Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#scianatekstu

Fanatyk

w Hydepark

145piorunów

#katastrofy #jumanezfb

Katastrofa w elektrowni wodnej Sajano-Szuszeńskiej (2009): jak wirnik ważący 920 ton wyrwał się z fundamentów

Rosjanie nauczyli się bać sierpniowych poranków. Sierpień 1991 — pucz Janajewa. Sierpień 1998 — krach finansowy i niewypłacalność państwa. Sierpień 1999 — wtargnięcie bojowników Basajewa do Dagestanu i początek drugiej wojny czeczeńskiej. Sierpień 2000 — zatonięcie „Kurska". A w sierpniu 2009 roku katastrofa, która na zawsze zmieniła rosyjską hydroenergetykę i pokazała, czym kończy się hybryda sowieckiej inżynieryjnej ambicji, postsowieckiej prywatyzacji i systemowego lekceważenia bezpieczeństwa. O godzinie 8:13 w poniedziałkowy poranek 17 sierpnia 2009 roku, w Republice Chakasji w południowej Syberii, rozległ się huk podobny do wybuchu.

W ciągu kilku sekund pod wodą znalazły się dziesiątki ludzi. Największa elektrownia wodna w Rosji przestała istnieć jako działający obiekt energetyczny, a ostateczny bilans wyniósł 75 ofiar śmiertelnych.

Elektrownia wodna Sajano-Szuszeńska leży na rzece Jenisej, około 30 kilometrów na południe od miasta Sajanogorsk w Republice Chakasji. Decyzję o jej budowie podjęto w 1960 roku, geolodzy dotarli na miejsce rok później, a właściwe prace ruszyły w 1963 roku — z zamysłem stworzenia jednej z największych na świecie elektrowni wodnych, dowodu wyższości systemu socjalistycznego. Zapora łukowo-ciężarowa o długości w koronie 1066 metrów wznosi się na 242 metry ponad koryto rzeki i ma u podstawy ponad 105 metrów szerokości. Pierwszy turbozespół uruchomiono 18 grudnia 1978 roku, a wszystkie dziesięć — każdy o mocy 640 MW, co dawało łączną moc zainstalowaną 6400 MW — pracowało już w grudniu 1985 roku. Formalnie, do stałej eksploatacji, elektrownię przyjęto jednak dopiero w 2000 roku. Przez lata Sajano-Szuszeńska była szóstą co do średniej produkcji elektrownią wodną na świecie i figurowała w Księdze Rekordów Guinnessa jako najtrwalsza konstrukcja swojego typu. Rocznie produkowała około 23,5 TWh energii — ponad jedną czwartą całości wytwarzanej przez jej właściciela, koncern RusHydro. Ponad 70 procent tej energii trafiało do czterech syberyjskich hut koncernu Rusal, jednego z czołowych producentów aluminium na świecie.

Elektrownia była więc kołem zamachowym całej syberyjskiej gospodarki przemysłowej. Sam zakład przeszedł skomplikowaną drogę własnościową: po prywatyzacji w 1993 roku głównym udziałowcem stało się RAO „JES Rosji", a w 2004 roku, w trakcie rozbicia tego monopolu energetycznego prowadzonego przez Anatolija Czubajsa, operatorem został RusHydro, w którym większość udziałów pozostała w rękach państwa. Żeby zrozumieć katastrofę, trzeba cofnąć się do 1979 roku, bo właśnie wtedy zasiano ziarna późniejszej tragedii. Turbozespół nr 2 zaczął sprawiać kłopoty niemal od momentu instalacji. Już w latach 1980–1983 wielokrotnie wracał do napraw z powodu uszkodzeń uszczelnień, drgań wału i łożysk. W 2000 roku przeprowadzono gruntowny remont i odkryto szokujące usterki: zagłębienia sięgające 12 milimetrów głębokości i pęknięcia do 130 milimetrów długości w kole turbiny. Łopatki naprawiono, ale maszyna wróciła do pracy. Kolejne remonty następowały w 2005 roku i znów na początku 2009 roku — od stycznia do marca turbozespół przeszedł planowy przegląd i modernizację, podczas których spawano pękające łopatki i zainstalowano nowy elektrohydrauliczny regulator prędkości obrotowej. Był to jedyny z dziesięciu turbozespołów wyposażony w ten system. Wirnika nie wyważono jednak prawidłowo po naprawach, w efekcie czego drgania, choć formalnie mieszczące się w tolerancji, były wyraźnie wyższe niż w pozostałych maszynach. Turbiny radialno-osiowe typu Francisa, stosowane w Sajano-Szuszeńskiej, mają wąskie zakresy mocy, w których pracują stabilnie. Przy 212-metrowym spadzie panującym tego dnia zakres zalecany wynosił 570–640 MW, a strefa 265–570 MW była strefą niezalecaną — pojawiały się w niej pulsacje przepływu, rezonanse i gwałtowne narastanie wibracji. Operatorzy elektrowni wodnych wiedzą o tym doskonale i starają się tej strefy unikać. Problem w tym, że Sajano-Szuszeńska pełniła rolę regulatora częstotliwości dla całej Syberii, co oznaczało nieustanne balansowanie mocą i wielokrotne przechodzenie przez strefę niezalecaną. Turbozespół nr 2 był na to szczególnie wrażliwy ze względu na swój zły stan. Drgania zaczęły przekraczać dopuszczalne normy już na początku lipca 2009 roku i narastały z przyspieszeniem.

Wieczorem 16 sierpnia 2009 roku w elektrowni Brackiej — innym kluczowym regulatorze częstotliwości syberyjskiej sieci — doszło do pożaru i zwarcia, które zerwały łączność oraz automatyczne systemy sterowania w regionie, w tym w Sajano-Szuszeńskiej. Stacja przeszła w tryb regulacji obciążenia, a jej turbiny musiały teraz dynamicznie odpowiadać na wahania zapotrzebowania w sieci. Turbozespół nr 2, dotąd traktowany jako rezerwowy, uruchomiono 16 sierpnia o godzinie 23:14, a o 23:44 pracował już z pełną mocą 600 MW. Przez całą noc jego obciążenie wahało się między 10 a 610 MW — to właśnie owe wielokrotne przejścia przez strefę niezalecaną, z których każde generowało dodatkowe uderzenia zmęczeniowe w śrubach mocujących pokrywę turbiny. Tej nocy i nad ranem w maszynowni pracowało ponad 100 osób — w normalny poniedziałkowy ranek byłoby ich kilkanaście, ale przez weekend trwały planowe prace remontowe przy innych urządzeniach. Ludzie byli zajęci swoimi zadaniami. Nikt nie śledził narastających wibracji turbozespołu nr 2, a dyrektor stacji Nikołaj Newolko już wczesnym rankiem wyjechał do Abakanu witać gości na uroczystości rocznicowej. Wśród obsługi przyzwyczajono się do wysokiego poziomu drgań i nikt nie miał ochoty — ani uprawnień — by samodzielnie zatrzymać maszynę. O godzinie 8:13 poziom drgań w łożysku turbozespołu nr 2 wynosił 840 mikronów przy dopuszczalnym maksimum 160 mikronów — ponad pięciokrotnie powyżej normy. W tym samym czasie wibracje innych maszyn nie przekraczały 200 mikronów. System automatycznej regulacji obciążenia właśnie zmniejszył moc turbozespołu i wprowadził go w strefę niezalecaną. I wtedy materiał mocujący zaczął ustępować. Zawiodły śruby kotwiące pokrywę turbiny. Z 80 śrub o średnicy 8 centymetrów, które ją utrzymywały, odzyskano po katastrofie 49 — 41 z nich miało wyraźne pęknięcia zmęczeniowe, a na ośmiu strefa zmęczenia przekraczała 90 procent przekroju. Na co najmniej sześciu śrubach w ogóle brakowało nakrętek; najprawdopodobniej zapomniano o nich podczas ostatnich prac serwisowych, a bez nakrętek śruby nie przenosiły żadnego obciążenia. Pokrywa turbiny wraz z wirującym wciąż wirnikiem o masie 920 ton oderwała się od fundamentu i pod ciśnieniem słupa wody odpowiadającym około 20 atmosferom została wyrzucona w górę. Naoczny świadek, pracownik stacji Oleg Miakiszew, opisał to tak: „Usłyszałem narastający szum, a potem zobaczyłem, jak pofalowana pokrywa agregatu unosi się i staje dęba. W następnej chwili wyłonił się spod niej wirnik. Obracał się. Nie wierzyłem własnym oczom. Uniósł się na jakieś trzy metry, posypały się kamienie i kawałki metalu, trzeba było uskakiwać. Pokrywa była już niemal pod stropem, a sam strop został zniszczony." Przez otwarty krater turbiny — połączony bezpośrednio z pełnym zbiornikiem za zaporą — woda wdarła się do hali z prędkością, którą świadek oszacował na blisko 380 metrów sześciennych na sekundę. Wciąż wirujący wirnik przemieszczał się przez maszynownię, niszcząc wszystko po drodze; całkowicie zniszczone zostały ściany i stropy przy turbozespołach nr 2, 3 i 4. Gdy woda zaczęła zalewać halę, pracujące jeszcze turbozespoły nr 7 i 9, pozbawione nagle obciążenia, zaczęły rozpędzać się ponad bezpieczne obroty i również uległy zniszczeniu.

Automatyczny system bezpieczeństwa, który powinien natychmiast zamknąć zasuwy wlotowe wszystkich turbin, nie zadziałał. Główny inżynier wydał rozkaz ręcznego zamknięcia zasuw. Pięciu ludzi w absolutnej ciemności, świecąc ekranami telefonów komórkowych, weszło do zalanych pomieszczeń; drzwi do sterowni z ręcznymi napędami trzeba było wyważyć, bo nie było do nich kluczy. Każda z osłon ważyła po 150 ton, a otwieranie zaworów podnośników hydraulicznych zajęło około 25 minut. Ostatnie zasuwy zamknięto między godziną 8:35 a 9:30 — czyli ponad godzinę po awarii. Moc elektrowni spadła w ułamku sekundy z 4400 MW do zera, wywołując lokalny blackout. Spośród ponad stu osób, które tego ranka pracowały w maszynowni, nie przeżyły trzy czwarte. Większość ofiar stanowili mechanicy, elektrycy i inżynierowie — ludzie pracujący przy elektrowni od lat, mieszkańcy pobliskiej osady Czeriomuszki, którzy znali to miejsce jak własny dom. Część znajdowała się przy turbozespole nr 2 w chwili wybuchu, inni przebywali w pomieszczeniach pod maszynownią, kiedy woda zaczęła wdzierać się wszędzie naraz. Jednemu z pracowników udało się ocalić, gdy niesiony przez wodę pod sufit zdołał chwycić się instalacji wentylacyjnej i wisiał na niej do czasu ratunku. Akcja ratownicza ruszyła natychmiast — nurkowie weszli do zalanych pomieszczeń jeszcze tego samego dnia. Pierwszego ocalałego wyciągnięto po około dwóch godzinach, kolejnego dopiero po wielu godzinach, gdy odnalazł się w „kieszeni powietrznej" i dawał znaki. Już następnego dnia oceniono, że szanse na znalezienie kolejnych żywych są znikome. Wodę z maszynowni wypompowano do 24 sierpnia, a 28 sierpnia operację poszukiwawczą zakończono i zniesiono stan nadzwyczajny w Chakasji. W działaniach uczestniczyło ponad 2000 osób.

Oficjalny raport Rostechnadzoru, federalnej służby nadzoru ekologicznego, technologicznego i atomowego, opublikowano na początku października 2009 roku. Po kilku godzinach dokument i jego komunikat prasowy zniknęły ze strony służby. Raport stwierdzał wprost, że bezpośrednią przyczyną katastrofy były drgania turbozespołu nr 2, które doprowadziły do zmęczeniowego zniszczenia mocowań i pokrywy turbiny, oraz że awarii można było zapobiec. Wskazywał przy tym kilka nakładających się warstw zaniedbań. ierwszą był sam mechanizm śmiertelnych drgań. Turbiny Francisa przy określonych zakresach mocy generują niestabilny przepływ — wiry uderzające rytmicznie w łopatki wywołują rezonanse i zmęczenie materiału. Turbozespół nr 2 przez wiele miesięcy przed awarią pracował w warunkach przekraczających normy drganiowe, a amplituda rosła systematycznie od kwietnia do lipca 2009 roku. W chwili awarii drgania pięciokrotnie przekraczały dopuszczalne maksimum, a mimo to maszyny nie wyłączono. Drugą warstwą był monitoring. System pomiaru drgań w Sajano-Szuszeńskiej był sowieckiej proweniencji i nie rejestrował subtelnych, wysokoczęstotliwościowych drgań, które stopniowo niszczyły łączniki. Co gorsza, jak ustaliło później śledztwo, pracownicy służby monitoringu — Władimir Biełoborodow i Aleksandr Klukacz — celowo zawyżali oceny stanu wibracyjnego turbozespołu nr 2, co pozwalało utrzymywać go w ruchu, podczas gdy ich przełożony Aleksandr Matwijenko ignorował co najmniej trzykrotny wzrost poziomu drgań. Trzecią warstwą był brak automatyki tam, gdzie powinna była zadziałać. System bezpieczeństwa powinien po awarii natychmiast zamknąć zasuwy wszystkich turbozespołów — a w praktyce niemal wszystkie trzeba było zamykać ręcznie, w ciemności, w zalewanych pomieszczeniach pozbawionych awaryjnego oświetlenia i kluczy. Sama hala nie miała odpowiednich wyjść awaryjnych, a personelu nigdy nie szkolono na wypadek zalania maszynowni — takiego scenariusza po prostu nie przewidziano w zatwierdzonych przez dyrekcję planach. Za tymi technicznymi przyczynami kryła się jednak rosyjska specyfika, która tłumaczy, dlaczego zaniedbania mogły narastać latami. Już w 1998 roku resort ds. sytuacji nadzwyczajnych ostrzegał, że konstrukcja stacji niebezpiecznie się zmieniła. W 2007 roku Izba Obrachunkowa Federacji Rosyjskiej przeprowadziła kontrolę, która wykazała, że 85 procent urządzeń elektrowni jest zużytych i wymaga wymiany; zawiadomienie trafiło do rządu i Prokuratury Generalnej, ale jego treść ujawniono publicznie dopiero po katastrofie, we wrześniu 2009 roku. Nic z zaleceń nie zrealizowano.

Raport Rostechnadzoru wskazywał z nazwiska konkretne osoby — zarówno menedżerów RusHydro, jak i wyższych urzędników. Sześć osób uznano za te, które „stworzyły warunki sprzyjające awarii"; wśród nich znaleźli się Anatolij Czubajs, architekt prywatyzacji rosyjskiej energetyki, oraz ówczesny wiceminister energetyki Wiaczesław Sinugin. Parlamentarna komisja śledcza wymieniała łącznie ponad dwadzieścia nazwisk. Czubajs publicznie przyznał, że ponosi odpowiedzialność za wszystko, co działo się za jego kadencji, i dodał, że gdy w 2000 roku podpisywał akt dopuszczający kompleks do stałej eksploatacji, elektrownia działała już od ponad dwóch dekad, a jej zatrzymanie na czas napraw „oznaczałoby katastrofę dla syberyjskiej gospodarki". Nigdy nie stanął przed sądem — i żaden z najwyższych urzędników wymienionych w raporcie nie poniósł konsekwencji karnych. Na jaw wyszły też kulisy serwisowania stacji. Remontami zajmowała się firma Gidroenergoremont, której założycielami byli między innymi sam dyrektor elektrowni Nikołaj Newolko i główny inżynier Andriej Mitrofanow. To właśnie ta firma wykonywała część prac przy turbozespole nr 2. Zastępca głównego inżyniera, Pogoniajczenko, został później skazany na grzywnę 3,3 miliona rubli za to, że zlecił usuwanie skutków awarii spółce, której sam był dyrektorem generalnym. W tle pojawiły się również oskarżenia o defraudację środków przeznaczonych na naprawy. Sam Rostechnadzor stwierdzał, że marcowy przegłąd z 2009 roku przeprowadziła organizacja powiązana z kierownictwem stacji, a stanu śrub pokrywy turbiny w ogóle wtedy nie sprawdzono. Natychmiastowe skutki dla Syberii były dotkliwe. Utrata 4400 MW mocy odcięła od sieci szereg kluczowych zakładów przemysłowych, w tym huty aluminium i zakłady żelazostopów, a problemy z zasilaniem dotknęły Kraj Ałtajski oraz obwody kemerowski, nowosybirski i tomski. Dzięki błyskawicznym działaniom dyspozytorów i automatyki przeciwawaryjnej udało się jednak uniknąć kaskadowego blackoutu. Zasilanie zaciemnionych obszarów przywrócono w ciągu dwóch dni.

Awarii towarzyszyła katastrofa ekologiczna. Eksplodujące transformatory wypuściły co najmniej 40 ton oleju transformatorowego, który rozlał się na ponad 80 kilometrów w dół Jeniseju i zabił około 400 ton hodowlanego pstrąga w dwóch nadrzecznych gospodarstwach rybnych. Plamę zatrzymano pływającymi zaporami i sorbentami chemicznymi w okolicy Ust-Abakanu, a rozlew uprzątnięto do 25 sierpnia. Zima przyniosła kolejny problem: skoro zatopiona maszynownia nie pracowała, całą wodę trzeba było przepuszczać przez przelew, który nie był projektowany do takiego obciążenia zimą i pokrywał się grubym lodem, odrąbywanym piłami łańcuchowymi i młotami pneumatycznymi. Machina sprawiedliwości ruszyła powoli. Śledztwo trwało niemal cztery lata, a akt oskarżenia zatwierdzono w czerwcu 2013 roku. Proces ruszył w lipcu 2013 roku i ciągnął się ze względu na ogromną objętość materiału — ponad 1200 tomów. Przez całe postępowanie rodziny ofiar gromadziły się co roku 17 sierpnia przy bramach elektrowni z tablicami „Czekamy pięć lat na wymierzenie kary". Wyrok Sąd Miejski w Sajanogorsku odczytywał przez dwa dni, 23 i 24 grudnia 2014 roku. Siedmiu byłych pracowników uznano winnymi naruszenia zasad bezpieczeństwa przy prowadzeniu prac, które spowodowało śmierć więcej niż dwóch osób:

– Nikołaj Newolko, dyrektor elektrowni — 6 lat kolonii o zaostrzonym rygorze;

– Andriej Mitrofanow, główny inżynier — 6 lat kolonii;

– Giennadij Nikitenko, zastępca głównego inżyniera ds. technicznych — 5 lat i 9 miesięcy kolonii;

– Jewgienij Szerwarli, zastępca głównego inżyniera ds. eksploatacji — 5 lat i 6 miesięcy kolonii;

– Aleksandr Matwijenko i Aleksandr Klukacz, służba monitoringu — po 4,5 roku w zawieszeniu;

– Władimir Biełoborodow, służba monitoringu — objęty amnestią.

W maju 2015 roku Sąd Najwyższy Chakasji utrzymał wyroki, ale dwóch skazanych w zawieszeniu — Matwijenkę i Klukacza — objął amnestią z okazji 70-lecia zwycięstwa. Wszyscy skazani do końca nie przyznali się do winy, twierdząc, że przyczyną katastrofy były ukryte wady fabryczne sprzętu; jedynie Mitrofanow w ostatnim słowie przeprosił rodziny ofiar. Żaden z polityków ani menedżerów RusHydro wymienionych w raporcie Rostechnadzoru nie zasiadł na ławie oskarżonych. Odszkodowania wypłacono rodzinom z dwóch źródeł: po milionie rubli od państwa i po kolejnym milionie od RusHydro, a ocalali otrzymali po 100 tysięcy rubli. Koncern kupił też mieszkania trzynastu rodzinom, które straciły żywiciela i wychowywały małe dzieci. Odbudowa pochłonęła pięć lat i około 41 miliardów rubli, czyli mniej więcej 1,3 miliarda dolarów. W 2010 roku przywrócono do pracy cztery najmniej uszkodzone turbozespoły — nr 6 ruszył w lutym, a nr 5 w marcu, oba osobiście uruchamiane przez Władimira Putina. W latach 2011–2013 zainstalowano nowe turbozespoły wyprodukowane przez koncern Silowyje Maszyny, a w latach 2013–2014 wymieniono na fabrycznie nowe również te agregaty, które odbudowano naprędce w 2010 roku.

Ostatni, najbardziej zniszczony turbozespół nr 2 uruchomiono w listopadzie 2014 roku, kończąc odbudowę; w uroczystości wziął udział Putin. Nowe turbiny mają żywotność czterdziestu lat i znacznie wyższą sprawność. Stację wyposażono w nowoczesny monitoring drgań klasy międzynarodowej oraz zasuwy zamykające się automatycznie przy zaniku zasilania, a układy ochrony procesowej samoczynnie wyłączają agregat przy niedopuszczalnych odchyleniach parametrów.

Źródła:

http://anatomyofanincident.com/.../turbine-2-how-track.../

https://www.rferl.org/a/26534891.html

https://arxiv.org/pdf/1507.03158.pdf

https://www.munichre.com/.../mayor-Loss-engineering...

https://mchs.gov.ru/deyatelnost/press-centr/novosti/1441455

https://anatomyofanincident.com/.../russian-dam-disaster.../

https://en.mchs.gov.ru/for-mass-media/novosti/4021690

https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/eqe.3762

https://link.springer.com/10.1007/s10749-020-01128-8

https://www.semanticscholar.org/.../254e315746e95db464957...

http://www.earthdoc.org/publication/publicationdetails/...

https://link.springer.com/10.1134/S0018151X21060043

http://www.crcnetbase.com/doi/10.1201/b14916-82

wpis wzięty z fb .com/permalink.php?story_fbid=pfbid0YYdF13fwyQZwDiAka1weZFoYpSD27odKzjXCZMwcoFeWZw2UDYy2eHtUHt7Foydel&id=61586323103233

Gruba ryba8piorunów

Dziękuję.

Ładnie opisana ciekawostka.

I piękna rosyjska historia.

Jak nie latające turbiny to wieżyczki czołgów.

Jak nie pręty grafitowe to kopuły zbiorników.

❤️

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

14piorunów

Oberża "Pod Śwarnym Świstakiem"

Gdy banda się rozsiadła
Naraz propozycyja padła
DAWAĆ MIODU
I PIWNEGO SŁODU
Naraz córa karczmarza zaczęła
Biodremi kołysać, poły sukni mięła
Naraz napitków naniesła

Tem po chwili do izby wkracza samotnik
Naraz każden inszy wnet zapomni
Czym się tam zajmował jeno chwilę
Wcześniej. Nowoprzybły nie mile
Spod oka łypał, kaptur odkrył
I wszystek lud naraz się w ziemię wrył
Toć to zbójec, bandyckie nasienie
Garść złota za głowy jego przyniesienie!
Nie inaczej przez wszystkich zwany
Jako tenże Kamych Wieszadył
Co ofiary na sznurze i byle badyl
Mu starczał za szubienicę
Tymczasem zabujały córy cyce
Gdy z przestrachem ciałem majtnęła
Gwałtownie. Banda wstała, izba westchnęła.

"Samotrzeć przybywać w cywilizacyję?
Odwagi trza ci sporo, więcej głupoty chyba
Nie bałżeś się, że jaki łowca głów cię zdyba?
Nadto pewnyś, że łeb mocno połączon za szyję?"
Herszt pijących w takie słowa przemówił.

Kamych w mileczniu słuchać nie zamierzał
Splunął w bok i na raz rychtem odpowiedział
"Siądże lepiej i dochowaj gościny obyczaju
Zresztą popatrz, belki u powały nisko
Podłoga jeszcze mokra, dosyć jest ślisko
Naraz wypadek się może przydarzyć
W linę ci się gardziel wplącze, marzyć
Mi się nie chcę jakby miało do tego dojść
W łeb się uderzysz o sklepienie, dość
Krótkie będzie twoje cierpienie".

Bandy przywódca na te słowa okiem łypnął
Z kufla miodu parę grzdyli chybko łyknął

"Furda, nie zdzierżę, koniec tego!
Nikt nie powie na nas słowa złego
Honory nasze nieco nadwyrężymy
Grupą go!" I zaczęły się karczemne dymy!

Mawiają dwóch na jednego banda łysego
Ale tutaj trzech na Kamycha jedynego!
Choć herszt grupy rzeczywiście
Włosów nie miał, rozważania te iście
Trywialne na inną godzinę będą lepsze
Zwada poważna a co ja tutaj pieprzę?

Co byśta mieli lepsze wyobrażenie
Przedstawię wam i miejsce jak i samo zdarzenie
Izba dosyć ciemna jak i ciasna
Stołów w niej ledwie trzy, nadto
Grupa siedziała ode drzwi najdalej
Jakby tu... Żeby sytuacja była jasna
Ośm kroków między niemi, marnej
Konstrukcji same meble i zdarto
Obcasami całkiem klepkę na podłodze
Choć to małe różnice robiło załodze

Biuściasta córa jak i sam karczmarz stary
Wnet się skryli za bezpieczne kontuary
Zaś w pomieszczeniu zgiełk się wszczynał
Każden łapał co pod ręką tam miał
Wieszadył za nóż co go miał u pasa
Banda za kufle, taburet, w ekscytacji za k⁎⁎⁎sa
Lecz nie czas teraz jest na przyjemności
Będziem liczyć rany oraz połamane kości
Hultaja z bandy kompani przypadkiem stołem
Przycisnęli. Zawył lekko, lecz się wnet pozbierał
Swym zwyczajem Kamycha zatoczyć kołem
Chcieli lecz miejsca nie stało, przebierał
Nogami każden w swej pozycji
Nie chcąc oddać jej tanio. Do dyspozycji
Manewrów niewiele zwłaszcza, że
Jak już wcześniej mówiłem, podlogi były złe
Taboreciarz co wcześniej popił bardziej zdrowo
Rzucił się na banitę, ale wcale nie zawodowo
Rzucił najpierw się do przodu
Zamachnął się meblem i...
Stołkiem w belkę u powały trafił
Wieszadył nie mrugnął nawet
Nożem go tam ciachnął wnet
Chwila minęła, naraz tamtego zabił.
Kufel teraz się dobrą bronią niezbyt jawił...

Przegrupować się, taki był podchmielonych cel
Trudno się skupić, wrzeje im w żyłach krew
Jednak Kamych stoi w miejscu, logice wbrew
Tedy może zdziała szybki, pijacki fortel...
Spojrzeli ku sobie wzrokiem się zgadzając
I jeden drugiego jak mogąc popędzając
Stołem w zabójcę
Któren ciągle w stójce
Ale nie na długo!

Nóż mu całkiem z ręki gdzieś uleciał
Gdy zaś blat w łeb go trzasnął
Przed oczyma gwiazd obraz mu przeleciał
Ten on łapania się za krocze tylko mlasnął
Z zadowolenia. Ale przecież jeszcze nie koniec
To grzmocenia!

Stół poszedł na bok i oszołomionego
Jak nie pójdzie raz od herszta!
Pudło! Kamych łeb odsunął, herszt się w myślach beszta
Taki to poszedł raz od wstawionego
Listem ścigany się jakoś przeturlał
I choć tak być nie powinno to powstał
Tyle wyszło z ataku ich dosyć marnego
Choć Wieszadył rozbrojony to nie bezbronny
Do agresji w końcu przeszedł, jak był skłonny
W nogę kopnął prąciościska
Wnet poprawił znacznie wyżej
Tam gdzie płeć piękna ma piździska
Zgiął się trafiony jak ranny wyżeł
Lecz kompan jego się temu nie przyglądał
Tylko zamierzył cios w okolice dziąsła
Sukces! Choć niestety częściowy
Lekko ominął cios apart mowy
Drugi guz na czole na świat zabijaki wyglądał
Na świat nasz piękny, chadki i wspaniały
Skóry czolne się wnet wzięły i powyginały
Ale tamten dalej stał choć inny mu ryj dał
Ten co głową miał od włosów gołą
Został czoła jego główną zmorą

Jeden trup i dwa na czole wypustki
Arytmetyka niekorzystna chyba że liczą czubki
Żadna strona się do walki dalszej nie garnęła
Słali w siebie bluzgi, co by cholera trzasnęła
Co by tchórz swe jaje znalazł
Naszedł wojenny marazm
Ale nie na długo!

Ten co żywot swój rękoma łapał
Wzrokiem swoim coś wyłapał
(Ten rym mi wybaczyć trzeba
Co bym miał co jeść do chleba)
Ostrze noża zachechacająco byłysnęło
To by dopomogło, zbójowi by się zasnęło
Snem doprawdy sprawiedliwym
Zła by nie było nicożeś w tym!

...

_Ciąg dalszy być może jeszcze nastąpi ale mnie się nie kce zupełnie swady tej kontynuować, wolałbych żech se popróżnować._

#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna #scianatekstu

Nie za bardzo zrozumiałem te zasady tej edycji #nasonety to najwyżej będzie dyskwalifikacja ale rymowane mordobicia to jeszcze moje luźne pomysły sprzed 15 lat także nostalgicznie jest i trochę smutno, bo jednemu się wzięło i już pomarło.

Po drugą i raczej ostatnią część można patrzeć pod

Lider2piorunów

Dobre, fajne, oryginalne :smiley:

Gruba ryba3piorunów

@splash545 z przerwami od 10 rano to pisałem to dobrze, że dobre chociaż jeszcze błąd wyłapałem po wysłaniu xd

Lider2piorunów

@DiscoKhan No to się namęczyłeś, ale wyszło porządnie :smiley: W takim długim tekście jeden błąd jakby był to tam pikuś

Gruba ryba3piorunów

Kurde, bardzo fajny ma to rytm. Taki dynamiczny i bardzo pasujący do treści.
O to chodzi! To mi się podoba!

Gruba ryba3piorunów

@George_Stark w końcu z rytmem coś wyszło xd

Trochę się staralem z tym żeby bylo jako takie. Fajerłolowe lekcje nie poszły w las najwyraźniej.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Praktykant

w Hydepark

16piorunów


#malowanieponumerach
#hobby

Szlak Świętego Jakuba - inaczej Camino de Compostela. Dla katolików trasa znana i lubiana, chociaż określona bardzo ogólnie. Niby prowadzi przez Francję, Hiszpanię, Portugalię, ale tak naprawdę to każda droga, która prowadzi z Twojego domu do miejsca pochówku Świętego Jakuba Apostoła. Znamy go chociażby z Ostatniej Wieczerzy... W Polsce również mamy podobno ponad 6 tysięcy km dróg Jakubowych!

Najczęściej uczęszczane są jednak trasy z Francji i przez Portugalię. Wzdłuż nich jest sieć schronisk dla pielgrzymów i wiele charakterystycznych punktów orientacyjnych. Na przykład drogowskazy w kształcie muszli, Cruz de Fero, czyli góra usypana z kamieni, które wielu pielgrzymów niesie z domu, a de facto pielgrzymi zostawiają tam różności... Bardzo fajnie taka trasa jest pokazana w filmie Camino, dostępny na Viaplay.

Jestem niewierząca, więc Droga Świętego Jakuba jest dla mnie atrakcyjna wyłącznie pod kątem turystycznym, jednak zazdroszczę ludziom chyba tej wiary, tego samozaparcia, które każe im rzucić wszystko i pojechać, aby w różnych, czasem ciężkich warunkach brnąć przez góry kilka tygodni w imię jakiejś własnej wewnątrznej intencji. Dla mnie to fantastyczne socjologiczne zjawisko, które urzekło mnie tak bardzo, że jak tylko zobaczyłam u Schippera ten wzór, wiedziałam, że muszę go mieć. W końcu nadszedł czas.

Jest to tryptyk. Ma 42 kolory. Tryptyk jest bardzo ciekawie skomponowany - każda część jest osobna, jednak przenikają się i łączą. Obraz zawiera wymieszane w pięknej kompozycji symbole.
Na pierwszym panelu widzimy dwoje pielgrzymów, z plecakami, kosturami i charakterystycznymi muszlami przy plecakach. Po przyrodzie widać, że to późne lato. Jest też graficzny symbol muszli z drogowskazów, para zużytych butów, mniemam, że właśnie leżą na Cruz de Fero. Na horyzoncie maluje się - no właśnie - sporo czasu straciłam, aby zlokalizować tę budowlę. Nie jest to pierwszy lepszy kościół. Jest to Saint-Michel d’Aiguilhe – kaplica położona na 85-metrowej wulkanicznej skale w pobliżu miejscowości Le Puy-en-Velay w regionie Owernia, w departamencie Górna Loara. Zbudowana została w 962 roku jako jeden z początków szlaku pielgrzymek zwanego Drogą św. Jakuba. Do kaplicy można się dostać po pokonaniu 268 schodów wykutych w skale. Już za czasów rzymskich skała, na której zbudowano kaplicę, była miejscem kultu Merkurego.
Zobaczcie, jak wysoko ta kaplica leży! Jej widok na panelu jest oderwany od rzeczywistej lokalizacji.
Po prawej stronie obrazu widać drzewo i kwiaty - to jest ten element łączący go ze środkowym panelem, oczywiście po obowiązkowym dla tryptyków Schippera przesunięciu o półtora centymetra - ale to da się zobaczyć w kolejnym wpisie...

Fenomen2piorunów

@NieJedyna spoko wpis, dawaj więcej obrazków :smiley:

Praktykant1piorunów

@PanGargamel na wykopie miałam ich kilkadziesiąt, wraz z etapami tworzenia :smiley: ale powiedzmy, że cieszyły się raczej niewielką popularnością. Teraz maluje już dużo mniej, więc i wpisy rzadziej, ale co namaluję, wrzucam już tylko tu.

Osobistość1piorunów

@NieJedyna akurat zacząłem bazgrać swoje pierwsze malowidło otrzymane w prezencie, chętnie podpatrzę prosa 😉

Pokaż więcej komentarzy (9)