Dokument ukazujący Elizabeth Holmes, skazaną za oszustwa założycielkę firmy Theranos, i jej ostatnie 34 dni na wolności.
Co za jazda. Co-za-jazda. Mam wiele, wiele myśli po obejrzeniu tego filmu, wiele pomysłów, których jeszcze do końca nie przetrawiłem, ale mimo wszystko postaram się je w jakiś sposób tu przedstawić.
Przede wszystkim chyba nie skategoryzowałbym tego filmu do końca jako dokument. Jego pierwsza część działa świetnie jako thriller psychologiczny: mnóstwo zbliżeń na twarze (i to jakich zbliżeń!), ciągła gra w kotka i myszkę, różne rewelacje zmieniające co chwilę optykę. Druga część to już meta komentarz funkcjonujący na kliku płaszczyznach. Ogólnie przed wybraniem się na seans polecam zapoznać się z innymi produkcjami Nathana, zwłaszcza z serialem Rehearsal, ale także z samą jego postacią.
W You Can See Everything rzeczywistość i fikcja mieszają się ze sobą, plączą i przeplatają do tego stopnia, że jako widzowie zaczynamy kwestionować praktycznie każdy aspekt tego, co widzimy i słyszymy. Już samo pojawienie się tytułu na ekranie jest dość obrazowe i samo w sobie oddaje ducha filmu, bo mimo, że widzimy praktycznie cały tekst, to jego mały dolny fragment jest skryty za horyzontem. Sam udział Nathana, sposób, w jaki staje się częścią kręconego przez siebie dokumentu, jest ciekawym zabiegiem i skojarzyło mi się to z zagadnieniem z mechaniki kwantowej, gdzie samo wykonanie pomiaru zmienia wynik badań (eksperyment z dwiema szczelinami). To jak wpływa na dynamikę między Elizabeth a jej mężem i rodziną, a także na to jak sam jest odbierany i jak my go odbieramy (kadrowanie, słowa i zachowania, których używa przy obydwu z nich), no to jest pieprzony majstersztyk. Doświadczenie Nathana w poprzednich komediowych serialach, gdzie wyrobił się w dead pan comedy, tutaj jest po prostu wzmacniane przez to, jak niesamowicie odklejonymi i odjechanymi postaciami są główni bohaterowie. Dobrze też widać, że w dalszym ciągu najskuteczniejszą metodą wydobywania z człowieka najskrytszych informacji jest pozwolenie mu na to, by mówił.
W drugiej części jest już totalny odjazd Ta część jest znacznie wolniejsza i może znudzić, ale stawia najciekawsze pytania.
You Can See Everything to film świerzy i pomysłowy. Działa w wielu wymiarach i można go analizować na różne sposoby: próbować dociec prawdy co do osoby Elisabeth i jej zaangażowania w oszustwo, zrozumieć funkcjonowanie Elizabeth i Billiego jako pary, zastanowić się nad tym jak łatwo można zmienić narrację zmieniając tylko jedno słowo. Nathan kręcąc dokument o obecnie najsławniejszej manipulantce sam manipuluje widzem i nawet się z tym nie kryje. Co właściwe jest prawdą? Do końca nie wiadomo.
@Wiertaliot no właśnie to jest śmieszne że poszła na długo do pierdla bo omamiła jakichś bogaczy i polityków i waliła ściemę co do spółki na giełdzie, a Musk robi dokładnie to samo i jest gwiazdą i najbogatszym typem na świecie. xD Jak widziałem jakieś zapowiedzi tego filmu to myślałem że to jakaś seryjna morderczyni czy coś a nie zwykła ściemniaczka.
@Hilalum Gdyby na coś sensownego wymieniła te wirtualne miliardy USD, na które wyceniano jej scam to byłaby inna sytuacja.
Np. gdyby kupiła jakaś inna firmę, która dla odmiany coś rzeczywiście robiła innowacyjnego i wyjebała założycieli - jak śmieć Musk zrobił z Teslą - to chuja by jej zrobili, byłaby w klubie bogaczy i w oligarchii jaką jest USA byłaby nie do ruszenia.
A tak jest sadzona jako oszustka, której się nie udało - w amerykańskim scam... wróć, śnie, mało kto jest niżej w hierarchii społecznej.
A, no i inny podstawowy błąd - oszukała miliarderów, a nie tylko maluczkich i naiwniakow ze średnią forsą - taki cel obrał sobie Musk na Roadsterze czy solarnych dachówkach i cieszy ten głupi ryj na wolności.
Pradawne Zło budzi się do życia. W jego pokonaniu pomóc może tylko połączenie Pięciu Elementów.
Luźna komedia z fajną rolą Bruce'a Willisa. Humor na ogół w porządku, choć niektóre żarty zestarzały się w mojej opinii kiepsko. Jestem lekko uprzedzony do reżysera i w filmie nie obyło się bez rzeczy, które mi u niego przeszkadzają , jednak poza tymi mankamentami w dalszym ciągu ogląda się to ok, przynajmniej osobie w moim wieku. Polecam millenialsom wzdychającym do lat 90.
Dzieciństwo czwórki nierozłącznych przyjaciół kończy się, gdy po nieprzemyślanym wybryku trafiają do zakładu poprawczego pod opiekę sadystycznych strażników.
Pamiętam, że fragmenty tego filmu oglądałem już kilka razy w telewizji, ale nigdy nie obejrzałem go od początku do końca. Powiem tak: pierwsza część, czyli wszystko co dzieje się do momentu ukazania dorosłych bohaterów, to świetnie zrealizowane kino, z łatwością dałbym tu 9 punktów na 10. Historia niesamowicie wciąga, widz czuje się częścią wydarzeń i przedstawionej rzeczywistości. Immersja jest fantastyczna i bardzo pomaga tu format narracji z offu, opowieść w formie wspomnień i świat pokazany z perspektywy młodych chłopaków (młodzi aktorzy spisali się na medal). Sceny z zakladu poprawczego trzymają w napięciu, a Kevin Bacon w roli sk⁎⁎⁎⁎syna jest po prostu tak naturalny, że ma mu się ochotę dać w pysk. Wielka szkoda, że później film traci impet, fabuła robi się już trochę przekombinowana i nie ma takiego kopa, jak wcześniej. Tutaj na mój gust zawiedli dorośli aktorzy odtwarzający głównych bohaterów, którzy byli jacyś miałcy, bez charakteru. Była to też już typowo gangsterska wersja sprawiedliwości, gdzie ulica musi ją wziąć we własne ręce, żeby pomóc dobrym chłopakom. Polecam tak czy siak, spodoba się fanom filmów takich jak Chłopaki z Ferajny, czy Dawno Temu w Ameryce.
Wyszkolona w klasztorze na perfekcyjną zabójczynię Nie Yinniang, była kiedyś mieszkanką prowincji Weibo. Miała nawet przypisanego jej narzeczonego, ale ostatecznie ojciec jego ożenił go z córką gubernatora sąsiedniej prowincji. Młodą odesłano do księżniczki Jiaxin, gdzie przeszła szkolenie pod okiem mniszki, zamieniając się w asasyna.
Kilkanaście lat później księżniczka wysyła Yinniang, by zabiła Tiana, który teraz rządzki Weibo (to ten niedoszły narzeczony). Cesarstwu nie pasuje to, że kolejna potężna prowincja wymyka się spod władzy.
Czy dziewczyna będzie posłuszna, a może rodzinne strony i poznawanie na nowo tych ludzi zmieni jej percepcję i obierze inną drogę?
Sceny walk są wyśmienite, jak w sumie zawsze w chińskich filmach - cicha, niemal niema Yinniang potrafi pokonać złożoną z ponad dziesięciu ludzi gwardię bez większego wysiłku.
Ale żebyście nie dali się nabrać, wy tam, maniacy sztuk walk - "Zabójczyni" to tak naprawdę slow cinema przebrane za kino akcji. Gdy nie ma walk, akcja zwalnia masakrycznie, powolne ujęcia przeciągające każdą chwilę, gmatwające fabułę - dla mnie oprócz walk to największy plus tego obrazu. Wielkie krajobrazy, oglądanie sceny rozmowy Tiana z żoną oczami schowanej Yinniang za zasłoną - to są niuanse, które wznoszą dla mnie ten film na wyżyny.
Niestety, nie do końca się połapałam kto jest kim, dużo udało się rozwiązać w trakcie filmu - myślę, że w sumie całe clue, więc nie jest tak źle.
Mam wrażenie, że nie do końca w ogóle chciano pokazać rozterki młodej dziewczyny ani nikogo innego - te przejawiają się zaledwie w słowach i to wypowiadanych bez większych emocji.
Czy taki był zamysł? Nie wiem. Ale sceny walk i owa slow-kinowatość skradły moje serce.
Znany stróż prawa, Wyatt Earp, wraz ze swoimi braćmi przenosi się do małego miasteczka, by rozkręcić biznes. Wkrótce dochodzi do pierwszych zgrzytów między nimi a lokalną bandą rewolwerowców.
Bardzo surowy western z prostą fabułą, bez jakichś widowiskowych scen pościgów czy trwających długo pojedynków strzeleckich. Większość potyczek rozwiązuje się stosunkowo szybko, a działania głównych bohaterów ciężko jednoznacznie skategoryzować jako dobre. To, co zdecydowanie ciągnie ten film, to fenomenalnie dobrana obsada: Kurt Russell, Val Kilmer i Sam Elliott w roli wąsatych rewolwerowców zwyczajnie zachwycają. Kostiumy również na plus, dobrze oddają estetykę i ducha tamtych czasów oraz miejsca. Mimo wszystko ten gatunek nie jest jakoś specjalnie bliski memu sercu, nie czułem się zaangażowany w historię, nie odczuwałem napięcia, mimo że w teorii atmosfera powinna być gęsta. Polecam fanom westernów, powinni być zadowoleni.
Podczas podróży na ryby dwóch przyjaciół (Edmond O'Brien i Frank Lovejoy) popełnia błąd swojego życia. Zabierają tajemniczego autostopowicza (William Talman), który okazuje się być psychopatycznym mordercą. Mężczyzna uciekł z więzienia i za wszelką cenę chce dostać się do Santa Rosalia w Meksyku.
Fajna polecajke dał chatgpt bo szukałem w miarę krótkiego filmu na CDA.
Trzyma ciągle w napięciu a William Talman idealnie wpisał się w role zabójcy, do tego jak spał to z jednym okiem otwartym.
@Herr_Tygrysek i to głównie w latach 50. Też znam tylko "Autostopowicza", ale kojarzę ją z jakieś edycji Nowych Horyzontów, czy American Film Festival, gdzie miała swoją retrospekcję.
Ogólnie jej fenomen polegał na tym, że kręciła całkiem zgrabne pełnometraże w czasach, gdy Hollywoodem rządzili faceci. Tak myślałam też, ale po obejrzeniu "Autostopowicza" pomyślałam, że to nie tyle co zgrabne kino, ale po prostu dobre i z polotem.
Przedpremiery „Jestem Rocky” Petera Farrelly’ego i „Przemytników” Padraica McKinleya oraz kultowe produkcje, m.in. „Thelma i Louise” Ridleya Scotta oraz „American Honey” Andrei Arnold, znalazły się w programie 17. TAURON American Film Festivalu. Gośćmi specjalnymi będą Josephine Decker i Griffin
#filmy#seriale#truecrime#hbomax Pewnie ci, którzy się mocniej interesują kinematografią już wiedzą, ale może ktoś tak jak ja, dopiero teraz poznał datę premiery - 13 listopada do obejrzenia na HBO Max serial Holoubka o zbrodni połanieckiej.
Finałowa gala festiwalu filmowego, czerwony dywan i suknie za kilkanaście tysięcy złotych. Ze sceny płynie piosenka o tym, że artyści zarabiają za mało, a sala klaszcze. Tymczasem wolontariuszka pracuje od rana za miskę zupy, a na bankiecie jest piętnaście rodzajów ciast i krewetki.
Przez wiele lat wydawało mi się (i pewnie nie tylko mnie), że w filmie Znachor "zagrał" Polski motocykl Sokół. Jednak nie :wink: Ardie DBK 503 Berlin model D i krótko o tym w jaki sposób znalazł się na planie filmowym. Motocykl w niekompletnym stanie został znaleziony na złomie w 1979 roku. Na
Czas trwania: Raczej nie tyle, ile podaje dystrybutor
Ocena: 9/10
Chłop trafił na prawdziwy thriller i akurat miał ze sobą kamerę.
Nie tłumaczą za bardzo o co chodziło z Theranosem, więc warto chyba przeczytać Wikipedię przed seansem. Ja tam miejscami nie ogarniałem, ale to na szczęście nie jest kluczowe w tym filmie.
Nie tłumaczą za bardzo o co chodziło z Theranosem, więc warto chyba przeczytać Wikipedię przed seansem. Ja tam miejscami nie ogarniałem, ale to na szczęście nie jest kluczowe w tym filmie.
@Piechur wbrew nazwie niezbyt ciekawie gada. Być może to nawet AI mówi. Ale YT podrzucił mi filmiki, gdzie Amerykanie, którzy ją poznali opowiadają o sprawie i to dopiero było ciekawe.
Nie wiem co mi odwaliło, ale wystraszyłam się, że zaraz premiera trójki i trzeba sobie odświeżyć poprzednie części. No ale pierwotny plan miałam taki, by to poszło ciągiem dosłownie kilka dni przed pójściem do kina.
Niezrozumiały impuls nieco nadpsuł ten plan, ale trudno - drugą część rewatchnę sobie dopiero przed wyjściem do kina.
Co tu dużo pisać? Bardzo zgrabne wejście do historii - poznajemy rodzinę Atrydów i całą resztę, tylko Chani pojawia się dopiero pod koniec.
Zdjęcia sztos, muzyka, fajni aktorzy, ale bez efektu wielkiego ekranu ucięło mi punkcik w ocenie.