@Dynamiczny_Edek, jedyne opcje, to takie:
Co mechanik MOŻE i POWINIEN zrobić w takiej sytuacji?
Skoro mechanik wie, że auto grozi katastrofą (np. brak tłumienia, auto „pływa”, oderwie się koło), a uparty klient chce jechać na kołach, właściwa i bezpieczna ścieżka prawna wygląda tak:
1. Protokół i oświadczenie (Zabezpieczenie tyłków warsztatu):Mechanik musi sporządzić pisemną informację / protokół odmowy wykonania zaleconych napraw, w którym wprost wskazuje, że pojazd ma krytyczne usterki zagrażające życiu (np. urwane/zniszczone amortyzatory, brak hamulców) i zagraża bezpieczeństwu ruchu drogowego. Klient musi to podpisać („Ostrzeżony o braku sprawności, odbieram auto na własną odpowiedzialność”). Jeśli klient odmawia podpisu, mechanik sporządza adnotację w obecności świadków. To chroni warsztat przed odpowiedzialnością, gdy klient rozbije się 200 metrów dalej.
2. Telefon na Policję (Zawiadomienie o zagrożeniu): Jeżeli klient wsiada w ten wrak i wyjeżdża za bramę, mechanik ma pełne prawo (i obywatelską przyzwoitość) zadzwonić na numer alarmowy 112, podać markę, numer rejestracyjny oraz kierunek ucieczki/jazdy kierowcy, informując, że na drogę publiczną wyjechał pojazd w stanie bezpośrednio zagrażającym katastrofą w ruchu lądowym (art. 174 k.k. lub wykroczenie z art. 86 / 96 Kodeksu wykroczeń).
3. Patrol policji: Policja na drodze publicznej może taki pojazd zatrzymać, natychmiast zatrzymać dowód rejestracyjny elektronicznie (w systemie CEPIK) i zakazać dalszej jazdy, co zmusi kierowcę do skorzystania z lawety – ale zrobią to uprawnione służby, a nie mechanik samosąd.
JA PI⁎⁎⁎⁎LĘ! Chłopie, to jak z najebusem za kierownicą - zgłaszać, zanim kogoś zabije.
