WujekAlienLider
3piorunów1266 + 1 = 1267
Tytuł: Buckeye. Tajemnica małego miasteczka
Autor: Patrick Ryan
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Filia
Format: ebook
Liczba stron: 480
Ocena: 9/10
Są książki, w których właściwie niewiele potrzeba, żeby opowiedzieć świetną historię. Nie potrzeba wielkich tajemnic, morderstw, końca świata czy zwrotów akcji co kilkadziesiąt stron. Wystarczą ludzie, ich wybory, konsekwencje tych wyborów i czas, który nieubłaganie płynie do przodu. „Buckeye” Patricka Ryana jest właśnie taką książką. I niemal idealnie trafiła w mój gust.
Historia rozpoczyna się w niewielkim amerykańskim miasteczku w Ohio, w trakcie II wojny światowej. Wojna jest tutaj jednak bardziej tłem niż głównym tematem. Najważniejsze są dwie rodziny, których losy splatają się ze sobą za sprawą jednego wydarzenia. Czegoś, co początkowo może wydawać się tylko chwilą słabości, przypadkiem czy niewłaściwą decyzją, ale z czasem zaczyna wpływać na życie kolejnych pokoleń.
I właśnie to podobało mi się najbardziej.
Ryan nie spieszy się z opowiadaniem swojej historii. Pozwala bohaterom żyć. Zakładać rodziny, wychowywać dzieci, popełniać błędy, ukrywać sekrety, kochać niewłaściwe osoby i zastanawiać się nad tym, jak wyglądałoby ich życie, gdyby kiedyś podjęli inną decyzję. Kolejne lata mijają, świat się zmienia, wojna się kończy, dzieci dorastają, a wydarzenia z przeszłości nadal gdzieś tam są - czasami głęboko schowane, ale nie w pełni zapomniane.
To przede wszystkim saga o zwyczajnych ludziach. Nie ma tutaj bohaterów jednoznacznie dobrych, ani złych. Są ludzie, którzy nawet gdy przez większość czasu zachowują się dobrze, czasami popełnią fatalny błąd, a później przez lata muszą żyć z jego konsekwencjami. I właśnie dlatego tak łatwo było mi w tę historię uwierzyć.
Bardzo podobało mi się również obserwowanie zmian zachodzących na przestrzeni kolejnych dekad. Buckeye opowiada nie tylko o swoich bohaterach, ale gdzieś w tle również o zmieniającej się Ameryce. Wielkie wydarzenia historyczne docierają do małego miasteczka, wpływają na życie mieszkańców, ale nigdy nie odbierają im pierwszego planu. Historia świata dzieje się gdzieś obok, podczas gdy dla bohaterów najważniejsze pozostają ich własne małe tragedie, miłości i rodzinne problemy.
To dokładnie ten rodzaj literatury obyczajowej, który lubię najbardziej. Powolny, ale nie nudny. Wielowątkowy, ale nieprzekombinowany. Emocjonalny, ale bez ciągłego wymuszania emocji na czytelniku. Zamiast wielkich dramatycznych deklaracji często rozmowa, gest albo przemilczenie.
Jedyny większy zgrzyt pojawił się u mnie pod koniec. Ryan postanawia wtedy trochę za mocno namieszać i dorzuca zawirowania, których ta historia moim zdaniem zwyczajnie nie potrzebowała. Przez większość książki jej siłą była naturalność – poczucie, że po prostu obserwuję kawałek czyjegoś życia. Gdyby autor zaufał temu do samego końca, być może byłaby to dla mnie książka 10/10.
Nie zmienia to faktu, że „Buckeye” jest jedną z tych powieści, przy których po kilkuset stronach orientuję się, że właściwie nie potrzebowałem żadnej wielkiej fabularnej nagrody. Chciałem po prostu jeszcze trochę pobyć z tymi ludźmi. Zobaczyć, co wydarzy się za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat. Kto zostanie, kto odejdzie i jakie konsekwencje będą miały decyzje podjęte dawno temu.
To saga wielopokoleniowa, spokojna, skupiona na bohaterach i pokazująca, jak jedno wydarzenie może rzucać cień na całe życie. „Buckeye” idealnie trafiło w mój obecny gust czytelniczy.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik: 182/128



















