Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#samoloty

GURU

w Wojsko i technika wojskowa

28piorunów

Dziś wybrałem dobry dzień by zjeść lunch na zewnątrz :smiley:

Kilkanaście tego przeleciało, plus kilka śmigłowców

Osobistość7piorunów

Próba generalna przed piątkiem.

p.s. Ktoś rozpoznaje maszyny? W środku oczywiście F-16, ale po bokach nie wiem. Obstawiałbym że Grippeny.

GURU2piorunów

@brain No ja wiem, codziennie obecnie przejeżdzam Wisłostradą. W piątek też będę, mnie to tak nie jara, ale mojego syna bardzo :smiley:

Lider9piorunów

@brain wydaje mi się że te po bokach to Saab JAS 39 Gripen

Pokaż więcej komentarzy (13)

Lider

w Hydepark

38piorunów

Cześć! Słyszeliście kiedyś o Blue Angels? To elitarna eskadra pokazowa Marynarki Wojennej USA, znana na całym świecie z niesamowitych akrobacji lotniczych. Oto kilka ciekawostek na ich temat:

Niesamowita precyzja: Ich znakiem rozpoznawczym są formacje, w których odległość między myśliwcami F/A-18 Super Hornet wynosi zaledwie 45 cm*!
Prawie gotowi do walki:* Samoloty, na których latają, to standardowe myśliwce bojowe. Usunięto z nich jedynie działko i dodano zbiornik na dym, aby tworzyć słynne białe smugi.
Długa historia:* Zespół istnieje od 1946 roku, co czyni go jedną z najstarszych formacji akrobacyjnych na świecie.
"Gruby Albert":* W pokazach bierze udział także samolot transportowy C-130J Super Hercules, pieszczotliwie nazywany "Grubym Albertem" (Fat Albert). On również wykonuje własne, imponujące manewry, często otwierając show.
Misja:* Ich głównym celem jest nie tylko dawanie spektakularnych pokazów, ale też reprezentowanie Marynarki Wojennej USA i zachęcanie do wstępowania w jej szeregi.

Osobistość2piorunów

Dodam że amerykańskie siły zbrojne mają 2 tego typu zespoły. Jeden to zaprezentowany wyżej Blue Angels należący do US Navy, a drugi to podległy siłom powietrznym Thunderbirds.
https://en.wikipedia.org/wiki/United_States_Air_Force_Thunderbirds

Zresztą polskie siły zbrojne też mają zespół Tiger Demo Team, który robi pokazy używając naszego F-16 :smiley: https://www.youtube.com/watch?v=A5tJkzLSPY4

Osobistość1piorunów

@rith Już nakręcili. Ten film wyszedł chyba 3 miesiące temu.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Hydepark

26piorunów

A tak wygląda przeciążenie 12G w wirówce... Zdecydowanie nie chciałbym tego spróbować.... :neutral_face:

Autorytet1piorunów

Powietrze to chyba pod ciśnieniem mu wtłaczają bo o oddychaniu raczej ciężko mówić?

Fanatyk1piorunów

@JanPapiez2 - nie wiem jak się to odbywa ale przy bezpiecznych przeciążeniach na rollercosterach jest ciężko oddychać, a co dopiero przy takimi dla człowieka ekstremalnym - bez względu czy tłoczą mu powietrze czy nie - to gość jest mega kozak.

Gruba ryba0piorunów

Dobry wariacik.
Normalny człowiek to po takim czymś by tydzień dochodził do siebie nie wspominając że po kilku sek by stracił przytomność

Pokaż więcej komentarzy (7)

Osobistość

w Hydepark

47piorunów

Hej Tomki i Kasie, oto 10  o lotnictwie

Cz. 2

Na  opowiadam o swojej (nadal trwającej) historii zostawania pilotem samolotu pasażerskiego. Znajdziecie tutaj mieszankę typowego bloga, ciekawostek o  i  oraz praktycznych informacji dla osób, które również chciałyby podjąć takie wyzwanie, np. ile to wszystko mnie kosztuje, a także ile trwa.

1. Urządzenia służące do regulacji ciśnienia w kabinie samolotu przeważnie włączane są jeszcze przed startem, żeby lepiej rozłożyć w czasie zmniejszanie się tego ciśnienia tak, aby było to mniej odczuwalne przez pasażerów. Dlatego pierwsze zmiany ciśnienia można odczuć już np. w chwili rozbiegu do startu, gdy samolot jeszcze znajduje się na ziemi.
2. Drzwi samolotu pasażerskiego zazwyczaj otwierają się w ten sposób, że w pierwszej kolejności muszą zostać choćby trochę wciągnięte do środka, a następnie dopiero obrócone. Wobec znacznie wyższego ciśnienia w środku względem zewnętrza, fakt ten w zasadzie uniemożliwia otwarcie drzwi podczas lotu, nawet na niewielkich wysokościach.
3. Jednym z głównych ograniczeń maksymalnej wysokości lotu danego samolotu jest jego wytrzymałość na różnicę ciśnień wewnętrznego i zewnętrznego. Nawet jeśli ten fizycznie dałby radę wzbić się wyżej.
4. Podobnie jak ma to miejsce w przypadku budownictwa, czy motoryzacji, w lotnictwie również istnieją standardy odnośnie do parametrów prądu stosowanego na starkach powietrznych. Samoloty pasażerskie używają prądu przemiennego o wartościach 115V i 400Hz oraz prądu stałego o napięciu 12 lub 24 V. Mniejsze samoloty zwykle mają jedynie instalację prądu stałego 12V lub 24V. @myoniwy zna nawet głębsze przyczyny takiej standaryzacji - kiedyś pisał.
5. Nos współczesnego samolotu pasażerskiego jest delikatny i wyprodukowany z tworzywa sztucznego. Wynika to z tego, że znajduje się w nim radar pogodowy. Trzeba bardzo uważać żeby nie używać go na ziemi, gdyż jest wysoce szkodliwy dla istot żywych.
6. Radar pogodowy ma za zadanie wysłać falę radiową o parametrach, które powodują odbicie od kropel wody i zarejestrować siłę tego odbicia oraz kierunek. Radar nie zauważy zjawisk, które nie wiążą się z opadem, natomiast to nie przeszkadza, ponieważ takie przeważnie nie są istotnym zagrożeniem (choć wyjątki istnieją - chmura pyłu wulkanicznego, turbulencja w śladzie aerodynamicznym, fala górska itd.).
7. Numery dróg startowych - najbardziej charakterystyczne oznaczenie - zależą od kierunku magnetycznego zaokrąglonego do najbliższej dziesiątki. I tak - droga startowa o numerze 33 może mieć kierunek magnetyczny od 325 do 334 stopni. To, w połączeniu z ciągłymi zmianami pola magnetycznego Ziemi, powoduje czasem konieczność zmiany kierunku drogi startowej. W Polsce mieliśmy w ostatnich latach trzy takie przypadki. W 2011 zmianie uległa numeracja dróg startowych lotniska Poznań Ławica i w Krzesinach, a nocą z 5 na 6 października 2022 roku trzeba było zmienić oznakowanie drogi startowej lotniska w Katowicach.
8. Do niedawna większość małych samolotów latała na paliwie AVGAS, które ma 100 oktanów, zawiera ołów i jest barwione na niebiesko. Od pewnego czasu wypierane jest przez benzynę 95, na której lata coraz więcej nowszych maszyn. Te już nie potrzebują w szczególności filmu ołowiowego na cylindrach. Teoretycznie stare silniki dało się zalewać benzyną 95, niemniej trzeba było raz na jakiś czas przerzucić się na AVGAS tak, aby odbudować film ołowiowy.
9. Jeżeli chodzi o oblodzenie to małe samoloty są najbardziej narażone na lód budujący się wewnątrz gaźnika, co ma miejsce wobec kondensacji pary wodnej przy zmniejszonym ciśnieniu występującym w tej części silnika. Rozrzedzenie powietrza skutkuje także obniżeniem się jego temperatury, stąd możliwa jest awaria nawet kiedy powietrze na zewnątrz jest cieplejsze od 0 stopni Celsjusza. Żeby temu zapobiegać, w czasie lotu stosuje się podgrzew gaźnika, który przeważnie wykorzystuje wysoką temperaturę spalin. Powoduje to zmniejszenie mocy silnika, więc należy podgrzew wyłączyć przed startem lub lądowaniem.
10. Teoretycznie prawo pozostawia przewoźnikom możliwość dopuszczenia palenia na pokładzie samolotu, ale wymaga to po pierwsze odpowiedniej procedury, zgody dowódcy statku powietrznego oraz nie może mieć to miejsca podczas czynności związanych z tankowaniem. W praktyce palić można czasem na pokładzie prywatnego odrzutowca. Mimo to, można zauważyć, że w samolotach nadal znajdują się popielniczki. Ich podstawowym zadaniem jest ugaszenie i przechowanie papierosa zapalonego nielegalnie. Coś w takiej sytuacji trzeba bowiem zrobić i musi być możliwość jego bezpiecznego zabezpieczenia.

Jak macie jakieś pytania w zakresie tych ciekawostek to do zobaczenia w komentarzach!

Lider4piorunów

ad.1 dlaczego pierwsze skutki zmian ciśnienia można już odczuć podczas rozbiegu? Ciśnienie w środku i na zewnątrz jest zbliżone

Osobistość4piorunów

@Rzeznik Przed startem samolot jest lekko "nadmuchiwany" dodatnim ciśnieniem żeby późniejszy jego spadek po rozpoczęciu wznoszenia był mniej gwałtownym przejściem na stronę ciśnień niższych od atmosferycznego, do których aktualnie pasażer jest przyzwyczajony. W ten sposób wykres zmiany ciśnienia w zależności od wysokości jest bardziej "gładki". Niektórzy (w tym ja) mogą odczuć to, że system już reguluje ciśnienie przed rozbiegiem, choć wstępnie jest to jego lekkie podniesienie przed rozpoczęciem obniżania. Kwestia przede wszystkim komfortu, ale ma to jeszcze inne plusy, jak np. lepsze uszczelnienie samolotu.

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Hydepark

10piorunów

Na kanale Mentour Pilot pojawił się film o pracowniku lotniska, który w 2018 r. wziął turbośmigłowego Bombardiera Q400, żeby sobie polatać. W czasie lotu nawet zrobił beczkę samolotem pasażerskim. W najniższym położeniu był ok. 3 metry nad wodą.
https://youtu.be/HCtfYF3ITGE

Gruba ryba9piorunów

@Nemrod pamiętam to jakby to było wczoraj, po⁎⁎⁎⁎na akcja. Plus, za to, że nie chciał nikomu krzywdy zrobić.
No i Bombardier dowiedział się, że można ich samolotem zrobić beczkę.

Gruba ryba1piorunów

"W najniższym położeniu był 3 metry nad wodą." naaaaaa. Powierzchnia nawet się nie ruszyła.

GURU0piorunów

@DirtDiver 10 ft. Czyli 3,05 m. Faktycznie, nie 3 metry. Z resztą kamera od razu poszła do góry, więc właściwie ciężko powiedzieć co woda na to.

Gruba ryba0piorunów

@Nemrod tak, typ wspomina o tym w pełnym filmie, ale tu masz z profilu fragment nad wodą https://youtu.be/pJ1eMfbvSHo?t=2286 i screen z najniższym położeniem + screen z wymiarami Bombardiera Q400 - czy to jest dla Ciebie 3 metry? :smiley:

I Can't Believe THIS Actually Happened!Auf YouTube findest du die angesagtesten Videos und Tracks. Außerdem kannst du eigene Inhalte hochladen und mit Freunden oder gleich der ganzen Welt teilen.YouTube
Pokaż więcej komentarzy (5)

Autorytet

w Dyskusje

2piorunów

Właśnie 2 silnikowy samolot z ogonem tankującym poleciał jakby na płn poleciał z myśliwcem za nim wie ktoś coś?

Kosmonauta0piorunów

Duży był? Wysoko leciał?

Autorytet0piorunów

@Legendary_Weaponsmith dość nisko jakby na 1-2km jakby malowany jak pasażerski a320 ale z ogonem do tankowania zdawało się. Leciał na północ jakby nad Halinowem (koło warszawy)

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Hydepark

67piorunów

Hej Tomki i Kasie, oto 10 o lotnictwie

Cz. 1

Na  opowiadam o swojej (nadal trwającej) historii zostawania pilotem samolotu pasażerskiego. Znajdziecie tutaj mieszankę typowego bloga, ciekawostek o  i  oraz praktycznych informacji dla osób, które również chciałyby podjąć takie wyzwanie, np. ile to wszystko mnie kosztuje, a także ile trwa.

1. Większość pilotów samolotów pasażerskich w Europie zatrudniona jest na b2b.
2. Pilot samolotu pasażerskiego może w ciągu roku wykonać nie więcej niż 1900 godzin pracy i 900 godzin samego lotu. W praktyce rzadko kto dobija do tych wartości. Zwykle rzeczywisty czas pracy mieści się w granicach 600-900 godzin, a lotu 500-750, tj. to taka praca "na pół etatu".
3. Wynagrodzenia pilotów przeważnie zależą od sumy dość niskiej podstawy i od liczby godzin spędzonych w powietrzu pomnożonej przez stawkę godzinową.
4. Powietrze, którym oddychamy w hermetyzowanym samolocie pochodzi z przedniej (ale wewnętrznej!) części silnika turboodrzutowego. Po jego pobraniu jest chłodzone, ponieważ wstępnie może mieć temperaturę 250 stopni Celsjusza, następnie kompresowane do wyższego ciśnienia, co powoduje ponowny wzrost temperatury i stąd zostaje ono znowu schłodzone. Ten proces wywołuje intensywną kondensację, więc powietrze musi być jeszcze osuszane. Dlatego pasażerom poleca się krople do oczu, a także z powyższych powodów jeśli ptak wpadnie do silnika to w samolocie czuć zapach smażonego kurczaka. Zużyte powietrze opuszcza samolot zaworem znajdującym się na dolnej części kadłuba. To ten zawór odpowiada za regulację ciśnienia w środku.
5. Uczucie spadania po krótkim czasie wznoszenia po starcie jest normalne i wynika w głównej mierze z ograniczeń antyhałasowych stawianych lotnictwu. Chodzi o to żeby samolot jak najszybciej znalazł się na wysokości około 1000-1500 stóp, czyli odpowiednio 300-450 metrów i przez to był cichszy nad terenami oddalonymi od lotniska. Wznoszenie w takim tempie nie jest już potem konieczne, a przydałaby się prędkość postępowa (do przodu), której nie da się rozwinąć inaczej niż przez zmniejszenie prędkości pionowej (w górę). Dlatego na powyższej wysokości redukuje się wznoszenie, a to powoduje wrażenie spadania, choć w rzeczywistości samolot ciągle ma dodatnią prędkość pionową.
6. Przednie szyby w samolocie nie mogą być wykonane w całości ze szkła ponieważ nie jest ono dostatecznie odporne na warunki panujące na zewnątrz. Mają zatem konstrukcję warstwową łączącą szkło z materiałami sztucznymi i warstwami grzewczymi. Te ostatnie są kluczowe i poza zapobieganiem osadzaniu się lodu mają nawet ważniejszą funkcję - nadają szybie elastyczności niezbędnej do wytrzymania zderzenia z ptakiem czy silnym opadem gradowym.
7. Piloci nie mogą latać w okularach korekcyjnych lub przeciwsłonecznych z polaryzacją ponieważ nie będą niczego widzieli na ekranach.
8. Z uwagi na brak fizycznego połączenia sterów z powierzchniami sterowymi w najnowocześniejszych samolotach potrzebne jest montowanie siłowników wiernie udających opory na sterach tak żeby lepiej "czuć" samolot.
9. Podobnie jak ma to miejsce w przypadku statków, samoloty posiadają czerwone światło nawigacyjne po lewej stronie i zielone po prawej. Montuje się je na końcach skrzydeł. W ten sposób, przy słabszej widoczności lub w nocy można ocenić to, jak inny samolot jest ustawiony względem nas.
10. Łopatki turbiny silnika turboodrzutowego wykonane są z metalu o strukturze pojedynczego kryształu. Hoduje się całą łopatkę trochę tak, jak się hodowało kryształy soli na przyrce. Muszą wytrzymać ogromne temperatury, ciśnienia i przeciążenia. Chłodzi się je powietrzem pochodzącym z przedniej części silnika (zob. ciekawostka nr 4 - ale tamto powietrze pochodzi z odrobinę wcześniejszej części silnika), a to powietrze chłodzące ma temperaturę... 500-800 stopni Celsjusza (sic!). To i tak dużo mniej niż 1400-2000 stopni panujące w turbinie. Bez tego łopatki stopiłyby się lub zdeformowały.

Jak macie jakieś pytania w zakresie tych ciekawostek to do zobaczenia w komentarzach!

Kosmonauta4piorunów

@PositiveRate ad 9. Sam zacząłem używać podobnego systemu budując rakiety, a raczej statki kosmiczne w KSP.

O wiele łatwiej zadokować dwa statki po ciemnej stronie planety, jeżeli wiemy w którą stronę są skierowane.

GURU1piorunów

@PositiveRate Na ile starczają łopatki? :smiley:

Osobistość8piorunów

@Opornik dobre pytanie, ale pełna odpowiedź wymagałaby naprawdę długiego tekstu oraz uzupełnienia przeze mnie wiedzy o tę, którą dysponują mechanicy i inżynierowie. W każdym razie, z tego co wiem, starczają na dziesiątki tysięcy godzin lotu, choć właściwszym parametrem jest liczenie liczby operacji. To znaczy, że rozpędzenie łopatki, rozgrzanie jej, a następnie spowolnienie i schłodzenie ma na nią teoretycznie większy wpływ niż sam czas jej stabilnej pracy. Istotne jest to, że turbina ma kilka stopni, więc jest tam wewnątrz kilka "kół", na których się obracają i w ten sposób łopatki pracujące na kole bliżej komory spalania są poddawane trudniejszym warunkom niż te z późniejszych stopni turbiny. Łopatki regularnie się monitoruje pod kątem deformacji i jeśli konkretna przekroczy odpowiednie parametry przed planowanym zużyciem (nadal bezpieczne, ale już sygnalizujące zmęczenie) to się ją po prostu wymienia. Łopatki montuje się każdą osobno na haki, co umożliwia demontaż tylko jednej, a nadto też umożliwia ekspansję termiczną. To właśnie ten fakt powoduje, że jeśli silnik jest wyłączony i obraca się powoli np. pod wpływem wiatru lub pociągnięcia ręką, to słychać "cykanie", które właśnie jest efektem luzów pomiędzy nierozgrzanymi łopatkami. Temat jest bardzo szeroki, ponieważ nawet nie dotykam różnic w przypadku poszczególnych modeli chłodzenia łopatek, czy ringów, którymi poszczególne stopnie turbiny są otoczone, które to też się rozszerzają w kontrolowany sposób tak, żeby nie powstały istotne szczeliny pomiędzy końcem łopatki i ścianami wewnętrznymi silnika. Poza obracającymi się łopatkami mamy jeszcze statyczne (stators), które zmieniają przepływ powietrza i "przygotowują" strumień do odpowiedniego trafienia do kolejnego stopnia sprężania. To też wygląda jak koło z łopatkami, ale się nie obraca i też wymaga wymiany. Do tego dochodzi w ogóle rozróżnienie pomiędzy turbinami osiowymi i odśrodkowymi, ale domyślam się, że nie pytasz o nic innego niż typowy samolot pasażerski. To wszystko ma wpływ na to co Cię zainteresowało. Przesyłam w załączeniu zdjęcie łopatek. Warto zwróćić uwagę na to, że na łopatkach widać dziurki i to one odpowiadają za chłodzenie. Mam nadzieję, że nie zakręciłem za bardzo.

EDIT: A dodam jeszcze, że łopatki to są takie małe skrzydła i mają bardzo ściśle określone takie parametry jak kąt natarcia, opór, ciąg itd. Dlatego musi na nie padać ściśle określony strumień powietrza, gdyż nie można ich inaczej ustawić w czasie lotu żeby osiągnąć określone parametry (piszę tylko o turbinie, nie o kompresorze), tak jak to ma miejsce w przypadku skrzydeł samolotu. Za dużo siły nośnej? Można zmniejszyć kąt natarcia i się nie wznosimy. Za mało? Podciągamy samolot w górę. Tutaj tak to nie działa. Problem w tym, że powietrze na zewnątrz nie jest zawsze takie samo, stąd w sprzyjających warunkach kompresor lub turbina mogą ulec przeciągnięciu (jak skrzydło) i wtedy jest klops. Poniżej video z takiej sytuacji:

https://www.youtube.com/shorts/ujhn27403pE

Wtedy łopatki mogą potrzebować szybszej wymiany 😉

compressor stall In airplaneYouTube
Osobistość0piorunów

@Opornik wołam jeszcze raz bo zrobiłem edita.

GURU0piorunów

@PositiveRate Nie boisz się że z czasem ta praca zrobi się bardzo monotonna? Przyjaciel ojca jest pilotem, ma złotą odznakę szybowcową itd, ale on lata tylko małymi, mówił mi że nie chciał pasażerskimi. :smiley:

Osobistość1piorunów

@Opornik co mam powiedzieć - lubię samoloty 😉 Nie martwię się tym teraz.

Gruba ryba2piorunów

@PositiveRate

Jak turbina zła, to robi "pfur pfur". Compressor stall jest niejako wpisany w teorię silnika turboodrzutowego i są one tak projektowane, żeby te zjawisko wytrzymać. Zresztą zdarza się relatywnie rzadko.

Natomiast problemem w przypadku turbowentylatora, a takie silniki są w "pasażerach", jest to, że nawet do 60% ciągu idzie z wentlatora (kompresora wstępnego, tego dużego), a nie z odrzutu gazów spalinowych. W związku z tym każda utrata ciągu na wentylatorze jest dużo bardziej odczuwalna niż przy klasycznym silniku turboodrzutowym. W zasadzie stall w turboodrzutowym to ciężko zrobić, trzeba naprawdę gwałtownie zerwać przepływ (np. wynalazki typu F-117 i B-2 były/są bardzo na to podatne ze względu na wloty powietrza na górnej powierzchni skrzydeł), a wentylatorowi dużo do szczęścia nie potrzeba, stąd np. między innymi takie restrykcyjne "flight envelope" dla płatowców pasażerskich - nie tyle chodzi o wytrzymałość konstrukcji, tylko żeby przepływu nie zerwać do silników (i na płacie oczywiście też).

Ale po co to pilotowi wiedzieć, to niedobra jest. 😁

@Opornik zależy czy oryginał czy zamienniki 😁

Osobistość0piorunów

@kitty95 Ty, no ale przedłużony stall może uszkodzić silnik.

Gruba ryba1piorunów

@PositiveRate oczywiście, nic nie jest niezniszczalne.

Powiem więcej, w specyficznych warunkach nawet jedno "pierdyknięcie" ciśnienia może zmienić geometrię łopatek i spowodować lawinowe uszkodzenia, do dezintegracji turbiny włącznie.

Ale co do zasady konstrukcyjnie jest "zapas" na takie rzeczy.

Tu dużo też od FADECA zależy. Co zarejestruje, co zrobi z silnikiem, diagnostyka, jakie info pilotowi poda. Kiedyś trochę zgłębiałem temat i jest baaaardzo dużo zmiennych.

Osobistość1piorunów

@kitty95 Właśnie o takie rzeczy mi chodziło, że to ma wpływ na żywotność. Zakładam, że pojedynczy stall może znacznie przyspieszyć przekroczenie parametrów kwalifikujących do wymiany (w trybie on condition) nawet jeśli od razu łopatka nie będzie musiała być wymieniona.

Pokaż więcej komentarzy (31)

GURU

w Hydepark

34piorunów

Nowy Airbus A321XLR Iberii o numerze seryjnym MSN 12375 i rejestracji EC-OOJ został poważnie uszkodzony po zderzeniu z dużym ptakiem krótko po starcie z madryckiego lotniska Barajas wczoraj po południu. Samolot wykonywał rejs IB579 do Paryża-Orly. W wyniku uderzenia na wysokości około 7000 stóp doszło do poważnego uszkodzenia przedniej części kadłuba oraz zassania ptaka przez lewy silnik maszyny. Załoga natychmiast przerwała wznoszenie i podjęła decyzję o powrocie do Madrytu. Lądowanie na pasie 32L odbyło się bez komplikacji około 25 minut po starcie. Samolot zatrzymał się na drodze startowej i został następnie odholowany. Nikt z pasażerów ani załogi nie ucierpiał, ale rejs został odwołany. Iberia zmieniła rezerwacje podróżnych na inne połączenia.

Gruba ryba0piorunów

To był chyba jakiś pterodaktyl.

Gruba ryba0piorunów

@Pawel45030 Ten gołąb miał kask?

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Hydepark

9piorunów

Kurde, trochę się ten kryzys z GTFami przedłużył, myślałem że już po zamiatane a tu dalej uziemione:

•Rodzina A320neo: 592 maszyny, w tym aż 44 samoloty Wizzaira co jest 20 proc. floty
• Rodzina A220: 75 samolotów na ziemi
• Rodzina E‑Jetów E2: 32 uziemione maszyny

Dla przypomnienia, jak się zamawia A320neo to można wybrać z pośród swych silników, albo GTF albo CFM, przy wyborze b737 MAX tylko CFM.


https://www.rynek-lotniczy.pl/wiadomosci/28-proc-swiatowej-floty-z-silnikami-pratt--whitney-gtf-uziemione--24881.html

Fanatyk2piorunów

Za to RR po tych informacjach skoczyło do góry

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Hydepark

62piorunów

Ostatnio wrzucałem krótkie posty informujące o przebiegu mojego szkolenia symulatorowego, które odbywałem w warszawskiej siedzibie LOT. Na razie wzbudziłem tym faktem przede wszystkim sentyment @bojowonastawionaowca, natomiast chciałbym przekuć powyższe w jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze opowiem trochę więcej o samym szkoleniu i wykorzystam tę okazję do krótkich refleksji na temat cudu jakim jest autopilot i przyszłych możliwości zastąpienia przez niego załóg stworzonych z mięsa.

Na opowiadam o swojej (nadal trwającej) historii zostawania pilotem samolotu pasażerskiego. Znajdziecie tutaj mieszankę typowego bloga, ciekawostek o i oraz praktycznych informacji dla osób, które również chciałyby podjąć takie wyzwanie, np. ile to wszystko mnie kosztuje, a także ile trwa.

W ostatnim czasie złożyłem 11 około pięciogodzinnych wizyt na symulatorze ALSIM, który znajduje się w siedzibie głównej LOT – budynku zaprojektowanym przez wybitnego polskiego architekta Stefana Kuryłowicza. Pana profesora nie ma już z nami, gdyż zginął w 2011 roku u wybrzeży Hiszpanii, gdzie zginął na pokładzie pilotowanego przez siebie Cirrusa SR22 Turbo. Pogoda zabiła wówczas trzy osoby, będące na pokładach dwóch podobnych samolotów. Pasja architekta do awiacji zabrała mu życie, ale dała też nam wszystkim popisowy gmach – na każdym kroku przypominający o pięknie lotnictwa – który warto odwiedzić. Znajduje się tam nie tylko wiele ciekawych detali architektonicznych nawiązujących do samolotów, ale także małe muzeum historii PLL LOT.

Symulator ALSIM to urządzenie o wielu twarzach. Pozwala na odzwierciedlenie różnych rodzajów samolotów, tj. m.in. średniej wielkości maszyny pasażerskiej o napędzie turboodrzutowym, czy dwusilnikowego samolotu tłokowego ze zmiennym skokiem śmigła i chowanym podwoziem – rodzaju zwanego potocznie w środowisku, ale nie do końca poprawnie – Complex (samoloty skomplikowane technicznie), bądź takiej typowej „awionetki” z jedną jednostką napędową. Przeobrażenie jednego kokpitu w drugi, czy trzeci jest dość proste i wymaga jedynie szybkich modyfikacji m.in. wymiany modułu przepustnicy, która trwa kilkadziesiąt sekund. Symulator nie odzwierciedla konkretnych modeli statków powietrznych, lecz raczej ich rodzaje. Obecnie LOT szkoli na nim pilotów do uprawnień PPL (Private Pilot Licence – z ang. Licencja Pilota Turystycznego, CPL (Commercial Pilot Licence – z ang. Licencja Pilota Zawodowego), IR/ME (Instrument Rating/Multi Engine – uprawnienie do lotów z wykorzystaniem przyrządów na samolocie wielosilnikowym), MCC (Multi Crew Cooperation – uprawnienie do lotów w załodze wieloosobowej) oraz JOC (Jet Orientation Course – kurs z podstaw latania samolotami z napędem turboodrzutowym). ALSIM bywa wykorzystywany też w celach rekreacyjnych, m.in. dla mechaników lotniczych, kontrolerów ruchu lotniczego, informatorów służby informacji powietrznej i in. aby pokazać im na czym w zasadzie polega latanie samolotem.

Jak mówiłem – ostatnimi czasy „latałem na nim” 11 razy, choć nie była to moja pierwsza z nim styczność. Po raz pierwszy korzystałem z bliźniaczego urządzenia w 2011 roku właśnie dla rozrywki, w ramach otrzymanego w prezencie vouchera, z tym że miało to miejsce na warszawskim Ursynowie w szkole Silvair. Po raz drugi – również w Silvair – jako uczestnik innego kursu lotniczego miałem swoje pięć minut na ALSIM w roku 2015. Trzeci raz – już w siedzibie LOT – w roku 2018, gdy cały nasz kurs teoretyczny do licencji PPL został zabrany na symulator celem pokazania podstaw awiacji. Tym razem miałem przyjemność odbyć jeden lot w ramach kursu do licencji zawodowej CPL oraz 10 w ramach kursu na uprawnienie do latania w oparciu jedynie o przyrządy.

Wszystkie loty z tego lata zostały wykonane na ALSIM skonfigurowanym do symulacji samolotu dwusilnikowego o napędzie tłokowym ze zmiennym skokiem śmigła oraz chowanym podwoziem. Przykładem takiej maszyny jest Tecnam P2006, których kilka wchodzi do floty szkoły LOT. Dotychczas pilotowałem taki prawdziwy przez około 10 godzin. Moim instruktorem na ALSIM był czynny pierwszy oficer LOT, który na co dzień lata maszynami z rodziny Embraer.

Pierwsze godziny to była szybka powtórka pilotażu takim samolotem, ze szczególnym naciskiem na jego zachowanie w niestandardowych położeniach takich jak korkociąg, różne przeciągnięcia, spirala śmierci itd. Następnie wykonywałem liczne manewry typowe dla lotów w oparciu o przyrządy, tj. holdingi (procedura oczekiwania w powietrzu), zakręty proceduralne, przechwytywanie radiali różnych radiolatarni, arc DME, lądowania w oparciu o nazjemne pomoce VOR, NDB, ILS z circlingiem i bez, podejścia RNP itd. Wykonywałem także doloty proceduralne STAR oraz odloty proceduralne SID. W dużym skrócie – ćwiczyłem poszczególne manewry, z których składa się lot wykonywany w oparciu jedynie o przyrządy nawigacyjne. Nie dało się nic „podejrzeć” za oknem, ponieważ przez większość czasu latałem w chmurach o niskich podstawach i godzinami patrzyłem w biel rozpostartą na szybach. Po niedługim czasie instruktor dołożył wiatr, deszcz oraz ciągle trwającą turbulencję, co dodatkowo komplikowało całość. Ostatnich kilka sesji to już były przeloty, tzn. musiałem uruchomić samolot, zakołować do drogi startowej, polecieć na drugie lotnisko, wylądować i wyłączyć maszynę. W ten sposób odbyłem wirtualną podróż pomiędzy Lublinem i Warszawą Okęciem, Ljubljaną i Zagrzebiem, Kefalonią oraz Zakinthos, a także wykonałem lot z Krakowa do Rzeszowa. Ostatnia sesja to był wewnętrzny egzamin, polegający na przedostaniu się z Piotrkowa Trybunalskiego do Łodzi, co paradoksalnie było zadaniem najbardziej wymagającym. W trakcie wszystkich tych przelotów występowały sytuacje awaryjne, tj. w szczególności utrata jednego z silników, czy niektórych przyrządów, bądź GPS jamming i spoofing.

Przed każdą sesją musiałem ułożyć plan lotu, zaplanować paliwo oraz wyważyć samolot, a także przestudiować mapy i procedury. Zgromadzoną dokumentację zabierałem na symulator, gdzie wraz z instruktorem omawialiśmy najbliższych około 5 godzin latania. Następnie zasiadałem za sterami i przygotowywałem samolot do lotu, uruchamiając niezbędne urządzenia i systemy, czy wpisując trasę do komputera pokładowego FMS. Odsłuchiwałem informację pogodową ATIS, robiłem briefingi, nawiązywałem łączność z kontrolą ruchu lotniczego, uruchamiałem silniki, kołowałem itd. Wszystko musiało opierać się o procedury wewnętrzne LOT oraz o przepisy ogólne.

Wyzwaniem było połączenie tego wszystkiego w spójną całość. Chodziło o to, żeby cały lot wykonany był sprawnie, poprawnie technicznie i proceduralnie, a także zgodnie z prawem. Nie pomagał fakt częstych awarii, braku jakiejkolwiek widzialności, do czego jestem nieprzyzwyczajony, a także ciągła walka z wiatrem, turbulencją oraz zmęczeniem. Naprawdę niełatwo jest prowadzić łączność, nawigację i pilotaż za jednym zamachem w takich warunkach. Kilka sekund pochłonięcia ustawianiem urządzeń może prowadzić w takich warunkach do niezauważonej zmiany wysokości, odstępstwa od właściwej prędkości, czy nieplanowanego zakrętu. Skupienie się zaś na walce z turbulencją może skutkować niezamierzonym odstępstwem od trasy, czy zapomnieniem o obowiązkowym meldunku w stronę kontroli ruchu lotniczego. Obowiązkowy briefing przed lądowaniem trwa około dwóch minut i łatwo w tym czasie zagapić się z podjęciem na czas jakiejś procedury. Do zrobienia jest bardzo dużo naraz. Skondensowanie tych czynności na krótkiej trasie pomiędzy Piotrkowem Trybunalskim i Łodzią to już spore wyzwanie dla osoby niewprawnej i dlatego ostatni lot poczytuję za najtrudniejszy.

Wobec tego, że takie właśnie wyzwania spotykały na co dzień załogi latające, pojawiły się pomysły na odciążenie pilotów, co podyktowane było nie tyle co względami humanitarnymi, co raczej ekonomicznymi. Im dłużej jeden pilot może wykonywać czynności lotnicze, tym rzadziej musi być zmieniany. Paradoksalnie najprostsze było uwolnienie lotników od konieczności ciągłego trzymania samolotu „w rękach”, co spowodowało dynamiczny rozwój systemów automatyzacji lotu – autopilota i autothrottle (zarządzającego pracą przepustnicy). Łatwiej jest bowiem zautomatyzować powtarzalne czynności, niż wyręczać człowieka w myśleniu – w szczególności abstrakcyjnym.

Początkowo systemy te były dość proste i potrafiły jedynie utrzymywać zadaną wysokość i kierunek, co i tak stanowiło znaczny postęp w zakresie odciążenia załogi oraz idącej za tym minimalizacji zmęczenia. Z czasem inżynierowie nauczyli te systemy wykonywać coraz bardziej złożone manewry i procedury, z podejściem do lądowania włącznie. Obecnie samoloty pasażerskie potrafią samodzielnie wylądować, a nawet mamy za sobą pierwsze próby startów. Lot automatyczny przeważnie zaczyna się niedługo po starcie i kończy się na prostej do lądowania, a sam ten manewr jest już zwykle przeprowadzany ręcznie. W międzyczasie lotu następują liczne zmiany trybów i ustawień automatyzacji, co leży w gestii pilotów, gdyż nie wystarczy tych systemów jedynie włączyć. Paradoksalnie ich obsługa to złożone zadanie oraz wymaga bardzo dobrej świadomości tego, co w najbliższej przyszłości maszyna „zrobi” oraz na podstawie jakich danych i parametrów.

W trakcie szkolenia nie mogłem nawet dotykać panelu autopilota, choć z pewnością dalece ułatwiłby mi zadanie, a po sesji nie byłbym tak bardzo zmęczony. Nie wyręczyłby mnie jednak z myślenia, planowania, komunikacji i nadzoru nad przebiegiem lotu, co jest właśnie najtrudniejsze, jako że w przeciwieństwie do utrzymywania kursu i wysokości, te zadania istotnie zmieniają się z każdą operacją oraz wymagają myślenia abstrakcyjnego oraz brania pod uwagę wielu czynników.

Autopilot nie zastąpi załóg jeszcze przez wiele lat. Na razie potrafi on wiele, niemniej znaczna część procedur awaryjnych wymaga jego wyłączenia w pierwszym kroku checklisty, ponieważ nie umie on pilotować maszyną ze zdegradowanymi kluczowymi funkcjami (np. w razie utraty silnika). Autopilot nie myśli też o takich rzeczach jak możliwość wystąpienia turbulencji w danych warunkach pogodowych, konieczność omijania chmur burzowych, pilnowanie oblodzenia, czy masy i wyważenia statku powietrznego. Nie wie co to inwersja temperatury, że za pasmem górskim może wystąpić bardzo silna „fala” i turbulencja, czy że w razie zablokowania przyrządów pomiarowych należy ignorować niektóre ich wskazania. Obce są mu pojęcia gradu, „cienia” na radarze pogodowym za dużą chmurą, pęknięcia opony, przegrzania hamulców, czy pożaru. Nie umie on nadawać priorytetów i zwyczajnie „dokończy lot” z chorym pasażerem na pokładzie, zamiast ratować jego życie. Lądowanie na rzece Hudson, czy takie wykonane przez Kapitana Wronę, bądź przez pilotów „Szybowca z Gimli” to dla automatu zupełna abstrakcja. Abstrakcją zaś nie są zaś katastrofy Boeinga 737 w wersji MAX, u przyczyn których leżały właśnie błędy automatyzacji.

Być może trwają gdzieś bardziej zaawansowane badania nad skonstruowaniem urządzenia, które jednak wejdzie w buty pilotów, niemniej nie będzie to autopilot w dzisiejszym sensie, lecz coś pokroju HAL 9000 z Odysei Kosmicznej 2002. W branży, która podlega tak ścisłym regulacjom i certyfikacjom, że do niedawna powszechnie używano w niej dyskietek, nie słychać jednak realnych takich planów, a jedynie pewne „buzzwordy”. Trzeba mieć świadomość, że dopuszczenie takiego systemu do działalności operacyjnej to monstrualny koszt oraz ryzyko. Jeszcze długo – moim zdaniem – taniej będzie po prostu szkolić kolejne zastępy takich jak ja, a oszczędności szukać w stosowaniu coraz to lepszych materiałów oraz rozwiązań inżynieryjnych poprawiających sprawność silników, czy zmniejszających opór aerodynamiczny. W mojej ocenie długo też nie uda się przekonać opinii publicznej do kupna biletu na pokład samolotu, którym nie będzie sterował człowiek.

A co o tym wszystkim myślicie?

Zdjęcia:
1.     Symulator ALSIM w LOT,
2.     Symulator ALSIM w LOT, zbliżenie,
3.     SP-LFA – Tecnam P2006,
4.     Przykładowa mapa podejścia do lądowania.

GURU17piorunów

@PositiveRate Kiedyś będzie taki zestaw automatów, zastępujący pilotów. Już są, w autonomicznych statkach powietrznych, ale ich nie dotyczą, wspomniane przez Ciebie, ścisłe regulacje. Poza tym, to musi być zestaw modeli, nie pojedyńczy model, z bardzo prostego powodu - trzeba połączyć drzewa decyzyjne z wnioskowaniem statystycznym. Wbrew pozorom, to nietrywialne.
Jednak, w ruchu lotniczym, pełna automatyka może zawitać prędzej, niż w lądowym. W lotnictwie, są dwie fazy krytyczne lotu - start i lądowanie - które wymagają niezwykle szybkiego i jednoznacznego przetwarzania. W ruchu lądowym po drogach, cały czas jest faza krytyczna.
Co do ludzi - są autonomiczne linie metra, są częściowo autonomiczne inne pociągi. Kolej jest najbardziej bezpiecznym miejscem, by zacząć. Samochody autonomiczne również już jeżdżą, ale jest z nimi sporo problemów, które powstrzymują adopcję tego rozwiązania (właśnie przez permanentny stan krytyczny i związane z tym wymogi przetwarzania danych).
Jest sporo więcej kwestii, które można tutaj poruszyć, ale to się stanie. I to niedługo - dekada, maks dwie.

Osobistość7piorunów

@ataxbras no teoretycznie pewnie kiedyś tak będzie, natomiast nie zgodzę się z przedstawianą przez Ciebie perspektywą czasową. A380, A220, czy HondaJet (żeby nie było tak wszystko z jednej mańki) to wszystko projekty, które od fazy koncepcyjnej do pierwszych dostaw, trwały około 15-17 lat. Wyłączając etap koncepcyjny, tylko już inżynieryjny, zakończony pierwszymi dostawami, były to odpowiednio 12 lat dla A220, 11 dla A380 i 12 lat dla HondaJet. A mówimy tu o zaprojektowaniu samolotu bez tak przełomowych zmian, jak wyłączenie żywej załogi. Nawet przejście z serii Classic do Next Generation w przypadku 737 zajęło 5 lat. A MAX do dzisiaj się Boeingowi odbija czkawką, pomimo tego, że to była tylko nowa generacja, a nie coś zupełnie nowatorskiego. Co więcej - właśnie w serii MAX miałeś efekt pośpiechu w postaci MCAS, czyli automatyzacji jedynie stabilizatora.

Zacznijmy od tego, że nie istnieje żadna podstawa legislacyjna do wprowadzenia takich rozwiązań. Z wiedzy mi posiadanej - a jestem współtwórcą polskich uregulowań prawnych w zakresie prawa dronowego - nie mamy obecnie w Unii Europejskiej nawet planów na to żeby umożliwić operacje samolotów podpadających pod CS-25, które miałyby wykonywać autonomiczne loty. Wszystkie takie dywagacje to właśnie buzzwordy, o których pisałem, ponieważ to jest aktualnie niedopuszczalne i prędko to się nie zmieni. Biorąc pod uwagę tempo zmian prawa, odpowiednie przepisy zostałyby wprowadzone nie wcześniej niż za 5-8 lat od teraz, pod warunkiem tego, że prace zostaną podjęte teraz. Idąc dalej - trzeba przewidzieć czas na prace projektowe, które gdyby nawet potrwały tyle, co w przypadku samolotów, o których pisałem wyżej - to potrwałoby to kolejnych co najmniej 10-15 lat do pierwszych dostaw.

Biorąc pod uwagę żywotność statków powietrznych wynoszącą dobrych 30 lat, jestem zdania, że nawet jeśli za 20 lat pojawiłby się autonomiczny samolot - to zanim wyprze załogowe, minie kolejnych kilkadziesiąt lat.

Aktualnie mamy na świecie problemy z uregulowaniem lotów dronów dostarczających pizzę. Nie możemy od lat zrealizować projektu autonomicznych kołowań. Do zastąpienia A320/737 samolotami bezzałogowymi nawet nie mamy co podchodzić. A nawet jeśli - koszt zaoszczędzony na załogi byłby zbyt małym "benefitem".

Jestem zdania, że to kiedyś nastąpi, ale perspektywa 10-20 lat jest zbyt krótka. Pamiętam jak 10 lat temu mówiono o tym, że zastąpimy komunikację głosową za pomocą CPDLC i ACARS. Gdzie jesteśmy teraz? No właśnie.

Poza tym - start i lądowanie to są fazy krytyczne ale z perspektywy samego pilotażu. Z perspektywy zastąpienia pilotów krytyczne są fazy poprzedzające start i poprzedzające lądowanie. Same te manewry są bowiem wykonaniem tego, co ludzie wcześniej ustalą.

Autorytet6piorunów

@ataxbras Dodam jedynie od siebie, że Airbus od dłuższego czasu pracuje nad koncepcją Single Pilot Cockpit Operations. Agencja EASA w czerwcu tego roku zawiesiła swoje prace nad podobną koncepcją, a właściwie nad przepisami do tej koncepcji. Przy okazji ograniczyło to prace nad Extended Minimum Crew Operations, czyli zamysłu aby w czasie przebywania samolotu liniowego na wysokości przelotowej tylko jeden pilot był wymagany w kokpicie. W tych wymienionych przypadkach zakłada się znaczne zwiększenie automatyzacji i zmniejszenie ingerencji człowieka w operowaniu statkiem powietrznym.

Fakty są takie, że wraz z rozwojem lotnictwa oraz zwiększania bezpieczeństwa w branży transportu lotniczego dotarliśmy do momentu, w którym to człowiek u steru jest elementem krytycznym. W ostatnich latach zwiększa się procentowo udział wypadków spowodowanych intencyjnymi działaniami pilotów

GURU15piorunów

@PositiveRate Dzięki za wyjaśnienia i z przedstawionej perspektywy masz z pewnością prawo sądzić, że potrwa to dłużej.

Mam odmienne zdanie na ten temat - sam zajmuję się systemami autonomicznymi w pewnej ich poddziedzinie. Ta ewolucja, którą obserwujemy, jedynie wydaje się być laminarna, w praktyce kształtowana jest przez szereg "przełomów". To duże słowo, stąd ująłem je w cudzysłów. Wiemy, jakich się wkrótce spodziewać. Wiemy też, że skutkować będą rozwiązaniem wspomnianych nietrywialnych problemów. I to będzie postępować lawinowo.

W obliczu faktu, o którym wspomniał @Jurajski_Huncwot - że wypadki bywają efektem intencjonalnego działania pilotów (choćby CFT), a w zdecydowanie za wielu przypadkach efektem zbytniej autonomiczności ludzkich automatów i ich podatności na przeładowanie danymi, w skrócie zaś faktu, że to pilot jest najbardziej niepewnym elementem tej układanki, może się zdarzyć zestaw incydentów, które zarówno przyspieszą proces legislacyjny, jak i zmobilizują producentów do zajęcia się tematem na poważnie. Szczególnie, że już nad tym pracują. Ponadto, akceptacja dla automatów rośnie.

Co do szybkości wyparcia - proces wypierania samolotów śmigłowych przez odrzutowe był całkiem szybki. Zajęło to ze 20 lat. Oczywiście resurs ma znaczenie, ale równie istotne będą preferencje klientów i koszty związane z utrzymaniem załogi.

Więc dalej stawiam na dwie dekady. Może być szybciej, jeśli wywalimy powolnych legislatorów i zastąpimy maszynami - piękny sen :grinning:

Osobistość3piorunów

@ataxbras – masz naprawdę ciekawą pracę i widać, że wynika ona z autentycznej pasji. Nie chcę jej studzić, bo takie postawy uważam za motor postępu. Niemniej również mam nieco doświadczenia w tych sprawach „od kuchni”.

Jeśli chodzi o przełomy – tak, w istocie tak właśnie zachodzi postęp. Trzeba jednak pamiętać, że od opracowań instytutów badawczych do realnych wdrożeń mija zazwyczaj sporo czasu, z przyczyn oczywistych. Dzięki temu wiemy, co będzie kolejnym krokiem – i moim zdaniem nie będą to jeszcze autonomiczne loty samolotów pasażerskich.

W tej chwili najbliżej wdrożenia są autonomiczne taksówki powietrzne, choć i one się opóźniają. Planowano ich demonstracyjne użycie już przy okazji Igrzysk Olimpijskich w Paryżu, ale nie udało się zdążyć. Myślę, że w najbliższych latach zaczną się pojawiać w kilku newralgicznych lokalizacjach, gdzie transport powietrzny istotnie skróci czas przemieszczania osób i ładunków względem transportu naziemnego. Na tym etapie nie będą to jednak jeszcze operacje „ad hoc”, lecz zaplanowane wcześniej przeloty po krótkich trasach, w wydzielonej przestrzeni. Do poziomu „latającego Ubera” jest nam wciąż bardzo daleko – z powodów prawnych, infrastrukturalnych, technicznych, psychologicznych i innych.

Wcześniej rozwijać się będą operacje dronów transportowych, które jak dotąd są raczej ciekawostką (np. w Polsce Farada Group), a nie opłacalnym i ustandaryzowanym rozwiązaniem.

Jeśli chodzi o infrastrukturę naziemną i procedury związane z automatyzacją, warto zauważyć, że np. Europa i Kanada koncentrują się obecnie na wdrażaniu systemów automatycznego wyznaczania trajektorii 4D statków powietrznych, wczesnego wykrywania konfliktów i ich rozwiązywania. Autonomiczne loty dotyczą na razie przede wszystkim małych dronów, a nie samolotów pasażerskich (vide U-Space).

Przykładem tej działalności jest projektowany obecnie system SkyNex, realizowany w ramach projektu iTEC, którego byłem częścią. SkyNex ma w kilku krajach zastąpić system Pegasus, który działa w Polsce od 2010 roku i zostanie wycofany w 2029. Wcześniej korzystaliśmy z systemu AMS 2000+ (1997–2010).

Nie wydaje mi się, by przed 2029 rokiem istniały choćby techniczne możliwości realizowania operacji przez autonomiczne samoloty pasażerskie. Nie natrafiłem na żadne takie zapowiedzi ze strony kluczowych producentów systemów, takich jak INDRA, Thales czy Frequentis. Firmy te pracują obecnie nad systemami trajektorii, interoperacyjności, integracji ruchu dronów (w klasycznym ujęciu), przejściem na CPDLC, wdrażaniem zdalnych wież kontroli ruchu lotniczego itd.
Autonomiczne operacje samolotów pasażerskich będą – być może – kolejnym etapem, ale moim zdaniem prace koncepcyjne nad nimi nie rozpoczną się wcześniej niż w 2030 roku właśnie ze względu na w/w cykl rozwojowy. Biorąc pod uwagę średni cykl życia takich systemów (ok. 15 lat), realnie można oczekiwać, że dopiero w okolicach 2045 roku infrastruktura naziemna i procedury umożliwią rozpoczęcie takich operacji – pod warunkiem, że zostaną one formalnie zaplanowane jako cel.

Wówczas może się rozpocząć proces wypierania samolotów załogowych, który potrwa zapewne kilkadziesiąt lat – także dlatego, że samoloty wyprodukowane przed 2045 rokiem będą musiały jeszcze „na siebie zarobić”.
Warto też zaznaczyć, że proces wypierania samolotów turbośmigłowych przez turboodrzutowe nadal nie został całkowicie zakończony. Na dalszych trasach przejście było rzeczywiście szybkie – bo opłacalne, a to właśnie ekonomia była głównym motorem tej zmiany. Podobnie dzieje się dziś z trajektoriami 4D – rozwijanymi również ze względów finansowych. Z tych samych przyczyn wycofaliśmy się z przełomu jakim był Concorde, czy A380. To, że było to możliwe to nie znaczyło, że należało w tym kierunku rozwijać lotnictwo, gdyż ono – pasażerskie – musi być przede wszystkim opłacalne.

Zanim ryzykowny i ekstremalnie kosztowny projekt autonomicznego samolotu pasażerskiego stanie się czymś więcej niż tylko ciekawostką, musimy jeszcze zoptymalizować wiele innych obszarów: silniki, wdrożenie kompozytów, wykorzystanie paliw wodorowych, dalszą optymalizację tras itd.

Ważnym katalizatorem postępu jest też wojna. Sądzę, że to wojsko jako pierwsze wdroży autonomiczne statki powietrzne do transportu ludzi i sprzętu – najpierw indywidualne systemy transportowe i samoloty operujące w wydzielonych przestrzeniach powietrznych oraz w warunkach bojowych. Dopiero potem technologie te trafią do zastosowań cywilnych.
Na razie wojsko nadal korzysta z załogowych statków powietrznych do przewozu personelu i ładunków.

Nie uważam, by błędy ludzkie w pilotażu były czynnikiem znacząco przyspieszającym wdrażanie autonomii. Poza rzadkimi przypadkami, które zdarzają się raz na miliony godzin wylatanych, to zagadnienie w praktyce nie stanowi istotnego problemu. Ryzyko katastrofy lotniczej zostało zredukowane praktycznie do zera.

1/2

Osobistość2piorunów

@ataxbras

2/2

Myślę, że rozwój będzie przebiegał następująco:
* Około 2030 roku pojawią się taksówki UAV do rutynowych operacji – np. w portach morskich, między terminalami lotniskowymi itp.
* W latach 2030–2040 niektóre państwa rozpoczną wdrażanie zaawansowanych systemów transportu wojskowego – od rozwiązań indywidualnych po autonomiczne samoloty transportowe działające w wydzielonych przestrzeniach i w warunkach wojennych.
* To może zapoczątkować rozwój lotów autonomicznymi samolotami pasażerskimi oraz infrastruktury z nimi zgodnej.
* Proces wypierania załogowych maszyn prawdopodobnie rozpocznie się po 2045 roku i potrwa wiele dekad.
Warto przy tym pamiętać, że co najmniej od lat 80. mówi się o potrzebie przejścia z komunikacji głosowej na tekstową, wiele samolotów wciąż aktualizuje dane nawigacyjne przy użyciu dyskietek, ruch lotniczy wciąż w dużej mierze zarządzany jest ręcznie, a technologie satelitarne są coraz ostrożniej wykorzystywane – choćby ze względu na udowodnioną podatność systemów GPS na zakłócenia (co pokazała m.in. wojna w Ukrainie).

W efekcie wiele państw – w tym Polska – przebudowuje strategie rozwoju systemów CNS, wycofując się z planów likwidacji kolejnych naziemnych systemów opartych o radiolarnie.

Ekstrapolując przyszłość lotnictwa jedynie o możliwości techniczne popełnilibyśmy kilka błędów. Doszlibyśmy do wniosku, że skoro Concorde jest możliwy w latach 80. to w roku 2025 z pewnością loty transoceaniczne będą już jedynie wykonywane samolotami naddźwiękowymi. Patrząc na trend z lat 1995-2005 i na A380 – uznalibyśmy, że w roku 2025 będziemy latać coraz większymi samolotami. Będąc świadkiem lądowania na Księżycu w 1969 roku można by było w ciemno obstawiać, że za tych 56 lat musimy przecież kolonizować Marsa lub chociaż przemieszczać się pomiędzy bardzo odległymi miejscami za pomocą lotów suborbitalnych.

Sorry za ścianę tekstu.

GURU11piorunów

@PositiveRate Tytułem wstępu, nie przepraszaj za ścianę tekstu, bo w Twoim przypadku jest to tekst, który warto czytać.

Co do studzenia pasji - bez obaw, nie ostudzisz. Tak jak ja nie ostudzę Twojej.

Ale do rzeczy.

Rozumiem Twoje argumenty i Twój kontekst. Ale pozwól, że przedstawię kilka kontrargumentów.

Prace nad autonomicznymi samolotami myśliwskimi trwają od pierwszej dekady tego wieku. W tej chwili prawdopodobnie są już na etapie akceptacji do wdrożenia, ale tego się nie dowiemy. Demonstratory technologii latają już od jakiegoś czasu.
Wbrew pozorom, to zadanie trudniejsze, niż stworzenie autonomicznej maszyny liniowej (pasażerskiej/transportowej), bo wymaga znacznie szybszych czasów reakcji, ciaśniejszych obwiedni lotu, a przede wszystkim uodpornienia na EMP, które wiąże się ze wzrostem masy. Co w przypadku względnie małych samolotów jest istotne.
Jak wiadomo, technologia wojskowa "wycieka" do cywila, choć chwilę to zajmuje. Część producentów może już pracować nad "ciemnymi" projektami i przenieść je do sfery komercyjnej całkiem szybko.

Idąc dalej, piloci samolotów liniowych są wymarzonym celem do zastąpienia przez systemy maszynowe. Nie tylko zresztą piloci, wszędzie gdzie środowisko pracy jest sformalizowane, wprowadzenie autonomicznych maszyn jest bardziej sensowne, niż w przypadku bardziej "rozmytych" zawodów. Obecnie, piloci już są prawie wyłącznie biologicznymi maszynami obsługującymi te bazujące na krzemie i metalu. I ten proces się pogłębia poprzez dalszą formalizację i ciągłe uzupełnianie ich działań przez rozwiązania automatyczne. Jednocześnie jednak, dalej wymaga się od nich umiejętności pilotażowych, umiejętności trudnych do wyrobienia i niejednokrotnie trudnych w weryfikacji. Czasem ta weryfikacja następuje w trakcie katastrof - jednym z częstych przykładów tegoż jest manewr wyjścia z przeciągnięcia. Nieintuicyjny i wymagający uciszenia własnych instynktów. Są też oczywiście przypadki, gdy umiejętności pilotażowe ratowały sytuację.
Z powyższego, zamiana biologicznych automatów na niebiologiczne jest całkowicie uzasadniona. Fundament już jest - budowany od lat. Do opanowania pozostała głównie decyzyjność, utrzymanie lotu jest już solidnie dopracowane. Dodatkowym plusem automatyzacji będzie przeniesienie owych odruchów pilotażowych, tak trudnych dla człowieka, z gwarancją powtarzalności.
Podsumowując ten akapit, takie zawody jak właśnie pilot, czy choćby zawody prawnicze, są idealne do zautomatyzowania ze względu na wysoką formalizację/standardyzację.

Idąc dalej - pieniądze. Pieniądze czynią cuda, zarówno jeśli chodzi o akceptację technologii, jak i jej legalizację :D. Tutaj są dwie ścieżki, na które warto zwrócić uwagę. Pierwsza to oczywiste zyski wynikające z większej ilości pasażerów/towaru i zrezygnowania z istotnego kosztu stałego profesjonalnej załogi. Druga to możliwość budowania statków powietrznych z zasady nie do opanowania przez ludzkiego pilota (choćby BWB - blended wing body), ale najprawdopodobniej istotnie wydajniejszych paliwowo od obecnych konstrukcji. Tego typu konstrukcje wymagają znaczącego udziału sterowania poprzez rozwiązania autonomiczne. I choć można tam wsadzić człowieczka, żeby machał drążkiem, to nie trzeba.
Jeśli przewidywany zysk z takich rozwiązań będzie przekraczał 10 procent to każdy zarząd zgodzi się na zmianę. I jeszcze kupią legislację w pakiecie.

Ostatni element - obaj zgodziliśmy się, że technologia rozwija się skokowo. Do pełnej i bezproblemowej automatyzacji wysoce sformalizowanych zawodów potrzebne są jeszcze dwa takie skoki. Pierwszy to wydajne spięcie drzew decyzyjnych z modelami AI. Niewydajnie już to robimy, ale kilka kwestii jeszcze nam się wymyka. Ale to tuż za rogiem. Drugim są samoanalizujące się sieci, mogące śledzić wnioskowanie w czasie bliskim rzeczywistego. To spory problem, ale jest kilka możliwości jego rozwiązania (a ja mam swój kamyczek w jednym z tych ogródków :smiley: ).

Podsumowując - przyjmuję Twoje argumenty i zgadzam się z nimi patrząc z Twojej perspektywy. Niemniej, historia jest liniowa przez większość czasu, ale czasem dostaje czkawki i przyspiesza. I mój nos mówi mi, że właśnie się zaczyna jej się czkawka :D.

Osobistość1piorunów

@ataxbras ok, ja się nawet i zgadzam, ale obawiam się, że dużo łatwiej, szybciej, pewniej i bezpieczniej jest jeszcze sięgnąć po inne 10%, niż po autonomiczne samoloty. Wciąż jest sporo do zrobienia w zakresie optymalizacji tras, użycia kompozytów, wykręcania silników pod lepsze parametry, zmiany paliwa z nafty na wodór, skrócenia czasów kołowania, wykorzystania systemów elektrycznego wspomagania kołowania, rozwoju ACDM, lepszego wykorzystywania wiedzy o meteorologii, zmniejszenia awaryjności, wydłużenia żywotności podzespołów, przebudowy przestrzeni w wielu państwach w stronę czystego FRA itd. Lotnictwu cywilnemu bardzo daleko jeszcze do sięgania po takie przełomy w momencie, w którym te bardziej osiągalne są jeszcze przed nami, jak wodór. A historia uczy, że nawet gdyby teraz zaczęto nad tym prace, to do wyparcia samolotów załogowych nie doszłoby jeszcze przez kilkadziesiąt dobrych lat. Podobnie jak samoloty turbośmigłowe - o których pisaliśmy - nadal latają, szczególnie że mają swoje przewagi związane z gradientami wznoszenia w terenach górzystych, pomimo tego, że napęd turboodrzutowy w samolotach pasażerskich znamy od 70 lat.

Ale to czas pokaże, ja tylko gdybam.

GURU11piorunów

@PositiveRate Masz rację - z tym, że znaczna część wymienionych przez Ciebie modernizacji nie da natychmiastowego skoku zysków.
Co więcej, niktóre z nich będą znacznie łatwiejsze do wprowadzenia w przypadku maszyn autonomicznych. Choćby optymalizacja logistyki na ziemi i lepszego wykorzystania danych meteorologicznych. Ten ostatni element jest świetnym przykładem - człowiek nigdy nie będzie w stanie przetworzyć i zestawić wszystkich danych zarówno globalnych (zewnętrznych, dostarczanych przez stacje meteo), jak i lokalnych dla maszyny. Mamy zwyczajnie ograniczenia, zarówno sensoryczne, jak i ograniczenia przetwarzania wielu wątków. Maszyna autonomiczna może "czuć" warunki na zewnątrz w podobny sposób jak my je odczuwamy i szybko reagować na ich zmianę. Piloci nie mają obecnie nawet ułamka tej wiedzy, którą będzie miał samolot autonomiczny.

Wodór w lotnictwie jest dosyć dyskusyjnym tematem. I nie chodzi bynajmniej o to, czy daje zyski energetyczne - daje i to niezłe. Problemy są zasadniczo dwa. Pierwszy to triada: pozyskanie, transport, składowanie. Póki co nie ma jeszcze dobrych na to metod (są mniej dobre). Drugą jest fakt, że samo przechowywanie wodoru w samolocie waży (i raczej będzie dalej ważyć) więcej, niż samo paliwo. W przypadku nafty, istotnym komponentem ekonomicznym jest spalenie paliwa, co wydłuża zasięg. W przypadku wodoru, uzysk jest znacznie mniejszy. Jednak i tak lepszy, niż w przypadku baterii elektrycznych.

Wymienione przez Ciebie kwestie z pewnością przełożą się na zyski, ale jest jeszcze jeden element - hype effect. Lotnictwo nie jest od niego wolne - Caravelle, 777MAX (i inne). Jeśli ten efekt zostanie dobrze wyzyskany to przełoży się to na pokaźne zyski. Jazda na hype dotyczącym AI (mimo, że nie AI nie może być jedyną bazą tych rozwiązań) może być czynnikiem przekonującym wielu. Szczególnie, że pierwszy bierze wszystko. A reszta blokujących detali jest do ogarnięcia.

Tak jak i Ty, tylko gdybam, a czas pokaże.

Fanatyk7piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Osobistość4piorunów

@onpanopticon bardzo zgrabnie opisałeś to, o co mi chodzi. To, że komputer byłby w stanie polecieć od A do Z sam, to nie mam wątpliwości. Problem w tym, że takie rozwiązanie - paradoksalnie - na razie nie jest bezpieczniejsze, a nadto nie będzie możliwe w najbliższych latach z przyczyn pozatechnicznych.

Gruba ryba0piorunów

@onpanopticon ale wiesz że w kosmos lata się tylko na komputerze i wraca też?

Komputer jest w stanie w sekundę przetworzyć nieporównywalnie więcej scenariuszy awarii, jego czas reakcji również jest szybszy. Jedyna poważna wada, to konieczność polegania na czujnikach - jeden zawiedzie i komp ma problem. Choć ludzie też mają problemy z ocenami w takich sytuacjach. A druga to brak kreatywności w przypafku niestandardowego problemu. Ale znowu u ludzi też nie ma gwarancji - jeden będzie miał przebłysk geniuszu, drugi nie.

Fanatyk0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (16)