Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#prawdziwehistorie

GURU

w Hydepark

69piorunów

TANGO DOWN

Wrcam do domu. Jak prawdziwy polak siedzę sobie w aucie z wyłączonym silnikiem jeszcze chwilę i chcę umrzeć.

Obok parkuje drugi samochód, wysiada dwóch typów i lecą pod jedno z najbliższych okien.

Jeden coś tam dłubie drugi zakłada kominiarkę i leci do ulicy i się rozgląda.

Stoi dwa metry odemnie i mnie nie widzi bo schowałem się za słupkiem xDDD

Telefon z kieszeni, 997 SZEPTEM adres, coś pytają nie słyszę, mówię że gość koło mnie stoi i mnie nie widzi w aucie.

3min radiowóz na miejscu ale się spłoszyli, macham gdzie poleźli.

Wracają bez łupu, legitymują mnie.

K⁎⁎WA TAM JEST TEN GOŚĆ! Macham psu w stronę sąsiedniej ulicy bo mi mignął.

Rzucają we mnie moim dowodem i do radiowozu, przypominam im opis słowny.

Tango down, ale tylko ich wylegitymowali.

Pokaż więcej komentarzy (17)

Mocarz

w Hydepark

13piorunów

https://www.o2.pl/informacje/nie-zyje-pan-mikolaj-szukal-8-letniemu-synowi-domu-7161231756770240a

Mikołaj Mielnik z Siedlec zachorował na raka płuc. Przed śmiercią chciał zapewnić bezpieczną przyszłość synowi, wówczas 8. Pan Mikołaj chorował na raka płuc - diagnozę usłyszał dwa miesiące po śmierci żony. Osobiście, to mój cichy bohater Wydaje mi się, że tylko osoba która ma dziecko jest w stanie

Osobistość

w Hydepark

10piorunów

Hej a pamiętacie afere z poboeraczek.pl ?
Do mnie do domu przyszedl list nie pamiętam w którym roku ale myśle że około 2011 bo siostra się zarejestrowała. Szukała muzyczki albo innych Simsów. Moja mama była bardzo zła ale już wtedy było o tym głośno w internecie i po zrobieniu researchu dała sobie spokój. Jakiś czas później dotarło do mnie ilu rodziców moich kolegów zapłaciło te faktury. Macie związane z tym historie? A może do was przyszedł rachunek do zapłacenia?

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Gównowpis

114piorunów

Bądź mną. Zaplanuj podróż do biblioteki w innym mieście. Pomyl godzinę odjazdu pociągu z godziną przyjazdu do tego innego miasta. Spóźnij się na pociąg. Pojedź następnym pociągiem do biblioteki, bądź dwie godziny po otwarciu. Weź z półki książkę, której nie można wypożyczyć (wiedziałeś o tym, więc przyjechałeś ją zeskanować, choć ma 1000 stron), weź szkolenie u bibliotekarki z obsługi nowoczesnego skanera, co świeci lampką na biurko, a ty masz tylko podkładać książkę pod światło. Zeskanuje w ten sposób 881 stron, co zajęło ci 3 i pół godziny. Na monitorze komputera komunikat, że limit stron na jeden plik wyczerpany. Wejdź do pliku, zobacz, że lampy w pomieszczeniu odbijają się od papieru i zamiast liter widzisz prześwietlone gówno w całym dokumencie (na szkoleniu próbne 2 strony wyszły w miarę ok). Zerknij na zegarek- mało czasu do zamknięcia biblioteki. Weź swój chiński telefon i rób zdjęcia w opcji "dokumenty" w tempie 10 stron na minutę, pot leci ci po d⁎⁎ie. Po dwóch godzinach masz zdjęcia całej książki. Biegnij na pociąg powrotny do domu, kupując przy dworcu precla. W domu o 21:00, obiad na mieście odpuszczony, sweter przepocony, zdjęcia czasem nie do końca wyraźne w miejscu szycia książki. Profitów brak. No może jeden, mam tą książkę, może i w lichej jakości i w 1000 plików jpg, ale mam. A jest to jedyny dostępny w bibliotekach w Polsce egzemplarz.

Pokaż więcej komentarzy (57)

Gwiazdor

w Dyskusje

17piorunów

TLDR - na końcu wpisu.

W pierwszej części tej historii zrobiłem ankietę i pragnę zaznaczyć (mimo dość podejrzliwych komentarzy), że żadna z tych odpowiedzi nie jest zła na tle przedstawionego przeze mnie kontekstu. Dla kogoś kto mógłby być zainteresowany, wszystko wyglądało naprawdę obiecująco z realną szansą seksu/fbw/być może - związku. Można powiedzieć, że wrota, czy nogi, były otwarte. :smiley:

Nie mniej, podobnie jak część z was, zainteresowany nie byłem. Postawiłem sprawę jasno, że do żadnych spotkań nie dojdzie i najdelikatniej jak mogłem, dałem do zrozumienia, że no... spóźniła się o kilka lat. No i spoko, podteksty ucichły, flirty tak samo. W sumie na tym temat można zamknąć, ale rozmowy się utrzymywały, co prawda rzadziej, ale były.

Po tym gdy wyznaczyłem granice tej koleżeńskiej relacji, zauważyłem ciekawe karuzele nastroju. Zacząłem dopytywać i koniec końców któregoś dnia wyżaliła się, że uczęszcza na sesje terapeutyczne, powołując się na liczne powody zerwania długoletniego związku (dużo dram). Brała leki, które mieszała z alko. I o ile ze wszystkiego da się wyjść, a w większości spraw można pomóc, tak najgorsze w tym wszystkim było to, że ma potwierdzoną, zdiagnozowaną chorobę dwu-biegunową. ;/
Także ten... Nie ukrywam, miałem niezły 'mind-fuck' po wysłuchaniu historii jej przeszłości i większości jej ówczesnych problemów. Przeczytałem dość sporo o tej przypadłości. Osobiście, po ludzku szkoda - jak zawsze z resztą, gdy człowieka dotyka nieszczęście. Wolałbym jednak zapamiętać ją taką, jaką była z czasów szkoły średniej. ;/

TLDR: Nie tyknąłem bezdzietnej, zgrabnej koleżanki z problemami psychicznymi. End of story.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gwiazdor

w Dyskusje

19piorunów

Będzie ankieta. Jednakże, na początek chciałbym podzielić się pewną historią, godną zdaje się wpisu. Postanowiłem podzielić ją na dwie części, but without further ado:


Pewnego dzionka, tak - ni z gruchy ni z pietruchy - po nastu-latach zerowych kontaktów, odezwała się do mnie koleżanka, rówieśniczka z czasów szkoły średniej. Po wielu, wielu rozmowach i nie wchodząc aż nadto w szczegóły, określę to w ten sposób: wszystkie znaki na niebie wskazywały, że koleżanka ta wyraźnie szuka c⁎⁎ja do d⁎⁎y.

* wszystkie żarty, sarki i ironie śmieszne
* wysyłanie randomowych filmików, gdzie: głaszcze pieska, pozuje do zdjęć,
* na pytanie np. co tam porabiasz - dostaje zdjęcia jej gir jak bierze kąpiel - wtf
* wysyłanie o różnych porach dnia wiadomości głosowych,
* wspominanie dawnych lat i jakie to super relacje mieliśmy, rozmowy,
* mini-gierki typu: gdybyś był w Polsce, to mógłbyś wpaść, przenocuje Cię u siebie. Przylęcę do Ciebie.
* gdy dowiedziała się gdzie pracuje, gdzie jestem, to już w ogóle - oh, ah.

Koleżanka ładna, zgrabna i zadbana. Zdaję sobie sprawę, że miara piękna jest względna, toteż - odpowiadając na poniższe pytanie - wyobraź sobie, że ta osoba (rówieśnik/rówieśniczka) jest po prostu w Twoim typie.

Po ankiecie dalszy ciąg historii.

Wobec powyższych okoliczności: Czy skorzystałbyś/skorzystałabyś z okazji do przelotnego seksu z płcią przeciwną z czasów szkolnych?

  • (jestem singlem/singielką) Czemu nie. Jeszcze jak.25% (63 głosy)
  • (jestem singlem/singielką) Nigdy. Nic nie zastąpi ręki.9% (23 głosy)
  • Nie wiem11% (28 głosów)
  • (jestem w związku) Może...12% (29 głosów)
  • (jestem w związku) Nigdy. Pozostaję wierny/a, po za tym, nic nie zastąpi ręki.43% (108 głosów)

251 głosów

Pokaż więcej komentarzy (27)

Fanatyk

w Hydepark

48piorunów

Moj teść to dobry człowiek, dbający o rodzinę., ale dostaje jakiegoś amoku gdy może coś kupić tanio. A najlepiej kradzione.

w sumie to nie wiem czy kradzione, czy tylko tak mówią żeby go zachęcić , bo często też rzeczy to wyglądają jak ze smietnika

wiecie co przyniósł ostatnio? 4kg żółtego sera.

a wiecie gdzie to kupuje? Na bazarze z kartonu na ziemi. W 30 stopniach. A potem jeździ pół dnia po mieście. W bagażniku 40stopni albo i wiecej.

jak przywiózł ten ser to całe 4kg poszło do śmieci bo było roztopione i spleśniałe.

jak już jestem to mamy dużo roztopionych czekolad, batonów i ciastek. A także nie uwierzycie ale stopione taśmy klejące. Nie dają się odwijać całkiem się zwulkanizowaly. Może i stopione ale za to do śmieci. Przynajmniej tanio bylo

no właśnie było tanio albo i nie było. Dzwoni telefon, teściu. Halo słuchaj czy używasz dezodorantu? Tak a czemu pytasz? A bo tu mają, dzięki cześć.

i wieczorem dumny przynosi 10 dezodorantów w kulce i mówi „oddaj mi 100zl bo kupiłem ci dezodoranty, patrz jaka tu mają cenę nalepiona 50zl a ja je kupiłem po 10!”

z tymi nalepionymi cenami to kiedyś nalepiali mu z metkownicy i kupował w normalnej cenie jak w sklepie ale „patrz ile kosztowały te jeansy! 700zl a ja kupiłem je za 100zl!” No świetnie tylko na nikogo nie pasowały.

z ciekawych rzeczy to przynosił pomoc humanitarną dla Ukraińców. Rozumiecie ten absurd? Z podatków płacimy na pomoc humanitarną, oni to szabrują, sprzedają do Polski a potem mój teściu za to płaci i chce żebyśmy to jedli. Nie dość że dwa razy za to płacimy to jeszcze niedobre w ch….

czemu mu nikt nic nie mówi? Mówiliśmy, to i tak kupował tylko obrażony odkładał do swojego schowka. Ma tam z 10 par jeansów, nie mierzone ale na pewno niedobre.

kiedyś trafił na jakąś żyłę złota w papierze toaletowym, kupił chyba z 700rolek, cały pokój zawalony. Na szczęście nie chciał kasy a teraz jest zapas zawsze. Nie przesralismy jeszcze tego skarbu.

czy przeszkadza mu ze wyrzucamy to co kupuje do jedzenia? Staramy się robić to jak nie widzi, i do jakichś inny śmietników żeby nie zauważyl. Nie chcemy robić mu przykrości.

ostatnio żona wyrzucała w mcdonaldzie worek 15kg zgniłej marchewki. Kurde ledwo się zmieścił w tym otworze śmietnika przy mc drive. Tak się zaklinował, ta musiała się zaprzeć i jak w końcu poszedł to prawie głowa wpadła do śmietnika. Jestem pewien że jak otwierali śmietnik i zamiast papieru była tam zgniła marchewka, całe 15kg! To sprawdzili to na kamerach. Musieli mieć polewkę jak prawie wpadła głowa do śmietnika. Nie jeździmy już do tego McDonalda.

Pokaż więcej komentarzy (17)

Osobistość

w Hydepark

10piorunów

Ostatnio nic bardziej polskiego nie mogłem zobaczyć. Jestem pod centrum handlowym i mam już wracać do domu rowerkiem. W międzyczasie stoi sobie gościu i przemawia przez głośnik po chrześcijańska. Opowiada o tym jakie to miał objawienie, ile ma lat itp. Boga trzeba miłować, jego życie zmienilo na lepsze i takie tam. Namawiał innych do wiary. Ludzie zaczynają nagrywać, jest powaga skupienie na to co mówi. Wtem przed nim podchodzi pijany żul i zaczyna tańczyć brejka. Przy okazji nieomal nie zrobił sobie krzywdy przy tańcu. Tak mnie to rozbawiło, że już ledwo wracając na chatę doczłapałem uśmiechając się szeroko. Tak mnie to rozłożyło na łopatki, że aż musiałem wrzucić posta.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Ciekawostki

24piorunów

W czwartek mija 45. rocznica tragicznego w skutkach wybuchu gazu w Rotundzie przy Marszałkowskiej. Zginęło 49 osób, a ponad 110 zostało rannych.
"Staliśmy w zatorze, milicjanci rozstawieni na jezdni zagrodzili ruch w górę Marszałkowskiej, musiałem skręcić w Piękną. W następnym zatorze samochodów, przy skrzyżowaniu Kruczej i Alei Jerozolimskich, z fiata stojącego obok nas wyjrzał kierowca i powiedział, że z rotundy został tylko drut. (...) 45 osób zabitych i dziesiątki rannych. Z wyższych pięter hotelu "Forum" widać było ciała rozrzucone przez eksplozję, pozaczepiane o dach rotundy i zwieszające się z resztek konstrukcji. Rotundę wysadziło od spodu, ludzie wraz z całym wnętrzem spadli w dół. Wśród pogłosek i domysłów powtarza się najczęściej przypuszczenie, że to był wybuch gazu ziemnego, który się ulatniał z wadliwych instalacji pod rotundą. Jest także druga hipoteza: bomba trotylowa.
4 kwietnia 1979 r. "Trybuna Ludu" opublikowała komunikat o wynikach prac komisji: "Jak ustaliły badania bezpośrednią przyczyną wydobywania się gazu było pęknięcie korpusu żeliwnego zaworu gazociągu, umieszczonego obok jezdni, na głębokości 1,5 m pod powierzchnią chodnika, na skutek skurczu termicznego, spowodowanego niską temperaturą i ruchów gruntu wywołanych przez komunikację naziemną i podziemną (tunel linii średnicowej PKP przebiega w odległości 8,0 m). Gaz wydobywający się szczeliną 77 centymetrów powstałą w uszkodzonym zaworze przeniknął przez grunt i dotarł do równolegle ułożonych kanalików 12 - otworowej obudowy kabli telekomunikacyjnych, a stamtąd przedostał się do archiwum w podziemiach Rotundy". https://tvn24.pl/tvnwarszawa/najnowsze/warszawa-wybuch-w-rotundzie-45-rocznica-tragedii-st7774262?source=rss

Pokaż więcej komentarzy (1)

Fenomen

w Filmy

7piorunów

Masakra w dniu Świętego Walentego 1967.

Chicago, 14 lutego 1929 roku. Al Capone (Jason Robards) w końcu ustanawia siebie szefem miejskiej mafii. W położonych na północ garażach jego zamaskowani pracownicy, przebrani za policjantów, zaskakują i wysiekają za pomocą karabinów maszynowych członków rywalizującego gangu Bugsa Morana (Ralph Meeker). Film rekonstruuje historię incydentu oraz ludzi, którzy zostali w niego wmieszani, a w niektórych przypadkach przez niego zginęli.

Cda https://www.cda.pl/video/6809585d7
Filmweb https://www.filmweb.pl/film/Masakra+w+dniu+%C5%9Bwi%C4%99tego+Walentego-1967-7580

Gruba ryba

w Poezja/Cytaty/Proza

5piorunów

Jak byłem mały, to mój stary zawsze jak widział takiego "dresiarza z E36" to mówił "o, przyjechał z Pcimia dolnego do miasta"

Albo jak się działo wydarzenie typu dożynki czy potańcówka przy disco polo to też się działy w pcimiu dolnym.

A już jak uważał że rząd przesądza to mówił zawsze, że na pewno wzięli eksperta z Pcimia dolnego.

Mój stary aby nie obrażać mieszkańców miejscowości wiejskich kurwił na populację Pcimia dolnego.

Otóż wójtem Pcimia był Jego Wysokość Daniel Obajtek;
https://en.m.wikipedia.org/wiki/Daniel_Obajtek

Czy Wasi starzy też nienawidzili Pcimia? Czy tylko mój stary wiedział więcej?

     

Mój stary nienawidził;

  • Mieszkańców Pcimia19% (6 głosów)
  • Mieszkańców Pcimia dolnego38% (12 głosów)
  • Mieszkańców innej miejscowości6% (2 głosy)
  • Nie miał znienawidzonej miejscowości38% (12 głosów)

32 głosów

Pokaż więcej komentarzy (9)

Inspirator

w Hydepark

3piorunów

Dzwonili z administracji. 3k dopłaty za grzanie w sezonie grzewczym jednym kaloryferem xD chyba kogoś tutaj pojebało. Przed przeprowadzką to węgiel latał po 600zl. Już mniejsza o cenę ale o ilość energii z 5ton a kobita mi gada że pewnie grzałem przy otwartym oknie xD
Podobno mam rachunek większy niż cały pion czyli 4 mieszkania jak to rozegrać?

GURU9piorunów

@Prezent pewnie jako jedyny nie oszukiwałeś z podmienianem grzejnika z ciepłomierzem na taki bez ciepłomierza i musisz zapłacić rachunek za siebie i resztę pionu 😆

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Przegryw

153piorunów

Kto w kołchozie pracował ten się w cyrku nie śmieje.

Pamiętam jak miałem chyba 16 lat i poszedłem do pierwszej pracy w życiu na magazyn takiej internetowej księgarni. Była tam taka szefowa i bezpośrednio nad nią była już pani prezes która była współwłaścicielem firmy z mężem. Szefowa zarabiała maks ze dwa razy więcej od nas, a my wtedy zarabialiśmy z 6.5 zł na godzinę.

Z reguły było roboty na cały dzień, trzeba było kompletować zamówienia, pakować paczki, sklejać je itp. - no typowy kołchoz. Były jakieś tam normy, za przekroczenie których dostawało się dodatkowe $$, ale nie znałem tam nikogo, kto te normy przekroczył. Oczywiście dzień w dzień były wywieszane wyniki norm z dnia poprzedniego i mowy o tym, że musimy je poprawić. Jak? No nie wiem, macie zapierdalać i już, nie może tak być xD

Jak czasami był zastój, bo np. padły serwery czy było mało zamówień to mieliśmy uwaga: wycierać książki na półkach szmatkami i wycierać kurze z półek xD nie mogło być tak, że sobie posiedzimy, postoimy, pogadamy. Robota zawsze musiała być robiona xD

Jak się chciało iść do kibla - wybicie kartą. Na przerwę - wybicie kartą. Zaczynasz robić coś innego - wybicie kartą. No za⁎⁎⁎⁎ście xD Raz miałem rozmowę bo siedziałem 10 minut w kiblu 2 razy w ciągu dnia (rano i jakoś po południu se srałem) i niby miałem chodzić do kibla w czasie przerwy xD

Żeby nie było - tam pracowali normalni ludzie ewentualnie typy co se studiowały/uczyły się i chciały dorobić na wakacje, także nie było mowy o pijakach co się opieprzają i trzeba ich kontrolować 24/7

Ta cała szefowa nic nie robiła cały dzień oprócz pilnowania, żebyśmy robili robili i robili. Dosłownie daj babie bat to będzie gorsza od gestapo. Raz mnie wzięła na rozmowę, bo niby się na nią krzywo patrzyłem cały czas. Problem był taki, że nie patrzyłem się krzywo, tylko mam nierówną wadę wzroku i jedne szkła w okularach były grubsze od drugich i musiałem tej c⁎⁎ie się tłumaczyć jako chłop 16 lat vs ona 30+ że mam wadę wzroku a nie krzywo się patrzę, bo jej ego zostało poruszone xD i tak chyba nie zrozumiała o co chodzi i na czym polega zmniejszanie oczu przez soczewki bo machnęła ręką, jakbym to ja był tym głupim w tej rozmowie

Jak na magazyn przychodziła właścicielka (przyjeżdżała porszakiem albo nowiutkim harleyem oczywiście), to trzeba było zapierdalać 2x szybciej przez te 10 minut jak była na magazynie, żeby ona widziała podczas rozmowy z szefową, jak to my zapierdalamy xD

Co najlepsze, na magazynie w ramach gestapo pracowała także matka tej właścicielki, która uważała, że szefowa i tak za mało nam dokręca śruby. Stare kurwisko siedziało na najprostszej robocie którą i tak robiła na pół gwizdka i tylko narzekało, że my się opierdalamy. Raz chciała, żebyśmy zaczęli zamiatać podłogi jak nie było akurat roboty i tej szefowej, a jak nikt się nie posłuchał to się wielce obraziła i chciała do córki dzwonić xD my mamy się słuchać jej bo to córka prezesowej xD

W pewnym momencie wydajność spadła tak bardzo, (nie spadła, tylko pierdolili farmazony) że szefowa wpadła na za⁎⁎⁎⁎sty pomysł, że ogłosi, że ci co nie wyrabiają norm, to dostaną obniżoną pensję. My młodzi byliśmy obsrani, ale był z nami taki student prawa, który poszedł do typiary z biura, poinformował ją o sytuacji i powiedział, że przecież zgodnie z prawem nie można obniżyć wynagrodzenia za zlecenie jak wszyscy robimy dobrze tylko oni mają jakieś po⁎⁎⁎⁎ne normy, które nie były nawet częścią umowy. To jak to powiedział babie z biura, to ona w ogóle nie wiedziała nawet, że szefowa nasza coś takiego ogłosiła i powiedziała że żadnych kar nie będzie

Rozumiecie? xD babisko sobie wymyśliło jakieś kary finansowe nierealne, aby nas nastraszyć do cięższej roboty xD po cichu podobno dostała opierdol w biurze i potem była na nas i na tego studenta prawa obrażona i się nie odzywała przez dwa dni, oprócz wyburkiwania komend, co nam w sumie za⁎⁎⁎⁎ście pasowało xD

Jak szefowa poszła na urlop tydzień, to kierował nami jej zastępca. No i to było el dorado - nagle człowiek nie był zestresowany pół dnia, bo nuż babie odjebie, nagle robota mogła być zrobiona na czas, a jak nic się nie działo to fajrant, nagle nikt na ciebie nie darł ryja bez powodu i mogłeś usłyszeć nawet słowo "POPROSZĘ" od kierownika. no normalnie eldorado.

Aczkolwiek ten ziomek też miał swoje za uszami, bo jego córeczkę też zatrudnili na wakacje, ale za 1.5x większy pieniądz od nas i wszyscy byli z tego powodu wkurwieni.

Pod koniec roboty na szczęście znalazłem sobie jedno miejsce w którym mnie nie było widać, wyrabiałem jak najszybciej zamówienia żeby mieć te 75% normy i w kącie czytałem sobie książki przez godzinę

Dostałem wypłatę 1200 zł za miesiąc, zadzwoniłem że pi⁎⁎⁎⁎lę te robotę i już mnie tam na szczęście więcej nie było.

Od tego momentu zawsze bałem się pracy fizycznej i stwierdziłem że idę na studia, nie dla mnie było użeranie się z wariatami.

Kto w kołchozie pracował ten się w cyrku nie śmieje.

  

Pokaż więcej komentarzy (31)

Fanatyk

w Ciekawostki

40piorunów

Witam ponownie, jest niewymownie.     

Wracam z nowym odcinkiem, w planach jest obiecane rozdajo dildosa Shiri Zinn i opowieść o przekrętach w komisach, ale dziś mam wenę na inną opowieść. Nowych czytelników zapraszam do poprzednich cześci.

https://www.hejto.pl/wpis/przekrety-w-bankowosci-originalcontent-prawdziwehistorie-banki-biznes-policja-ni

https://www.hejto.pl/wpis/biznes-dildosowy-d-originalcontent-prawdziwehistorie-nsfw-biznes-w-ramach-przeno

https://www.hejto.pl/wpis/slyszalem-ze-lubicie-smiesznehistorie-i-prawdziwehistorie-to-mam-dla-was-cos-co-

i inne.

Dziś pojadę z tematem trochę pobocznym, bo działo się to w czasie gdy prowadziliśmy komis samochodowy. Tematem jest "Oszust zawodowy". Raz w życiu miałem dłuższy kontakt z prawdziwym zawodowym oszustem i mogłem oglądać go przy "pracy"

Na szczęście nas nie oszukał bo częściej śmierdzieliśmy trawą niż groszem a co dopiero złotówką - tylko bieda nas uratowała bo na pewno nie rozum...

Prowadząc komis samochodowy mieliśmy pomysł na sprzedaż samochodów z flot poleasingowych, ale bez kasy nie było możliwości kupić ich samemu. Potrzebowaliśmy kogoś kto ma kasę, samochody i w nas uwierzy. Zwykle trafialiśmy w 2 z 3 i do niczego nie dochodziło. Ale pewnego razu idąc tropem kilkunastu pięknych 3-4 letnich Aygo trafiliśmy do jednego z większych komisów w Warszawie.

Siedział tam... powiedzmy że miał na imię Marcinek albo Mariuszek. Wpływ mistrza mocno. Od razu zrobił na nas cudowne wrażenie, gdyż zapalił się do naszego pomysłu. Poczuliśmy się jak matka w piaskownicy której powiedziano "A Pani Piotruś to taki mądrzejszy niż mój synek". Ekstaza, radość i wizja bogactwa. Marcinek z komisu powiedział że jest nie byle kim, bo właścicielem całego interesu, że nasz pomysł jest świetny i.... podejdźcie tutaj, widzicie tego Mustanga? Jak nasz biznes wypali, to po roku tego Mustanga dam Wam w prezencie jako bonus, może być?

O żesz k... Pewnie że może być! Tylko pierwszy problem! Jak dostaniemy jednego Mustanga na dwóch, to jak się nim podzielić?? Co drugi dzień zmiana? Czy może co tydzień? W biznesie zawsze same kłopoty...

Mariuszek błyskawicznie został naszym bogiem, mesjaszem i ojcem Mateuszem w jednym. Szczególnie że widać było iż jest kimś bardzo ważnym, z koneksjami i możliwościami. Potrzebujecie samochody? Ile? 10? Będą za tydzień. Nie ma problemu. I tak było ze wszystkim. Błogosławiony dzień w którym poznaliśmy Mariuszka, naszego zbawcę i św. Piotra do bram bogactwa.

Ale już drugiego dnia był pierwszy zgrzyt. Mianowicie jak przychodziliśmy do tego komisu to inni pracownicy na nas patrzyli spode łba, a nawet zauważyliśmy że jeden z nich chodził za nami, udawał że robi zdjęcia samochodom a zdjęcia robił nam. WTF? Mariuszek szybko nas uspokoił że to dlatego iż nie jest jedynym właścicielem, jest drugi wspólnik który zazdrości nam nowego wspólnego biznesu i będzie chciał go storpedować. Achtung Achtung Hermann! Drei, zwei, ein, null, feuer! Torpedo los! Unikaliśmy więc zazdrosnego wspólnika jak ognia i na wszelki wypadek więcej się tam nie pojawiliśmy.

Mariuszek dostarczył w międzyczasie parę samochodów i ogłosił że w związku z tym iż ze wspólnikiem się nie dogaduje to otwiera swój własny komis. To był czas że na jego obrazie zaczęły pojawiać się rysy.

Przyszliśmy do niego kiedyś i mówimy "Mariuszek, miało być 10 samochodów za tydzień, minęły dwa tygodnie, gdzie te samochody?!". "Jadą z Francji, już dzwonię zapytać co się dzieje. Halo? No gdzie jesteście? A na granicy? OK to jutro będziecie? Pojutrze, ok! Będą pojutrze." Tydzień później pytamy "Mariuszek, co z tymi samochodami?" "A już są w Warszawie, jutro możemy podstawiać". Nigdy nie dojechały.

Zaprosił mnie kiedyś na jakieś pole koło Fortu Piontek, macha ręką dookoła i mówi "odtąd aż do lasu, wszystko moje".

Przyjechałem do nich do komisu, na stole stał olej spożywczy, w takim opakowaniu 0,5L a on mi go pokazuje i mówi "To z mojej tłoczni'.

Jeździł Porsche, mieszkał w wielkiej willi w Warszawie. Kiedyś przy mnie przychodzi do niego jego pracownik komisu i mówi "Panie Mariuszu, przyjechał właściciel tego Porsche" "Którego Porsche?" "No tego którym Pan jeździ". Mariuszek zrobił się czerwony jak pan Ziutek spod monopolowego w połowie miesięcznego maratonu, ale tematu nie skomentował. A ja już wtedy tylko się z niego śmiałem, nawet nie chciało mi się drążyć tematu.

Taki był skubany dobry, że jakbym na przykład sprawdził czyja ta ziemia co mi ręką machał i wyszłoby np. że to jakiejś babki, to by powiedział "No co ty myślisz że głupi jestem, nie mogę mieć wszystkiego na siebie, to moje ale zapisane na siostrę". Jakbym sprawdził że to nie jego siostra to by powiedział "No k⁎⁎wa, siostra stryjeczna!" i tak dalej i tak dalej. Nie było sensu w ogóle drążyć tematu. Jechał grubo, z wielkim przekonaniem a jak ktoś wytykał mu nieścisłości w ściemach to robił smutną minkę w stylu "zawiodłem się na tobie, nie sądziłem że mógłbyś mnie tak zranić".

Pewnego razu mówi żebym przyjechał, bo musi mi pokazać swoje najnowsze odkrycie marketingowe. Przyjechałem a tam przy bramie stoi taka wielka plastikowa palma podświetlana. Może kojarzycie, biały plastikowy pień co się świecił i liście. Całość z 4m wysoka. Mariuszek wyskakuje taki zadowolony i mówi "no i co i co? Za⁎⁎⁎⁎sty pomysł co? Te palmy to będą znakiem rozpoznawczym sieci moich komisów". Spojrzałem, uśmiechnąłem się i tylko pomyślałem "Oj Mariuszek Mariuszek, te palmy to idealny twój znak rozpoznawczy" :smiley:

Innego razu Mariuszek dzwoni z kolejną dobrą wiadomością: ma nowego wspólnika! Właściciela dużej dyskoteki w Warszawie. My w panikę. Kuźwa, może koleś ma jakieś koneksje w półświatku, Mariuszek pożyczy od niego kasę, nam sprzeda samochód, jemu nie odda działki, ten do nas przyjdzie, nasze jaja są niekompatybilne z akumulatorami samochodowymi, co robic!?

Głupio było kolesiowi powiedzieć "Nie wchodź w spółkę z Mariuszkiem bo to oszust" i tak by nie uwierzył. To był czas że zorientowaliśmy się już że to samo co nam mówił na początku, pewnie powiem temu od dyskoteki. Poprzedni wspólnicy, zazdrośni, torpedują, nie wierz im. Wymyśliłem więc że zrobimy listę zasad współpracy, którą Mariuszek będzie musiał przy wszystkich podpisać. Lista niby była OK, ale tak napisane jakby Mariuszek miał 7 lat. Już nie pamiętam szczegółów, ale było to mniej więcej tak "Jeśli Mariuszek chce siusiu, musi napisać maila z informacją co najmniej 24h wcześniej. Brak pisemnej informacji zwalnia nas z odpowiedzialności za zasikane rajtuzki Mariuszka".

Przyszli do nas cała ekipą, podpisali. Disco mafiozo patrzył się na nas jak na idiotów, my czuliśmy się jak idioci, ale jeśli czytaliście poprzednie części to wiecie że nie jest mi to obce uczucie i przywykłem.

Nasza współpraca w tym okresie już zanikała. Samochody Mariuszka były coraz gorsze, biznes z Discomanem się rozkręcał, postawili nowy wielki komis samochodowy. Biuro bylo dwupiętrowe z kontenerów, w środku wielka plazma, elektryczny kominek, kanapy ze skóry no i... palma. Palma też była. Bogactwo się wylewało, my tylko mogliśmy się tam przemykać, prawie nas pilnowali żebyśmy atramentu z kałamarza nie wypili.

Co to by była za historia bez zakończenia.

Nasza współpraca umarła śmiercią naturalną, a parę miesięcy zadzwoniła do mnie adwokat discomana czy mógłbym być świadkiem w sprawie o oszustwo :smiley: Poszedłem na policję, powiedziałem co wiedziałem, generalnie to staram się wiedzieć mało a myśleć jeszcze mniej, więc jakiś rewelacji nie miałem, ale podpytałem policjanta trochę o sprawę.

Okazało się że willa wynajmowana i z zajęciem komorniczym, porsche oczywiście żadne nie było jego, a modus operandi wyglądał mniej więcej tak: Mariuszek budował wokół siebie wizerunek bogatego biznesmena i szukał wspólników. I mówił tak "słuchaj, jest biznes, łatwy pieniądz, ja wkładam 2 mln, Ty wkładasz 2 mln i w rok zarobimy po pierwszym milionie a potem tylko lepiej." No i w sumie w połowie miał rację, tzn wspólnik wkładał 2 mln a Mariuszek wyciągał z tego milion dla siebie. Reszta na palmy i kominki :smiley:

Po tym komisie z kominkiem rozkręcili się jeszcze bardziej. A mianowicie kupili spółkę na NewConnect i wypuścili obligacje :smiley: których oczywiście później nie wykupili.

Co się z nimi dalej działo? Nie wiem, nie ma żadnych wieści w sieci ani wśród osób z którymi rozmawiałem. Być może ułożył sobie życie na nowo z kilkoma bańkami w kieszeni. A może siedzi... A może żyje dalej jak żył. Był niezłym kozakiem i teraz też jak kozak wchodzi w symbiozę z korzeniami jakiejś brzózki...

Pokaż więcej komentarzy (8)

Sum

w Hydepark

4piorunów

A tak na fali hejtu na policję to dodam, że antyperspirant wypytywał mnie, po co mi ostre narzędzie, czyli obcinacz do paznokci(taki bez pilniczka), w kieszeni.   

Lider0piorunów

@lIl przepraszam mam stare dane. W rozporządzeniu już ich nie ma. AAAAAle znalazłem takie coś i szczerze mówiąc trzecia pozycja jest zaskakująca.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Ciekawostki

271piorunów

Przekręty w bankowości

  

Nie prosiliście, ale macie. Za cholerę nie chce mi się pracować, a czuję wenę twórczą, więc opiszę jeszcze dziś rzutem na taśmę jak to się w bankowości robiło :smiley:

Rok to był chyba 2005, czy 2006, gdy szykując się do ślubu i kredytu na mieszkanie, stwierdziłem "Dość tego kombinowania ze starociami na Allegro, trzeba poszukać sobie normalnej i uczciwej pracy" I wiecie co debil pomyślał? Do banku! Uczciwa praca w banku LOL.

Akurat mój przyszły były wspólnik wyleciał z roboty za kombinowanie i stwierdziliśmy że razem pójdziemy do GetinBanku. Poszliśmy na rekrutacje, jego przyjęli, mnie nie. Nawet wiem dlaczego mnie nie przyjęli. Poległem na pytaniu:

* dlaczego chce Pan pracować w naszym banku?
* A ja debil odpowiedziałem zgodnie z prawdą: szykuję się do ślubu i kredytu na mieszkanie, szukam stabilnej pracy

Oczywiście prawidłowa odpowiedź była następująca: "jestem hungry kasy, za prowizje wcisnę matce kredyt z ubezpieczeniem i podwyższonym oprocentowaniem!". O, wtedy by mnie wzięli.

Minęło parę lat, kolega rozwijał się w bankowości, ja dalej swoje starocia obrabiałem, aż pewnego razu pijąc piwo w parku doszliśmy do wniosku "Te! Robimy razem byznes? Robimy! Ale co? Może kredyty? No! To za kredyty!". I zajęliśmy się kredytami.

Wynajęliśmy biuro w Panoramie, jednej z pierwszych galerii handlowych w Warszawie, ówcześnie już podupadającej ale adres robił wrażenie na klientach.

Ah, bym zapomniał napisać czemu kolega przestał pracować w banku :smiley: Oczywiście robili przekręty. Mieli w ofercie kredyt dla wybranych grup zawodowych, np lekarze, prawnicy. Na lepszej stopie procentowej. Było parcie na sprzedaż to aby klientów zachęcić lepszymi kredytami to nagle wszyscy byli prawnikami czy lekarzami :smiley: A dyplom? Gdzieś ksero zginęło 😉 No i nagle jak centrala zrobiła kontrolę to się okazało że taki przypadek że wszyscy klienci to prawnicy i lekarze a jeszcze większy przypadek że wszystkim kopie dyplomów zaginęły :smiley: Posypały się głowy łącznie z menadżerem placówki. Menadżer też była niezła, takie robili obroty że zarabiała kupę kasy - więc co zrobiła? Wzięła u siebie kredyt na mieszkanie i nowy samochód. Jak sprzedaż spadła i prowizji nie było to przestała płacić raty u swojego własnego pracodawcy :smiley:

No ale wracając do naszego biura. Biuro ładne, biurka też, tylko gdzie szukać kredytów? Nie było tak lekko.

Ja zająłem się kredytami na działalność, a kolega poszukiwał ludzi którzy by podsyłali chętnych na kredyty gotówkowe.

Takie wtedy w bankowości było parcie na wyniki, że potrafili obsługiwać przy podpisywaniu umowy klienta który ledwo na nogach stał taki pijany. W drzwiach się wy⁎⁎⁎⁎⁎olił, ale dalej "Szanowny Pan tu podpisze kredycik, dziękuję bardzo szanownemu panu!".

Kolega przy okazji korzystania z ksero, zapoznał się z pewnym panem z punktu ksero mieszczącego się w jednej z bardziej szemranych okolic Warszawy. Dziewczyna tego pana pracowała w DBanku i podsyłała klientów którzy u niej "nie przeszli". Było dobrze ale coś się pokłócili i współpraca się skończyła. Temat przejął pan z ksero. Ale tak jakoś coraz częściej słyszałem że nasi klienci wchodzą do banku sami, a wychodzą już w towarzystwie i w bransoletkach :smiley: Łapani na gorącym uczynku po podpisaniu umowy kredytu.

I pewnego dnia przychodzę do pracy, a tam przestraszona sekretarka i pan z policji z panem ze straży miejskiej (brak ludzi to jego wzięli do pomocy). I trzepią nam dokumentację. Kazali wyłączyć telefon, typowy kocioł, co wpadnie to już nie wyjdzie. Na szczęście mieliśmy osobne działalności z kolegą, więc mnie to nie dotyczyło.

W biurze mieliśmy taki mały kantorek dla szefów, pytam czy mogę pracować na komputerze. Oni że tak, ale zakaz korzystania z internetu. To sobie poszedłem do siebie, biurko kolegi naprzeciwko, patrzę a tam leży jego przenośny dysk twardy. Co on tam może mieć? To debil większy ode mnie, to może lepiej coś z tym zrobię. Panowie nie patrzyli to ja hyc! dysk sformatowałem.

Jak skończyli trzepanie w sali obsługi to przyszli do mnie. Pokazałem im co jest kolegi a co moje i mowie "a tu dysk kolegi ale pusty niech pan spojrzy". "A faktycznie, to nie bierzemy". No to ja dumny z siebie, mistrz szpiegostwa i intrygi.

Kolega nie przyszedł do pracy. O tym co działo się u niego to dowiedziałem się później jak pogadałem z jego dziewczyną, która też u nas pracowała.

Otóż o godzinie 6 rano kolega miał wjazd na chatę. Łącznie z psem rasy beagle o imieniu Krakers (dopiero później się zorientowaliśmy z tego żartu) który jak strzała poleciał w kącik gdzie kolega trzymał dragi. Wylądował w areszcie (kolega, nie Krakers. Krakers był good bojem).

Śmieszna akcja była bo ta jego dziewczyna przychodzi potem do mnie i pyta się "Natenczas, czemu jak policja weszła, to powiedzieli 'Dzien dobry panie Krzysztofie, a może panie Marku?". Ja poker face, bo wiedziałem że jak d⁎⁎y na lewo bajerował to mówił że nazywa się Marek :smiley: Miał telefon na podsłuchu, stąd też wiedzieli od razu żeby Krakersa wziąć bo umawiał się na kupno przez telefon.

A skąd w ogóle cała sprawa? Okazało się że pan z ksero miał dużo klientów i to takich których banki lubiły: rencistów i emerytów. Tylko że decyzje o przyznaniu renty czy emerytury to ten pan im wystawiał a nie ZUS :smiley: No i zrobiła się gruba sprawa.

Kolega w areszcie, mnie przesłuchali, zgodnie z prawdą nic nie wiedziałem. Ale po tygodniu dzwonią do mnie i mówią "Panie Wojski, niech pan przyjedzie, mamy list od kolegi z aresztu". Oooo pierwszy kontakt z kolegą, ciekawe co tam pisze.

Przyjechałem, dali list, poznałem charakter pisma, śladów łez nie było, czytam "Natenczas, dogadałem się z policją, będę zeznawał, daj im dysk twardy z mojego biurka, tam są moje zapiski o klientach." Przeczytałem, oni treść listu znali, spojrzałem w górę, zrobiłem się czerwony i dukam "No wiem pani ale ten dysk no to on tak że tak powiem uległ przypadkowemu sformatowaniu..."

Pani uśmiechnęła się pod nosem i mówi "Nie będzie dysku, kolega nie wyjdzie z aresztu".

To ja geniusz informatyki zaproponowałem, że obok naszego biura jest punkt z komputerami, na pewno dane odzyskają. Pojechali ze mną, jeden moim samochodem ze mną, babka drugim. Dojechaliśmy do biura, dysk znalazłem, w punkcie powiedzieli że jak kupie pendrive i zapłacę 300 zł to mi zrzucą to z dysku.

OK, siedzimy, czekamy, a koleś z obsługi tak się patrzy i patrzy na tą babkę z policji gospodarczej. patrzy i mówi "Ja panią skadś znam!". My z gliniarzem po sobie (byli po cywilu) to będzie dobre.

On jeszcze chwilę myśli i mówi "Już wiem! Pani mnie w banku aresztowała, jechaliśmy do mnie do domu na rewizję!" :grinning:

W trakcie mojego przesłuchania babka się mnie pyta o tego kolesia od ksero, czy go znałem. Mówię że raz go widziałem jak kserowaliśmy, że wiem że kolega z nim coś tam działa, że ma na imię Zdzisio itp.

A czy wiem jak Zdzisio ma na nazwisko?

Nie wiem.

Otóż on się nazywa .......... (jakieś nazwisko) - i patrzy na mnie z wyczekiwaniem, jakby miało to na mnie zrobić wrażenie.

No i? Nie kumam o co chodzi.

To rodzina tego ........... (ksywka) znanego gangstera.

Aaaaaa. No wie pani ja w branży nie jestem to celebrytów po nazwiskach nie znam :grinning:

Ale to stąd był podsłuch i cała gruba sprawa, zrobili z tego zorganizowaną grupę przestępczą, już nie pamiętam ale chyba u kogoś klamkę znaleźli to wyszła uzbrojona grupa przestępcza :smiley:

Kolega wyszedł z aresztu, było to prawie 15 lat temu. Do tej pory nie zapadł wyrok w sprawie pierwszej instancji :grinning: Wolne sądy :smiley:

A potem przyszedł rok 2008, wielki kryzys, banki na krawędzi upadku, skończyło się rozdawanie kredytów jak i nasz biznes. Zainwestowaliśmy więc w komis samochodowy, ale to już inna historia 😉

Osobistość0piorunów

@sebie_juki Teraz wystarczy sobie obejrzeć taki sklep, przeliczyć to i owo żeby zrozumieć skalę kosztów i dlaczego za całkiem spore pieniądze nie kupimy tam wcale wysokiej jakości.

Gx

Pokaż więcej komentarzy (25)

Fanatyk

w Ciekawostki

371piorunów

BIZNES DILDOSOWY :D

   

W ramach przenoszenia kontentu na hejto, podzielę się Wami swoją historią którą kiedyś opisywałem na wykop, o tym jak chciałem handlować dildosami :smiley:

Był rok 2009, sprzedałem udziały w spółce handlującej samochodami (za duże siedlisko przekrętu jak na mój gust, opiszę jeszcze Wam co tam się działo 😉 ), miałem trochę kasy więc postanowiłem w coś zainwestować. Pomysłu brak, ale akurat oglądaliśmy z żoną w nocy jakieś programy telewizyjne i bum! Bóg dał nam znak! Program o firmie co robi prezentacje artykułów erotycznych w domach, wraz z możliwością zakupu. Temat cipkowy zawsze był mi bliski, ale dotychczas hobbystycznie, możliwość wejścia (hehe) pełną parą jako profesjonalista? Jedyny problem, to jak się później nazwać? Cipkowy król czy Król cipek?

Jeśli jeszcze nie zauważyliście to ciągle się zapalam do nowych rzeczy i w przeciwieństwie do większości, zaczynam je realizować (z różnym skutkiem, zwykle na początku śmiesznym, a potem żenującym, ale to inna sprawa). Tak też było z cipkowym biznesem. Nie leżałem odłogiem tylko stanąłem (hehe) i wziąłem się do roboty. Generalnie wśród znajomych zawsze byłem uważany za seksualnie wyzwolonego (teraz już nie, teraz uważają że jestem starym zbokiem), więc nie miałem żadnych oporów.

Ale wiecie, oprócz tego że jestem debilem, to zawsze chciałem być w jakiś sposób wyjątkowym debilem. Więc i mój biznes musiał być wyjątkowy. Strategia mocno przemyślana: robimy firmę tylko dla kobiet, gadżety też takie wyjątkowe, subtelne, główny kolor fiolet królewski, kwiatki, żadnych wielkich realistycznych murzyńskich pał XXXL. Brakowało mi jeszcze bielizny i tak sobie myślę... Myślę... Wiem! Grubasy! Grube baby! W pierwszej chwili bueeee, bo grubasów nie lubię mimo że śmiesznie biegają, ale biznesowo? Może to jest to! Sexi bielizna dla grubasów! Tego nie ma. Zrobimy firmę przyjazną grubasom, będzie to dobrze wyglądało marketingowo, ruch body positive się budził, nie możesz pokonać wroga, przyłącz się do niego.

Tak więc kwiatki, dildosy i koronkowe namioty - to był mój biznes mix mający sprawić że już niedługo moje logo będzie wisiało na dachu firmowego wieżowca. Oczami wyobraźni widziałem się jako cipkowy Avon. Dziesiątki prezenterek robiących spotkania dla kobiet, towar schodzi jak świeże bułeczki, ja jestem cipkowym Królem (albo królem cipek, ostatecznie nigdy nie podjąłem decyzji, a potem się okazało że nawet dupnym królem nie zostałem...). Wyobraźcie sobie te emocje, ta kasa już na horyzoncie, ten splendor, człowiek czuje się wtedy jak na haju. Zjazd potem też jest dobry, ale do tego jeszcze dojdziemy. Na razie jeszcze żyłem emocjami, kasa była, plany były, endorfiny w c⁎⁎j!

Pierwsze co oczywiście trzeba zrobić to stronę i sklep internetowy. Sklep potrafiłem zrobić sam, doświadczenie w nazistowskich medalach się przydało. Grafikę tym razem zamówiłem profesjonalną, była naprawdę ładna.

Potem towar. Miało być ekskluzywnie i ładnie, więc poszło Lelo, cały ich asortyment ówczesny wszystko po 3-5 sztuk. Wiadomo! Baby się będą zabijały, a jak nie będzie towaru to nic nie sprzedam. Nie sprzedam, nie zarobię. Ergo bierzemy wszystko w dużej ilości, wątpliwości później.

Nawiązałem też kontakt z Shiri Zinn, brytyjską projektantką w tej branży. Bardzo drogie, albo bardzo ładne dildosy z kryształami, w szkle, jakieś futrzane ogony. Czad. Nawet zamówiłem w Playboyu artykuł o niej w ramach promocji. Daliśmy redaktorowi jednego dildosa z kocim ogonem i była krótka wzmianka o niej. O nas oczywiście nie, ale liczyłem że ktoś wpisze w google i trafi do mnie, bo tylko ja w Polsce to miałem. Zdjęcie poniżej, dalej mam parę kartonów tego :smiley:

Przy okazji z nią wyszedł mały zgrzyt bo w ferworze organizacji zarejestrowałem domenę shirizinn.pl bez konsultacji z nią. Byłem przekonany że muszę, bo zaraz mnie wszyscy wyprzedzą a to będzie mój hit sprzedażowy :smiley: Babka jak się dowiedziała to zjebała mnie równo, wtedy byłem w szoku, później dopiero zrozumiałem jakie to było słabe. Ale kupiłem od niej też cały asortyment wszystko po 2-3 sztuki. Poszło na to chyba z 15 tys zł :smiley: Sprzedałem może z dwa :grinning: bo cena była żeby był zarobek to 700-800 zł za sztukę. Rynek nie był na to gotowy, teraz też nie jest chyba 😉

No i bielizna... Wybór padł na amerykańską markę Dreamgirl. Jakoś tak przypadkiem trafiłem kolesia co miał tego mnóstwo, likwidował działalność i sprzedawał za pół ceny. Patrzyłem na niego i sobie myślałem "Hehe kolego, Ty upadasz bo nie umiesz tego sprzedawać, ja mam pomysła, zarobię na tym miliony, dawaj jeszcze parę tych przebieranek dla grubasów! namiot policjant? Masz więcej?", a tamten pewnie myślał "debil, no debil. Szybko dawaj kasę! Ekstra zniżka? Pewnie!". Nabrałem tego jak głupi, bo patrz wyżej, towar musi być. Jakoś do mego zakutego łba nie przyszła myśl że może jednak te seksi przebieranki dla grubasów to nie jest dobry pomysł. Sprzedało się wszystko w normalnych rozmiarach a dla grubasów zostało :smiley: Mam np. strój elfa XXL, wyobrażacie sobie takiego wielkiego grubego zielonego elfa z dziurą w kroku? To lepiej sobie nie wyobrażajcie bo ta myśl prześladuje mnie do dziś. Może to i lepiej dla ludzkości że to się nie sprzedawało.

Wiadomo że trochę może słabo wygląda jak facet próbuje coś wcisnąć kobiecie w tym biznesie (hehe), więc zrobiłem rekrutację na kierowniczkę działu sprzedaży. Szybko trafiła się dziewczyna która poczuła klimat, wcześniej pracowała w dziale sprzedaży luksusowych kosmetyków dla kobiet, zapaliła się równie jak ja, zaczęliśmy współpracę.

Jednocześnie robiliśmy rekrutacje na prezenterki, jak i prowadziliśmy działania promocyjne.

Jednym z takich działań była impreza w klubie w centrum Warszawy z okazji dnia kobiet. W klubie powiedzieli że jak kupimy drinki za X zł, to salę mamy gratis, więc zrobiliśmy drink powitalny gratis. Ulotki na mieście, plakaty rozklejone. Frekwencja dopisała. Sala była pełna. Z facetów byłem tylko ja i fotograf. Zaprosiliśmy jeszcze parę innych firm ze stoiskami, nasze dildosy pięknie stały 😉 Ja się wziąłem za przemowę, dziękowałem najważniejszym kobietom w moim życiu czyli mamie, żonie i córce - aż się wtedy wzruszyłem tymi podziękowaniami. Ciekawe jak to wypadło z zewnątrz, pewnie żałośnie jak zwykle.

Ale clou imprezy miał być pokaz seksi bielizny dla grubasów. Wyobraźcie sobie te grube "modelki" które wyglądały jakby wpierdoliły cztery normalne modelki i powiedziały "jestem gotowa na danie główne", ubrane w seksi stroje. Te siateczkowe to wyglądały jak wystawa szynek w mięsnym. Nie pamiętam już szczegółów, zbyt dużo wydałem na alkohol i psychoterapeutę aby do tego wracać. Generalnie brawa, jakie to odważne, jakie to potrzebne (tylko nie było kobiety co krzyczała U! T! S! w basenie z moczem.). Sprzedaż zerowa, koszty się nie zwróciły.

Zrobiliśmy też prezentację w kinie :smiley: Są takie Lejdis Night, film tylko dla pań a przed filmem pokaz. No i poszła jedna z prezetenterek z dildosami, prezentacja na wielkim ekranie (ale by wyglądał taki wielki murzyński dildos XXXL na takim ekranie, jakby miał z 30m! wooooow stracona okazja). Na sali była jedna pani co przyszła z córką 15 lat. Cały czas córce zasłaniała oczy :smiley: Ale nawet nie było z tego afery....

Robiliśmy również pokazy na panieńskich. To będzie historia chyba największego cringu w moim życiu. Aż jak to piszę to musze zablokować krzesło biurowe bo do tej pory mnie skręca z żenady. Generalnie to jakoś szło, bo dziewczyny płaciły za pokaz, w cenie był taki zestaw ślubny (naklejki na sutki, jakieś gadżeciki do zabawy, itp). Ale pewnego razu jak pracownica odbierała zamówienie to coś jej do głowy strzeliło i zapytała: "a ma byc prezenter czy prezenterka?". A one, nie wiem czego się spodziewały, PREZENTER! A jedynym facetem w firmie byłem ja...

Naprawdę nie wiem czego się spodziewały, może jakiegoś czipendejlsa, a dostały... mnie. Trochę ładniejszego od psiej kupy (ale nie tej białej, białe kupy to obecnie ultra rare, chad wśród kup. Z nimi sie nie równam). Nie mogłem odmówić bo jakby to wyglądało... Zgarnąłem pudła z gadżetami i poszedłem. Panieński był dla dziewczyn w wieku 17-19 lat bo panna młoda zaliczyła wpadkę. Na początku było nawet nieźle, później niektóre sobie popiły za mocno i zrobiły się obelżywe to uciekłem. Ale cringe w c⁎⁎j....

Generalnie firma w końcu upadła z powodu braku wystarczającej sprzedaży. Wszyscy mówili że to takie fajne i potrzebne, to mówimy "no to za tydzień u Ciebie? Zaproś znajome!" a oni "Nieee moi znajomi się tym nie interesują, dzięki". Lawina nie ruszyła. W UK firma co to robiła zarabiała miliony funtów miesięcznie, a ja co najwyżej funt kłaków.

No ale przynajmniej z jedną pracownicą się trochę bliżej zapoznałem i mam teraz co opowiadać :smiley:

Zwiedziłem też przy okazji imprezy fetyszowe i swingerskie w ramach poznawania rynku :smiley:

Możecie zagłosować nad tym co chcecie przeczytać w kolejnym odcinku, mam jeszcze trochę historii z mojej kariery zawodowej 😉

Kolejny odcinek zrobić o:

  • Przekręty na kredytach18% (168 głosów)
  • Przekręty w komisach samochodowych30% (287 głosów)
  • Nie pierdol, zrób rozdajo dildosa Shiri Zinn!33% (310 głosów)
  • Jak wyjechałem do UK bankrutować13% (126 głosów)
  • Pierwsze kroki w elektryce po powrocie do Polski7% (62 głosy)

953 głosów

Fanatyk0piorunów

@Apokamarancza ostatni, firma elektryczna już 5 lat działa i mam nadzieję że to już na dobre :smiley:

@Bukimi jedni patrzą na wygląd inni na turbo funkcje, raczej tych drugich więcej...

@pepies popyt był, ale pokryty przez sex shopy, w szczegolnosci internetowe. W niszy którą chciałem eksplorować popytu nie było, może potem babki kupowały te rzeczy przez internet... Ja miałem też sklep internetowy to sprzedaz byla mizerna...

@GetBetterSoon najwieksze ryzyko zrobienia biznes planu to konkluzja że biznes nie ma sensu, a przecież to taki za⁎⁎⁎⁎sty pomysł. Po co robić biznes plan 😉
Ale przy nowatorskich pomysłach biznesplan nie ma większego sensu, czy facebook robił biznes plan jak startował? Jeśli uruchamiasz nowy kanał sprzedaży i nie masz żadnego pojęcia jak to zadziała, jaka będzie możliwa sprzedaż, to czy jest sens robić biznes plan?

Pokaż więcej komentarzy (45)