W tym klipie sprzed prawie 16 lat opisuje swoje różne nadchodzące role w amerykańskich filmach i serialach, które ostatecznie nie przełożyły się jednak na jakąkolwiek znaczącą rozpoznawalność. Jedyną prawdziwą polską gwiazdą Hollywood pozostaje po dziś dzień Pola Negri - kres
To najbardziej pechowy duet jaki widziałem w kinie :slightly_smiling_face: Bohaterowie mieli pod górkę od samego początku. Nie chcę opisywać fabuły bo powiedzmy zaskakuje tu i tam, ale po oglądnięciu będziecie mieć takie same odczucie: jakim cudem można mieć tyle pecha.
Trochę ocen:
Oglądałem w 4DX i fotelem tak rzucało, że musiałem się mocno zapierać: 10/10
Sam film to takie średnie: 6/10
"Alaska" jest piękna i chętnie odwiedzę: 10/10 (film kręcony w Kanadzie, ale klimat podobny).
Brad Pitt: 8/10 - wie co robi. Trochę mnie zdziwił jego angaż, ale pewnie samo go wyprodukował, więc nie musiał płacić rachunku za swoją pensję 😛
Pies Odyn (a w sumie psy bo ich było chyba z 5 wg napisów końcowych): 12/10. Piękna bestia, która wiedziała dokładnie co, gdzie i kiedy.
Do kina bym specjalnie nie szedł. W domu w leniwe popołudnie można oglądnąć.
Oglądałem w 4DX i fotelem tak rzucało, że musiałem się mocno zapierać. Do kina bym specjalnie nie szedł. W domu w leniwe popołudnie można oglądnąć.
Wyobraziłem sobie scenkę, jak siedzisz w salonie na fotelu przed Samsungiem, z tyłu dzieciaki trzęsą meblem, a z boku żona psika co jakiś czas spryskiwaczem i dymi papierosem xD
@sireplama XD :slightly_smiling_face: Faktycznie trochę ułomny skrót myślowy :slightly_smiling_face: Poszedłem do kina bo 4DX, a nie dlatego, że chciałem to oglądnąć. Film był w jakiejś promocji za £5 (zamiast £20) i pomyślałem, że czemu nie :slightly_smiling_face:
Mężczyzna budzi się na szpitalnym łóżku w opustoszałym świecie opanowanym przez ludzi zarażonych wirusem wywołującym niepohamowaną, zwierzęcą agresję.
Mimo, że kojarzę ten horror już od długiego czasu, to zabrałem się za jego seans dopiero niedawno. Był ok, choć nie porwał mnie jakoś bardzo. Doceniam to, ile dało się zrobić przy bardzo małym budżecie, jakim dysponował Boyle. Reżyser nie bał się eksplorować różnych mroczniejszych aspektów sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie, choć też nie wykorzystał w tym konkretnym obrazie wszystkich możliwych tropów (może pojawią się w kolejnych częściach). Ogólnie czuć z tego dzieła klimat telewizyjnej produkcji, począwszy od sprzętu, na którym je nagrywano, przez raczej oszczędną scenografię i bezpieczne lokalizacje, po grę aktorską, która ogólnie nie jest zła, ale nie jest to pierwsza liga, co nie przeszkadzało mi też zbytnio. Mimo wszystko nie byłem w stanie do końca wczuć się w klimat, poczuć jakiś dreszcz emocji, już nie mówiąc o strachu. Jeśli ktoś spodziewa się filmu strasznego, to będzie raczej zawiedziony - dość powiedzieć, że moja żona, która horrorów unika jak ognia, ten łyknęła bez problemu. Polecam fanom filmów analizujących ekstremalne scenariusze.
Fun fact: Produkcja kosztowała niewiele, bo ok. 8 milionów dolarów, przy czym zarobiła 10 razy więcej. Obniżeniu kosztów sprzyjało wykorzystanie lekkich kamer cyfrowych, a także zatrudnienie mało znanych aktorów, np. Cilliana Murphy'ego, który nie był jeszcze wtedy rozpoznawalną gwiazdą filmową.
Detektyw wraz z pomocą młodego kadeta próbują rozwikłać zagadkę tajemniczych morderstw mających miejsce w XIX wiecznej Akademii Wojskowej.
Film dobrze się zaczyna, ale gorzej kończy. Podobał mi się zimny i mroczny klimat produkcji, a także osadzenie jej w XIX wieku. Nie rozumiem do końca po co w tej historii pojawił się Poe, poza tym, że taki pomysł miał autor książki, na której oparty jest scenariusz. Według mnie równie dobrze mógłby być to jakiś losowy chłopak i nie zmieniłoby to nic w odbiorze filmu. Co do aktora wcielającego się w Poego, czyli Harrego Mellinga (Dudley z Harrego Pottera), niezbyt odpowiadał mi styl jego gry, odstawał zwłaszcza przy wspólnych scenach z Balem, których było sporo. Najbardziej rozczarowały mnie jednak plot twisty, bez których oczywiście nie da się nakręcić kryminalnego filmu... Ekspozycja ciągnęła się niemiłosiernie, część zwrotów akcji wiadomych było od początku, ogólnie były mocno naciągane i niezbyt przekonywujące. Mimo wszystko, do pewnego momentu oglądało mi się ten film całkiem nieźle, nawet biorąc pod uwagę małą ilość detektywistycznej pracy. Polecam na niezobowiązujący nocny seans w tygodniu jako film, przy którym ewentualnie można zasnąć.
Fun fact: Edgar Allan Poe rzeczywiście uczęszczał do Wojskowej Akademii w West Point w okolicach roku 1830 roku i był już wtedy znany z kilku opublikowanych przez siebie poematów.
Fight Club cost 20th Century Fox sixty five million dollars, insults everyone who paid for it, and ends by blowing up the studio's own headquarters.\ Nobody there can explain how it got approved. The novel had been printed in ten thousand copies, half of them scheduled for the pulper. Chuck
Z mojej strony to nowa płyta TOOL i SOAD (pewnie niedoczekanie), World War Z 2. Gry to chyba Days Gone 2 i chciałbym dożyć jeszcze GTA VII - z perspektywy prawie półwiecznego dziada może to być trudne ;-) Pewnie trochę więcej tego jest, ale teraz jakoś naszła mnie ta myśl po komentarzu @NiebieskiSzpadelNihilizmu do mojego wpisu https://www.hejto.pl/wpis/heheszki-deheszki-3133.
P.S. (edycja pierwsza) dorzucam jeszcze Splinter Cell remake
Uciekający przed mafią niezbyt rozgarnięty Mickey decyduje się dołączyć do programu kolonizacji kosmosu w roli klonowanego człowieka od zadań specjalnych.
Dawno nie oglądałem czegoś równie bezdusznego. Dla mnie totalny niewypał, film, który irytował mnie coraz bardziej w trakcie oglądania. Do kogo był skierowany? Nie wiem. Jako czarna komedia w ogóle się nie sprawdził, ani razu nie wywołał u mnie choćby małego uśmiechu. Jako sci fi był jak sądzę ok, ale nic ponadto. Wraz z upływem czasu wyglądało tak, jakby scenarzyście już nie chciało się pisać, a reżyserowi reżyserować. Ja rozumiem wyśmiewanie zapędów dyktatorskich i kultu lidera poprzez przerysowanie, ale tutaj zwyczajnie wyszło to słabo. Pattinson był ok, ale Ruffalo kompletnie mi nie leżał. Nie polecam, chyba że ktoś bardzo, bardzo musi.
Współpracownicy czterdziestoletniego Andiego odkrywają, że jest on jeszcze prawiczkiem, i postanawiają pomóc mu w seksualnych podbojach.
Ot, komedia z kategorii "ok" - nic co urywa d⁎⁎ę, ale również nic niesamowicie żenującego. Zagrane w porządku, ma kilka momentów, przy których można się uśmiechnąć i w sumie tyle. Niespecjalnie mój styl. Polecam chyba tym, których bawią komedie z Sethem Roganem.
Fun fact: Dość znanym faktem jest to, że przy scenie z depilacją Carell dał się ogolić naprawdę. Zarówno jego krzyki, jak i reakcje reszty aktorów, były prawdziwe.
Mogę być nieobiektywny, bo "Lalka" była moją absolutnie ulubiona lekturą (może konkuruje sobie z "Obcym" Alberta Camus), więc cenię wierność oryginałowi, ale wersja kinowa wciąga Netflixową nosem.
Twórcy wersji kinowej mieli w ręku diament i zamiast robić retellingi na kiju po prostu go oszlifowali i dostarczyli w formie przystosowanej do wielkiego ekranu. Połączyli kilka postaci, żeby się zmieścić w 3 godzinach, zrównoleglili niektóre wydarzenia, żeby nie mnożyć scen i wątków, ale wszystkie te decyzje były zrobione z myślą o tym, żeby lepiej działała jako film.
No i co najważniejsze, film bierze swój świat na poważnie mniej więcej tak jak ekranizacja Petera Jacksona wzięła "Władcę Pierścieni" na poważnie. Jest to ryzyko, bo w dzisiejszym świecie, kiedy masz szacunek do klasyki i widać, że ci zależy, ocierasz się o groźbę śmieszności.
Nie ma głupich mrugnięć okiem do widza, łamania czwartej ściany i wybijania z immersji topornymi nawiązaniami do współczesnych konfliktów. Kiedy "Lalka" Kawalskiego chce poruszyć temat ponadczasowy, to pozostawia widzowi co najmniej jedną warstwę niedosłowności, żeby sam go sobie rozpakował jak cukierek. Podoba mi się to, bo nie lubię jak film traktuje widza jak debila, któremu nie można zaufać, że da radę wykonać swoją część pracy.
Kilka postaci dostało fajne odświeżenie, żeby były bardziej zrozumiałe. Nie dziwię się, że dla roli TEGO Rzeckiego Marek Kondrat postanowił wrócić z aktorskiej emerytury. Oryginalny Rzecki w książce był postacią otępiałą i komediową, a filmowy robi za sumienie Wokulskiego i kompetentnego powiernika. Jest to rola, za którą będzie zapamiętany na kolejne 20 lat.
Ogólnie jestem cholernie zadowolony, że się wybrałem na film w dniu premiery, na pewno wybiorę się ponownie. Oby więcej takiego kina.
Zazwyczaj omijam polskie kino, ale ten film mnie totalnie zaskoczył i zauroczył. Ciężko mi się do czegokolwiek przyczepić. Jakby powstał w Hollywood to by walczył o Oskary. Swietna gra aktorska, piękne scenerie, piękne stroje, piękna Warszawa, trochę się dłuży bo to nie film akcji, ale warte każdej minuty.
@Johnnoosh jest to zapewne zabieg stylistyczno-popkulturowy, a nie historyczno-geograficzny. Czcionka ma budować klimat XIX-wiecznej powieści i starego druku prasowego, a nie odzwierciedlać oficjalny alfabet zaborcy. Gotyckie czcionki były wykorzystywane w całej Europie.
@brazowooka_eS@Opornik stawiam na piesia. Prawdopodobnie główny bohater wykorzystał zwierzę, żeby ratować własne życie. Robiąc taki film sam bym tak poprowadził akcję, aby wzbudzić jak największe emocje 🙂
@koszotorobur nic nie poradze że uwielbiam filmy z Nim - Fight Club czy Se7en znam na pamięc, był też super w trylogii Ocean Eleven, rewelacyjny w epizodzie w 12 Małpach, a swoją rolą w F1 moim zdaniem choć troche uratował ten "film" :smiley:
gdyby ktoś chciał zobaczyć mój najnowszy film, o którym więcej pisałem na swoim tagu: #w8jek to tu lista miast i festiwali, na których będzie można go obejrzeć w październiku: 03/10 - 16:00 - ZGIERZ - festiwal Ogień W Głowie 03/10 - 12:15 - GDYNIA - festiwal NNW 06/10 - 17:00 - OPOLE - festiwal Opolskie Lamy 17/10 - wieczorem? - PRZEMYŚL - festiwal CK OFF 21-22/10 - wieczorem? - WARSZAWA - festiwal CINEMAFORUM (nagrody im. Jana Machulskiego) 27/10 - 21:00 - KRAKÓW - festiwal ETIUDA&ANIMA TBA - WARSZAWA - Splat! FilmFest
Dwójka mało popularnych kumpli stara się zorganizować alkohol na ostatnią wielką imprezę po ukończeniu liceum.
Jakoś nie jestem fanem komedii Setha i ferajny, nigdy do mnie ten humor specjalnie nie trafiał. Ten film ogląda się akurat ok, można się kilka razy uśmiechnąć, ale do wybuchu śmiechu się nigdy nie zbliżyłem. Początek jest nawet spoko, ale gdzieś po pół godzinie straciłem zainteresowanie tym, co się dzieje na ekranie. Rozumiem czemu ten film zdobył status kultowej komedii w USA - bo większość uczniaków musiała się zmagać z misją zdobywania alkoholu na imprezy, niektórzy mogli czuć się wyrzutkami, duża część pewnie miała jakieś przygody związane z pierwszymi miłościami i nieudanymi podbojami seksualnymi. Dla mnie jednak ten klimat amerykańskiego liceum jest dość odległy, więc trochę mi latało co się tam dzieje. Polecam raczej młodszym widzom (sorry staruszki).
Ludzkość musi bronić się przed potworami wyłaniającymi się z głębin oceanu. Do tego celu używa ogromnych, sterowanych przez ludzi robotów.
Oglądam ten film już któryś raz i chyba za każdym razem podoba mi się trochę bardziej. Dalej uważam, że aktorstwo leży i kwiczy, główny bohater i styl w jakim prowadzi narrację jest boleśnie bezpłciowy, fabuła jest durna, a wszystkie sekwencje wypełniające czas pomiędzy kolejnymi starciami mechów i kaiju wywołują uczucie zażenowania. Ale, na rany koguta, te potyczki! Moim skromnym zdaniem do tej pory jeszcze żaden film nie był w stanie oddać w podobny sposób skali takiego pojedynku oraz sprawić by widz poczuł, jak ogromne muszą być mechy i potwory, jaka niesamowitą moc kryje się za każdym ciosem. Walka w Hongkongu to uczta dla zmysłów, mój wewnętrzny chłopczyk tupał nogami z podekscytowania. Zmarnowany potencjał widzę właściwie w tym, że del Toro mógł jeszcze bardziej pójść w klimat anime, zarówno przy prowadzeniu aktorów jak i kamery, no ale nie można mieć wszystkiego. Polecam na seans dla dużych dzieci.
@Piechur czyli to takie coś jak Maszyna do zabijania. Lubię sobie czasem włączyć taki film na odmóżdżenie. A zawsze przechodziłem obok niego obojętnie. Może w weekend sobie włączę :smiley:
Trójka braci wybiera się w podróż po Indiach, by odnaleźć zarówno się, jak i samych siebie.
Nie jest to według mnie najlepszy film Wesa, ale jak to bywa z jego dziełami i tak jest dobry. Dostajemy wyraźne postaci, absurdalne sytuacje, szczyptę humoru, a wszystko to pływające w Andersonowskim wywarze symetrycznych kadrów, przemyślanej kolorystyki, oraz precyzyjnych i mechanicznych ruchów kamerą - wywar ten będzie coraz bardziej intensywny wraz z upływem lat. Wydaje mi się, że akcja jest tu trochę nierówna i pewne momenty mi się dłużyły, ale widok tych potłuczonych osobowości próbujących mimo wszystko w jakiś sposób posklejać się na nowo wywołał we mnie uczucie melancholii, smutku, ale też nadziei (). Polecam fanom twórczości Wesa, ale też tym, którzy sami są trochę rozbici.
Film Woman Unknown został nagrodzony Złotym Lwem podczas 83. festiwalu w Wenecji. Srebrnego Lwa dostał "Possible Love", którego producentem wykonawczym jest Maciej Musiał. Nagrodzona Złotym Lwem fabuła rozgrywa się w Kopenhadze tuż po II wojnie światowej, gdy osoby podejrzewane o