MahjongFenomen
7piorunów950 + 1 = 951
Tytuł: Cela
Rok produkcji: 2000
Kategoria: Thriller
Reżyseria: Tarsem Singh
Czas trwania: 1h 47m
Ocena: 8/10
Trochę inne podejście do tematyki (wtedy mocno na fali) seryjnych morderców.
Carl topi porwane kobiety w specjalnej kabinie, potem przekształca ich ciała na modłę lalek i po wszystkim wyrzuca ciała. Jednak postępująca schizofrenia (na rzecz filmu to wręcz jakaś rzadka odmiana, działająca niczym wirus) sprawia, że tuż przed zatrzymaniem przez służby (FBI po ostatnim morderstwie dość szybko trafiła na jego trop) Carl doznaje przemożnej traumy i zapada w śpiączkę.
Problem jest taki, że agenci odkrywają, że ostatnia porwana kobieta jeszcze żyje, ale niebawem skończy się jej czas. Trzeba działać szybko, agent Novak jest zdesperowany, więc gdy dowiaduje się, że istnieje ośrodek w którym bada się podświadomą łączność z ludźmi w śpiączce, postanawia postawić wszystko na jedną kartę.
Do umysły seryjniaka wchodzi psychoterapeutka Catherine (w tej roli Jennifer Lopez), która ma w tym już doświadczenie. Szybko odkrywa, że w umyśle pogrążonego w śpiączce Carla istnieje kawałek jego dobrego "ja". I tam właśnie postanawia uderzyć Catherine, by pomóc FBI.
Agent Novak chce uratować porwaną dziewczynę, a Catherine zaczyna odczuwać empatię względem chłopca Carla, który nie może uciec przed swoją mroczną stroną, i postanawia mu pomóc.
Wizualnie jest to stworzone bardzo dobrze, kolory, sam przeogrom mocy, jaką sobie wyobraża Carl, to potem także wykorzystuje Catherine, by - gdy zaprasza do swojego umysły Carla - chłopcu objawia się na przykład w postaci Matki Boskiej, bo taki obrazek znaleziono w rzeczach mordercy, a jako mocodawczyni we własnym świecie jest zdolna stawić czoła mrocznej stronie psychopaty.
W gruncie rzeczy wizualność tego filmu to wręcz przepych, ale z drugiej strony nie śmierdzi to przesadą, tylko nadaje więcej przekonania, w jakim to świecie jesteśmy z bohaterami.
Oglądało mi się bardzo dobrze, i ta umowna bajkowość w przypadku case of serial killer miała dla mnie więcej uroku niż w "The Fall".
Do tego był to mój drugi seans tego filmu po wielu latach i w szoku jestem jak wiele scen z tego obrazu wbiło mi się w pamięć.
Nie ma dobrych ocen ten film, jednak w tamtych czasach wybijał się tle innych filmów o seryjniakach, ale dla mnie to już wtedy był świeży oddech w tematyce. Dziś, po latach, to bardziej seans o empatii, o ratunku niewinności w mroku własnej psychiki.
Polecam, jeśli ktoś nie widział. Nawet jeśli fabuła nie podpasuje, to warto dla samej wizualności, jest tam parę ciekawych motywów, które ogląda się z szeroko otwartymi oczami.

Wysoko oceniłaś IMO. Bo wizualnie film jest bardzo fajny, ale fabularnie zgrzyta... Zgrzyta też aktorstwo pani Lopez, niestety ...



















































