Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Wpis użytkownika NatenczasWojski w Hydepark

Gruba ryba

w Hydepark

101piorunów

Całe życie marzyłem żeby mieć duża firmę. Nie wiem skąd mi sie to wzięło ale zawsze jak zaczynałem jakiś biznes (kto pamięta ten wie ze miałem ich wiele) to kombinowałem jak go skalować, delegowac obowiązki i oczami wyobraźni juz widziałem wieżowiec z moim logo na dachu. Ale co dziwne nigdy nie marzyłem o wielkich pieniądzach, wręcz wstyd mi czasami było jak rodzina czy znajomi widzieli ze kupiłem sobie coś drogiego.

Bywało z tymi biznesami lepiej lub gorzej (w tym bankructwo), ale zawsze ten rozwój mnie jakos motywował. Nowe kursy, nowe kwalifikacje, nowe jeszcze większe kontrakty.

Od wkręcenia żarówki za 50zl (oh jak sie wtedy cieszyłem ze coś zarobiłem, pierwsza klientka w Polsce jak wróciłem z Anglii, bałem sie iść do obcej osoby do mieszkania) doszedlem w 7 lat do kontraktu gdzie sama robocizna była za prawie milion złotych.

Doszedłem, rozejrzałem sie i... tu nic nie ma. A właściwie jest ale sama ch⁎⁎⁎ia. Duże ryzyko, nerwy, problemy, wieczny stres a na końcu kasa... która tego w ogóle nie wynagradzala. Na tym kontrakcie zarobiłem jakieś 80 000zl. Ale trwał pół roku i stwierdziłem ze nie było warto, jak policzyć miesięczny zysk biorąc pod uwagę problemy i ryzyko.

Tyle mozna zarobić bez problemu sobie kręcąc małe robótki bez stresu, ryzyka i nieprzespanych nocy czy tygodnia sraczki nerwowej.

Kolejny kontrakt pod wodą. Jakieś 40-50 tys zł w plecy...

I coś we mnie pękło, może juz za stary jestem? Na ten stres i problemy. Marzylo mi sie tylko zeby wszyscy mi dali swiety spokoj. A może juz nie potrzebuje udowadniać swojej wartości co to ja nie osiągnąłem, jakie to kontrakty nie robiłem.

Zresztą juz widzę ze duży biznes to trzeba mieć do tego charakter. Trochę sie tego zacząłem uczyć ale nie wiem czy podobało mi sie w jakim kierunku to szło. Zawsze chciałem aby moje kontakty z ludźmi były mile, żeby obie strony były zadowolone i biznes był win-win. To się sprawdzało w małych prywatkach ale zupełnie nie jak pojawiała sie większa kasa i każdy każdego próbuje mniej lub bardziej wyruchac.

No i co dalej?

Zamykam spolki, rezygnuje z większości pracowników, zamykam biuro, zostawiam cześć biznesu która przynosi mi najwięcej zysku przy minimalnej pracy i postanowiłem iść na etat plus robić jakieś małe zlecenia...

Zawsze największy przeciwnik etatów a teraz sam idę. Chyba to życie zawsze chce udowodnić ze cokolwiek uważamy to będzie inaczej...

Idę na etat szeregowego pracownika technicznego, jak zobaczyli moje CV to pani aż sie jakala jakie to mają cudne benefity w tym korpo i jak wspaniale sie tam pracuje. Za 8000 zł brutto hehe. To ja swoim pracownikom lepiej place :smiley:

Ale zapłacą mi ZUS, odejdzie mi sporo kosztów a robota taka ze w nocy to sie śpi, a w dzień mozna jakieś prywatne rzeczy na kompie porobić.

W przyszłym tygodniu idę na rozmowę, oni to mnie chcą na pewno ale spróbuję przynajmniej na te 9000-9500 brutto wynegocjować.

Marnie ale co zrobić... życie... na starość w korpo skończę..

Komentarze (43)

Twórca0piorunów

Po prawie 25latach na rynku pracy, w naprawdę różnych firmach od januszexów, przez rodzinne spółki, po dzisiejszą, całkiem porządną firmę (tylko o korpo nigdy nie zahaczyłem), oraz próbach jakichś tam maluczkich własnych biznesów, już dawno doszedłem do wniosku że żeby zrobić naprawdę duże pieniądze to trzeba spełniać jeden warunek: trzeba umieć być poprostu h⁎⁎em który bez mrugnięcia okiem będzie potrafił wydymać każdego na hajs. czy to bezpośrednio jak to mówiłeś kradnąc w białych rękawiczkach czy to pośrednio np. płacąc ludziom frytki i wyzyskując. Jak dla mnie nie ma innej drogi (no poza dziedzicieczniem ale to sie nie liczy).

Gruba ryba0piorunów

@ciksters bo to posrednio wynika z konkurencyjnosci na rynku. Wygrywa ten kto ma nizsze koszty/wiekszy zysk, a bariera jest tylko prawo i ewentualne konsekwencje, ale granica jest rozmyta, odpowiedzialnosc odroczona i niepewna. A czym wieksza firma tym wieksze znaczenie maja cyferki a nie ludzie. Dla mnie zawsze ludzie byli wazniejsi, dlatego liczby mi sie nigdy nie zgadzaly...

GURU1piorunów

Madre podejscie- nie patrz na pieniadze robiac swoje,tylko patrz na to,zeby bylo zrobione dobrze- pieniadze same sie znajda.

Czy pieniadze sa warte nerwow,stresow,utraty zdrowia i braku wolnego czasu?
Uwazam,ze nie

Gruba ryba0piorunów

@jajkosadzone w ogole zauwazylem ze traumy i kompleksy o ile zwykle dzialaja niszczaco na ludzi, to dla niektorych sa zrodlem sukcesow zawodowych. Nie wierze ze najlepsi sportowcy czy biznesmeni, albo politycy - maja zdrowo pod kopula. Normalny czlowiek bez demonow, nie chce i nie potrzebuje byc najlepszy. Ma wywalone, zamiast spedzac wiele godzin na to aby wszystkim pokazac swoja wartosc, moze isc na spacer albo polozyc sie na lezaczku, pic piwo i ogladac memy, majac na wszystko wyjebane bo jego potrzeby sa spelnione.

No bo co jeszcze moze motywowac do tego aby poswiecic swoje zycie, zdrowie, rodzine, znajomych itp aby w jednej waskiej dziedzinie byc wsrod najlepszych, z ktorych kazdy poswiecil tyle samo albo i wiecej aby sie tam znalezc?

GURU1piorunów

@NatenczasWojski
bo tak to zazwyczaj jest.
Wazne,ze zdrowie dopisuje i nie musisz glodowac,bo pieniadze sa,pieniedzy nie ma- na ludzi tez nie licz,bo nikt nie pomoze,kazdy interesowny...
Rob swoje,nie patrz na innych,zyj po swojemu- bedzie niebo lepiej niz z milionami na koncie,ale bez zdrowia i wolnego czasu :)
Trzymaj sie i zdrowka :)

Gruba ryba1piorunów

@jajkosadzone najśmieszniejsze ze generalnie to wszystko co zarobilem i odłożyłem, to było z małych zlecen, tu kilkaset złotych zarobione, tam kilka tysięcy i tak miesiąc po miesiącu sie zbierało.

Ale ja nie. Ja musiałem cos dużego zeby moc się pochwalić, zeby było grubo, zeby byly emocje. Zeby byl rozwoj.

Gdzieś w głębi duszy czuje ze to było motywowane brakami poczucia wartości....

Sum1piorunów

Heh. Ja od małego patrzyłem na rodziców mających własny biznes i od zawsze chciałem zrobić 8 godzin na etacie i do domu. No i mam co chciałem. O 5:40 wychodzę z domu o 14:10 jestem spowrotem. Zero zmartwień. Jest w pytę :grinning:

Fanatyk1piorunów

@NatenczasWojski hm. A nie było opcji sprzedaży firmy? Jak masz działający biznes to może jeszcze udałoby się coś z tego wycisnąć.

Ale chyba gratulacje, czasami spokój jest ważniejszy niż pieniądze.

Gruba ryba0piorunów

@rith nie byla az takim samograjem żeby sie nadawało do sprzedaży. Zwykle szef i jego znajomości sa główna wartością firmy.

Plus to że zostawiam sobie tą cześć ktora sama zarabia bez większego mojego udziału.

Tak naprawdę to odcinam największe klopoty których nikt by nie chciał kupić:)

Gruba ryba2piorunów

@NatenczasWojski o proszę. Ja mam teraz odwrotny kierunek. Teraz bedę robił coś samemu bo właśnie zrezygnowałem z etatu. Na etacie też się denerwowałem, też nie spałem czasami po nocach bo jednak starałem się i nie zawsze było jak bym chciał. I też miałem dość, plus wypalenie. Co mam Ci powiedzieć kolego, nie było miodu. I tak 8k brutto to nie są pieniądze, w sensie ok wystarczy na rachunki. Jak nie ma się żadnych zobowiązań to powiedzmy sobie że da się żyć. Ale jak ma się rodzinę na utrzymaniu to gorzej. Trzeba liczyć na co wydajesz, dentysta to już wydatek itd... I w jakim tempie odkłada się pieniądze? Też w powolutku.... Ale to finanse.

Ale plusy to prawa pracownicze, jak cię zwolnią to zazwyczaj masz odprawę i szukasz dalej. Możesz podbijać wynagrodzenie, jak płacą mało to szukasz od razu następnej roboty za 15k potem za 20k... I w końcu coś znajdziesz ale nie od razu. Prace można zmieniać a oszczędności rosną.... I też w życiu nie chodzi tylko o pieniądze.... Ja teraz myślę tak żeby pracować w taki sposób żeby nie robić bez przerwy, tylko żeby mieć urlop co jakiś czas, taki dłuższy. Miesiąc wolnego co najmniej na regenerację jest OK. W roku myślę że powinno się odpoczywać tak ze 3 miesiące.... A nie 2 tygodnie urlopu.... Taki układ jest OK.

Gruba ryba1piorunów

@DexterFromLab na własnym zapomnij o wolnym w ogole. Jak nie masz ludzi i bierzesz wolne to nie zarabiasz. Telefon dzwoni ciągle, nie odbierzesz to stracisz klienta i jeszcze przyszły zarobek. Albo renomę, opinie, bo może to jakiś problem.

Jak.masz ludzi to jeszcze gorzej, przynajmniej oni cos zarabiają na twoich wakacjach ale jeszcze bardziej trzeba odbierać bo oni też generują klopoty a płynność prac i kolejne zlecenia sa jeszcze gorsze. Jeśli będzie przerwa w zleceniach to albo płacisz ludziom przestojowe (strata!) albo odchodzą bo przecież też muszą z czegoś zyc. A znaleźć dobrych ludzi to bardzo ciężko i to w końcu oni tworzą firme.

W efekcie bierzesz zlecenia na zasadzie byle tylko na koszty było, a to zwykle generuje jeszcze więcej kłopotów i strat.

Nienormowany czas pracy to w efekcie praca często od 6 do 22.

Na etacie najgorsze co może Cie spotkać to zwolnienie i utrata dochodu, w działalności najgorsze to utrata całego majatku i wszystkiego co się budowało przez lata.

Inspirator0piorunów

@NatenczasWojski Ja jestem osobą, która jest w tym temacie laikiem, myśli o założeniu biznesu "by przetrwać w godnych warunkach dalsze życie" w ratunku przed stresem korporacyjnym i ogólnie po wielkim wypaleniu na rynku pracy, śmierci bliskiej osoby i okropnej diagnozie lekarskiej.

Powiedz mi tak z ręką na sercu - zabije mnie bycie na swoim, nie?

Gruba ryba0piorunów

@Komenda_Miejska_Polucji raczej zabije... pierwsze dwa lata w działalności sa zawsze najgorsze. Większość tego nie przechodzi. Jak nie masz porządnego buforu finansowego lub innego dochodu to możesz nie dac rady. Druga sprawa jeszcze ważniejsza to psychika, zwątpienie i utrata motywacji.

Najlepiej jeśli można to jak małpa, trzymasz sie jednej gałęzi i łapiesz druga a ta pierwsza puszczasz dopiero jak druga mocno trzymasz. Inaczej łatwo sie zjebać z drzewa :smiley:

Fanatyk0piorunów

@NatenczasWojski a tak z ciekawości, czemu nie chcesz pracować jako szeregowiec albo inny brygadzista w swojej firmie? Za dużo pracy?

Gruba ryba0piorunów

@Stashqo nie da sie pracowac na szeregowym stanowisku w swojej firmie. Za duzo jest odbierania telefonow, formalnosci, papierow, zalatwiania, spotkan. Jak tego ktos nie robi to firma po prostu sie zatrzymuje.

To jest problem poczatkujacych dzialalnosci gdy jestes czlowiekiem orkiestra i w swojej firmie robisz wszystko. Jak nie robisz konkretnej roboty to nic nie idzie do przodu i nie ma wplywow. Jak robisz, to nie szukasz nowych klientow i gdy skonczysz to nie masz kolejnego zlecenia.

Laczyc to jest ciezko, chociazby psychicznie. Stoisz na drabinie, skupiasz sie na podlaczaniu urzadzenia a co chwila dzwoni telefon, ktos cos chce, najlepiej na juz. Nie masz gdzie zapisac, zapominasz co ustaliles, potem trzeba znowu wracac do skupienia na tym co sie robilo, w efekcie wszystko jest spierdzielone i potem chodzisz i zastanawiasz sie co i kiedy wyjdzie i jak duzy z tego bedzie klopot. Moze zle podlaczone, moze cos zle zalatwione, moze spotkanie umowione i zapomniane...

GURU0piorunów

@NatenczasWojski Ja mam tak samo jak ty - co jakiś czas wymyślam jakiś biznes. Po czym w mojej głowie rozpisuję biznesplan, przeprowadzam symulację różnych scenariuszy, w tym oczywiście worst case w którym wszystko nie wypala i bankrutuję, po czym dochodzę do wniosku, że etat na którym jestem to jednak najlepsza opcja XD

Gruba ryba4piorunów

@NatenczasWojski pewne biznesy się po prostu słabo skalują. Generalnie jak robisz ludźmi, a nie maszynami lub technologią to szanse na skalowanie są niewielkie.

Druga rzecz - wiele osób nie dostrzega, że duży musi być droższy. Jak masz firmę powiedzmy na 50 fachowców/wykonawców i ona działa, bo ty wszystkiego perfekt pilnujesz, a pracownicy to widzą, to możesz robić zlecenia po X. Ale jak już to rośnie 10x i zamiast masz 500 fachowców/wykonawców to sam tego nie dopilnujesz na perfekt i efekt jest taki, że musisz zatrudnić ekstra 200 osób do administracji, żeby to działało perfekt i niestety nie masz gwarancji, że będzie działać perfekt. No i przy takiej strukturze ta cena nie może być X - tylko musi być 2X. A żeby to sprzedać za 2X to potrzebujesz kolejnych 200 osób do sprzedaży, marketingu, obsługi klienta i innych pierdół, więc ostatecznie powinieneś kalkulować 3X. Taki skok skali ma tylko sens, jeśli przy wzroście skali możesz wiele rzeczy zautomatyzować, zastąpić ludzi maszynami itp - bo bez tego koszty wyjdą w kosmos.

Klucz do sukcesu w SME to powściągnięcie apetytu - bo skala może być pułapką jak robisz usługi. Inna opcja nie przywiązywać się do działalności - zbić kapitał na tym co masz i iść w coś innego, co się skaluje.

Fenomen2piorunów

@NatenczasWojski

a robota taka ze w nocy to sie śpi, a w dzień mozna jakieś prywatne rzeczy na kompie porobić.

I 8 tysiaków to mało tak? Jak to nie bait to jesteś dziwny

Gruba ryba1piorunów

@jedzczarnekoty brutto? Przecież to niecałe 6000 netto. To bardzo mało. Ja swoim ludziom starałem sie tak prace zorganizować aby mieli możliwość zarobienia tych 8-10 tys netto

Chyba ze mówisz ze to ok za mało męcząca prace, to tak, dlatego właśnie tam idę.

Gruba ryba7piorunów

Mimo wszystko to chyba fajnie, że tego spróbowałeś. Jakies plany zrealizowałeś, niektóre kontrakty były udane inne nie ale to były twoje wielkie czyny. Może za bardzo wierzyłeś w ludzi i to nie pomogło ale ostatecznie nie kończysz jako właściciel bezdusznego korpo, które zjada malutkich.

Jakbym był twoją mamą kaczką to bym był z ciebie dumny.

Gruba ryba1piorunów

@NatenczasWojski pewnie pozostaje jakiś niedosyt ale przecież przed Tobą jeszcze pewnie kilka lat, może pod mniejszą presją coś fajnego wymyślisz.

Piszesz, że zaczynałeś od wkręcenia żarówki za 50zł i miałeś starcha tam jechać a jednak doszedłeś do kontraktów za miliony. No przyznam, że dla mnie brzmi to jak bardzo duży powód do dumy.

Zapewne dałeś wielu ludziom pracę, pozwoliłeś spełnić lub chociaż przybliżyć się im do ich własnych celów. Wg mnie to bardzo duże osiągnięcie. Szczerze wierzę, że spotka Cię jeszcze sporo dobrego.

Gruba ryba5piorunów

Chciałbym cię dotknąć bo jesteś taki za⁎⁎⁎⁎sty, że może część tego przeszła by na mnie.

Osobistość0piorunów

@NatenczasWojski kiedyś pewnie też. Ale chyba lepiej tak niż się od razu poddać i gdybać co by było.@NatenczasWojski

starosc, rezygnacja, smierc

Ja np. się nie zdecydowałem, głównie pod wpływem żony. Teraz siedzę trzeci dzień na NŻ bo mi przepuklina wyszła. Robię na pół etatu studia razem z pracą na cały etat, stresu w chuj. A mogłem mieć 5 lat temu pracę, na którą może awansuję po kilku latach pracy, którą dostanę jak za kilka lat skończę studia. Wolałbym wiedzieć, że nie dałem rady bo to nie było dla mnie niż się zastanawiać jakby to było nie mieć przepukliny w krzyżu i problemów z oddawaniem moczu. I jeszcze mieć kasę, żeby sobie prywatnie iść do lekarza.

Lider17piorunów

ja też kiedyś marzyłem o byciu biznesmenem

firmy, pracownicy, zlecenia, dobra kasa, fury i domy

a później u prywaciarzy zobaczyłem ile to kosztuje i nawet z moją słabą matematyką od razu wyszło że nie warto (a szczególnie w PL)

lepiej iść do korpo na dobry etat, dziobać swoje i wspinać się po drabince

:upside_down_face:

Fanatyk9piorunów

@NatenczasWojski naoglądałeś się może za dużo amerykańskich filmów, na których życie biznesmena to właśnie biurowiec, zebrania, narady, skórzane fotele, firmowy odrzutowiec itd. itp.

Ale do czegoś takiego nie dochodzi się ciężką pracą własną, tylko koneksjami i wspinaniem się po trupach do celu.

Gruba ryba3piorunów

@MostlyRenegade no właśnie chyba sie zorientowałem. Łatwiej zarobic 100 tys zł kogoś wyjebujac w białych rękawiczkach niż uczciwa praca za dobrą robotę.

Tyle latwiej ze jak juz obracasz duza kasa to zwykle nawet nigdy nie poznajesz tego co stracił. Papiery, Umowy, pozwy, przelewy. Człowiek znika a z nim moralność.

Lider9piorunów

@NatenczasWojski gratuluję znalezienia własnej ścieżki :smiley:

Ja dokładnie coś podobnego zrobiłem 2,5 roku temu, z tą różnicą że zamieniłem B2B na spokojny etat plus zlecenia. I dobrze mi z tym

Gruba ryba2piorunów

@Yes_Man no i to chyba jest jakiś kompromis żeby miec sensowna kasę i spokojne życie. Czas na urlop czy hobby

Bo teraz to tylko karuzela kosztow: za biuro, magazyn, leasingi, zus, VAT, raty kredytów, pensje i kolejny miesiąc od początku...