@976497
@jajkosadzone
Panowie, źle mnie zrozumieliście, a może to ja nie do końca jasno się wyraziłem.
Nie oceniam efektów tego prawa (możliwość transkrypcji i uznanie zagranicznego aktu małżeństwa osób tej samej płci) tylko sposób w jaki je zrealizowano. Niepokoi mnie ten automatyzm i związany z nim bałagan. Pierwszym, najbardziej widocznym problemem powstałym w wyniku takiego potraktowania prawa, była niekompatybilność formularzy, w których pierwotnie znajdowały się rubryki dla męża i żony. Oczywiście to drobiazg, który z administracyjnego punktu widzenia można dosyć łatwo rozwiązać poprzez aktualizację tychże formularzy. Ale na tym nie koniec. Bo czy taki związek (wpisany do rejestru jak każdy inny!) ma takie same uprawnienia jak pozostałe? Może dziedziczyć bez podatku? Osoby pozostające w takiej relacji mają prawo do wglądu do informacji o stanie zdrowia partnerki/partnera? Prawo do adopcji? Do wspólnego rozliczania?
Odpowiedź brzmi: nie wiadomo. Z jednej strony logika mówi, że tak (skoro uznaliśmy ich relację za związek małżeński), z drugiej strony nie ma to żadnego umocowania w przepisach.
Dlatego właśnie nazwałem to psuciem prawa. Przenieśliśmy z innego systemu prawnego "kawałek" rozwiązania, który nijak nie jest kompatybilny z naszymi rozwiązaniami przez co mnożą się pytania a nikt nie chce udzielić odpowiedzi.
System prawny musi być tak logiczny i jednolity jak to tylko możliwe, bo to gwarantuje bezpieczeństwo obywateli. Tworzenie w nim wyrw ad hoc jest złe. Niechęć do ich załatania również. Ale żyjemy w czasach gdzie emocje już dawno wzięły górę, więc dziś można być tylko zwolennikiem albo przeciwnikiem jakiejś idei. A ja jestem po prostu prostym mechanikiem, któremu nie podoba się nierówna praca silnika, i kolor karoserii naprawianego auta mnie naprawdę, szczerze nie interesuje.