Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#mrdp

GURU

w Hydepark

15piorunów

Zaraz minie piersza doba - zawodnicy mniej wiecej kolo polowy trasy. Noc byla dosc nerwowa - jeden zawodnik zostal zahaczony przez samochod pod Kolobrzegiem i zabrala go karetka, drugi mial incydent ze stadkiem dzikow i tez poturbowany troche przez updaek, troche przez zwierzaki musial zakonczyc wyzwanie. W obu przypadkach chyba nic powaznego, ale tak czy siak.

Noc byla zimna, zimniejsza niz prognozy mowily, wiec teraz zawodnicy zapewne zadowoleni ze slonca beda cisnac ile fabryka daje. Czesc bedzie probowala dzis do mety, czesc by jak najwiecej zajechac przed noclegiem (jesli planuja).

GURU

w Hydepark

22piorunów

Pozdrawiam z północnego cypla Polski. Za 2h z VATem rozpocznie się tu tegoroczna edycja (Maraton Rowerowy Dookoła Polski), tym razem trasa nie całkowicie dookoła Polski -tylko wybrzeże Bałtyku i zachodnia ściana aż po góry. 1000+km, 3 doby na zrobienie, 44 zawodników. I nie, nie startuje, jakby ktoś miał wątpliwości :P

Kropki: https://poltrax.live/mrdp

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Hydepark

16piorunów

Wczoraj rozpoczął się gravelowy odpowiednik - czyli rajd dookoła Polski, tylko nie szosą. Jest to jednak mimo wszystko prostszy maraton, gdyż limit jest dużo bardziej wychillowany (tj musisz robić 200km dziennie, nie 300 xD).

Polish Bike Tour działa na podobnej zasadzie jak MRDP - czyli że możesz każdy fragment zrobić osobno, a raz na jakiś czas jest zabawa że wszystko na raz. Przy czym różnica jest taka, że w PBT masz każdą ścianę Polski co roku (a Bałtyk nawet podwójnie) a przejazd dookoła co dwa lata, tak w MRDP masz co roku jedne zawody - podział granic na 1/3, zaś w czwartym roku zabawa na całego.

Na uwagę zwraca występ Radka Gołebiewskiego, bohatera niedawne skandalu. 2 lata temu zająl jeśli dobrze pamietam drugie miejsce, teraz też jedzie na tej pozycji

Misie jadą tutaj: https://poltrax.live/pbt-polska

Lider4piorunów

@Ragnarokk Radek "its okey" Gołębiewski 😉

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Rower

17piorunów

Wczoraj coś tak mi weszło na głowę, że aż się podzielę tym z Wami.

Mały słowniczek słowem wstępu:

1) MRDP (Maraton Rowerowy Dookoła Polski) - prawdopodobnie najtrudniejszy ultramaraton szosowy w Polsce, liczacy ok. 3200 km, odbywający się co 4 lata. Warunkiem uczestnictwa jest ukończenie w ostatnich 2 latach jednego z wyścigów 1000km+ lub posiadanie udokumentowanego przejazdu od długości co najmniej 900 km w 72 godziny.

2) Di2 - potoczne określenie na elektroniczną grupę przerzutek od Shimano. Klamkomanetki od zmiany biegów nie są połączone linką z przerzutkami, tylko są zasilane małymi bateriami i przekazują sygnał bezprzewodowo. Daje to możliwość wprowadzenia pewnych automatyzmów w pracy napędu, poprawia szybkość działania przerzutek i możliwość ich łatwiejszego korygowania, ale no właśnie, przerzutki normalnie trzeba ładować, co jakieś 1000 km (trwa to ok 1h).

No więc tak, trafiłem wczoraj na forum rowerowe podróże, do wątku poświęconego MRDP 2025. Na ostatniej stronie widniał wpis jednego z uczestników wyścigu, który odpisał użytkownikowi, który kibicował mu tylko z uwagi na miejsce zamieszkania.

Wklejam poniżej tę wypowiedź, usuwając jedno z pierwszych zdań oraz ostatnie. Dlaczego - napiszę później.

Cześć,

nie wiem, co prawda, kto kryje się pod tym NIK-iem, ale ponieważ wyczytałem, że mi kibicowałeś, to czuję się zobowiązany do wyjaśnienie mego tak wczesnego DNF-u.

[... ]

Zdążyłam nawet na przedstartową kolację, szybkie pakowanie pożyczonej w Poznaniu od Sebastiana torby Tailfina, doładowanie do pełna Di2 i rano z Danielem i Markiem Kammem jadę na start, nieco przejęty, w końcu trzy lata trenowałem ... no i ten mój wiek.

100 m przed latarnią w Rozewiu czuję, że coś przerzutka nie chce zmienić przełożenia. Wszyscy ustawiają się już do zdjęcia, sprawdzam - Di2 MARTWE.

Daniel pociesza mnie, Lechu wracaj do willi, naładuj i wystartujesz później.

Gdybym był kobietą, to bym się rozryczał, a tak zacisnąłem zęby i wracam na miejsce noclegu.

Ładuję baterię ca 2 godz. i jadę ponownie na miejsce startu, O godz. 14:30 zjawia się pani z obsługi MRDP, robi mi zdjęcie z odnotowaniem godziny startu i nerwowo ruszam, ciągle przeliczam w myślach, gdzie oni przez te 2,5 godz. już mogą być, pewnie czołówka ma już za sobą ze 120 km, no kiedy mogę kogoś dogonić.

Na tych rozważaniach schodzi mi jazda po Kaszubach, gonię jak głupi, parę razy w nerwach gubię trasę, w Żabce w Kolbudach zjadam coś na ciepło i przelatuję Żuławy z wiatrem w plecy w ekspresowym tempie. W rejonie Elbląga pierwsze prawdziwe oberwanie chmury. We Fromborku, już w ciemnościach i w deszczu mijam przed sklepem pierwszą migającą lampkę. W Braniewie na Orlenie, po 200 km, już jestem 10-ty od końca. :smiley:

Podbudowany ruszam z werwą, mijam Gronowo i gdzieś na 2015 kilometrze Di2 zdycha. Z przodu mała tarcza, z tyłu przedostania z dołu. Z pogoni nici. Młynkuję 24 km/h, z góry nawet nie warto kręcić. Przeganiam jeszcze chyba 3 osoby i docieram na 283 kilometrze do Orlenu w Bartoszycach. Uprosiłem panie z obsługi, by pozwoliły w hydroforni podłączyć Di2 do prądu.

Dogoniłem jeszcze Daniela i kilku innych kolegów ultrasów. Siedzę smętnie i patrzę, jak inni dojeżdżają, jedzą, piją i ruszają dalej. Po 1,5 godz. stwierdzam, że to bez sensu. "Proszę pani, czy tu jest jakaś stacja? - Nie, najbliższa w Korszach". Sprawdzam połączenia do Grudziądza. Najbliższe za 50 min - łapię podładowany rower i gnam 28 km na pociąg. Na dworcu jestem o godz. 06:00, 10 minut przed odjazdem pociągu do Olsztyna i dalej do domu.

PS.

Di2 (na gwarancji) w serwisie u Kwiatkowskiego w Toruniu naprawiano miesiąc. Wymieniono baterię na nową, rano wszystko martwe. Wymieniono okablowanie - rano wszystko martwe. Komputer nie pozywał błędu. Wymieniono przerzutkę na GRX-a, wszystko chodzi jak w zegarku - znowu jeżdżę!

[...]

Pozornie zwykła relacja, opisująca pech autora. Poniżej jednak wkleję wycięte fragmenty wypowiedzi, które skłoniły mnie do wrzucenia tego tutaj

Dzień przed startem wyjechałem autem do Poznania na ślub mojej wnuczki Marysi. Po ślubie w poznańskim ratuszu wskoczyłem do auta i popędziłem do Rozewia.
Tyle, że na następnym MRDP będę miał już ... lat. To chyba już nie wypada. 😉

Autorem wpisu jest Pan Lech Flaczyński - według listy startowej MRDP, urodzony w roku 1948. Nie wiem czy da się to jakkolwiek cenzuralnie skomentować. Mimo niepowodzenia, zwrócie uwagę na wytłuszczony fragment - 28 kilometrów w 40 minut, mając blisko 300 km w nogach.

Oznaczam @Ragnarokk - wiem że lubisz takie ciekawostki

Fanatyk1piorunów

@Furto Jebaniutki dobry.

Co do przerzutek to nie za bardzo rozumiem co tam zaszło. Zapomnial chlop baterii naladować a zapasowych nie miał czy po prostu baterie mu się zbyt szybko drenowały bo miał źle skonfigurowany sprzęt?

Gruba ryba1piorunów

@Stashqo przeczytaj post scriptum. Wygląda to na awarię samej przerzutki, tak jakny pobierała zbyt dużo energii. Baterie w Shimano di2 nie są wymienne, jak w sramie. Centralna jest w sztycy, dopiero teraz wchodzi system jak w amerykańskiej konkurencji.

Fanatyk0piorunów

@Furto Kumpel i brat mają elektryczne przerzutki srama i tylko takie widziałem jak do tej pory. Nawet nie pomyślałem, że baterie mogą nie być wymienne i że nie można wziąć 1-2szt na zapas. No żart jakiś, Japonia zaskakuje po raz kolejny xD

GURU0piorunów

@Furto Dlatego na takie szalone trasy często dobrze sprawdza się sprzęt, co można w razie czego łatwo naprawiać. Bardzo wiele ludzi robi DNFy, bo rozwali im się coś, czego gminny mechanik rowerowy nie ma jak naprawić.

Gruba ryba0piorunów

@Stashqo Różnie to bywa, niektórym takie zapasowe, nieużywane baterie lubiły się po jakimś czasie rozładować, a akumulatorki od shimano mają też większą pojemność.

Pokaż więcej komentarzy (10)

GURU

w Rower

9piorunów

Ostateczne wyniki

https://mrdp.pl/wyniki-mrdp-2025

Widać też na ilu km odpadały DNFy (czyli tacy, co nie skończyli ORAZ nie zdecydowali się na jazdę po czasie). Reszta choć formalnie też nie ukończyła zawodów, na liście jest normalnie.

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Rower

14piorunów

Relacja filmowa z - polecam :smiley: Szczególnie że kolega bardzo fajnie nagrywa :smiley:

https://www.youtube.com/watch?v=cDQjT_hPcrY

Gruba ryba1piorunów

Ooo znajoma twarz na Hejto

GURU1piorunów

@ipoqi Super filmik Twój kolega odjebał - widziałem wszystkie relacje od początku MRDP i żadna nie zbliżyła się jeszcze do tej :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (6)

GURU

w Rower

57piorunów

MRDP się skończyło (ostatni zawodnik skończył 6 dni po limicie :P), teraz coś co sam bardzo lubię - relację AAR:

Tutaj wklejone z formu podrozerowerowe.info

MARATON ROWEROWY DOOKOŁA POLSKI EDYCJA 2025
Prolog
Swoja przygodę, ale tak na poważnie z jazdą na rowerze rozpocząłem w 2016 r. zaczęło się o Maratonów rowerowych na orientację poprzez przejechanie szlaku Odra Nysa, R10, GreenVelo aż po starty w zawodach: Wisła 1200 x 3, Wschód 1400, Bałtyk Bieszczady i tak sobie dozowałem te maratony aż przyszedł czas aby stanąć przez największym w Polsce wyzwaniem czyli 4xMRDP. Poszczególne etapy ukończyłem  w limicie w czasie: MRDP Zachód 59 godzin 18 min, MRDP Góry 92 godziny 12 min, MRDP Wschód 79 godzin 33 min. Z skromnym, ale jednak bagażem doświadczeń rozpocząłem przygotowania do igrzysk jakimi jest pełna pętla MRDP na dystansie około 3200 km z wyśrubowanym limitem czasowym 240 godzin.
Przygotowanie
Nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Wiedziałem że pewną ilość kilometrów trzeba przejechać. Do tego moje jazdy podzieliłem na przygotowanie w góry – czyli jeździłem podjazdy i interwały oraz na teren płaski czyli wyjeżdżenie. Miałem niedosyt i złość do siebie bo najdłuższe w tym roku wyjazdy jakie zrobiłem to było kilka w okolicach 200 km – tak wyszło. W sumie do startu przejechałem 6000 km, gdzie pozostali zawodnicy mieli zdecydowanie więcej. Udało się zrzucić 6 zbędnych kilogramów co było wielkim plusem szczególnie w górach. Mocno pracowałem nad głową i wymyśliłem, że kluczem do przejechania maratonu będzie spokojna, niekoniecznie szybka jazda. Analizowałem wyniki poprzednich edycji, szczególnie zawodników w moim zasięgu. Przeczytałem wszystkie relacje i całe forum www.podrozerowerowe.info.       


Taktyka i sprzęt
Na całą pętlę, oraz wszystkie etapy przygotowałem mojego już trochę wysłużonego gravela Marina Gestalt 2. Wyposażyłem go w prawie obowiązkowa na tym dystansie lemondkę oraz bagażnik rowerowy, na którym zamontowałem sakwę. Próbowałem kiedyś jeździć z torba podsiodłową, ale stwierdziłem że solidne zamocowanie na bagażniku da mi komfort i uniknę niepotrzebnych stresów.
Jako, że lubię mieć wszystko poukładane od A do Z zrobiłem szczegółowa rozpiskę trasy oraz check listę sklepów, stacji benzynowych oraz potencjalnych noclegów na trasie.
Od początku moich wszystkich startów przyjąłem założenie że jadę mocniej, ale każdej nocy śpię w łóżku. Dla mnie łóżko i prysznic robi taką robotę regeneracyjną, że wchodzę na rower na świeżo jakbym dopiero rozpoczynał jazdę. Wyjątek stanowi pierwsza noc, która postanowiłem jechać całą ze względu na godzinę startu – 12:00.       


Start – Sokółka - 610 km czas 31 godzin 45 min
W bazie maratonu melduję się 22 sierpnia późnym popołudniem i czas spędzam na miłych pogawędkach ze znajomymi, ale w powietrzu już czuć napięcie związane z tym co nas czeka od jutra. Do bazy dociera też kolega Darek, z którym umówiłem się na wspólną jazdę ponieważ obydwaj startujemy w kategorii OPEN.
Po obfitym śniadaniu i ostatnimi poprawkami sprzętowymi ruszamy pod latarnię. Pogoda nie napawa optymizmem.
Krótka odprawa, pamiątkowe zdjęcie, humory dopisują i jest: godzina 12.00 – poszli… Spojrzałem na latarnię i pomyślałem sobie jak bardzo chciałbym tu w ciągu 10 dni wrócić.
Pierwsze kilometry zgodnie z planem i założeniami, byle nie dać się podpuścić i jechać „nie swoje”. Ostatnie 3 etapy tak właśnie było co przepłaciłem bolesnymi skurczami i zakwasami na samym początku wyścigu.
Pierwszy krótki postój w Pruszczu Gdańskim na stacji i uciekamy bo niebo jest coraz bardziej groźne. Do Elbląga dojeżdżamy na sucho, ale zaczyna padać i po chwili jest już regularna ulewa. Kolejny postój w Braniewie na stacji – suszymy się, jemy i ubieramy na noc. Jest zimno. W nocy zatrzymujemy się tylko w Bartoszycach i znowu suszenie i grzanie. Temperatura około 5 stopni i wiatr nie ułatwiają. Śniadanie na orlenie w Węgorzewie i kolejne postoje w  Filipowie i Wiżajnach zawsze po to aby się ogrzać i napić czegoś ciepłego. Na przerwę obiadową jedziemy do Sejn. Pierwszy etap pomimo warunków wchodzi całkiem dobrze. Pomimo licznych „chopek” i pofałdowania terenu północnej Polski jedziemy w dobrym równym tempie bez niespodzianek. Finał tego dnia był zaplanowany w Krynkach lub Kruszynianach, ale kończymy go w Sokółce na noclegu o godzinie 19:45. Zakupy posiłek i spać. Jesteśmy w „plecy jakieś 40 km.


Sokółka – Włodawa – 320 km czas 5:30 – 22:00
Ustaliliśmy z Darkiem, że budzik codziennie nastawiamy na 4:00 i jak najszybciej wyjazd.
Zaczynają się schody. Schodzimy po rowery i Darek ma „kapcia”. Na wymianę ucieka cenne 30 minut. W trasie kilka razy jeszcze dopompowywał.
Po ulewach i zimnie poprzedniego dnia mnie zaczyna boleć kolano, a Darek narzeka na ból Achillesa, a jeszcze nawet w górach nie jesteśmy. Nie pada, nawet zaczynamy się rozbierać, ale kolano boli, smarowania nie pomagają. Po telefonie do żony dostałem „receptę” na kolano. „załatw sobie liść białej kapusty i pod nogawki obłóż kolano…” podziękowałem, ale powiedziałem jej, że mogłaby coś lepszego wymyślić – ja nie jestem na przejażdżce tylko na najtrudniejszym w Polsce ultra. Podjechałem do sklepu, poprosiłem o liść kapusty, zrobiłem zgodnie z zaleceniami i jazda. Po około 2 godzinach jazdy, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu mówię Darkowi, że nie boli mnie kolano i od tego momentu do mety nie rozstaję się z kapustą i do mety kolano nie bolało.
Po południu zaczyna padać i od Janowa Podlaskiego do Włodawy jedziemy w ścianie deszczu. Limit dzienny wykonany idziemy spać choć plan był 95 km dalej ze względu na płaski teren. Jesteśmy delikatnie poza limitem.


Włodawa – Przemyśl – 324 km czas 16:30
4:50 schodzimy po rowery a tu kapeć Darka i znowu 30 min w plecy. W Hrubieszowie znajdujemy sklep rowerowy, który akurat ma taki rozmiar opony i zajeżdżamy do Pit stopu na wymianę. Reszta trasy przebiega spokojnie, ale ściana wschodnia jest bardzo uboga w zaopatrzenie. Poza wiejskimi sklepikami stacji prawie wcale nie ma, nie mówiąc o barach czy restauracjach. W Przemyślu w hotelu lądujemy o 22:00 i cudem udaje nam się zamówić pizzę z dowozem. Dobrze pojedzeni idziemy spać. Góry wołają, ale nocleg miał być w Ustrzykach Górnych – 107 km w plecy wg planu który zakładał dojazd na metę w poniedziałek wieczorem. Jest jeszcze plan awaryjny czyli na mecie we wtorek do 12:00. Wg tego planu jesteśmy na styk i zero zapasu. Cały czas jadę i przeliczam choć przed startem powiedziałem sobie że przyjechanie jest najważniejsze, a limit i wynik to sprawa drugorzędna.


Przemyśl – Tylicz – 306 km czas 17:00
Ruszamy szybko bez niespodzianek. Pierwsze podjazdy wchodzą jak masełko. Podjazd na Arłamów wchodzi gładko. Oglądam się za siebie – nie ma Darka. Plan zakładał śniadanie w Ustrzykach Dolnych, gdzie chciałem na niego poczekać. Szybkie śniadanie pod sklepem – w żabce nie działa expres do kawy :white_frowning_face: sprawdzam na trackerze, a Darek daleko za mną. Chwila rozterki – jadę dalej sam. Mieliśmy umowę że jedziemy razem, ale jak ktoś będzie słabszy bądź mocniejszy i zagrożony będzie limit ukończenia to się rozdzielamy. Darek bał się gór o czym nieraz mówił. Ja właśnie na góry najbardziej się nastawiałem i przygotowałem bo wiedziałem że to właśnie w górach wyścig się rozstrzygnie. Do Ustrzyk Górnych dojeżdżam całkiem spokojnie podjazdy wchodzą, nawet mijam kilku zawodników – sam jestem zdziwiony i postanawiam na obiad dojechać do Komańczy. W oczekiwaniu na schabowego dowiaduję się, że Darek z powodu narastającego bólu Achillesa wycofał się z maratonu w Ustrzykach Dolnych. Trafiło to we mnie jak piorun z jasnego nieba. Podziałało dołująco bo jak się Darkowi nie udało to prędzej czy później i mnie się nie uda. Darek był dobrze przygotowany i miał przejechane ponad 1500 km więcej niż ja więc dlaczego??. Dobrze pojedzony ruszam dalej. Kilometry i podjazdy ubywają a ja cieszę się jak kolejny podjazd mam za sobą. W tym momencie muszę wspomnieć o osobach, które dawały mi dużo wsparcia: żonie, dzieciom, rodzinie, kibicom z pracy, Radzionkowa i nie tylko oraz chłopakom z grupy Cidry na Szosie. Dawało to takiego kopa, że chciało się żyć, jechać, krzyczeć…. W końcówce dnia podjazdy między Krempną a Tyliczem dają mi nieźle w d… Na nocleg dojeżdżam o 22:00.     
 
Tylicz – Węgierska Górka – 280 km czas 16:15
Budzik na 4:00 wyjazd 4:45. Najpierw całkiem przyjemnie doliną Popradu i wiem że czeka mnie za chwilę bardzo nieprzyjemny podjazd, który bardzo źle wspominam z MRDP Góry ze Skrudziny do Tylmanowej. Temperatura wzrasta, jazda na krótko, krótki postój w Krościeńku, głęboki wdech i lecimy na najwyższy punkt trasy czyli na Głodówkę 1118 m npm. Po drodze podjazd na Łapaszankę w upale i szczyt zdobyty. Obiad w Kirach w knajpie gdzie jadłem i miałem kryzys podczas MRDP Góry. Ruszam na przełęcz Krowiarki. Wiatr w plecy profil trasy z górki więc lecę ponad 40 km/h aż do Zubrzycy. Podjazd wchodzi gładko, zjazd jeszcze lepiej. Celuję do Wisły, ale czas szybko ucieka. Dojeżdżam do Węgierskiej Górki i wiem że następnie jest podjazd przez Szare po płytach ażurowych, który chyba wolę zrobić na świeżo. Na noclegu po zakupach jestem o 21:00.   


Węgierska Górka – Stronie Śląskie – 271 km czas 16:00
Wypoczęty ruszam na dwa podjazdy (Szare i Kubalonka) po czym oddech i 200 km po płaskim aż do Kotliny Kłodzkiej. W Wiśle na Orlenie i Lidlu śniadanie po czym ogień i do przodu. W Krzyżanowicach pod biedronką drugie śniadanie, a obiad planuje w Głuchołazach. Wieje tak silny boczny wiatr, że trudno utrzymać się na drodze, wypinam się z bloków do lepszej asekuracji, a mimo to po jednym z podmuchów ląduję w rowie. Nocleg zaplanowany w Stroniu Śląskim realizuję choć można było jeszcze jechać ale widmo zbliżającej się burzy zdecydowanie zniechęca. Nocleg 20:30 – wcześnie 


Stronie Śląskie – Zgorzelec – 299 km czas 17:00
Podjazd pod Puchaczówkę wchodzi gładko. Na szczycie mgła – zjazd lodowaty. Ciepły posiłek w Miedzylesiu na orlenie. Trzeba szybko uciekać bo po południu ulewy w kotlinie. Podjazd do Zieleńca długi, monotonny i kolejny lodowaty zjazd do Kudowy. Kawa ratuje morale. Droga stu zakrętów po remoncie aż chce się jechać, ale później jakość dróg spada. Od Włodowic przez Sokolicę to jest dramat. Dziura na dziurze łata na łacie podjazd wchodzi ciężko, a zjazd 15km/h na hamulcach. Tutaj gubię rękawiczki długie, które suszyły się na sakwie, a kurtka wkręca mi się w tylne koło.
W Świeradowie jest akurat sąsiad na wczasach i umówiłem się z nim na obiad około 17, ale dojeżdżam o 18:30 szczęśliwy ,że góry mam za sobą. Obiad i miłe spotkanie do 19:00 i sorry sąsiad, ale ja muszę do Zgorzelca. Ostatni podjazd i przed sobą płasko jak na stole i niebieskie niebo, a za mną ciężkie ołowiane chmury. Uciekam. Dojeżdżam przed 22:00


Zgorzelec – Krajnik Dolny – 319 km 15:45
Ruszam o 4:45. Przez Zgorzelec, gdzie inni mieli w ciągu dnia problemy z przejazdem przez trwający festyn – ja przejeżdżam gdy miasto śpi. W tym dniu z rana pojawia się pierwszy kryzys. Góry dały popalić mojej tylnej części ciała. D⁎⁎a odmówiła współpracy i nie chce siedzieć na siodełku. Jestem mocno obtarty przez styl jazdy. Raczej nie preferuję jazdy na stojąco i wszystkie podjazdy jadę z siodełka. Góry przejechałem o 9 godzin szybciej niż etap MRDP Góry, za co teraz płacę. Jadę na stojąco, lubuskie drogi a szczególnie bruki nie pomagają. Kilometry nie ubywają, narasta frustracja, którą dławię podwójną kawą przed Gubinem na stacji. Kryzys szybko mija, bo mam bardzo silną głowę i motywację. W zasadzie tylko poważna awaria lub kontuzja jest mi w stanie to popsuć nic poza tym, a tym bardziej boląca d⁎⁎a. Ból minie – chwała zostanie. Tutaj znowu pomocne jest wsparcie w postaci telefonów, sms-ów („Cały Radzionków na Ciebie patrzy – napierdalaj”, „Do mety w limicie – albo grubo albo wcale”, Jak się nie zmieścisz w limicie to w Radzionkowie chleba Ci nie sprzedają” itp. - dzięki). Obiad syty w Kostrzyniu, a nocleg miałem zaplanowany w Leśniczówce w Piasku. Do Osinowa przeliczam i kombinuje, że Piasek za blisko. Za piaskiem nieprzyjemny podjazd i zjazd do Krajnika, który robiąc z rana po ciemku będzie działał dołująco, więc lepiej wieczorem, a jeszcze jest widno. Znalazłem nocleg w Krajniku i o 20:30 jestem na noclegu. Nocleg okazał się strzałem w „10”. Czas na zmianę budzik na 2:00 i ogień. 




Krajnik Dolny – Ustka – 352 km czas 17:00
Wyjazd z  Krajnika i super nawierzchnie dróg. Kilometry mijają szybko, drogi puste i szybko docieram do Szczecina na Orlen, gdzie zaplanowałem śniadanie. Z Orlenu ruszam do Międzyzdrojów, gdzie  szukam apteki, aby czymś jeszcze złagodzić ból. Drugie śniadanie i do Kołobrzegu. Liczyłem na wiatr zachodni bo 90% wiatrów w Polsce wieje z zachodu, ale nie tym razem – kierunek południowo wschodni. W Kołobrzegu mega kebab i kawa i lecę do Ustki. Były myśli aby już ciągnąć do mety, ale po analizie stwierdziłem po co?. Kilka godzin wcześniej na mecie nic mi nie da a istnieje ryzyko, że na zmęczeniu i ostrym bólu d.. coś może się w nocy zdarzyć. Decyzja nocleg w Ustce i na spokojnie w limicie do mety. Dojeżdżam o 19:30, zakupy na ostatnie kilometry i spać. 


Ustka – Rozewie (meta) – 130 km – czas 519 (2:30 – 7:49)       
Budzik na 2:00 i o 2:40 na trasie. Chłodna głowa do końca, zero ścigania, spokojna jazda do mety – to moje założenia. Po kilku kilometrach widzę czerwoną lampkę, po następnych kilometrach znowu mrugają dwie. Wyprzedzam kolejnych zawodników, jestem dumny z siebie że jeszcze mam siły. Ostatnie podjazdy to w sumie zmarszczki. Powoli planuję wjazd na metę, ale zaraz urywam myśli bo na mecie jeszcze nie jestem. Jeszcze wszystko się może zdarzyć. Spoglądam na tracking i przede mną jeszcze trzech zawodników, z którymi od Międzylesia się tasuję. Oni mają zupełnie inny styl jazdy niż mój i inną taktykę. Naciskam na pedały i na liczniku grubo ponad 30 km/h. skąd ta moc po 9 dniach jazdy. Doganiam ich w okolicach jeziora Żarnowieckiego i po krótkiej jeździe razem, rozmowami i wspominaniem tego co za nami, zostawiam ich na podjeździe do Krokowej i samotnie zmierzam do mety. Metę planowałem między 9-10, a osiągam ją ze łzami szczęścia w oczach o 7:49. Euforia radości spojrzenie na latarnię, o której marzyłem 10 dni temu, medal, pamiątkowe zdjęcia i co… Już nie trzeba dalej jechać choć jestem w takim stanie psychicznym i fizycznym, że gdyby można było wymienić d… do mógłbym jechać drugie kółko.


Epilog
„Gdy emocje już opadną…”
Udało się zrealizować moje marzenie, a Maraton Rowerowy Dookoła Polski edycja 2025 był dla mnie najważniejszą imprezą rowerową tego roku, oraz zwieńczeniem moich dokonań w ultra. Przejechałem trasę, i zmieściłem się w wygórowanym limicie 240 godzin z czasem 235 godzin i 49 minut. Pogoda od startu nie rozpieszczała (deszcz, wiatr i zimno), ale w dalszej części była do zaakceptowania. Rower spisał się bardzo dobrze i przejechał bezawaryjnie, a mnie również ominęły większe kontuzje. Poza bolącym kolanem na początku (wyleczone liśćmi kapusty) i bardzo obtartym tyłkiem w końcówce maratonu nie odniosłem uszczerbku na zdrowiu. Wszystko zagrało tak jak zaplanowałem. Na szczęście ominęły mnie awarie i większe kontuzje. Żeby przejechać taki maraton trzeba mieć w głowie a nie w nogach. Trzeba mieć cel i za wszelką cenę dążyć do niego, trzeba umieć znaleźć motywację szczególnie wtedy gdy przychodzi kryzys. Mnie się to wszystko udało w dużej mierze dzięki wsparciu najbliższych oraz temu, że ja ten maraton jechałem już przynajmniej od pół roku. Ja nim żyłem każdego dnia, czytając, sprawdzając trasę na mapie,  sklepy, orleny, noclegi itp. Robiąc tabelki w exelu. Może zabrakło czasu na lepsze przygotowanie fizyczne, za to lekcje z przygotowania psychicznego odrobiłem w 100 %.
MRDP 2025 kończył czteroletni cykl , który udało mi się zaliczyć w całości czyli: MRDP Zachód 59 godzin 18 min, MRDP Góry 92 godziny 12 min, MRDP Wschód 79 godzin 33 min i MRDP 235 godzin 49 min co razem daje 466 godzin 52 min. na dystansie ponad 6700 km plasując się po 4 edycjach na 12 miejscu. Jestem bardzo zadowolony i bardzo dziękuję z wsparcie, pchanie kropki i bardzo miłe powitanie na dworcu w Radzionkowie. Świętowania nie było końca, a maraton zapamiętam do końca życia. W prezencie otrzymałem kosz wypełniony maściami do d… oraz główką kapusty.
Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Rower

24piorunów

Tutaj jeszcze komentarz od zawodnika co był drugi na mecie. Paradoksalnie to ludzie po 30-tce czy nawet 40-tce bywają w czołówkach zawodów klasycznie wytrzymałościowych.
Może nie mają już tak szybkiej regeneracji, ale mają lata doświadczeń, ich mięśnie i inne części ciala są przyzwyczajone do długiego i żmudnego wysiłku. No i są przyzwyczajeni, że coś cały czas boli 😛

Lider6piorunów

Mam ziomka roxznik 75 ktory lata na rowerze trasy po 300-400km. Mysle ze jakby sie polasil na cos takiego to troche trening zmienic i da rade

Fanatyk3piorunów

@Ragnarokk badań na ten temat nie prowadziłem ale dla mnie to jest akurat wiek na tego typu zawody. Jesteś po 40, masz ustawioną sytuację zawodową i materialną, dzieci już odchowane więc możesz się wyrwać z domu na dłuższy czas. Podobnie widzę na triatlonach i innych ironmanach - masa chłopów w średnim wieku. Bo nagle mają trochę czasu, pieniędzy i chcą sobie jeszcze coś w życiu udowodnić.

No i tutaj zupełnie strzelam ale zapewne młodsi profesjonalni i aspirujący kolarze raczej rzadko się na takie wyścigi porywają bo są one dewastujące dla organizmu i potrafią zniweczyć przygotowania do profesjonalnych wyścigów?

Fanatyk2piorunów

> Nie jestem po 40, mam 35
@onpanopticon sorki,pomyliło mi się widocznie Ktoś tu pod tagiem rowerowym pisał w tym roku, że właśnie po 40 jest, zaczyna pedałować ostro bo chce w jakichś zawodach pojechać.

GURU2piorunów

@Stashqo @onpanopticon
Ja mam 41, zamierzam w przyszłym roku "wrócić" - wcześniej robiłem w 90% piesze długodystansówki, teraz raczej będę planował wrócić do zawodów, ale bardziej 2/3 rower, 1/3 piesze. Zobaczę jak plany na rzeczywistość, wstępnie to już za półtora miesiąca mam jechać, tylko gravela naprawić muszę, bo zawody na niedziałających przerzutkach ciężko :smiley:

Przy czym na pewno to nie ja pisałem, że zamierzam coś robić ostro.

Dzieci "odchowane", młodszy w pierwszej klasie.

GURU1piorunów

@onpanopticon
Na pewno trzeba będze, acz ja preferuje konktretne zawody, tj takie z które nie będę musiał płacić 😛 Dlatego proponowałem już Watahę i tam pewnie pojadę :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (11)

GURU

w Rower

34piorunów

Oficjalnie zakończyl się Maraton Rowerowy Dookoła Polski, choć przez kilka następnych dób niedobitki będą zjeżdzać.

Ja osobiście teraz czekam na jakieś AAR z trasy - zawsze fajnie się czyta i ogląda zdjęcia. Jest też zawsze fajna zależność - pierwsze trzy dni relacji są mocno dokładne, ostatnie 3 dni to tak byle skończyć, bo zawodnicy i tak niewiele z nich pamiętają i jechali w półletargu tylko marząc o końcu :grinning:

GURU

w Rower

23piorunów

Dwie godziny do końca limitu, sytuacja jest jasna. Ukończy jeszcze dwójka - zostało 16km więc to musiałaby być totalna zwiecha lub awaria. W sumie nie wiem, czy jakby rowery im przestały jeździć to na legalu jakby przebiegli ostatnie 2h czy jest wymóg że rower też musi być na mecie :grinning:

Gruba ryba0piorunów

@Ragnarokk jaki procent uczestnikow ukonczyl bieg?

Pokaż więcej komentarzy (13)

GURU

w Rower

30piorunów

Ostatnia noc przed nami. Ostatnia noc w limicie przynajmniej, bo dużo zawodników to w przyszły weekend dopiero będzie.

Wszystko wskazuje, że ukończy 30 zawodników z kategorii Solo i 10 z kategorii Open. Czyli prawie połowa co wystartowała. Nie chce mi się szukać, ale to procentowo wydaje mi się że sporo więcej jak w poprzednich dwóch edycjach. Na pewno pomogła pogoda - bo w tym roku była dużo lepsza jak w dwóch poprzednich (szczególnie tej z 2021 gdzie zaczęłi imprezę od 5 dni ulew i przymrozków).

GURU

w Rower

64piorunów

Pierwsza pani na mecie.

I mój wpis nr 1000 na hejto :smiley:

A jej czas to nowy rekord wśród pań :smiley:

GURU1piorunów

@Ragnarokk Ukrainki są śliczne i lubią strzelać do ruskich

Pokaż więcej komentarzy (8)

GURU

w Rower

18piorunów

W kwestii sprzętowej co dzieli ludzi niemal tak jak polityka.

A Wy który team jesteście? :smiley:

Gruba ryba1piorunów

Który team? Z 10-15 przebić dętek w tym sezonie, szkoda strzępić ryja.

Gruba ryba2piorunów

@Furto tyle kapci łapałem, jak miałem gówniane opony Schwalbe. Może i były ciężkie i miały wysokie opory toczenia, ale za to generowały kapcie w liczbie nawet 3 na jazdę. Od kiedy przesiadłem się na prawilne Continental w, to kapcia złapałem jednego, a to tylko dlatego, że raz najechałem na drut, który dokonał gigapenetracji.

Jeżdżę na 25 mm dobitych do minimum 7 barów.

GURU0piorunów

@Furto
Lepiej te gumy przebić jak inne.

Ja w zeszłym roku miałem jeden zabawny dzień dosłownie w moje 40-te urodziny kiedy musiałem ostateczenie kilka km z kapcia iść do warsztatu bo dętek zabrakło. Ale to w sporej części wina mojego nieogarnięcia, a nie samych dętek :smiley:

To jest ogólnie mój problem - lubię kręcić ale mam dwie lewe ręce do jakichkolwiek maszyn, nawet tak prostych jak rowery :smiley:

Gruba ryba0piorunów

@Furto mogą też być winne koła, taśmy wewnątrz lub dętki. Strzelanie w ciemno. Jak masz kapcia, to kontroluj w którym miejscu koła i opony się on pojawia, być może ciągle w tym samym i dojdziesz do przyczyny.

Kosmonauta1piorunów

@Ragnarokk opony 40 i tylko mleko. Przy detkach wystarczy najechać na grubszy kamień w lesie i mamy przebicie.
Oponę ostatnio rozszarpalem z boku i mleko normalnie ją uszczelnilo. Ogólnie nie widzę ani jednego minusa mleka.

Pokaż więcej komentarzy (22)

GURU

w Ciekawostki

52piorunów

Trzeci zawodnik na mecie, ale to nie koniec zbierania podium. I nie, nie chodzi o klasyfikacje pań, bo zapewne tylko jedna w czasie dojedzie.

Na zawodach szosowych często są dwie rozłączne kategorie - Solo i Open. Solo oznacza, że jedziesz sam. Nie może pomagać ci żaden inny uczestnik - nie możesz jechać na kole, nie może pomóc naprawić ci sprzęt, nie może podzielić się czekoladą. On sam może chyba pomóc innemu, ale z własnymi problemami musi radzić sobie sam. Oczywiście może korzystać z ogólnodostępnej pomocy. Może zjechać do knajpy, sklepu, Orlenu, znaleźć warsztat rowerowy czy nawet uzyskać pomoc przypadkowego przechodnia. Ale inni uczestnicy, czy Solo czy Open nie mogą mu pomagać.

Zawodnicy Open też mają czasem ograniczenia (to zależy od zawodów) - głównym jest to że nie można korzystać z pomocy przeznaczonej wyłącznie dla niego. Nocleg u rodziny co przypadkiem mieszka? Tylko jak inni uczestnicy też mogą. Wóz techniczny gdzie możesz się wyspać? Podobnie. Ogólnie nie możesz mieć przewagi nad innymi wynikającej z tego, że kogoś tam znasz.

Oczywiście jest też zawsze szara strefa w kwestii przepisów. Czy można wysłać samemu sobie, jeszcze przed startem, paczkomat na 500km trasy z rzeczami na zmianę? Niektórzy tak robią.

Na zostało 52h to końca limitu czasu. Zawodnicy co nie są jeszcze w Zgorzelcu szanse mają już tylko jak Polska na awans z grupy po dwóch meczach. Ci co są za Frankfurtem powinni bezpiecznie dojechać w czasie jeśli nie przydarzą się większe problemy. Tych pomiędzy czekają dwa długie dni :smiley:

GURU

w Rower

23piorunów

Byłem dziś większość dnia AFK, więc nie pisałem, ale zgodnie z przewidywaniami - Jakyb Szumańskie wygrywa i łamie przy tym rekord trasy o około 4h. Pokazuje to jak bardzo na takich zawodach ważna jest regularność - jechał cholernie równo, bez szarpania ale też bez zwiech.

Jędrzej zrobił też świetny czas, dojechał w czasie nieco tylko gorszym od poprzedniego rekordu.

Ichy trud już skończony :smiley:

Kolejna dwójka dojedzie dziś między 3 a 6 nad ranem

GURU9piorunów

Dodam też, że zwycięzca wcale nie jechał na superduper karbonowym turobrowerze z technologią z NASA. Jechał maszyną, że wielu tutejszych fanów ma niegorszą :smiley:

Gruba ryba3piorunów

@Ragnarokk @dzangyl Mnie z tego setupu aż tak nie dziwi aluminiowa szosa bez wodotrysków, ani siodełko, które może być warte nawet tyle co połowa roweru, ale te koszmarne cieknące bidony z Isostara, z grubego śmierdzącego plastiku. Mam wrażenie, że każdy, kto kiedyś miał taki bidon, już dawno się go pozbył bez żalu, a tu proszę. xD

GURU2piorunów

@vvitch
Brooksy na takeie trasy to dość częsty wybór - może wyglądają mało pro, ale ponoć wygodne w opór, tydzień na rowerze to o dupę dbać trzeba bardziej jak o żonę :D

Ja bardziej zwróciłem uwagę na hamulce, sam mam szosę ze szczękowymi.

Koniec końców to jedzie noga i głowa. Są ludzie co robią imprezy ultra na Wigrach :smiley:

Gruba ryba2piorunów
zwróciłem uwagę na hamulce

@Ragnarokk A pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu była dyskusja, czy to hamulce tarczowe się w ogóle nadają do rowerów szosowych... :grinning:

Gruba ryba1piorunów

@Ragnarokk do jazdy po płaskopolsce szczękowe wystarczą, trasa była w niewielkiej części po górach, no i to nie wyścig gdzie trzeba byłoby super szybko i agresywnie zjeżdżać.

Gruba ryba0piorunów

@Ragnarokk masz gdzieś jakiś wykres przewyższenia? To że jechali przez górskie rejony nie znaczy że jechali przez góry. Góry zaczynają się od 10% nachylenia i to na odcinkach dłuższych niż kilkuset metrowy pagóreczek, poniżej to pagórki a nie góry :)

Mistrz7piorunów

@Ragnarokk skubany... Wielki szacun :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (15)

GURU

w Rower

38piorunów

Ostatni dzień walki o zwycięstwa (bo samej jazdy to ludzie do czwartku nie skończą) i mamy przetasowanie i to na 97.54% ostateczne, bo już się zrobiło 50km różnicy. I to bardzo mocno śmierdzi pobiciem rekordu trasy, bo zawodnik nie wykazuje oznak większego zmęczenia (choć na pewno wyczerpany w opór). A zostało bardzo niewiele, mniej jak 170km

https://www2.followmychallenge.com/live/mrdp-2025/?lat=54.202587&lng=17.008433&z=8.46&b=0&p=0

Pokaż więcej komentarzy (7)