Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#wycieczka

Gruba ryba

w Góry

66piorunów

Siema,
Tłumy w Tatrach? Otóż nie tym razem 😁 Zapraszam do :hiking_boot:
---------
Szczyty: Brestová, Salatín, Pachol'a, Baníkov, Hrubá Kopa (Tatry)
Data: 8 września 2024 (niedziela)
Staty: 23km, 9h30, 1.730m przewyższeń

Trasa dla zainteresowanych.

Całodniowa wycieczka w słowackie Tatry z moim bratem - jedna z fajniejszych na jakich w ogóle byłem.

Informacje praktyczne:

* Auto można zostawić na dużym parkingu przy Chata Zverovka. Parking w teorii płatny, ale my przyjechaliśmy przed otwarciem budki z opłatami, a wyjechaliśmy po jej zamknięciu, także ostatecznie nie zapłaciliśmy nic (za szybą nie było żadnych karteczek, koła nie przebite).
* Na trasie jest sporo łańcucha i momentami duża ekspozycja - nie dla osób z silnym lekiem wysokości i przestrzeni. Najbardziej eksponowany odcinek z Baníkov na Hrubá Kopa można przejść w dużej części ścieżką, która idzie zaraz obok szlaku, jednak nie wymaga korzystania z łańcuchów.
* Polecam wziąć kask. Podczas naszej wycieczki nie widzieliśmy zbyt wielu osób, które miałyby go w wyposażeniu, jednak według mnie lepiej mieć, niż później żałować.
* Koniecznie w zapasie coś przeciwdeszczowego, pogoda lubi psuć się nagle.

Co było fajne:

* Mała ilość turystów - wyruszyliśmy o 5:30 i do 10:00, gdy dotarliśmy na Pachol'a, spotkaliśmy tylko jedną osobę. Później ludzi było już nieco więcej, ale bez tragedii. Na oko (czy raczej ucho) 75% to byli Polacy, więcej Słowaków było przy Tatliakovej chacie.
* Trasa pod względem atrakcyjności (widoki, urozmaicenie, klimat) to petarda. Dużo łańcucha też na plus jak dla mnie.
* Było czysto, w żadnym miejscu nie widziałem śmieci na szlaku.

Co było mniej fajne:

* Od Baníkova, mimo sprawdzanych rano prognoz, pogoda zaczęła się trochę psuć - zrobiło się wietrznie i przez jakiś czas kropiła mżawka. Niby nic, ale łańcuch ślizgał się trochę w ręce.
* Od Tatliakovej chaty do parkingu przy chacie Zverovka asfalt, lekko ponad 5 km.

Co było trudne:

* Jak wspomniałem, ekspozycja momentami była spora, także nogi chwilowo miałem jak z galarety, zwłaszcza przy fragmentach, gdzie metr po lewej stronie otwierała się przepaść. Słowacy się w tańcu nie pierdzielą i łańcuch czasem był, czasem go nie było, a szlak był namalowany tak, żeby mniej więcej wyznaczyć trasę przejścia. Dla mnie spoko, ale po polskiej stronie chyba byłoby więcej ułatwień.
* Mimo, że trasa była porównywalna do wypadu na Świnicę z tego samego roku, to bardziej się na niej zmęczyłem - może kwestia tempa, może kiepskiego przygotowania kalorycznego (poprzedniego dnia nie miałem czasu zjeść porządnego obiadu).

W komentarzu wrzucam jeszcze kilka fotek z łańcuchów. W tym roku planuję przejść ponownie, tylko w drugą stronę - dam znać, czy odczucia pozostały takie same 😉

Sum0piorunów

Komentarz usunięty

Gruba ryba1piorunów

@Piechur Z ciekawości, dlaczego nie parking pod spaloną?

Gruba ryba2piorunów

@Marchew Oryginalny plan zakładał jeszcze przejście przez Rakoń i zejście żółtym szlakiem, ale bratu zaczęło szwankować kolano i musieliśmy skrócić trasę.

Gruba ryba1piorunów

@Piechur Pełna grań to już bardzo gruby temat, zazdroszczę kondycji. Ja po odcinkach salatyny + banówka miałem absolutnie dość.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Góry

47piorunów

Siema,
W :hiking_boot: najnudniejsza (jak na razie) z tatrzańskich dolin.
---------
Miejsce: Dolina Lejowa (Tatry)
Data: 18 sierpnia 2024 (niedziela)
Staty: 9.5km, 2h20, 250m przewyższeń

Trasa dla zainteresowanych.

Krótki spacer z młodą w nosidle.

Informacje praktyczne:

* Samochód można zostawić na jednym z licznych parkingów w Kirach.

Co było fajne:

* To w dalszym ciągu Tatry, więc było ładnie, a widok odległych szczytów robił klimat.
* Część czarnego szlaku łączącego dolinę Lejową z doliną Kościeliska na plus.

Co było mniej fajne:

* Trasa była bez fajerwerków, a sama dolina Lejowa mnie nie zauroczyła. Wypada raczej słabo w porównaniu do innych tatrzańskich dolinek.

GURU1piorunów

@Piechur Lubię wszystkie tatrzańskie doliny i tęsknię za nimi. 😊

W Dolinie Lejowej chyba jeszcze nie byłem. Piszę chyba, bo po Kirach pałetałem się, więc mogłem tam postawić kilka kroków.

Gruba ryba1piorunów

@Mr.Mars Wydaje mi się, że ona nie jest jakaś specjalnie popularna, bo też nie prowadzi do żadnego ciekawego miejsca - ani do jaskini, ani do schroniska, ani do wodospadu, ani na szczyt. Jedynie Niżnia Kominiarska Polana może być jakąś atrakcją, ale nawet nie ze średniej półki 😛

Fanatyk1piorunów

@Mr.Mars @Piechur atrakcją jest to, że mało kto tam chodzi :grinning:

Gruba ryba0piorunów

@Zielczan Dobra, masz mnie 😁 A przynajmniej mało Polaków, bo jak ja byłem to akurat jakaś grupa anglojęzyczna nakręcała się, że widzieli niedźwiedzia 😛

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Góry

21piorunów

Siema,
Dzisiaj druga część przyjemnego szlaku łączącego Myślenice z Sułkowicami. Zapraszam na :hiking_boot:
---------
Szczyt: Barnasiówka (Pogórze Wielickie)
Data: 4 sierpnia 2024 (niedziela)
Staty: 15.5km, 3h20, 430m przewyższeń

Trasa dla zainteresowanych.

Żółty szlak z Myślenic prowadzący urokliwym lasem, który wyglądał na fajne miejsce do pobiegania.

Informacje praktyczne:

* Parking niestety tylko na rynku w Myślenicach. Na ulicy Generała Henryka Dąbrowskiego, którym prowadzi później żółty szlak, chyba nie można parkować.
* Tak jak widać na profilu konkretne podejście jest tylko jedno, ale nie trwa długo.
* Na samą Barnasiówkę trzeba odbić ze szlaku. Na szczycie jest tabliczka.
* Z Karnasiówki można zejść do Diabelskiego Kamienia. Ja byłem tam idąc od Sułkowic (krótsza trasa).

Co było fajne:

* Droga była bardzo przyjemna i szło się nią bez problemu. Myślę, że to może być niezłe miejsce do biegania.

Co było mniej fajne:

* Okoliczna młodzież korzysta z lasu do uprawiania motocrossu, co średnio lubię, bo jest hałaśliwy i smrodzi.
* Byłem tam po ulewach i na podejściu przed lasem było gliniaście i ślisko, także jeden z moich butów zmienił się w u-buta i osiągnął pełne zanurzenie w dużej kałuży.

Gruba ryba

w Góry

14piorunów

Siema,
Zapraszam do :hiking_boot: na zeszłoroczne nocne brykanie.
---------
Szczyt: Sularzówka (Beskid Makowski)
Data: 3 listopada 2023 (niedziela)
Staty: 7km, 2h10, 290m przewyższeń

Krótka i łatwa, ale zaskakująco przyjemna trasa na mały szczyt niedaleko Myślenic.

Informacje praktyczne:

* W Trzebuni brak parkingu w pobliżu zielonego szlaku, jednak auto można zostawić np. obok tej kapliczki.

Co było fajne:

* Podejście na szczyt zielonym szlakiem było całkiem ciekawe, niewymagające, odpowiednie dla dzieci.
* Zejście nieoznakowanymi ścieżkami również było przyjemne i ładne, zwłaszcza dzięki wyścielającym je liściom.

Co było wkurzające:

* Asfalt, szczególnie w drodze powrotnej. Brak chodnika, więc trzeba było wracać spory odcinek poboczem. Kolejny raz schodziłbym tą samą trasą, którą wchodziłem, zamiast kombinować.

Trasa dla zainteresowanych.

Fanatyk4piorunów

Pochwal się proszę latarką.

Fanatyk4piorunów

@Lubiepatrzec a ja też z polecenia własnie odebrałem Sofirn HS10. Musi starczyć, po co mi 4 czołówka. 😉

GURU2piorunów

@Ravm no ja mam jedną ale w sumie kupiłbym czwartą 😉

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Góry

35piorunów

Z Przehyby na Radziejową dużo lodu i gównianego mojego śniegu :snowflake:

:mountain:

Gruba ryba3piorunów

@Piechur Czy w takich warunkach na beskidzkich szlakach wymagane są raczki? Czy może standardem jest chodzenie gołym butem?

Fanatyk4piorunów

@Marchew można jak ja: raczki w plecaku a z góry zsuwasz się od drzewa do drzewa. Lenistwo straszna rzecz.

Gruba ryba1piorunów

@Marchew Imho lepiej w raczkach, ale dopiero jakoś od 1k wysokości. Jest jednak dość ślisko, a komfort chodzenia zwiększa się niesamowicie.

GURU3piorunów

Jprd ambona jak u nas w osw przy obozie

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Hydepark

11piorunów

Hejka, jako że już zdążyłem zapomnieć co to znaczy jeździć na motocyklu to chciałbym się z wami podzielić moją amatorską relacją z podróży do Francji. :smiley: Może kogoś zainspiruję do wyjazdu na motorku w przyszłym roku. Zachęcam też do dodawania swoich relacji na

https://motocyklembezdarciamordy.blogspot.com/2024/12/wycieczka-na-zachod.html

Gruba ryba2piorunów

@Solar jechał motorem do francy aż ogłuchł. Koniec. XD

Koneser2piorunów

Winszuję. Też w tym roku byłem w Normandii, tylko że rowerem i samochodem, po drodze wizyta w Sinsheim :)

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Góry

39piorunów

Droga z Łącka na Koziarz bardziej jesienna niż zimowa. Pod szczytem trochę śniegu, ale ogólnie to jest go jak na lekarstwo.

:mountain:

Fenomen1piorunów

Gdzie dokładnie jest ta wieża? Chodziłem kiedyś co roku z Zabrzeży na Koziarz i to był raczej zarosnięty i nieuczęszczany szlak. Niestety od ~20 lat tam nie bylem 😒

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Góry

38piorunów

Siema,
Eksperymenty z nowym formatem w :hiking_boot:
---------
Miejsce: Stare Wierchy, Maciejowa (Gorce)
Data: 20/21 lipca 2024 (sobota/niedziela)
Staty: 1 dzień - 11km, 5h50, 450m przewyższeń,
2 dzień - 3km, 1h, 70m przewyższeń

Dwudniowa wycieczka z Myszą z noclegiem w schronisku PTTK na Maciejowej. Fajna trasa z ładnymi widokami, czterolatki powinny być w stanie ją przejść.

Informacje praktyczne:

* W miejscu startu jest sezonowy (?) nieoficjalny parking - gospodarz udostępnia za opłatą swoje pole, na którym można zostawić samochód. Ja płaciłem 20 zł za dobę.
* Nocleg w schronisku najlepiej rezerwować z dużym wyprzedzeniem, w sezonie miejscówki szybko się rozchodzą. Ja rezerwowałem miesiąc wcześniej, spaliśmy w pokoju wieloosobowym (młodej w ogóle to nie przeszkadzało). Pościel dodatkowo płatna, chyba że ma się swój śpiwór.
* Zapłaciłem za dwa łóżka, ale ostatecznie spaliśmy na jednym, bo młoda się obudziła w nocy. Warto wziąć to pod uwagę przy wyprawie z dzieckiem, bo spokojnie można zapłacić tylko za jedno łóżko.
* Zatyczki do uszu to konieczność.

Co było fajne:

* W większości przyjemna, zalesiona trasa.
* Po drodze na Maciejową przerwa na Starych Wierchach i chill out na kocyku.
* Małe, ale niezwykle urokliwe schronisko na Maciejowej z pięknym widokiem na Tatry i Beskidy. W schronisku wszystkie potrzebne udogodnienia - miejsce na ognisko, stołówka, prysznic (jeden, ale jest).
* Krótka trasa drugiego dnia, Mysz nie zdążyła zacząć marudzić na bolące nogi.

Co było trochę wkurzające:

* Podejście na Stare Wierchy momentami strome. Mysz często narzekała i dramatyzowała, na szczęście poza dużą ilością czasu (nigdzie się nie spieszyło), miałem też zapas żelków.
* Odcinek z parkingu/pola do rozejścia szlaków zielonego i żółtego to asfalt i utwardzona droga (jakieś 2km).
* Dużo os - z jednej polanki, na której rozłożyliśmy się na kocu, musieliśmy wręcz uciekać, bo Mysz wpadła w panikę.

Polecam na rodzinny wypad. Mojej młodej tak spodobało się nocowanie w schronisku, że już układa plan na przyszły rok.

Trasa dla zainteresowanych.

GURU2piorunów

@Piechur Co by było, gdyby żelków nie było. :smiley:

Gruba ryba1piorunów

@Mr.Mars sznuk_nie_wiem.png :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gwiazdor

w Hydepark

25piorunów

Jeździć, obserwować. Temperatura na plusie, a że @Shagwest wybrał się na prowincje, trzeba było odwiedzić garaż. I nawet słońce dziś dopisało. Wg wskaźników z S19, temperatura powietrza była 1,5 st, a asfaltu - 4,3 st. Idealnie na małego tripa 😁

GURU1piorunów

zboczony xD

Gwiazdor1piorunów

@SuperSzturmowiec ponoć mówią że trzeba być "pierdolniętym żeby jeździć na motocyklu", nie rozumiem tego :face_with_rolling_eyes: Nie wiem o co chodzi.

GURU1piorunów

@Yozue no bo jezdzisz i pierdolnieci nie rozumieją tego :smiley:

Mocarz1piorunów

@Yozue Ideollo.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Góry

74piorunów

Ostatni spam ode mnie na dzisiaj. Czekamy z tatą w B-B na powrotny do domu.

Nareszcie udało się dowalić fajną trasę: Wisła - Barania Góra - Skrzyczne - Klimczok - Bielsko-Biała. Start wczoraj o 21 z Wisły, 19h łażenia, 57 km, 2,240 m przewyższeń, także mamy dość, przynajmniej na jakiś czas 😁

:mountain:

Mistrz5piorunów

@Piechur fajnie! Ja że starym jedynie gdzie byłem to na zamku w Chęcinach :/

Jak już mój chłopok będzie większy to go będę zabierał na takie wycieczki, ale nie w góry bo nie lubię gór :D

Gruba ryba4piorunów

@cebulaZrosolu Spędzanie wspólnego czasu ze swoim dzieckiem jest wypełnione magią i wkurwem jednocześnie 😊

Fanatyk2piorunów

@Piechur solidnie daje okiejke 👍👍

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Góry

20piorunów

Siema,
Na szybkości podsumowanie :hiking_boot: w ramach :closed_book:

---------
97. Wpis: Lubogoszcz
Wnioski:

* Dość często robienie pętli na krótkich trasach oznacza dość długie odcinki prowadzące asfaltem - czasem lepiej wejść i zejść tą samą drogą.

98. Wpis: Ciecień
Wnioski:

* Trasy z małymi dziećmi w nosidłach nie powinny być dłuższe niż 2-3h, żeby nie zamęczyć pociech.
* Warto prześledzić wcześniej planowaną drogę, w jej pobliżu mogą znajdować się ciekawe rzeczy (ja będąc pierwszy raz na Ciecieniu nie wiedziałem, że zaraz obok jest polanka z widokiem).

99. Wpis: Szpilówka
Wnioski:

* Na wycieczkę z dziećmi, zwłaszcza jeśli na uwzględniać ognisko, najlepiej zarezerwować sobie cały dzień i przygotować się na to, że marsz będzie powolny z wieloma przerwami.

100. Wpis: Wysoka
Wnioski:

* Nie trzeba mieć namiotu, żeby nocować w górach pod namiotami - w bazach zwykle można je wynająć za naprawdę psie pieniądze, warto jednak wcześniej zadzwonić i dopytać o dostępność i warunki rezerwacji.
* Baza namiotowa pod Wysoką jest świetna i ma wszystkie wygody, jakich potrzeba - zadaszoną kuchnię, miejsce na ognisko, źródełko, zlew do mycia naczyń, a nawet prysznic.

101. Wpis: Kotoń Zachodni, Kotoń
Wnioski:

* Niektóre szczyty leżą poza wyznaczonymi szlakami i trzeba do nich dojść. Zwykle takie miejsca są odpowiednio oznaczone tabliczkami z informacją "Szczyt" lub "Do szczytu".
* Chodzenie leśnymi ścieżkami poza oznaczonymi trasami nie zawsze należy do najprzyjemniejszych i trzeba liczyć się z tym, że będą kompletnie zarośnięte.
* 30% asfaltu na trasie to, moim zdaniem, stanowczo zbyt dużo, żeby trasa była przyjemna.

102. Wpis: Nosal, Zawrat, Świnica, Kasprowy Wierch
Wnioski:

* Planując dłuższą trasę w Tatrach dobrze zacząć ją z samego rana - można liczyć na mniej zapchane szlaki i łatwiejszy powrót samochodem.
* Łańcuchy i klamry bardzo uatrakcyjniają wycieczkę, jednak jeśli ktoś ma lęk wysokości, mogą nie być najlepszą opcją.
* Idąc w Tatry zawsze warto mieć ze sobą krem z filtrem, słońce potrafi mocno przygrzać, czego często się nie czuje. Smarowanie karku i twarzy to dobra praktyka.
* Zanurzenie stóp w zimnym potoku na koniec trasy to coś, co polecam każdemu.

-------
Przy 20 kończę, obiecuję 😛

Statysta1piorunów

@Piechur Gdzie jest wieża widokowa ze zdjęcia tytułowego?

Gruba ryba3piorunów

@amisz37 Na Lubaniu w Gorcach - bardzo fajne miejsce, zaraz pod nią jest baza namiotowa :slightly_smiling_face:
Edit: Tu z widokiem na Tatry.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Góry

66piorunów

Siema,
Lubicie łańcuchy? To zapraszam na :hiking_boot:
---------
Szczyty: Nosal, Zawrat, Świnica, Kasprowy Wierch (Tatry)
Data: 13 sierpnia 2024 (wtorek)
Staty: 25.5km, 11h20, 1,775m przewyższeń

Opisywałem niedawno wycieczkę na Szpilówkę, na której byłem z Myszą oraz kolegą i jego synkiem. Otóż w tym samym czasie, gdy my spędzaliśmy cudowne chwile z pociechami, jego żona zaliczyła swój pierwszy wyjazd w Tatry, podczas którego miała okazję z dość bliska zobaczyć niedźwiedzicę z młodymi. Nie przeciągając wstępu - tak jej się spodobało, że zaczęła wiercić mi dziurę w brzuchu, żebym zorganizował jakiś wypad w nasze najwyższe góry. Niedźwiedzia trudno przebić, ale postanowiłem zapewnić choć namiastkę tych emocji. Udało mi się znaleźć termin, w którym (dzięki żonie) mogłem się wyrwać na cały dzień, i ciemną nocą pojechaliśmy z koleżanką do Kuźnic.

Punkt 3:45 wyruszyliśmy z parkingu zielonym szlakiem na Nosala. To była dobra decyzja, bo pierwsze zasapanie mieliśmy dzięki temu za sobą dość wcześnie i szybko wpadliśmy w dobry rytm. Marsz mijał bardzo przyjemnie i zanim się obejrzeliśmy byliśmy już na niebieskim szlaku. Niebo zaczynało już pięknie różowieć zwiastując rychłe nadejście słońca. Na Przełęczy Między Kopami puszczało już nam oko spomiędzy gałęzi krzewów. Klimat był fantastyczny.

Jeszcze lepiej było na Hali Gąsienicowej, która skąpana w żółciach i pomarańczach wyglądała jak z bajki. Świetne miejsce na przywitanie pierwszych promieni nadchodzącego dnia. Przy schronisku Murowaniec zrobiliśmy sobie pierwszą przerwę na posiłek i nasmarowanie twarzy kremem do opalania. Czas mieliśmy całkiem fajny - była 6 rano, a nas czekał cały dzień przemierzania górskich szlaków. Kondycyjnie obydwoje byliśmy dobrze przygotowani, także nastroje dopisywały.

Z Hali poszliśmy na Czarny Staw Gąsienicowy. Trasa była łagodna, choć (jak to w Tatrach) usiana dużymi głazami, na których lubią wykręcać się kostki. Przy Stawie znów zrobiliśmy krótką przerwę i ruszyliśmy na Zawrat. Podchodziliśmy od strony północnej, a więc całkowicie zacienionej, co było plusem ze względu na brak piekącego słońca. Trochę się bałem, ze skały mogą być zbyt śliskie, ale wszystko było ok. Droga była męcząca dla nóg, ale nie aż tak jak przy podejściu na Rysy. W końcu, jakiś kawałek za Zmarzłym Stawem, doszliśmy do łańcuchów i stwierdziłem, że to dobry moment na założenie kasków (dużo ludzi szło bez, ale ja wolę być dodatkowo zabezpieczony).

Byłem ciekawy, jak na łańcuchach poradzi sobie koleżanka, ale było tak jak myślałem - miała z nich olbrzymią frajdę i skakała na nich jak małpa po gałęziach. Świetna jest to trasa, polecam bardzo Zawratowy Żleb, jednak warto brać pod uwagę, że wymaga on jednak przygotowania kondycyjnego i osoby z lękiem wysokości mogą mieć na nim problem. W każdym razie według mnie było bardzo fajnie, ale ja lubię łańcuchy.

Niebawem zobaczyłem w skale maleńką figurkę Maryi, co oznaczało, że Zawrat jest tuż za rogiem. Na nim również zrobiliśmy przerwę na posiłek. Tu słońce prażyło i nie było już przed nim ucieczki. Była już 8:30, więc czerwonym szlakiem ruszyliśmy zdobyć Świnicę, główny cel naszej wycieczki. Trasa - jednokierunkowa - prowadziła przez łańcuchy i klamry, czyli znów to, co tygryski lubią najbardziej. Widoki były fenomenalne, przejrzystość świetna, zapowiadało się, że tym razem uda mi się coś ze Świnicy zobaczyć, bo poprzednim razem, gdy na niej byłem, tonęła w chmurze.

Tym razem było idealnie. Zrobiliśmy dłuższą przerwę na posiłek, zrobienie masy pamiątkowych zdjęć i na zwyczajne czerpanie z chwili. Następnie zeszliśmy do Świnickiej Przełęczy - w tę stronę trasa była dwukierunkowa, więc trzeba było wymijać się z wchodzącymi turystami, przepuszczając ich zwłaszcza przy klamrach i łańcuchach. Pamiętam, że byłem nieco zaskoczony, że tak dużo rodziców bierze w to miejsce swoje małe dzieci, z których najmłodsze miały na oko może 6-7 lat. Ja bym chyba nie zdecydował się zabrać tam Myszy przed dziesiątym rokiem życia.

Z przełęczy udaliśmy się na Kasprowy Wierch, żeby wykorzystać dzień na maksimum. Mimo, że odcinek nie był aż tak bardzo długi i brak na nim było poważnych przewyższeń, to jednak zmęczenie zaczęło dawać nam się we znaki. W końcu jednak dotarliśmy na Kasprowy, który roił się od turystów, którzy wjechali na niego kolejką. Dużą ich część stanowiły osoby z Bliskiego Wschodu, na co ciężko nie było zwrócić uwagi. Znów zrobiliśmy długą przerwę, tym razem racząc się bezalkoholowym piwem, kupionym co prawda za majątek, ale smakującym w tamtej chwili lepiej, niż jakiekolwiek alkoholowe piwo, które piłem.

Po odpoczynku zaczęliśmy schodzić zielonym szlakiem do Kuźnic. Przez spory czas mogliśmy się jeszcze cieszyć przepięknymi widokami, jednak, jak to zwykle bywa przy schodzeniu, dość szybko skupiliśmy się na tym, żeby mieć to w końcu za sobą (czy jest na sali ktoś, kto lubi schodzić?). Na trasie mieliśmy okazję minąć klasykę niedzielnych turystów, a więc osób zupełnie nie przygotowanych kondycyjnie i sprzętowo, które wyglądały jakby przyszły prosto z Krupówek, myśląc, że Kasprowy to taki mały pagórek do obskoczenia w godzinę. Może minąć i sto lat, a tacy ludzie zawsze się znajdą.

Niedaleko Kuźnic skorzystaliśmy jeszcze z zejścia do Bystrej, w której zanurzyliśmy zmęczone stopy. Woda była lodowata, ale działała cuda - polecam robić tak po każdej długiej wyprawie. Później minęliśmy dolną stacje kolejki, przy której rzecz jasna roiło się od turystów, zobaczyliśmy Nosal, na którym byliśmy kilkanaście godzin wcześniej, i dotarliśmy do samochodu. Była godzina 15, także trasa powrotna do Krakowa minęła w miarę sprawnie i bez większych korków.

Teraz podsumowanie trasy: była świetna. Naprawdę. Jedna z fajniejszych, na jakich byłem. Widoki, poziom trudności, łańcuchy i klamry, ekspozycja, wszystko w odpowiednich proporcjach. Polecam gorąco.

Trasa dla zainteresowanych.

Gruba ryba2piorunów
Gruba ryba3piorunów

@Piechur ech, jak sie tak patrzy na zdjecia, to te wysokosci to sie nie wydaje jakies wielkie halo, ale jakis czas temu zdarzylo mi sie przejsc z czerwonych wierchow na kasprowy i w niektorych momentach bylem lekko obsrany, a to w zasadzie zwykla sciezka 😁 leku wysokosci sie chyba nie da pozbyc

Gruba ryba1piorunów

@cweliat Pozbyć nie, ale okiełznać - jak najbardziej 😉

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Góry

27piorunów

Siema,
Kolejne nocne łażenie w :hiking_boot:
---------
Miejsce: Kotoń Zachodni, Kotoń (Beskid Makowski)
Data: 26/27 października 2024 (sobota/niedziela)
Staty: 12.5km, 3h50, 640m przewyższeń

To była kolejna z nocnych trasek, które zrobiliśmy z tatą, żeby choć na kilka chwil wyrwać się z miasta i pochodzić po górach, co w ciągu dnia jest zwykle poza naszym zasięgiem. Na Kotoniu Zachodnim już kiedyś byłem (żółty szlak z Pcimia) i wiedziałem, że nie ma tam nic ciekawego, no ale nie o to chodziło. Chwilę przed 22 dojechaliśmy do Trzebuni i spod kapliczki, przy której zostawiliśmy samochód, ruszyliśmy na szczyt.

Wchodziliśmy zielonym szlakiem, który moim zdaniem niczym szczególnym się nie wyróżniał. Może był trochę bardziej stromy, niż się spodziewaliśmy. Podczas wchodzenia słyszeliśmy spłoszone stada saren, a także dziki albo dzika, co mimo wszystko często się nie zdarza. Dość szybko znaleźliśmy się przy tabliczce z nazwą szczytu, pogadaliśmy chwilę z quadowcami, których również przywiało tam tej nocy, a następnie czarnym szlakiem zeszliśmy do miejscowości Zawadka.

Głównym powodem, dla którego chciałem iść tą trasą było to, że na mapach dało się wyznaczyć krótką pętlę z tej miejscowości, idealną na wycieczkę z moimi dziewczynkami lub babcią. Niestety okazało się, że jest tam stanowczo za dużo asfaltu jak na nasze gusta, także drugi raz raczej się tam nie wybiorę. Przeszliśmy przez tę małą miejscowość i czarnym szlakiem, który większość czasu prowadził ulicą, doszliśmy w okolice Kotonia.

Aby na niego dojść trzeba było zejść z żółtego szlaku - w pewnym momencie na drzewie można było dostrzec strzałkę z napisem "szczyt". Sugeruję używać tam jednak GPS i map, bo dalej oznaczenia są już niewystarczające, a dostępnych ścieżek jest kilka. Znakiem, że trafiło się na Kotoń, była tabliczka z nazwą szczytu zawieszona na drzewie. W tamtym miejscu zrobiliśmy sobie przerwę na gorącą herbatę i posiłek, po czym zdecydowaliśmy się schodzić.

Uparłem się, żeby nie wracać na zielony szlak, którym wchodziliśmy, i zamiast tego wyznaczyłem nam trasę wzdłuż leśnych ścieżek oznaczonych na mapach. Nie polecam tego zejścia. Początek był bardzo stromy, szło się przez chaszcze, a później po błocie wzdłuż ciurczącego strumyka. Tymi dróżkami także nie planuję ponownie iść.

Po wyjściu z lasu do samochodu również musieliśmy dojść asfaltem i ostatecznie wyszło mi, że stanowił on 30% naszej trasy, więc raczej średnio. Ogólnie, poza tym, że trochę podchodziliśmy, byliśmy z tatą zgodni, że tym razem było trochę byle jak.

Trasa dla zainteresowanych.

Gruba ryba

w Góry

32piorunów

Siema,
Zapraszam na :hiking_boot: Dziś o świetnej bazie namiotowej :camping:
---------
Miejsce: Wysoka (Pieniny)
Data: 27/28 lipca 2024 (sobota/niedziela)
Staty: 10.5km, 550m przewyższeń

Od momentu gdy Mysz po raz pierwszy nocowała ze mną pod namiotami na Lubaniu, co bardzo jej się spodobało, miałem w głowie plan, żeby kiedyś poza nią zabrać na podobną wycieczkę również jej kuzynkę, czyli moją siostrzenicę. Kiedy tylko zaczęło robić się cieplej zarzuciłem temat i sprawdzałem, czy rybki biorą - okazało się, że złapały się obydwie.

Na cel naszej wyprawy wybrałem Wysoką w Pieninach z podejściem przez Wąwóz Homole. Znałem tę trasę i wiedziałem, że dziewczynki spokojnie sobie poradzą. Na dwa tygodnie przed planowanym wyjazdem okazało się, że dołączyć mogłaby również moja siostra, co trochę komplikowało mi plany z racji tego, że namiot miałem trzyosobowy. Na szczęście okazało się, że w studenckiej bazie namiotowej pod Wysoką, w której planowałem się zatrzymać, jest opcja wynajęcia namiotów - należało to zrobić poprzez napisanie maila, a rezerwacja liczyła się w momencie uzyskania pozytywnej odpowiedzi zwrotnej. Nocleg kosztował tyle co nic (bodajże 16 złotych od osoby ze zniżkami dla dzieci do 7 roku życia), a dzięki temu odpadło sporo kilogramów, które w przeciwnym razie trzeba by było nieść.

Wyruszyliśmy z największego parkingu znajdującego się niedaleko wąwozu (strasznie drogi, zapłaciłem 50 zł za dobę, w okolicy były chyba tańsze). Kiedyś już opisywałem tę drogę, dlatego teraz tylko skrótowo powiem, że była idealna: ścieżkę okalały wysokie skały, co i rusz trzeba było omijać wielkie głazy, wzdłuż trasy płynął potok, który w kilku miejscach przekraczało się przechodząc po mostkach, dużo było też wspinania się po metalowych schodkach. Droga była przygotowana świetnie i cieszyła się ogromną popularnością. Trzeba liczyć się z tym, że w sezonie może być tłoczno.

Do bazy namiotowej doszliśmy po ok. 2 godzinach z hakiem. Siostrzenica zasuwała dzielnie i bez większego narzekania, natomiast moja młoda walczyła trochę z muchami w nosie. Na miejscu zameldowaliśmy się do bazowego, który pokazał nam nasz namiot, przedstawił ogólne zasady przebywania w bazie oraz pokazał, co można w niej znaleźć. Według mnie było perfekcyjnie i do tej pory nie byłem w lepszym miejscu (prawda jest też taka, że nie mam dużego porównania). Poza zadaszoną kuchnio-stołówką, w której w olbrzymich garach gotowała się nieustannie woda i można było skorzystać ze sztućców, talerzy i tym podobnych rzeczy, w bazie było miejsce na ognisko, zlew do mycia naczyń oraz prysznic z wodą z płynącego obok potoku, a także źródełko z pyszną, zimną wodą. Namiot, w którym spaliśmy był czteroosobowy z dwoma komorami i półką na rzeczy znajdującą się w przedsionku; miejsca do spania były odizolowane od ziemi paletami wyłożonych materacem i kocem - karimaty, które wziąłem, okazały się niepotrzebne, wystarczyło zabrać śpiwory. Według mnie petarda, polecam gorąco.

Po małym posiłku i przepakowaniu się w mniejsze plecaki ruszyliśmy na szczyt. Droga wznosiła się już znaczniej i przez większość czasu szło się na pełnym słońcu, na szczęście rosły przy niej wysokie drzewa, pod którymi można było się na chwilę schować. Na rozległej polanie można było dostrzec pasące się owce, których dzwoneczki słychać było już z daleka, klimat był iście sielankowy. Wychodząc nasze dziewczyny nawiązały kontakt z dwoma innymi koleżankami w podobnym wieku, które szły ze swoją mamą, dzięki czemu przestały zwracać uwagę na trudy wędrówki. W tym miejscu serdecznie pozdrawiam panią Justynę, która zdecydowała się sama pójść na taką wyprawę ze swoimi dziewczynkami. Brawo!

Ogólnie trasa na Wysoką nie była wymagająca do momentu, w którym kończyła się polana. Później jednak nastąpił fragment, którego niezbyt lubię - zrobiło się stromo, a pod nogami była ziemia, której wierzchnia warstwa była dość sypka i łatwo było się poślizgnąć. Wchodziło się bardzo kiepsko, ale mimo to mijaliśmy kilka osób z nosidłami, w których były małe dzieci. Cóż, ja bym się jednak nie zdecydował iść tam z dzieckiem w nosidle wiedząc, jak wygląda droga.

Od skrzyżowania szlaków pod Wysoką trasa również prowadziła stromym podejściem, jednak tam było już skaliście, więc noga trzymała się podłoża pewniej. Przez większość czasu musiałem asekurować Mysz przy wchodzeniu, jednak nowo poznane koleżanki śmigały samodzielnie. Po pokonaniu, mimo wszystko, wymagającego podejścia, wspinaczce po głazach i zainstalowanych metalowych stopniach, dotarliśmy na szczyt. Od bazy zajęło nam to półtorej godziny. Zrobiliśmy dłuższą przerwę ciesząc się widokami i karmiąc dzieciaki zasłużonymi czekoladkami, po czym udaliśmy się w drogę powrotną.

Na miejscu nazbieraliśmy gałęzi i rozpaliliśmy ognisko, do którego po krótkim czasie zaczęły dołączać również inne osoby. Poza naszymi pociechami było sporo dzieci, także siostrzenica szybko znalazła sobie towarzystwo do zabawy. Niestety moja młoda jest bardzo nieśmiała, więc skończyło się na tym, że prawie cały czas musiałam być w jej pobliżu. Gdy nastał zmrok umyłem się pod lodowatym prysznicem i poszliśmy spać do naszego namiotu.

Obudziłem się wypoczęty i zadowolony. Obok mnie słodko spała Mysz, więc poleżałem jeszcze kilka chwil rozkoszując się tym, co upichciło dla mnie życie. Gdy reszta również powstawała, ogarnęliśmy z siostrą dzieciaki, zjedliśmy niespiesznie śniadanie wzbogacone kubkiem solidnej kawy, a następnie po uregulowaniu płatności za nocleg udaliśmy się z powrotem na parking. Dzieciakom bardzo się podobało (chociaż co innego niż nam, dorosłym), jednak siostrzenica, w przeciwieństwie do mojej Myszy, chyba nie zapałała miłością do namiotów. Zresztą zobaczymy: gdy tylko zacznie robić się cieplej spróbuję znowu zarzucić temat wypadu, a nuż znowu złowię jakieś rybki.

Trasa dla zainteresowanych.