PanNiepoprawnyFanatyk
14piorunówW końcu rozwiązanie dla osób, które lubią pociągi lego ale mają mało miejsca!

Dołączył/a:
PanNiepoprawnyFanatyk
14piorunówW końcu rozwiązanie dla osób, które lubią pociągi lego ale mają mało miejsca!

YdtskiInspirator
64piorunówCoś mi zlewy pozatykało. Pomószcie. #zwierzaczki #koty #pokazkota

mannorothLider
75piorunów
WatluszPierwszyFanatyk
144piorunów#gownowpis #pracbaza #przemyslenia
Po tygodniu L4 stwierdzam, że jak to śpiewa punkowy zespół Castet "robota to głupota". Czytanie książek, grzanie ryja w upale na balkonie, spacery w osiedlowym parku, kawusia na ławce, oglądanie z synami Mundialu, wysypianie się, muzyczka w słuchawkach i humor gitówa. Tak trzeba żyć. Robota to jedynie droga do uzyskania odpowiedniej kwoty na koncie na koniec miesiąca. Jeśli ktoś nie ma misji w pracy czyli np. jest strażakiem albo ratownikiem medycznym, albo ma pracę wynikającą z pasji, bp np. jest się kowalem artystycznym, albo lubi się pracę przy zwierzętach i zapierdziela w staninie koni, to robienie z pracy treści życia jest objawem spierdolenia umysłowego. Zawsze uważałem, że ludzie dorabiający ideologię do pracy w korpo czy januszexie powinni się zgłosić na terapię ale za każdym razem gdy jestem na zwolnieniu lub na urlopie, to zaczynam myśleć, że dla takich ludzi nie ma ratunku. Gdy słyszę te wszystkie pierdolety o "naszej firmie", "naszym zespole" o tym, że "jesteśmy drużyną", to śmiać mi się chce, bo drużyną to jest Polonia Warszawa albo te chłopy z Francji, które wczoraj mecz ze Szwedami wygrały. Drużynę, to sobie mój syn zbiera, jak idzie z kumplami ze szkoły popykać w piłkę. Nie kurła, w robocie nie tworzy się drużyny ani rodziny, ani teamu. Ma się tam grupę ludzi z którą się należy dogadać, tak by był efekt, bo efekt to kasa na koncie, która się realnie przekłada na poziom życia i możliwość realizacji pasji, zamiłowań oraz ogarnięcie pierdolnika związanego z rachunkami, kredytem na mieszkanie i całą resztą tego bałaganu formalnego.
Musiałem to napisać, bo mój łeb ADHD-owca produkuje milion myśli na godzinę i czasami muszę je wypuścić w formie pisanej, bo inaczej będą mi się międlić we łbie przez pół dnia.

TenTypTakMaMocarz
113piorunówKoniec pewnego etapu w życiu. Nie mam już, k⁎⁎wa, sił.
Marzec 2025 - Cały zeszły rok czułem się jak cholerne warzywo: zero energii, koncentracji, całe dnie spędzałem w łóżku. Przez to wyprowadziłem się z Wrocławia i wróciłem do rodziców, żeby podreperować zdrowie.
Podczas pobytu u rodziny udało mi się ukończyć pracę inżynierską, oczywiście z wielkim trudem, ale obrona wyszła na 5.
Później ojciec nagle zachorował i musiał przyjmować leki psychotropowe. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie zaczął mieszać ich z alkoholem. Zrobiłem mu o to aferę, wyjebałem cały alkohol z domu i od tego momentu (październik 2025) nie odzywa się do mnie ani słowem. Piwko w każdy weekend musi być! J⁎⁎ać zdrowie!
Boże Narodzenie było wspaniałe! Ja, ojciec i matka - atmosfera jak w urzędzie skarbowym podczas przesłuchania. Resztę świąt spędziłem na siłowni i w łóżku, z braku energii.
I tak, bujając się od pracy do łóżka przez cały zeszły rok i połowę bieżącego, mijało mi życie w trybie oszczędzania energii, a ja traciłem przyjaciół i znajomych bo byłem jak stary dziad co ma 100 lat i najlepiej by leżał cały dzień.
W maju 2026, żeby zabić czas, czekając na rozmowę rekrutacyjną, poszedłem do lekarza u siebie w pracy na badania. Wyniki wyszły super! Niedoczynność tarczycy, Hashimoto i guz na tarczycy, oczywiście wyniki badań w dniu moich 26. urodzin, to był wręcz wymarzony prezent.
Dostałem pyszny Euthyrox i nagle wszystko wraca do normy: pojawiła się energia, znowu wróciłem na basen, zacząłem wychodzić do ludzi. Pomyślicie, że w końcu chłopu się powiedzie? Jak to mówi pewien youtuber z mojego dzieciństwa "nic bardziej mylnego".
W dzień ojca, ojciec stwierdził, że jestem dla niego obcym facetem xD i nie ma syna - bo zabroniłem mu pić alkohol xDD I teraz hit:
Mam wyprowadzić się z domu do dzisiaj, ponieważ mój brat zrobił wesele i nie zaprosił na nie matki (tak, to jest powód, jak w jakichś Trudnych Sprawach). Dlaczego nie zaprosił? Bo nie ma z nią kontaktu od roku. A że nie mogła się odegrać na nim, to zemściła się na mnie xD.
I teraz sobie siedzę na walizkach. Pójdę pomieszkać na chwilę na kanapie u siostry, a później pierdolnę chyba tym wszystkim i wyjadę do Warszawy lub zacznę dziergać koraliki na plaży w Mielnie, bo samotność to panna lekkich obyczajów i najgorsze, co człowieka może w życiu spotkać. W portfelu bieda, ale się k⁎⁎wa nie poddam, nie po tym wszystkim co się wydarzyło. Nie ma co się zagrzebywać na dnie bo się jeszcze tu urządzę i będzie mi wygodnie...
radek-piotr-krasnyFanatyk
33piorunów#ciekawostki #zimnawojna #historia #jumanezfb
Palomares (1966): cztery bomby wodorowe, które spadły na pola pomidorów
Architektura zimnej wojny opierała się na doktrynie wzajemnego gwarantowanego zniszczenia, która wymuszała na mocarstwach utrzymywanie nieustannej gotowości do natychmiastowego uderzenia. Z tej właśnie logiki zrodziła się amerykańska operacja Chrome Dome, prowadzona od 1961 roku na gigantyczną skalę, w ramach której bombowce B-52 z bronią termojądrową na pokładzie krążyły wokół granic Związku Radzieckiego. Trasa południowa wiodła ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych przez Atlantyk, wokół Półwyspu Apenińskiego i z powrotem do domu, z dwoma tankowaniami w powietrzu nad Hiszpanią. Manewr ten był tyleż rutynowy, co skrajnie niebezpieczny, wymagał absolutnej precyzji od zmęczonych załóg operujących na ogromnych wysokościach.
W nocy z 16 na 17 stycznia 1966 roku bombowiec B-52G o znaku wywoławczym Tea 16 wystartował z bazy Seymour Johnson w Karolinie Północnej. Niósł 4 bomby wodorowe typu B28 (wariant FI Mod 2 Y1) o mocy około 1,1 megatony każda, czyli mniej więcej 70 razy potężniejsze od ładunku zrzuconego na Hiroszimę. Na drodze powrotnej, nad południowym wybrzeżem Hiszpanii, czekała na maszynę latająca cysterna KC-135, która wystartowała z hiszpańskiej bazy Morón. Około wpół do jedenastej rano, na wysokości ponad 9400 metrów nad andaluzyjską wioską rolniczą Palomares, bombowiec zbliżył się do cysterny ze zbyt dużą prędkością. Końcówka przewodu tankującego uderzyła w kadłub B-52, rozrywając jego konstrukcję. W ułamku sekundy wyciekające paliwo lotnicze uległo zapłonowi, zamieniając obie maszyny w gigantyczną kulę ognia. Cysterna eksplodowała, a jej cała 4-osobowa załoga zginęła na miejscu. Bombowiec rozpadł się w powietrzu, runął na pola i zabudowania wioski; z 7 członków jego załogi zginęło 3, a 4 zdołało się katapultować, lądując w morzu i na lądzie, gdzie ratowali ich okoliczni mieszkańcy i rybacy.
Na ziemi nie zginął nikt, choć płonące szczątki i paliwo zasypały pola oraz ulice. Najgroźniejsze było jednak to, że w momencie rozpadu kadłuba puściły mocowania luku bombowego i 4 bomby wodorowe rozpoczęły swobodny spadek ku ziemi. Losy czterech ładunków potoczyły się zupełnie różnie. Pierwsza bomba opadła stosunkowo łagodnie, ponieważ jej system spadochronowy zadziałał bez zarzutu; znaleziono ją niemal w idealnym stanie. Prawdziwy dramat rozegrał się w przypadku dwóch kolejnych. Ich spadochrony zawiodły, przez co maszyny uderzyły w ziemię z prędkością przekraczającą 300 kilometrów na godzinę. Gdy broń termojądrowa uderza w przeszkodę z taką siłą, systemy bezpieczeństwa zapobiegają wybuchowi nuklearnemu, bo do reakcji łańcuchowej otaczający rdzeń ładunek konwencjonalny musiałby zdetonować absolutnie symetrycznie, implodując pluton. W Palomares ten warunek nie został spełniony, ale uderzenie spowodowało detonację konwencjonalnego materiału wybuchowego.
Siła eksplozji wyrwała w ziemi kratery, rozerwała obudowy bomb i rozrzuciła po okolicy kilkadziesiąt kilogramów zniszczonych mechanizmów. Najgorsze było jednak to, że wybuch zamienił około 3 kilogramów plutonu-239 w radioaktywny pył, który wiatr rozniósł na obszarze około 226 hektarów (mniej więcej 2 kilometry kwadratowe) upraw pomidorów. Pluton ten emituje promieniowanie alfa, które nie przenika przez skórę, lecz po dostaniu się do płuc staje się trwałym, wewnętrznym źródłem niszczącego komórki promieniowania, pozostając groźnym przez tysiące lat.
Czwarta bomba przez długi czas stanowiła całkowitą zagadkę. Nie spadła na ląd, a wojskowe zespoły poszukiwawcze, dysponujące w pierwszych dniach bardzo niedokładnymi mapami tego regionu, nie wiedziały, gdzie zacząć. Wtedy w historii pojawił się kluczowy świadek: Francisco Simó Orts, lokalny rybak, który widział spadochron i opadający na nim ciężki cylindryczny obiekt wpadający do Morza Śródziemnego. Od tej pory mówiono o nim „Paco el de la bomba". Jego precyzyjne wskazanie miejsca upadku okazało się bezcenne.
Na miejsce ściągnięto doktora Johna Cravena, który wykorzystał nowatorską wówczas metodę opartą na twierdzeniu Bayesa. Polegała ona na podzieleniu mapy dna morskiego na siatkę kwadratów i przypisaniu każdemu z nich prawdopodobieństwa znalezienia zguby, które aktualizowano po każdym nieudanym zanurzeniu. Dzięki zeznaniom rybaka i rygorystycznej matematyce poszukiwania zyskały wektor, a stawką było nie tylko odzyskanie tajnej technologii, ale też uniknięcie gigantycznej kompromitacji dyplomatycznej w samym środku zimnej wojny.
Operacja wydobycia trwała niemal 3 miesiące i była technologicznym wyzwaniem na niespotykaną skalę. Ruszyła flotylla ponad 30 okrętów oraz kilka eksperymentalnych pojazdów głębinowych, w tym załogowe batyskafy Alvin i Aluminaut. Morze u wybrzeży Palomares jest zdradliwe, dno szybko opada, tworząc strome podwodne kaniony. 15 marca Alvin odnalazł zgubę na głębokości 777 metrów, na stromym, niemal 70-stopniowym zboczu. Radość była przedwczesna, bo podczas próby podniesienia pękła główna lina nośna, a bomba zsunęła się w głębiny i znikła na kolejne tygodnie. Ostatecznie namierzono ją ponownie 2 kwietnia, na głębokości około 869 metrów. Wykorzystano wówczas bezzałogowy pojazd sterowany przewodem, który szczęśliwym trafem zaplątał się w linki spadochronu, co pozwoliło 7 kwietnia bezpiecznie wyciągnąć ładunek na pokład okrętu ratowniczego USS Petrel. Aby uciąć propagandowe spekulacje bloku wschodniego, dowództwo podjęło bezprecedensową decyzję o pozwoleniu prasie na sfotografowanie mokrego, poobijanego kadłuba odzyskanej broni jądrowej — był to pierwszy raz, gdy amerykańską broń nuklearną pokazano publicznie.
Na lądzie działania miały charakter pospieszny i chaotyczny. Pod kryptonimem Moist Mop wojsko amerykańskie wysłało do Hiszpanii około 1600 żołnierzy, którzy przez kilka miesięcy ręcznie, często bez specjalistycznych masek i kombinezonów, zdrapywali wierzchnią warstwę skażonej ziemi. Około 1400 ton radioaktywnego gruntu zapakowano do blisko 6000 stalowych beczek i odesłano statkami do zakładu Savannah River w Karolinie Południowej. W tym samym czasie trwał ponury spektakl polityczny. Reżim generała Franco nakazał ścisłą cenzurę, zatajając przed obywatelami powagę sytuacji, by ratować zyski z turystyki. Doszło wręcz do kuriozalnej akcji propagandowej, podczas której hiszpański minister informacji i turystyki Manuel Fraga oraz amerykański ambasador Angier Biddle Duke, w otoczeniu kamer, odbyli pokazową kąpiel w lodowatych wodach Morza Śródziemnego, próbując dowieść światu, że skażenie jest wyłącznie wymysłem komunistycznej propagandy. Był to gest na pokaz, bo pluton osadził się przede wszystkim w glebie, a nie w wodzie. Mieszkańcom nie przekazano żadnych rzetelnych informacji medycznych, a dostęp do skażonych stref strzegło wojsko. Kaskada błędów i nonszalancji, jaka uwidoczniła się nad andaluzyjską wioską, doprowadziła do poważnych pęknięć w strukturach dowodzenia amerykańskiego lotnictwa. Choć operacji Chrome Dome nie wstrzymano natychmiast, jej los był przypieczętowany.
Gwoździem do trumny całego programu stała się katastrofa na Grenlandii w 1968 roku, gdy w pobliżu bazy Thule rozbił się kolejny bombowiec z bronią jądrową w podobnych okolicznościach. Generałowie odpowiedzialni za doktrynę ciągłych lotów z uzbrojeniem zostali zmuszeni do zmiany strategii, przenosząc ciężar odstraszania na bezpieczniejsze okręty podwodne i silosy lądowe. Równie wysoką cenę zapłacili żołnierze pracujący przy dekontaminacji. Przez całe dekady Waszyngton odrzucał ich wnioski o pomoc medyczną, twierdząc, że dawki promieniowania były zbyt małe, by wywołać raka. Batalia prawna weteranów znalazła epilog dopiero w 2022 roku, gdy ustawa PACT Act objęła ich domniemaniem związku służbowego dla chorób popromiennych, otwierając drogę do leczenia i świadczeń.
Źródło: fb com /permalink.php?story_fbid=pfbid02hd8KU7zN3vLV5HAtJm7TwPQn58B44bhoAkuo5MoGucKM1LykerTL7Ax8Taobyi7gl&id=61586323103233

starebabyjebacprademGruba ryba
48piorunówAle bym się przejechał taką bipom z kociolkiem albo en57/71 z dermą i sprężarką typu tyku tyku

Loginus07Gruba ryba
52piorunówTe katalogi #lego za dzieciaka dostalem chyba tylko po to, by żyć ze świadomością, co mnie w życiu mija ^^
I od razu widać, ktora strona byla najczesciej maltretowana, bo juz nie jest częścią katalogu nawet ^^

UncleFesterGURU
130piorunówCytryn się zrzęchł, to se kupiłem kijanke. 😁

Podziel się wrażeniami z jazdy .
@UncleFester gratulacje, będziesz miał tutaj więcej kontentu z napraw jak pan od psującego się bmw ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Mr.MarsGURU
48piorunówTrzęsienie ziemi w europejskim przemyśle motoryzacyjnym. Volkswagen stoi u progu największej restrukturyzacji w swojej historii. Z poufnych planów koncernu wynika, że pracę na całym świecie może stracić nawet 100 tysięcy osób, a w samych Niemczech do likwidacji wytypowano cztery duże

GARN_Fanatyk
14piorunów#sztuka #art #malarstwo #obrazy autor: Karina Rodríguez | A Bunch of Colors | 2024 | Oil on panel | 17.78 x 12.7 x 0.3 cm

@GARN_ podoba mnie się to, taki pop art to ja lubię.
groman43Osobistość
2piorunówSzybkie pytanie - wyprowadziłem się z UK prawie rok temu, ale chciałem zachować swój brytyjski numer. Problem polega na tym, że płacę za niego £30 miesięcznie. Trochę drogo. Może ktoś zna jakiegoś operatora, który nie wymaga stałego adresu w UK, do którego mógłbym przenieść numer.
@groman43 jakiekolwiek pay as you go, np. lebara i doładujesz x funtów raz na x miesięcy. Lebara wymaga chyba piątkę raz na 3 miechy czy coś takiego.
BoguslawLecinaOsobistość
23piorunów#bieganie na izera ultra trail a k⁎⁎wa gdzie ( ͡° ͜ʖ ͡°) start jutro o 8:00 na 50km

Uzdrowisko w Świeradowie, piękne
Ale mamy owocny biegowy weekend 😀
Standardowo, nie usmażonych jajec!
madhouzeAutorytet
45piorunówCześć. Chciałem zapytać Was o opinię, bo może z boku wygląda to inaczej, a my z dziewczyną złapaliśmy niepotrzebne poczucie winy i sami już nie wiemy, jak do tego podejść.
Jesteśmy raczej domatorami. Po pracy cenimy sobie nasz wolny czas, ciszę i spokój. Prawie w ogóle nie spotykamy się z ludźmi w domu - to nasz azyl, w którym chcemy odpocząć, nacieszyć się swoim towarzystwem i nie czuć presji, że musi być idealnie posprzątane.
Problem polega na kuzynie mojej dziewczyny. Chłopak jest taksówkarzem. Sam kiedyś jeździłem na taksie, więc doskonale rozumiem specyfikę tej pracy, luki między kursami i to, że często jest się gdzieś "w okolicy". Problem w tym, że on zaczął to wykorzystywać i wbijać do nas na niezapowiedziane wizyty nawet kilka razy w tygodniu.
Schemat zawsze ten sam: daje znać dosłownie w ostatniej chwili albo dzwoni już spod drzwi. Jak dziewczyna nie odbiera, to od razu uderza z telefonem do mnie.
Ostatnio mieliśmy tego po prostu dość - nie odebraliśmy i nie otworzyliśmy. Chcieliśmy mieć po prostu święty spokój. Kiedy niedługo potem zadzwonił w innej sprawie, rzucił ironicznym tekstem, żebym się "nie martwił, bo nie chce do nas wpadać".
Z jednej strony poczuliśmy ulgę, ale z drugiej włączyło się nam poczucie winy. Prywatnie lubię gościa, ale totalnie nie tolerujemy takiego wbijania się na bezczelnego w nasz czas wolny.
Jak byście na to zareagowali? Czy jakoś to prostować, żeby nie było kwasów w rodzinie? Jak bronicie swoich granic w takich sytuacjach bez wywoływania afery? Czy po prostu jesteśmy dziwni i lepiej dla samego chłopa, żeby trzymał się na dystans?
@madhouze do nas tak jedna sąsiadka wpadała. Ogólnie spoko kobita, fajnie pogadać ale czasami człowiek chce w spokoju posiedzieć albo robi coś innego i nie chce przerywać (np. gra w gre). Raz ją zignorowaliśmy to potem złapała mnie na klatce i konfrontuje, że była dzwoniła do drzwi i na telefon ale nie otwieraliśmy a była przekonana, że jesteśmy w domu. Odpowiedziałem jej tylko "sorry, nie otworzyliśmy bo się ruchaliśmy, dawaj znać wcześniej, że chcesz przyjść bo czasem bywamy ekhmmm... zajęci". Stała tak chwilę wstrząśnięta-zmieszana, w końcu wystrugała z siebie "a to sorry" xD Teraz choć nadal wpada to rzadziej i pyta najpierw czy jesteśmy.
Jak ja nie cierpię taksówkarzy!
NatenczasWojskiGruba ryba
231piorunówPamiętacie jak opowiadałem o Ludzie, kochance mojego teścia? Tej od pysznych mielonych.
W skrócie to teściu miał kochankę na Ukrainie, teściowa się dowiedziała i zażądała rozwodu, wyprowadziła się, a jako że teściu mieszkał sam w dużym domu to my się wprowadziliśmy. po czym teściowa straciła mieszkanie i kasę i musiała wprowadzić się z powrotem do nas. I tak przez wiele lat teściowie po rozwodzie mieszkali razem, a my z nimi.
Jak Luda przyjeżdżała do Polski to teściu mieszkał z nią w drugim mieszkaniu po czym wracał sobie do domu do rodziny. Układ idealny.
No ale niestety choroba nie wybiera, teść już w finalnym etapie raka i prawie tylko leży, nie chce do tamtego mieszkania jechać i poprosił żeby Luda zamieszkała z nami i się nim zajmowała :smiley:
I tak teraz wszyscy razem się kisimy :smiley:
Najlepsze że teściowa to lont ma krótki a rozum jeszcze krótszy, czekam kiedy się odpali bo niby się zgodziła ale widzę że już jej ten układ przeszkadza :smiley:
A wszyscy łącznie z żoną i córką bardziej lubimy ta Lude niż teściowa :smiley: spokojna, miła kobieta, dobrze gotuje. Córka przyszła i pyta "a nie mogłaby Luda zamieszkać na stałe a babcia się wyprowadzić?"
@NatenczasWojski po cholerę Wy tak mieszkacie i się zgadzacie na to? O_o
Pamiętam tamta historie. Przyznaje że bardzo zabawna byla. Szkoda teścia :(
aerthevistGURU
37piorunówReuters opublikował zdjęcia satelitarne ukazujące skalę zniszczeń w nadmorskim mieście La Guaira w Wenezueli po serii trzęsień ziemi. Porównanie ujęć wykonanych przed i po kataklizmie pokazuje uszkodzone budynki, zmienioną linię wybrzeża oraz obszary najbardziej dotknięte przez

30ohmFanatyk
33piorunówDlaczego w korporacjach jest tylko polityka sukcesu. Dlaczego nikt nie potrafi przyznać się do błędu że coś zjebali i się z tego wycofać.
Zmienili ostatnio system do spraw hr i finansów. Teraz można zapytać agenta ai o różne rzeczy, dodatkowo jest super bezpieczny bo stoi w ejżur. Ta po c⁎⁎ju xD niech jakiś pajeet coś zjebie to dopiero zobaczą bezpieczeństwo.
Oczywiście nie jest kompatybilny wstecz zatem odwołania z innych formularzy nie działają.
System sam w sobie też działa na 30%. Był mechanizm do zgłaszania błędów to go wyłączyli. Nie ma możliwości zgłoszeń to nie ma błędów. Corplogic
Przechodząc do brzegu. Wysłałem wniosek do wykonania asap. Poszedl chyba z tej chmury w kosmos. Jak będę musiał z tego powodu zapłacić z własnej kieszeni. To dzień dobroci dla zwierząt się skończy.
Całe korpo zobaczy piękne podsumowanie gówna które wypuścili.

Tez mam w pracy ai bota i wiecej z tego klopotu niz pozytku
@30ohm skoro HR i Finanse to możesz spróbować podpytać AI o zarobki na poszczególnych stanowiskach ( ͡° ͜ʖ ͡°)
100mphLider
70piorunówRój dronów poruszający się w pełnej synchronizacji, swoim wyglądem przypominający meduzę - taki widok miał stanąć przed oczami pilota amerykańskiego myśliwca, który zdążył się katapultować tuż przed zestrzeleniem jego maszyny nad terytorium Iranu w kwietniu. Uratowany lotnik

paulusllFanatyk
43piorunówRóżnica pomiędzy córunią a bękartem diabła synem.
- córeczka lvl 5 tatusiu kocham cię laurki mi porobiła, przytuliła mnie dbała dziś o mnie, jak tu nie kochać takiego gizda.
* Syn lvl 8, tata najlepszego. No i to było na tyle XD
Powiedziałem ojcu niecały miesiąc temu żeby sie do mnie więcej nie odzywał
Ciesz się póki małe. Ja mam te laurki poodkładane wszystkie i chlipnę do nich czasem, co jest umiarkowaną reakcją, bo jakbyś zobaczył jaką moja piętnastolatka marianę odj€bała w tym roku, to trzeba gorzko zapłakać, a nie chlipnąć.
Starsza, taka zarobiona w kołchozie, że nawet nie zadzwoniła. Idę se popatrzeć znowu na te stare laurki.
GARN_Fanatyk
133piorunów
@GARN_ ostrzeganie a odpalanie to dwie różne rzeczy
Nie trzeba sztucznej inteligencji tam, gdzie wystarczy prawdziwa.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Pietrow
Stanis%C5%82aw_PietrowWikipedia