Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#nowehoryzonty

Fenomen

w Filmy

10piorunów

833 + 1 = 834

Tytuł: Tchórz

Rok produkcji: 2026

Kategoria: Dramat / Wojenny

Reżyseria: Lukas Dhont

Czas trwania: 2h

Ocena: 8/10

I wojna światowa. Spokojny chłopak Pierre w okopach, poza frontem, w obozie poznaje wesołka Francisa, który lubi umilać czas żołnierzom. Jest artystą, robi występy. Oboje zakochują się w sobie.

Pierre'a przeraża groza wojny, a tego drugiego to, że straci wolność bycia sobą, gdy wojna się skończy.

Piękny film, choć wojna jest tam pokazana czasami dosadnie. Wzruszający, jak to bywa u tego reżysera, chociaż muszę przyznać, że "Girl" czy "Blisko" miały dla mnie większą siłę rażenia.

Tutaj najbardziej dramatyczne są sceny na froncie - dosłownie czuć strach naszych bohaterów. Zresztą jeden z nich dostaje kompletnego załamania. Pierre w obliczu ponownego uczestniczenia w walkach po zagojeniu rany staje przed wyborem, który z każdej strony ma złe konsekwencje. Ale może "tchórzostwo" pozostaje tchórzostwem, jednak warto zachować życie.

Może pewnego dnia twój los odmieni się i spełni się to, czego najbardziej chcesz? W innym przypadku możesz po prostu gnić w dołach z innymi zmarłymi żołnierzami.

Miałam sporo tych "gejowskich" seansów muszę przyznać i "Tchórz" jest moim numerem 2 z tego festiwalu. Na pewno warto obejrzeć dla scen wielu - i tych zbliżeń między bohaterami i dla tych scen, gdy groza wojny wali nas w oczy.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Osobistość

w Filmy

12piorunów

831 + 1 = 832

Tytuł: Crawl

Rok produkcji: 2019

Kategoria: Horror

Reżyseria: Alexandre Aja

Czas trwania: 87 minut

Ocena: 6/10

Film o deszczu. Aligatory też są. A że to amerykański film to są turboagresywne. Z drugiej strony te tutaj bały się wyjść z wody w przeciwieństwie do prawdziwych.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Filmy

11piorunów

830 + 1 = 831

Tytuł: Sacharyna

Rok produkcji: 2026

Kategoria: Horror

Reżyseria: Natalie Erika James

Czas trwania: 1h 52m

Ocena: 7/10

Laska lubi jeść, ale też chce się odchudzić, by zyskać sympatię ładnej trenerki.

Koleżanka podsuwa jej tabsy: „Możesz jeść, ile chcesz, ale i tak chudniesz”. Nasza bohaterka sprawdza to i działa.

Jako studentka medycyny sprawdza skład i okazuje się, że to ludzkie prochy. Podkrada części ciała, na których pracuje na zajęciach, tzw. Grubej Berty, spopiela je i robi sobie tabsy. Ale nie wszystko idzie po myśli – Berta jako duch pilnuje, by bohaterka ciągle jadła. Nasza girl chudnie coraz bardziej, a apetyt tylko rośnie.

Zgrabny body horrorek. Mimo że się nie bałam, to czułam napięcie w wielu scenach, ciekawa, jak się sprawa rozwinie.

Powinien się spodobać fanom Substancji.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Gruba ryba0piorunów

@Mahjong wczoraj akurat oglądałem i nie spinało się to tu mniej, a tam bardziej, ale jakoś obejrzałem do końca.

W przeciwieństwie do Substancji, której nie dałem rady zmęczyć.

Niby wizualnie ok, ale fabularnie za dużo głupot jak na mój gust.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w Filmy

11piorunów

829 + 1 = 830

Tytuł: Freak Orlando

Rok produkcji: 1981

Kategoria: Dramat / Komedia

Reżyseria: Ulrike Ottinger

Czas trwania: 2h 6m

Ocena: 7/10

I drugie spotkanie z panią Ottinger, nawet była przed seansem, już starsza pani taka, opowiadała z chęcią i pasją, głównie o swojej miłości do Berlina i jak wpadła na pomysł Freak Orlando.

Po⁎⁎⁎⁎ny film, w którym nie do końca wiem, co się działo. Jedyne, co było dla mnie jasne, to trzy rzeczy: pochwała brzydoty i pojebaności, mit Orlando z Woolf oraz freakland jak w słynnym filmie Dziwolągi.

O ile Portret pijaczki tej reżyserki oglądało się easy, tak tutaj było trudno, ale w sumie zaczęłam dopiero doceniać ten obraz po seansie.

Przy tym filmie obrazy Jodorovskiego wydają łatwiutkie i fabularne i zrozumiałe jak nic innego!

Tylko dla hardkorowców. Ale polecam, niezwykłe doświadczenie, choć czasem się męczyłam - to zdecydowanie lepiej oglądać na spokojnie, ze świeżą głową, a nie jako czwarty seans w ciągu dnia, po lataniu od sali kinowej do następnej sali kinowej.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Fenomen

w Filmy

13piorunów

828 + 1 = 829

Tytuł: Osądzanie na Węgrzech

Rok produkcji: 2013

Kategoria: Dokumentalny

Reżyseria: Eszter Hajdú

Czas trwania: 1h 47m

Ocena: 8/10

Węgierski dokument sprzed lat.

Członkowie neonazistowskiej grupy zorganizowanej zabijają kilku mieszkańców romskiego osiedla, w tym dziecko. To zapis procesu toczącego się przeciwko czterem mężczyznom. Którzy uważają się za lepszych i sądzą, że mogą sami eliminować Cyganów. Charyzmatyczny sędzia w roli głównej, który nie oszczędza ani oskarżonych, ani świadków.

Arogancja oskarżonych neonaziolków bardzo razi. Świadkowie bywają różni, niektórzy niewiele pomagają, innych ponoszą emocje. Największym bohaterem jest pan sędzia, który wydaje się wielkim skurwielem wobec KAŻDEGO. A jednak na sam koniec wyda wyrok, który nie będzie kontrowersyjny, wręcz przeciwnie - wprost proporcjonalny do czynów oskarżonych, jak na prawne warunki.

Polecam dość mocno. Proces ostatecznie trwał 4 lata i został zminimalizowany w formie dokumentu do około dwóch godzin.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Fenomen

w Filmy

15piorunów

827 + 1 = 828

Tytuł: Portret pijaczki

Rok produkcji: 1979

Kategoria: Dramat

Reżyseria: Ulrike Ottinger

Czas trwania: 1h 48m

Ocena: 8/10

Moje pierwsze zetknięcie z filmami pani Ulrike Ottinger. Pytałam się koleżanki czy to takie żeńskie "fassbindery", ale zaprzeczyła - "u Fassbindera masz przynajmniej fabułę".

Madame, czyli jakaś bogata obcokrajowczyni, przyjeżdża do Berlina z biletem w jedną stronę, by pić. Cały film to pijackie przygody Madame, która robi pijackie burdy, jest wywalana z restauracji, pije z bezdomną, a czasem spotyka gdzieś obok trzy kobiety, które nazywają się: Zdrowy Rozsądek, Ścisła Statystyka i Pytanie.

Te trzy kobiety często mówią o problemie alkoholizmu, głównie wśród kobiet. Film jest zapisem upadku? Nie wiem, ale to taki lekko absurdalny niemiecki Zostawić Las Vegas.

Ogólnie byłam w szoku jak dobrze to się oglądało i jak dobrze mi to weszło. Film częściej jest zabawny niż można sobie wyobrazić. Specyficzny klimat bardzo. Raczej już dla doświadczonych kinomanów.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

GURU1piorunów
czasem spotyka gdzieś obok trzy kobiety, które nazywają się: Zdrowy Rozsądek, Ścisła Statystyka i Pytanie.

To ostatnio persony non grata w tym świecie ...

Fenomen

w Filmy

16piorunów

826 + 1 = 827

Tytuł: Fiord

Rok produkcji: 2026

Kategoria: Dramat

Reżyseria: Cristian Mungiu

Czas trwania: 2h 26m

Ocena: 8+/10

Religijna rodzina w Norwegii traci dzieci, które zostają odebrane przez urząd z powodu podejrzeń o stosowanie przemocy fizycznej. W praktyce chodzi o klapsy, których dzieci doświadczały, gdy były małe. Rozpoczyna się nierówna walka z systemem, z góry wydająca się skazana na porażkę. Pomocną dłoń wyciąga sąsiadka – adwokatka.

Film zderza ze sobą dwa odmienne systemy i dwa zupełnie różne spojrzenia na wychowanie dzieci. Nie podaje jednoznacznej odpowiedzi, kto ma rację, choć bardzo łatwo stanąć po stronie rodziców, którzy wyraźnie kochają swoje dzieci i za wszelką cenę chcą odzyskać możliwość bycia z nimi.

System jest niedoskonały, ciężko oszacować skalę zniszczeń, choć tu wydaje się, że przewagę moralną mają rodzice, mimo ich mocno konserwatywnych poglądów. A z drugiej strony system zazwyczaj się sprawdza. Ten przypadek jednak jest bardziej skomplikowany, jak widać.

<spoiler alert>

W filmie lekko przez ostatnią scenę przebija się motyw, że miłość nie uznaje w sumie żadnych praw, nawet praw fizyki czy grawitacji, gdy przyjaciółka Noory biegnie za promem, którym Norę opuszcza jej przyjaciółka z rodziną, i staje praktycznie na wodzie.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Fenomen

w Filmy

51piorunów

Wróciłam! Z festiwalu Nowe Horyzonty 2026

Obejrzałam 46 filmów. Robiłam notatki, niestety żadnego sztosu (czyli 10/10) nie uraczyłam. Za to sporo kanowskich rzeczy jak nowego Farhadiego, Dhonta czy Almdodovara.

Z polskich filmów tylko jeden. I akurat nie ten Smoczyńskiej.

Odkryłam Ulrike Ottinger (co prawda widziałam tylko 2 filmy, ale za to jakie!), znaczy odkryłam - widziałam program i miałam zapisane jej filmy. Przy jej filmografii to Jodorovsky to king od spójnej fabuły! Będę kontynuować w przyszłości przygody z filmami tej pani.

Widziałam "Historie równoległe" czy "Josephine".

Widziałam jeden za⁎⁎⁎⁎sty horror z przekazem i masę ujowych horrorów. Widziałam meksykański pierwowzór "Kła" Lanhimosa.

To ten moment, że jeszcze nie chce mi się spisywać osobno na każdy film notatek, ale też ten moment, że z chęcią coś opowiem, jeśli ktoś zainteresowany - jeśli nie, to od jutra postaram się wrzucać te obejrzane filmy na filmmetera :smiley:

Mistrz9piorunów

@Mahjong 46 filmów? Damn :D ile olałaś w takim razie? Bo domyślam się że obejrzeć ich wszystkich by się nie dało

GURU3piorunów
Obejrzałam 46 filmów

@Mahjong dobry borze....

Pokaż więcej komentarzy (18)

Fenomen

w Filmy

21piorunów

A może tak po ludzku - chcecie wiedzieć jak wygląda dzień festiwalowicza Nowe Horyzonty?

W tym przypadku będzie to mój dzień, choć wiem, że nie każdy "karnetowicz" tak ogarnia festiwal filmowy Nowe Horyzonty we Wrocławiu, uff, poszły dane o festiwalu do wiadomości dla zainteresowanych, więc teraz lecimy z rozkładem dnia!

8.20 - budzik, jazda do toalety, opłukać mordę, szybko wrócić do pokoju bo o 8.30 start rezerwacji dla karnetowiczów!
8.29 - z telefonem przy ryju, trzeba się wklikać na filmy (rezerwacja online dla karnetowiczów), ja jako HARDcore aż na full pakiet, czyli 5 filmów na kolejny dzień (następny - rezerwuje się na dzień kolejny).
8.31 - jęki rozpaczy jeśli nie udało się na coś wklikać (napisałabym, że opcjonalne ale na 25. edycji festiwalu NH było naprawdę sporo ludzi i czasem te środkowe bloki filmowe były wyczyszczone do zera - warto więc zawsze mieć plan B)
8.40 - prysznic, outfit na kolejny dzień kinowego cierpienia
9.00 - kawka i śniadanie
9.30-10 - spacerek do kina (w moim przypadku zawsze mamy hostel wynajęty tak blisko, że samo przejście do kina zajmuje minutę). No chyba, że pierwszy seans w DCFie, to jednak spacerek już zajmuje z kwadrans.
9.45 - 10.15 - pierwszy film tego dnia, na świeżo, moja ulubiona pora do oglądania filmów (nie łażę wieczorami po Arsenałach czy knajpach, choć kładę się późno, ale bez alko żadnego i po porannym rytuale czuję się gotowa na każdy film!)
między 12-13 - albo na kolejny seans, albo na jakieś żarcie, jeśli śniadanie nie siadło
12.45 - 13.15 - drugi film
między 15-16 - obiad must be done! Chyba, że krótka przerwa, to po byle gówno do Żabki, a obiad zostawiam na dłuższą przerwę między seansami
15.45 - 16.15 - trzeci film, tu zaczyna się dramat, szczególnie jeśli wpadł pełnoprawny obiad w przerwie. Oczyska się przymykają, ciężko się siedzi, zaczynają się ciężary psychiczno-fizyczne. Wypracowałam metodę tzw. "marynarskiej drzemki". Najlepiej jak jeszcze akcja filmu się nie rozkręciła - przymknąć oczy i udać się na 2-5 minutową drzemkę. Zazwyczaj po takiej drzemce, po paru minutach od otworzenia oczu, jestem świeża jak na porannym seansie. Ale przyznam się, że raz przespałam cały film! Ale to było dawno i nieprawda 😉 I film był swoją drogą - taki sobie.
między 18 - 19 - kawa/ małe piwo/ (najlepiej bezalko)/ inne uzupełnianie napojów, spóźniony obiad, siedzenie ze znajomkami w holu, słuchanie audiobooka w kolejce na oblegany seans.
18.45 - 19.15 - czwarty film. Trudności fizyczne wciąż dolegają, najlepszą odrutką na niedole losu ciała festiwalowicza jest dobry film. Więc jeśli film dobry - to focus dobry - nie kręcę się zbolała, nic mnie nie dekoncentruje (ej, typie w 4. rzędzie, po seansie napiszesz do ziomka smsa!).
między 21-22 - może szybkie zakupy we frogu? wizyta w hostelu, piwka i jogurty do lodówki i profilaktycznie siku (kolejki w damskich kiblach w kinie to dla cierpliwych dam, ja jestem cierpliwa, ale czasem serio szybciej wrócić do hostelu załatwić takie rzeczy)
21.45-221.15 - ostatni, piąty seans. Jeśli to akurat dział "nocne szaleństwo" i nie pilnujecie procentów - piwko obowiązkowe (w moim przypadku w tym roku tylko raz wzięłam browca na piąty seans). Ciekawa tradycja, że nawet już nie chodzi o cykl "nocne szaleństwo", ale ogólnie się przyjęło, że na piątym seansie cała widownia otwiera browarsy/cole czy inne i słychać tylko "pssstttt!" i śmiech widzów. Taki zwyczaj, nie ma co się obruszać.
23.30 - po północy - powrót do hostelu, uff jak blisko, no chyba, że popitalasz z DCF to nie tak blisko. Posiadówa z kumpelą, obgadanie filmów, wypicie piwek z lodówczeki, zjaranie blancik.... zwapowanie medicala, dyskusje itp.
2 w nocy - spać, czy się chce czy nie! Druga w nocy to graniczna godzina. Ale z kumpelą akceptujemy taki styl życia na festiwalu.

I tak od nowa, każdy kolejny dzień, aż do końca. Dosłownie KINOKOŁCHOZ - bycie hardkorem na festiwalu to ciężka robota, 5 seansów dziennie. Kiedyś jeszcze odpuszczałam z dwa wieczory w ciągu festiwalu i szłam do znajomych albo na jakiś festiwalowy set/koncert. Teraz jednak jestem "chytra baba" na filmy, i takie rzeczy nie dla mnie. Chwile rozrywki właśnie wypełniają te niecałe dwie godzinki w hostelu z koleżanką, z którą co roku spotykamy się na NH.

W tym roku odpuściłam 3 filmy. Dwa filmy w pierwszy dzień festiwalu, bo zaraz po rozpakowaniu się w hostelu pojechałam do starych znajomych z Wrocka, by się spotkać i pogadać. I jeden film poranny odpuściłam w środku festiwalu, bo chciałam choć jeden raz funkcjonować jak człowiek, pospać te dwie godziny więcej itp. Ale też (szczerze mówiąc jako chytra baba na filmy), odpuściłam bo nic dla mnie nie było akurat w tym porannym bloku interesującego.

Co jeszcze?

Kolejki. Kolejki na najbardziej oblegane seanse. Na festiwalu nie ma miejscówek, więc miejsce w sali zajmujesz sobie sama. Kiedyś psioczyłam na to kolejkowanie, ale ogólnie, co za różnica dla mnie czy czekam te 15 minut przed wpuszczaniem na salę słuchając książki (bo akurat nikogo znajomego nie widzę na piętrze by zagadać) czy siedząc gdzieś obok czy już w kolejce.
Wyznam tu, że największe kolejki są do sali nr 1 na parterze, i jeśli wchodzę do holu, a kolejka już sięga pierwszego piętra, a ja nie chcę siedzieć w dwóch pierwszych rzędach, to się po prostu wpierdalam do kolejki, staję przy losowej personie, i tak wszyscy dookoła gapią się w telefony - protip! najlepiej to robić gdzieś w dziesięć metrów od początku kolejki, bo na początku zawsze cię wyłapie jakiś "strażnik texasu vide pani tu nie stała"). O kolejkach do damskiego kibla nie będę mówić, ale ogólnie coś się ruszyło w tym roku i laski przestały przesiadywać w kiblach by przemyśleć pół życia i idzie to wbrew pozorom całkiem szybko.

Żarcie. W okolicy kina NH miejscówek do żarełka dobrego jest masa. Od siebie polecam knajpę indyjską nieopodal, Pochlebną, Szynkarnię i Woosabi. W samym kinie też można coś zamówić, lub kupić taką większą kanapkę. Koło DCF jest Fala z wrapami, gruzińska piekarnia albo Marche - nakładasz co chcesz i jesz.

Ludzie. Trochę ubolewam, ale w tym roku paradoksalnie na festiwalu było tak dużo ludzi, że nie udało mi się tym razem zaliczyć jakiś ciekawych przypadkowych dyskusji czy spotkać "jednorazowych" przyjaciół. Na szczęście mam swoją stałą ekipę, więc często się spotykaliśmy a to w przed salami, a to na tym samym filmie i można było pogadać.

Co jeszcze? Nie pytaj nigdy hardkorowca co dzisiaj oglądał! On sam tego nie wie :grinning: Oczywiście szum filmowy jest bardzo intensywny i nawet pytanie "na czym teraz byłaś?" może załamać szare komórki. Ale po krótkim czasie i szoku pamięć wraca.

Znani ludzie filmu. Podejrzewam, że dla wielu taki Radu Jude, który przed seansem zaprasza na swój film to nic nie mówi i nie robi wrażenia. Ale np. rok temu z bliska mijałam Marcina Dorocińskiego, co ciekawe kolejka do zrobienia sobie z nim zdjęcia lub po autograf, była 100 razy mniejsza niż do damskiego kibla! :grinning:

To tyle. Gdyby ktoś miał pytania, o filmy, o inne aspekty życia festiwalowicza - śmiało, można pytać.

Fenomen

w Filmy

14piorunów

Po 25. edycji festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu - było ostro, 48 seansów jebnięte, więc można się domyśleć, że nie poszłam na łatwiznę, tylko szurałam mordą po kinowym ekranie all-day-long!

Na początek może dwa filmy, które mogą być znośne lub raczej oglądalne dla widza mainstreamowego.

ALPHA
Najważniejszym seansem do złapania dla mnie był najnowszy film Julie Ducournau "Alpha". Mimo, że znajomi powtarzali, że podobno duże rozczarowanie, że ma krytyczne recki. Ale ja się uparłam i koniec. I było warto upolować seans. "Alpha" nie odbiega, moim zdaniem, od "Mięsa" ani od "Titane", i właśnie w tym widzę przyczynę mniejszego zachwytu - po prostu wymagania wobec Ducournau (w końcu złapała Złotą Palmę jako druga kobieta w historii) są wymaksowane. "Alpha" jest lżejsza w sensie bodyhorrorowym od poprzednich filmów, ale podobnie jak poprzednie jej filmy to film o rodzinie. I to jest clue sukcesu tego filmu w moich oczach. Tam gdzie wchodzi zaraza, tam rodzina traci rozpęd, zmierza ku przepaści, chyba że przepracuje traumy na żywca, tu i teraz. Znakomite kino. 9/10.
https://www.youtube.com/watch?v=vrBEZNAiJIA

SIRAT
Ten film jest albo kochany albo znienawidzony. Znienawidzony za dziury logiczne, za nie trzymający się kupy scenariusz, za brak przesłania? Ale strona formalna tego filmu to sztosiwo totalne. Pustynne krajobrazy, gdzie ziarnka piasku unoszą się milimetry nad ziemią gdy z ogromnych głośników nawala rave.

Ojciec szuka zaginionej córki, która miesiące temu wyruszyła w pogoń za pustynnymi imprezami rave. Towarzyszy mu syn i pies, a niebawem zyska i inne towarzystwo, wręcz freakowe, zafiksowane na jeżdżeniu z jednej imprezy rave na kolejną. "Sirat" będzie skręcał wiele razy w sensie gatunku, niczym samochody pędzące przez pustynie. Mad Max w rymie rave. 9/10.
https://www.youtube.com/watch?v=ww-IXHXvS70

Fenomen

w Filmy

3piorunów

y

Około 50 filmów obejrzanych, już nie chce mi się liczyć dokładnie, praktycznie wszystko obejrzane stacjonarnie + 2 filmy online po powrocie z Wrocławia.

Od góry w dół z najlepszymi ocenami:

10/10
Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata- Radu Jude będzie na mojej liście, dopóki nie obejrzę większości filmów, które nakręcił. Ten film, widziany na festiwalu to sztos. Mój film festiwalu.

9/10
Sujo - najlepszą ucieczką przed złem są matki, które spotykasz na swojej drodze.
Gondola - humorystyczna zabawa kinem o dość nietypowym flircie w gondolach. Pomysłowość by zaimponować dziewczynie nie zna granic!
Razem z przypadku - patchworkowa family kontent wysoki. Ogląda się wybornie o rodzinie takiej pomieszanej, która zmierza jednak jak każda inna rodzina ku temu samemu - zjednoczeniu i miłości.

8 lub 8,5/10
Dziewczyna z Igłą
Kąpiel diabła
To nie mój film

Jeśli ktoś ciekawy tych filmów lub innych, które były na festiwalu - welcome do zadawania pyta

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

17piorunów

    

Lecimy dalej z tym gównem 😉

Cicha dziewczyna - opowieść o tym jak niespodziewana tymczasowa rodzina odmieni Cait, dziewczynkę, która jest popychadłem w domu i w szkole. Na wakacje zostaje odesłana do starszych ludzi, którzy są jej dalekimi krewnymi i zgodzili się by opiekować się dziewczynką. Tam nareszcie poznaje czym jest prawdziwa rodzina.

Młodziutka Catherine Clinch grająca główną rolę natychmiast weźmie serca widzów. 9/10, łezka poszła, kocham takie filmy.

Femme - bardzo energetyczne i dynamiczne kino. Jules uwielbia być dragqueen ale do czasu. Pewnego dnia po jednym ze swoich występów zostaje zaatakowany i brutalnie pobity przez młodego agresywnego typa. Dragqueenowe szaty kurzą się więc w szafie a Jules przeżywa swoisty ZSP i woli siedzieć w domu niż żyć jak kiedyś. Pewnego dnia w gejowskiej saunie spotyka swojego napastnika i zaczyna się gra Julesa pod zemstę.

https://youtu.be/zOrdsCsdV4o - zobaczcie zresztą trailer, który mniej więcej obrazuje jak wygląda cały film. Czyli oglądanie na "spiętej d⁎⁎ie" do samego końca. Polecam, 8,5/10.

Delikwenci - 25 lat w banku czy 3 lata w więzieniu - pyta jeden z bohaterów, gdy stawia drugiego przed wyborem uczestnictwa w szwindlu. Wybierz mądrze. Czasem jednak bywa, że żadne lata a te kawałki dni są najważniejsze. Nic dziwnego, że film dostał Grand Prix na tegorocznych Nowych Horyzontach.

Kapitan Faggotron ratuje świat - seans Nocnego Szaleństwa z przymrużeniem oka. Ksiądz Gaylord musi uratować świat zanim tajemniczy queer kosmici zamienią Ziemię w jego skrajnie gejowską wersję. Ojcu Gaylordowi pomoże winny mu przysługę Kapitan Faggotron, który w sumie nie miałby nic przeciwko takiej zmianie, ale no cóż, ma wobec ojca Gaylorda niespłacony dług. Queerowy do skrajności film, wybitnie śmieszny, chociaż w pewnym momencie dowcip staje się powtarzalny, ale film jest krótki, więc spokojnie można wybrechtać się do końca.

Czerwone niebo - czy ktoś widział bardziej hipsterski film na tych NH? Leon zjeżdża ze swoim przyjacielem na wieś koło morza, by tam dokonać ostatecznych poprawek nad swoją powieścią. Jednak okazuje się, że w domku zamieszkuje na wakacje także Nadja, która w ciągu dnia sprzedaje lody na promenadzie a wieczorami lubi sobie żyć jak to żyją młode dziewczyny w lecie. Leon ma z tym duży problem, i każdego dnia wychodzi z niego ogromne ego i buractwo, a jednak Nadja wciąż ma dla niego wiele cierpliwości. 8/10.

/tutaj pierwszy wpis o filmach z NH2023 - https://www.hejto.pl/wpis/kinozmahjongiem-kino-filmy-film-nowehoryzonty-kolejna-edycja-festiwalu-nowe-hory/

Fenomen

w Hydepark

17piorunów

    

Kolejna edycja Festiwalu Nowe Horyzonty za mną. Pod koniec byłam skrajnie wyczerpana, ale warto było. Oto kilka filmów wybranych przeze mnie z tych 46, które tam widziałam.

Blue Jean - sukces filmu Aftersun rozwalił system i z nor powychodziła cała masa kolejnych angielskich reżyserek. Widziałam całkiem sporo filmów tych kobiet na festiwalu i ogólnie każdy z nich był dobry. Ale najlepszy chyba był właśnie Blue Jean. Opowieść toczy się w końcówce lat 80. w Wielkiej Brytanii. Hasła konserwatystów o zakazie 'promocji' homoseksualizmu wpinają się w życie publiczne, i tak pochowani po kątach homoseksualiści czują się jeszcze bardziej zaszczuci niż wcześniej (czy czegoś nam to nie przypomina?). Główną bohaterką jest młoda nauczycielka WF-u, która nie ujawnia swojej orientacji, a wieczorami spotyka się ze swoją dziewczyną lub spędza czas w przyjaznym klubie. Wydaje się, że oprócz tego życiowego dysonansu, żyje się jej jakoś takoś. Problem pojawi się gdy w szkole zjawia się nowa uczennica, która także jest queer.

Ogólnie - czasy rządów Margaret Thatcher w rytmie popu. Ogląda się wybornie, bo wybory głównej bohaterki łatwo oceniać nam z perspektywy widza, a przecież nie każdy walczy od razu. Polecam 8,5/10.

Powoli - chyba taki lekki hit tegorocznego festiwalu, na tyle że rzucono dodatkowe seanse tego filmu na festiwalu. Historia ciepła o tym jak uczucie może zawiązać się między bardzo różnymi w swej seksualności ludźmi. I dać nadzieję na to, że to uczucie może przetrwać. On, tłumacz migowego, sympatyczny, empatyczny, aseksualny. Ona kipi seksualnością, życiem, tancerka. Wydaje się, że oboje pasują do siebie jak pięść do nosa, ale ostatecznie wchodzą w romantyczną relację.

Bardzo ciekawe spojrzenie na związek dwojga ludzi plus niecodzienna przecież reprezentacja aseksualności w filmie.

La chimera - To mój sztos tego festiwalu. Nie do końca miałam ochotę na to iść, bo poprzedni film Alice Rohrwacher "Szczęśliwy Lazzaro" oceniłam dobrze, ale jakoś hajpu nie miało to u mnie. Tymczasem opowieść o "grobodziejach", czyli o grupie rabującej starożytne groby dla pieniędzy niesie dla mnie ten cały włoski neorealizm na odpowiednie wody. Głównym "hero" tej grupy jest Arthur, który ma nosa (dosłownie!) do wyszukiwania miejsc na grabież. Jednak jego celem nie jest zarobek, a odnalezienie swojej Eurydyki. Włoscy mistrzowie we współczesnym kinie pewnie zrobiliby właśnie taki film o głębokiej żałobie. 9,5/10.

Lipstick on the glass - nowy film Kuby Czekaja. Tak się złożyło, że byłam na premierze. Z pompą, bo masa ludzi, kilka rzędów pozajmowanych dla ekipy, rodzin, sąsiadów i innych celebrytów. A sam film? Szmira totalna. Pretensjonalny bełkot w oprawie ubogiego Davida Lyncha. Widzowie gromkimi brawami bardziej nagradzali spot reklamowy o Wrocławiu, niż ten seans. Dałam 2/10 tylko dlatego, że muza dobra. Na następny film Czekaja czekać nie będę.

Księżniczka - Główna zasługa to pierwszoplanowa aktorka i jej koleżanki. Film o nigeryjskich "tirówkach" stojących na drodze za miastem, przy lesie. Miejsce akcji: Włochy. Ich relacje pomiędzy sobą, relacje pomiędzy nimi a klientami a wreszcie relacja pomiędzy główną bohaterką a sympatycznym Włochem, który jakby chciał przetransformować młodą prostytutkę na swoją dziewczynę, co okazuje się nierealne. To nie jest Pretty Woman.

Ale film nie jest dołujący, dziewczyny aż kipią życiem, mimo nędznego losu podrzędnych prostytutek. Wielka zasługa aktorek, nie wiem nawet czy to czasem nie naturszczyki, niestety nie znalazłam informacji na ten temat, ale jakoś nie widzę innej możliwości. 8,5/10.

Retrospektywa Satyajita Raya . Trylogię zostawiłam do nadrobienia, bo i tak jest łatwo do obejrzenia online. Tymczasem zaliczyłam:

* Odległy grom
* Dom i świat
* Samotna żona
* Tchórz
* Idol
* Gość

Wszystkie filmy te oceniam bardzo wysoko, ale chyba najbardziej podobał mi się z tego zestawu Idol, który jakby koresponduje z kawalerowiczowskim Pociągiem.

Jeśli ktoś chce się spytać o festiwal albo jakiś konkretny film - zapraszam, może akurat oglądałam :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (3)