Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#nrd

Mistrz

w Książki

29piorunów

1285 + 1 = 1286

Prywatny licznik: 29+1=30

Tytuł: Kraj za murem. Życie codzienne w NRD

Autor: Katja Hoyer

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788368479997

Liczba stron: 528

Ocena: 6/10

Tytuł książki mówi w zasadzie prawie wszystko. Tematyką jest historia NRD, mimo że w tytule mamy wskazane przede wszystkim życie codzienne, tak nie da się go opowiedzieć bez kontekstu przemian politycznych. Nie będę ukrywał, że temat NRD nie jest moją specjalnością, kojarzyłem podstawy ze Stasi i Honeckerem na czele, ale niewiele więcej. Stąd też liczyłem na poszerzenie mojej wiedzy i generalnie nie zawiodłem się.

Książka podzielona jest na mniej więcej 5-letnie okresy, począwszy od prapoczątków, czyli rozwoju karier przyszłych komunistycznych liderów wschodnich Niemiec, przez zainstalowanie stalinowskiej władzy w Berlinie Wschodnim, kolejne rzadsze wzloty i częstsze upadki, aż po nagłe i nieoczekiwane zjednoczenie, które po dziś dzień odbija się czkawką. Autorka, urodzona w NRD, specjalizuje się w temacie najnowszej historii swojego kraju urodzenia i tę wiedzę widać, ale chyba przede wszystkim w szerokości wiedzy, a niekoniecznie jej głębokości. Książka jest ewidentnie przeznaczona dla osób z zachodniej Europy, którzy potrzebują przynajmniej "liźnięcia" tematu NRD.

Moim zdaniem trochę zaszkodziła tu również struktura książki, bo niejednokrotnie mają miejsce powtórzenia pewnych tez z poprzedniego rozdziału, a konieczność upchnięcia kilku różnorodnych sfer życia z danego pięciolecia na 40-50 stronach wymagało poświęcenia na dany temat zaledwie paru stron. Tak na przykład zdecydowanie nie czuję, by temat Stasi był należycie pogłębiony - poświęcone jej były tylko 2-3 podrozdziały, które głównie zajmowały się zmianami na górze organizacji, zaś jej wpływ na życie codzienne został w dużej mierze pominięty. Ale dzięki tej rozpiętości tematów też poznałem tematy, o których nie miałem zielonego pojęcia, jak np zamknięte osiedle Waldsiedlung, gdzie elity państwa odłączyły się od zwykłego człowieka.

Powtarzalność czułem nie tylko w tym, jakie tematy były poruszane w kolejnych rozdziałach, ale również w podejściu do nich. Zdecydowanie wyczuwalny był schemat prezentowania tematu od szczegółu (t.j. historii pojedynczej jednostki) do ogółu (np. sytuacji gospodarczej czy czegokolwiek innego). Spokojnie mogę założyć, że blisko połowa z ponad 70 podrozdziałów miała taką strukturę i było to na dłuższą metę dla mnie jako czytelnika męczące.

Na koniec zostawiam coś najbardziej karygodnego, czyli błędy rzeczowe, które nie mają prawa bytu w takiej książce. Nawet ja, który uważam się za w miarę uważnego czytelnika, ale jednak mimo wszystko laika w temacie, zauważyłem przynajmniej 5 błędów typu pomylenia dat rocznych, określenia, że miejscowość w Niemczech znajduje się "godzinę drogi na północ od Londynu" czy użycia NRD zamiast RFN (albo odwrotnie). Nie wiem czy to błędy autorki czy tłumacza, natomiast wystarczyłoby jedno finalne przeczytanie książki przez kogoś obeznanego w temacie, by móc je wyeliminować. Tak się nie stało i dla mnie to duży problem dla jej wiarygodności, stąd tylko ocena dobra.

Fanatyk0piorunów

@bojowonastawionaowca

określenia, że miejscowość w Niemczech znajduje się "godzinę drogi na północ od Londynu" czy użycia NRD zamiast RFN (albo odwrotnie). Nie wiem czy to błędy autorki czy tłumacza, natomiast wystarczyłoby jedno finalne przeczytanie książki przez kogoś obeznanego w temacie, by móc je wyeliminować.

Dla mnie tego typu błędy dyskwalifikują książkę. To już nie jest nieuważność, tylko olewactwo.

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Wiadomości Świat

14piorunów

Niemcy oburzeni. Historia NRD już nie jest obowiązkowa w szkołach średnich w Berlinie

Decyzja władz oświatowych Berlina wywołała falę krytyki. Historia NRD w klasach maturalnych liceów ma być już tylko tematem fakultatywnym. W serialu ZDF „Kudamm 77” córka mieszkająca w Berlinie Zachodnim co dwa tygodnie odwiedza ojca w Berlinie Wschodnim. Pewnego dnia jego pies Leyka padł z

GURU

w Historia

28piorunów

35 lat po zjednoczeniu Niemiec w społeczeństwie wciąż widoczne podziały

Od zjednoczenia Niemiec w piątek mija 35 lat, ale podziały w społeczeństwie są wciąż wyraźne w wielu sferach, od gospodarczej po mentalną. Im więcej czasu mija od zjednoczenia, bardziej rośnie sceptycyzm wobec jego efektów – powiedział PAP politolog prof. Klaus Schroeder. O utrzymujących się

Wirtuoz

w Motoryzacja

22piorunów

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Historia

1piorunów

Jak sytuację w PZPR lat osiemdziesiątych przedstawiano w raportach Stasi?

Z czysto formalnego punktu widzenia obraz prezentowany przez Stasi był prawdziwy. Na co zwracał uwagę wschodnioniemiecki wywiad? Skąd pozyskiwano wiedzę? Z jakiego powodu sporządzano raporty na temat sytuacji w PRL? Przedmiotem dociekań stała się seria raportów tygodniowych dotyczących bieżącej

Kosmonauta

w AutaKrokieta

15piorunów

Enerdowski duroplast powojenny

czyli

AWZ P70

wpis ukazał się wcześniej na Recenzexie

Po drugiej wojnie światowej Niemcy zostały podzielone na dwa kraje – demokratyczną Republikę Federalną Niemiec oraz komunistyczną Niemiecką Republikę Demokratyczną. W pierwszym państwie produkowano Mercedesy, BMW czy znane z naszych dróg Volkswageny – nie tylko „garbusy”; w drugim, w fabrykach zrzeszonych w konglomeracie IFA, wytwarzano Wartburgi, dostawcze Barkasy czy też Trabanty, słynne „mydelniczki”, zemsty Honeckera i inne. Zanim jednak zaczęto wytwarzać sztucznego satelitę – der Trabant znaczy satelita – w latach 50. XX wieku wprowadzono do produkcji pierwszy pojazd z karoserią z duroplastu – czyli P70, znane też pod marką AWZ i jako „petka” w Polsce. Pierwszy pojazd w NRD gwoli ścisłości – pierwszym był Chevrolet Corvette z 1953 roku; u nas ten tytuł dzierżyła prototypowa Syrena Sport z końca dekady lat 50.

Historia AWZ P70 – czy tam P70 Zwickau lub Sachsering P70 (źródła podają różne nazwy; ta ostatnia miała być stosowana od 1958 roku) – wiąże się z powojennymi Ifami oraz zakładami w Zwickau. W 1953 roku do zakładów w Eisenach, z fabryki Zwickau, przeniesiono produkcję Ify F9, następcy F8, będącej kontynuatorką przedwojennej konstrukcji DKW. Pomimo produkcji F9, w Zwickau dalej wytwarzano model F8, jednak przygotowywano jego następcę. Dosyć szybko, bo w 1955 roku, wprowadzono do produkcji P70 – nowy model korzystający z duroplastowo-drewnianej karoserii, jednak stworzony na bazie ramy F8 i z wykorzystaniem jej podzespołów; sam F8 doczekał się zakończenia produkcji.

Stylistycznie AWZ P70 była dosyć prosta i wpisująca się w ówczesną modę. P70 przypominało zachodnioniemieckiego Lloyda 400 czy też rodzimą Syrenę – ale nie były wzajemnie swoimi kopiami; ot takie trendy. Tak jak ostatnio omawiane Ferrari 410 przypominało typowe auto sportowe z lat 50., tak i P70 było typowym tanim pojazdem. Czy to źle? Moim zdaniem nie; jej sylwetka może się podobać – zwłaszcza w wersji coupe, wyglądającej na szybszą niż jest w „prawdziwości”.

We wnętrzu było to co minimum – prędkościomierz, przełączniki dźwignia zmiany biegów stercząca z deski rozdzielczej, kierownica oraz p khym khym manipulatory nożne sterczące wprost z podłogi. Przed pasażerem był mały schowek; dostęp do
bagażnika był możliwy po odchyleniu oparcia tylnej kanapy.

Karoseria P70 była wykonana z duroplastu, który montowano na DREWNIANYM szkielecie przytwierdzanym do stalowej (na szczęście!) ramy. Nie żartuję, oni poważnie wytwarzali auta z drewnianą konstrukcją… W przypadku wspomnianego Lloyda wiązało się to z brakiem stali – wytłumaczenia tego rozwiązania w przypadku „petki” nie znalazłem; możliwe że były podobne powody, ale nie dam sobie uciąć dłoni piłą łańcuchową...

O ile można przymknąć oko na auta z lat międzywojennych zrobionych „z drewna”, tak w powojennym było dość dziwne. Fakt, nasza Syrena na etapie wczesnych przedprototypów posiadała drewniane elementy, ale na całe szczęście pozbyto się ich w cholerę. Tutaj były obecne; tyle dobrego, że następca posiadał normalny, metalowy szkielet. P70 oferowano z trzema nadwoziami – dwudrzwiowym sedanem, trzydrzwiowym kombi oraz wersję coupe, bardzo rzadko spotykaną. O ile sedan czy kombi były typowo czteroosobowe, o tyle coupe było 2+2 – dwójka dorosłych i dwójka dzieci; coupe posiadało także normalną klapę bagażnika czy opuszczane szyby boczne…

Z pewnych kretynizmów należy wymienić brak dostępu do bagażnika z zewnątrz w wersji sedan (tak wiem Mikrus też to miał, no ale kurde są lata 50. A NIE LATA DWUDZIESTE  XD), drewniana podłoga (powodzenia jak spróchnieje), podwieszane pod podłogą koło zapasowe (w ’57 wprowadzono dopiero schowek za środkową częścią zderzaka na zapas!) czy przesuwne okna, ponoć opornie działające. Pewną okolicznością łagodzącą jest fakt, iż wspomniany Lloyd 400 z RFNu także posiadał hamulce na linkę czy drewnianą karoserię – których w toku modernizacji się pozbyto w zachodnioniemieckim wyrobie. Na korzyść P70 przemawiał także duży prześwit i nienajgorsze zdolności „terenowe”.

Do napędu służył dwusuwowy i dwucylindrowy silnik o pojemności 0.7 litra oraz mocy 22 KM. Dwusuw przenosił moc na przednie koła poprzez trzybiegową skrzynię manualną. Jednostka była chłodzona cieczą; podobnie jak w Wartburgu czy Syrenie, także i w „petce” zamontowano chłodnicę ZA silnikiem. P70 rozwijał prędkość maksymalną około 87-90 km/h, zaś prędkość ekonomiczna wynosiła 40-50 km/h… P70 spalał średnio 8-9 litrów paliwa, chociaż przy ekonomicznej jeździe potrafił spalić 5 litrów na sto kilometrów. Ze względu na kompaktowe wymiary motoru i układu napędowego, w komorze silnika znajdował się 32-litrowy zbiornik paliwa. (pamiętajcie, bezpieczeństwo hamuje pracę) ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Podwozie wykorzystywało ramę z Ify F8 w kształcie podkowy. W zawieszeniu zastosowano wahacze ramieniowe, amortyzatory hydrauliczne czy też poprzeczny resor piórowy z tyłu. Zastosowano wspomniane bębnowe hamulce linkowe – zamiast później stosowanych hydraulicznych. Rozmiar kół wynosił 16 cali. Wymiary P70 wynosiły około 3.7 metra długości, 1.5 metra szerokości oraz 1.48 metra wysokości; waga wynosiła 800-830-875 kilogramów.

AWZ P70 produkowano w latach 1955-59. Łącznie wytworzono niecałe 40 tysięcy sztuk; około tysiąca było egzemplarzami Coupe. Następcą pojazdu został Trabant 500 (P50), produkowany od ’58 roku, który naprawiał część błędów „petki”. Część egzemplarzy P70 wyeksportowano, między innymi do Polski – do dzisiaj przetrwały niektóre egzemplarze; jeden zniszczono w znanej scenie zmiany koła w serialu Alternatywy 4. Samo P70 doczekało się niezbyt chlubnej opinii – krytykowano ją za awaryjność oraz przestarzałą konstrukcję – nawet Syrena zdawała się być nowocześniejsza od niej. Pomimo tego, „petka” cieszy się pewną sympatią pośród fanów mniej znanych aut – za nią samą przemawia prostota konstrukcji czy rozpoznawalność – wszak bardziej znany jest Trabant…

  ( ͡° ͜ʖ ͡°)   

Kompan

w Motoryzacja

3piorunów

Mam dylemat - dopomożecie? Pacjentem jest Ford Karton, buda z zewnątrz to oczywiście duroplast, który ładunku elektrycznego nie przewodzi - jest natomiast kilka elementów blaszanych. Popularnym dawnymi czasami elementem tiuningu było montowanie paska antystatycznego (czyli tego kawałka gumy co się tak wlókł za autem), żeby niby odprowadzać ładunek nagromadzony podczas jazdy w ziemię, żeby nie kopało - nie dawał on nic (xD) ale wyglądać wyglądał grzybnie. No i tu mnie naszła myśl, czy jest sens montować takiego cosia do trampka - działać pewnie nie będzie działał, ale chodzi bardziej o zgrzybienie wozu i teoretyczny sens jego montażu - przypominam, że pod panelami z tworzywa jest zwykły, stalowy szkielet, odkryty w kilku miejscach, ale też np klapa bagażnika jest cała z metalu. Montować?

Inne akcesoria takie jak odbojniki z odblaskiem już siedzą albo niedługo będą siedzieć ( ͡° ͜ʖ ͡°)

pozDDRo

   

Pokaż więcej komentarzy (5)

Wirtuoz

w Motoryzacja

8piorunów

tak mógł wyglądać, matko boska dobrze, że wygląda podobnie jak do 601 a nie jak na foto 

Gruba ryba2piorunów

@Lardor trochę pierdolisz, bo takie przypadki jak 2CV, czy Mini to były pojedyncze modele, nie wspominając o Garbusie, którego w Europie nie było od 1978 roku. Za to w bloku wschodnim pojedynczymi modelami były takie przypadki jak Favorit. Oltcita bym nie liczył, bo to w końcu Citroen na licencji.

Pokaż więcej komentarzy (11)