@libertarianin Łamiąca wiadomość - nie ma przymusu korzystania z usług streamingowych, a to co opisujesz dotyczy wielu dziedzin życia i w angielskim nazywa się "shrinkflation": degradacja jakości lub zmniejszanie gramatury przy jednoczesnym utrzymywaniu lub zwiększaniu cen.
Te subskrypcje warto raz na jakiś czas zawieszać, dając dostawcom czas na przemyślenie oferty i strategii biznesowej. Głosowanie portfelem połączone z efektem skali daje zdumiewające rezultaty, jak choćby przykład piwa dla rednecków Bud Light, reklamowanego przez szpetnego transwestytę. To, że rednecki przerzuciły się na inne piwo, należącego do tego samego koncernu, nie zostało już szeroko nagłośnione, ale pokazuje jak iluzoryczny jest nieraz wybór.
Muzykę trzymam na telefonie i komputerze w postaci plików mp3, wrzucanych na tenże telefon przez kabel jakby nadal był 2006 rok. Ba, jestem takim dinozaurem, że na komputerze nadal mam Winampa w wersji 2.95, który robi to, czego od niego oczekuję, to znaczy odtwarza muzykę. Nie wciska reklam, nie próbuje się łączyć z czyimś komputerem (to się teraz nazywa "chmura") zanim cokolwiek uruchomi, zużywa jakieś nanobajty RAMu. Ten archaiczny sposób ma też wady - trzeba sobie ręcznie zapisywać najpierw pliki mp3 jakimś konwerterem YouTube-to-mp3, a potem wrzucać to pojedynczo na telefon jak zwierzę.