Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#literatura

Autorytet

w Literatura

27piorunów

172 + 1 = 173

Tytuł: Triumf Endymiona

Autor: Dan Simmons

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: e-book

Liczba stron: 874

Ocena: 7/10

Czwarta i ostatnia część cyklu. Miałem nadzieję że poziom troszkę podskoczy w stosunku do części trzeciej ale nadzieja matką głupich. Błędy popełnione wcześniej ciągną się dalej.

Ogólnie jest to całkiem dobra książka ale miała potencjał na dużo więcej. Wątki pozamykały się w większości całkiem fajnie. Historia jako całość spoko.

Uwaga spojlery.

Najśmieszniejsze że jeden z największych minusów to główny bohater xD No nie dałem rady chłopa polubić. Druga bohaterka czyli Enea też jest dość denerwująca. A ich związkowi nie da się kibicować. Kolejnym minusem mocno związanym z tą dwójką jest spora nuda przez większość czasu. Przez ponad 1/3 książki Endymion znowu rusza na rejs po rzece między planetami tym razem w pojedynkę. A tam szalone przygody typu atak kamieni nerkowych, latanie kajakiem jako paralotnią, połamanie nóg na drzewie i czołganie się w błocie. Przez kolejne 1/3 książki spędzamy czas na "tybetańskiej" planecie. I tu autor częstuje nas z jednej strony opisem przyrody który mógł by stawać w szranki z Orzeszkową, a z drugiej zalewa nas potokiem imion postaci którzy nie odgrywaja żadnej roli. Pewnie aż tak bardzo by mi to nie przeszkadzało gdyby nie to że marnując czas na takie pierdoły równocześnie nie rozwinął wątków które mogły być mega fajne. Po pierwsze ojciec de Soya. To że w momencie gdy jego historia zaczyna się robić mega ciekawa nagle przestajemy śledzić jego losy bezpośrednio to była zbrodnia. Chyba autor skapowal się że jest on ciekawszy niż główni bohaterowie i postanowił go uciszyć xD Po drugie ten gruby kardynał. Od początku wydawało się że będzie to mega ważna postać, nakręcająca jakieś intrygi wewnątrz samego Watykanu a był to spory niewypał. Tak samo ten szef Mercantilusa. Już coś zaczyna działać, coś kręcić i gówno z tego. Wszystko ucięte zanim się zaczęło. Papiez Hoyt w zasadzie jest jakimś tylko tłem do wydarzeń. Ehhh.

Pod koniec akcja trochę nabiera tempa i zakończenie jest nawet w porządku. Chociaż tego twista na koniec rozkminiłem już dużo wcześniej.

Ocena 7 chyba uczciwa bo czytało się nawet przyjemnie mimo wielu wad. I obie książki z endymionem oceniam właśnie na 7. Dwie pierwsze na mocne 8 i cały cykl na takie naciągane 8.

Prywatny licznik: 2/30

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Książki

7piorunów

Ostatnio obejrzałem filmik na YT o tym, że TikTok zepsuł hobby, jakim jest kolorowanie kolorowanek i czytanie książek.

Między innymi powodem jest to, że tiktokerzy prześcigają się w tym, kto ładniej pokoloruje kolorowankę, że nie wystarczą zwykłe kredki, tylko koniecznie trzeba kupić markery za dwieście dolarów, że jedna kolorowanka na start to za mało, trzeba kupić przynajmniej kilka polecanych przez autorkę filmiku, że ludzie mają doły, ponieważ nie kolorują tak dobrze, jak osoby zajmujące się tym od lat et cetera. Tworzy to bardzo wysoki próg wejścia w coś, czym zajmują się przecież już dzieci.

Ciekawa perspektywa, ponieważ z TikTokiem nie mam nic wspólnego (no dobra, założyłem konto, ale nie przeglądam), więc różne różne podobne zjawiska są dla mnie interesujące.

Podobnie jest z BookTokiem: wyścigi, kto przez rok przeczyta najwięcej książek, chwalenie się zakupionymi tytułami, które potem i tak w większości stoją nieprzeczytane, byleby ładnie wyglądały na półkach, pokazywanie biblioteczek i tak dalej.

Szczególnie chwalenie się zakupami mnie zaintrygowało - podczas mojego krótkiego researchu nie spotkałem się z filmikiem, w którym ktoś chwaliłby się książkami wypożyczonymi z biblioteki. Rozumiem, że kupowanie książek a ich czytanie to dwa różne hobby, rozumiem chwalenie się tymi zakupami, ponieważ pewnie jest to poniekąd wymagane przez wydawnictwa, które wysyłają egzemplarze recenzenckie, ale dziwi mnie, że nie są promowane biblioteki.

Wiem, że to sprzeczne z duchem konsumpcjonizmu. W końcu wydawnictwa żyją ze sprzedaży książek i sam zachęcam do kupowania tytułów od ArtRage czy Wydawnictwa IX, które oferują ciekawą literaturę. Jednakże pytanie, czy w BookToku czy Bookstagramie chodzi o promocję czytelnictwa („patrzcie, co fajnego przeczytałem, wy też powinniście”) czy raczej o przechwałki, budowanie zasięgów w celu osobistych korzyści et cetera?

Obawiam się, że jednak to drugie.

Fanatyk11piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Osobistość3piorunów

@onpanopticon dokładnie tak. Dlatego absolutnie nie zamierzam udzielać się na lubimyczytać czy goodreads - to jest tak rozlazłe, że nie jesteś członkiem społeczności tylko cyferką. To samo z jakimiś krindżowymi grupkami po kilka tysięcy użytkowników na FB czy Discordzie. A tutaj i na wykopie ludzie po jakimś czasie mniej więcej się znają i wiedzą, z czym danego użytkownika się je, kolokwialnie mówiąc.

Gruba ryba1piorunów

@Cerber108 @onpanopticon

Trochę jak z naszym tutaj poletkiem, gdzie Adelbert je twaróg, ja jeżdżę na rowerze, Enron czy Trypsyna sobie biegają, a WujekAlien czyta książki. Tutaj te wyniki są fajne, wyróżniają się, są osoby do "rywalizowania" na mniej więcej logicznym poziomie, a ogólnie nikt kto bierze udział nie ginie w tłumie.

No nie wiem, nie wiem - patrzy na Trypsynę, która właśnie przebiegła 76 kilometrów, gdy sam zdycha po niecałych trzech. xD

A tak na poważnie, to zgadzam się z tym. Bardzo cenię naszą kameralność i mimo że z radością witam wnoszących coś nowego użytkowników, to cieszę się widząc posty znanych już osób.

Niektórym to jednak przeszkadza, jak moll czy wielu innym użytkownikom, którzy usunęli konto.

Gruba ryba1piorunów

@Cerber108

Akurat lubię LubimyCzytać, ponieważ po przeczytaniu książki lubię poczytać, co inni o niej sądzą. No i można tam dodawać ludzi do znajomych, żeby natrafiać na ich opinie.

Z serwerami discordowymi często jest tak, że wyróżniają się najbardziej aktywni, którzy prowadzą interakcje pomiędzy sobą. Oczywiście nie mówię o molochach rzędu kilkudziesięciu czy więcej użytkowników, a raczej tych mniejszych serwerach.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fanatyk

w Książki

40piorunów

98 + 1 = 99

Tytuł: Wyznanie Maski

Autor: Yukio Mishima

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-06-03492-9

Liczba stron: 237

Ocena: 6/10

Parafrazując klasyka: "Książka łobudziła w maupie żądze. Łobrzydliwe, homoseksualne żadze."

Quasi-autobiograficzna opowieść o dorastaniu, miłości, pożądaniu i odnajdywaniu swojej tożsamości. Bohater, Ko-chan, opisuje swoje najwcześniejsze wspomnienia, czasy szkoły, okres wojny i czasy krótko po niej. Opisuję narodziny, rozwój a wreszcie akceptację swoich homoseksualnych oraz sadomasochistycznych skłonności. Miłość, pożądanie i niepewność.

Szczerze mówiąc liczyłem na więcej po "jednym z najważniejszych japońskich pisarzy XX wieku". Książkę czyta się w miarę szybko, nie znalazłem w niej jakichś zawiłych analogii czy odniesień. Mam wrażenie, tak samo jak tłumaczka w posłowiu, że tłumaczenie nie oddaje w pełni teatralnego stylu pisania Mishimy. To, albo po prostu mój europejski umysł ich nie wyłapał.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Nie wiem czemu, nie mogę się zalogować na stronie i dodać okładki. :confused: