Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#gamesmeter

Autorytet

w Gry

28piorunów

91 + 1 = 92

Tytuł: Gothic Remake
Developer: Alkimia
Wydawca: THQ Nordic
Rok wydania: 2026
Gatunek: fabularna gra akcji, RPG akcji
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 48h
Ocena: 7/10

Nawet wyszedł im ten remake, czuć klimat gothica, są pewne wady, nie wszystko mi się podobało, ale podchodziłem do gry negatywnie, bo te pokazy przez lata wyglądały słabo, ale finalnie całkiem przyjemny remake.

Dużo w mojej recenzji personalnych odczuć i czepialstwa, pewnie cieżko by im było zrobić remake, który zadowoli fana, któremu żadne zmiany nie pasują xD

Wizualia 8/10

Grafika wygląda naprawdę ładnie, jedynie włosy są jakoś dziwnie oświetlone przez większość czasu.

Oświetlenie też ładne, szczególnie podoba mi się płynne przejście z oświetlenia wewnętrznego na zewnętrze.

Fajne efekty pogodowe, chociaż ich intensywność mogłaby być trochę mniejsza, szczególnie tych zmniejszających widoczność.

Jeśli chodzi o design to wszystko wygląda bardzo ładnie, ale nie pasuje mi to do koloni karnej. Brakuje mi trochę brudu i biedy. Chociaż, nie wszędzie, w starym obozie fajne błotko.

Stroje kopaczy są ok, ale wszystkie zbroje wyglądają jak prosto od krawca, a w oryginale jak się przyjrzysz to wszystko oprócz szat magów jest połatane albo posklejane z losowych materiałów.

Biomy lodowe i wulkaniczne średnio tu pasują, nie podoba mi się ten pomysł.

Nowy wygląd potworów nawet spoko, mimo, że przed premierą bardzo nie pasowały mi te ścierwojady.

Dźwiek 8/10

Nie zwróciłem aż takiej uwagi na ścieżkę dźwiękową czyli była ok. Wydaje się całkiem zbliżony do oryginału.

Dubbing ogólnie jest spoko, chociaż niektóre kwestie są strasznie powolnie wypowiadane względem oryginału. Jedyny minus to głos głównego bohatera. Nie dość, że ma dziwną barwę głosu to często ma dziwną manière wypowiedzi i brakuje w tym głosie takiej pewności siebie i zadziorności.

Rozgrywka 7/10

UI jakoś mało czytelne, szczególnie ekwipunek. Te ikonki kategorii są mało czytelne, ja po czasie się bardziej nauczyłem na pamięć pozycji niż tych oznaczeń.

AI jest największym minusem tej gry. Nawet jeśli nie próbujesz abusować to nie jest zbyt wybitne. Nawet bym powiedział, że 25 lat temu Piranha zrobiła lepsze. NPC w grupie jak ich trasy kolidują potrafią zacząć biegać w różne strony, gubić aggro.

Ludzie po przegranej walce czasem natychmiast wstają, nawet nie zdążę zlootować, bo walczę z resztą grupy, walną eliksir i walczą dalej.

Kolizje broni z otoczeniem, ja nie jestem fanem, szczególnie gdy atak od dołu potrafi zaryć w ziemie i nie zauważyłem żeby ataki przeciwników też się blokowały o belkę.

Interakcja z obiektami jest dość powolna i sztywna, czasem postać się zawiesi w drodze. Najgorzej jak kliknę przez przypadek i trzeba czekać aż w końcu usiądzie naw tej ławce

Walka ok, ale postać się porusza zbyt ociężale. Samo wyprowadzenie ataków jest fajnie zrobione trzeba obserwować animacje i kliknąć kolejny atak w dobrym momencie żeby wyprowadzić kombo, ale dopiero w końcówce gry zacząłem to stosować, bo średnio potrafiłem na ciosy przeciwników reagować i mam wrażenie, że jest słaby impact hit lekkich broni więc wziąłem maczugę, bo mogłem wszystkich powalać.

Otwieranie zamków. Ciekawy pomysł, ale bez wydawania punktów to bez sensu, te kombinacje są po prostu za długie.

Rozwój postaci taki jak w oryginale, ale dodali kilka ciekawych rzeczy od siebie.

Wprowadzili dynamiczną ekonomią co trochę irytują na początku gdy się nauczyło pozyskiwania trofeów za 800 rudy a kły i futra sprzedasz po 3 bryłki i z każdą kolejną cena spada, bo inflacja tu rośnie w czasie handlowania. Ale skończyłem grę mając 10k rudy więc finalnie tragedii nie ma.

Progres postaci dobrze oddali, czuć tu gothica, powolne ciułanie rzeczy i uważanie żeby ścierwojad nie dziabnął cię pierwszy.

Fabuła 6/10

Kilka wątków fajnie rozwinęli, ale też trochę pozmieniali co mi się nie podobało, szczególnie w końcówce gry. Szczególnie drażniło, że niektóre kultowe dialogi brzmiały średniawo, nawet włączyłem sobie na youtube dla porównania.

Na pewno nie podobało mi się, że orkowie są tu cywilizowani jak w trójce a nie dzicy i plemienni jak w jedynce.

BUGI

Wyszedłem na skałę i strzelałem topielca questowego, który stał bez ruchu, bo nie mógł znaleźć trasy.

Czasem podczas jakiejś walki w mieście NPCe biegają wokół gracza, bo wyciągnął broń i zaczną atakować. Jest to bug, bo jak pokonam chłopka wystarczająco szybko to mają wyjebane.

Czasem potwory gubią aggro jak odejdziesz za daleko

Po 2 akcie postaci w tle zaczęły okazjonalnie mówić po angielsku, pewnie rytuał śniącego namieszał wszystkim w głowach xD

Na jednej walce z bossów dźwięki otoczenia były tak głośne, że nie słyszałem ani dialogu z nim ani dźwięków w walce.

Czasem skacząc po skałach postać zastygnie w animacji opadania.
Raz walcząc ze ścierwojadami na moście zrzuciłem jednego do wody i sobie tak stał.


Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

Fanatyk0piorunów

Jebaniutki pierwszy ukończył, w 5 dni xd

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Gry

21piorunów

90 + 1 = 91

Tytuł: Batman: Arkham Asylum
Developer: Rocksteady Studios
Wydawca: WB Games
Rok wydania: 2009
Gatunek: Akcja
Użyta platforma: Steam Deck
Czas do ukończenia: 13h
Ocena: 9/10

Jak na pierwszego Batka całkiem fajna choć trochę mało latania.

189 zagadek z 240 rozwiązanych.

Po kilkunastu latach od premiery nadal daje rady - cieżko znaleźć jakiś element który trąci myszką.

Fenomen1piorunów

@TyGrySSek Świetny tytuł. Pamiętam to wyłapywanie zbirów z cienia jeden po drugim.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Lider

w Hydepark

16piorunów

89 + 1 = 90

Tytuł: Max: The Curse of Brotherhood
Developer: Press Play
Wydawca: Xbox Game Studios
Rok wydania: 2014
Gatunek: Platformówka
Użyta platforma: Xbox Series X/S
Czas do ukończenia: 6h 37min
Ocena: 8.5/10

Ta gra to tytuł, który premierę miał już dobrych parę lat temu, ale niedawno postanowiłem go sobie odświeżyć na Xboxie. Mowa o Max: The Curse of Brotherhood. Jeśli wychowaliście się na klasycznych, polskich bajkach z dawnych lat, ta gra na pewno coś będzie przypominać :-)

Głównym bohaterem jest chłopak imieniem Max, który w przypływie złości na swojego młodszego, irytującego brata, znajduje w sieci zaklęcie i nieświadomie doprowadza do jego porwania przez potwora do innego, mrocznego wymiaru. Max natychmiast rusza mu na ratunek, a jego jedyną i najważniejszą bronią w tym fantastycznym świecie staje się... magiczny pisak.

I tutaj dochodzimy do sedna, które nas – wychowanych na polskich bajkach – urzeka najbardziej. Pamiętacie kultową kreskówkę "Zaczarowany ołówek"? Ta gra to dokładnie "to samo", tylko w nowoczesnym, platformowym wydaniu 2.5D Za pomocą naszego pisaka dosłownie dorysowujemy elementy otoczenia, aby pchnąć akcję do przodu. Musimy sami tworzyć platformy, formować z ziemi potężne filary, wyciągać z podłoża pnącza, na których można się huśtać, czy kierować strumieniami wody.

Gra to fajne połączenie zręcznościowej platformówki z grą logiczną. Zagadki środowiskowe są zaprojektowane na poziomie, który daje satysfakcję po ich rozwiązaniu. Początkowo rysowanie jest proste, ale z czasem gra wymaga od nas sporej zręczności i refleksu – na przykład musimy dorysować gałąź w locie, uciekając przed goniącym nas potworem. Fizyka świata działa bardzo dobrze, a kombinowanie, jak połączyć ze sobą narysowane pnącza i strumienie ognia, daje masę satysfakcji. Wizualnie gra przypomina wysokobudżetowy film animowany (taki w stylu Pixara) i mimo upływu czasu wciąż wygląda naprawdę ładnie i kolorowo.

Jeśli tęsknicie za sprytnymi platformówkami, które nie polegają tylko na tępym skakaniu, a motyw "zaczarowanego ołówka" budzi w Was miłe wspomnienia z dzieciństwa – kupujcie przy najbliższej promocji. Świetny, odprężający tytuł na weekend. Na Steam i XBOX store jakieś 10-15 zł.

Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

Lider

w Hydepark

20piorunów

88 + 1 = 89

Tytuł: Nova Roma
Developer: Lion Shield
Wydawca: Hooded Horse
Rok wydania: 2026
Gatunek: City Builder
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 15h 14min
Ocena: 8/10

Jako fan strategii ekonomicznych, nie mogłem przejść obojętnie obok Nova Roma od studia Lion Shield (twórców świetnego Kingdoms and Castles). Tytuł ogrywałem na PC w ramach Game Passa i muszę przyznać, że to kawał niesamowicie wciągającego city-buildera, który wyróżnia się czymś, co rzadko działa dobrze w takich grach – mechaniką wody.

Zaawansowana fizyka wody oraz genialny system budowy akweduktów. Woda w Nova Roma nie jest tylko statyczną teksturą na mapie – ona żyje, płynie, reaguje na ukształtowanie terenu i potrafi zalać nizinne dzielnice miasta podczas ulewnych deszczy.

Prawdziwa zabawa zaczyna się, gdy musimy doprowadzić czystą wodę z górskich potoków do rzymskich łaźni, fontann czy ogrodów w sercu naszej metropolii. Budowanie wielopoziomowych, imponujących akweduktów, stawianie tam, kontrolowanie przepływu i ciśnienia oraz zarządzanie zbiornikami retencyjnymi daje niesamowitą satysfakcję. Złe zaplanowanie infrastruktury hydrologicznej może skończyć się odcięciem połowy miasta od dostaw albo katastrofalną powodzią, która zmyje domostwa naszych poddanych.

Poza świetną hydrologią, to klasyczny, bardzo miodny city-builder. Zaczynamy od małej osady, a naszym celem jest stworzenie potężnego rzymskiego polis. Musimy dbać o kaprysy bogów (stawiając świątynie), zaspokajać rosnące potrzeby obywateli (od chleba po igrzyska w koloseum) oraz radzić sobie z kaprysami pogody czy najazdami barbarzyńców. Gra balansuje między relaksującym planowaniem dzielnic a momentami kryzysowymi, przez co syndrom "jeszcze jednej tury/jeszcze jednego budynku" wchodzi tu wyjątkowo mocno.

Gra jest dostępna w abonamencie PC Game Pass w wersji "beta" (jest sporo ikonek w grze nadal niedostępnych). Jeśli lubicie strategie i budowanie, powinno się spodobać. Gdyby przyszło mi zapłacić pełną premierową cenę na Steamie, pewnie chwilę bym się zastanowił, ale w subskrypcji to fajna odskocznia od kolejnego zabitego orka :P

Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

Fanatyk3piorunów

@boogie a grałeś w Zeusa kiedyś? Jak jestem fanem Zeusa to mi sie spodoba?

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Hydepark

6piorunów

Trochę OT.

Czy autor tagu i strony https://gamesmeter.bieda.it/ mógłby poprawić generator bo statystyki nie działają. Niestety nie wiem kto nim jest :(

Dziękuję.

Fenomen3piorunów

@boogie zajrzę, dzięki za info

Lider2piorunów

@BiggusDickus dziękuję :slightly_smiling_face:

Fenomen1piorunów

@boogie Poprawione, dodałem też kilka zmian :smiley:

Lider2piorunów

@BiggusDickus a da się zrobić listę recenzji każdego z użytkowników? Aby wiedzieć kto i co wrzucił bez skrolowania przez tag.

Fenomen1piorunów

@boogie Też o tym myślałem, ale już bardziej w weekend

Lider2piorunów

@BiggusDickus weekend to jutro xD Przypomnę się o 8 rano :slightly_smiling_face:

Lider2piorunów

@BiggusDickus jakie spał? Ludzie czekają na updejty :-)

Lider2piorunów

@BiggusDickus przypominam się o 8 wieczorem, abyś nie spał :)

Fenomen1piorunów

@boogie No nie trzeba mi co pół roku przypominać 😉

Pokaż więcej komentarzy (12)

Lider

w Hydepark

13piorunów

87 + 1 = 88

Tytuł: Aphelion
Developer: Don't Nod
Wydawca: Don't Nod
Rok wydania: 2026
Gatunek: Przygodowa
Użyta platforma: Xbox Series X/S
Czas do ukończenia: 9h 38m
Ocena: 6.5/10

Fabuła rzuca nas w niedaleką przyszłość, w której Ziemia powoli przestaje nadawać się do życia. Trafiamy w skafandrze na nowo odkrytą, skutą lodem planetę, która ma być ostatnią nadzieją ludzkości. Historia skupia się na dwójce astronautów, których misja badawcza już na samym początku zamienia się w totalny chaos i dramatyczną walkę o przetrwanie. To miks powolnej przygody, thrillera i gry zręcznościowej, gdzie z jednej strony badamy mroźne, nieznane środowisko, a z drugiej – próbujemy uciec przed wiszącym w powietrzu niebezpieczeństwem.

To nie jest gra akcji, przy której zerwiecie nockę z wypiekami na twarzy. Jest tu mnóstwo gadania, powolnego eksplorowania i zwyczajnego błądzenia po liniowych lokacjach. Trzeba po prostu lubić takie specyficzne, momentami wręcz „nudne” gry, które stawiają na budowanie chłodnej, samotnej atmosfery kosmosu kosztem dynamicznej rozgrywki. Elementy zręcznościowe czy sekwencje skradankowe bywają momentami toporne i potrafią lekko sfrustrować, a tempo rozkręcania się historii dla wielu osób będzie barierą nie do przejścia.

W oficjalnym sklepie Xboxa gra wisi za prawie £30 (ok. 150 zł) i moim zdaniem to zdecydowanie za wysoka cena jak na tak małą i korytarzową produkcję. Regrywalność tego tytułu wynosi równe zero – poznasz historię raz i nigdy więcej do niej nie wrócisz, bo nie ma po co. Ograj w GamePass.

Aphelion ma świetny, gęsty klimat rodem z dobrych filmów sci-fi i potrafi zaciekawić opowieścią, ale mechanicznie bywa nużący i niedopracowany. Jako darmowy tytuł w ramach abonamentu – idealny na dwa, trzy spokojne wieczory. Jako pełnoprawny zakup za ciężką kasę – niestety rozczarowanie.

ps. Słowo Aphelion (w języku polskim: aphelium lub punkt odsłoneczny) to termin astronomiczny oznaczający punkt na orbicie ciała niebieskiego, który znajduje się najdalej od Słońca.

Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

Autorytet2piorunów

@boogie coś jakaś moda na te terminy astronomiczne - aphelion, saros... 😉

Autorytet

w Gry

16piorunów

86 + 1 = 87

Tytuł: Vampire Crawlers: The Turbo Wildcard from Vampire Survivors
Developer: poncle
Wydawca: poncle
Rok wydania: 2026
Gatunek: Deckbuilder
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 31h
Ocena: 9/10

Jako że utknąłem trochę w BG3 (a raczej straciłem chęci jak na razie po jakichś 120h gry xD) stwierdziłem że trzeba sobie zrobić przerwę na jakiegoś indora i padło na nowych Vampirków zwłaszcza że karcianki to oj lubię. Chciałem też sprawdzić czy oryginalna gra która okazała się szalonym hitem jak na tak prostą formułę była tylko fartownym przypadkiem, czy też panu developerowi Luca Galante uda się powtórzyć ten sukces.

No i kurde bele, znowu mu się udało, mimo że studio z solo developera rozrosło się do jakichś 25 osób czuć że oryginalny pomysłodawca trzymał wszystko za łeb i wiedział co robi, bo jego nowy twór bawi chyba jeszcze lepiej niż oryginał. Mimo całkowitej zmiany gatunku gra nadal jest szybka, pomysłowa, pozwala wykręcać kosmiczne buildy a otwieranie skrzyneczek, chlastanie tabunów różnego rodzaju potworków i wściekle dobry system walki powoduje podobne wyrzuty dopaminy jak w oryginale.

Zamiast nieskończonej mapy i gry w czasie rzeczywistym, nasz avatar spaceruje sobie po losowo generowanych mapkach i wdaje się w bójki z grupami niemilców znanymi z poprzedniej gry. Ot potworki stoją sobie w kilku rzędach a my naparzamy w nich kartami podzielonymi na czerwone (dmg), żólte (buffy), niebieskie (armor i heal) oraz fioletowe (ekstra mana). Każda karta wymaga określonej ilości many żeby ją zagrać. Kiedy skończy się mana, kończy się runda i ciągniemy nową rękę a potwory odpalają ataki.
So far so good, ale co jest najzajebistsze w tym systemie (i co ważne, dopiero pod koniec gry rozwija on w pełni swoje skrzydła) to kosmiczne combosy jakie możemy generować zagrywając karty w odpowiedniej kolejności. Nie wiem czy uda mi się to wytłumaczyć tak żeby było zrozumiałe ale się postaram, bo to jak dla mnie najlepszy ficzer tej gry :P

Zamiast zagrywać karty losowo, powinniśmy się starać zagrywać je w zależności od tego ile "kosztują" many, bo każda następna karta w łańcuchu dostaję mnożnik do tego ile zadaje obrażeń albo dodaje bonusów. Jeśli więc karta dodaje nam 6 punktów pancerza i kosztuje 2 many, zagrywając karty w kolejności 0 (tak, są karty które koszutją 0 many xD), 1, 2 dostaniemy wielokrotnie więcej armora niż gdybyśmy ją zagrali od razu. Żeby tego było mało, wędrując po lochach natkniemy się często na "dzikie" karty, które resetują koszt many - możemy więc zagrac karty w kolejności 0, 1, 2, 3, Wildcard i znowu 0, 1, 2... nie przerywając combo. Ja w ten sposób doszedłem chyba do combo x19 wykręcając jakieś chore liczby xD

Pomiędzy etapami będziemy mogli dokonać ulepszeń w wiosce która służy za swego rodzaju hub. A ulepszeń jest naprawdę ogromna ilość, możemy odblokowywać tytułowych crawlerów którzy są normalnymi kartami i dają przez jakiś czas unikatowe bonusy, możemy permanentnie ulepszać staty takie jak dmg, luck, ilość zdobywanych monet czy HP. Możemy odblokowywać karty tarota które sa na stałe przypisane do danego runu i sprawiają np. że pancerz nie znika po skończeniu rundy, możemy wsadzać w karty sloty na klejnoty zdobywane w trakcie przemierzania lochów które dają jeszcze inne bonusy, no jest tego masa.

Kilka tygodni temu grałem w EA Slay The Spire 2 i byłem pewien że to będzie moja karcianka roku, ale jednak to co poncle odjebało w Vampire Crawlers zjada Slay The Spire bez popity, nie mogę dać tej grze lepszej rekomendacji xD

Odejmuję oczko bo gra się trochę wolno rozkręca i imo średnio tłumaczy te wszystkie systemy ale jak już się ogarnie co i jak to nie idzie się oderwać.


Gruba ryba1piorunów

@hellgihad

> BG3 (a raczej straciłem chęci jak na razie po jakichś 120h gry xD)

Czyżby akt 3? ^^

Gruba ryba1piorunów

a swoją drogą to screen, który wrzuciłeś przypomina mi Might & Magic... ehhh, chciałbym mieć kiedyś czas by tam wrócić 😛

Autorytet1piorunów

@Loginus07 Taa, z tego co sprawdzałem jestem już jakoś pod koniec gry, ale przez to że zaglądałem w każdą dziurę i łapałem wszystkie questy jestem trochę przekokszony no i trochę nuda, a jeśli chodzi o historię to już się szczerze mówiąc pogubiłem kto tam jest synem kogo xD

Gruba ryba1piorunów

@hellgihad tak czułem ^^ nawet nie po ilości godzin, ale jak ktoś mówi, że ma już dość to znaczy, że jest w mieście ^^ dlatego mnie dziwi, że tyle zachwytów w necie jest... ja bym przeszedł jeszcze raz, ale na myśl o 3cim akcie mi się nie chcę... przynajmniej na razie ^^

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Hydepark

16piorunów

85 + 1 = 86

Tytuł: Mixtape
Developer: Beethoven & Dinosaur
Wydawca: Annapurna Interactive
Rok wydania: 2026
Gatunek: Adventure
Użyta platforma: Xbox Series X/S
Czas do ukończenia: 2h 45min
Ocena: 7.5/10

Wpadła mi ostatnio w ręce (a raczej na dysk Xboxa w ramach Game Passa) gra Mixtape. Jeśli lubicie produkcje typu "przegadane interaktywne opowiadania", to zapraszam na kilka słów podsumowania po napisach końcowych.

W skrócie: to taki trochę amerykański film o nastolatkach, którzy właśnie kończą szkołę średnią i lada moment rozejdą się w swoją stronę. Cała oś fabularna kręci się wokół tytułowej składanki kasetowej (mixtape'u), którą przygotował jeden z głównych bohaterów. Gra jest mocno osadzona w klimacie lat 90. i dla mnie osobiście była to przyjemna podróż w czasie – dokładnie do okresu, kiedy sam byłem w wieku tych dzieciaków.

Jasne, to wszystko jest "bardzo amerykańskie". Momentami łapałem się na myśli: „Człowieku, chciałbym mieć ich 'problemy' w tamtych czasach” xD. Mimo to historia potrafi chwycić za serce. Pojawia się tu ten specyficzny, nostalgiczny smuteczek związany z nieuchronnym przemijaniem i końcem pewnego etapu, ale ostatecznie zostajemy z przesłaniem, że życie po prostu toczy się dalej.

Gra zajmuje zaledwie około 3 godziny, więc to idealny tytuł na jeden, gęsty wieczór.

Co ciekawe, moją największą barierą w pełnym wczuciu się w klimat okazała się... sama muzyka. Spodziewałem się hitów, które katowaliśmy w latach 90., tymczasem nie znałem ani jednego utworu z całej gry. Twórcy postawili na kawałki bardzo niszowe (przynajmniej z mojej perspektywy) – być może były to lokalne hity w USA w latach 70., 80. czy 90., ale do mnie ten soundtrack nostalgicznie nie przemówił, a szkoda, bo przy grze o robieniu kasetowego mixtape'u to dość kluczowa sprawa.

Mimo niszowej muzyki i mocno amerykańskiego sosu, bawiłem się naprawdę dobrze. Bardzo lubię ten gatunek gier i jeśli twórcy zdecydują się kiedyś na zrobienie drugiej części – na pewno w nią zagram. Do dobrego filmu młodzieżowego z tamtych lat zawsze chętnie wracam, nawet w formie interaktywnej.

Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

Ścieżka dźwiękowa: https://www.youtube.com/watch?v=d_KErlj9IQo&list=PLj3mmR7QACLo_GVwHxO8pTQUlG9MbKjgH

Więcej info: https://games.gg/mixtape/guides/mixtape-soundtrack-all-28-songs/

Gruba ryba1piorunów

@boogie jak to niszowe? Iggy Pop? Joy Division? :grinning:

Ogólnie pisalem tu reckę ale w koncu wykasowałem. Muzyka fajna, grafika nawet znośna (a momentami ładna), problemy (jak to u nastolatków) z d⁎⁎y. Poza tym samograj i typowa gra love or hate, albo się wczujesz albo bedzie cię wkurwiać ¯\\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯

Jeśli ktoś ma sentyment, niekoniecznie do lat 90 a do ich obrazu w amerykańskiej popkulturze to warto ograć, szczególnie w gejmpasie. Ja tam nostalgłem kilka razy ale jeśli nie czujecie klimatu to raczej nie polecam.

Lider1piorunów

@Stashqo wykonawców znam, utworów użytych już nie. Można było zdecydowanie popularniejsze kawałki wrzucić, które by przypasowały większej publice. To nie jest gra tworzona przez jednego czy dwóch programistów, tylko spore studio deweloperskie. Wg mnie powinni iść w kierunku bardziej popularnej muzyki z tamtych czasów bo produkt musi się sprzedać.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Tytan

w Hydepark

17piorunów

84+ 1 = 85

Tytuł: For the Frog the Bell Tolls (Kaeru no Tame ni Kane wa Naru)

Developer: Intelligent Systems / Nintendo R&D1

Wydawca: nintendo

Rok wydania: 1992

Gatunek: Action RPG

Użyta platforma: Game Boy Color

Czas do ukończenia: jeden komplet baterii +2h

Ocena: 7/10

Dałem się przekonać do zagrania oglądając jakiś filmik "Game Boy hidden gems", chyba najbardziej tym, że gra podobno na tym samym silniku co ukochany Links Awakening.

Dwaj rywalizujący książęta dowiadują się że sąsiednie królestwo zostało najechane, a księżniczka Tiramisu porwana, więc udają się na ratunek. Na miejscu wiedźma przemienia ludzi w żaby (co pomaga w doskoczeniu do wyższych lokacji), a klątwę ma zdjąć uderzenie dzwona sygnalizującego nadejście wiosny.

60% gry jest top-down, 40% platformowa. Najdziwniejszy jest system walki, bo jak się stykniemy z wrogiem, to zaczyna się automatyczna walka - animacja chmury + serduszka życia uciekają nam i przeciwnikom w zależności od statystyk. Nawet spoko bo się walczy samo, ale jak np jesteś żabą to większość przeciwników cie wykończy. Jest wykorzystanie mechaniki zmiany postaci (człowiek-żaba-wąż). Na plus bardzo dużo humoru (możliwe że to zaleta fanowskiego tłumaczenia). Nie za trudna, może na minus że bardzo liniowa, brak side-questów, znajdziek itp.

Gruba ryba

w Gry

23piorunów

83 + 1 = 84

Tytuł: Tyranny
Developer: Obsidian Entertainment
Wydawca: Paradox Interactive
Rok wydania: 2016
Gatunek: RPG
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 16.5 h
Ocena: 8/10

Spośród c-rpg, w które do tej pory grałem, „Tyranny” bardzo wyróżnia się pomysłem na fabułę. To nie kolejna opowieść o Wybrańcu ratującym świat przed Wielkim Złem. Tym razem to my jesteśmy tym złem, przynajmniej z perspektywy mieszkańców kraju, który Hegemon postanowił podbić. Postać gracza ma spory wpływ na to, jak ten podbój będzie wyglądał, ponieważ już na samym początku przechodzimy przez sekwencję, podczas której musimy dokonać różnych wyborów. Jak chociażby której z dwóch armii (Wzgardzeni oraz Szkarłatny Chór) powierzyć poszczególne zadania, jak rozwiązać niektóre problemy i którymi prowincjami się zająć. Wybory te przekładają się potem na wygląd rozgrywki, przez co… niektórych lokacji można w ogóle nie odwiedzić.

Na przykład kolega opowiedział mi, że podczas jednego przejścia nie mógł odwiedzić Płonącej Książnicy, dosyć istotnej lokacji. Z kolei ja mogłem tam trafić, ale dopiero po zakończeniu jednego zadania – gdybym odwiedził Książnicę wcześniej, natrafiłbym na informację, która umożliwiłaby mi rozwiązanie poprzedniego zadania w inny sposób, co mogłoby się przełożyć na dalsze wydarzenia.

Gra w ten sposób ma zachęcać do powtórnych rozgrywek, by odkryć inne miejsca, zadania czy zakończenia. Dodatkowo fabuła rozgałęzia się, ponieważ można sprzymierzyć się z dwiema wspomnianymi już frakcjami, zachować względną neutralność czy wesprzeć buntowników. Trudno mi powiedzieć, jak bardzo mogą różnić się poszczególne rozgrywki, ale kiedyś z pewnością wrócę do „Tyranny”, żeby spróbować innej drogi.

Wracając jednak do początku: bardzo podobały mi się poszczególne rozwiązania związane z ideą gry. Chociażby to, że różne zachowania naszej postaci wpływają na lojalność towarzyszących jej kompanów… albo na to, że się jej boją. Podobnie z frakcjami: można zyskiwać ich sympatię lub wrogość. Co ciekawe, wrogie nastawienie nie jest tu specjalnie karane. Jasne, trudno przekonać do współpracy kogoś, kto cię nienawidzi, jednakże nawet osiągnięcie określonego poziomu wrogości „nagradzane” jest umiejętnościami pasywnymi czy aktywnymi.

Dużym plusem jest to, że granie złym charakterem było… przyjemne. W przeciwieństwie do takiego „Baldur’s Gate”, w którym postać o złej reputacji jest gorzej traktowana albo wręcz atakowana, gdy tylko zostanie zobaczona przez tych dobrych, w „Tyranny” inne postacie czują respekt wobec naszego bohatera. Nie wszystkie, oczywiście, ale dzięki naszej pozycji można pozwolić sobie na znacznie więcej i pewnie można zostać zwyrolem, którego towarzysze po prostu się boją. Ale oni po części też są zwyrolami i jakoś nie poczułem się bardzo skrytykowany, gdy moja postać własnoręcznie udusiła niemowlę.

Szkoda tylko, że niezbyt czuć władzę nad innymi. Zaspoileruję, że z czasem nasza postać staje się coraz bardziej potężna, aż sama może wydać Edykt (coś niespotykanego wcześniej) i w sumie… w moim odczuciu niewiele to zmieniło. Tak samo możliwość podporządkowania sobie różnych Archontów wydaje się bez dużego znaczenia. Jako gracz nie czułem wobec nich respektu – nic sobie nie zrobiłem z faktu, że przywódca Szkarłatnego Chóru pałało mnie nienawiścią. Nie czułem, że moja postać, w hierarchii stojąca niżej niż Archonci, jest w jakiś sposób zagrożona, że rozwścieczenie przywódcy oraz jego całej armii w jakikolwiek sposób może mi zaszkodzić.

Może to kwestia tego, że prowadzony przez nas bohater nie jest „kolejnym Stanowicielem”, tylko kimś, komu udało się okiełznać jedną z Wież rozsianych po świecie. Może to właśnie sprawiło, że tak naprawdę nikt nie stanowił realnego zagrożenia? Ba, na koniec gry, który moim zdaniem przyszedł zbyt szybko i niespodziewanie, można rzucić wyzwanie samemu Hegemonowi.

Mimo to naprawdę świetnie się bawiłem przy tej grze i przypomniałem sobie, jak bardzo lubię c-rpgi.

Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

Gruba ryba1piorunów

> Ocena: 8/10

Wysoko jak na tytuł, który sprawia wrażenie niedokończonego.

Gruba ryba1piorunów

@vrkr

Wydaje się nagle urwana, to prawda, jednakże to wciąż bardzo dobra gra, przy której świetnie się bawiłem.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Mocarz

w Dyskusje

13piorunów

82 + 1 = 83

Tytuł: Atelier Lulua: The Scion of Arland
Developer: Gust
Rok wydania: 2019
Gatunek: RPG
Użyta platforma: Switch
Ocena: 5/10

Kupiłem, bo była na promce i byłem ciekaw, czemu w tej serii jest tyle gier.

Generalnie poziom fabuły i postaci jest taki, jakiego można się spodziewać patrząc na dowolny screenshot. Ale jak się wyłączy dźwięk to nie przeszkadza w grze. System walki jest raczej nieskomplikowany, ale jest trochę grind, bo jednak, żeby pokonać bossa to trzeba mieć jakiś tam level wbity albo ogarnąć sobie dobre itemki. To że wszystkie strony konfliktu zadają małe obrażenia też nie pomaga.

To co tu jest dobrego? No, jest alchemia. Właściwie ten aspekt gry jest chyba bardziej rozbudowany niż cała reszta razem wzięta. Każdy przedmiot można stworzyć na milion różnych sposobów i w zależności od tego, jak sobie pobalansujemy możemy wyzwolić jakieś cechy przemiotu albo odziedziczyć ze składników. A zbieranie składników to kolejna zabawa. Mamy poradnik, gdzie jest wszystko elegancko napisane, gdzie co się da pozbierać i, w przeciwieństwie do innych tego typu gier, nawet rzadkie przedmioty wyskakują w miarę często. Do tego mamy jakieś wyzwania, które dają nam nagrody za stworzenie przedmiotu o konkretnych parametrach albo za inne aktywności. Jedyny mankament to, że pod koniec robi się pierdolnik, a gra za bardzo nie oferuje możliwości sprawnego poruszania się po liście przedmiotów (szczególnie brakuje sortowania alfabetycznego).

Ogólnie taki średniak, ale jak ktoś ma ochotę na zbieractwo to można pograć.

Twórca

w Gry

30piorunów

81 + 1 = 82

Tytuł: The Witness
Developer: Thekla, Inc.
Wydawca: Thekla, Inc.
Rok wydania: 2016
Gatunek: Logiczna
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 85h
Ocena: 10/10

Nie przepadam za grami logicznymi, ale w tej czułem się jakbym szedł sobie na spacer przy okazji rozwiązując jakieś zagadki zamiast frustracji, która zwykle mi towarzyszy w takich grach. Fajna oprawa audiowizualna, niemalże w stylu ASMR. Zagadki potrafią zaskoczyć i rozwiązywanie tych trudniejszych sprawia niemałą satysfakcję.

Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

Mocarz2piorunów

@2138 po tej grze, ale tylko jak się w nią dłużej pograło, trzeba zagrać w krótkiego, darmowego The Looker

Autorytet4piorunów

@2138 warto obczaić The Talos Principle :smiley:

Gruba ryba1piorunów

@Zioman zdecydowanie warto!

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Bazar

26piorunów

80 + 1 = 81

*

Tytuł: Mafia: The Old Country

Developer: Hangar13

Rok wydania: 2025

Gatunek: Przygodowa gra akcji

Użyta platforma: PS5

Czas rozgrywki : 17h

Ocena: 8/10

*

W sumie to:
Historia: 10/10

Gameplay: 6/10

*

Kurde, ale to miało klimat i za razem trochę szkoda, że w zasadzie tylko miało klimat. Od razu zaznaczę, że mi Mafia 3 się podobała, choć faktycznie gdybym mógł, to wyciął bym z niej połowę grindu. Historia Lincolna była świetna. No ale ja jestem w mniejszości i twórcy chyba postanowili wrócić do korzeni, a przynajmniej tak mi to wygląda.

W najnowszej Mafii dostajemy bardzo liniową opowieść Enzo, chłopaka, który został jako dziecko sprzedany właścicielom sycylijskiej kopalni siarki. Gra daje nam lejce w okolicy roku 1904 i kurde. Gdyby nie słaby gameplay, to mogłaby być jedna z najlepszych gier... Kurde chyba topka all time. Nawet nie przesadzam.

Tytuł jest podzielony na chyba 14 rozdziałów i rozgrywają się jeden po drugim, bez miejsc na przestoje. To też oznacza, że tu nie ma misji pobocznych, a świat nie jest otwarty. Przynajmniej nie podczas ogrywania linii fabularnej, no, poza dwoma momentami, kiedy można wyjść poza "obszar misji". Otwarty świat trzeba sobie odpalić w menu, wtedy zostajemy przeniesieni i dostajemy opcję na swobodne odkrywanie znajdziek, jakieś tam wyzwania, wyścigi i inne duperele, a nagrodą jest głównie hajs, za który można coś tam kupować w sklepie. Użyłem tej opcji raz, żeby coś kupić i to tyle. Głównie dlatego, że sklep w tej grze jest... No pusty jest. Tam nie ma nic ciekawego. Tak, można sobie kupić nóż, co się tępi po 7, a nie 3 otworzonych drzwiach lub zabójstwach, ale to tyle. To jedyny element ekwipunku, który gra pozwala nam mieć zawsze. Bronie, samochody, konie? Bez znaczenia. Gra i tak sama wybiera co możemy mieć w danej misji i nawet, jak sobie wybierzemy najlepszą strzelbę, to podczas wykonywania jakiegoś zadania i tak trzeba będzie samemu wrócić do domu, odpalić szafę i zmienić ubrania, a potem otworzyć schowek z bronią i wybrać ponownie tę najlepszą. Za każdym ... razem. No bez kitu gra nie potrafi sobie zapisać, że lubię strój X i bronie Y/Z. No ale nawet jak sobie je wybierzemy, to i tak najprawdopodobniej dostaniemy przerywnik filmowy podczas misji, który zmieni je na jakiś losowy szrot. Bo tak.

Więc kupowanie tu czegokolwiek, poza odblokowaniem różańca, który służy tu jako małe miejsce na perki, po prostu nie ma sensu. Kasy i tak będzie sporo, bo gra przez permanentny brak amunicji zmusza do przeszukiwania wszystkich ciał wokół, nawet jak misja wymaga szybkości - w teorii. W praktyce wszystko zrobione jest tak, że niezależnie od naszego podejścia, większość rozdziałów w których walczymy, kończy się zawsze tak samo. W zasadzie taki Assassins Creed, bez wspinaczki, z broniami palnymi. Nie przesadzam. Dostajemy się na miejsce w którym są wrogowie, możemy ich ominąć, zabić, ciała włożyć do specjalnych pudeł, które podobno mają ograniczyć w razie czego poszukiwania. Niezależnie od tego, co wybierzemy, przechodzimy dalej. Jak wrócimy do poprzedniej lokacji, będzie pusta. Wrogowie rozpłyną się w powietrzu, dlatego twórcy w późniejszych rozdziałach blokują taką opcję. Dostajemy się do celu lub jesteśmy blisko [dwa poziomy od wejścia], alarm. Tera każdy wie gdzie jesteśmy, szczelanina. Jak wybiłeś wszystkich wrogów wcześniej cichaczem, to możesz mieć lekkie WTF, skunt ony so? Otóż to zombie. Nie ma innego wyjaśnienia. Po strzelaninie następuje walka na noże z bossem. Wygrywasz. Kuniec rozdziału.

Podejrzewam, że dosłownie połowa rozdziałów ma tę samą formułę. Jedziesz na miejsce, skradanka, szczylanie, pojedynek na noże, kuniec. A o AI nie będę nawet gadał. W sumie to jednak pogadam. Tyle się mówiło o idiotach w innych grach, tu są nawet gorsi, bo ich nadrzędną dyrektywą jest pchanie się nam przed lufę. Dosłownie zamiast siedzieć i okazjonalnie flankować, najczęściej biegną prosto na nas i spotyka ich po drodze śrut ze strzelby. Nie oznacza to, że na normalnym poziomie jest najłatwiej, bo nie jest, ale tu rolę głównie gra ilość wrogów i brak amunicji. Ano i zachowanie naszej postaci też bywa losowe. Czasem się nie odklei od zasłony i zostaniemy przez to zabici. W innych sytuacjach ktoś nas zobaczy, mimo że totalnie nie powinien i podniesie alarm. A będą i takie akcje, że zabijemy kogoś na oczach innego typa i w sumie dzień, jak co dzień. Pewnie i tak go nie lubił, dlatego nie zareagował.

To nie jest tak, że gameplay jest totalnie do d⁎⁎y, ale jest tylko ok. Nic nie urywa i działa tylko wtedy, jak wierzymy, że to, co robimy ma sens. Bo na dobrą sprawę można od początku próbować po prostu wbiec do następnego poziomu i zacząć strzelać, bo i tak do tego dojdzie, to po co czekać? I tak połowa rywali zniknie magicznie.

Ta gra stoi historią i dlatego oceniłem ją pewnie wyżej, niż powinienem. Zwłaszcza, że świat niby piękny, ale i bardzo pusty. Gra głosem, jakość przerywników filmowych, klimat i skrypt to absolutna topka. Ten podział na rodziały mi się bardzo podobał, ale na dobrą sprawę bardziej czułem się jakbym oglądał świetny film, niż grał. Jakoś tak często wybijał mnie ten gameplay z wiary w tamten świat.

*

Gruba ryba1piorunów

8 na 10? Nie chcę nawet wiedzieć jak wyglądają gry które ocenileś na 5. Dla mnie 8/10 oznacza grę wybitnie dobrą, 9/10 to arcydzieło pod niemal każdym względem a 10/10 zwyczajnie nie istnieje. Ta gierka zasługuje na 5.

GURU0piorunów

Komentarz usunięty

GURU0piorunów

@Jim_Morrison 5 i 6 najczęściej nie kończę, bo dochodzę do wniosku, że nie mam na to czasu. AC Shadows ma u mnie 4 i nawet nie za to, co normalnie ludzi mierzi, czyli Yasuke, tylko za to, jak idiotyczny jest skrypt. Wytrwałem całe 2h. Gdybym się uparł, to bym skończył pewnie, ale oczy i uszy mi krwawiły przy przerywnikach filmowych i dialogach.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Autorytet

w Gaming

23piorunów

79 + 1 = 80

Tytuł: Hogwarts Legacy
Developer: Avalanche Software
Wydawca: Warner Bros. Games
Rok wydania: 2023
Gatunek: RPG, Akcja
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: Ukończony wątek główny / 24h
Ocena: 7.5/10

Dobrze się bawiłem. To pierwsza gra, która przeszedłem w ciągu ostatnich 15 lat ( ostatnie to chyba medieval: total war ;P)
Myślę że można spokojnie przejść 2 raz jako „zły” i bawić się równie dobrze.
Odkryte zawartości w grze: 46%(?)

Po trochu eksplorowałem

Ogólnie pewnie ze 70-100h grzebania jest ale to nigdy nie był mój cel

Sum1piorunów

@Bjordhallen A ja mam ok 50% eksploracji, zebralem 80% zwierzakow, bo na reszte nie pozwala mi bycie w polowie main questa, wczesniej nie gralem za bardzo na padzie wiec czasami się gubie w ilości i sekwencjach przyciskania, ale dreszczyk jest jak czasem wchodzi się so katakumb. Latanie na miotle zupelnie mi nie idzie. A obozy lubie z cichacza zalatwiac petryficus totalusem. Co do zaklec zakazanych to wlasnie iles wiekow przed okresem tej gry, te zaklecia nie byly zakazanymi.

Autorytet1piorunów

@Marcowy_Kot dokładnie! Matkobosko te latanie namiotle xD jestem na to za stary

Zombie to mnie ładnie wystraszyły xD jakaś zagadka, odwracam się a tu jeb zombie na pół ekranu XD

Cała gra jako alchemik więc generalnie mandragora robiła robotę

Tytan1piorunów

@Bjordhallen przeszedłem grę 2 razy i mam zamiar przejść jeszcze 2 razy (Osiągnięcie). Bardzo przyjemny RPG. 8/10

Autorytet0piorunów

@chuck84 czym różnią się te 4 podejścia?
Może być priv jeśli nie chcesz spoilerowac wszystkim

Tytan1piorunów

@Bjordhallen przede wszystkim to pojawiają się drobne różnicze w zalezności jaką szkołę wybrałeś w dialogach no i wybierając Hufflepuff mamy dostęp do zadania w Azkabanie.

Pokaż więcej komentarzy (20)

Gruba ryba

w Gry

30piorunów

78 + 1 = 79

Tytuł: The Settlers III
Developer: Blue Byte Software
Wydawca: Blue Byte Software
Rok wydania: 1998
Gatunek: RTS
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 62H
Ocena: 5/10

Czuję, że wzbudzę wiele kontrowersji, ale lecimy z tematem.

Settlersi to bardzo ważna gra dla mnie - to pierwsza gra jaką kupiłem za swoje (no dostałem od babci, ale zainwestowałem je w siebie) pieniędzę (najpierw 1, potem 2, pudełka dalej mam w szafie), później wiele lat i czasu spędziłem na The Settlers Online. Za dzieciaka grałem też w część 3, ale nie miałem możliwości jej przejść - po pierwsze ze względu na wysoki poziom trudności jak na 10 latka, a po drugie to czasy były jakie były, a Settlers 3 miał jeden z fajniejszych systemów antypirackich. W nielegalnej kopii huta stali odlewała świnie zamiast sztabek, przez co nie można było rozbudować armii. Także jak była promocja na gogu to się skusiłem i kupiłem całego bundla i zacząłem właśnie od 3 części go ogrywać. No i żałuje, bo zniszczyłem sobie piękne wspomnienie.

Słowem wstępu przed falą hejtu to Settlersi to RTS z mocnym aspektem ekonomicznym - budowa zdrowych łańcuchów produkcyjnych to jedna z głównych rzeczy niezbędnych do wygrania gry. A mamy tutaj ciekawie zapowiadająca się kampanie, którą rozpoczyna intro opowiadające nam o tym, jak Najwyższy Bóg wybrał Jowisza (Rzymianie), Horusa (Egipcjanie) i Ch'ih-Yu (Azjaci - i wyjątkowo to trafne określenie, bo bóg chiński, a wojownicy to samuraje), aby za pośrednictwem podwładnych zapanowali nad światem. Zwycięzca uniknie kary, jaką będzie przemalowanie całego kosmosu na biało. No i tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt, bo mamy 3 kampanie, ale każda to alternatywna historia - nie łączą się w żaden sposób, a na końcu zawsze 2 przegranych idzie ze sprzętem malarskim i rzucają ten sam tekst. No ale powiedzmy sobie, że to jest malutki minusik tylko, coś do przełknięcia.

Najgorsza tutaj jest sama rozgrywka, a tak konkretniej to jej niewidzialne utrudnienia. Nie wybudujesz się na każdym terenie, bo fałdowanie wpływa na zdolności budowy. Widać to dopiero po wybraniu budynku, przy czym dochodzi do absurdów, że jesteśmy w stanie postawić większy budynek, a mniejszy już nie. Problemem jest też zarządzanie rynkami i statkami handlowymi - jak taki znajdzie sobie zlecenie w porcie to od razu je realizuje, mimo iż na tej linii już coś funkcjonuje i nie potrzebuje 2 statków by przewoziły po 1 sztuce dobra. A odwołanie tego graniczy z cudem - jak już złapał trasę to trudne, będzie kursował dopóki nie przewiezie wszystkiego, mimo iż w teorii mamy możliwość skierowania go ręcznie gdzie indziej.

Większy problem stanowi jednak rozgrywka militarna. To mimo wszystko jest RTS, nie City Builder, także dowodzenie wojskiem jest dość istotne. Problem polega na tym, że niby możemy wydawać rozkazy wojakom, ale to raczej sugestie. Nie raz potrzebowałem by 3 wojowników szybko poszło zdobywać wieżę, bo to by zniszczyło cześć gospodarki rywala (o tym za chwile), ale Ci zamiast tego woleli się rozdzielić i każdy atakować inną wieżę i zginąć bo pojedynczo byli za słabi. Dziesiątki bitew mógłbym skończyć szybciej gdyby sterowanie wojskiem działało. I ktoś może teraz powiedzieć, że hej, to gra z 1998 roku. To ja tylko powiem, że takie Age of Empires, w które też sobie gram, wyszło rok wcześniej.

No i przejdźmy do najbardziej absurdalnej rzeczy - system kontrolii granic. Wieże strażnicze generują tutaj pole, które wchodzi w skład danego gracza. Po odbiciu/zniszczeniu wieży granice się zmieniają i budynki w obrębie danego terenu są z automatu bezpowrotnie niszczone. Doprowadzało to do sytuacji, ze wysyłałem samobójcze misje, które miały zdobyć tylko wieże w obrębie sektora żywnościowego najczęściej, żeby zniszczyć farmy. Bo to wystarczyło by załamać całą gospodarkę wroga i stopniowe dobijanie go. O ile oczywiście żołnierze byli w stanie precyzyjnie wykonać rozkaz, bo to nie jest takie oczywiste. Problemem jest też to, że nie można ich grupować pod konkretnych klawiszem, a zaznaczając zaznaczasz wszystkich i nie możesz sobie odfiltrować np. tylko łuczników.

Przejdźmy jeszcze do ostatniej kwestie, moim zdaniem negatywnej, ale to już kwestia gustu. Jak już wspomniałem w intro poznajemy bogów, którzy nie są tylko częścią historii, ale poprzez kapłanów zapewniają też wsparcie naszym wojskom. Problem polega na tym, że czary dla każdej nacji są inne i Rzymianie mają przepotężne, podczas gdy Egipt praktycznie bezsensowne. Dodatkowo część z czarów jest moim zdaniem źle przypisana do nacji. Azjatom tworzenie nowych pól kamieni jest niepotrzebne, podczas gdy Egipt by za to zabił.

No to jeszcze słówko o samych nacjach - w podstawce są 3 i poza czarami, to mają 90% takich samych budynków. Różnią się kosztem - Azjaci mają budownictwo oparte na drewnie, Egipcjanie na kamieniach, Rzymianie na miksie. Różnie się nimi gra, co jest na plus akurat.

Ostatnim minusem będzie oprawa audio (wizualia odpuszczam od komentowania - gra ma 28 lat). Mamy tutaj ledwie kilka dźwięków i chyba tylko 1 motyw muzyczny, nie pokuszono się o zrobienie innej oprawy dla nacji, bo po co?

Podsumowując zepsułem sobie piękne wspomnienia. Ale żeby nie było to jeszcze chce przejść dodatek z Amazonkami, może tam będzie lepiej? Jak kiedyś go skończe to na pewno opiszę.

Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

Mocarz1piorunów

Ja tam dużo przeszedłem mikrujac początkowym wojskiem i czarami, bo świnie z huty mi na nic ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gruba ryba2piorunów

To Settlersow sie da skonczyc?

Gruba ryba0piorunów

@kopytakonia da się, ale każda z kampanii ma w sobie 1 przejebaną misję, gdzie naprawdę trzeba się napocić by to przejść, co przy tragicznym sterowaniu wojskiem jest cholernie irytujące

Pokaż więcej komentarzy (19)

Lider

w Hydepark

20piorunów

77 + 1 = 78

Tytuł: Warhammer 40,000: Space Marine 2
Developer: Saber Interactive
Wydawca: Focus Entertainment
Rok wydania: 2024
Gatunek: Akcja, Strzelanki
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 8 godz. 29 min.
Ocena: 8.5/10

Warhammer 40,000: Space Marine 2 to petarda i gra, która pod każdym względem zostawia „jedynkę” daleko w tyle. O ile tamta pierwsza część potrafiła się po pewnym czasie już trochę dłużyć, o tyle przy SM2 bawiłem się tak dobrze, że po napisach końcowych czułem wręcz niedosyt – ta gra była dla mnie po prostu za krótka!

Graficznie to jest absolutny obłęd, ale to, co najważniejsze, dzieje się w samym gameplayu. W końcu, po tylu latach, ktoś zrobił walkę wręcz na takim poziomie, na jaki te wielkie chłopaki zasługują. System starć białą bronią jest tak miodny, że niektóre całe etapy przechodziłem z uśmiechem na ustach, mając w łapie tylko miecz łańcuchowy albo wielki młot. Do tego dochodzą genialne, brutalne finishery, hektolitry krwi rozbryzgiwanej na ekranie i czysta, niczym nieskrępowana satysfakcja z rozwalania Tyranidów.

Fani uniwersum będą wniebowzięci. Fabuła jest naprawdę fajna, pełna tajemnic i osobistego dramatu bohaterów, a przy tym gra wręcz ocieka klimatem Warhammera. Kapitalnie rozbudowano tu lore – dowiadujemy się masy rzeczy o innych postaciach, planetach, dawnych wojnach, a nawet o tym, ile lat mają poszczególni Marines i skąd pochodzą.

No i genialnym posunięciem było dodanie pełnego co-opa. Możliwość przejścia kampanii oraz specjalnych misji w jednym oddziale ze znajomymi to strzał w dziesiątkę. Nie ma nic lepszego niż wspólny wjazd w hordę wrogów, rzucanie sucharami na diskordzie i wyzywanie kumpli od heretyków, kiedy akurat powinni cię podnosić.

Space Marine 2 to absolutny must-have dla każdego fana uniwersum i po prostu genialna gra akcji. Brutalna, dynamiczna, piękna i niesamowicie grywalna, zwłaszcza w towarzystwie znajomych.

Ku chwale Imperatora!

Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

Autorytet1piorunów

@boogie Właśnie ogrywam i jest no takie jakie się spodziewałem gameplayowo, ale jednak liczyłem na jakieś systemy rozwoju postaci albo ekwipunku bo jestem chyba za połowa gry i mam wrażenie że już wszystko widziałem. No ale jakby na to przymknąć oko to gra się super, to prawda.

Fenomen1piorunów

Chwała imperatorowi

Lider2piorunów

@michal-g-1 marudzą tylko heretycy!

Pokaż więcej komentarzy (8)

Lider

w Hydepark

18piorunów

77 + 1 = 78

Tytuł: Warhammer 40,000: Space Marine
Developer: Saber Interactive
Wydawca: THQ
Rok wydania: 2011
Gatunek: Akcja, Strzelanki
Użyta platforma: Xbox Series X/S oraz PC
Czas do ukończenia: 7 godz. 38 min
Ocena: 5/10

Będzie krótko bo nie warto się za bardzo rozpisywać, a już skończyłem SP2 i tam będzie więcej :-)

Gra nie jest zła. Ale zdecydowanie widać jej wiek. Dla "nowoczesnego" gracza to jest niezły skansen i bywa irytujący.

Trochę się dłuży. Grafika raczej nie powala (tak wiem, 2011:) Gameplay też mocno średni (nie da się skakać, postać jest ociężała, broń białą to chyba dla ozdoby bo jest bezużyteczna). Gra jest raczej wymagająca, nawet na najłatwiejszym poziomie, a ostatni boss jest wręcz niemoralnie trudny.

Szkoda, że gra nie nauczyła mnie za wiele o świecie WH40k. Tego oczekiwałem najbardziej. Jak masz okazję, nie masz niczego innego do zagrania, postać z tej gry jest również w w SP2 i jej historia się jakoś tam łączy.

Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

GURU2piorunów
Lider2piorunów

@NiebieskiSzpadelNihilizmu sam gameplay chyba nie jest tak fajny jak pokazane w tym filmiku :slightly_smiling_face: To wszystko staje się monotonne już po 2h, a tam jeszcze 6h grania zostaje xD Ja nie byłem wstanie za wiele zrobić mieczami czy toporem.

Gruba ryba1piorunów

~A ja przeleciałem przez nią bez większego wow. Fakt, świetnie oddany jest ... ciężar broni, jak walisz do robali z czegoś co brzmi jak działko 20mm to jest moc, ale dla mnie cała gra to były kolejne hordy w różnych sceneriach. Nie miałem nigdy większej styczności z W40k to i może dlatego.~

Pojebałem wpisy, chodziło mi o dwójkę.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Gry

25piorunów

76 + 1 = 77

Tytuł: Grand Theft Auto IV: The Ballad of Gay Tony
Developer: Rockstar North
Wydawca: Rockstar Games
Rok wydania: 2009
Gatunek: Akcja, Przygodowa
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 15h 48m (98%)
Ocena: 8/10

Ostatnio pisałem o Lost & Damned - DLC do GTA 4, które było dobre, ale nic ponadto. Także do Ballady podchodziłem z dystansem i powiem wam, że bardzo pozytywnie się zaskoczyłem. Może dlatego, że część bolączek obu DLC już rozchodziłem podczas Lost & Damned, ale to na pewno nie jest wszystko, bo Ballada jest po prostu lepszym dodatkiem.

Bohaterem tej części jest Luis Lopez. Ktoś by powiedział ochroniarz, ja bym rzekł prawa ręka Geja Tonego - właściciela 2 klubu nocnych, który dorobił się problemów finansowych i chce je rozwiązać w nietypowe sposoby. Fabuła przeplata się z wątkami Niko oraz Johna (swoją drogą sam wstęp był już wyciągnięty w najlepszym możliwym momencie podstawki) i domyka się tutaj wątek diamentów, w całkiem fajny, zgrabny sposób. Ale to nie wszystko co mi się podobało. Bardzo przekonał mnie do siebie sam Luis, który nie kryje się z tym, że jest brutalny i bezlitosny i przy tym cyniczny, ale któremu mimo wszystko zależy na bliskich, nawet jeżeli Ci tego nie doceniają. Czułem, że to jest bohater z krwi i kości i kibicuje mu się z tego powodu. Sama historia to około 8h, podczas których poznajemy różne barwne (Yusuf) postaci.

Ale sama historia to nie wszystko i podobnie jak w przypadku L&D wprowadzone zostały tutaj nowe aktywności. I o ile te małe "popracowe" są tak samo złe, jak były i tam, tak te duże, jak triathlon czy skoki na spadochronie to zupełnie coś nowego w serii i widać, że został temat pociagnięty w GTA 5. Natomiast muszę również wspomnieć o Drug Wars, które są równie beznadziejne jak Gang Wars z L&D i to, że do 100% potrzeba zrobić ich 25 to jest kompletna mordęga i nie życzę tego nikomu. Zwłaszcza jak robisz je ciurkiem, bo postaci w aucie mają 3-4 dialogi nagrane, więc co 15' słyszysz te same kwestie. Próbowano dodać tutaj trochę urozmaicenia i czasem operujemy helikopterem lub motorówką, ale nadal core jest tak samo beznadziejny jak był na lądzie.

Ogólnie to serdecznie polecam Ballade - jeżeli ktoś chcę wrócić do Liberty City to jest to krótsza historia od tej Nika i lepsza od tej Johna.

I może ktoś zapyta czemu tylko 98%? Zostały mi mistrzostwa walki w klatkach i zawsze gine na koncu 😛 A że mam jeszcze 3 achievmenty do wbicia i będę wracał do gry pewnie przez długi czas, ale na pojedyncze misje to nie chcę trzymać tej "recenzji" do czasu aż zatrą mi się wspomnienia w pamięci.



Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

GURU2piorunów

@Loginus07 Moje ulubiene GTA a tylko podstawkę ograłem

GURU2piorunów

@vredo To ballada podobałaby ci się może nawet bardziej. Do tego koniecznie lektor z projektu Game Reader!! Zaj€bista rzecz.

Osobistość3piorunów

kochalem fizyke tej gry, ten ciezki klimat - no ale dla guwniakow to wiadomo, wazniejszy jest latajacy motur i mozliwosc spowalniania czasu przy prowadzeniu pojazdu.

W gta IV jak chciales uciec samochodem, to musialem pomyslec kiedy hamowac i odac gazu...

Specjalista2piorunów

@Bystrygrzes jazda z GTA IV to wzór niedościgniony. A znając gusta graczy, to w GTA VI będzie prędzej wersja ze skopanej pod tym względem piątki 😒

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Hydepark

22piorunów

75 + 1 = 76

Tytuł: Replaced
Developer: Sad Cat Studios
Wydawca: Microsoft Games (chyba).
Rok wydania: 2026
Gatunek: 2D platformówka?
Użyta platforma: Xbox Series X/S
Czas do ukończenia: 12h 34min
Ocena: 8.5/10

To jedna z tych gier, które kupują cię samym wyglądem i dźwiękiem, zanim w ogóle zdążysz nacisnąć start. Jeśli szukałeś klimatu prosto z lat 80. wymieszanego z ciężkim cyberpunkiem, to trafiłeś idealnie. Gra faktycznie ma ten specyficzny, deszczowy i neonowy vibe, który od razu przywodzi na myśl filmowego (i growego) Blade Runnera.

To, co tutaj naprawdę „robi robotę”, to oprawa audiowizualna. Ta elektroniczna, syntezatorowa muzyka w połączeniu z genialnym pixel-artem 2.5D tworzy gęstą atmosferę, od której trudno się oderwać. Historia, w której wcielamy się w sztuczną inteligencję uwięzioną w ludzkim ciele, wciąga od początku i sprawia, że chcesz dowiedzieć się, co jest dalej. Masz wrażenie, że uczestniczysz w czymś więcej niż tylko prostej platformówce.

Niestety, im dalej w las, tym bardziej czuć, że mechanicznie gra nie nadąża za swoją urodą. Walka po pewnym czasie staje się po prostu nudna i powtarzalna – brakuje jej głębi i tego „mięsa”, które mają najlepsze gry akcji. Dodatkowo gra wydaje się być niepotrzebnie przeciągnięta. Gdyby wyciąć z niej trochę zapychaczy i skrócić czas przejścia, byłaby prawdziwą perełką. Mimo to, dla samej historii i wizualiów, warto przez to przebrnąć.

Jeśli przymkniesz oko na to, że walka nie porywa, a niektóre fragmenty trochę się ciągną, dostaniesz jedną z najbardziej stylowych gier ostatnich lat. To takie interaktywne doświadczenie w świecie, który wygląda jak marzenie fana sci-fi z lat 80. Mimo wad, zdecydowanie polecam sprawdzić, chociażby dla samej oprawy.

Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

Gruba ryba1piorunów

grafika w tej grze wymiata, super to wygląda, niestety gra bardzo powtarzalna i nudzi się szybko. Nie skończyłem niestety.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Autorytet

w Gry

19piorunów

74 + 1 = 75

Tytuł: Birth
Developer: Madison Karrh
Wydawca: Madison Karrh
Rok wydania: 2023
Gatunek: Point & Click, Indie
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: 3.6h
Ocena: 7/10

Fajna artystyczna gierka z zagadkami. Poziom trudności raczej relaksujący. Nie jest to nic wybitnego, ale bardzo ładne obrazki.


Opis ze steam:
Birth to gra łamigłówka, w której tworzysz istotę z kości i narządów porozrzucanych po mieście, aby poczuć się mniej samotnie. Rozwiązuj zagadki oparte na fizyce i odkrywaj sekrety w uroczych, ręcznie rysowanych muzeach, piekarniach, księgarniach i wielu innych miejscach.

Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/