Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#zajebanezfacebooka

Gwiazdor

w Hydepark

107piorunów

#zajebanezfacebooka

Skończyłem kurs psiego behawiorysty z nudów, bo akurat miałem trzy wolne weekendy, a wszystkie seriale już obejrzane. Myślałem, że będzie śmiesznie: trochę o smyczach, trochę o lęku separacyjnym, ktoś powie „piesek musi mieć granice” i do domu. Tymczasem po dwóch dniach dostałem certyfikat z moim imieniem, złotą łapką w rogu i podpisem kobiety, która przez cały kurs mówiła do owczarka niemieckiego „panie Krzysztofie”.

No to pomyślałem: skoro mam papier, to czemu nie. Założyłem szkołę dla psów.

Nazwę wymyśliłem profesjonalną: Akademia Świadomego Pyska. Logo zrobiłem w Canvie: pies w okularach i slogan „Twój pies wie. Ty jeszcze nie.” Ludzie zaczęli się zapisywać jak szaleni, bo wiadomo, pies w domu szczeka, gryzie kapcie, patrzy dziwnie na teścia - trzeba specjalisty.

Na pierwszych zajęciach przyszło osiem osób z psami. Ja stoję w polarze z haftem „behawiorysta”, ręce za plecami, mina jakbym rozumiał wilki lepiej niż one same. Patrzę na grupę i mówię:

- Zanim zaczniemy, musicie zrozumieć jedno. Pies nie ma problemów behawioralnych. To wy macie problemy ludzkie.

Wszyscy zapisują.

Pomyślałem: oho.

No i się zaczęło.

Jedna pani mówi, że jej maltańczyk nie chce wracać ze spaceru. Ja zamknąłem oczy, pokiwałem głową i powiedziałem:

- On panią testuje. Proszę przez tydzień, kiedy nie będzie chciał iść do domu, położyć się obok niego na chodniku i też odmówić powrotu. Musi zobaczyć, że jest pani częścią stada, a nie administracją budynku.

Pani prawie się wzruszyła.

Drugi facet mówi, że pies ciągle wchodzi mu do łóżka. Ja mówię:

- To nie pies wchodzi do pana łóżka. To pan bezprawnie śpi w legowisku lidera. Od dziś pan śpi na macie przy drzwiach, a pies na materacu. Po trzech nocach sytuacja się ustabilizuje.

Facet pyta, czy żona się zgodzi.

- Żona też jest częścią stada - mówię. - Niech wybierze: kanapa albo korytarz.

Wszyscy kiwają głowami, bo powiedziałem to spokojnym głosem.

Najlepsze było przy panu z labradorem, który jadł wszystko na spacerach. Patyki, chusteczki, raz podobno pół zapiekanki razem z papierem. Facet pyta, jak to zatrzymać.

Ja zrobiłem długą pauzę, taką terapeutyczną, po czym mówię:

- Musi pan odzyskać kontrolę nad zasobami. Kiedy pies coś podniesie, pan też musi coś podnieść. Ale szybciej. Pies ma zobaczyć, że pan jest szybszym zbieraczem.

- Czyli co mam podnosić?

- Cokolwiek. Liść. Kamień. Paragon. Symbolicznie. Proszę warczeć przy tym nisko.

I nagle osiem dorosłych osób stoi na trawniku i ćwiczy podnoszenie liści z warczeniem.

Ja już ledwo wytrzymuję.

Na trzecich zajęciach wprowadziłem moduł „komunikacja międzygatunkowa”. Powiedziałem, że psy poznają świat przez zapach i dotyk, więc jeśli chcemy, żeby pies nam zaufał, musimy przestać się brzydzić jego „naturalnego języka”.

- Proszę dziś w domu powąchać psie łapy - mówię. - Ale nie tak normalnie. Z szacunkiem. Każdą osobno. Przednią lewą najdłużej, bo tam zwykle siedzi konflikt emocjonalny.

Jedna pani zapytała, co jeśli pies zabierze łapę.

- To znaczy, że nie jest gotowy na dialog.

Potem dodałem, że bardziej zaawansowani mogą delikatnie polizać opuszkę, żeby „domknąć rytuał akceptacji”. Myślałem, że wtedy ktoś wstanie i powie: dobra, panie, koniec tej komedii.

Nikt nie wstał.

Jedna pani nawet zapisała: „lizać łapy - bez presji”.

Zrozumiałem wtedy, że mam władzę, której człowiek mieć nie powinien.

Kulminacja przyszła, gdy na zajęcia przyszedł pan z buldogiem francuskim, który gryzł.

Nie jakoś dramatycznie. Nie „rzuca się do tętnicy”. Bardziej: podgryzał gości, łapał za nogawki, robił z łydki test smaku. Pan mówi, że pies gryzie, kiedy ktoś wchodzi do mieszkania.

Ja od razu w tryb specjalisty. Przykucnąłem, spojrzałem buldogowi w oczy, a on prychnął na mnie jak stary autobus.

- To nie jest agresja - powiedziałem tonem człowieka, który właśnie wrócił z trzyletnich badań nad wilkami w Bieszczadach. - To jest nie zaadresowana korespondencja emocjonalna.

Wszyscy zapisują.

- Co mamy robić? - pyta właściciel.

- Kiedy pies gryzie gościa, gość musi oddać mu symboliczny dług.

- Jaki dług?

- Nogawek.

Cisza.

- Proszę przygotować w domu koszyk ze starymi skarpetami. Każdy gość, zanim wejdzie, bierze jedną skarpetę, kładzie ją przed psem i mówi: „przynoszę okup, nie przynoszę chaosu”.

Kobieta z border collie spytała, czy skarpeta ma być uprana.

Zamknąłem oczy, jakbym kontaktował się z psim kolektywem.

- Nie musi.

I oni to zapisali.

Potem dodałem, że jeśli pies mimo wszystko ugryzie, nie wolno krzyczeć, tylko należy spokojnie powiedzieć:

- Dziękuję za informację zwrotną.

Na następnych zajęciach facet powiedział, że pies gryzie mniej, ale teściowa odmówiła składania skarpety przy wejściu i została „bardzo stanowczo oceniona przez buldoga”.

Powiedziałem, że proces działa.

A potem nadszedł moment, który do dziś czasem wraca do mnie w nocy.

Pewien chłop zapytał, że jego pies ma dziwne kupy i czy powinien iść do weterynarza. Normalny człowiek powiedziałby od razu: tak, proszę iść do weterynarza. I ja też wiedziałem, że tak trzeba powiedzieć. Weterynarz. Badanie. Dieta. Pasożyty. Normalna odpowiedź.

Ale wtedy spojrzałem na grupę.

Osiem dorosłych osób. Notesy w dłoniach. Oczy pełne zaufania. Ludzie, którzy już warczeli do liści, spali na wycieraczce i pytali, czy łapę psa lizać zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

I pojawiła się myśl.

Mała, czarna, okropna myśl.

„Powiedz im”.

Poczułem, jak gdzieś w środku otwiera się klapka, a zza niej wychyla się diabeł w polarze behawiorysty.

„Powiedz im, że trzeba spróbować”.

Nie dlatego, że trzeba. Nie dlatego, że to ma sens. Tylko dlatego, że mogłem.

Wiedziałem, że oni to zrobią.

To było najgorsze.

Nie miałem przed sobą sceptyków. Nie miałem przed sobą ludzi, którzy wstaną i powiedzą: panie, puknij się pan w miskę. Miałem przed sobą uczniów Akademii Świadomego Pyska. Ludzi po module „stanie bokiem do psa w celu przeproszenia przestrzeni”. Oni by to zapisali. Oni by poszli do domu. Oni by się kłócili, czy próbkę należy pobrać rano, czy po spacerze.

Facet patrzył na mnie i czekał.

Ja otworzyłem usta.

- W takich przypadkach - zacząłem powoli - kluczowa jest pełna analiza sensoryczna…

Grupa pochyliła się nad notesami.

I wtedy zobaczyłem siebie z boku.

Nie jako trenera. Nie jako żartownisia. Tylko jako człowieka, który stoi na granicy. Po jednej stronie: niewinny trolling, skarpety dla buldoga, oddawanie łóżka jamnikowi. Po drugiej stronie: totalna ciemność. Behawiorystyczna przepaść. Miejsce, z którego nie wraca się już tym samym człowiekiem.

W głowie miałem dwie myśli naraz.

Pierwsza: „Nie rób tego”.

Druga: „Ale wyobraź sobie opinie w Google”.

Przez sekundę naprawdę walczyłem sam ze sobą. Palce mi zadrżały. Certyfikat w ramce na ścianie błysnął złotą łapką, jakby też mnie kusił. Buldog francuski ziewnął, jakby mówił: „dawaj, człowieku, zobaczmy, jak nisko upadniecie”.

Wziąłem oddech.

- …ale - powiedziałem w końcu - absolutnie nie smakiem.

Ktoś przestał pisać.

- Proszę nie próbować psiego stolca - dodałem bardzo wyraźnie. - To nie jest metoda. To nie jest metafora do praktykowania. To jest moment, w którym idzie się do weterynarza.

W sali zrobiło się dziwnie cicho. Jakby byli trochę rozczarowani.

Pani od maltańczyka uniosła rękę.

- Czyli tylko obserwujemy?

- Tylko obserwujemy.

- A zapach?

Zacisnąłem powieki.

- Z bezpiecznej odległości.

Właściciel psa zapisał: „weterynarz, nie próbować, zapach z dystansu”.

I na tym się skończyło.

Przynajmniej wtedy.

Bo prawda jest taka, że ta myśl czasem do mnie wraca. Nie często. Nie codziennie. Ale są takie momenty: jadę tramwajem, mieszam herbatę, stoję w kolejce po bułki i nagle pojawia się w głowie szept:

„Mogłeś im kazać”.

I od razu robi mi się zimno.

Bo wiem, że mogli to zrobić.

Wiem, że wróciliby tydzień później z tabelką w Excelu, kolumnami: kolor, konsystencja, bukiet, refleksje emocjonalne psa.

A ja musiałbym tam stać w polarze z haftem i udawać, że to był element procesu.

Dzisiaj prowadzę drugi poziom kursu: „Człowiek jako smycz energetyczna”.

Na pierwszych zajęciach każę uczestnikom przez piętnaście minut udawać drzwi, żeby pies mógł „przepracować przejścia”.

Mam już zapisy do listopada.

Ale przy temacie stolca zawsze mówię jedno:

- Weterynarz.

Potem robię pauzę.

Bo człowiek musi znać swoje granice.

Nawet behawiorysta.

https://www.facebook.com/groups/kopypasty/posts/4223712624548778

Autorytet1piorunów

@PanAreczek no fajna ta pasta z czata gpt ale nie rób więcej :slightly_smiling_face:

Twórca0piorunów

Dobra pasta, ale szybko można się zorientować, że to fikcja, bo najpierw jest mowa o trzech wolnych weekendach a za chwilę a dyplomie po dwudniowym kursie.

Pokaż więcej komentarzy (21)

Fanatyk

w Heheszki

29piorunów

#humorinformatykow #heheszki #microsoft #microslop #zajebanezfacebooka

Lider1piorunów

@fadeimageone ogólnie odkąd mam Linuxa minta to jestem szczęśliwszy bo ta k⁎⁎wa windows to wiecznie czegoś chciała a ja odpalam komputer jak czegoś potrzebuję a nie potrzebuję aby komputer mnie wkuwiał bo się aktualizuje albo muli albo coś popierdolił

Fanatyk3piorunów

@AdelbertVonBimberstein dokładnie! A jak coś nie działa, to wystarczy że nauczysz się C i napiszesz sobie patcha. Albo poczekasz 5 lat aż ktoś naprawi. Albo chuj, dobrze jest, można żyć bez XYZ!

Lider2piorunów

@eloyard jak coś nie działa to się okazuje, że nie muszę rozwiązywać problemu fchuj czasu albo instalować dziwnych programów bo krótki opis problemu- lmm mówi co skopiowac do konsoli i w 2 minuty mam wszystko rozwiązane.

To nie te czasy, że trzeba umieć aby zrobić. Do tego ai się nadaje idealnie.

Fanatyk2piorunów

@AdelbertVonBimberstein "a przepraszam rm -rf / rzeczywiście to nie była ta komenda, rzeczywiście" xD

Nie no spoko. Jak działa Ci to chwała. Mi jedyny x86 linuks na jakim działa wszystko to co chcę, to SteamOS, bo nie korzystam z niego jako pc-ta xD

A tak to zawsze jakieś problemy były. A z Windowsem zasadniczo przez ostatnie 3 instalowane generacje: 7, 10, 11 mam całkiem ładnie na przekroju kilku domowych PC i całego stada służbowych w kilku firmach.

Także różnym ludziom różne rzeczy działają.

Gruba ryba1piorunów

@eloyard

Brzmisz jak typowy przypadek PEBKAC.

Obecnie Linux działa na wszystkim poza nowszymi Macami i niektórymi Armami (pozdrowienia dla ofiar Qualcomm), bo producentom nie zależy.

A twórcy SteamOS upstreamuja swoje patche.

Przyznam natomiast, że jak kupuje laptopa to nadal sprawdzam czy jest certyfikowany pod Linuksa.

Ja też nie lubię zaskoczeń.

Fanatyk0piorunów

@Dzemik_Skrytozerca

> Brzmisz jak typowy przypadek PEBKAC.

Ja tak brzmię, ale ci co mają problemy z Windowsem, już nie?

Patrz, A U MNIE DZIAŁA xDDDDDDDDD

Osobistość4piorunów

Jakby kiedyś wyciekł pełny kod Windowsa to by dopiero się zaczęło szukanie dziur na poważnie xD

Fanatyk1piorunów
Osobistość0piorunów

@fadeimageone Ale to jest XP, 20 letni system w czasie tego wycieku. To tak jakby teraz cofnąć repo Linuxa o 20 lat w historii GITa i szukać tam podatności xD.

Osobistość1piorunów

@Catharsis no wiesz. Windows 11 nadal używa jeszcze rzeczy stworzonych w latach 90 i to często jeszcze w nienaruszonej formie.

Fanatyk0piorunów

@korfos to ma tę zaletę, że wiele rzeczy stworzonych w latach 90. nadal na nim działa.

Fanatyk0piorunów

@Catharsis W Windows 11 masz w
%WINDIR%\\WinSxS\\
%WINDIR%\\System32\\

masz wrzucone stare pliki EXE i biblioteki DLL dla zachowania kompatybilności wstecznej.
Dlaczego nie ma folderu System64?? Skoro masz już procesor X64 i system w architekturze X64?
Właśnie dlatego, by zachować kompatybilność wsteczną.

Osobistość0piorunów

@korfos @fadeimageone Ja sobie zdaje sprawę, że tam wiele rzeczy jest nieruszone ale to są głównie funkcjonalności które są już kompletne, tak jak chociażby ten przykład z okienkiem do formatowania dysku.
Ale trzeba być naiwnym żeby myśleć, że przez ten czas nie zmienił się kod odpowiadający chociażby za obsługę sieci itp. To, że coś jest kompatybilne wstecz nie oznacza, że nie było ruszane od 20 lat. Można coś przepisać od nowa tak żeby było kompatybilne. Pewnie ten wyciek kodu XPeka dał jakiś wgląd jak działają niektóre procesy ale nie słyszałem żeby realnie zwiększył ilość exploitów i zero dayów na Windowsie.

“Temporary” disk formatting UI from 1994 still lives on in Windows 11It wasn't elegant, but it would do until the elegant UI arrived." It never did.Ars Technica
Osobistość0piorunów

@Catharsis Teraz w większości już ai robi zmiany w windowsie 11 i nie można mieć pewności że nie zmieni to w pełni działających bez problemu starych rzeczy.

Jedno jest pewne. Microsoft ma w dupie co się dzieje z windowsem i dał hindusom wolną rękę w jego rozwijaniu. Byle tylko używali do tego copilota, a nie innych narzędzi jak stackoverflow.

Fanatyk0piorunów

@korfos Chat GPT i inne LLM zassały już dawno stackoverflow, pomieszały wątki i masz blob kodu, który działa na g. i trytytki

Osobistość0piorunów

@fadeimageone wiem o tym. Dlatego też nic nie stoi na przeszkodzie żeby popsuć coś co już działa. Przecież na tym polega ulepszanie rzeczy przez sztuczną inteligencję. Na uśrednianiu.

Jak się ma jedną niezabugowaną rzecz i drugą mocno zabugowaną to w takim wypadku najlepiej jest przerobić te dwie rzeczy na dwie mało zabugowane, a potem je mocniej zabugować używając "ulepszonego" datasetu przez ai. Wtedy obie strony są zadowolone. Pracownik dostaje szybki hajs, a firma cieszy się z wyników w tabelkach. Tak mi mówił kolega który kiedyś pracował dla ibm, a teraz pracuje w hinduskiej firmie outsourcingowej dla microsoftu.

Pokaż więcej komentarzy (17)

GURU

w Hydepark

39piorunów

Teraz mi głupio, że mówiłam o gołębiach "rumuni przestworzy".

Z FB: "Ogrodowe triki i porady"

Gołąb miejski to nie brudne zwierzę, które skądś przyszło. To zwierzę, które stworzyliśmy, używaliśmy przez 5000 lat — i porzuciliśmy, gdy przestało być potrzebne. Każdy gołąb na każdym rynku w Polsce jest potomkiem udomowionych gołębi skalnych (Columba livia), hodowanych jako posłańce, źródło mięsa i symbol statusu od starożytnego Egiptu po obie wojny światowe.


Kilka faktów, które zmieniają perspektywę.


Oboje rodzice produkują mleczko wola — wydzielinę bogatą w białko i tłuszcz, którą karmią pisklęta przez pierwsze dni życia. To zdolność niemal unikalna wśród ptaków — poza gołębiami posiadają ją tylko flamingi i pingwiny cesarskie.
Gołębie tworzą pary na całe życie. Ten sam partner, to samo gniazdo, rok po roku. Gdy jeden z pary ginie, drugi często pozostaje sam.


Nawigują za pomocą pola magnetycznego Ziemi i pozycji słońca, wracając z odległości ponad 1000 km. Mechanizm nie jest do końca poznany — ale działa niezawodnie od tysięcy lat. W Polsce gołębiarstwo pocztowe ma szczególnie silną tradycję — na Śląsku hodowle gołębi pocztowych działają nieprzerwanie od XIX wieku.


Gołębie miejskie zjadają resztki jedzenia, ziarna i odpady organiczne z ziemi. Bez nich ten materiał karmi szczury. Miasto bez gołębi to nie miasto czystsze — to miasto z większą populacją gryzoni.


Problem, który ludzie przypisują gołębiom, tworzą ludzie. Dokarmianie chlebem dostarcza pustych kalorii bez wartości odżywczej i napędza niekontrolowany rozród. Gęstość populacji gołębi jest bezpośrednią funkcją dostępności pożywienia — tam, gdzie ludzie przestają sypać chleb, populacja w ciągu dwóch–trzech lat stabilizuje się sama.


Gołąb pocztowy Cher Ami dostarczył w 1918 roku wiadomość, która uratowała życie blisko 200 żołnierzy amerykańskich w Argonach — ranny, postrzelony, z jedną nogą i wybitym okiem dotarł do celu. Otrzymał Croix de Guerre.
To nie jest brudne zwierzę. To zwierzę, które udomowiliśmy, porzuciliśmy — i teraz unikamy za to, że przetrwało.

#zajebanezfacebooka #zwierzeta #ciekawostki

Lider0piorunów

@GazelkaFarelka jakość grafiki odzwierciedla to, jak bardzo mi gołomp potrzebny w mieście

Pokaż więcej komentarzy (28)