Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Herbata

Kategoria: Jedzenie

Porady i przepisy dla miłośników dobrej herbaty

  • 79 członków
  • 248 wpisów

GURU

w Herbata

35piorunów

No to zaszalałem… Przed wami oscypek w płynie xD

Gdy zaczynałem pisać o herbatach kilka miesięcy temu, kilka osób polecało mi zapoznanie się z Lapsang Souchong, czyli wędzoną czarną herbatą. Jak czytałem o tym jak to pachnie i smakuje podejrzewałem że to nie moje smaki, ale ciekawość pozostała. Jakiś czas temu @TheLastOfPierogi opisywał wędzoną herbatę Malawi Thoylo Moto i wspominał że to łagodniejsza wersja właśnie Lapsanga i postanowiłem zaryzykować i spróbować…

Gdy paczuszka z nowymi herbatami do mnie przyszła, pierwsze co zrobiłem to znalazłem torebkę z tą herbatą i otworzyłem. Pierwsze skojarzenie: oscypek, ale nie taki delikatny tylko o mocy 10/10. Szczerze mówiąc, dla mnie to już podchodzi pod smród xD Zwlekałem chwilę z zaparzeniem tego ustrojstwa ale cóż, jak szaleć to szaleć. Parzyłem w zaparzaczu, wrzątek, 4g/330ml, czas parzenia 2min, więc zrobiłem wszystko żeby jak najbardziej złagodzić smak tej herbaty.
NIE UDAŁO SIĘ XD

Po zaparzeniu nadal unosił się mocny, wędzony zapach, ale już nie tylko. Zacząłem wyczuwać jakieś słodkawe nuty, nie jestem w stanie określić co. W smaku tej wędzonki było jeszcze mniej, ale poza nią… zbyt wiele nie czułem. Może to być wina tego że chciałem żeby ta herbata była słabsza, ale wiecie co? Nie żałuję xD Herbata jest wg mnie okropna i nigdy więcej nie zamówię takiego typu. Ale z drugiej strony… Chciałem spróbować wędzonki, spróbowałem i tego też nie żałuję!

  

Gruba ryba2piorunów

@Endrevoir tera to i ja mam ochotę spróbować tego paskudztwa! 😛

Tytan1piorunów

@Endrevoir Lapsanga albo się kocha, albo nienawidzi. Ja jestem w tej pierwszej grupie, ale piję również tylko i wyłącznie z mlekiem (zwykłe z lodówki, 10-15% objętościowo po dolaniu) jak @ranunculus sugeruje.
Z drugiej strony, uwielbiam piwa wędzone, więc po prostu trzeba to lubić.

Pokaż więcej komentarzy (20)

GURU

w Herbata

30piorunów

Weekend się zaczął, więc świętuję to herbatką :D

Dzisiaj zaparzyłem pyszną herbatę oolong Zhangping Shui Xian 2022. Jest to jedyny tradycyjnie prasowany oolong. Są inne oolongi które są prasowane, ale ta herbata od początku jej istnienia była prasowana. Jeżeli spotkałeś Zhangpinga który nie jest prasowany - to to nie jest Zhangping! Ciasteczka które się z niej robi mają masę od 5 do 20g.

Zanim przejdziemy do tego co zrobiłem tej herbacie i jak ona smakuje, najpierw kilka słów o wielokrotnym parzeniu, zgodnie z prośbą @UmytaPacha :smiley: Od razu chcę zaznaczyć, że to są moje osobiste doświadczenia, które mi się sprawdzają, zapraszam innych do komentowania i dzielenia się swoimi doświadczeniami. 
Sprawa pierwsza i najważniejsza, dla niektórych być może niekoniecznie intuicyjna: przy wielokrotnym parzeniu, parzymy te same liście herbaty wiele razy. Ja zawsze parzę wodą o mniej więcej tej samej temperaturze, czyli jak zaczynam parzyć wrzątkiem to nagle w następnych parzeniach nie zmieniam temperatury na niższą i np. 3 parzenie nie robię w wodzie o temperaturze 90 stopni. Kolejne parzenia tego samego suszu zwykle robię dłuższe, ale jest od tego wyjątek. Przy herbatach które zostały sprasowane, po rozwinięciu liści SKRACAM długość parzenia, ponieważ jest większa powierzchnia styku między herbatą a wodą, przez co herbata szybciej oddaje smak i aromat. 
Susz między parzeniami zawsze oddzielam całkowicie od wody, nie dopuszczam do tego żeby gdzieś została jakaś większa ilość, bo część liści może się przeparzyć. Jeżeli susz wystygnie, nic się nie dzieje, ja nie utrzymuję sztucznie ciepłych liści między parzeniami. Czasami robię godzinę przerwy między parzeniami, zdarzało mi się również zostawić liście na całą noc i rano robiłem ostatnie parzenie do śniadania 😉 Najważniejsze żeby liście nie spleśniały, ale szczerze mówiąc tego jeszcze nie doświadczyłem. 
Z moich poprzednich postów już sporo osób mogło zauważyć że parzę głównie na 2 sposoby - w czajniczku/zaparzaczu z dużą ilością wody albo w małym naczyniu porcelanowym(tzw. gaiwanie). Pierwszy to styl europejski, drugi chiński, często nazywany gongfu cha. Do obu daję mniej więcej tyle samo suszu herbacianego, zasadniczą różnicą jest ilość wody którą dodaję. W stylu europejskim jest to średnio 4-5g/250ml wody, a w gongfu cha na tyle samo suszu tylko 100ml. Przez to w stylu europejskim robię zwykle 2, maksymalnie 3 parzenia, a w stylu chińskim jestem w stanie dobić do 10. Ilość parzeń oczywiście różni się w zależności od tego jaka to jest herbata, tutaj zwykle stosuję się do wskazówek sklepu, ale oczywiście eksperymenty są mile widziane :D

Przechodząc do samej herbaty. Herbata która do mnie przyszła została sprasowana w całkiem spore ciasteczko w kształcie prostopadłościanu o masie ponad 9g. Czuć że herbata została luźno sprasowana i między liści jest dużo wolnej przestrzeni żeby wnikła woda.

Herbatę zdecydowałem się zaparzyć w gongfu cha, do mojego gaiwana(ok.100ml wody) włożyłem całe ciasteczko. Do parzenia używałem wrzątku który przestał bulgotać. Najpierw przepłukałem liście - ok. 10 sekund. Dwa pierwsze parzenia 15 sekund, 3-5 skróciłem do 10, później delikatnie podnosiłem długość parzeń. Skończyłem na 8 parzeniu, gdzie długość parzenia była ok 30s.

Zapach herbaty bardzo kojarzy mi się z opisywanym przeze mnie Tie Guan Yin, piękny, kwiatowy. Mógłbym utonąć w tym zapachu, uwielbiam go!! Smak dużo delikatniejszy, ale jednak bardzo fajny. Od 5 parzenia zacząłem czuć taką rześkość, ziołowość w smaku. Pierwsze parzenia były chyba zbyt długie, bo wyszło trochę cierpkości więc następnym razem zacznę od 10s parzeń. 
Ciasteczka są duże, więc jest tu dużo możliwości eksperymentowania z nimi. Dawno temu parzyłem ją w stylu europejskim i była naprawdę fajna, myślę że następnym razem spróbuję przepołowić ciastko i zaparzyć je w gaiwanie.

Praktykant1piorunów

@Endrevoir ja sobie taki zestaw właśnie zrobiłem 😁

Pokaż więcej komentarzy (10)

GURU

w Herbata

35piorunów

Pora na kolejną herbatę :grinning:

Dziś zaparzyłem sobie czarną herbatę Darjeeling. Dardżylingi są herbatami pochodzącymi z jednego konkretnego regionu Indii, od którego pochodzi ich nazwa. Region ten dzięki położeniu blisko Himalajów posiada bardzo specyficzny mikroklimat, dzięki któremu zawdzięcza bardzo charakterystyczny smak i zapach herbaty. 
Sama herbata jest blendem różnych herbat Darjeeling zbieranych wiosną, więc jest to tzw. First Flush. Sklep z którego kupiłem herbatę podaje również klasę liści: FTGFOP1, co jest skrótem od angielskiego Finest Tippy Golden Flowery Orange Pekoe) – herbata FOP o bardzo wysokiej jakości, zawierająca dużą ilość pączków. 1 na końcu oznacza najwyższą klasę liści z których herbata została zrobiona.

Co do samego parzenia, bo tutaj miałem aż 2 podejścia. Za pierwszym razem zaparzyłem w moim czajniczku 5g suszu we wrzątku, czas parzenia trochę ponad 2min. No i jak pierwsze pół kubka było całkiem przyjemne, to końcówka była masakryczna. Wyszło tyle cierpkości że czułem się jakbym pił taką kiepską Sagę którą ktoś zaparzył a później z 2 dni nie wyjął torebki. Bleh. Stwierdziłem więc że herbatę srogo przeparzyłem i trzeba spróbować inaczej. 
Za drugim razem skróciłem czas parzenia do 1.5min i było już duuuuużo lepiej. Herbata w zapachu przypominała mi bardziej herbatę białą niż czarną, duuużo łąki. W smaku również jest przyjemnie, łąkowo-herbaciano ale  czuć że to herbata czarna, jest naprawdę mocna. 
Zrobiłem również drugie parzenie, tym razem 3 minuty. Łąka trochę osłabła, dominuje intensywność herbaty. Następnym razem chyba dam trochę mniej suszu.

Herbatę polecam, lubię takie łąkowe, delikatne smaki, a połączenie tego z mocą czarnej herbaty jest dla mnie całkowitą nowością 😉

Osobistość4piorunów

@Endrevoir naprawdę ładnie wyglądają te liście, jest widoczna różnica w oksydacji.

Osobiście używam koło 2-2,5 gramów na 250 ml wody i pierwsze parzenie robię bardzo krótkie (właśnie te 1,5 minuty, maks 2), bo mam wrażenie, że przy dłuższej obróbce znikają te najfajniejsze, świeże nuty. Drugie parzenie lecę zgodnie z instrukcją zazwyczaj, chociaż nie zawsze je wykonuje (moim zdaniem Dardżylingi dużo tracą przy kolejnych parzeniach).

Darjeeling to bezsprzecznie mój top 1 ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Fanatyk3piorunów

No i namowil kurła

Pokaż więcej komentarzy (12)

Osobistość

w Herbata

15piorunów

Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Dzisiaj w kubku gości blend czarnej herbaty Tsarevna od francuskiej herbaciarni Kusmi. Jest to jedna z dwóch bożonarodzeniowych pozycji w portfolio tej firmy, która jest dostępna tylko raz w roku (i co ciekawe, za każdym razem w innej, kolekcjonerskiej puszce). Muszę przyznać, że nie jestem wielkim fanem tego blendu. Pojawia się zatem pytanie — dlaczego go kupiłem? Otóż tegoroczna puszka bardzo mi się podoba i chciałem ją mieć.

Susz herbaciany jest naszpikowany różnego rodzaju przyprawami w dużych kawałkach (rozpoznaje korę cynamonu i skórkę pomarańczy, w składzie jest jeszcze kardamon i lukrecja) oraz aromatyzowana aromatem waniliowym. W zapachu jest bardzo piernikowo — jest sporo przypraw korzennych, słodyczy, a całość jest przełamana aromatem kandyzowanej skórki pomarańczy. Napar jest miodowo-bursztynowo. W jego aromacie wybija się przede wszystkim cynamon (bardzo kojarzy mi się z gumą do żucia Big Red), ale są też inne przyprawy i nuta pomarańczy. Nie będę ukrywał, że zapach suszu jest jednak bardziej kompleksowy i przyjemniejszy. W smaku jest słodko, piernikowo z dużą ilością ściągającego, cierpkiego cynamonu. Nut herbacianych nie wyczuwam, są one przykryte przyprawami.

Czy warto? Moim zdaniem tylko pod warunkiem, że jest się fanem tego konkretnego blendu (jest bardzo popularny i miłośnicy twierdzą, że dosyć unikatowy), piernika w płynie, albo kolekcjonuje się herbaciane puszki. W każdym innym przypadku warto sięgnąć po tańsze świąteczne mieszanki, albo stworzyć takową samodzielnie.

Cena: 108 PLN za 120 gramów

48/∞

 

GURU5piorunów

Komentarz usunięty

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Herbata

14piorunów

Herbatka Ceylońska, dosyć aromatyczna, wytrawna. Ręcznie zbierana przez Sri Lańskich niewolników, lekko słonawa od ich łez, tak mnie się wydaje. Polecam dodać odrobinę miodu dla smaku żeby przegryźć smaki.

Nawet dobra bym powiedział no i elegancko cyk-myk w torebeczkach susz opakowany. Co ja, w ręku mam ten susz trzymać i lać wrzątek jak jest luzem? Baby nie mam teraz na takie zabawy, co kto lubi.

3/3, polecam ale bez znaku jakości.

 

Pokaż więcej komentarzy (13)

GURU

w Herbata

28piorunów

Przyszła zima, więc nadszedł czas na herbatkę zimową :grinning:

Ten weekend spędzam w domu rodzinnym, gdzie nie mam dostępu do mojej małej kolekcji. Ale człowiek nie wielbłąd i coś pić musi.... Mały wypad do sklepu, kupiona sypana herbatka cejlońska, pomarańcza, imbir, owoce kardamonu. Goździki oraz cynamon się znalazły 😛 Dodatkowo domowy sok z malin zrobiony przez moją mamę. Do ok. 1.5l wody wrzucone dodatki, jak się woda zagotowała to 4 łyżeczki herbaty. Po kilku minutach wlałem malinkę i włala!

Słodziutka herbata o smaku pomarańczy, maliny, imbiru. Gdzieś z tyłu goździk, kardamonu nie wyczułem, chyba za mało dodaliśmy. Wystarczyło na 4 duże kubki napoju :grinning: Z herbatą to już wiele nie miało wspólnego ale za to jakie smaczne!

 

GURU8piorunów

Komentarz usunięty

GURU6piorunów

@UmytaPacha Wypite już jakiś czas temu ale nadal zapach się unosi :grinning: Uwielbiam!

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Herbata

35piorunów

Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Dzisiaj w kubku gości blend czarnej herbaty St Petersburg od francuskiej herbaciarni Kusmi. Ale od początku. Późna jesień i zima to dla mnie czas herbaty z mlekiem. Czas na sprawdzenie, która z moich herbat będzie najlepiej smakowała jako bawarka. Na pierwszy ogień wybrałem mieszankę czarnej herbaty aromatyzowaną olejem bergamotkowym oraz aromatami czerwonych owoców i karmelu. Nie jestem fanem stosowania aromatów, nawet tych naturalnych. Nie jest to kwestia jakiejś specjalnej niechęci do tego składnika, po prostu preferuje herbaty, których smak bierze się z dodatków i/lub olejków. Dlaczego? Bo zazwyczaj są mniej intensywne.

Susz jest ładny, mocno poskręcany, ciemny i jednolicie wybarwiony. W aromacie jest sporo słodyczy — zarówno herbacianej jak i karmelowej. Gdzieś w tle majaczy nuta owocowa, ale jest dosyć delikatna. Napar jest dosyć ciemny, z ładnymi refleksami. Zapach gotowej herbaty jest bardzo przyjemny, chociaż intensywny. Jest karmel i kandyzowane owoce. Aromatów herbacianych zupełnie nie wyczuwam. W smaku jest dosyć nijako. Jest karmel, który przykrywa w zasadzie wszystko, jest trochę chlebowej słodyczy i odrobina niespodziewanej cierpkości, która kontruje całość. Nut owocowych nie wyczuwam.

Herbata z mlekiem (w proporcjach 3 części herbaty, 1 część mleka): Aromat jest bardzo fajny, kojarzy mi się z Werther's Original z owocowym twistem. W smaku jest podobnie — śmietanka, karmel, trochę cierpkości. Naprawdę fajna bawarka.

Podsumowując, St Petersburg nie sprawdza się jako blend typu Earl Grey (za mało tutaj bergamotki), natomiast może podpasować komuś, kto lubi słodkie, karmelowe herbaty. Bawarka była bardzo przyjemna. Patrząc całościowo jest to jednak herbata, której nie kupię ponownie.

Cena: ~23 PLN za 20 gramów (kupiona w zestawie 5 miniaturek)

47/∞

  

Osobistość1piorunów

Myślałem że ja świruje z herbą ale jednak nie

Osobistość0piorunów

@l__p zapasy się kończa ale i w kilkogramach nie potrzebuję trzymać zwłaszcza jak pieję głównie satsume.

Gruba ryba0piorunów

@TheLastOfPierogi kusmi jest mega dobra tylko hmmm parzyli mi kiedys w firmowym sklepie i byla wow, a w domu jak parzylam to byla dobra, ale juz nie az tak smaczna i do dzisiaj rozkimniam czy to byla kwestia wody czy czegos innego.

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Herbata

30piorunów

Wtorkowa noc to..... herbaty czas 😛

Dzisiaj pragnę przedstawić mix białej herbaty Marakuja i Brzoskwinia. Jest to naturalnie aromatyzowana herbata biała z Malawi, więc jest to moja pierwsza herbata z kontynentu afrykańskiego ;) 
Liście herbaciane pochodzą z plantacji Satemwa, która została założona w latach 20 XX wieku przez szkota imieniem Maclean Kay który kupił ziemię od plantatora tytoniu. Od tej pory jego rodzina(w tym momencie 3 pokolenie) zajmuje się tym ogrodem, starając się jednocześnie pomagać lokalnej społeczności. Posiadają kilka klinik oraz wspierają szkoły w których uczy się ponad 1000 afrykańskich dzieci. Dodatkowo wspierają 120 młodych uczniów poprzez finansowanie stypendiów.

Co do samej herbaty, to w składzie poza samą białą herbatą znajdziemy również hibiskus, dziką różę, jabłko, płatki słonecznika, oraz naturalne aromaty brzoskwini i marakui. Susz jak to przy blendach nie składa się z całych liści. Herbatę parzyłem w temperaturze 85 stopni, do kubka 300ml wsypałem 5g suszu. Pierwsze parzenie 2min, drugie wydłużyłem do 4. Napar jest jasny, brązowy, może bursztynowy. W aromacie herbaty bardzo mocno czuć tytułową brzoskwinię, oraz inne, kwaśne owoce. Smak jest ciekawy, bo słodki smak przełamuje właśnie kwasowość owoców. Można trochę skrócić parzenia, wtedy nie wyjdzie aż tak dużo kwasowości. Nie są to niewiadomo jakie wodotryski, ale jest to ciekawa propozycja na wieczór.



Fenomen0piorunów

Komentarz usunięty

Inspirator0piorunów

>@Endrevoir Wtorkowa noc to..... herbaty czas 😛
Jest to również noc darmowej reklamy. Serio myślisz że ludzie tego nie widzą?

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Herbata

25piorunów

Piątek weekendu początek :grinning: A na jego dobre rozpoczęcie, herbatka! :grinning:

Proszę państwa, dzisiaj mam dla was PRAWDZIWY SZTOS. Mam przyjemność zaprezentować wam herbatę oolong Tie Guan Yin, czyli tłumacząc na język polski Żelazna Bogini Miłosierdzia. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć że to jest najwspanialsza herbata jaką mi się udało do tej pory zaparzyć!

Ale może najpierw o samych oolongach, bo pewnie większość z was stwierdzi że coś sobie wymyśliłem i takie słowo nie istnieje 😛 Herbaty oolong są bardzo często nazywane w polsce herbatami niebieskimi, co jest błędne, ponieważ prawidłowo powinno być tłumaczone jako herbata turkusowa. Produkcja tego rodzaju herbat różni się od innych, że po zwiędnięciu liści, najpierw liście się podrzuca bądź zwija, żeby pobudzić proces utleniania się liści herbaty. Przez to niektóre oolongi, w tym również dzisiejsza mają susz w postaci takich zwiniętych nieregularnych kuleczek.

Przechodząc do samej herbaty w jej przypadku istnieje świetna legenda. Według niej, istnienie herbaty Tie Guan Yin zawdzięczamy szacunkowi i dobroci pewnego ubogiego, chińskiego farmera, pana Wei. Chodząc do pracy w pole mijał on bardzo zaniedbaną świątynię bogini Guanyin. Nie miał pieniędzy na pełne jej odrestaurowanie, postanowił jednak odwiedzać świątynię, porządkować ją i palić kadzidła dla Guanyin. Pewnej nocy ukazała mu się we śnie owa bogini i powiedziała, że w jaskini za świątynią znajduje się prezent – podziękowanie za pobożność i dobre uczynki rolnika. Rolnik udał się więc do jaskini i znalazł w niej sadzonki herbaty. Zabrał je ze sobą, zasadził i oczekiwał, pieczołowicie o nie dbając. Z sadzonek wyrosły piękne krzewy, którymi dobry pan Wei podzielił się z sąsiadami. Ze sprzedaży herbaty mogli się utrzymać, godnie żyć i w pełni wyremontować świątynię bogini, której zawdzięczali poprawę losu.

Samą herbatę parzę zawsze w stylu gongfu cha. Do uprzednio zagrzanego gaiwana( pojemność ok. 100ml) wrzucam 5-6g suszu i zalewam wodą w temperaturze ok. 90 stopni. Dwa pierwsze parzenia trwają 20s, każde następne parzenie robię 10s dłuższe. Takich parzeń jestem w stanie zrobić 10! Sam smak jest dla mnie niesamowity, to po prostu kwietna łąka w płynie. Napar jest bardzo jasny i mega orzeźwiający. Końcowe parzenia mi wchodzą bardziej w nuty trawiaste, ziołowe aczkolwiek nadal piję je z przyjemnością. Dodatkowo na ustach pozostaje taki fajny posmak tej herbaty jeszcze jakiś czas po jej wypiciu. Mniam!
Zwracam uwagę na stosunkowo niską jeżeli chodzi o herbaty cenę(16zł/50g), przez co stosunek cena/jakość jest niesamowity. To niewątpliwie mój nr 1 jeżeli chodzi o moją kolekcję herbat i gdy mam ochotę na coś specjalnego to zawsze sięgam po nią.

P.S. Wcale się nie wzoruję ze zdjęciami na pewnym panu który również postuje o herbatach :rolling_on_the_floor_laughing:

Osobistość3piorunów

@Endrevoir ech, nie potrafię się przekonać do oolongów. Mam ich trochę, ale chyba żaden mi nie podszedł. Dojrzewam powoli do decyzji, że spróbuje wszystkich, które mi zalegają w domu i jak nie cyknie, to się ich pozbędę. Prawdopodobnie kiedyś kupię jakiegoś oolonga GABA, bo jeszcze nie piłem tego stylu jeszcze.

Wydaje mi się, że mam gdzieś tego konkretnego oolonga, bo nazwa mi się kojarzy, ale nie mam jej w excelku z herbatami (może przyszła jako próbka). Poszukam i zobaczę jak smakuje.

Bardzo fajne szkło! Widziałem je parę razy na youtube w wersji bez ucha i chyba sobie kupię.

GURU5piorunów

@TheLastOfPierogi Ja jak zaczynałem przygodę z herbatami wziąłem sobie zestaw degustacyjny z eherbata. Część podeszła(w tym właśnie Tie Guan Yin), część nie i na razie eksploruję świat jasnych kwiatowych oolongów. Mam jeszcze kilka i kiedyś je wrzucę :grinning:

Jak znajdziesz wersję bez ucha to rzuć link bo też poluję i nie mogę znaleźć 😉

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Herbata

18piorunów

Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Dzisiaj w kubku gości cejlońska czarna herbata Blackwood OP. Wybór nie jest przypadkowy, wczoraj omawiałem herbatę ze Sri Lanki w wersji budżetowej, więc dzisiaj czas na droższą markę. Herbata pochodzi z ogrodu herbacianego Blackwood, znajdującego się w prowincji Uwa na południu wyspy. Skrót OP to tzw. scoring herbaty (czyli sposób oceny jakości), w tym przypadku oznacza on Orange Pekoe, czyli cały mocno zwinięty liść.

Wygląd suszu jest ładny, liście w znacznej większości są całe i jednolicie wybarwione. I tutaj pierwsza ciekawostka — na zdjęciu numer dwa znajduje się porównanie herbaty Blackood OP (po lewej) i Jones (po prawej). Różnica w wyglądzie jest bardzo niewielka, delikatnie różni się odcień i Jones ma odrobinę więcej połamanych liści. W ślepym teście na pewno nie byłbym w stanie rozróżnić jednej od drugiej. Aromat suszu jest bardzo przyjemny, owocowy, słodki. Napar jest bursztynowy. Sporo dzieje się w jego aromacie — na początku jest sporo nut owocowych, uderzających w dżem, które przechodzą w skórę, tytoń, kadzidło i drewno. Herbata ma kompleksowy smak, dosyć zbieżny z aromatem. Sporo jest tutaj nut ostrych — pieprzu, skóry, drewna, oraz owocowo-dżemowych. Kontruje to body, które jest słodkie, maślane, a odczucie w ustach aksamitnych. Cierpkości nie stwierdzono.

Obie herbaty są, mimo pewnych podobieństw, inne. Jones to fajna herbata codzienna, która sprawdzi się ze wszelkimi dodatkami. Blackwood OP to napar degustacyjny, z dosyć zniuansowanym smakiem, fajnie prezentujący to jak dobre mogą być cejlońskie herbaty. Czy warto zapłacić za niego dziesięć razy więcej? Moim zdaniem tak, ale to oczywiście kwestia indywidualna.

Cena: 24€ za 100 gramów

46/∞

 

GURU3piorunów

Bywalem czasami w tym sklepie,naprawde bardzo fajny panel herbat maja, drogo tam troche ale od czasu do czasu sobie pozwole.

Osobistość1piorunów

@ErwinoRommelo z ciekawości, w jakim mieście? Mój faworyt to Le Marais w Paryżu, pomysł z restauracją z daniami z herbatą jest ekstra, słodycze w kawiarni też robią robotę. Niestety, ceny segment premium+.

GURU3piorunów

@TheLastOfPierogi dokladnie w tym w Marais, punkt przy Louvrze jest sredni bo nastawiony na turystyke, ciezej dla takich noobow jak Ja wypytac sprzedawcow o rady, w sumie te rady nie potrzebne bo i tak zawsze biore czarne lekko cytrusowe w tym rosyjskim stylu. Slodyczy nie testowalem zabardzo za slodkim nie przepadam.

Osobistość1piorunów

@ErwinoRommelo jeżeli nie piłeś spróbuj kiedyś blendu "Marco Polo", nie ma specjalnie odpowiednika wśród herbat innych marek, ma bardzo ciekawy smak, no i to znak rozpoznawczy MF.

Też nie przepadam za słodkim, ale bardzo mi pasują te biszkopty sables z herbatą, są bardzo fajne do maczania w herbacie i nie przytłaczają. Ja też lubię te herbaciane dżemy, ale tam jest 60% cukru, więc nie polecam xD

GURU3piorunów

@TheLastOfPierogi no sablés sa spoko jak wiekszosc bretonskich wypiekow ( to bardziej alhemia masla i cukru), wersja z migdalami i cytryna jeszce fajniejsza, mniej pustych kalori i cytryna fajnie wchodzy. Zapisze to marco polo sprawdze jak bedzie okazja tam zawitac!

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Herbata

49piorunów

Jednym z najfajniejszych momentów w tym hobby jest odkopanie z głębi kredensu herbaty, o której istnieniu zapomniałem jakiś czas temu. Jeszcze lepszy jest moment, kiedy okazuje się to być totalny unikat i ciekawostka.

Tutaj herbata oolong Shui Xian w dosyć nietypowej formie, bo prasowana w ciastko. Do tego naprawdę dojrzała, bo data prasowania to rok 2012. Herbata pochodzi z prowincji Fujian, jest uprawiana w paśmie górskim Wuyi Shan.

 

Gruba ryba1piorunów

@TheLastOfPierogi co Ty masz tyle tych herbat skitranych? XD ja to bym sie to w sumie bala pic juz po takim czasie, chyba, ze je przechowujesz w dobrych warunkach - sucho, chlodno, ciemno.

Osobistość1piorunów

@GtotheG kupowałem sporo w Chinach i o niektórych zapomniałem xD. Na szczęście zachomikowane mam same herbaty, które dobrze znoszą dojrzewanie, więc nie ma tutaj żadnego ryzyka. Chłodno i ciemno jest, sucho nie bo pu erhy wymagają odpowiedniej wilgotności ;).

Osobistość2piorunów

@GtotheG przy odpowiedniej wilgotności nie powinno pleśnieć. Co ciekawe jest pewien rodzaj grzyba (Eurotium cristatum, popularnie nazywany złotym kwiatem), który jest niegroźny i bardzo podbija cenę herbaty, bo jest uważany za lekarstwo w chińskiej medycynie (chociaż brakuje dowodów co do ew. korzyści). Zdjęcie z internetu poniżej:

Pokaż więcej komentarzy (9)

Osobistość

w Herbata

28piorunów

Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Dzisiaj w kubku gości cejlońska czarna herbata Jones. Historia marki sięga roku 1912, a proces wytwarzania można prześledzić na filmie udostępnionym przez producenta.

Susz składa się z pojedynczych liści, wybarwienie nie jest jednolite. Herbata jest mocno wysuszona, jeżeli jej nie ważymy, to warto sypnąć trochę więcej niż zazwyczaj. Aromat suszu jest przyjemny, chociaż jednowymiarowy i bardzo herbaciany. Napar jest bursztynowy, stosunkowo ciemny jak na czarną herbatę. W jego aromacie dzieje się już więcej — dalej jest słodko, tostowo, chociaż wyczuwalna jest też świeża, cytrusowa nuta. Smak jest bardzo charakterystyczny dla herbat cejlońskich. Jest sporo słodu, jasnego chleba, maślanej słodyczy, ale całość jest zrównoważona i nie wykleja. Odczucie w ustach jest gładkie, nie ma taninowej cierpkości.

Jones jest bardzo fajną, budżetową herbatą, która sprawdzi się na co dzień. Dobrze nada się do picia z cytryną, czy mlekiem, ale jak ktoś lubi, to można też dodać przyprawy i zrobić z niej własny blend. Moim zdaniem stoi o klasę wyżej niż większość herbat w torebkach w podobnym przedziale cenowym.

Cena: 9 złotych za 100 gramów

45/∞

 

Osobistość1piorunów

O kurde ale fajny tag 🤠

Osobistość1piorunów

@TheLastOfPierogi Bo bardzo wartościowe wpisy tworzysz. Człowiek na co dzień zapomina o takich małych przyjemnościach, które czynią życie lepszym. A tak to sobie poczytam, wybiorę i sam kupię co mnie zainteresuje:slightly_smiling_face:I fajnie, że też na tańsze produkty patrzysz.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Osobistość

w Herbata

31piorunów

Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Dzisiaj w kubku gości blend czarnej herbaty Russia - Thé des Tzars z kolekcji Les Calligraphies du Thé od francuskiej herbaciarni Mariage Freres. Seria ma odzwierciedlać herbaciane tradycje różnych krajów lub krajów, tym razem padło na Rosję (na tagu była już recenzja francuskiej i izraelskiej odsłony). Mieszanka bazuje na czarnej herbacie z dodatkiem płatków bławatka, olejków cytrusowych oraz autorskiego olejku bergamotowego, który obok czarnych puszek, jest znakiem rozpoznawczym tej herbaciarni.

Susz herbaciany jest ładny, składa się z poskręcanych liści i niebieskich płatków. Producent nie podaje pochodzenia herbaty (co zawsze jest olbrzymim minusem), ale skoro Rosja to zdecydowanie powinna być to czarna herbata z Chin. Susz pachnie naprawdę bardzo ładnie — jest sporo cytrusów, trochę nut kwiatowych i wanilia. Napar jest bursztynowy, z delikatnymi, czerwonymi refleksami. W aromacie naparu jest sporo słodowych nut herbacianych, wybija się również cytrusowość, bergamotka.

Smak jest prosty i bardzo konserwatywny. W body jest sporo nut typowo herbacianych, chlebowo-słodowych, trochę karmelowych, z kontrą w postaci świeżości cytrusów. W tle jest trochę polnych kwiatów. Cierpkość jest nieobecna, trzeba się bardzo postarać, żeby herbatę przeparzyć. To zdecydowanie herbata śniadaniowa, która dobrze będzie komponowała się z dodatkami (żeby pozostać w klimacie rosyjskiej tradycji herbacianej — konfitury, cukier, czy cytryną).

Lubię blendy koncepcyjne i zdecydowanie Thé des Tzars jest bardzo dobrym listem miłosnym do rosyjskiej tradycji herbacianej. Z drugiej strony, jest to zdecydowanie herbata prosta i jednowymiarowa. W moim przypadku to jednorazowy zakup.

Cena: 27€ za 100 gramów

44/∞

 

Tytan1piorunów

Tyle pieniędzy za nią. To aż boli xD

Osobistość0piorunów

@Fingal  herbaty MF są bardzo nierówne. Zdarzają się pozycje wybitne (np. wędzonki, czy blendy na Darjeelingach), które są warte swojej ceny, Earl Grey'e są IMHO najlepsze na świecie, a są też herbaty do bólu zwyczajne. Przy kilkuset pozycjach ciężko o same sztosy, niestety. W tym przypadku ból nie jest aż tak duży, bo przynajmniej puszka zostanie xD Z drugiej strony, nigdy nie trafiłem na coś bardzo niepijalnego od Mariage Freres. No i wiadomo, marka kreuje się na bardzo luksusową, więc tak też się pozycjonuje cenowo.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Herbata

31piorunów

Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Dzisiaj w kubku gości chińska herbata Liu Bao 207 (rocznik 2006) z Guangxi Wuzhou Tea Factory, jednego z najlepszych producentów gatunku herbaty Liu Bao. Jest to jedna z największych ciekawostek w mojej herbacianej kolekcji (i prawdopodobnie jeden z mniej znanych styli herbacianych w Polsce) i dlatego czekałem z nią na specjalną okazję — tą okazało się przekroczenie bariery 100 postów na hejto.

No dobra, czym w zasadzie jest gatunek Liu Bao? Herbata przechodzi proces oksydacji tak jak herbaty czarne, następnie dojrzewa ona w stosach, po czym jest prasowana (w tym przypadku jest to spłaszczone gniazdo). Jeżeli technologia kojarzy wam się z pu erhem shu to zdecydowanie macie racje. Proces produkcji Liu Bao zainspirował fabrykę herbaty Kunning, która jako pierwsza produkowała gotowane pu erhy. Herbata Liu Bao jest tradycyjnym wyrobem regionu Kuangsi na południu Chin.

Gniazdo jest mocno sprasowane, oddzielenie liści (które mocno się kruszą) wymaga siły. Na powierzchni gniazda widać pojedyncze pączki, ale większość stanowią zdecydowanie liście przytopowe. Zapach suszu jest bardzo przyjemny, słodki, owocowo-karmelowy, w nucie tylnej jest trochę aromatów pu erha (zarówno gotowanego jak i surowego) - ziołowość, gleba i tytoń. Napar po przepłukaniu ma bursztynowy kolor, który przechodzi w jasną czerwień. Aromat naparu jest delikatny i znowu miesza w sobie dwa światy — herbat czarnych i pu erhów. Jest sporo miodu, słodu i suszonych owoców, ale z drugiej strony jest też szlachetny tytoń, orzechy, trochę piwnicy. Smak jest zdecydowanie jedyny w swoim rodzaju. Dominuje tu słodycz (znowu w stronę miodu i suszonej śliwki), kontrowana przez bardziej wytrawne aromaty typowe dla surowego pu erha. Co ciekawe, ciężko tutaj szukać aromatu pu erha shu, który był wyczuwalny w naparze. W smaku dzieje się dużo i herbata jest raczej degustacyjna, niż codzienna. Odczucie w ustach jest dosyć aksamitne, pełne z delikatną cierpkością na finiszu.

Liu Bao to dosyć niszowa, ale bardzo ciekawa propozycja dla wszystkich fanów pu erhów/herbat ciemnych, lub tych, którzy chcą się przekonać, jak zróżnicowany potrafi być świat herbaty.

Cena: około 20-25$ za 100 gramów, w zależności od rocznika

43/∞

 

Tytan1piorunów

A gdzie kupiłeś?

Osobistość0piorunów

@Fingal pardon, gdzieś mi umknął ten komentarz. W Chinach, (kiedyś można było przez Aliexpress, teraz można przez ebay).

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Herbata

27piorunów

Akcesoria herbaciane, których możesz nie znać

Dzisiaj pokaże Wam mniej typowe akcesoria herbaciane (no nie oszukujmy się, zaparzacze i dzbanki znamy wszyscy). To chyba najciekawsze herbaciane gadżety, które obecnie posiadam. Bez zbędnego przedłużania, lecimy

Zdjęcie 1
Tutaj widzicie dwa narzędzia służące do rozłupywania herbat prasowanych. Po lewej jest to szpikulec, po prawej tradycyjny, drewniany nóż. Z użytkowego punktu widzenia szpikulce są znacznie wygodniejsze, zwłaszcza w przypadku mocnego prasowania.
Za nimi stoi worek do ciastek herbaty pu erh sheng (surowych). Dlaczego wymieniam tutaj tylko jeden rodzaj pu erhów? Otóż oba gatunki powinny być starzone w różny sposób. W przypadku surowej wersji herbaty wymagana jest wymiana powietrza, ciastko/cegła musi "oddychać". Wynika to z procesu produkcyjnego, w którym nie korzystamy z mikroorganizmów. W takim worku mieście się około 20 ciastek 200 gramowych. Trzymam tutaj herbaty, których nie pije na bieżąco, bo bardzo słabo przechowuj się w nim otwarte ciastko.

Zdjęcie 2
Tutaj jest jedna z moich komór do fermentacji pu erhów shu. Takie herbaty przechowujemy w warunkach, które sprzyjają rozwojowi mikroorganizmów żyjących na liściach herbacianych. Jednym z bardziej istotnym grzybem jest gatunek drożdży Blastobotrys adeninivorans — wytwarzają one enzymy (m.in. taninazę, która rozkłada bardzo powszechne w liściu herbacianym taniny). Oprócz tego znajdziemy tam grzyby z wszystkim doskonale rodzaju Penicillium. Żeby milusińscy się dobrze rozwijali, potrzebna jest odpowiednia wilgotność (ja korzystam z torebek Bovedy) oraz źródło mikroorganizmów. Żeby mieć ich pod dostatkiem, kupiłem bardzo starego (z lat '90 zeszłego wieku) pu erha niskiej jakości, który pokruszony leży na dnie komory fermentacyjnej. Na dno trafiają też wszystkie okruchy/pył herbaciany, który powstaje podczas parzenia. Ta konkretna komora jest eksperymentalna, wrzucam tam tanie pu erhy i patrzę co się stanie.

Zdjęcie 3
Na trzecim zdjęciu znajduje się plastikowy czajnik gunfu marki Kamjove do parzenia herbaty w stylu chińskim. Na górę sypie się herbatę, zalewa się ją wodą, a mały guzik na szczycie otwiera zapadnie, która pozwala na to, żeby herbata spłynęła do dolnej komory. Pojemność to około 150 mililitrów.
Obok znajduje się łyżeczka do herbaty. Tradycyjnie, w dawnych czasach kupcy kolonialni herbatę przechowywali w dużych drewnianych skrzyniach, a łyżeczka służyła do prezentacji próbek (stąd często takie łyżeczki były bardzo bogato zdobione). Łyżeczka mieści około dwóch gramów herbacianego suszu.

  

Zawodowiec0piorunów

@TheLastOfPierogi Słyszałem opinie że surowe pu-erhy też można przechowywać w szczelnie zamkniętych pojemnikach z bovedą. Miałeś z tym jakieś złe doświadczenia? Ja od ponad pół roku trzymam w ten sposób i póki co jest ok.
Słyszałem też że postarzanie surowych pu-erhów w suchym klimacie jest bez sensu i nie starzeją się dobrze.

Osobistość1piorunów

@Neminem można, ale mam ich za dużo i zbankrutowałbym na Bovedach. W moim schowku mam (w zależności od pory roku) 62-65% wilgotności i to powinno styknąć :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Herbata

23piorunów

Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Dzisiaj w kubku gości chiński pu erh shu aromatyzowany płatkami chryzantemy od nieznanego producenta. Herbata jest ze mną od +/- roku 2015/2016 i przeleżała na dnie pojemnika fermentacyjnego z innymi ciastkami (bo zwyczajnie o niej zapomniałem). Na odwrocie ciastka jest wybita data pakowania — lipiec 2014 roku, czyli pewnie możemy śmiało założyć, że liście mają ponad 10 lat. W przypadku takiej herbaty czas szkodzi, a nie pomaga, ale powinna być zdatna do picia.

Ciastko jest jednolicie wybarwione z widocznymi płatkami chryzantemy. Prasowanie jest luźne, do oddzielenia porcji nie trzeba używać noża/szpikulca. Sam zapach suszu jest bardzo delikatny — czuć piwnicę i kwiaciarnię. Napar jest jasnoczerwony, po stylu spodziewałbym się głębszego koloru. Aromat naparu jest bardziej zdecydowany. Jest dominująca piwnica i mokra gleba z nutą kwiatów. W smaku jest płasko — trochę aromatów typowych dla pu erhów i trochę kwiatowej słodyczy.

Można wypić, ale w sumie nie ma to specjalnie sensu.

Cena: nie pamiętam, chyba dostałem go gratis do zamówienia.

42/∞

 

Osobistość

w Herbata

27piorunów

Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Dzisiaj w kubku gości malawijska herbata Malawi Thyolo Moto 2022 ze sklepu eherbata.pl Herbata pochodzi z plantacji Satemwa w południowym Malawi. Został on założony w latach '20 XX wieku, pierwotnie ziemia miała służyć do uprawy tytoniu. Właścicielem plantacji jest nieprzerwanie amerykańska rodzina Kay. Portfolio produktów jest dosyć typowe - oprócz produkcji herbat wysokiej jakości z dobrych liści, wytwarza również herbatę ekspresową w procesie CTC (crush, tear, curl). Herbata Malawi Thyolo Moto jest produkowana w tradycyjny sposób, gdzie suszenie liści odbywa się nad ogniem. W tym konkretnym przypadku do wędzenia wykorzystywane jest drewno gujawy.

Susz jest ładny, widać pojedyncze poskręcane liście i jednolite, czarne wybarwienie. Aromat jest bardzo mocny - na pierwszym planie pojawia się oscypek, tytoń, w tle majaczy ziołowa nuta (trochę mięty i rozmarynu). Napar jest bursztynowy. Jego aromat jest znacznie bardziej złożony. Na pierwszym planie znowu jest oscypkowa wędzonka, trochę słodkiego kadzidła, żywicy i suszu pod wigilijny kompot. W tle majaczy ziołowa, świeża nuta. Smak jest bardzo przyjemny i wbrew pozorom mało kontrowersyjny. Body jest słodkie, słodowe i wędzone. Smak oscypka jednak nie jest przytłaczający, tylko fajnie wkomponowuje się w całość. W tle jest sporo owocowości, żywicy i dymu tytoniowego.

Malawi Thyolo Moto 2022 to bardzo fajna wędzona herbata, która może być dobrym wstępem do gatunku. Całość jest zbalansowana, przyjemna i bardzo pijalna. Zdecydowanie nie jest to ekstremum jak w przypadku Lapsangów, czy herbat wędzonych torfem. Pewnie będę do niej wracał.

Cena: 18 PLN za 25 gramów.

41/∞

 

GURU5piorunów

Zabieram się do tych wędzonych herbat jak pies do jeża i nie mogę się przemóc.... Ale takie wpisy pomagają mi w końcu podjąć decyzję 😉

Osobistość2piorunów

@Endrevoir z wędzonką jest ten problem, że się albo kocha, albo nienawidzi. Ale fajnie jest spróbować chociaż jednej w życiu, żeby mieć wyobrażenie, jak mogła smakować herbata przed wynalezieniem suszarek bębnowych. Jak lubisz Chiny to kusiłby Lapsang Suochong, ale to jest harda wędzonka. Ja bym proponował na początek albo wędzoną Japonię, albo Afrykę.

Osobistość2piorunów

Nie widziałam, że unowocześnienie procesu suszenia herbaty może aż tak wpływać na smak. Z uwagi że bardzo lubię czarna herbatę na pewno przetestuje.
@TheLastOfPierogi dzięki za podpowiedź co na początek

Osobistość1piorunów

@Sofie suszarki bębnowe to był prawdziwa rewolucja w technologii produkcji. Dobrym przykładem jest też piwo - słód był przez wieki suszony (bo inaczej by zgnił) nad ogniem co w zasadzie powodowało cztery rzeczy: dymny smak, karmelizacje cukrów (tak jak w dzisiejszym słodzie karmelowym), ciemny kolor i osłabienie enzymów rozkładających skrobię (ew. jak ktoś zaspał nad ogniskiem to ich całkowitą dezaktywację, co było katastrofą). Dlatego piwo przed wiekami było słabiej odfermentowane (bo drożdże nie jedzą), zawiesiste, wędzone i dużo ciemniejsze niż obecnie (bo ciężko było uzyskać barwę jak w słodzie pilzneńskim/pale ale). No i technologicznie, trzeba było użyć znacznie więcej słodu aktywnego enzymatycznie i mniej dodatków niesłodowanych co podnosiło cenę produkcji (samo ziarno jest znacznie tańsze niż słód, który wymaga obróbki).

Jakby interesowała CIę jakaś inna rekomendacja to dawaj znać!

Osobistość1piorunów

@TheLastOfPierogi dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Na pewno będę pisać jak coś mi przyjdzie do głowy. Masz dużą wiedzę na te tematy, zajmujesz się tym na co dzień czy to Twoje hobby?

Osobistość1piorunów

@Sofie tylko hobby, na herbacie tracę tylko pieniądze ;)

Osobistość0piorunów

@TheLastOfPierogi to akurat rozumiem, ja podobnie, ale pewnie nie tyle samo 😅

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Herbata

21piorunów

Piękny dzień z mojej ulubionej pory roku ❤️ Słońce przestało już razić po oczach i schowało sie za brzegiem dolinki, więc udało się trochę pokodzić z tarasu. W czarce moja ulubiona Tai Mu Long Zhu Moli i niech czas stanie na minutę. Lipa już potraciła liście, ale za rok czy dwa będzie miała konkurencję z widocznych pod nią bambusów.  

Osobistość

w Herbata

16piorunów

Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Dzisiaj w kubku gości indyjska herbata Darjeeling Jungpana Muscatel Wonder SF 2022. Pochodzi ona z ogrodu herbaciana Jungpana w stanie Dardżyling. Sama historia ogrodu jest bardzo ciekawa i równie burzliwa. Założył go w 1899 roku Henry Montgomery Lennox. Następnie był on własnością G.W. O'Briana, który w 1945 musiał go sprzedać rządzącej Nepalem dynastii Rana. Od 1956 roku zarządzała nim indyjska rodzina Kejriwal. W 2017 roku została ona sprzedana firmie, która jest sporym graczem na rynku herbaty darjeeling Santosh Kumar Kanoria Group. Co ciekawe, do 2018 roku, do ogrodu nie prowadziła żadna droga samochodowa, ani linia kolejowa, więc gotowa herbata była przenoszona na plecach miejscowych pracowników (ścieżka istniejąca do dzisiaj jest wąska i wiedzie przez drewniany most, przypominający filmy z Indianą Jonesem). Herbata pochodzi z letniego zbioru w 2022 roku.

Susz wygląda ładnie, liście są zrolowane i jednolicie wybarwione. Zapach suszu jest bardzo przyjemny, jest muszkatel (raczej winogrona niż gotowe wino) w tylnej nucie pojawia się świeżość — mnie osobiście przypomina to mentol. Napar jest naprawdę ładny, dosyć intensywna czerwień z rubinowymi refleksami.

Zapach naparu jest rozczarowujący. Dominuje karmel, z odrobiną muszkatelu w tle jest nieprzyjemna, papierowa nuta. Najlepszym deskryptorem smaku będzie słowo "ulep". Jest bardzo, bardzo słodko. Picie przypomina ciumkanie karmelka obtoczonego cukrem. Poza tym jest trochę słodu, trochę winogrona i suszonych owoców. Bardzo słodkie body kompletnie dominuje i przytłacza całą resztę smaków. Słodycz zostaje przez dłuższą chwilę w ustach i mocno męczy. Poza tym odczucie w ustach jest bardzo przyjemne, aksamitne.

Jestem kompletnie na nie. Herbata może posmakować tylko fanom słodyczy (myślę, że Pan Janusz mógłby być zadowolony). Zdarzyło mi się pić blendy czarnej herbaty z kawałkami karmelu, które nie były tak przytłaczające. W takim budżecie oczekuje czegoś znacznie ciekawszego.

Cena: 16 PLN za 10 gramów.

40/∞