Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Fenomen

w Książki

32piorunów

699 + 1 = 700

Tytuł: Ogrody Księżyca

Autor: Steven Erikson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: ebook/audiobook

ISBN: 9788366712126

Liczba stron: 624

Ocena: 6/10 (niezła)

Rządzone twardą ręką przez bezwzględną cesarzową Laseen Imperium Malazańskie dokonuje ekspansji na kontynencie Genabackis. Ostatnim i najważniejszym podbojem ma być zdobycie najbogatszego miasta-państwa na kontynencie, Darudżystanu. Jednak, gdy w sprawę wmieszają bogowie, czarodzieje oraz obdarzony nadludzkimi mocami Anomander Rake, władca latającej fortecy Odprysk Księżyca, spodziewany triumf Imperium stanie pod znakiem zapytania…

Pierwszy tom Malazanu finalnie okazał się znacznie przystępniejszy, niż przypuszczałam, lecz niestety muszę się zgodzić z głosami krytyki pochodzącymi od osób, które odbiły się od Ogrodów Księżyca. Fabuła, zwłaszcza w pierwszych czterech księgach, jest zbyt chaotyczna i nie jest to bynajmniej wynik literackiego geniuszu Eriksona, lecz niedostatków jego warsztatu i pisania powieści bez szczegółowego planu, bowiem ciężko jest mi uwierzyć, że urywanie pewnych wątków i rozwiązywanie innych za pomocą deus ex machina było w 100% zamierzone. A jeśli było… Moim zdaniem, uniwersum, pomysł na fabułę i kreacja bohaterów na tyle bronią się same, że nie trzeba (nieudanie) bawić się w drugiego Davida Lyncha. Z tego względu, moja ocena to tylko "niezła", gdyby historia była poprowadzona w bardziej klarowny sposób, pewnie dałabym 8/10.

Bohaterowie i świat przedstawiony zaciekawiły mnie na tyle, że zamierzam sięgnąć po drugi tom, aczkolwiek obecnie nie jestem w stanie powiedzieć, czy dokończę całą serię, okaże się po Bramach Domu Umarłych.

Z powieścią Eriksona zapoznałam się częściowo w formie audio i uważam, że audiobook jest bardzo dobrze zrobiony, jednak radziłabym pierwsze cztery księgi, stanowiące wstęp do finału w Darudżystanie, przeczytać, a nie przesłuchać.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU3piorunów

@Vampiress w drugiej części łatwiej nie będzie xd niby druga część a 90%nowych bohaterów

Fenomen1piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Autorytet1piorunów

@Vampiress dla mnie 2 i 3 część najlepsza. Ale ja MKP uwielbiam, aczkolwiek rozumiem zarzuty osób, które się od niej odbijają;)

Gwiazdor2piorunów

ja to dwa razy czytałem i będę musiał trzeci bo zawsze drugi tom odkładałem na później :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Hydepark

18piorunów

698 + 1 = 699

Tytuł: Dwunastu gniewnych ludzi. Najgroźniejsi polscy gangsterzy. Część 1

Autor: Przemysław Słowinski

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Gyldendal Astra

Format: audiobook/synchrobook

ISBN: 9789180765312

Liczba stron: 239

Ocena: 6/10

No bawili się panowie przednio. Jak można być wybranym biznesmenem roku, a potem brać klamkę i strzelać do ludzi? Kwoty którymi operowali też robią wrażenie. Reportaż całkiem dobry, widać napracowanko. To pora na kolejnych z tomu drugiego.

Licznik prywatny: 21/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk

w Książki

36piorunów

697 + 1 = 698

Tytuł: Opowiadania z Doliny Muminków

Autor: Tove Jansson

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Format: książka papierowa

Liczba stron: 192

Ocena: 7/10

Ta część zawiera przeróżne, niezwiązane ze sobą historie.
Znajdziemy tu między innymi rozterki introwertycznego Włóczykija, historię o ostatnim na świecie smoku, przygodę Tatusia Muminka z Hatifnatami (moja ulubiona) oraz pierwsze zetknięcie Muminków z koncepcją Wigilii i choinki.
Jak zwykle, przeczytane z przyjemnością.

Fanatyk6piorunów

Ale.smaka robisz na Muminki

Fanatyk1piorunów

@TyGrySSek najwyższy czas przeczytać 😉

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Książki

20piorunów

696 + 1 = 697

Tytuł: Ozyrys

Autor: Remigiusz Mróz

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Format: audiobook/synchrobook

ISBN: 9788368370355

Liczba stron: 416

Ocena: 6/10

Trzecia książka z serii Langer, a na moje teraz już bardziej Ozyrys. Mróz jak to Mróz, jest kluczenie, krążenie i prawie wszystko (z twistem) wyjaśnia się na końcu. Czyta i słucha się lekko, ot nie arcydzieło, ale dobra rozrywka.

Licznik prywatny: 20/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Specjalista

w Książki

35piorunów

695 + 1 = 696

Tytuł: Instytut

Autor: Stephen King

Kategoria: horror, science fiction

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 672

Ocena: 5/10

Mam wrażenie, że to King na autopilocie. Warsztatowo wszystko się zgadza - dialogi, postacie, konstrukcja scen - ale brakuje świeżości. Historia dzieci więzionych w tajnej placówce ma potencjał na coś naprawdę mocnego, a tutaj dostajemy raczej bezpieczną, momentami przewidywalną opowieść. Brakuje tylko zagubionego i uzależnionego pisarza, który uciekając przed przeszłością zmienia miejsce zamieszkania na małe miasteczko w Maine. Słuchając audiobooka zacząłem mieć problemy z koncentracją, kiedy fabuła zaczęła robić się przewidywalna i zbyt rozwleczona. Taka książka do przeczytania i odłożenia, bez większego ciężaru.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

23piorunów

694 + 1 = 695

Tytuł: Mitologia nordycka

Autor: Neil Gaiman

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: audiobook

Ocena: 5/10

Czas trwania: 7h 15m

Czytał: Zbigniew Zamachowski

“[...] kiedy coś idzie nie tak, najpierw zawsze myślę, że to wina Lokiego. Oszczędza mi to mnóstwo czasu.” Thor

Mitologia nordycka opisana na tyle prosto i zrozumiale na ile się dało. Jak to w mitologii, historie są pełne podstępu i zdrady oraz w tym przypadku licznych zakładów, ale bywały również momenty zabawne. Całkiem przyjemnie się tego słuchało, chociaż czasami przynudzało i język był trochę suchy, ale tego należało się spodziewać w tej kategorii.

Całość mogłaby równie dobrze być zatytułowana “Intrygi Lokiego”, bo gdyby nie on, to nic ciekawego by się nie wydarzyło.

Lider0piorunów

@saradonin_redux Amerykańscy Bogowie tego autora mi jakoś bardziej siadła 😉

Gruba ryba

w Książki

31piorunów

693 + 1 = 694

Tytuł: Przygody Hucka Finna

Autor: Mark Twain

Tłumaczenie: Teresa Prażmowska

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 6/10

*

Tak jak nie moją jest winą, że się urodziłem królem, tak nie twoją, żeś się nim nie urodził. Wszak to jasne.

Będą chyba spoilery.

Przygody Tomka Sawyera podobały mi się tak bardzo, że nawet bez rekomendacji kolegi @trixx.420 (choć za nią dziękuję) miałem zamiar zabrać się za Przygody Hucka Finna. No i zabrałem się, nawet tę książkę skończyłem, choć miałem taki moment, że już myślałem, że to mi się nie uda. Ja nie mam pojęcia czy jest to kwestia tłumaczenia (jest jakieś inne niż pani Prażmowskiej?) czy zmiany narracji na pierwszoosobową, czy też może po prostu opowieść nie przypadła mi do gustu, ale po całkiem niezłym początku zacząłem się tą książką męczyć. O ile podobał mi się opis pobytu Hucka u wdowy Doulasowej (w tłumaczeniu Przygód Tomka Sawyera autorstwa pana Jana Bilińskiego po prostu „wdowy Douglas”, co brzmi dla mnie dużo lepiej, tak jak i brzmiały dla mnie dużo lepiej oryginalne brzmienie imion pozostawione przez pana Bilińskiego – „Joe Harper”, a nie „Józio Harper”, jak to przełożyła pani Prażmowska, co ogromnie mnie denerwowało, ale może to kwestia przyzwyczajenia), o ile sposób w jaki Huck Finn uwolnił się spod „opieki” ojca podobał mi się, tak później zaczęło wiać nudą. Rzeczy działy się, ale nie bardzo moim zdaniem prowadziły do czegokolwiek, a i ani jakoś szczególnie zabawne ani pouczające również nie były. Wszystko wróciło jednak na właściwe tory kiedy pojawiły się postaci króla i księcia. Od tego momentu książka znów zaczęła mnie interesować, a późniejsze ponowne spotkanie Hucka z Tomkiem Sawyerem przyjąłem z ogromnym zadowoleniem i pojawiły się wtedy oczekiwania. Na szczęście pan Twain (albo Tomek Sawyer) te oczekiwania spełnił.

Siłą rzeczy będę te dwie książki – Przygody Tomka Sawyera i Przygody Hucka Finna ze sobą porównywał. Nie tylko w kwestii opowieści, ale i narracyjnie, jak już wspomniałem, Przygody Hucka Fina również wypadają, moim zdaniem, gorzej. Wspominałem o tłumaczeniu, być może to jest przyczyną, choć nie chcę w tej sprawie wyrokować – nie sięgałem do oryginałów, nie czuję się więc uprawniony do zabierania głosu. Wydaje mi się, że moje wrażenie może być wynikiem splotu powyższych składowych, a na dodatek samych głównych bohaterów – Tomek Sawyer działał i był aktywny, Huck Finn przeciwnie, Huckowi Finnowi rzeczy po prostu się przydarzały, a on często zastanawiał się jak w takiej sytuacji zachowałby się Tomek Sawyer. Tomek Sawyer jest dla mnie postacią dużo wyraźniejszą (ale może pan Twain chciał tak te postaci napisać?), a sama o nim opowieść jest dużo bardziej zawadiacka i może dlatego bardziej mi się podobała?

To co upatrywałbym jako przewagę Przygód Hucka Finna nad Przygodami Tomka Sawyera to wartość edukacyjna tej drugiej. Dużo częściej jest w niej poruszany problem tego, że wychowanie i status quo niekoniecznie są tym, co należy uważać za dobre. Huckowi zdarza się w kilku miejscach poczucie, że jego wewnętrzny kompas moralny pokazuje coś zupełnie innego niż „powinien” i ma w związku z tym wyrzuty sumienia. Wydaje mi się, że ta książka, odpowiednio skomentowana, mogłaby bardzo pomóc kształtować młodzież i jako lektura szkolna pod tym względem sprawdziłaby się dużo lepiej niż Przygody Tomka Sawyera. No tylko dwa zastrzeżenia – trzeba by na początek znaleźć nauczycieli, którzy chcieliby ten temat uwypuklić a nie zajmować się „charakterystyką postaci i planem zdarzeń”, a poza tym to po co karać dzieciaki tak toporną narracją? No i rzecz trzecia – czy komuś zależy na tym, żeby dzieciaki, kiedy już dorosną, umiały podejmować decyzje nie tylko samodzielnie, ale nawet poza schematem?

Kilka słów o wydaniu, bo ściągnąłem sobie wersję ze strony Wolnych Lektur. Kilka ostatnich pozycji, które przeczytałem w wydaniu tej fundacji zaniepokoiło mnie ubogością przypisów. Pragnę uspokoić – w przypadku Przygód Hucka Finna przypisów jest tyle ile przystało na książkę opublikowaną przez Wolne Lektury, a więc całe mnóstwo. Druga natomiast rzecz, której przeboleć nie mogę (ale to może mój autyzm), to błąd ortograficzny. O ile przecinki jestem w stanie wybaczyć, sam mam z nimi problem, o ile przeboleję kiepskie formatowanie, nawet literówki zniosę, to co musiało się stać żeby opublikować książkę ze słowem „wój”?

A! Jeszcze jedno! Wydanie dostępne na stronie Wolnych Lektur zawiera ciekawą, poważną przedmowę autorstwa pana Juliana Święcickiego dotyczącą humoru. No i trochę dotyczącą też pana Marka Twaina.

Fanatyk1piorunów

dl mnie rewelacyjna. Przygody Tomka Sawyera - jeszcze nie czytałem - jutro się zabieram za to by mieć porównanie

Gruba ryba4piorunów

Gdybyś nie miał dość, to ta książka była dość głośna w książkowym środowisku

Odważna i brawurowo przełożona przez Kaję Gucio reinterpretacja Przygód Hucka Finna Marka Twaina: zniewolony Jim odzyskuje głos i przeciwstawia się konwenansom, które zepchnęły go na margines.
Gruba ryba3piorunów

@JapyczStasiek No szlag by to trafił! Już dzisiaj raz plan na czytanie zmieniłem!

Znaczy...

Dziękuję. :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Książki

16piorunów

693 + 1 = 694

Tytuł: Romeo i Julian

Autor: Agata Suchocka

Kategoria: młodzieżowa

Wydawnictwo: Empik Go

Format: epub

ISBN: 9788327283160

Liczba stron: 238

Czas czytania: 4h38m

Ocena: 5/10


Stara baba napisała książkę o nastoletnich gejach dla nastoletnich dziewczynek. Bardziej poza strefą komfortu byłbym, gdybym dorwał wydanie z komentarzem księdza proboszcza.

GURU1piorunów

Źle przeczytałem tytył i miałem mindfucc

Gruba ryba2piorunów

@szatkus-4

To ta, co ostatnio się spłakała na swoim fanpage'u, że ludzie nie chcą czytać jej książek, a poza tym to pisać powinno się tylko po uzyskaniu licencji?

Fenomen1piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Książki

24piorunów

692 + 1 = 693

Tytuł: Ucieczka z Chinatown

Autor: Charles Yu

Kategoria: powieść satyryczna

Wydawnictwo: ArtRage

Format: książka papierowa

ISBN: 9788396481221

Liczba stron: 250

Ocena: 7/10

"OD DZIECIŃSTWA MARZYŁEM BY ZOSTAĆ GOŚCIEM OD KUNG-FU"

"Ucieczka z Chinatown" równie dobrze mogła by się nazywać "ucieczka od schematów". Książka napisana jest w formie scenariusza i jest satyra na rzeczywistość jaka dotyka wielu imigrantów azjatyckiego pochodzenia zamieszkujące chińskie dzielnice w USA.

Satyra ta jednak jest przykrywką dla przekazu o tym jak ludzie sami siebie wrzucają w pułapkę schematu. Nie ma znaczenia jakiego koloru masz skórę i jakiego jesteś pochodzenia jeżeli dążysz co celu którego motywacji nie potrafisz wyjaśnić. Uważam, że podobna tematykę poruszaja "Chłopi" gdzie każdy musi odegrać swoją rolę. Dlaczego? Tego nikt nie wie, po prostu już tak jest.

Na pewno jest to jedna z tych książek która pobudza autorefleksje i zastanawianie się nad sobą czy sami czasem unieszczesliwiamy się na siłę że względu na to, że otoczenie czegoś od nas wymaga i się męczymy dążąc do celu, który nic w naszym życiu nie zmieni, a jego osiągnięcie nie da nam spełnienia, jedynie uczucie pustki i bezsensowności. Podobnie jak miał główny bohater, kiedy został już wymarzonym od dziecka gościem od KUNG-FU.

Po za tym sama powieść bawi wielu momentach, kilka razy głośniej wypuściłem powietrze nosem po przeczytaniu dialogów, których humor idealnie wpasowuje się w mój. Minusem jest to, że powieść jest bardzo nierówna, miejscami trochę odpływa w rejony które za bardzo brzmią jakby autor pisał je pod wpływem jakiś substancji, przez co wychodzi trochę przerost formy nad treścią, ale z drugiej strony rozumiem zamysł który miał mieć wydźwięk oniryczny.

Podsumowując: bardzo polecam!

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz

w Książki

50piorunów

691 + 1 = 692

Prywatny licznik: 8+1=9

Tytuł: Znachor

Autor: Tadeusz Dołęga-Mostowicz

Wydawnictwo: Bellona

Format: książka papierowa

ISBN: 9788311153127

Liczba stron: 335

Ocena: 8/10

Przy okazji perspektywy Wielkanocy i niewątpliwego pokazu Znachora w telewizji (którego wcześniej widziałem zaledwie 1x w życiu) stwierdziłem, że warto będzie też zapoznać się z powieściowym pierwowzorem. Nie ma co przedstawiać fabuły, bo i tak niemalże każdy ją dobrze zna 😉

To, co przy okazji książki rzuciło mi się w oczy, to zdecydowanie pełniejszy świat przedstawiony. Autor naprawdę dobrze pokazywał ówczesne życie, co siłą rzeczy przez ograniczony czas musiało zostać w sporej części wycięte z filmu. IMO na plus dużo bardziej życiowy, ale kompletnie niefilmowy sposób pokazania zakończenia. Niemniej nie żałuję, że w klasyku filmowym delikatnie zostało ono zmienione, bez tego nie byłoby takich pięknych memów xD

Na drobny minus to, że autor niezbyt dobrze radził sobie z chronologią wydarzeń i np. najpierw tuż po zniknięciu dra Wilczura szybko skończył wątek warszawski i kliniki wybiegając w parę lat później, po czym wrócił do Wilczura i "bieżących" wydarzeń. Podobnie wątek losów żony i dziecka trochę na siłę wepchnięty kolanem, zamiast jakoś ładniej do tego wrócić w retrospekcji w późniejszym czasie.

Na kolejne święta zdecydowanie polecam dla możliwości porównania sobie książki z wszystkimi trzema wersjami filmowymi 😉

Pokaż więcej komentarzy (6)

Mistrz

w Książki

27piorunów

690 + 1 = 691

Prywatny licznik: 7+1=8

Tytuł: Trzymaj się z dala, kochanie. Opowieść o miłości w Afryce Wschodniej

Autor: Konrad Piskała

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Szczeliny

Format: książka papierowa

ISBN: 9788381353830

Liczba stron: 352

Ocena: 6/10

"Opowieść" to to nie była, po prostu zbiór opowieści i reportaży z wybranych 5 krajów regionu: niektóre dłuższe, inne krótsze, inne nieco dłuższe, większość przeciętnych, część niezłych, ale nic takiego zachwycającego - ba, parę razy nawet uznałem, że komentarze autora czy wchodzenie przez niego z butami w czyjeś życie było dosyć niestosowne i potencjalnie szkodzące. Ale przede wszystkim często są tylko liźnięciem tematu przez szybkę, gdzie aż prosiło się o szersze przedstawienie problemu (w zasadzie chyba tylko ugandyjska polityka wobec osób LGBT wyszła naprawdę dobrze).

Autor szuka odpowiedzi na pytanie, czym dla tamtejszych ludzi jest miłość. Ale mam wrażenie, że to szukanie jest dosyć wybiórcze - albo są to historie smutne, albo kontrowersyjne z punktu widzenia europejskiego czytelnika. Nie neguję tego, że życie miłosne w Afryce Wschodniej może być trudne i bolesne, ale jednak wolałbym zobaczyć cały jego przekrój, a nie tylko bardziej smakowite z niego kąski.

W dużym skrócie książka bez szału, ale za te parę złotych z promocji była nawet dobra. W cenie okładkowej nie polecam 😛

Dobrze, że obyło się bez cytatu z Mandeli @Dziwen

GURU1piorunów

@bojowonastawionaowca czyli autor zaliczył kilka innych punktów z listy? xD

Mistrz2piorunów

@Dziwen na szczęście nie aż tak dużo, ale było mocno wyczuwalne podejście europejskiego człowieka do Afryki xD

GURU0piorunów

@bojowonastawionaowca swoją drogą miałem kontakt z kilkoma książkami tego wydawnictwa i jak widzę ten jego symbol na okładce [ta grafika powycinana w obrazku], to jakoś z automatu mam wrażenie, że to musi być pod ocenę między 6, a 4 na 10.

Mistrz2piorunów

@Dziwen

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5034013/niedzwiedz-w-objeciach-smoka-jak-rosja-zostala-mlodszym-bratem-chin

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5011593/wegry-na-nowo-jak-viktor-orban-zaprogramowal-narodowa-tozsamosc

Drugą czytałem, pierwszą przejrzałem

Poza tym głównie w okolicy średniej 7 mają, ja po prostu natrafiłem na dwie najsłabsze (ta i Białoruś) xD

To samo wydawnictwo ale już zagraniczny reportaż to mam na półce https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5188094/wojna-o-smieci-globalne-sledztwo-w-sprawie-brudnego-handlu-twoimi-odpadami i https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5103316/skarby-ziemi-szesc-surowcow-ktore-zadecyduja-o-przetrwaniu-naszej-cywilizacji

Niedźwiedź w objęciach smoka. Jak Rosja została młodszym bratem Chin | Michał LubinaJak niedźwiedź znalazł się w objęciach smoka? Rosja i Chiny głoszą dziś bezgraniczne partnerstwo strategiczne, twarde jak skała, odporne na każdą pogodę i potwierdzane przyjaźnią polityczną...Lubimyczytać.pl
Pokaż więcej komentarzy (6)

Mistrz

w Książki

35piorunów

689 + 1 = 690

Prywatny licznik: 6+1=7

Tytuł: Czekając na aresztowanie nocą. Relacja ujgurskiego świadka z ludobójstwa w Chinach

Autor: Tahir Hamut Izgil

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Znak Koncept

Format: książka papierowa

ISBN: 9788324094288

Liczba stron: 320

Ocena: 7/10

Ciąg dalszy książek kupionych dzięki polecajce promocyjnych @WujekAlien - tematyka bardzo dobrze mi znana, począwszy od 2014 roku i zamachów w Urumczi śledziłem wydarzenia w Xinjiangu na bieżąco, ale za tę cenę (bodajże dyszka) szkoda było książki nie wrzucić na półkę 😉

Na początek małe wyjaśnienie - Xinjiang (po polsku Sinciang, acz ja zdecydowanie wolę używać oryginalnej nazwy) to najbardziej na zachód wysunięta prowincja Chin, będąca jednocześnie jednym z kilku regionów autonomicznych. Ludność tamtejszego obszaru to Ujgurzy, będący w większości muzułmanami i przynależący do ludów tureckich, których chińscy Hanowie chcą odnarodowić, na co radykalni Ujgurzy starali się odpowiedzieć terrorystycznymi atakami, na co restrykcje wymierzone we wszystkich Ujgurów zaczęły się nakręcać (szczególnie od czasów regionalnego przywódcy Chena Quanguo).

Autor jest ujgurskim intelektualistą i tylko dzięki temu i swoim znajomościom zdołał uciec z Chin na zachód i opublikować swoje wspomnienia z życia w swojej ojczyźnie, gdzie wszyscy Ujgurzy stopniowo, ale nieuchronnie ludzie są poddawani coraz silniejszym restrykcjom, na czele z odbieraniem paszportów i byciem zatrzymywanym bez żadnego wyroku i wysyłanym do obozów reedukacyjnych - ten los spotkał przynajmniej 1-2 miliony z nich (na 10-milionową społeczność). Wielu więcej pierwszoosobowych relacji z życia pod takim zacieśniającym się kagańcem nie ma i chociażby z tego względu warto się z książką zapoznać.

Książka pokazuje bardzo dobitnie jak represje i kontrola społeczna w Xinjiangu są niestety skuteczne. Analogicznie sytuacja miała miejsce w Tybecie, na nieco mniej drastyczną skalę również w Mongolii Wewnętrznej. Chiny to nie tylko piękne turystycznie miejsca czy niebywały rozwój technologiczny i o tej ciemniejszej stronie "rozwoju" (bo Ujgurzy byli i są również wykorzystywani w formie pracy przymusowej w tamtejszych zakładach przemysłowych) warto pamiętać.

Fanatyk

w Książki

53piorunów

688 + 1 = 689

Tytuł: Zima Muminków

Autor: Tove Jansson

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Liczba stron: 160

Ocena: 10/10

Żałuję, że nie potrafię tak ładnie pisać, aby oddać moje emocje podczas czytania Zimy Muminków.

Muminki tradycyjnie od pokoleń przesypiają okres od października do kwietnia. Zdaje się, że dlatego są takie szczęśliwe, bo nie zaznają zimowych trosk, mrozu, braku jedzenia, ciemności.

Tym razem Muminek niespodziewanie budzi się w środku zimy i nie może już zasnąć. Samotność i ciekawość tego zupełnie innego świata, wyciąga go na zewnątrz.

Po raz pierwszy w życiu doznaje takiego zimna, tęsknoty za swoją rodziną, która nie potrafi się obudzić oraz zaskakujących aktywności, które możliwe są tylko zimą. Wraz z nowymi przyjaciółmi oraz Małą Mi, stawia czoła nowym trudnościom. Dużo rozmyśla, a są to myśli wielkie i mniejsze.

Przychodzi też śmierć, po niej pogrzeb a wszędzie wokół czuć mroczny klimat zimy.

Bardzo filozoficzna opowieść.

Gruba ryba9piorunów

U Stawiszyńskiego kiedyś był rozmówcą jakiś poważny profesorek i rozmawiali o książkach i mówił, że po wielu latach wrócił do Muminków i właśnie Zima bardzo go zaskoczyła tym jak głęboko opowiada o śmierci

Fanatyk5piorunów

@JapyczStasiek jestem absolutnie zauroczona tą powieścią, dawno żadna książka nie wywołała u mnie gęsiej skórki i takiego wzruszenia
A napisane w tak prosty i łagodny sposób

Gruba ryba4piorunów

@Shivaa

Zima Muminków

Można zacząć od 6 części?

Fanatyk4piorunów

@Marchew na spokojnie, każda część to inna przygoda 😉

Lider1piorunów

@Shivaa no i namówiłaś, też się wezmę na Zimę muminków :)

Fanatyk1piorunów

@WujekAlien ogółem to polecam wszystkie (które do tej pory przeczytałam 😉), ale 'Zima' to na prawdę cudowna historia ♥️

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Książki

29piorunów

687 + 1 = 688

Tytuł: Ostatnie rozdanie

Autor: Wiesław Myśliwski

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: ebook

Liczba stron: 448

Ocena: 10/10

"Ostatnie rozdanie" to dla mnie przykład literatury pięknej kompletnej. Takiej, w której nie ma ani jednego elementu zbędnego, a forma, temat, język i sens tworzą spójną całość. Punkt wyjścia jest pozornie prosty: bezimienny narrator przegląda stary notes z nazwiskami i adresami, próbując go uporządkować. Nie jest to też pierwsza próba ogarnięcia tego chaosu, złapanego kilkoma gumkami, żeby się nie rozleciał (nie wybuchł). Każde nazwisko otwiera jednak nie tylko wspomnienie konkretnej osoby, ale całe warstwy pamięci, zaniechań, utraconych możliwości, dawnych miłości i pytań o to, czym właściwie było dotychczasowe życie. I nagle okazuje się, że ten notes jest nie tylko rejestrem kontaktów, pamiętanych dobrze, źle lub wcale, ale metaforą egzystencji.

Najbardziej fascynuje mnie to, że Myśliwski z czegoś tak skromnego buduje powieść o wszystkim. O pamięci, przemijaniu, przypadku, miłości, szczęściu, samotności, wolności, niespełnieniu. To książka, która nie ma klasycznej fabuły w zwykłym rozumieniu (jest tu kilka wątków, które w obliczu przesłania nie mają dużego znaczenia), a mimo to niesie czytelnika swoim rytmem. U Myśliwskiego opowieść jest jak myśl, ona nie płynie - ona meandruje, znika, wraca, zatacza kręgi. I właśnie dlatego działa tak mocno.

Jest w tej książce coś z wciąż żywej korespondencji. Nie tylko dosłownie, przez listy i ślady po ludziach, ale przez samą ideę, że relacje nigdy nie znikają całkiem, tylko przechodzą w pamięć, w język, w sposób, w jaki opowiadamy siebie samym sobie. To piękna myśl, i Myśliwski potrafi ją unieść bez cienia pretensjonalności.

I jest jeszcze język. To jest właśnie ta "kompletność". U Myśliwskiego nie ma rozdziałów zbędnych. Wszystko jest zawarte między tym, co opowiedziane i jak opowiedziane. Ta kompletność objawia się też w połączeniu najlepszych cech z innych jego dzieł: gawędziarstwa znanego z "Traktatu o Łuskaniu fasoli", melancholii z "Widnokręgu", filozoficzności z "Ucha igielnego" i ironii z "Drzewa". W mojej ulubionej książce Pana Wiesława ("Traktacie o łuskaniu fasoli") już te elementy były na miarę arcydzieła, ale mam wrażenie, że tu nie wypada to gorzej.

To jedna z tych rzadkich książek, które nie tylko opowiadają o życiu, ale zdają się działać według jego logiki - fragmentarycznej, nieuporządkowanej, złożonej, a jednak ostatecznie sensownej. Książka, która nie tyle daje się przeczytać, co pyta: A jak wygląda Twój notes teleadresowy? Ile z zapisanych w nim osób dalej pamiętasz, ile z nich odegrało jakąś rolę w Twoim życiu (pozytywną lub negatywną)? a ile na przestrzeni lat stało się tylko nic nie znaczącym wpisem, który możesz bez konsekwencji wyrzucić. I wreszcie, czy piszesz jeszcze odręczne listy? kiedy napisałeś ostatni i do kogo?

Słowo pisane ręcznie jest bowiem innym słowem niż na maszynie czy komputerze. To jakby krwi własnej pieczęć.

Szkoda, że miałem przyjemność widzieć autora tylko raz na żywo i przed jego śmiercią nie udało mi się otrzymać choć 1 autografu.

Okładka z mojego ulubionego wydania, Znak zrobił rewelacyjną robotę wydając te książki w tak pięknej i zarazem prostej oprawie, która świetnie współgra z treścią książek i twórczością Pana Wiesława.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk4piorunów

@WujekAlien Właśnie przed sekundą skończyłem ją czytać. Dla mnie to jest zdecydowanie najlepsza książka Myśliwskiego jaką miałem okazję przeczytać. Śmiem nawet twierdzić, że jest lepsza niż Traktat o łuskaniu fasoli. W Traktacie było kilka fragmentów, które mnie... zmęczyły? Ostatnie rozdanie natomiast, dotyka jakichś takich obszarów we mnie, że im dłużej ją czytałem, tym bardziej chciałem, żeby ona w ogóle nie miała końca. Ale książki Myśliwskiego są o życiu i tak jak życie - mają swój koniec. I tak samo jak życie zostawiają czytelnika z głębokim poczuciem niedosytu. A "relacja" z Marią - zarówno w idei, formie i języku - to jest po prostu majstersztyk!

Lider3piorunów

@fonfi dla mnie te 2 książki plus “Widnokrąg” to najlepsze, co Myśliwski napisał i trudno mi wybrać, która jest lepsza. Fakt “Ostatnie rozdanie” jest bardziej kompletne i porusza ważniejsze wątki, niż Traktat, do tego ma odrobinę wątków fabularnych, które też są na plus. Ale Traktat to mistrzostwo gawedziarstwa, które u autora uwielbiam.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Książki

34piorunów

686 + 1 = 687

Tytuł: Lato Muminków

Autor: Tove Jansson

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Format: książka papierowa

Liczba stron: 176

Ocena: 7/10

Do Doliny Muminków znów zawitała powódź. Kuchnia, salon, wszystko zatonęło w wodzie wraz z meblami, imbrykiem i kawą. Ale Muminki nie należą do gatunku zamartwiającego się, płyną na spotkanie kolejnej przygodzie, podczas której niespodziewanie tworzą pierwszą w życiu sztukę teatralną. Pojawiają się nowi przyjaciele i zaskakujące rodzinne powroty.
Książka dość krótka, ledwo się zaczęła a już skończyła 😉

Fanatyk

w Książki

35piorunów

685 + 1 = 686

Tytuł: Pamiętniki Tatusia Muminka

Autor: Tove Jansson

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Format: książka papierowa

Liczba stron: 224

Ocena: 8/10

W tej części poznajemy niesamowite przygody z czasów młodości Tatusia Muminka, które rozpoczynają się od czasu podrzucenia go w papierowym worku do domu podrzutków Ciotki Paszczaka, a kończą na pierwszym spotkaniu z Mamusią Muminka.

Pamiętniki świetnie prezentują przekorną naturę Tatusia, oraz jego zamiłowanie do przygód.

Pojawia się też sporo nowych postaci, jak na przykład Mała Mi, czy też rodzice Włóczykija oraz Ryjka.
I w tej części nie brakuje pięknych grafik Tove ♥️

Gruba ryba2piorunów

Czuję się nadal adresatem literatury młodzieżowej więc perun leci! 🙃

Fanatyk1piorunów

@AndrzejZupa z wiekiem wchodzi coraz lepiej 😊

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Książki

26piorunów

684 + 1 = 685

Tytuł: I nie poznają, co to strach

Autor: Dan Abnett

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 432

Ocena: 10/10

“Wszyscy na Calth otrzymali taki wyrok (śmierci) [...] Możemy jedynie wybrać jak zachowamy się w jego obliczu.”

XIX część cyklu Herezja Horusa

Fabularnie jest to kontynuacja wątków zapoczątkowanych w Bitwie o Otchłań i Pierwszym Heretyku, więc jak zwykle nie da się o wydarzeniach za dużo powiedzieć bez spalenia poprzednich tomów, ale podtytuł na okładce mówi sam za siebie.

Jedno jest pewne: tą książką Dan Abnett utwierdził swoją pozycję lidera wśród autorów piszących dla Black Library i pokazał, że doskonale potrafi operować formą.

Po pierwsze samo dramatis personae zajmuje 4 strony (najczęściej mieści się na 1-2 stronach), co odzwierciedla ogrom najliczniejszego spośród wszystkich legionów - Ultramarines, ale także podkreśla wagę opisywanych wydarzeń.

Po drugie język. Nie jest to już wzniosły, melodramatyczny styl będący odbiciem chwały Horusa czy pasji Lorgara, tylko język precyzyjny i bardziej techniczny oddający opanowanie i zmysł taktyczny Guillimana oraz militarną dyscyplinę XIII Legionu. Poszczególne podrozdziały oznaczone zostały wojskowym znacznikiem czasu, odliczającym czas do umownego początku bitwy o Calth. Wraz ze zmniejszeniem wartości licznika napięcie czytającego wzrasta. W pewnym momencie powieść przeradza się w porażającą rozmachem narrację katastroficzną, by przerodzić się w zapis epickiej kampanii wojennej.

Niebiescy pokazali, że też mogą być fajni, szczególnie Ventanus, Selaton oraz ich sztandar.

Kor Phaeron umocnił się na pozycji najpodlejszej mendy uniwersum.

Intrygujący wątek z Ollem Perssonem i jego wizją łysego mordercy pdk.

Przy okazji dowiedziałem się, że kilkadziesiąt tomów Herezji to pikuś, ponieważ:

“Księga Lorgara [...] została spisana ręcznie w dziewięciu tysiącach siedmiuset pięćdziesięciu dwóch tomach. Ich ilość regularnie wzrasta.”

Zdecydowanie jedna z najlepszych części Herezji Horusa, na pewno najbardziej emocjonująca.

Gruba ryba1piorunów

Dembski-Bowden lepszy. Abnett na dobre pióro, a ww pozycja jest świetna, ale takie szmiry jak wciskanie Gramaticusa i jego zgrai w niemal każdej pozycji, czy problemy z zakończeniem, gdzie najpierw historia się ciągnie niemiłosiernie, a potem wszystkie wątki są kończone w ekspresowym tempie(vide Duchy Gaunta, czy Eisenhorn) irytują mnie u niego. No i to jak zrobił z babola, jakim była pomylenie płci jednej trzecioplanowej postaci, a następnie zrobienie z tego plot twista w zakończeniu Duchów Gaunta, to jest jedno z największych partactw, jakie czytałem w książkach Black Library.

Gruba ryba1piorunów

@saradonin_redux raczej się nie rozczarujesz: bromance Argell Tala i Kharna, skomplikowane uczucia Pożeraczy Światów w stosunku do ich prymarchy, Lothara Sarinn, Legion Vulpa, tytan klasy Imperator i Erebus to huj, a to wszystko w ramach jednej książki ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Sum1piorunów

@saradonin_redux te książki z HH są mega nierówne. Niektóre to arcydzieła, a niektóre to czysta grafomania. Teraz czytam cykl o Eisenhornie, bo ukazało się wznowienie przetłumaczonego wydania od Copernicusa. Na razie bardzo polecam!

Pokaż więcej komentarzy (12)

GURU

w Hydepark

23piorunów

683 + 1 = 684

Tytuł: Kwantechizm 2.0, czyli klatka na ludzi

Autor: Andrzej Dragan

Kategoria: popularnonaukowe

Wydawnictwo: Otwarte

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383990132

Liczba stron: 344

Ocena: 8/10

Książka jest zestawem wykładów o fizyce kwantowej w przystępnej formie. Większość tematów była mi już znana, a lektura mocno je rozjaśniła, pozwoliła spojrzeć na nie z innej perspektywy. Dowiedziałam się z niej również o koncepcjach, z którymi wcześniej się nie zetknęłam - jak próba wytłumaczenia superpozycji tym, że specyficznych warunkach obserwujemy odwrotną kolejność zdarzeń, czyli widzimy najpierw skutek, a potem następuje przyczyna. Trudno mi powiedzieć, jak zrozumiana byłaby przez osobę, której wiedza o fizyce zakończyła się na materiale ze szkoły średniej i zetknie się dopiero po raz pierwszy z dziwacznym światem kwantowym.

Narracja autora posiada specyficzny format, odwzorujący moim zdaniem dosyć dobrze formę wykładów - w których prowadzący używa mowy potocznej, całość jest strumieniem wiedzy i przemyśleń związanych z tematem, zdarzają się np. powtórzenia, dygresje, anegdoty. Nawet wykresy w książce, nie są przygotowane w programie graficznym, ale narysowane odręcznie, niczym kredą na tablicy. Mi osobiście taki format pasuje, można zostać wciągniętym i dać się ponieść na fali przemyśleń autora.

Podczas czytania zakręciła mi się też łezka. Do tematów związanych z fizyką, autor wplata też trochę wątków osobistych - odrobinę wspomnień ze swojego życia - amigowa demoscena, początki internetu w Polsce. Kto wie, być może mijaliśmy się na tych samych kanałach IRC. Takie momenty uświadamiają mi, jak starzy jesteśmy - dzieciaki lat '90, dzisiaj szanowani profesorowie, wykładowcy, autorzy książek, prezesi czy milionerzy. Za każdym takim razem mam straszny dysonans poznawczy, że jesteśmy już poważnymi, dorosłymi ludźmi. Kolega @BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta wspomniał, że anegdoty autora przypominają mu "opowieści wujka mitomana" - być może po prostu jest od nas dużo młodszy i takie wspomnienia z jego perspektywy wyglądają jak pierdolenie starych ludzi.

Całość przeczytałam za jednym posiedzeniem wieczorem na kanapie, co rzadko już w tym wieku mi się zdarza.

Gruba ryba0piorunów

@GazelkaFarelka kurde, chciałbym być znacznie młodszy od wujka Dragana xD

GURU3piorunów

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta Wystarczy dycha, to już inny świat, jak miałeś neostradę a nie 0212223 ppp/ppp z zegarkiem w ręku, bo impuls bił co trzy minuty XD

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Dyskusje

22piorunów

682 + 1 = 683

Tytuł: Cienie

Autor: Mirosław P. Jabłoński

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Stalker books

Format: książka papierowa

ISBN: 9788368439250

Liczba stron: 129

Ocena: 6/10

Hard science-fiction w czystej postaci.

Mam niewielkie doświadczenie z książkami, które mocno się skupują na tłumaczeniu prawideł fizycznych, dlatego ciężko mi ocenić czy "Cienie" są dobre w swoim gatunku. Jednak na pewno zachęcają do dalszego jego poznawania.

Książka to zbiór 6 opowiadań. Jedno z nich jest nawet napisane wierszem, jedno jest bardziej z gatunku fantasy. Jednak tytułowe opowiadanie jest tym dlaczego bardzo się cieszę się, że trafiłam na tą książkę. Dawno tak cudownego i oryginalnego sci-fy nie czytałam, aż żal że było takie krótkie. Kurcze podziwiam ludzi za taką fantazje i którym zdecydowanie warto za nią płacić. Opowiadanie to jest 10/10 i bardzo podnosi ocenę całego zbioru. "Lato ciemnych ptaków" również oceniam bardzo wysoko 8/10. Reszta to 5/10. Wiersz ciężko mi ocenić bo poezja totalnie do mnie nie trafia.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

19piorunów

682 + 1 = 683

Tytuł: Świadek numer 8

Autor: Steve Cavanagh

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: ebook

Liczba stron: 432

Ocena: 7/10


Ósmy tom przygód Eddiego Flynna ponownie wrzuca byłego oszusta, a dziś adwokata, w sprawę, która z pozoru wygląda jasno, ale bardzo szybko okazuje się znacznie bardziej skomplikowana. W centrum jest proces o morderstwo, któego miał się dopuścić znany i ceniony chirurg, a Eddie podjął się bronić. Do tego kłamliwi świadkowie, manipulacje i gra pozorów, w której, jak to u Cavanagha - prawda nigdy nie leży tam, gdzie wydaje się na początku. Flynn znów porusza się na granicy prawa, wykorzystując nie tylko wiedzę prawniczą, ale też dawny instynkt człowieka, który kiedyś sam żył z oszustwa i liczne kontakt w przestępczym półświadku.


Największą siłą książki jest klimat. Czuć napięcie, czuć stawkę, a historia ma ten charakterystyczny dla serii nerwowy puls, który sprawia, że czyta się szybko i z zaangażowaniem. Cavanagh bardzo dobrze buduje poczucie, że Flynn po raz kolejny zadziera z niewłaściwymi ludźmi i że tym razem cena może być naprawdę wysoka i wyjątkowo, w tym tomie, jest. Motyw zagrożenia życia protagonisty działa, bo wpisuje się w jego charakter: to bohater, który regularnie igra z ogniem.


Podoba mi się też, że Flynn nie jest nieskazitelnym bohaterem. Nadal działa po swojemu, czasem balansując na granicy etyki, czasem ją obchodząc, jeśli uzna, że prowadzi go to do celu. To właśnie odróżnia tę serię od bardziej klasycznych thrillerów prawniczych - tu nie chodzi tylko o salę sądową, ale o ciągłą grę, w której bohater sam bywa częścią problemu. Eddie jest oszustem, a dopiero później prawnikiem i autor nigdy tego nie ukrywał.


Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do tego, że seria zaczyna momentami korzystać z własnych sprawdzonych schematów. Flynn po raz kolejny wpada w śmiertelne tarapaty, po raz kolejny ryzykuje za dużo, po raz kolejny gra nie do końca czysto. Po raz kolejny rani to (dosłownie) kogoś z jego najbliższych. To działa, ale nie ma już efektu świeżości z pierwszych tomów.

Jest to solidny, klimatyczny thriller prawniczy, który może nie należy do najmocniejszych części serii, ale dobrze wykorzystuje to, co w Eddiem Flynnie najlepsze i co najważniejsze, nie wymaga właściwie znajomości poprzednich tomów, żeby się dobrze bawić.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz