Wpis użytkownika Felidiusz w Hydepark
FelidiuszKosmonauta
232piorunówMój ojciec umiera.
Od kilku tygodni leżał w szpitalu. Dzisiaj siostra mi przekazała, że zdiagnozowano u niego raka jelita, pobrano mu też wycinki z kilku miejsc, bo możliwe, że rak zaatakował też inne organy. Lekarze mówią, że jest bardzo źle i konsylium ma zdecydować, czy jest szansa na operację. Ojciec jest przytomny, ale bardzo słaby i nieświadomy swojej diagnozy.
Siostra i ja mieszkamy w UK, rodzice w Polsce. Siostra leci do kraju za trzy tygodnie, prawdopodobnie zobaczyć go po raz ostatni.
Ja nie chcę lecieć i nie mam ochoty go widzieć.
Ojciec, od kiedy pamiętam, miał całą swoją rodzinę w d⁎⁎ie. Własną żonę poniżał i żerował na jej naiwności. Pił ostro, czasem codziennie, wracał zaszczany i/lub pobity do domu bez pieniędzy i gdyby nie wsparcie siostry mojej matki, to nawet na opłaty byśmy nie mięli. Chodziliśmy w połatanych, a czasem dziurawych ciuchach do szkoły i byliśmy ofiarą żartów, bo on musiał mieć na wódkę. Spłodził czwórkę dzieciaków, ale nie zajmował się żadnym, miał na nas kompletnie wywalone. Mieliśmy zakaz zawracania mu głowy, nawet jak nic nie robił, bo on chciał mieć święty spokój. Jeden z moich starszych braci wykorzystywał tę jego obojętność, aby gnębić fizycznie i psychicznie mnie i siostrę, która była najmłodsza, bo wiedział, że pozostanie bezkarny. Przez to nad całym dzieciństwem wisi mi taki cień bycia codziennie poniżanym nawet w najbardziej błahych sytuacjach przez mojego brata.
Ten kompletny brak zainteresowania odbił się na nas wszystkich - brat wyrósł na bardzo aroganckiego typa, który albo siedział za jakieś pomniejsze wykroczenia, albo imał się półlegalnych interesów. Teraz siedzi w Wietnamie, gdzie właściwie zbiegł, bo w kilku innych krajach policja chętnie chciała by mu zadać trochę pytań. Siostra też się w życiu szarpała, miała próby samobójcze, próbowała zostać zakonnicą, chociaż jej ostatecznie udało się ustatkować i wiedzie spokojne życie na emigracji. Ja przeszedłem kilka terapii, mam zdiagnozowany syndrom DDA i problemy z budowaniem bliskości, ale emigracja dała mi ten dystans potrzebny, żeby mozolnie zbudować normalny związek, relacje międzyludzkie i jestem zadowolony ze swojej pracy.
Ostatni raz w Polsce byłem cztery lata temu, musiałem załatwić sprawy notarialne. Nie widziałem się z rodzicami prawie trzy lata. Pamiętam do dzisiaj tę scenę, kiedy zapukałem do rodzinnego domu. Ojciec otworzył mi drzwi, znużonym głosem powiedział: "A, to ty." i poszedł dalej oglądać telewizję...
Teraz więc, gdy on tam dożywa swoich ostatnich dni, nie czuję takiej odpowiedzialności, żeby przyjeżdżać do niego. Nie uważam, żeby sprawdził się jako rodzic, nie przykładał się do swojej roli ani trochę, dbał tylko o swoją wygodę i własne zachcianki i wydaje mi się, że kiedy on umrze, ja nie będę żałował tej decyzji.
Rozmawiałem o tym z moją dziewczyną i ona też uważa, że jeśli nie będzie mnie to prześladowało później, nie powinienem jechać. Ale wciąż muszę to z siebie komuś wyrzucić, a nie bardzo mam gdzie, więc chętnie posłucham waszych opinii.
Komentarze (85)
a nie no jak powie PRZEPRASZAM, to już kasuje wszystkie jego winy i w ogóle to robimy reset
@xtedek A gdzie ja coś podobnego napisałem? Ludzie pod koniec życia przeżywają skruchę i żałują - warte poświęcenia jest posłuchanie takiej rozprawy przed śmiercią.
@mshl nie jest za późno. Ja z jednej strony pragnęłam bliskości, a nie potrafiłam się przytulić nawet do przyjaciółki. Związki niszczyłam, bo jak zaczynało zależeć, to natychmiast szukałam sytuacji konfliktowych. Zawsze byłam duszą towarzystwa ze sporą ilością znajomych, ale tak naprawdę wszystkich trzymałam na dystans i byłam strasznie samotna. Do tego zmarnowałam wiele lat, bo nie wiedziałam w czym tkwi problem, ale jak już zaczęłam nad sobą świadomie pracować, to życie stało się jakieś łatwiejsze i przyjemniejsze. Tak więc, da się, sporo stresu żeby się przełamać, ale da się :smiley: Poszukaj terapii. Powodzenia, trzymam kciuki aby wszystko się poukładało.
@Felidiusz Nie dziękuj, nie ma za co. Niestety jest nas, takich po przejściach, całkiem sporo. Trzeba się wspierać i jeżeli mój komentarz choć trochę pomógł, to jest mi lepiej na serduchu.
@Felidiusz Zrobiłbym w 100% tak samo za sam fakt alko-nędzy w dzieciństwie a podstaw do takiego rozwiązania sprawy masz znacznie więcej. Weź pod uwagę, że twoje życie można jeszcze popsuć, mam tu na myśli rodzeństwo z problemami a taka rodzina bardzo lubi się nimi dzielić kiedy te wypływają na wierzch a to najczęściej zbyt wiele dla zwykłego człowieka. Nie utrzymuj kontaktów jeśli nie musisz, zadbaj aby w rodzinnym domu nie było twoich aktualnych danych. Zamknij rozdział i idź dalej, myśl o tym jak o obronie swojego nowego cennego życia lub własnej rodziny jeśli ją planujesz.
Moim zdaniem powinieneś jechać. Wykazać się dojrzałością emocjonalną i pożegnać ojca nawet jak nie był ideałem.
Moim zdaniem, choć to może dziwne zabrzmieć, powinieneś wybaczyć, pożegnać sie z nim i pojednać. I nie dlatego, zeby jemu ulżyć, ale zeby Tobie było lepiej. Jemu nie zostało wiele czasu, Ty masz go sporo i chodzi o to, zeby to byl wartościowy, pozbawiony traum i ciężaru czas. Choć to nie łatwe, postaraj sie zrzucić balast i zamknąć wybaczaniem ten etap swojego zycia.
@Felidiusz Moim zdaniem nie powinieneś jechać. Ty nie masz żadnej otwartej sprawy, to Twój ojciec ma. A jeśli ktoś wyżej mówi o przeprosinach przed śmiercią to niech Twój ojciec postara się z Tobą skontaktować i przeprosić, może przecież zadzwonić. Dopiero wtedy w ogóle brałbym pod uwagę jakikolwiek wyjazd, a i wtedy raczej byłbym na nie. Zakładam, że nie rozmawialiście co najmniej kilka lat, więc czemu niby to Ty miałbyś teraz wyciągać do niego rękę i czemu niby tobie miałoby teraz na tym zależeć. Pogodziłeś się z tym, że nie ma go w twoim życiu i prawdopodobnie nie będzie i nie wiem co jego choroba tutaj zmienia.
@Felidiusz Karma to wredna suka, twój ojciec już się o tym przekonał. Nie kuś jej, przygnij na chwilę kark, pożegnaj rodziciela, podziękuj mu za naukę jakim nie być, z perspektywy czasu inaczej na to spojrzysz.
Zrób jak uważasz TY, jak TY czujesz, opinię innych pierdo l, niech zachowają ją dla siebie.
Choć przyszedł mi do głowy inny pomysł: skoro żadna informacja zwrotna do niego nie trafia, to póki żyje pojedź i nasraj mu do łóżka. Odalfuje się ten samiec tak, że liter w alfabecie zabraknie :smiley:
Z fartem!
@ProstaKreska @xtedek Problem jest taki, żeby "przeprosić" musi najpierw zrozumieć i mieć świadomość swojego negatywnego działania, a jestem więcej niż przekonany, że takiej świadomości nie ma. Podobnie jest z alkoholikami. Leczenie ma wtedy sens i rację powodzenia, kiedy alkoholik przyzna się, że ma problem i jest chory. Zdecydowana większość alkoholików uważa, że nie ma problemu i ich to nie dotyczy. Dlatego uważam, że prędzej OP może spodziewać się słów w stylu "widzisz co mnie na starość spotkało?" niż słów "przepraszam".
@Felidiusz To bardzo indywidualna sprawa. Nie polecam opierać się na opinii innych, rób tak żebyś potem miał spokojną głowę.
@Felidiusz Zrób jak uważasz i nie gryź się tym. W dzisiejszych czasach nie musisz być blisko, gdyby chciał przeprosić.
Ze swojego doświadczenia napiszę, że przebaczenie mu pomaga w dalszym życiu, ale wcale nie musisz tego głośno mówić, bo on może i tak nic nie zrozumieć. Wybacz mu dla siebie, w swojej głowie, w wygodnym dla Ciebie momencie i miejscu. Chodzi o to, żebyś w przyszłości nie przeżywał bólu w kółko, bo to będzie ranić już tylko Ciebie.
A gdybyś zdecydował, że jednak jedziesz, to zrób to tylko dla siebie, a nie dla niego. I nie daj sobie wmówić jak "należy" się zachować. Jeśli on nie sprawdził się w roli ojca, to nic mu się nie należy. Jeśli ze swojej dobroci pomyślisz choć o nim bez złości, to już bardzo dużo. A opinie "rodziny" znaczą tyle, ile ich pomoc względem Ciebie.
@blunch a nie no jak powie PRZEPRASZAM, to już kasuje wszystkie jego winy i w ogóle to robimy reset i jest super tatą od tej pory.
Ja bym nie jechał i miał wyjebane na ludzi którzy zawsze mieli na mnie wyjebane. Tyczy się każdego, bez względu czy jest jakąkolwiek rodziną czy nie.
@Felidiusz hej, co do decyzji czy jechać czy nie - zrobisz jak uważasz.
Myślę jednak, że gdybyś mimo wszystko odważył się wybaczyć ojcu, to byłby to dla Ciebie gigantyczny krok naprzód. 😉 Nie dlatego że on sobie na to zasłużył, ani dlatego że powinieneś. Po prostu uważam że warto - jeśli nie teraz, to kiedyś. 😉
Masz pełne prawo nie jechać. Nikomu nic do tego.
Natomiast intryguje mnie inna rzecz.
Siedzi to w tobie głęboko. Poczucie krzywdy, zmarnowanych lat, bólu i rozczarowania. Zamknąłeś to. Odciąłeś, nie myślisz na co dzień. I teraz widmo kresu dni ojca znów to otworzyło. Czy tego chcesz czy nie. Napisałeś o tym.
Myślę, że masz dużą potrzebę wylać to z siebie - co zresztą zrobiłeś. Lecz chyba adresat powinien być inny. Dopiero wtedy twoje potrzeby emocjonalne byłyby w pełni zaspokojone. Pisanie w sieci to tylko erzac.
Trudno jest przewidzieć jak będzie się zmieniał twój stan emocjonalny w przyszłości. Jakie będziesz miał zapatrywania na tę nadchodzącą śmierć. Piszesz, że jesteś dobrym człowiekiem. I ja w to wierzę.
Ale...
Czy nie będzie tak, że w tej swojej dobrej duszy, w przyszłości, będziesz miał wyrzuty do siebie? Dobrzy ludzie tak mają. Jesteś bardzo rozwinięty emocjonalnie, przebyłeś długą drogę. Chwała za to. Nie obawiasz się więc, że będzie cię to gryzło za dwa lata, za pięć i piętnaście? Nie jesteś typem człowieka, który stanie nad łożem umierającego ojca i będzie mu "dowalał" jak namawiają sebixy. Jesteś ponad to.
Chciałbym tylko zasugerować, że ten wyjazd do Polski może być bardziej DLA CIEBIE. Nie dla ojca. Zrobisz kolejną w swym życiu rzecz "właściwą". Może cię to nawet chwilami irytować, iż jesteś tak grzeczny i układny. Lecz taki los "miłych ludzi". Dlatego są tacy cenni. Oni zawsze wiedzą jak zachować się przyzwoicie.
Cokolwiek nie postanowisz za kilka tyg - daj znać proszę jaką decyzję podjąłeś. Priv lub official. Tak z przyzwoitości, za te kilkanaście minut mojego czasu. Ciekawa historia i fajne głębokie przemyślenia. Żal byłoby mi nie doczytać ostatniego rozdziału.
Trzymam kciuki!
@Felidiusz A ja uważam, że powinieneś pojechać. Traktował Cię chujowo, ale dużo osób na łożu śmierci zaczyna zdawać sobie sprawę z popełnionych błędów - głupie "przepraszam", które być może wyszłoby z jego ust wyryłoby Ci się na zawsze w sercu. To głupie, że ludzie przez całe życie mają kogoś w d⁎⁎ie.
Ja bym pojechał, chociażby żeby potem nie żałować, że miałem szansę na ostatnie spotkanie.
@R8Ozd25vIENpxJkgdG8gb2JjaG9kemk mocne to bylo , ale szacun
@Felidiusz współczuję na maksa. Musiało być ci mega ciężko. Z mojego punktu widzenia (osoby wierzącej) polecam mimo wszystko spotkać się i przebaczyc. Chociaż wydaje się to niemożliwe to z pomocą Jezusa jesteś w stanie to uczynic. Czytałem wiele świadectw, że taki gest uwalnial wewnętrznie osoby, które przebaczaly. I dawał lepsze efekty niż wszelkie terapie. Pamiętam w modlitwie. Powodzenia!
@Felidiusz To, że Twój ojciec taki był, nie znaczy że musisz teraz robić dokładnie to samo. A właśnie próbujesz. Wprowadzasz w swoje życie system nagród i kar - był dobry, to jadę, był zły - nie jadę. Sam zaczynasz powielać działania ojca. Moim zdaniem powinieneś pojechać, odwiedzić ojca, pokazać światu i przede wszystkim sobie, że "ja jestem inny, gdyby mnie to spotkało to mój ojciec by mnie olał, ale ja jestem inny". Inaczej za parę lat może Cię to gnębić psychicznie. Może, ale nie musi.
@M__BtoP__L Ta, też słyszałem o tych psychologicznych sztuczkach. Sam wiem, że powinienem wybaczyć, żeby zrzucić z siebie ten ciężar. Autor pewnie też o tym słyszał. Tylko co to znaczy wybaczyć? Puścić w niepamięć, choć zapomnieć się nie da? Czy wybaczyć, ale nie zapominać i liczyć, że nic znów nie wypłynie z flashbackiem za jakiś czas? Ja swojemu ojcu (ale nie jego matce) wybaczyłem jakiś czas temu. Zalałem się łzami w swoistym katharsis, jak sam byłem porobiony i pogrążony w rozmyślaniach. Tylko co z tego, jak po jakimś czasie i tak zacząłem ponownie uważać go za słabego frajera, który przez swoja bierność i na swój sposób wygodne życie z mamusią przyczynił się do tragedii własnego syna, a sam spierdolił w szpitalu w zaświaty z ostatnimi słowami "mamusiu, co mi jest?", po czym zasnął i po kilku godzinach umarł.
To jest właśnie ten paradoks wybaczania.
Największą ulgę chyba przynosi mówienie o tym otwarcie. Inna sprawa, że normiki mogą patrzeć na ciebie jak na dziwadło pokroju Phoebe Buffay z "Przyjaciół", która w serialu miała przejebane dzieciństwo i nie raz ludzie się zastanawiali, czy to sarkazm, czarny humor czy opis rzeczywistości w jej wykonaniu. Jako dziecko pamiętam, że nałożone było informacyjnie embargo na wszystko, co się dzieje w domu. Jawna dulszczyzna, nawet przed szkolnym psychologiem się nie otwierałem i wywijałem wtedy tyle problemów, że z jednej podstawówki wyleciałem, a w drugiej nie zdałem w 7 klasie przez wagary, gdzie padre w końcu zszedł kilka miesięcy wcześniej, a ja zacząłem wtedy na wszystko lać. Do tego jako młody człowiek żyłem w kłamstwie i swoistym syndromie sztokholmskim, co po latach również nie pomogło, gdy zacząłem jako dorosły poznawać prawdę i rodzinne brudy. Dziś jestem na etapie, że gdy ktoś mi powie, że o zmarłych powinno się mówić dobrze, albo wcale, zwłaszcza w kontekście mojej rodziny to wcale nie jestem taki siebie pewien, czy przypadkiem nie wstanę co najmniej napluć temu ktosiu w ryj, jak nie gorzej.
@Felidiusz dobrze robisz że olewasz heretyka. całe życie właśnie na taki koniec pracował.
Gryzie mnie ewidentnie, bo inaczej bym się tu nie wynaturzał, tu masz rację.
czemu? jego nie gryzło co sie z rodzinką stanie jak chlał w opór.
A po śmierci jednego i drugiego jakbyście sie spotkali też by pewnie wy⁎⁎⁎ał z tekstem "A. to ty."
byłem w bardzo podobnej sytuacji do Ciebie. Nie będę mówił co masz zrobić, powiem co Ja zrobiłem. Podczas swoich terapii, w mądrych książkach i na mityngach NA słyszałem wielokrotnie że największą ulgę i możliwość zakończenia pewnych kwestii daje nam przebaczenie. Gdy umierał mój ojczym, który wyrządził mi wiele krzywd po prostu pojechałem usiadłem obok niego i powiedziałem że mu wybaczam. Tylko tyle i aż tyle. Twój ojciec był alkoholikiem ale pamiętaj że to też choroba. Choroba straszna i nieuleczalna. Zrozumiałem to dopiero wtedy gdy sam popadłem w uzależnienie i zacząłem się z niego leczyć. To właśnie wtedy dostrzegłem że złym człowiekiem byłem przez chorobę a nie z wyboru. Wybaczenie ojczymowi dało mi ogromna ulgę i pozwoliło zamknąć ten rozdział w moim życiu. Nie żałuje tej decyzji, pozwoliła mi ona w pewien sposób oczyścić samego siebie.
Skoro przytomny, ale nieświadomy diagnozy to bym chyba specjalnie pojechał i powiedział mu, że zdycha i nara pa. Sam wychowałem się w piekle zgotowanym przez moją babkę, która wpędziła mojego ojca w ćpanie heroiny i śmierć z powodu AIDS. Przez nią nie widziałem ani mojej mamy, ani dwójki rodzeństwa przez 18 lat i tak naprawdę poznałem ich mając dopiero 24 lata, do czego przyczynił się wyrok sądu rodzinnego i sędziny k⁎⁎wy, która później została nawet prezesem wydziału dla nieletnich. Może kiedyś rozpiszę swoje losy, bo dzięki temu mam bardzo osobisty stosunek do trzeciej RyPy jako państwa, które zniszczyło mi dzieciństwo i życie ale do brzegu.
Za ścianą i sąsiadując drzwi w drzwi obok mojego mieszkania mieszkała patusiara chora na schizofrenię. Jeszcze w PRL oblała nam rozpuszczalnikiem próg w drzwiach i podpaliła, bo nie dostała pożyczki na wódę. Zrobiła swojej trójce dzieci również piekło. Jeden chłopak się utopił, najmłodszej córce, która była jeszcze niemowlęciem wbiła w 1989 roku kosę w brzuch. Na szczęście przeżyła, ale opieka odebrała ją definitywnie, a trzeci syn bujał się po bidulach, a jak wyrósł to robił pijackie burdy. Nawet raz się z nim napierdalałem na klatce o 3 w nocy. Jak została już definitywnie sama to spotkałem ją kiedyś jak lamentowała, że jej córka dziś kończy 30 lat, a Paweł (ten z bidula) nie chce jej znać. Nie omieszkałem jej powiedzieć, że córkę sama potraktowała jak potraktowała, a synkowi zgotowała piekło i karma do niej wróciła. Chyba to zrozumiała, bo nic nie powiedziała tylko łeb spuściła. Zdechła kilka miesięcy później. Zabawne, że jak zobaczyłem klepsydrę na drzwiach klatki to odezwały się we mnie resztki empatii i pierwszą myślą było "przynajmniej już się nie męczy".
@mshl Przykro mi to słyszeć cumplu, że też się z tym mierzysz. U mnie problemy z bliskością objawiają się trudnościami z mówieniem o emocjach, otwieraniu się, a także, kiedy już byłem w związku, na nagłych atakach paniki, że moja partnerka mnie zna, rozumie moje słabości i, gdyby chciała, umiałaby mnie zranić, więc w obawie przed zranieniem odrzucałem ją, uciekałem albo ignorowałem przez kilka tygodni. Zniszczyłem w ten sposób kilka relacji z kobietami. Taki stabilny, stały związek, w którym jestem do dzisiaj założyłem mając lat 35 techniką totalnej otwartości: od praktycznie samego początku opowiedziałem mojej Kasi, z czym się mierzę i jak to się objawia. I tak dopadły mnie lęki, przez ponad rok poznawania siebie co każde trzy kroki w przód, ja robiłem jeden w tył, moja partnerka wykazała się naprawdę anielską cierpliwością, być może dlatego, że sama niosła bagaż swoich problemów, z którymi ja starałem się ją wspierać. Tak więc problemów nie pozbyłem się nigdy, ale tego smoka da się okiełznać. Gorąco polecam ci spróbować terapii ukierunkowanej właśnie na problemy z bliskością (ja zaliczyłem dwie), jest to ogromna pomoc w zrozumieniu i przerobieniu tych uczuć. Życzę ci powodzenia.
@Felidiusz Nic nie jesteś ojcu winny, nie czuj wyrzutów sumienia.
Mieć takiego ojca to jak przegrać z rakiem.
Ponoć co 5 osoba to socjopata. Tylko wielu chce się dostosować a nieliczni wykorzystują to do własnych celów.
Sytuacja trudna i w obu przypadkach będziesz pewnie żałować, w jednej bo przecież wypadało jechać może to by zadziałało jako ostateczne pożegnanie z trudną przyszłością, a w drugiej tylko rozdrapie rany i po lądowaniu spowrotem w UK poczujesz ulge i będziesz wkurzony że zachciało Ci się jechać. Nie przewidzisz, zadaj sobie pytanie czy chcesz się z nim pożegnać nie czy tak wypada itp, bo też nie będziesz się z nim żegnał dla niego żeby mu było lżej tylko dla siebie.
@Felidiusz Z jednej strony może Ci to pomóc zamknąć pewien rozdział, z drugiej obudzić stare demony.
Psychika ludzka jest zbyt skomplikowana żeby ją oddawać do decyzji randomów z internetu.
Wg mnie powinieneś się poradzić dobrego psychiatry.
Gx
@Felidiusz przepraszam że trochę nie na temat ale bardzo ciekawi mnie w jakim wieku udalo ci się pozbyć problemów z bliskością, pytam bo jestem w trochę podobnej sytuacji w jakiej ty kiedyś byłeś i troszkę się obawiam że już dla mnie za późno na normalne życie w społeczeństwie
Hmmm...trudną sytuacja. Nie opowiem Ci mojej historii, zgoła innej ale wynik ciut podobny, ale imo pi⁎⁎⁎ol to bo żyjesz dla siebie a nie dla innych. Dla Ciebie to jest obcy człowiek (o ile przepracowałeś to sobie w głowie). Ja też mam Jareckiego niemal nad grobem...nie, nie wybieram się z troski właśnie o siebie. Żyj swoim życiem i Twojej najbliższej rodziny...z pozostałymi to tylko na zdjęciu...
o to dokładnie tak samo mój ojciec zmarł też na jelito grube ,14lat temu miałem 12lat
@matt_pitt No właśnie, więzy rodzinne niby takie ważne, a ja więcej dobrego zaznałem od obcych sobie ludzi niż od rodziców. Zgadzam się z Tobą.
@Rafal_175 Dzięki. Obawiam się, że prędzej piekło zamarznie, niż mój ojciec za coś przeprosi, więc raczej nie jadę.
@Felidiusz Dobrze robisz, ja bym próbował uciąć w głowie rozkminy. Jeszcze może bym rozważył krótko, gdyby jakaś próba przeprosin czy kontaktu była od ojca, ale to ze sceptycznym nastawieniem.
Kładzie nam się do głów, że więzy rodzinne są takie niby wspaniałe i ważne, a prawda jest taka, że patrząc na statystyki właśnie ta rodzina w dominującym procencie krzywdzi.
Dobrze przeczytać, że się odbiłeś - ja nie widział bym powodu, żeby starać się poczuć sentyment do tego co było.
Odciąłeś się od tych toksycznych relacji dość skutecznie bo dopiero zbliżająca się śmierć budzi w tobie wewnętrzne konflikty. Jeżeli wrócisz na to "ostatnie spotkanie" albo pogrzeb mogą pojawić się różne skrajne emocje które zostaną do końca życia. Jeśli nie pojedziesz, też możesz zareagować w sposób, który będzie cię długo dręczył. Niema dobrego rozwiązania który da się przedstawić zza ekranu. Co nie wybierzesz będzie dla ciebie trudnym przeżyciem... Nie da się na ten problem spojrzeć z twojej perspektywy bez odpowiedniej wiedzy i doświadczenia. Mimo wszystko, ja bym chyba nie wracał. Tylko w jednym przypadku może bym wrócił- gdyby ojciec chciał przeprosić za te wszystkie krzywdy,
@Felidiusz a ja bym pojechał i powiedział mu to, a przynajmniej swoją obecnością na pogrzebie ostateczne zamknął za sobą przeszłość
@jeremy-spring Dziękuję. Miałem trochę szczęścia, bo od maleńkości uciekałem od tego syfu w czytanie książek, to była moja forma eskapizmu. Już w przedszkolu przeczytałem "W pustyni i w puszczy", co może i jest imponujące, ale też oddaje, jak bardzo chciałem odciąć się od domowej rzeczywistości. Można powiedzieć, że książki mnie uratowały, pokazały mi inne życie i inne wartości.
@Felidiusz Ja Ci gratuluję, że mając taki, a nie inny start w życiu przepracowałeś to wszystko tak, że dziś możesz się zastanawiać i dzielić z innym myślami, co zrobić. Szacunek za pracę, którą wykonałeś nad swoim życiem.
Ja bym pewnie na Twoim miejscu, został Twoim bratem i był teraz w Wietnamie albo Wronkach.
Wracając do Twojej rozterki, czy jechać. Patrząc na to jak przepracowałeś swoje życie to zaufałbym sobie!
@justypl Dziękuję. Mnie dużo dała terapia i zaakceptowanie faktu, że pewne niesprawiedliwości nigdy nie zostaną wyrównane, że rodzice nigdy się nie przyznają do pewnych błędów i lepiej to przełknąć niż dać się trawić negatywnym emocjom. Dziękuję jeszcze raz.
@Felidiusz kiedyś wdałam się w dyskusję (prawie awanturę) ze znajomym, który twierdził, że „rodzic, to rodzic i trzeba szanować i wspierać, zwłaszcza na starość”. Minęło kilka lat, a ja wciąż uważam, że jw. może wypowiedzieć się tylko osoba, której największym problemem w dzieciństwie było kiedy rodzice zakazali spotkania ze znajomymi, albo zabrali klawiaturę od komputera. Doskonale Cię rozumiem. Więcej, jeżeli polecisz ojca odwiedzić, to wrócą stare demony, a on i tak nawet Cię nie przeprosi, może nawet nie pozna. Dbaj o siebie i swoje życie. Dobrze, że masz kogoś kto Cię wspiera i rozumie. Wiem, że w takich sytuacjach jest ciężko i tak czy inaczej rozwala to psychicznie, ale trzymam kciuki za Ciebie. U mnie mija kilka lat gdy zerwałam kontakt, jest zdecydowanie lepiej, jednak i tak różne sytuacje wracają w snach. Tacy rodzice to piętno na całe życie. Nie jesteś sam. ❤️
@Felidiusz moim zdaniem masz rację. Rodzic to coś więcej niż "spłodzenie". Zero do bani (° ͜ʖ °)
@Felidiusz w swojej głowie i sercu zamknąłeś już swoje sprawy w Polsce i bardzo dobrze. Po przeczytaniu komentarzy to na twoim miejscu nie jechałbym do Polski, bo po co? Rozgrzebywać stare rany? Od toksycznych osób należy się odcinać na zawsze i broń boże, pod żadnym pozorem, nie dawać im wejść w swoje życie ponownie.
@Tck Dziękuję.
@Felidiusz Ja bym olała. Na pogrzeb też bym nie pojechała. Nie lubiłam mojego dziadka, nie był dobrym człowiekiem. Wielkiej krzywdy mi nie zrobił, więc na pogrzebie byłam. Za to nie pożegnałam się z nim i spływa to po mnie. Z tym że ja czułam co najwyżej niechęć do niego. Nie porównuję nawet tego do krzywd, które Tobie wyrządzono. Toksynę trzeba odciąć od siebie - w Twoim wypadku obu "rodziców".
@Felidiusz Jest mała różnica między szukaniem pokrzepienia a potwierdzenia. Widać, że się wahasz i szukasz na zewnątrz potwierdzenia, że robisz dobrze. Zgaduję, że jakby każdy napisał, żebyś jednak jechał to byś to zrobił "bo przecież tak wypada, tak mówią inni". Been there done that.
@Felidiusz Terapia terapii nierówna. Mam uzasadnione podejrzenie, że chodziłeś na sekciarską metodę psychodynamiczną polegającą na programowaniu neurolingwistycznym i stosowaniu mechanizmów socjotechnicznych, żeby pomóc, ale głównie napchać kieszenie ją oferującym.
Śmierć jest straszna i potwornie ryje głowę. Nawet przez takiego człowieka może być ci później ciężko funkcjonować jeśli na chwilę nie zapomnisz o tym co było kiedyś. Ten brak pożegnania może mieć naprawdę ogromny wpływ na ciebie w przyszłości i możesz mieć "przeróżne" myśli. Zastanów się dobrze.
@Felidiusz Według mnie powinieneś zrobić to co Ty czujesz, bez względu na to co powiedzą inni, czy czego od Ciebie oczekują.
Ja osobiście pojechałabym, żeby z czystej ciekawości, sprawdzić czy ojciec w obecnej sytuacji jakkolwiek zmienił swoje nastawienie. Nie licząc na nic, a wrecz zakładając duże prawdopodobieństwo, że do ostatniej minuty nie przyzna się do swoich błędów. Jego zachowanie zapewne jest następstwem jego traum z dzieciństwa (co jasna sprawa nie jest usprawnieniem tego, że nad nimi nie pracował), ale może jest powodem by dać mu tą jedną, ostatnia szansę. Mimo wszystko, chciałabym zobaczyć czy cokolwiek zrozumiał i miał jakąś głębsza refleksję.
Jak refleksji z jego strony nie będzie, to przynajmniej odwiedzisz nasz piękny kraj ( ͡~ ͜ʖ ͡°) i znajomych.
@MowDoReki Cholera, rozgryzłeś mnie 😛 Rozumiem manipulacje syndromu DDA, przynajmniej do jakiegoś poziomu. Nikogo nie będę obwiniał. Wiem w sercu, że nie pojadę zobaczyć się już z ojcem. Nawet człowiek bez żadnych problemów psychologicznych potrzebuje czasem słowa pokrzepienia podczas podejmowania trudnych decyzji, prawda?
Ja byłabym za słaba psychicznie żeby mieć to gdzieś. Wiem, że osobiście w przyszłości gnębiłyby mnie koszmary i sumienie gdybym się nie pożegnała. Masz prawo być wściekły i rozżalony. Masz prawo nie chcieć go widzieć. Ale zastanów się czy w przyszłości ta decyzja się na tobie nie odbije. Będziesz "czysty" gdy się pożegnasz. I twoja głowa też będzie. Nie będziesz rozmyślał czy zrobiłeś źle czy dobrze, czy może jednak warto było... bo niby wiesz co się między wami działo ale nadal jesteś tylko człowiekiem a nie nieczułą maszyną. Życzę ci dużo siły. Wiem jak złe traktowanie boli.