Przez ponad połowę książki miałem obawy, że będzie to samo, co w pierwszym tomie - detektywi przez 90% czasu jeżdżący między kolejnymi miejscami okrutnych zbrodni, a kostnicą, a pozostałe 10% czasu udowadniający jak bardzo nie ma żadnych śladów, świadków, dowodów, motywów i w ogóle niczego.
Tutaj oczywiście część tego się powtarza - znowu straszne zbrodnie, konkurujące o to, ilu policjantów i jak szybko zwymiotuje. Ale tym razem jednak detektywom udało się wykonać jakąkolwiek policyjną robotę (oprócz zwiedzania miejsc zbrodni i wizyt w kostnicy). Więc jest progres, a patrząc na liczbę książek serii nawet daje to jakąś nadzieję. Ale chyba podziękuję - mam wrażenie, że po lekturze tych dwóch znam już ogólny zarys wszystkich, a jedyne, czego mogę się spodziewać, to jeszcze ohydniejsze, bardziej odrażające opisy zbrodni i jeszcze większa liczba policyjnych wymiotów.
Przyjemna, dobrze napisana książka. Podobał mi się zabieg autorki, że obracaliśmy się wokół trzech ram czasowych, z czasem poznając wspólny punkt kulminacyjny całej historii.
Dobrze, że sięgnęłam w lato po tą pozycję bo istnie lodowa pozycja. To, jak historycznie został przedstawiony ten świat, bajka. Tyle szczegółów.
Akcja może nie była zbyt szybka, a wątek fabularny dodany przez autora nie do końca mi podszedł. No i przyznam, nie czułam grozy. Ale mimo to, książkę czytało mi się świetnie. Język bardzo mi podszedł. Psychologia bohaterów świetnie przedstawiona.
@Endrevoir na audible jest duzo opinion ze spoko atmosfera ale « dluzy sie poczatek » albo « to wszystko dla takiego zakonczenia » no ale jak mowicie ze spoko to wezme bo hyperiony bardzo fajne.
Reportaż o grupie ludzi w USA, którzy trochę na nie legalu żyją w swoich autach/camperach i jeżdżą na prace sezonowe.
Nie do końca odpowiadała mi narracja autorki, zabrakło mi poruszenia kilku tematów odnośnie życia tej grupy ludzi. Dużo wątków było powtarzanych i lekko wynudziła mnie pod koniec.
Tytuł: Więźniowie geografii, czyli wszystko, co chciałbyś wiedzieć o globalnej polityce
Autor: Tim Marshall
Kategoria: reportaż
Format: ebook
Liczba stron: 394
Ocena: 9/10
Prywatny licznik: 20/30
Bardzo przyjemny wstęp do Geopolityki. Co prawda trochę na świecie się pozmieniało od jej wydania, niemniej ciekawie mi się ją czytało. Przystępny język, zmienia trochę perspektywę patrzenia na świat.
Książka z uniwersum Igrzysk Śmierci, gdzie głównym bohaterem jest młody Cornelius Snow i dziesiąte Głodowe Igrzyska.
Trochę odstaje od trzech pierwszych części, po prostu ok ale nie pozostawiła nic po sobie. Wynudziła mnie lekko. Mam nadzieję, że kolejna część (Wschód słońca w dniu dożynek) będzie lepsza.
Ebooka kupiłem, bo jestem widzem kanału Marcina, ale też byłem ciekaw jego punktu widzenia. Znam bardzo dobrze realia zachodniej Ukrainy i w czasie lektury prowadziłem coś w rodzaju wewnętrznej polemiki.
Ale do rzeczy: książka ma swoje - całkiem dobre przesłanie, które jest podparte rozmowami z ludźmi: ekspertami, profesorami, albo po prostu wolontariuszami-mieszkańcami Kijowa. Zawiera dużo informacji, choć część z nich odnosi się stricte do bezpośredniego zagrożenia wojną. Jeśli więc mieszkasz blisko przesmyku suwalskiego, to mam nadzieję, że już jesteś spakowany i znasz podstawy bushcraftu. Ale mieszkańcy Krakowa, czy innego Wrocławia? No jakby mniej. Jest tam sporo odniesień do kwestii broni, plecaków ewakuacyjnych, odpowiedniej odzieży do ucieczki - wg. mnie to nie jest dla każdego. W większości przypadków potrzebujemy informacji jak przetrwać 3 dni bez prądu lub nawet dłuższy czas bez dostępu do aptek, czy sklepów. Bo to faktycznie się zdarza - wystarczy po prostu powódź lub atak ostrej zimy. Mam znajomych, którzy nawet powodzi nie widzieli, ale odczuwali jej skutki - nie było prądu, zasięgu, niektóre drogi/mosty były zupełnie nieprzejezdne. Więc generalnie warto być przygotowanym, choć z perspektywy zachodniej Ukrainy nie do marszu z plecakiem ewakuacyjnym, a do przetrwania w domu mimo różnych braków i niedoborów. Z resztą już popełniłem wpis na ten temat przy okazji blackoutu w Hiszpanii (gdzie było akurat dwóch różnych znajomych).
Dygresja:
Tu już się narażam na krytykę, ale takiego choćby plecaka ewakuacyjnego we Wrocławiu, czy innej Łodzi - nie rozumiem. Jedynym momentem, gdzie by się miał przydać, to uderzenie bronią jądrową - oczywiście na tyle odległe, że nam bezpośrednio nie zagrozi. Albo uciekasz przed mobilizacją i wtedy potrzebujesz dokumentów, kart płatniczych, pieniędzy i szybkiego auta, albo... zostajesz w domu (o ile nie mieszkasz w pobliżu ewentualnej linii frontu oczywiście). Myśl, że przewidzisz, że dron akurat uderzy w twoje mieszkanie i sobie uciekniesz z takim plecakiem... no to chyba nie jest takie proste. A przy 5 latach wojny i tysiącach alarmów taki "plecak" wygląda jednak nieco inaczej - telefon, powerbank, karimata, śpiwór, książka, rozkładane krzesełko, czyli to, co się przyda na kilka godzin w schronie.
Książka zawiera oczywiście przydatne informacje do wykorzystania przy innych zagrożeniach, choć nieco prosiłoby się o ich rozwinięcie, bo wciąż uważam, że właśnie to dotyczy większości ludzi. Przydałoby się np. więcej o prądzie: od prostych spraw typu oświetlenie, czy zasilanie routera aż po "off-grid" 😁
tl;dr książka o wojennej sztuce przetrwania, która skupia się na wojennej sztuce przetrwania
Teoretycznie plecak ewakuacyjny może się przydać jak woda zaleje twój dom lub zacznie się palić.
Oczywiście najbardziej prawdopodobny jest blockout w wyniku awarii/zaniedbań infrastruktury.
Edit.
Zastanawiam się czy nie lepiej mieć gotowy rower z sakwami by sprawnie móc się ewakuować. Wtedy plecak, woda i prowiant nie przeszkadzają wagą czy rozmiarem.
@WysokiTrzmiel Przy pożarze potzrebujesz dokumenty, karty, kluczyki, telefon, laptop. Ale już kuchenkę turystyczną, apteczkę, czy racje żywnościowe? Niekoniecznie.
Watts zaczyna od pisma chińskiego. Poznanie tego języka pozwoli na lepsze wejście w filozofię tao. Mamy podstawowe znaki z nim związane oraz wytłumaczone co oznaczają. Ogólne autor uważa, że pismo ideogramów jest lepsze od naszego na alfabecie. Do tego chiński jest łatwejszy niż nam się wydaje.
Biegunowość in-jang współzależność przeciwstawnych biegunów. Skoro istnieje dobro to będzie istniało zło ale nie w kontrze do niego ale jako jedność. (ten temat mogę źle rozumieć)
Tao. Ten rozdział można podsumować tym zdaniem chińskiego taoisty "Tao, które można uznać za tao, nie jest odwiecznym, niezmiennym tao". Watts próbuje nas nakierować ale z drugiej strony stara się nie wpaść w powyższe stwierdzenie.
Wu-wei. Sztuka "nic nie robienia". Najprościej jak to rozumiem to płynięcie z prądem rzeki a nie płynięcie pod prąd. Nie oznacza to bycie pasywnym a bardziej reaktywnym na to co serwuje nam świat i korzystanie z tego.
Te-siła cnoty. Cnota jest tu czymś innym niż znamy z naszej kultury. Każdy z nas ma cnotę i nie trzeba nad nią pracować a bardziej pozwolić jej zaistnieć.
@LeniwaPanda ja czytałem tego chłopa o buddyzmie "Droga zen" i rozdział o taoizmie to jedyne co tam zrozumiałem, więc dobrze wiedzieć że ma coś tylko o tym, leci na listę do przeczytania xd
Zabrałam się za nią bez żadnych oczekiwań i naprawdę było warto!
(Kupiłam kiedyś przez przypadek, nie mogłam się za nią zabrać, ale zgubiłam mojego kindla gdzieś i się teraz przekopuje przez kupkę wstydu, czekając na prime days...)
Jest polska szlachecka, jest czarna magia, różne zjawy, jest też ciekawa historia trzymająca w napięciu.
Nie będę spoilerować, ale czyta się szybko i przyjemnie, momentami ciężko się oderwać, można traktować jako zbiór powiązanych opowiadań.
Główny minus to standardowo kobiety są albo złymi wiedźmami, albo gwałcone/martwe, ale to już się chyba przyzwyczaiłam...
"Miasto śpiewającego płomienia" to z pewnością rzecz godna zapamiętania- to słowa pana Lovecrafta umieszczone w liście do Klarkash-Tona, jak określał on autora owego opowiadania, Clarka Ashtona Smitha. Po takiej pochwale nie miałem wyboru jak tylko sięgnąć po to dzieło, szczęśliwie w mojej lokalnej bibliotece uchował się egzemplarz z tym jak i kilkoma innymi opowiadaniami Smitha.
Wszystkie opowieści opierają się na eksploracji obcych planet, tych bliższych(Mars) jak i dalszych, których wzrok ludzki sięgnąć nie może.
W sumie muszę przyznać rację Panu Lovecraftowi, płomień to zdecydowanie najlepsza część całego zbiorku, idea olbrzymiego płomyka wabiącego do siebie podróżników z całego wszechświata była wyjątkowo fajna i całość czytało się naprawdę miło.
Z pięciu pozostałych utworów dobry okazał się być także "potwór z przepowiedni"-losy biednego poety, który przyjmuje zaproszenie pewnego kosmity, a finalnie trafia do miejsca, gdzie staje się tytułowym potworem(nie dosłownie). Urocze zakończenie, muszę przyznać.
"Pan otchłani"- Oj, czuć tutaj mocne umiłowanie lovecraftiańskiego horroru. Odrażające bóstwo, obrzydliwe rzeźby, "wyznawcy" z piekła rodem, a na dokładkę bardzo ponure zakończenie. Czytało mi się całkiem nieźle, chociaż sam potwór nie zapadł mi w pamięć zbyt mocno(pamiętam jedynie, że lubi oczka).
Książka bardzo zabawna, a bohaterowie (głównie bohaterki) robią taką robotę, że nie raz idzie się co najmniej uśmiechnąć, jeśli nie zaśmiać w trakcie czytania. Fabuła tutaj jest drugorzędna i prościutka jak drut, to bohaterowie i dialogi między nimi, czy sytuacje jakie stwarzają robią z tej książki bardzo dobry tytuł. Polecam jeśli macie ochotę na coś zabawnego ;)
Ciekawie się czyta niektóre dialogi, niektóre dają do myślenia, ale w większości to książka o niczym, mimo to nawet w niektórych momentach zabawna. Pewnie jestem za głupi, żeby zrozumieć co mają przekazać mi inne dialogi podobało mi się jak brat tłumaczył siostrze jak zrozumieć Boga.
Tytuł: Z okopu do Europy. Trzy dekady w centrum wydarzeń
Autor: Radosław Sikorski
Kategoria: zbiór tekstów
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Format: książka papierowa
Liczba stron: 448
Ocena: 7/10
Zbiór tekstów Radosława Sikorskiego z ostatnich 30 lat. Publikowanych w brytyjskich jak i polskich gazetach lub czasopismach #pdk Podzielony na 5 części, każda poprzedzona aktualnym słowem wprowadzenia. Teksty są oryginalne i pokazują, że Radek miał wówczas w wielu kwestiach inne poglądy.
Czytało się dobrze, szczególnie część międzynarodową, z artykułami m.in. z wojny w Afganistanie z ruskimi. Gdzie Sikorski był naocznym świadkiem wydarzeń.
Ciekawe są też dwie pierwsze części opisujące okres przed i po obaleniu komunizmu w Polsce. Niby człowiek był już wtedy na świecie ale polityka była daleko poza zasięgiem zainteresowań ;)
@solly-1 po twoim komentarzu zmieniam zdanie, 11/10.
@Gilgamesh mam szczerą nadzieję, że na dobre to wyjdzie. Radek by nie robił takich cyrków z urzędu prezydenta, więc pewnie by się nawet zmarginalizowal w stosunku do obecnej pozycji. Jedyna zaleta byłby brak snusa w sferze publicznej.
Radek nie był nigdy dobrym politykiem, bo za dużo w nim człowieka. Niemniej sądzę, że na stare lata los szykuje mu misje specjalną.
Książka opisuje czasy młodości autora, skupiając się mocno na jego miłości do matki.
W oczy mocno rzuca się problem nie odciętej pępowiny oraz nietypowa charyzma i zacięcie rodzicielki aby syn odniósł sukces w życiu. Mimo nieco patologicznych, w moich oczach, relacji z matką, Romain staje się znanym, nagradzanym pisarzem, którego cechuje nadzwyczajna determinacja.
Czasem książka trochę zamulała i wydawała się ciągnąć w nieskończoność, ale cieszę się, że ją przeczytałam.
Nowela w ramach cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra chronologicznie umiejscowiona pomiędzy III a IV częścią.
Wystarczy jedno spojrzenie na okładkę, by domyślić się, kto będzie bohaterem książki. Graham McNeill odchodzi na chwilę od głównych wydarzeń skupionych wokół Pałacu Imperialnego by przedstawić dalsze losy styranego krążownika Sisypheum i jego załogi złożonej z garstki legionistów Rozbitych Legionów ocalałych z masakry na Isstvanie V. Mieliśmy okazję spotkać ich już wcześniej m.in. w powieści “Anioł Exterminatus” czy opowiadaniu “Kryptos”. Sabik Wayland, Nykona Sharrowkyn, Atesh Tarsa i spółka docierają do Układu Sol by dołączyć do obrony Terry, kiedy niespodziewanie odbierają tajemniczy sygnał z Luny.
“Sons of the Selenar” to tak naprawdę historia wojenna typu “misja ponad wszystko” tylko osadzona w realiach Herezji Horusa. Po trzech złożonych i wielowątkowych powieściach taka zwarta i jednowątkowa forma okazała się miłą odmianą. Znakomicie napisana historia, pełna emocji i wartkiej akcji, stanowiąca sentymentalne pożegnanie z grupą niezłomnych bohaterów.
W tym tomie kończymy wątek gry o życie i przyszłość Shibe, oskarżonego o morderstwo swojego ojca. Poznamy lepiej Tenjiego i to jak rozwiązuje problemy na własną rękę. Najważniejszym wydarzeniem jest jednak przejście do poziomu gier "dla dorosłych". Większy zysk, wyższe ryzyko, ale przeciwnicy powinni też być trudniejsi. Pojawiają się również przeciwnicy znani z poprzednich gier między innymi brutalny Kuroki czy geniusz Kei Shinomiya, który wylądował na okładce tego tomu.
Najlepsza rzecz jaką przeczytałam od bardzo dawna.
Agatha Christie opowiada w cudownie bezpretensjonalny sposób o swoim życiu i stawaniu się autorką kryminałów. Mówi o swojej rodzinie, dzieciństwie, dorastaniu, lekturach, przyjaciołach, miłościach i podróżach, które ją ukształtowały.
Brzmi to bardzo nudno, ale pani Christie opowiada to w sposób absolutnie zachwycający, więc polecam, bardzo polecam!
Różni się dość sporo od filmu. Autor bardzo głęboko wszedł w szczegóły techniczne/naukowe.
Bardzo fajnie się słuchało zwłaszcza wczasie cięcia aluminiowego blatu brzeszczotem. Prawie jakbym na marsie coś razem z nim konstruował :rolling_on_the_floor_laughing:
Na książkowych memach jakaś baba narzekała, że na początku książki jest znęcanie nad zwięrzętami, więc mnie to zaintrygowało. Książka napisana z perspektywy kilkunastu różnych postaci. Większość dość irytująca, ale jednak różnorodna. Do tego te wszystkie historie powoli się łączą ze sobą. Akcja dzieje się we współczesnej Norwegii, ale są lekkie elementy fantastyczne (np. upały w Norwegii).
Ujemne punkty za to, że to chamski wstęp do trylogii. Na końcu książki mamy przeskok o dwa tygodni w przód i dowiadujemy się, że w tym czasie wydarzyło się "wiele". Wygląda na to, że trzeba przeczytać dwie pozostałe książki, żeby ta historia miała sens, bo ze wszystkich rozpoczętych wątków ta część zamknęła może ze dwa. Ale póki co jestem na to zbyt obrażony.