I nie jestem taki jak ty. Nie zabiję przyjaciela, nieważne jaki by był - Bergolio powolnym krokiem odszedł do pałacu. Samochód pojechał do Castel Gandolfo

Castel Gandolfo, 2017

Benedykt westchnął i spojrzał na nieśmiało falującą kreskę na monitorze. Czuł się słabo. Bardzo słabo. I wiedział, co jest tego przyczyną.

Mimo to zadrżał, gdy w kącie zmaterializował się z kłebów dymu Janusz Pawlacz i powolnym krokiem podszedł

-No proszę. Ratzinger. Benedykt Szesnasty. Zdrajca. A kochałem cię jak brata - Pawlacz pochylił się nad nim - No ale cóż, wróciłem. I w Watykanie będą nowe porządki, tak zresztą jak i na swiecie. Jak zauważyłeś moja śmierć nie pokrzyżowała moich planów. A teraz... zegnaj. - wepchnął coś do ust Benedykta - Poznajesz? To to samo, co mi podałeś 12 lat temu. Dziękuję za siły życiowe. Na dole już na ciebie czekają

Benedykt chciał krzyczęć. Protestować. Na nic by się to nie zdało, ale czuł, że powinien był protestować

Zapadł w ciemność, lękając się o świat

NSFW bo nie wiem czy tego tego całe te uguem xD

  

Pokaż więcej komentarzy (2)

Mocarz

w Hydepark

7piorunów

<miej może z 8 czy chooy wie ile lat

<przechodzi okres fascynacji d⁎⁎ą i kupą

<przyjeżdza ciocia ze swoimi kuzynkami

<pokazuj kuzynkom siura i d⁎⁎e mówiąć

<"gitarka czy bębenki?" chwytajac najpierw kootasa i grajac nim jak na gitarze a potem na d⁎⁎ie jak na bebenkach

<inba

<gowniary ida do swojej mamy

<ciocia przychodzi i gada do ciebie że co sie wogle odjaniepawla

<mówi "a jakbym ja przyszla to mi też byś tak pokazał?"

<leżąc la łozku zarzuc nogi na siebie

<ściagnij spodnie od piżamy tak że patrzy ona wprost na twoj odbyt

<złap sie rękoma za oba posladki i rozszerz je mówiąc "dzieńdobry" tak żeby wygladalo ze to dwoja d⁎⁎a mowi

<ciocia patrzy na ciebie chwile po czym wychodzi bez słowa

 

Sum

w Hydepark

11piorunów

bądź mno lvl 35

posiadaj farmę

żona typowa kura domowa

te Hilda co na obiad?

rzepa

k⁎⁎wa znowu

ej Lobart

rzepa się skończyła

weź skocz

ja pi⁎⁎⁎⁎le nie chce mi się

JUŻ!!!!one!one

dobra dobra już idę

podbija typek lvl 1

w samej piżamie

w dodatku cały czas chodzi z kijem przy d⁎⁎ie

CZEMU WKROCZYŁEŚ NA MÓJ TEREN?

potrzebuję ubrania

70 sztuk złota

może się jakoś dogadamy?

jeśli chcesz możesz dla mnie pracować

trzeba zebrać rzepę z tego poletka przy stodole

zrobił to w pół minuty

chyba startował w jakichś zawodach w zbieraniu rzepy

dobra sprzedam za 60

to za dużo

pracy na farmie jest sporo

w 5 minut załatwił wino, zabił bandytów kradnących mi owce i kupił mi nową patelnię

hehe no dobra 30 xd

co za debil kupił to

ja bym żądał zapłaty

ale nieważne

mija dzień

budzę się

chcę się przejść po polu

a tu zonk

zmutowane biedronki najechały moją farmę

wtf

ten sam typek co wczoraj podchodzi

przypakowany, z mieczem w ręku

w dodatku przyjęli go do milicji

przyszedłem rozwiązać twój problem

yyy

NO RUSZ SIĘ, ILE JESZCZE MAM CZEKAĆ?

mijają 2 minuty

wraca

po bestiach ani śladu

on ani zadrapania

no, wreszcie, zaczynałem się niecierpliwić

mija tydzień

budzę się

chcę się przejść po polu

nagle podbijają jacyś sataniści

proszę opuścić mój dom

a on na⁎⁎⁎⁎ia

POHUS KOPUS CZARY MARY TWOJA STARA TO TWÓJ STARY

i wyszli

jakaś j⁎⁎⁎na klątwa

moja żona dostała gorączki

nagle podbija znowu tamten dziwny typek

o c⁎⁎j został rycerzem

yy dzień dobry

co cię trapi Lobarcie

żona jest opętana

poczekaj pójdę po księdza

mija 1,5 minuty

wraca

masz polej ją wodą święconą

k⁎⁎wa co?

jakimś cudem zadziałało

mijają dwa tygodnie

budzę się

chcę się przejść po polu

a tu nagle stado kiboli z klanu Orka Gdynia

wpierdolili się na moje pole i zaczęli nakurwiać zboże

po⁎⁎⁎⁎ni jacyś

ale ich nie przegonię

nagle patrzę

a tu znowu ten pojeb

k⁎⁎wa został palladynem

wyjął swój miecz świetlny

i im wpierdolił

yy no dzięki masz tu 50 sztuk złota

chyba jestem pie⁎⁎⁎⁎⁎ięty i mam jakieś zwidy

 

Mocarz

w Hydepark

5piorunów

my boghactwo hardo, domek jednorodzinny, ajfony, prywatna silownia, ojciec sie wyrwal z biedy, ale jego brat juz nie:

>skory z psow wszedzie, pozszywane jako koce

>papier toaletowy to zawsze stare gazety

>ukradli kiedys motorynke i do dzis jezdza tylko na niej

>ich ojciec pracuje w piekarni, pelno chleba i tylko chleba

>zamrażają chleb

>czasami na swieta wymienia chleb na ziemniaki i robia „frytki” czyli obieraja 20 kg ziemniakow i smaza tyle frytek zeby bylo na miesiac

>myja sie tylko w niedziele

>maja dwie szczoteczki mimo ze rodzina 8 osobowa

>alkohol samogon z kradzionych po nocy sliwek

>dom z cegiel, nieocieplony, dywany wszedzie

>z pomocy spolecznej dostali komputer w 2011 moj kuzyn pokazal mi need for speed 1 ze za⁎⁎⁎⁎sta gierka i jak oni to zrobili wogole

>raz dostali ubrania, nosily je po kolei 6 dzieci niewazne czy chlopiec czy dziewczynka

jesli chcecie moge wam opowiedziec co sie stalo jak raz przyjechali do nas na wakacje, inba non stop.

inba zaczela sie juz na samym poczatku bo oczywiscie oni poza swoje podlasie nigdy nie wyjechali wiec wyprawa do warszawy to dla nich jak na hawaje. Ten moj wujek to ekstermalny janusz, zrobil im konkurs na wycieczke do warszawy xDD powiedzielismy ze calej 6stki nie mozemy przyjac, tylko 3. I tylko na tydzien.

Skonczylo sie na trzech tygodniach bo musielismy ich odebrac i odwiezc a wujek na pociag nie ma pienioznkuw, a my 700zł na beznyne w obie strony to juz mamy.

Przyjechlo ich 3, 2 chlopakow i dziewucha. Poprzednio widzialem ich moze z dwa razy w zyciu nazywali sie : Mirek-12 Adam-15 i Ania-19.Co oni odpierdalali to ja nawet nie. Na poczatku nie wierzyli ze to jest nasz dom. Po co nam taki duzy, hehe pustawo tu troche wujek xD

Jak weszli do srodka to nie wierzyli co sie dzieje. Ogolnie szok, ja mialem wtedy z 15 lat wiec rozumialem ze sie nie przelewa i ze sa biedniejsi ale to oni odpierdalali to bylo gorsze niz opowiesci testo. Moja matka musiala im objasniac co sie robi w łazience. Nie myjemy stop w zlewie. To jest szampon do wlosow, żel do ciała dajemy tyle i tyle. Oni jak na wycieczce w muzeum. Siedlismy w kuchni. Zrobilsmy im herbate i jakies kanapki na wieczor. Adam wzial drewniana lyzeczke z cukiernicy dosypal z 5 lyzek i zaczal nia mieszac. Matka szok szybko mowi ale to jest tylko do nasypywania specjalna! Ten wstaje z ta lyzeczka i wyciera taka ujebana w cukrze i herbacie w scierke. Nieeeeee, beda plamy! Zostawil ja w koncu i jedli dalej jak w domu. Zestresowani w c⁎⁎j, nie wiedzieli co i jak sie robi. To byl dopiero pierwszy dzien i juz wiedzialem ze bedzie bekowo xDD

Matka karze im sie myć, oni nie bardzo bo to dopiero wtorek. Ta dziewucha sie umyla, zuzyla z 50% zapasow kosmetykow matki, chlopaki puscili wode i siedzieli na kiblu xD Dalismy im szczoteczki i umyli zeby, pilnowalismy ich przy tym bo nie chcieli.

rozlokowalismy ich w lozkach dalem im komiksy. Patrze co oni wyjmuja, walkmen. Adam wklada do niego piracka kasete Peja. To byl rok 2007. Mp3 kosztowaly 19zł w markecie. On mial walkmana. No ok, ja sam nie mialem nigdy walkmana wiec dal mi posluchac. Wkladam te sluchawki do uszu i cos tak dziwnie miekkie. Slucham z minute utworu 997 xD wyjmuje a tu k⁎⁎wa one sa az zolte od miodu z uszu.

Dotykam swojego ucha, cale lepiace sie i tluste. OKURWAALEZAJZAJER.GIF i wykurwiam do lazienki. Ja j⁎⁎ie.

Nastepnego dnia sniadanie. Matka nie nadaza z dostawami chleba, sera szynki i pomidorow oni wpierdalaja za szesciu. Ojciec chlodny troll mimo ze to jego rodzina wykurwil do roboty i zostawil nas z nimi. No i teraz co z nimi zrobic. Matka poslala ich z 3 razy do sklepu, ja musialem sie z nimi pokazywac oczywiscie robili siare, gadali z żulami jak z jakimis braćmi w wierze, ten mlodszy powiedzial ze jak mu nie kupie batonow to je ukradnie. Kupilem, ale z drugiej strony umarlem w srodku myslac ze biedni ludzie maja troche pokory. Wrocilismy, co chcecie na obiad?

>yyy MAKDONALD!!!!!1111

>O TAAAK MAGDOLANT!!

>MAAAKDYLYND!!!

Matka zalamana plastikowe gowno chca jesc, powiedziala ze zrobi im w domu naturalne. Drugi raz do sklepu bo ci sie nudza, kupilsmy kilogram wolowiny mielonej z 8 bulek. Zgadnijcie co.

Nie starczylo. Zezarli wszystko usmiechnieci. Dodam ze ten najmlodszy utuczony na tym chlebie i smalcu, ten adam chudy jak kijek a ania taka nie gruba ale otyla. Matka dala mi 50zł i poszlismy na pizze. Zapchali sie pizza, jedli ja poraz pierwszy. Ania miala jednak wieksze plany. Byla blondyna z polski z, twarz kasjerki w realu i oczywiscie jeden plazowy cel-usidlic bogatszego. Chciala isc na dyskoteke.

pyta mnie ania czy sa tu jakies dyskoteki. Mowie ze prawdziwa impreza tylko w centrum xD Ja spierdolina nigdy na nieszkolnej impresce nie bylem xD

Co ona odjebala? Powiedziala ze chce isc na dyskoteke i juz. Ze musi bo ona o tym marzyla cale zycie. Zarobila specjalnie 100zł na zbieraniu wisni tam u siebie zeby tutaj kupic sobie super ciuchy i isc na dyske.

Zrozumial jej plan od razu. Chciala dorwac nasienie jakiegos banana z warszawy i nawet moze sie tu zasiedlic albo chociaz alimenciki. Strachlem ze to ja bede musial jej pokazywac co i jak z klubami w wwie mimo ze jedyny klub jaki znalem to klub warhammera xD. Matka powiedziala ze ok, pomyslimy, zobaczymy, itd.

Przyszedl wieczor. Ci znowu sie nie umyli, ten adam umyl chyba nogi w zlewie xD, Ania tez nie chciala sie myc.

Ojciec wrocil i obiecal ze jutro zabierze do kina, odetchnalem z matka bo po jednym dniu bylismy juz wykonczeni „opieka” xD

dzien drugi

Pojawil sie kolejny problem. Oni nie mieli ubran. Tak serio, przyjechali z jedna srednia walizka. Na „tydzien” zabrali po 2 tshirty marki Fruity, pare cottonworldow i skarpet. Jak chodzili po naszych przedmiesciach wygladalo to tragicznie natomiast jechac tak do centrum byloby po prostu niesmaczne. Byl dylemat, co kupic im ubrania? Dać moje? Dla mireczka znalazly sie moje stare ubrania ktory opinaly jego sadlo, temu adamowi odsapilem jedna stara koszulka croppa xD. Ania chciala profesjonalnie sie ubrac w galerii, miala przeciez 100zł. Nie chcielismy jej sprawiac przykrosci i mowic ze to nawet na jednego buta nie starczy. Apropo butow, ich tez nie mieli. Dalismy chlopakom jakies moje stare buty, gumowe klapki, ucieszyl niesamowicie. POjechalismy z nimi do promenady. Szczerze mowiac nie wierzylem ze w polsce moga mieszkac ludzie ktorzy nigdy nie byli w galerii, nie widzieli jak wielkie tam są ceny, itd. Ania wbiegla do H&M i po 20 minutach chodzenia z moja matka rozplakala sie. Wygladalo to tak zalosnie, ta jej jakas wschodnia gwara:

>jo taka bidna dziewucha nigdy nie widzela takie krasne fatalchy jo codzien tako samo plakuplaku

nie wiem co mojej matce odjebalo ale kupila jej ubran za 450zł. Zazenowany patrzylem jak naklada na siebie te XXL przeswitujace koszulki, dobiera niczym murzyn zlote lancuchy jak najwieksze dodatki. No trudno pomyslalem, niech raz w roku troche zazna szczescia, rucham psa jak sra

Byli bardzo wdzieczni, kupilismy im w croppie jeszcze jakies tanie koszulki, ale bardziej niz w ubraniach to szaleli w markecie. Zawsze mnie zastanawialo, kto kupuje te kilogramowe paczki ciastek za 4zł, 6sciopak SuperColi za 2.40? Wkladali nam to do koszyka bez słowa. Ojciec tylko mowil- nie, odnies. Matka probowala edukowac ze lepiej kupic 100gram za 2zł lepszej jakosci niz kilogram czegos od czego beda tylko wrzody zoladka i smak tektury. Nie docieralo.

Ludzie z innej planety mimo ze geny podobne, za co sie wstydze, lecz nauczylo mnie to troche „tolerancji”-nawet z najwiekszego gowna moze wyrosnac kiedys jakis kwiatek.

Wrocilismy do domu i to byl koniec atrakcji na dzisiaj. Nudzili sie w k⁎⁎we, matka zrobila pierogi ruskie, ja zjadlem 14 oni po 24. Marudzili ze

>nie ma pola (?)

>nie ma motorynki

>nie ma sadow (potrafil caly dzien siedziec na czyichs sadach i wyzerac komus jablka)

>nie mo slodkie (kupilismy im lody Carte’dor za 14 zl, to byl blad, wjebali je w kilka sekund, potem ojciec kupowal jakies wiaderka zielonej budki, nie czuli roznicy)

Coraz blizej byl piatek a ja mialem sie znalezc clubbingiem naszej skromnej Ani ktora szukala bolca.

Ostatecznie matka sie strasznie martwila o jej karynskie cipsko, i uznalismy ze najlepiej bedzie powiedziec ze nia ma zadnych imprez w ten piatek. Nie byla az tak totalnie tepa, w koncu jedyna ze swojego powiatu zdala mature, i nie uwierzyla. Byl piatek po poludniu. Wyszla z niej 100% plazowatosc. Powiedziala mojej matce ze chce sie spotkac z chlopakiem tutaj miejscowym ze po drodze do sklepu spotkala, (codziennie chodzili do sklepu po klika razy bo im sie nudzilo). Moja matka powiedziala ze nieprawda, i nie puszcze nigdzie bo nie wiadomo co sie stanie. Co sie okazalo? ZNALAZLA FAKTYCZNIE JAKIEGOS MATIEGO XDD

Co ja nawet nie, byl od niej z dwa razy mniejszy i dwa razy starszy, kojarzylem go bo byl chyba ministrantem w kosciele XD No ale dobra ona przysiegla na pana bucka ze nigdzie nie odjedzie. Naiwini, uwierzylismy.

Nie miala komorki, bylo juz po 21, zaczynalismy sie martwic. To bylo oczywiste co sie stalo. Pojechala z tym zjebem na centrum na dyske. Zesrani pakujemy sie w samochod i jedziemy do centrum. To bylo az zbyt przewidywalne, ale jak dla mnie bylo za⁎⁎⁎⁎scie bo byla inba xD Ja szczerze mowiac nie jestem bez winy bo troche ich trollowalem. Wkurwiali mnie ze swoim „spojrz na mnie jaki jestem biedny dej 5 złoty” a potem „bo ukradne/bo za⁎⁎⁎ie/spierdalaj” jak nikt nie patrzyl. Tacy cyganie troche mimo ze wszystko rozowi blondyni. Wyzywalem ich czasami ze wiesniaki z was, z buszu, straszylem ze mam paralizator a to byla nokia 5510 xD

Te jeden gnojek grozil mi nozem, to go zamknalem w piwnicy az sie poplakal. Co najlepsze jego starszy brat tez go gnebil. Ogolnie prawo dzungli kto sie daje gnebic tego gnebimy. niczym polskie gimnazjum

Jezdzimy furą. Zadzwonilem do znajomego z gimbazy ktorym byl bananem i impreska co tydzien. Pytalem go o lokale popularne, itd. Wymienil jakies dziwne nazwy Akwarium, Kopalnia Kamieniolomy, takie kluby w warszawie jakby ktos pytal xD

Spytalem o najpopularniejszy i najblizej centrum- rzucil znowu jakims dziwnym gownem, jedziemy gdzie to jest. Niestety c⁎⁎j, nie ma. Czulem sie jak w jakims filmie xD podchodzimy do ochroniarzy i pytamy sie gruba blondyna z takim chudym tu byla. Objechalismy z 5 dysk w centrum. Nic. Wracamy zestrachani do domu. K⁎⁎wa zgubilismy podopieczna. I to jeszcze dziewczyne z c⁎⁎ą. A co jak zgwalcą. A co jak porwa i wywioza. Ja pierdolee. My wracamy, a tu pod bramka domu stoi ta grubaska, az swieci od potu i bladosci. Ojciec sie na nia drze ona lekko na⁎⁎⁎⁎na na poczatku sie cieszy potem placze. Co sie okazalo? Ten jej mati zabral ja do jakiejs wlasnie remizy/baru/chujwieco w sasiedniej dzielnicy. Swoim wsiowo karynowym glosem rozpoczela historyjke

>łon mnie ocyganił(xD) a jo tliła ze miastowe to złe ludzie som chlip chlip

czerwona jak burak j⁎⁎ie jak sto piecdziesiat, ale nie potem tylko olbrzymia iloscia perfumy mojej matki, chyba wylala na siebie calosc

>łon mnie zabroł, do otwocka tam osz za tory

>tanczylom piekne bylo chlopcy piekni

>ja bym tak sie krecila caly dzion

>drinki pilom kolorowi taki

>on taki dobry

>mi sie w glowie zakrecilo upadlam i trzaslo

co trzaslo

>wujek, no tokie mojo one przy barach

co, krzeselka?

>nie, tokie podluzne przy barach do drinki

okurwa.jpg cos rozjebala dupskiem, juz mialem xD na ryju

>i oni mowio ze to tyscionc zlotych kosztuje

>ze plac albo telefon oddaj

>a jo ani jednego ani drugiegoooo

>i jo powiedziala ze zadzwonie do taty i ucieklaaam

no to chyba wszystko ok?

>noo nie bo mateosz zostol i wszystko im powiedziol o mnieee

podjechali jacys pseudowindykatorzy nastepnego dnia, kazali placic. Nazwiska mielismy takie same nie moglismy sie wymigać. Ostatecznie jednak wszystko poszlo na wujka biedaka z podlasia xDD

Opowiesc zbliza sie ku koncowi gdyz inb wiecej az tak oczywistych jak jej nocna przygoda nie było.

Minal tydzien, pytamy sie wujka kiedy przyjezdza

>jo ni moge, praca jest

pan_kidding_z_komixxuw.jpg

siedzieli znowu caly tydzien na dupach nudzili sie. Ojciec zabral ich jeszcze zeby zwiedzic pałac prezydencki gdzie popisali sie szczegolnym robactwem gdyz z poczatku nie chcieli, bali się.

Pytamy czego sie boicie przeciez to takie muzeum. A oni -a co jak prezydent bedzie cos od nas chciol, on nas zabic moze jak chce!!

po dlugim tlumaczeniu ze prezydent nie moze zabic nikogo, i ze nawet go nie zobacza, zdecydowali sie pojsc. Wygladali jak zebracy z XV wieku ktorzy na kolanach wchodza do palacu proszac o kromke chleba dobrego pana. Bylismy juz wkurwieni ze nas obżeraja- juz niczego im nie dawalismy, matka ich do robot zaganiala xD

Kołdra w ktorej spali była ciemnozolta, miejsca jasnobrazowa. Matka wyrzucila 3 zestawy poscieli do smieci jak juz ich wywiezlismy. Wujus dzwonil i sie pluł o te 1000zł bo pewnie do niego dzwonili to ojciec go opierdolil za utrzymanie i oszustwa i ze tak sie nie robi.

Niestety kolejny tydzien przeciagneli i musielismy ich odwiezc sami.

ukradli nam okolo 90 zł, podbierajac reszty, drobniaki walajace sie po domu, itd.

Zniszczyli pare rzeczy, jeden telefon im upadl do kibla bo dalismy tej ani jakis stary sony ericson, otluscili rekami sciany- mycie rak pewnie nie spodobałoby sie papiezowi czy cos.

Rok pozniej chcieli druga trojke nam podrzucic ale juz sie nie zgodzilismy.

Jak przyjechalismy do nich na wesele spalismy w stodole. Na sianie. Moja matka uciekla pierwszego dnia wesela ja razem z nia. Od tamtej pory cala rodzina nazywa nas hrabina i panicz, ale nie utrzymujemy z nimi kontaktow.

Kompan

w Heheszki

6piorunów
jesteś mną
żyjesz w Cesarstwie Rzymskim
jesteś wielkim poetą
loszek i daktyli pod dostatkiem
zapoznajesz jedną X/X i zakładasz rodzinę
czujesz dobrze
rodzi się pierwsze dziecko
potem masz ich już 123
uczysz dzieci swoje
hejże róbcie to co ja
coś jest nie tak
żadne dziecko nie jest podobne do ciebie
czujesz kłopoty
pewnego dnia wracasz niezapowiedzianie wcześniej do villi
zastajesz żonę z kochankiem
to sławny poeta rzymski, Horacy
okazuje się, że on jest ojcem każdego dziecka
wkurwienie lvl 9001
gonisz go
doganiasz i już chcesz bić
on mówi "chwytaj dzień sk⁎⁎⁎⁎synu"
sprzedaje ci kosę pod żebra
umierasz
idziesz do bram nieba
"sorry wergili, nie możesz wejść bo nie wierzyłeś w jezusa"
"ale jezus się jeszcze nie urodził"
"no i c⁎⁎j"
trafiasz do limbo
opracowujesz plan zemsty
mija 10 lat, potem 100
Horacego nadal nie ma
pewnie poszedł do piekła i już go nie spotkasz
coteraz.mozaika
po 1200 latach pojawia się nadzieja
jakiś dante z algierii chce żebyś był jego przewodnikiem w piekle
zgadzasz się dla zemsty
idziesz do piekła
on zadaje dużo pytań
"ej co to za typ gotuje się w garze z budyniem?"
to Białkos z Rogalii
"a za co się smaży?"
nie pytaj
kończysz oprowadzkę
zbierasz ekipe żeby na⁎⁎⁎ać horacemu
nie możesz go znaleźć
pytasz diabła gdzie jest Horacy cwel
"sorry nie ma go tu"
jak to k⁎⁎wa?
"nie wszystek umarł"
wkurwiasz się
wraca Dante
"elo wergili co tam"
rozdziera szaty
okazuje się że to tak naprawdę Hermes, posłaniec bogów olimpu
wręcza ci list i odlatuje w c⁎⁎j
otwierasz list i czytasz
"chwytaj dzień sk⁎⁎⁎⁎synu"

 

Zawodowiec

w Memy

74piorunów

Idę z psem na wystawę do galerii sztuki nowoczesnej.

- Tu nie wolno z psami - mówi ochroniarz.

- To nie jest pies - odpowiadam. - To jest performance.

- A, to przepraszam.

Idziemy z psem dalej. Oglądamy rzeźbę Smefra centaura. Pół koń, pół Smerf.

- Zawsze się zastanawiałem - mówię do psa - komu kibicują centaury w czasie rodeo.

- Srać mi się chce - odpowiada pies.

- Trzeba było srać przed wejściem.

- Wtedy mi się nie chciało.

Idziemy dalej. Oglądam jakąś kobietę, która stoi po kolana w basenie z moczem i wykrzykuje alfabet od tyłu.

- Z, Y, X - krzyczy. - U, V, W.

Mój pies kręci się w kółko i węszy nosem po ziemi.

- Fajfus - mówię do niego. - Fajfus, nie sraj tutaj.

- Kiedy mnie ciśnie - odpowiada i zaczyna srać na podłogę.

Jakiś człowiek podchodzi i przygląda się temu, co wychodzi mojemu psu z d⁎⁎y.

- To jest interesująca propozycja - mówi.

Ktoś inny też podchodzi i patrzy.

- To jest świeże - mówi.

Podchodzi jakaś kobieta z kieliszkiem wina w ręku, cała na czarno.

- Odważne - mówi.

- Ja państwa bardzo przepraszam - mówię do nich.

- Jak się nazywa ta instalacja? - pyta kobieta. - Gówno - odpowiadam, zatykając palcami nos.

- Mocne.

Ktoś z galerii podchodzi i wtyka w psią srakę tabliczkę z napisem "Gówno, 2015". Podchodzi fotograf i robi zdjęcie. Pojawia się ktoś z kamerą i mikrofonem. Prosi mojego psa o wywiad.

- Coż, zawsze kontestowałem opresyjne dla mojego gatunku rozwiązania przestrzenne w środowisku miejskim - mówi mój pies.

- A pan jest kuratorem - pyta reporter. - Co pan sądzi o pracy swojego podopiecznego.

- Sądzę, że to gówno - odpowiadam.

- Brutalnie prawdziwe - mówi kobieta z winem.

- Ostentacyjnie szczere - mówi fotograf.

- U, T, S - krzyczy kobieta w basenie z moczem.

Jedna z moich ulubionych  

Tytan5piorunów

Nie wiem czemu mnie ta pasta ominęła xD ale jest tak bardzo podobna do prac mojego znajomego z ASP https://www.facebook.com/galerianaprzeciwko polecam pełne historyjki w albumach. ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Praktykant

w Memy

8piorunów

Biedronki mają, ze wszystkich owadów, najbardziej ch⁎⁎⁎wy software, jaki istnieje. Serio k⁎⁎wa.

Bo taka na ten przykład pszczoła - zapierdala, szuka kwiatów, nawiguje na słońce, zbiera nektar, znosi do gniazda - no w c⁎⁎j skomplikowane. Zresztą, k⁎⁎wa - mucha. Mucha też musi wyczuwać woń gówna i ścierwa, nawigować, szukać pożywienia, złożyć jaja w jakimś dobrym ścierwie. Wcale nie takie proste.

A jak działa biedronka?

Otóż pierwszy punkt algorytmu biedronki brzmi:

1. Zapierdalaj w górę.

Nie wiem, czy bawiliście się kiedyś biedronkami. Jak się to weźmie na rękę, to zawsze idzie w góre. Zawsze k⁎⁎wa. Zawsze. Jak się jej w połowie drogi odwróci rękę, to się zatrzyma i zmieni kierunek, żeby isć w górę. Można se tak ruszać pińćset razy i zawsze j⁎⁎⁎na w górę. Biedronka to taki j⁎⁎⁎ny owadzi odpowiednik gradientu. Zawsze się kieruje w górę zbocza.

Ma to w c⁎⁎j zabawne konsekwencje, jak się biedronkę postawi na płaskiej powierzchni. Zaczyna iść w przypadkowym kierunku, bo k⁎⁎wa nie ma jak iść pod górę. Najlepiej jak dojdzie do krawędzi. Wtedy ten jej zjebany mósk cannot into logika, tylko zaczyna iść wzdłuż krawędzi. W dół nie zejdzie, bo k⁎⁎wa algorytm, a na płaskie też nie wróci, c⁎⁎j wie czemu.

Kiedyś z kolegą ze studiów znaleźliśmy na wykładzie biedronkę. Ławki w auli były w c⁎⁎j długie, na jakieś 30 m. Mówię mu: pacz k⁎⁎wa i położyłem biedronkę na ławce. Doszła do krawędzi i idzie wzdłuż. Idzie k⁎⁎wa i idzie, doszła do końca, skręciła i dalej wzdłuż kolejnej krawędzi, a potem jeszcze raz i szła znowu w naszą stronę. 45 minut j⁎⁎⁎na szła przez te 30 metrów i ni k⁎⁎wa c⁎⁎ja nie ogarnęła, że sytuacja jest przejebana i może by gdzieś polecieć, bo gówno. Nie, k⁎⁎wa.

Jakby ławka miała kilometr, to by j⁎⁎⁎na zdechła po drodze.

Ciąg dalszy algorytmu brzmi:

2. Jak jesteś na szczycie to poleć byle k⁎⁎wa gdzie.

Jak już pozwolicie wejść biedronce na szczyt palca, czy c⁎⁎ja, czy czegoś, to obróci się dookoła, upewni, że gradient się wyzerował i fruuuu k⁎⁎wa w losowym kierunku. Czasem potrafi wylądować znowy na tej samej ręce xD

3. Jak już leziesz i coś znajdziesz do żarcia, to opierdol.

Nie no, akurat całkiem spoko punkt. Tylko k⁎⁎wa, metoda szukania po c⁎⁎ju.

4. Jak cię coś przestraszy - to się zesraj.

Wiem, że ta żółtobrązowa maź to nie sraka, ale k⁎⁎wa, jakie lepsze słowo może to opisać. Ewentualnie rzygi? C⁎⁎j tam semantyka. Ważne, że jak biedronkę spotka zagrożenie, to zwija nóżki i sra tym smrodem. K⁎⁎wa. K⁎⁎WA. Przecież ma skrzydła, mogłaby spierdalać. Ale nie, k⁎⁎wa. Zesraj się. Najlepsze jak się wpierdoli biedronkę do pajęczyny. Jak byłem mały to wrzucałem tam różne owady. Jak wrzucisz muchę, to do ostatniej chwili walczy, żeby odlecieć i nawet czasem zdąży, zanim ją pająk dorwie. Rzadko, ale jednak. Pszczoła to już w ogóle siła, stronk i mało która pajęczyna utrzyma.

A biedronka co?

ZESRA SIĘ K⁎⁎WA. Przychodzi pająk, paczy, okurwajakjebie.jpg.

Co robi? XDDDDD owija k⁎⁎wę pajęczyną i wypierdala z pajęczyny. Nie dość, że k⁎⁎wa nie zje, bo smrut, to jeszcze j⁎⁎⁎na zdechnie z głodu, bo ją opędzlował jak po⁎⁎⁎⁎ny pajęczyną XDDDDD

Acha - jeszcze jedno - przyglądaliście się, jak wyglądają oczy biedronki? To nie są te k⁎⁎wa wielkie białe plamy. Nie. Oczy biedronki to małe kropeczki na tej durnej mordzie. Co ona tym widzi? Pewno c⁎⁎ja widzi. Mucha ma wyjebane w kosmos, dizajnerskie oczy, bo musi być czujna, patrzeć, analizować. To samo pszczoła.

ALe nie k⁎⁎wa biedronka. Po c⁎⁎j jej oczy, jak tylko lezie w górę, lata pisiont centymetrów i sra? xD

W tym roku najebało biedronek jak pokurwionych. Możecie się pobawić, sprawdzić. Tylko uwaga - bo SIĘ ZESRAJĄ!

 

Sum

w Heheszki

8piorunów

jesteś mną

żyjesz w starożytnej Jonii

nie jesteś nikim szczególnym

stuleja motzno

dni spędzasz na podglądaniu dziewcząt kąpiących się w jeziorze

nie jest źle

wybucha wojna z c⁎⁎j wie kim

trwa werbunek

"na Zeusa, byle nie ja"

przychodzi strategos czytać listę rekrutów

strach lvl 9001

padają nazwiska twoich znajomych

boisz się że pójdziesz na wojnę

"Anonides z Piwnicy"

no i c⁎⁎j no i cześć

zgłaszasz się do punktu werbunku

udajesz że nie masz jednego jądra żeby cię nie wzięli

oddział 14, rząd trzeci

"panie, ale ja nie mam jądra"

dobrze, to pójdziesz w oddziale 21

coteraz.mozaika

nie ma c⁎⁎ja, musisz iść

zabierają cię na wschód

mame się cieszy, że nie będzie już musiała cię karmić

pi⁎⁎⁎⁎lę takich rodziców

w garnizonie poznajesz innych rekrutów

okazuje się że przez twoje kłamstwo przydzielili cię do oddziału największych zjebów

siadasz z nimi przy stole

wszyscy gadają o japońskich tragediach

pokazują sobie wazy z komiksami

k⁎⁎wa przecież oni poginą jeszcze przed bitwą

wiesz że masz przejebane

dają ci jakąś włócznię

zbroi nie dają bo jesteś mięsem armatnim

następnego dnia posłaniec mówi że wrogie wojska są jeden dzień drogi stąd

rano imba jak c⁎⁎j bo trzeba się rozstawić przed bitwą

byle przeżyć

masz iść w drugim szeregu

idziesz do trzeciego

wróg zasypuje twoich strzałami

musisz iśc do pierwszego szeregu bo dwóch debili przed tobą nie żyje

"k⁎⁎wa zapomniałem włóczni"

wrogowie wchodzą w twoich jak w masło

chcesz spierdalać ale pchają cie do przodu

byle przeżyć

przed tobą wielki jak dąb wróg w złotej zbroi

całe życie przelatuje przed oczami

tak naprawdę nic nie przelatuje bo byłeś stuleją xD

nagle jakiś koleś wbija przed ciebię i zabija wroga

k⁎⁎wa dzięki

"kiedyś mi się odwdzięczysz"

wracasz do swojego kraju jako weteran wojenny

loszek i daktyli pod dostatkiem

zapoznajesz jedną 9/10

czujesz dobrze

wyprowadzasz się z piwnicy i dostajesz dom na koszt polis

pewnego dnia do drzwi puka gość

to ten koleś co cię uratował

elo anon pamiętasz, masz dług wobec mnie

przedstawia się jako Heraklit z Efezu

jedziesz z nim do Efezu

przez drogę dowiadujesz się, że jest konkurs na najlepiej pokazany ekosystem

on jest jakiś fizjologiem czy c⁎⁎j

nie wyczuwasz kłopotów

dojeżdżasz

wielkie miasto

idziesz za nim do jego komnaty

widzisz akwarium z piraniami

przestawia cię trzem pomocnikom

"to jest Tales, mój kolega"

"to jest Horacy, mój drugi kolega"

"to jest Białkos z Rogalii, trochę upośledzony ale też nam pomaga"

no niby spoko ale c⁎⁎j cię to obchodzi

pytasz co ty masz do tego

jak przyjdzie komisja to masz włożyć rękę do akwarium z piraniami

co k⁎⁎wa

"jak nie to powiem że jesteś c⁎⁎a i wrócisz u siebie do piwnicy"

co tu się odpierdala

Heraklit wychodzi z pomieszczenie i idzie po komisję

k⁎⁎wa co teraz

widzisz że Białkos przystawia ryj do akwarium i udaje glonojada

popychasz jego ryj mocno

akwarium tak bardzo rozjebane, piranie rozjebane xD

hałas jak c⁎⁎j

"wszystko płynie"

patrzysz - wszedł Heraklit

"ROZJEBALIŚCIE AKWARIUM! WSZYSTKO PŁYNIE! K⁎⁎WA"

Horacy go uspokaja

"WSZYSTKO PŁYNIE! W PIZDU ROZJEBANE"

bierzesz sprawy w swoje ręce

"Horacy - ty będziesz wodorostami"

"Tales, ty będziesz piraniami"

"mnie będą gryzły piranie"

"Białkos, ty po prostu niczego nie spierdol"

wbija komisja

nie wie co tu się odpierdala

wychodzi

Heraklit wkurwiony

w myślach żegnasz się z loszkami i daktylami

ogłoszono wyniki

wasz ekosystem wygrywa

k⁎⁎wa było blisko

Heraklit patrzy na Horacego stojącego sztywno z miną debila

patrzy na Talesa wgryzającego się w ciebie

patrzy na ciebie mającego minę jakbyś się miał zesrać

patrzy na Białkosa z krwawiącym od szkła ryjem

zakłada hełm wojownika z Epiru

okazuje się że to sławny dowódca i wielki wódz, Pyrrus

patrzy na ciebie wzrokiem stratega

mówi "jeszcze jedno takie zwycięstwo, a będziemy straceni"

Pokaż więcej komentarzy (2)

Wirtuoz

w Pasty i imby insternetowe

9piorunów

   

bądź mno lvl 35

posiadaj farmę

żona typowa kura domowa

te Hilda co na obiad?

rzepa

k⁎⁎wa znowu

ej Lobart

rzepa się skończyła

weź skocz

k⁎⁎wa nie chce mi się

JUŻ!!!!one!one

dobra dobra już idę

podbija typek lvl 1

w samej piżamie

w dodatku cały czas chodzi z kijem przy d⁎⁎ie

CZEMU WKROCZYŁEŚ NA MÓJ TEREN?

potrzebuję ubrania

70 sztuk złota

może się jakoś dogadamy?

jeśli chcesz możesz dla mnie pracować

trzeba zebrać rzepę z tego poletka przy stodole

zrobił to w pół minuty

chyba startował w jakichś zawodach w zbieraniu rzepy

dobra sprzedam za 60

to za dużo

pracy na farmie jest sporo

w 5 minut załatwił wino, zabił bandytów kradnących mi owce i kupił mi nową patelnię

hehe no dobra 30 xd #januszebiznesu

co za debil kupił to

ja bym żądał zapłaty

albo za⁎⁎⁎ał

ale nieważne

mija dzień

budzę się

chcę się przejść po polu

a tu zonk

zmutowane biedronki najechały moją farmę

wtf

ten sam typek co wczoraj podchodzi

przypakowany, z mieczem w ręku

w dodatku przyjęli go do milicji

przyszedłem rozwiązać twój problem

yyy

NO RUSZ SIĘ, ILE JESZCZE MAM CZEKAĆ?

mijają 2 minuty

wraca

po bestiach ani śladu

on ani zadrapania

no, wreszcie, zaczynałem się niecierpliwić

mija tydzień

budzę się

chcę się przejść po polu

nagle podbijają jacyś sataniści

proszę opuścić mój dom

a on wkurwiony

POHUS KOPUS CZARY MARY TWOJA STARA TO TWÓJ STARY

i wyszli

jakaś j⁎⁎⁎na klątwa

moja żona dostała gorączki

nagle podbija znowu tamten dziwny typek

k⁎⁎wa został rycerzem

yy dzień dobry

co cię trapi Lobarcie

żona jest opętana

poczekaj pójdę po księdza

mija 1,5 minuty

wraca

masz polej ją wodą święconą

cokurwa

jakimś cudem zadziałało

mijają dwa tygodnie

budzę się

chcę się przejść po polu

a tu nagle stado kiboli z klanu Orka Gdynia

wpierdolili się na moje pole i zaczęli wpierdalać zboże

po⁎⁎⁎⁎ni jacyś

ale ich nie przegonię

nagle patrzę

a tu znowu ten pojeb

k⁎⁎wa został palladynem

wyjął swój miecz świetlny

i im wpierdolił

yy no dzięki masz tu 50 sztuk złota

chyba jestem pie⁎⁎⁎⁎⁎ięty i mam jakieś zwidy.